Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg
,,Koń jaki jest każdy widzi” - i tak, zgodnie z tą definicją (teoretycznie) nie należy dyskutować z ustalonym porządkiem rzeczywistości. No bo ona, a nazwijmy ją ,,macierzą”, przestrzeń, która nas otacza wręcz nakazuje nam twierdzenie, że wszystko, to czego doświadcza każdy z nas jest, że tak to ujmę ,,obiektywną prawdą”, dla każdej świadomej istoty ludzkiej z osobna – czyli wszystko jest takie samo zawsze, wszędzie i o każdej porze dla każdego z ludzi. I tu pojawia się zagadka czy też kwestia świadomości, tym bardziej samoświadomości. Bo ,,szklanka jest również do połowy pusta” – druga strona tej dość starej niniejszym przytaczanej definicji ,,Konia” w odniesieniu do tegoż to zjawiska opisującego funkcjonowanie żywego ludzkiego organizmu, a może i nawet świadomego, może i nie… Wszechświata, każe nam twierdzić, że rozumienie tego, co nas otacza w każdym punkcie przestrzeni, w której jesteśmy my świadomi i samoświadomi zarazem ludzie, zanurzeni, jest kwestią indywidualną: że nie mogę mieć pewności, że rzeczywistość badana i ,,dotykana” zmysłami przeze mnie jest taka sama, jak doświadczana przez Ciebie... Że to świadomość dyktuje opis tego, czym i dlaczego jest nasz Wszechświat. To od niej zależy całość pojęcia wszelakiego istnienia i anty-istnienia wokół nas.
No bo zastanówmy się, czy Ty widzisz omawianego ,,zagadkowego” konia takiego jakim go ja widzę? Wszechświat albo jest super-deterministyczny – zaprogramowany od najstarszej możliwej do opisania chwili jego narodzin (a nawet przed) i zaprogramowane jest zgodnie w nim zgodnie z tą teorią w macierzy wszystko to, co robisz teraz, za dwie sekundy, co zrobisz tu i tu za x dni czy lat, i to w odniesieniu do każdego istnienia we Wszechświecie. A to ma wpływ z kolei na nasze pojęcie tego, czy świadomość (a nawet w konsekwencji dla inteligentnych gatunków: samoświadomość) jest procesem/fenomenem egzystencji biologicznej ,,należącej do nas”, czy jest ona z góry narzucona przez ,,Inteligentny Projekt”? Tak, jak widać Kosmos jawi się jako taka abstrakcja kreowana, co nie będzie nie wiadomo jakim szokiem, gdy w taki oto sposób się to ujmie: to również taka świadomość egzystująca na zasadzie powiązań kwantowych każdego z ludzi z osobna, jakby jego obraz był współtworzony przez nas samych. Brzmi szalenie? Być może. Prawdopodobnie według tego rozumienia Świadomości/Wszech-świadomości, paradoksalnie rzecz biorąc wszystko zależy tu od: procesu świadomości i jej wydajności u człowieka. To ona steruje wolną wolą gatunku ludzkiego – jeśli odnosimy jej definicję, także historię jej ewolucji do istoty Homo Sapiens Sapiens – oraz naszym doświadczeniem, przyszłością, wyborami.
Jaka jest historia przytaczanej m.in. tej ,,ludzkiej” świadomości, jaka jest jej ewolucja czy dość ,,płodne” w liczne twory zastosowanie (choć pod wieloma względami dalej nie mamy pojęcia czym ona jest) jej ,,możliwości” w popkulturze czy paranauce. W ,,rozrywce mas” kieruje się ona ku fenomenowi telepatii, szczególnie aż nazbyt obecnej w nurcie fantastyki naukowej. To w jej ramach gatunkowych najbardziej przytaczane są postaci z mocami telekinezy, telepatii, prekognicji – najczęściej herosi, złoczyńcy, po prostu istoty o nadludzkiej puli możliwości organizmu. I czyż ta ,,fantastyczna” strona naszej natury nie zachwyca i nie szokuje?! Tak, ona to robi, sęk w tym, że jeśli chodzi o stricte telepatię i np. telekinezę, to na punkcie naukowym: trwa ona w ramach hipotetyczności – tak, z tymi zjawiskami jest pewien problem, otóż zwykliśmy badać to, co jest namacalne, dotykalne, czy jak kto woli ,,materialne". Najprościej mówiąc, że to czego ,,nie widać" nie da się badać, więc praktycznie ,,to ewentualne coś" nie istnieje. Telepatia, Telekineza - to właśni tego rodzaju ciężki doświadczalnie naukowy temat. A jak wiemy są one ,,pokłosiem” bytności tego, co nas tworzy wewnętrznie, co opisuje nasze intymne, ,,samorealizacyjne Ja": z świadomością. Niektórzy sądzą, że z próbą uwierzenia w jeden konkretny jej model jest jak z doświadczeniem przez masę ludzi UFO, Wielkiej Stopy czy duchów: dopóki nie zobaczysz, nie uwierzysz. W tym przypadku: dopóki nie natrafisz na jakiegoś naukowego Świętego Graala, lub nie zrozumiesz, nie pojmiesz tego procesu tworzącego ludzkie Ja (albo i ,,Ja jakiegoś tygrysa, ryby, psa… wszystkiego co biologiczne i żywe) – a to zrozumienie jest istotne, aby szerzej móc rozumieć całą macierz, która nas zewsząd wypełnia. I tu kłania się piękna lektura do tego rodzaju kwestii. To publikacja w zakresie literatury naukowej-popularnonaukowej od J. LeDoux pt. ,,Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg”.
,,Z czym to się je?!”, jak opisuje wielowymiarowy, tematycznie dość szeroki, wręcz ,,turbo-multi-dyscyplinarny”, jeśli chodzi o ilość gałęzi nauk i wiedzy, która stara się wyjaśnić i opisać Świadomość oraz Samoświadomość człowieka, zakres pojęcia Świadomości owa omawiana i recenzowana przeze mnie pozycja LeDoux? Książka ta, cóż, to taka ,,smaczna” potrawka, podchodząca do opisywanych zagadnień dość praktycznie, empirycznie, ale i na dodatek z lekka zagadkowo, za co temu specjaliści należą się wręcz ogromne brawa i super-kciuki w górę! Zaskoczyło mnie w tych prawie 4 do 5 godzin uważnej lektury i w tychże dywagacjach pro naukowych, którym nie brakowało odpowiedniego zacięcia literackiego, jedno: przyznam się szczerze zaskoczony byłem w miarę przystępnym językiem używanym do budowania swojej pracy przez LeDoux. Nie trąci tu profesorszczyzną i tubalnością akademickich zeszytów i sztywności turbo opasłych ksiąg. Podczas czytania i intensywnych prób zrozumienia tego, co mi tu nadłożono o Świadomości ludzkiego mózgu, odnosiłem wrażenie, że jest tu tak dużo fantastycznych informacji, tak swobodnie paradoksalnie podanych, iż mógłbym nie zdążyłem przeczytać wszystkiego, choćbym i miał na to całą wieczność – taka jest to wciągająca narracja i dawka wiedzy: dużo neurobiologicznego i antropologicznego ,,contentu”, tak sporo wątków i treści… o historii nas samych, ludzi, i to z perspektywy szeroko ujętego naukowo ciągle ewoluującego mózgu Homo Sapiens, że mam teraz sporo danych do przemyśleń w temacie Świadomości człowieka, co nastraja mnie dość pozytywnie do prywatnego podążania za ,,odkryciem” tego, czym mogłaby być ,,to coś”, co ma największy wpływ na istnienie Homo Sapiens na każdej płaszczyźnie rzeczywistości.
Chyba największe wrażenie zrobiło na mnie w publikacji LeDoux wtrącanie – i to cholernie intrygujące, z nutką stopniowego naukowego suspensu i dochodzenia do sedna biologicznego i neurologicznego ujęcia trwania w eterze rozwoju, świadomości ludzkiej – wątków z dziedzin nauk biologicznych: autor wychodzi praktycznie od totalnych podstaw opisywania i ujęcia tego czym jest zjawisko życia, wraz ze swobodnym wtrącaniem pojęć z neurobiologii, neurochemii, nawet geologii etc. I kłaniać się należy za to nisko: nie wyobrażałbym sobie zbudowania ,,empirycznej” opinii na temat świadomości bez podania podstaw biologicznych stojących za historią powstania, ewolucji, adaptacji życia na Ziemi. Bo co by nie było to ta krutacka ,,Świadomość!!!”, w przypadku człowieka znajduje się w kostnej puszcze umieszczonej na wapniowo-fosforowym szkielecie z dopiętymi do niego mięśniami. To tu ulokowane jest czysto biologiczne centrum trwania świadomości. I podoba mi się ,,podany nam na tacy” na przestrzeni całej książki Pana Josepha tok myślowo-analityczny, który stosuje autor. Tak, neurobiolog robi to z pasją i zaangażowaniem; widać tu harmonię i poukładanie treści w sposób dobry do odbierania przez zarówno laików jak i profesjonalistów – łopatologia stosowana każe mi więc mówić: ,,to pozycja dla każdego dorosłego i w miarę ogarniętego człowieka; dla kogoś, kto chce się czegoś konkretnego i w miarę przydatnego dla poszerzenia horyzontów, wiedzy o otaczającym nas padole, dowiedzieć”.
Czy Świadomość, właśnie ,,to coś”, ów niematerialny byt, którego w pełni ludzki mózg być może nigdy nie zrozumie, a który go opisuje i na 70% znajduje się właśnie w nim? Chyba nigdy, ale to nigdy nie zostanie ona dokładnie i ostatecznie opisana, bo być może nasz mózg nie jest zaprojektowany do pełnego zrozumienia siebie? Może świadomość to ,,stan” pomiędzy duchem a fizycznością? Po świetnie zaprojektowanej, bo faktycznie nasz specjalista neuroantropologiczną Odyseję świadomości gatunku Homo Sapiens Sapiens i jej ewolucji w trakcie podróży, która twa w naszym przypadku ponad 100 tys. Lat wyłożył tu świetnie, i ogólnie wyłożonej lekturze LeDoux, mam coraz większą ochotę na tego typu ,,naukowe rozkminy”, co podsumuje pewien cytat z powieści, którą niegdyś czytałem: ,, - Skąd mam wiedzieć, że jesteś tym, kim się wydajesz? – spytała wreszcie. - Nie wiesz. Ja też nie wiem, kim się tobie wydaję. Zastanowiła się.”.
I nie ma to jak biologia, łączona z nutką paleoantropologii, czy antropologii samej w sobie, na dodatek z sosem w postaci omówienia (i to, nie zdradzając spoilerów) dość szczegółowo biologicznej i chemicznej natury, być może struktury (bo to wciąż zagadka) ,,ciała” świadomości i samoświadomości podczas jej ewolucji. Tak, prawdziwy książkowy skarb dla pasjonatów tematu, ale nie dla takiego totalnego ,,kanapowicza” jakoś tam zorientowanego w temacie. Inspiruje, ale i wymaga zaangażowania.
Opinia
Ta książka to miód na serce anarchistów. Prezentuje ona kilka ciekawych wglądów w początki rolnictwa i państwa. Właściwie dysponujemy już wiedzą, która pozwala włożyć między bajki teorie o tym, że państwo powstało jako "umowa społeczna" grup rolników, chcących bronić się przed napadami koczowników na ich osady. Autor pokazuje, że istotą wszystkich pierwszych państw (a właściwie można uznać, że wszystkich państw aż do rewolucji francuskiej) był po prostu wyzysk, zorganizowana gangsterka. Tzw. "barbarzyńcom" zwykle zyło się lepiej, byli np. az o kilkanaście cm wyżsi od rolnikow, co swiadczy o lepszym żywieniu. Mowa też o kruchości i nietrwałości tych państw oraz o złożonych zależnościach na linii państwo-"barbarzyncy".
Ogólnie jest to ciekawe, mimo że pod koniec autor dużo się powtarza. Poza tym tłumacz nie stanął na wysokości zadania, tłumaczenie robi mechaniczne wrażenie, niezbyt stylistycznie opracowane.
Ta książka to miód na serce anarchistów. Prezentuje ona kilka ciekawych wglądów w początki rolnictwa i państwa. Właściwie dysponujemy już wiedzą, która pozwala włożyć między bajki teorie o tym, że państwo powstało jako "umowa społeczna" grup rolników, chcących bronić się przed napadami koczowników na ich osady. Autor pokazuje, że istotą wszystkich pierwszych państw (a...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to