rozwińzwiń

Jan Nowicki. Droga do domu

Okładka książki Jan Nowicki. Droga do domu autorstwa Rafał Wojasiński
Okładka książki Jan Nowicki. Droga do domu autorstwa Rafał Wojasiński
Rafał Wojasiński Wydawnictwo: Estymator Cykl: Pasjonujące biografie (tom 11) biografia, autobiografia, pamiętnik
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
audiobook
Cykl:
Pasjonujące biografie (tom 11)
Data wydania:
2023-04-24
Data 1. wyd. pol.:
2009-11-17
Język:
polski
ISBN:
9788367769198
Długość:
1 godzina 18 minut
Lektor:
Andrzej Ferenc
Zaskakujący literacki portret Jana Nowickiego, utalentowanego aktora, mężczyzny niepospolitego o charyzmatycznym magnetyzmie, nietuzinkowym poczuciu humoru oraz niesłabnącym powodzeniu u kobiet. Życie ikony polskiego kina pod piórem Rafała Wojasińskiego układa się subtelny zbiór impresji, przetykanych przemyśleniami i anegdotami.
Jan Nowicki snuje refleksje na marginesie codziennych spraw. Wyciszone życie z dala od wielkiego świata jest pasjonujące i bogate w ten najistotniejszy sposób. Jest tu miejsce na metafizykę codzienności, spacer z psem oraz tajemnicę wiśni, ale także na zabawne zdarzenia bieżące i te sprzed lat. Rafał Wojasiński z pozornych drobiazgów wydobywa czar i głębię. Z jego wyrafinowanej opowieści dowie się czytelnik między innymi o zgubnych skutkach awantury o szampon z Baltony, o tym jak Nowicki uczył śpiewać młodego Majakowskiego, a także przyjrzy się gościom, którzy przyszli na niecodzienny ślub artysty z Małgorzatą Potocką.
Jest to opowieść o powrocie na rodzinne Kujawy, między prostych ludzi, ale też opowieść o „wracaniu do zaświata”, gdzie dusza zamierza trwać o wiele dłużej, niż na ziemi. To właśnie tam jest jej prawdziwy dom.

Zbiór tych impresji można traktować jak mapę w drodze do domu. Pierwszy przystanek, na którym wysiadamy, mieści się w rodzinnym domostwie, które zamieszkują „babka, matka, siostra Hania, umierający na gruźlicę ojciec”. A im dalej jedziemy, tym szybciej mrugają do nas widoki zza szyby. Przeszłość zlewa się z przyszłością, a za moment dogania nas teraźniejszość. Słucham z zaciekawieniem, kto siedział na pomoście podczas ślubu, jakie przezwiska nadawał dzieciakom na obozie wakacyjnym, aby „stali się od razu kimś ważnym” i jak zakończyła się awantura o szampon. Spostrzegłam, że podziwia ludzi prostych, o których świat nigdy nie słyszał, a tymczasem oni, w zupełnej ciszy, trzymają go na swoich ramionach.
Rafał Wojasiński potrafi pięknie słuchać. Nie każdy ma talent do słuchania, ale on jest mistrzem. Nie ciągnie aktora za język, aby wydusić z niego jak najwięcej. Ze słów wypowiedzianych przez Nowickiego uplótł cichą i spokojną książkę.
[Joanna d’Arc, biblionetka.pl]

Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji.

Pierwsze, papierowe wydanie tej książki ukazało się w 2009 roku nakładem wydawnictwa Nowy Świat. Na okładce, która jest taka sama jak w wydaniu papierowym, widzimy Jana Nowickiego (w kapeluszu) i Rafała Wojasińskiego sfotografowanych przez Krzysztofa Opalińskiego.
Średnia ocen
6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jan Nowicki. Droga do domu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Jan Nowicki. Droga do domu



723 83

Oceny książki Jan Nowicki. Droga do domu

Średnia ocen
6,9 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Jan Nowicki. Droga do domu

avatar
1597
510

Na półkach:

Ciekawe przemyślenia, zwięzła forma, ładne zdjęcia. Może trochę w tym pozy, ale w końcu to aktor, a choćby nawet, to co z tego?

Ciekawe przemyślenia, zwięzła forma, ładne zdjęcia. Może trochę w tym pozy, ale w końcu to aktor, a choćby nawet, to co z tego?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2644
1282

Na półkach: ,

Mądre przemyślenia, piękne zdania, cudowne fotografie. Polecam!

Mądre przemyślenia, piękne zdania, cudowne fotografie. Polecam!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
261
90

Na półkach:

Takie przemyślenia o życiu aktora. Książka taka bardziej do przesłuchania, na czytanie trochę szkoda czasu. Czasem nudnawa.

Takie przemyślenia o życiu aktora. Książka taka bardziej do przesłuchania, na czytanie trochę szkoda czasu. Czasem nudnawa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

114 użytkowników ma tytuł Jan Nowicki. Droga do domu na półkach głównych
  • 76
  • 38
27 użytkowników ma tytuł Jan Nowicki. Droga do domu na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Antologia WYSPY. Port pierwszy Józef Baran, Ernest Bryll, Wojciech Chmielewski, Stefan Chwin, Przemysław Dakowicz, Jacek Dehnel, Martyna Deszczyńska, Małgorzata Goraj-Bryll, Wacław Holewiński, Tomasz Jastrun, Wojciech Kaliszewski, Wojciech Kudyba, Krystyna Lars, Marek Ławrynowicz, Janusz Majewski, Monika Małkowska, Piotr Matywiecki, Piotr Milewski, Marek Nowakowski, Kazimierz Orłoś, Tomasz Różycki, Elżbieta Sawicka, Adrian Sinkowski, Tadeusz Sobolewski, Rafał Wojasiński
Ocena 0,0
Antologia WYSPY. Port pierwszy Józef Baran, Ernest Bryll, Wojciech Chmielewski, Stefan Chwin, Przemysław Dakowicz, Jacek Dehnel, Martyna Deszczyńska, Małgorzata Goraj-Bryll, Wacław Holewiński, Tomasz Jastrun, Wojciech Kaliszewski, Wojciech Kudyba, Krystyna Lars, Marek Ławrynowicz, Janusz Majewski, Monika Małkowska, Piotr Matywiecki, Piotr Milewski, Marek Nowakowski, Kazimierz Orłoś, Tomasz Różycki, Elżbieta Sawicka, Adrian Sinkowski, Tadeusz Sobolewski, Rafał Wojasiński

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zły Tyrmand Mariusz Urbanek
Zły Tyrmand
Mariusz Urbanek
„Chcę, aby moje nazwisko na zawsze już było związane z prawem, które odkryłem i sformułowałem. Prawo to brzmi: Wartość rewolucjonisty jest odwrotnie proporcjonalna do jakości systemu, z którym walczy. Im bardziej represyjny i okrutny jest system, tym bardziej bohaterski i gotowy do ofiar jest buntownik. I na odwrót. I bardziej pobłażliwy jest system, tym bardziej nijaki jest rewolucjonista.” W 1969 roku Leopold Tyrmand sformułował na łamach „New Yorker’a” powyższe „Prawo Tyrmanda”. Książka Mariusza Urbanka nie jest typową biografią ikony polskiego jazzu. Autor stara się zbudować obraz bohatera na podstawie wspomnień osób, które go znały – mniej lub bardziej - niejednokrotnie tylko epizodycznie, ale też na podstawie takich, które spędziły z nim kawałek swojego życia. Pojawią się tu więc osoby dla których był ważny, ale też i takie, które Tyrmand za ważne uważał dla siebie. Nie zawsze bowiem te dwie kategorie osób się ze sobą pokrywały. I tak dla przykładu poznamy Go oczami m. in. Stefana Kisielewskiego, Krzysztofa Teodora Toeplitza, Agnieszki Osieckiej, Zygmunta Kałużyńskiego czy Bohdana Tomaszewskiego. Tytuł nawiązuje rzecz jasna do najgłośniejszej powieści Leopolda Tyrmanda – „Zły”. Nie znając jednak jej treści, podobnie jak „Dziennika 1954” (w których to autor po części opisuje siebie),można zbudować sobie obraz tej barwnej postaci powojennej Polski. Pomijając mój subiektywny stosunek do pisarstwa M. Urbanka (z którym miałem przyjemność zetknąć się m. in. w książce o prof. Weiglu),w książce jej fragmentaryzm - wynikający z łączenia rozdziałów składających się z krótkich wspomnień – nie razi i czyta się ją całkiem płynnie. Autor w rozmowach z przyjaciółmi bohatera, byłymi żonami, ale także z oponentami, rysuje obraz Tyrmanda zarówno jako publicysty oraz polityczny i moralny autorytet tych trudnych czasów, ale też jako kobieciarza, nie pomijając przy tym przeobrażonego „Tyrmanda amerykańskiego”. Na tle tych wszystkich umiejętnie zebranych i powiązanych wspomnień poznajemy też realia Polski Ludowej lat 50’ tych: lat cenzury, aresztowań ale też zabaw i dającej nadziei odwilży związanej ze śmiercią Stalina. A w tym wszystkim On: enfant terrible socjalizmu, deprawujący nastolatki katolik, biedny playboy, „najlepszy felietonista, który drażni swoją innością”. Jaki naprawdę był Tyrmand? Zachęcam do przeczytania książki. Może stanie się przyczynkiem do przeczytania typowej Jego biografii albo którejś z jego powieści, po które w socjalistycznej Polsce ustawiały się kolejki („Zły”) bądź były na tyle przenikliwą analizą ustroju, że przez dziesięciolecia poddawano w wątpliwość faktyczną datę ich powstania („Dziennik 1954”). Przekonacie się sami, czy Jego ideologicznie (nie)słuszne kolorowe skarpetki na tle nijakości tamtych lat były wyrazem buntu, dowodem wyprzedzającej modę elegancji, czy same w sobie niosły przesłanie, które udało się rozszyfrować dopiero z perspektywy czasu, po śmierci Tyrmanda.
Alone_in_silence - awatar Alone_in_silence
ocenił na724 dni temu
Kalina Jędrusik Dariusz Michalski
Kalina Jędrusik
Dariusz Michalski
Bardzo rzetelnie napisana książka. Zgaduję, że niektórych czytelników może przytłoczyć ogromna liczba różnych faktów i opinii, wzajemnie się ze sobą mieszających. Dla mnie to akurat zaleta. Dzięki tak dużej objętości i ilości informacji "nie wchłonęłam" tej książki na raz, tylko delektowałam się nią kilka tygodni. Każda strona czytana była w wielkiej uważności, żeby się nie pogubić i aby możliwie najbardziej "wgryźć się" w osobowość Kaliny. Zrobiłam przy tym też fajną rzecz, w tzw. międzyczasie, którą chciałam się podzielić. Może to kogoś zainspiruje. Bowiem czytanie biografii urozmaicałam sobie różnymi produkcjami i filmami z udziałem Kaliny. To był naprawdę niesamowity czas! Miałam poczucie "ożywienia" jej osoby, jakbym ją znała, choć de facto aktorka odeszła jeszcze przed moim urodzeniem.. A o samej Kalinie to nie będę opowiadać, bo się nie da, a już na pewno nie w tak krótkiej formie wypowiedzi. Powiedzieć, że to była zdolna, ciekawa aktorka, to jakby nie powiedzieć nic. To była osobowość - magnetyczna, inspirująca, fascynująca, eteryczna. ARTYSTKA - w najściślejszym znaczeniu tego słowa. Jeszcze w temacie samej książki. Na ogół jestem zwolenniczką chronologicznego układu biografii, ale w tym przypadku uważam, że autor wykazał się DOSKONAŁĄ intuicją, wybierając układ problemowy. Bardzo mi to zagrało w tej opowieści.
IzabelaBeata - awatar IzabelaBeata
oceniła na911 miesięcy temu
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego Wojciech Kałużyński
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego
Wojciech Kałużyński
Pan od filmów - "Pół życia w ciemności" Wojciecha Kałużyńskiego Jakiś czas temu trafiła w moje ręce biografia Zygmunta Kałużyńskiego, którego jak przez mgłę pamiętałem z programu „Perły z lamusa”. Przez mgłę, bo późną wieczorową porą, kiedy odcinek w latach 90. był nadawany, ja już pewnie, jako smarkacz, smacznie spałem. Pamiętam za to dobrze czołówkę tego programu z elektryzującą uwagę widza muzyką. O czym, dwaj występujący tam panowie, czyli Zygmunt Kałużyńki i Tomasz Raczek rozmawiają, nie miałem pojęcia. A szkoda, bo dziś oglądając archiwalne odcinki „Pereł…” wsłuchuje się z uwagą w ich dyskusję i jeśli tylko mam czas, staram się obejrzeć polecany przez nich w danym odcinku film. „Pół życia w ciemności” Wojciecha Kałużyńskiego to biografia Zygmunta Kałużyńskiego – uważanego przez wielu za najlepszego polskiego krytyka filmowego XX wieku. Książkę przeczytałem z dużym zainteresowaniem w ramach „Dyskusyjnego Klubu Książki”. Autor biografii, również popularny krytyk filmowy, dementuje już na wstępie krążącą wokół niego legendę, że jest synem Zygmunta Kałużyńskiego – nie jest. Na podstawie wieloletnich badań swojego rodu, doszedł autor do wniosku, że istnieje jednak dalekie pokrewieństwo między nim, a słynnym krytykiem, który zresztą zmarł jako bezdzietny, samotny, rozwodnik. Wojciech Kałużyński pisze biografię o człowieku, który swoim oryginalnym, osamotnionym życiem i wypowiedziami o nim nie ułatwił autorowi zadania polegającego na sporządzeniu fachowej i autentycznej mapy jego życia. Wspomnienia z dzieciństwa, młodości, jak i z całego swojego życia były zawsze przez Kałużyńskiego koloryzowane, przeinaczane, stale poddawane kaprysowi i nastrojowi bohatera. Wojciech Kałużyński z chronologicznym porządkiem przybliża kolejne etapy życia pana Zygmunta, choć zaznacza, że bardziej zależy mu na weryfikacji wielu mitów, które przez lata urosły wokół jego słynnego „krewniaka”. W bardzo osobisty sposób informuje czytelnika o swoich wątpliwościach; przybliża proces zdobywania informacji o Zygmuncie Kałużyńskim, a nawet dzieli się ważnym wyznaniem, w którym zaznacza, że zazdrościł zawsze Tomaszowi Raczkowi jego bliskiej znajomości z Kałużyńskim. Autor kontaktuje się z bliskimi znajomymi Kałużyńskiego, z jego byłą żoną, aktorami, reżyserami czy ze szkolnymi kolegami Kałużyńskiego, zagląda również do jego teczki w IPN-ie – wszystko po to, by lepiej poznać swojego bohatera, który sam twierdził, należy do pokolenia mającego kilka biografii zależnych od burzliwych czasów, w których przyszło im żyć. Poznajemy dzieciństwo przyszłego krytyka spędzone w Lublinie. Odkrywamy jak duży wpływ na jego życie miał wuj – wzięty prawnik, który nalegał, by jego siostrzeniec studiował prawo, traktowane przez młodego Kałużyńskiego beznamiętnie. Przyszłego krytyka ciągnęło do teatru – chciał zostać reżyserem teatralnym. Postanowił w końcu studiować dwa kierunki, z czego największą przyjemność sprawiały mu właśnie zajęcia teatralne, szczególnie te prowadzone przez Leona Schillera. Panowie mieli tę samą wizję teatru. W dalszej części biografii dowiadujemy się jak wyglądało życie Kałużyńskiego podczas okupacji niemieckiej. Wzruszające jest dla mnie wyznanie krytyka, który z budzącą podziw szczerością opowiada o swoim stosunku do wojny, o swoim uczestnictwie w kampanii wrześniowej oraz o tym, że przez cały ten okres po prostu panicznie się bał i robił wszystko, by przeżyć. Pamiętam dobrze fragment, w którym opowiada o wstrząsającym dla niego momencie, kiedy podczas jednej z łapanek jego gra aktorska uratowała mu życie. Po wojnie Kałużyński kształci się dalej. Poślubia Julię Hartwig. Wyjeżdżają razem na stypendium do Francji, z której krytyk wraca już sam. Kałużyński przeżywa również rozstanie ze swoją drugą żoną, amerykańską aktorką Eleonor Griswold, która związała się z reżyserem Aleksandrem Fordem. Kałużyński nawiązuje współpracę jako kontakt poufny ze Służbą Bezpieczeństwa. Donosi na wiele osób ze środowiska filmowego. Był sympatykiem PRL-u oraz PZPR, choć do partii nie wstąpił nigdy. Znał dobrze teksty Marksa, którymi zaczytywał się już w młodości – uważał się za ideowego komunistę. Zapytany przez Tomasza Raczka o sympatie polityczne w jednym z programów odpowiedział, że ma takie poglądy polityczne, jakie akurat mu w danej chwili pasują; że polityka jest od tego, by umożliwiała realizacje własnych planów, załatwienie swoich spraw oraz, by mogło się żyć spokojnie. Jako krytyk słynął z celnych uwag, oczytania i przede wszystkim odwagi i bezpośredniości w głoszonych przez siebie tezach, czym szokował i zraził do siebie wielu znanych polskich aktorów i reżyserów. Był wieloletnim publicystą „Polityki”. Pisał recenzje nieszablonowe, w których uwagę poświęcał nie tylko filmom, ale również sprawom refleksyjnym, filozoficznym, nierzadko pisząc lub mówiąc o własnych przeżyciach, co spodobało się twórcom programów telewizyjnych. Kałużyński trafił do telewizji już w latach 70. biorąc udział w programie „Sam na sam”, a później na stałe zagościł w programie „Perły z Lamusa” i „Perły w południe”, dzięki którym zaprzyjaźnił się z Tomaszem Raczkiem. Panowie szczerze się polubili i utrzymywali bliską znajomość w życiu prywatnym. To właśnie Tomasz Raczek poinformował swojego przyjaciela o chorobie nowotworowej i opiekował się nim aż do jego śmierci w 2004 roku. Kałużyński był samotnikiem. Człowiekiem całkowicie pochłoniętym przez kino. Sam wymyślił tytuł swojej biografii, twierdząc, że jeśli kiedyś ją napisze, da jej właśnie taki tytuł, w końcu jak sam twierdził pół swojego życia spędził właśnie w ciemnościach kinowych sal. Niepotrzebnie zbyt wielu ludzi grzebie w jego prywatności ekscytując się faktem, że nie dbał o higienę, lubował się w ostrej pornografii czy że nie przeszkadzał mu brud i kurz. Tak, był dziwakiem, ekscentrykiem, świetnym erudytą lubiącym błazenadę, ale klaunem był tylko na pokaz. Dla bliskich zawsze ściągał maskę. Idealnie odnalazłby się dziś wśród współczesnych celebrytów – miałby czym zadziwiać, szokować i wywoływać sensację. Pod koniec książki autor pisze o stosunku Kałużyńskiego do religii oraz do kobiet, które uwielbiał. Krytyk przez całe swoje dorosłe życie nie praktykował żadnej religii, choć czuł się blisko związany z religią chrześcijańską. Cenił Biblię, uważając ją za znakomitą „książkę”, którą, według niego, powinni czytać przede wszystkim osoby duchowne, o których nie zawsze wypowiadał się pochlebnie. Przed śmiercią przyjął jako członek Kościoła katolickiego sakrament namaszczenia i pojednał się z Bogiem. Kałużyński był wyjątkowym człowiekiem, a ja wyjątkowych ludzi lubię i cenię bardzo; i lubię o nich czytać. Oryginalny, inteligentny człowiek całkowicie oddany swojej pasji, którą było kino. Książkę polecam, bo czyta się ją jak dobrą powieść, a jej bohatera można i trzeba polubić, bo jest po prostu sobą. Kałużyński pokazuje, że aby stale być sobą trzeba być samotnym i znosić ciągłe bycie wykpiwanym, obrażanym i klasyfikowanym jako wariat. Co więcej, aby być sobą mimo wszystko, trzeba przede wszystkim siebie kochać. W rozmowie z Tomaszem Raczkiem Kałużyński stwierdził: „Jestem w sobie zakochany panie redaktorze, to jest jedyne uczucie, jakiego jestem absolutnie pewny”. Polecam książkę wszystkim, którzy chcą poznać bliżej wyjątkową osobę – nietuzinkowego krytyka filmowego, który na stałe zapisał się w polskiej kulturze XX wieku. Książka warta przeczytania dla wszystkich, którzy cenią i lubią tak interesujące i niebanalne osobowości jak Zygmunt Kałużyński, i tych, którzy znają się na naprawdę dobrych żartach. k. podtekstem.blog.pl
Kamil - awatar Kamil
ocenił na710 lat temu
Pokój ludziom dobrej woli... Leopold Tyrmand
Pokój ludziom dobrej woli...
Leopold Tyrmand
Leopold Tyrmand to nie tylko powieści. To też publicystyka, a nawet dramat. „Pokój ludziom dobrej woli” to wydane najpierw (tylko) w polskiej prasie teksty z lat 40-tych, 50-tych, 60-tych, które Wydawnictwo MG zebrało, opakowało jak na współczesne realia przystało, tj. w twardą oprawę, wygodną czcionkę oraz lekko beżowy papier, czyli podobnie jak w przypadku innych dzieł pisarza, by powstała owa książka. Gdybym miał przylepić jej etykietę, brzmiałaby ona tak: różnorodność miejsca, różnorodność czasu, różnorodność formy. Sięgam po nią, gdyż Tyrmand dotychczas wypadał w moich oczach świetnie, ponadto była pod ręką, i zyskała pierwszeństwo przed „Filipem”, jako (potencjalnie) krótka, niezobowiązująca pozycja na drodze ku lepszemu poznaniu tego nietuzinkowego twórcy. Nie widzę powodu, aby dalej tkwić w tym wstępie, dlatego serdecznie zapraszam za kulisy. Pod koniec wojny Tyrmand pływał, jako marynarz, wzdłuż zachodnich wybrzeży Norwegii, robił za stewarda w niepływającym statku; obchodził Wigilię, w roli kucharza okrętowego, z dala od ojczyzny, pośród załogi, do której miano „tygiel narodów” znakomicie pasuje. Często był jedynym Polakiem na pokładzie. O wybuchu powstania warszawskiego, jego przebiegu, słyszy tylko z radia, dzięki powstańczej radiostacji, albo z tego, co zasłyszeli inni. Po drodze pobyt w Grini. Warto przekonać się, jak może czuć się w takich okolicznościach młody człowiek, Polak. Początek zbioru przesycony jest emocjami. Mowa o trzech pierwszych pozycjach, które przez to, że zajmują niewiele stron, nie pozwalają (przynajmniej mi) na zadomowienie się w nich. Na szczęście są ze sobą powiązane. Ostatnią rzeczą, jaką należałoby zrobić w stosunku do tych tekstów, to przyznać im gwiazdki… Albo chce się zapoznać z tymi konkretnymi przeżyciami Tyrmanda, albo nie. Swoją drogą można traktować to jako przedsmak „Dziennika 1954”, podobnie zresztą jak następną pozycję – „Kolacja”- która mimo wszystko odznacza się nieco lżejszym ciężarem emocjonalnym oraz wydźwiękiem w ogóle. Leopold jest, tym razem, kelnerem w jednej z restauracji Frankfurtu. I nie dość, że skojarzył mi się ten jego epizod z filmem „Zaklęte rewiry”, to dodatkowo dowiadujemy się, że owa „Kolacja”, nieco zmieniona, stanowi także część innej książki pisarza, tj. „Filip”, którą też mam zamiar przeczytać, zachęcony tym bardziej powyższym fragmentem. Może odrobinę za dużo zdradzam z niektórych utworów, jednak tu nie o odkrywanie fabuły przede wszystkim chodzi, lecz o emocje autora tak sugestywnie przelewane na papier, o jego ponadprzeciętny talent prozatorski, o czym świadczą następne pozycje zbioru, jedna po drugiej. Wreszcie kolej na „Ziutek nie chce spekulować”, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Tyrmand zgłasza w tym miejscu akces do bycia fantastycznym wykładowcą – jednym z tych, których studenci kochają. Wychodząc od pewnej teczki, dostarcza nam znakomity wywód odnośnie gospodarki, okraszony szeregiem osobistych refleksji. Uważam, że właśnie od Ziutka możemy, a nawet powinniśmy wystawiać autorowi oceny za kolejne zawarte w tym zbiorze propozycje. . . . Pełna recenzja dostępna na blogu: http://dobrakomplementarne.blogspot.com/2017/04/patchworkowy-tyrmand-leopold-tyrmand_2.html
Dobra_Komplementarne - awatar Dobra_Komplementarne
ocenił na89 lat temu
Wspomnienia z niepamięci Gustaw Holoubek
Wspomnienia z niepamięci
Gustaw Holoubek
To jest właśnie ta książka, którą warto przeczytać, jeśli naprawdę interesuje nas osoba Gustawa Holoubka. „Wspomnienia z niepamięci”, będące zbiorem luźnych reminiscencji i rozlicznych przemyśliwań na bliskie aktorowi tematy, czyta się szybko, z niesłabnącym zainteresowaniem i – w moim przypadku – z rosnącym zadziwieniem. Że Holoubek to wielki artysta, że na zawsze wpisał się w historię polskiego kina i teatru, że to legenda naszej kultury – to wszystko jest oczywiste. Ale wcale nie było dla mnie oczywistym to, jak bardzo zajmującym, dobrym i inteligentnym był on człowiekiem. Owszem, nie sposób było nie widzieć i nie cenić jego kindersztuby; szacunku, z jakim zwracał się do ludzi, jego dbałości o język ojczysty, wybitnej erudycji, pełnego profesjonalizmu oraz ogólnej życzliwości i widocznej pokory w stosunku do życia, ale w jego „oficjalnym” wizerunku zawsze brakowało mi nutki jakiejś takiej … bo ja wiem… normalności? naturalności? Czegoś, co czyniłoby go mniej księżycowym, a bardziej przyziemnym. Ciągle wydawał mi się bowiem nieco … oddzielny, nieprzystępny, irytująco emfatyczny. A tu szok! „Wspomnienia z niepamięci” pozwoliły mi odkryć Gustawa Holoubka. Tak… dla siebie. Na użytek własny. Książka zaczyna się od pięknego wstępu napisanego przez Jana Holoubka, syna aktora, a dalej czeka na nas siedem wypełnionych po brzegi treścią i okraszonych licznymi zdjęciami rozdziałów, opowiadających o najważniejszych dla Gustawa Holoubka osobach, o przełomowych momentach w jego życiu, o dzieciństwie, o Krakowie, o początkach w teatrze, o religii, kościele, także o wojnie i polityce (ot, choćby rozdział OKUPACJA: traktuje ogólnie o władzy, ale i bardziej szczegółowo, np. o Rosji; o tej nieuzasadnionej, nie dającej się wytłumaczyć tęsknocie Rosjan za ZSRR, nawet – w skrajnych przypadkach – za łagrami [syndrom sztokholmski się kłania]; również o naszej, polskiej, niezrozumiałej, a nawet niezauważanej przez nas państwowości, o jedynych słusznych drogach rozwoju kraju, o odpowiedzialności za kraj… wspaniały wywód). Z autentyczną radością i rosnącą z każdą przeczytaną stroną ekscytacją zaczęłam pojmować, jakim ciekawym człowiekiem był Holoubek, jak nieprzeciętne miał poczucie humoru, jak wiele w życiu przeszedł, na jak wiele tematów miał do powiedzenia nie coś, ale coś autentycznie głębokiego i przemyślanego. Jego gra nie rusza mnie może tak, jak rusza mnie gra moich ulubionych aktorów, czyli Świderskiego, Łapickiego czy Zapasiewicza, ale jego człowieczeństwo, sposób bycia i podejście do życia otworzyło we mnie wiele ukrytych do tej pory „szufladek” i skierowało moje myślenie na wiele nowych ścieżek. I za to jestem cholernie wdzięczna. I także dlatego polecam tę książkę z całego serducha.
Mignatka - awatar Mignatka
oceniła na72 miesiące temu
Tyrmandowie. Romans amerykański Agata Tuszyńska
Tyrmandowie. Romans amerykański
Agata Tuszyńska
„Tyrmandowie. Romans amerykański” to interesująca opowieść o związku i małżeństwie Leopolda Tyrmanda i jego trzeciej żony, Mary. Oprócz wspomnień książka zawiera wiele listów i unikatowych zdjęć. Poznali się w roku 1970. Ona miała zaledwie 23 lata, on – 50. Ona jeszcze robiła doktorat z iberystyki i szukała życiowych wzorców. On, mimo że przebywał w Stanach Zjednoczonych dopiero od czterech lat, miał już tam ugruntowaną pozycję jako dziennikarz i pisarz antykomunistyczny. Zaczęło się od listu, który Mary Fox napisała na adres redakcji. Tak naprawdę wszystko zaczęło się między nimi właśnie od korespondencji, która trwała nieprzerwanie do śmierci Leopolda, bo pisali do siebie podczas każdej rozłąki, jeśli nie listy, to chociaż kartki pocztowe. Po latach wdowa udostępniła te cenne pamiątki Agacie Tuszyńskiej, a także w rozmowach opowiedziała o swoim życiu ze znanym pisarzem. Całość układa się tu w miłosną historię, która początkowo mogła zapowiadać się jako romans, przelotny związek, z których Tyrmand był znany. Okazało się, że spędzili ze sobą 15 lat. Pobrali się, mieli dwoje dzieci i – jak podkreśla Mary – nigdy nie nudzili się w swoim towarzystwie, bo zawsze dużo rozmawiali. Na każdy temat, Dowodem tych rozmów są właśnie listy (to też rodzaj komunikacji). Oboje piszą w nich właściwie o wszystkim, od codziennych drobiazgów i zakupów po wrażenia z przeczytanych książek i obejrzanych filmów. Dużo dowiadujemy się też z książki o żydowskich przodkach obojga małżonków. Bardzo ciekawa jest historia rodziny Foxów, zwłaszcza matki Mary, która prowadziła ekscentryczny tryb życia. Całość napisana i skomponowana jest bardzo ciekawie. Trudno oderwać się od lektury nawet jeśli zna się biografię Tyrmanda. I emocjami czyta się listy. Dziś już mało kto prowadzi taką korespondencję. A szkoda.
allison - awatar allison
ocenił na72 lata temu
Do czytania pod prysznicem: znalezione w osobistej szufladzie Zygmunt Kałużyński
Do czytania pod prysznicem: znalezione w osobistej szufladzie
Zygmunt Kałużyński
Świetna książka fascynującego człowieka. Sięgnąłem po nią, z ciekawości, widząc na okładce nazwisko, które nieodwołalnie kojarzyło mi się z niczym innym jak tylko z... filmem!!! Na początku zastanawiałem się, czy to nie strata czasu, ale w miarę czytania przypominały mi się programy z udziałem Pana Kałużyńskiego. Pamiętam, że wiedza tego człowieka wykraczała poza ramy mojego postrzegania. Słuchałem jego barwnych opowieści o różnych osobach z wielką uwagą. I ciekaw byłemm czy tu będzie podobnie. Gdy przeczytałem kilka pierwszych linijek, zostałem zassany w wir opowieści i już wiedziałem, że nie będzie w tym straty. Książka składa się z różnych felietonów i nie wymusza czytania od pierwszej do ostatniej strony i tak też zrobiłem. W spisie treści skreślałem przeczytane historie i w miarę kończenia się pozycji nieprzeczytanych zwalniałem tempo by książka się nie skończyła, ale jak to w życiu bywa niejednokrotnie co dobre to i musi się skończyć. I tak też się stało. Po przeczytaniu ostatniego elementu, przypomniało mi się, że przecież można sięgnąć po inną i zobowiązuję się, że to zrobię. Polecam każdemu, który potrafi docenić sztukę filmową. Nie mówię o tym chłamie, który teraz jest nagrywany, ale o klasyce, której Pan Zygmunt był niewątpliwie jednym z większych koneserów.
JamesBald DJ - awatar JamesBald DJ
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Jan Nowicki. Droga do domu

Więcej

- Liczy się tylko przeszłość - powiedział. - Bo to jest całość. Przyszłość to jest nic, nawet jeśli jest zaplanowana.

Co ci teraz z tego, że pisano ci żyć albo umrzeć?

- Liczy się tylko przeszłość - powiedział. - Bo to jest całość. Przyszłość to jest nic, nawet jeśli jest zaplanowana.

Co ci ter...

Rozwiń
Rafał Wojasiński Jan Nowicki: droga do domu Zobacz więcej

Wiesz dlaczego lubię do niego jeździć i gadać z nim? - zapytał Nowicki. - Wiesz, do cholery, dlaczego? Bo nie można mu zaimponować. Przywoziłem do niego sławnych, wybitnych. On nie ma grama kompleksu. Nie zrobili na nim żadnego wrażenia, traktował ich, jak każdego. Zobacz, jak on kocha życie. Widzisz jak?

Wiesz dlaczego lubię do niego jeździć i gadać z nim? - zapytał Nowicki. - Wiesz, do cholery, dlaczego? Bo nie można mu zaimponować. Przywozi...

Rozwiń
Rafał Wojasiński Jan Nowicki: droga do domu Zobacz więcej

Widać, jak człowiek nie należy do świata, w którym żyje, jak jest częścią natury, ale nie pasującą do rzeczy pozostałych.

Widać, jak człowiek nie należy do świata, w którym żyje, jak jest częścią natury, ale nie pasującą do rzeczy pozostałych.

Rafał Wojasiński Jan Nowicki: droga do domu Zobacz więcej
Więcej