Jan Nowicki: droga do domu

Okładka książki Jan Nowicki: droga do domu
Rafał Wojasiński Wydawnictwo: Nowy Świat Cykl: Pasjonujące biografie (tom 11) biografia, autobiografia, pamiętnik
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Cykl:
Pasjonujące biografie (tom 11)
Data wydania:
2009-11-17
Data 1. wyd. pol.:
2009-11-17
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373863750
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jan Nowicki: droga do domu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Jan Nowicki: droga do domu



książek na półce przeczytane 723 napisanych opinii 83

Oceny książki Jan Nowicki: droga do domu

Średnia ocen
6,7 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1924
1923

Na półkach:

Czytałam kiedyś listy Jana Nowickiego do pomieszkującego w niebie Piotra Skrzyneckiego, daleko odbiegające od tematyki wielkiego świata filmu, w którym zaistniał jako aktor. Wiedziałam więc, czego się spodziewać sięgając po tę pozycję i nie zawiodłam się.
Otrzymałam książkę, którą mogłam czytać, oglądać, a przede wszystkim nad nią pomyśleć. Książkę-przystanek w pędzie mojego życia, podsuwającą w swoich mini-rozdziałach myśl, życiowy wniosek, refleksję osnutą na wydarzeniu lub osobie z przeszłości bohatera wspomnień, dla którego "liczy się tylko przeszłość. Bo to jest całość. Przyszłość to jest nic, nawet jeśli jest zaplanowana", zawartych w krótkich impresjach, czasami w jednozdaniowej wypowiedzi. Po której zamyślałam się na resztę wieczoru, na czas tuż przed snem, by wrócić do przemyśleń pana Jana następnego dnia, by uczyć się od człowieka. Nie od aktora wielkiego formatu, ale właśnie od człowieka: co w życiu jest najważniejsze, co liczy się najbardziej, bo jak twierdzi człowiek się gubi i czasami kundli. Pokazując mi te drogowskazy czynił to od niechcenia, jakby myślami i duchem był już u swojego przyjaciela Piotra. Jakby właśnie wrócił do punktu wyjścia, do domu zmęczony z dalekiej drogi i chciał już tylko spokoju w oczekiwaniu na podróż ostatnią, do domu stojącym na końcowej stacji kolei życia.
A wszystko to uchwycone na czarno-białych fotografiach, ukazujących pana Jana rzadko wprost, a częściej z boku, z ukosa, wychodzącego, odchodzącego, pochylonego nad książką. Zogniskowanych raczej na jego czynnościach, przedmiotach w dłoniach, otaczającym go tle. Tak jakby już go tu nie było, jakby nie on był najważniejszy, ale to co po nim pozostanie: myśli, uczynki, przyjaciele-zwykli ludzie i ostatnie słowa: "Aktor to bardzo przeciętny człowiek, im bardziej przeciętny, tym lepiej."
I pusty fotel z odłożoną przed chwilą gazetą…

Czytałam kiedyś listy Jana Nowickiego do pomieszkującego w niebie Piotra Skrzyneckiego, daleko odbiegające od tematyki wielkiego świata filmu, w którym zaistniał jako aktor. Wiedziałam więc, czego się spodziewać sięgając po tę pozycję i nie zawiodłam się.
Otrzymałam książkę, którą mogłam czytać, oglądać, a przede wszystkim nad nią pomyśleć. Książkę-przystanek w pędzie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

114 użytkowników ma tytuł Jan Nowicki: droga do domu na półkach głównych
  • 76
  • 38
27 użytkowników ma tytuł Jan Nowicki: droga do domu na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Jan Nowicki: droga do domu

Inne książki autora

Okładka książki Antologia WYSPY. Port pierwszy Józef Baran, Ernest Bryll, Wojciech Chmielewski, Stefan Chwin, Przemysław Dakowicz, Jacek Dehnel, Martyna Deszczyńska, Małgorzata Goraj-Bryll, Wacław Holewiński, Tomasz Jastrun, Wojciech Kaliszewski, Wojciech Kudyba, Krystyna Lars, Marek Ławrynowicz, Janusz Majewski, Monika Małkowska, Piotr Matywiecki, Piotr Milewski, Marek Nowakowski, Kazimierz Orłoś, Tomasz Różycki, Elżbieta Sawicka, Adrian Sinkowski, Tadeusz Sobolewski, Rafał Wojasiński
Ocena 0,0
Antologia WYSPY. Port pierwszy Józef Baran, Ernest Bryll, Wojciech Chmielewski, Stefan Chwin, Przemysław Dakowicz, Jacek Dehnel, Martyna Deszczyńska, Małgorzata Goraj-Bryll, Wacław Holewiński, Tomasz Jastrun, Wojciech Kaliszewski, Wojciech Kudyba, Krystyna Lars, Marek Ławrynowicz, Janusz Majewski, Monika Małkowska, Piotr Matywiecki, Piotr Milewski, Marek Nowakowski, Kazimierz Orłoś, Tomasz Różycki, Elżbieta Sawicka, Adrian Sinkowski, Tadeusz Sobolewski, Rafał Wojasiński

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Marek Grechuta. Portret artysty Wojciech Majewski
Marek Grechuta. Portret artysty
Wojciech Majewski
Moja ocena: 6,4/10 Doskonale pamiętam moment, gdy po raz pierwszy wpadła mi w ucho piosenka jednego z najważniejszych polskich muzyków. Było to podczas kultowej sceny kończącej film Chłopaki nie płaczą. Z czasem poznałem kolejne piękne utwory, jednak kunszt Marka Grechuty w pełni doceniłem dopiero jako dorosły człowiek. Książka Wojciecha Majewskiego — skądinąd również znakomitego muzyka — jest pozycją dość specyficzną. Z racji swojej profesji autor skupia się przede wszystkim na analizie twórczości Marka Grechuty, omawiając kolejne albumy oraz to, jak jego muzyka zmieniała się wraz z upływem lat. Z pewnością jest to książka, która przypadnie do gustu adeptom szkół muzycznych oraz osobom obeznanym z terminologią muzyczną. Czytelnicy nieposiadający takiej wiedzy, zwłaszcza w zakresie warsztatu wokalnego i instrumentalnego, mogą momentami poczuć się nieco zagubieni. Ci natomiast, którzy szukają w tej książce pogłębionej opowieści o samym Marku Grechucie i jego życiu prywatnym, mogą odczuć pewien niedosyt. Nie zmienia to faktu, że pozycja jest bardzo dobrze napisana, a Wojciech Majewski wykonał ogromną pracę badawczą. Skupił się jednak niemal wyłącznie na artystycznym aspekcie działalności Grechuty — i w tym obszarze można śmiało powiedzieć, że czytelnik zostaje w pełni usatysfakcjonowany. Książkę polecam, choć sam z pewnością sięgnę jeszcze po inną biografię Marka Grechuty, bardziej skoncentrowaną na jego życiu prywatnym jako dopełnienie historii tego wybitnego artysty i melorecytatora. zapraszam po inne recenzje i polecajki oraz haul na bookstagram https://www.instagram.com/libroholic87/
Kamil - awatar Kamil
ocenił na 6 2 miesiące temu
Galeria potworów Agnieszka Osiecka
Galeria potworów
Agnieszka Osiecka
Zawsze się zastanawiałam, jak to możliwe, tyle pamiętać. Nazwiska, daty, miejsca, sytuacje sprzed trzydziestu - czterdziestu lat. Już na-wet nie mówię: jak tyle przeżyć, ale jak to wszystko zachować z taką żywą aktualnością? W którymś momencie Agnieszka wspomina, że pisze z głowy, bez żadnych pomocy. Nie pamiętam nazwisk większości nauczycieli z podstawówki ani z liceum, imion kolegów z roku, nie pamiętam okoliczności wielu ważnych wydarzeń, a ona pamiętała „to wszystko”? Materiał na kilka książek. Ja wiem, niektórzy tak mają. Powtarzam to sobie i wcale mi nie lepiej. Mnie natura nie wyposażyła w filmową pamięć ani w szczególne zdolności, bystrość umysłu i ostrość widzenia świata. Cóż, niewielu wyposażyła. Agnieszkę tak. Chodzę czasem z mojego Grochowa na spacery, aż na Saską Kępę. Przechodzę Francuską koło niej: siedzi przy stoliku, zawsze z tym delikatnym uśmiechem, blond włosem zebranym z ogon, w małych zgrabnych pantoflach. Siedzi i patrzy na nas, tutaj, jak kręcimy się z nosami w telefonach, wydajemy grube pieniądze na modne knajpy i nie potrafimy sklasyfikować sami siebie: już nie video (odszedł w mroki historii, zastąpił go olinkluziw), jeszcze nie cyber-ludzie. Takie przestraszone własnym dorobkiem twory ery obrazkowo-informacyjnej. Generalizowała. O, tak, robiła to często i z wprawą. Aby ująć celnie świat w krótkich wersach poezji musiało tak być. Umiała sprowadzić pojedynczy przypadek do zasady. Do uogólnienia. Stąd jej trzy Polski: maryjna, partyjna i firmowa. „Też pracowałam kiedyś w firmie”, pisze. I opowiada barwnie i celnie o całym świecie relacji, które wytworzyły się w środowisku biznesu przełomu lat ‘80 i ‘90. Czytajmy Osiecką. Niech uczy nas jakości słowa, tego, jak w oparciu o krótkie zdarzenia wykreować piękne opowieści. Jak opowiedzieć o sobie, o swoim doświadczaniu świata barwnie i zajmująco, wbrew pięciominutowym serwisom informacyjnym, wbrew krzykliwym tytułom w sieci, wbrew obrazkom z serwisów i łotsapom, mesendżerom, esemesom… Jak opowiedzieć coś prawdziwego i umieć od-czytać coś, co mówi o swym świecie Drugi. Kochajmy Osiecką.
MO_ Orlińska - awatar MO_ Orlińska
oceniła na 6 2 lata temu
Kalina Jędrusik Dariusz Michalski
Kalina Jędrusik
Dariusz Michalski
Bardzo rzetelnie napisana książka. Zgaduję, że niektórych czytelników może przytłoczyć ogromna liczba różnych faktów i opinii, wzajemnie się ze sobą mieszających. Dla mnie to akurat zaleta. Dzięki tak dużej objętości i ilości informacji "nie wchłonęłam" tej książki na raz, tylko delektowałam się nią kilka tygodni. Każda strona czytana była w wielkiej uważności, żeby się nie pogubić i aby możliwie najbardziej "wgryźć się" w osobowość Kaliny. Zrobiłam przy tym też fajną rzecz, w tzw. międzyczasie, którą chciałam się podzielić. Może to kogoś zainspiruje. Bowiem czytanie biografii urozmaicałam sobie różnymi produkcjami i filmami z udziałem Kaliny. To był naprawdę niesamowity czas! Miałam poczucie "ożywienia" jej osoby, jakbym ją znała, choć de facto aktorka odeszła jeszcze przed moim urodzeniem.. A o samej Kalinie to nie będę opowiadać, bo się nie da, a już na pewno nie w tak krótkiej formie wypowiedzi. Powiedzieć, że to była zdolna, ciekawa aktorka, to jakby nie powiedzieć nic. To była osobowość - magnetyczna, inspirująca, fascynująca, eteryczna. ARTYSTKA - w najściślejszym znaczeniu tego słowa. Jeszcze w temacie samej książki. Na ogół jestem zwolenniczką chronologicznego układu biografii, ale w tym przypadku uważam, że autor wykazał się DOSKONAŁĄ intuicją, wybierając układ problemowy. Bardzo mi to zagrało w tej opowieści.
IzabelaBeata - awatar IzabelaBeata
oceniła na 9 10 miesięcy temu
Hipisi w PRL-u Kamil Sipowicz
Hipisi w PRL-u
Kamil Sipowicz
Ułomny klasyk. Na dodatek klasyk, który przeszedł właściwie niezauważony. Oprócz bohaterów i, zapewne, kilku osób ze środowiska, sięgnęło po niego pewnie kilka osób. Ci, których lektura tej książki ominęła niech żałują. Jej autor, Kamil Sipowicz, jest postacią dużo ciekawszą niż rola partnera/męża Kory, którą przez lata odgrywał i w której wciąż od czasu do czasu jest obsadzany. Był żywym, ciekawym życia i nowych doznań nastolatkiem, którego młodość przypadła na czasy rewolucji hipisowskiej. Chłopiec o otwartym umyśle musiał co najmniej otrzeć się o jej polskie odpryski. „Hipisi w PRL-u” są złożonym im po latach hołdem. Hołdem i próbą odpowiedzi na bardzo ważne pytanie: dlatego dziś nikt o nich nie pamięta, a wiedza o polskiej popkulturze zaczyna się wraz z historią festiwalu w Jarocinie i modą na punk, która ze sporym opóźnieniem dotarła do Polski. Pytanie to jest dość istotne nawet w kontekście aktualności. Hipisi pojawili się w Polsce czasów ściśle strzeżonej „Żelaznej kurtyny” prawie równolegle z podobnymi im kontestatorami ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. Nasze punki wyległy na ulice kilka lat po tym, jak ich koledzy i koleżanki z Wielkiej Brytanii oraz pomniejszych miejscówek zmienili/ły look i muzykę, której słuchali/ły. A więc nasze hipy były bardziej na czasie. Książka Sipowicza wypełnia więc czarną dziurę w naszej wiedzy. Problem w tym, że jest dziełem mocno niedoskonałym. Początek jest rewelacyjny. Omówienie korzeni i historii światowego ruchu hipisowskiego to erudycyjny majstersztyk. Mamy tu dogłębną analizę, przybliżenie najważniejszych postaci i zjawisk oraz osadzenie ich w kontekście socjologii i filozofii. Brzmi poważnie i akademicko, ale akademickie nie jest. To bardzo żywy, porywający tekst. Właściwie teksty, bo pełno tu rozbudowanych, uzupełniających podstawową narrację, ramek. Trudno się od tego oderwać. To chyba najlepsze, na pewno jedno z najlepszych, omówień ruchu hipisowskiego, jakie ukazały się w Polsce. Problemy zaczynają się później. Główną część „Hipisów w PRL–u” zajmują rozmowy z kluczowymi lub bardziej charakterystycznymi postaciami ruchu. Czasem są istotne – tak jak chyba jedyny wywiad z najważniejszym polskim hipisem, symbolem naszych długowłosych, Józefem Pyrzem, czyli „Prorokiem”, często bardzo interesujące, ale najczęściej, niestety, nudne: typowe gadki wujów wspominających stare, dobre czasy. Widać, że Sipowicz nie jest zawodowym dziennikarzem i nie potrafi przeprowadzać wywiadu, kontrolować wywiadów i ściągać rozmówców z dygresyjnych mielizn. Powoduje to, że cały ciężar rozmów spada na przepytywanych. Dlatego, choć np. Pyrz mówi dużo, to jego wypowiedzi chwilami wpływają na falę bełkotliwej metafizyki, z której autor nie jest w stanie go wyłowić. Z kolei w innych przypadkach odpowiedzi na standardowe, banalne pytania, zamieniają się w fascynujące opowieści, dowodzące, że nawet w czasach Gomułki i wczesnego Gierka Polska potrafiła wyprodukować twórczych frików, porównywalnych klasą z największymi subkulturowymi zawadiakami z Zachodu. Są tu też gadki, bez których ta książka mogłaby się obejść. Na pewno byłaby bez nich lepsza. Na domiar złego, no dobra – nierównego, Sipowicz pomiędzy kolejnymi partiami rozmów, zabawia się w artystyczne egzegezy. Z pasją typowego inteligencika, próbuje nadać hipisom głęboki rys intelektualno–artystyczny. Wychodzi to nieprzekonująco, bo opisy kilku/kilkunastu happeningów puentuje, że były fajne, ale było ich niewiele. Zadaje też w sumie retoryczne pytanie dotyczące muzyki pop: jak to jest, że cała popkultura Zachodnia zbudowana jest na hipisowskiej podmurówce, zaś nasi długowłosi muzycy nie wyprodukowali nic, co przetrwałoby do naszych czasów. Dlaczego to w sumie pytanie retoryczne? Ano dlatego, że pod ich wizerunek podpięli się typowi estradowcy i dalej robili w chałturach. Tyle, że teraz bujali się w koszulach w kwiatki i szerokich spodniach, a do tekstów wpletli ziemię, kwiaty i tego typu asortyment. Trudno uwierzyć, że gość klasy Sipowicza nie zdaje sobie z tego sprawy. No, że chyba tej klasy nie ma, a ja nieświadomie dodaję mu wagi. „Hipisi w PRL–u” są chwilami męczącą jazdą. Rozpoczynają się niczym autostrada, ale szybko skręcamy na przysłowiowe polskie drogi – od nierówno wyasfaltowanych dwupasmówek do pamiętających młodość naszych dziadków, pełnych dziur szrutówek. Nie jest lekko, łatwo i przyjemnie, ale podróż jest tego warta. Dowiadujemy się z niej zaskakujących, chwilami fascynujących, rzeczy i poznajemy fantastycznych – w większości – ludzi. Inteligentnych i pozytywnie zakręconych. Zawodników, którzy mieli odwagę mieć wywalone na typowe życie. Może i nie są wzorcami do naśladowania, ale ich historie w wielu przypadkach są ciekawsze niż literatura czy, zwłaszcza ostatnio, seriale. No i niech się wstydzą nasi popkulturowcy oraz socjolożki i socjologowie z ambicjami robienia z kontrkulturach. Sipowicz, w zasadzie amator, zrobił to pierwszy i na tyle dobrze, że będzie stanowił dla zawodowców punkt odniesienia.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na 7 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Jan Nowicki: droga do domu

Więcej
Rafał Wojasiński Jan Nowicki: droga do domu Zobacz więcej
Rafał Wojasiński Jan Nowicki: droga do domu Zobacz więcej
Rafał Wojasiński Jan Nowicki: droga do domu Zobacz więcej
Więcej