rozwiń zwiń

Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek

Okładka książki Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek
Bożena Fabiani Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN sztuka
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
sztuka
Format:
papier
Data wydania:
2010-10-25
Data 1. wyd. pol.:
2010-10-25
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788301163983
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek

Średnia ocen
7,6 / 10
50 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
331
26

Na półkach: ,

Lekka lektura, skierowana do osób nieobeznanych z terminologią historii sztuki, jednak i Ci obeznani będą z ciekawością śledzić szczegóły życia ludzi renesansu oraz szczegóły samych obrazów. Autorka skupia się głównie na malarstwie i bardzo często podkreśla własne zdanie: ocenia, czy jej się podoba, czy nie. Niestety, głównie się podoba, co skutkuje peanami na temat artystów. Jest to jednak jedyny minus tej książki dla przeciętnego czytelnika. Plusem jest humor autorki oraz krótkie rozdziały-gawędy. Nie jest to podręcznik, ale sposób na dowiedzenie się wielu ciekawostek na temat środowiska artystycznego renesansowej Italii.

Lekka lektura, skierowana do osób nieobeznanych z terminologią historii sztuki, jednak i Ci obeznani będą z ciekawością śledzić szczegóły życia ludzi renesansu oraz szczegóły samych obrazów. Autorka skupia się głównie na malarstwie i bardzo często podkreśla własne zdanie: ocenia, czy jej się podoba, czy nie. Niestety, głównie się podoba, co skutkuje peanami na temat...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

226 użytkowników ma tytuł Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek na półkach głównych
  • 144
  • 78
  • 4
44 użytkowników ma tytuł Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek na półkach dodatkowych
  • 25
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek

Inne książki autora

Bożena Fabiani
Bożena Fabiani
Ukończyła Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego uzyskując dyplom w 1963. Doktorat obroniła w 1975. W tym samym roku rozpoczęła pracę jako wykładowca w Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie[2], zajmując się historią kultury i historią sztuki. Interesuje się historią Warszawy, kulturą i obyczajami z okresu baroku, staropolskim portretem, historią kultury, historią chrześcijańskiego Rzymu oraz życiem i twórczością wielkich artystów. Od 2000 prowadzi na antenie Drugiego Programu Polskiego Radia audycję W stronę sztuki. Autorka wielu tekstów specjalistycznych i popularnych, tłumaczeń z j. włoskiego, a także poetyckich.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dolce vita Jarosław Mikołajewski
Dolce vita
Jarosław Mikołajewski
Jarosława Mikołajewskiego znałem jedynie ze znakomitego i przejmującego reportażu „Wielki przypływ”. Ujął mnie tym, że potrafi na tak poważne problemy pisać bez patosu, egzaltacji i szantaży emocjonalnych a wręcz przeciwnie – subtelnie, delikatnie ale też dosadnie i bez owijania w bawełnę i popadania w skrajności. Tym chętniej sięgnąłem po jego opowiadania „Dolce Vita” by sprawdzić jak poradzi sobie w tej formie i przyznaję, że po raz drugi mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Wspólnym mianownikiem zbioru „Dolce Vita” jest miejsce akcji – Rzym, miasto w którym autor spędził kilka lat i które jest mu bardzo bliskie. Co też widać w jego opowiadaniach. A opowiadania te są bardzo zróżnicowane – czasem groteskowe jak np. „Szwedzki gil na Foli Imperiali” czy „Awizo” (ciekawa satyra na biurokratyzację), inne na poły fantastyczne, nierealne, coś z pogranicza jawy i snu (np. „Szklane domy” czy „Sztaby i gwiazdy”) jeszcze inne są pełne nostalgii i zadumy („Przemijanie”, „Grom z jasnego”). Są też niepojące („Telenowela”, „Susanna i starzec”) jak i zabawne, na swój sposób absurdalne („Dolce Vita”, „Przeprowadzka”). Autor znakomicie miesza ze sobą style i gatunki tworząc z tego wielobarwną mozaikę. Śmiało polecam zarówno miłośnikom Mikołajewskiego jak i miłośnikom opowiadań. Jedni i drudzy na pewno znajdą coś dla siebie. Opowiadania są na różnym poziomie aczkolwiek jak dla mnie nie ma w nim szczególnie słabych momentów. Pomimo wielu negatywnych opinii i zarzutów o „nierówność zbioru” dla mnie nie ma w nim opowiadania, które byłoby złe. Może przestałem być obiektywny w kwestii autora? Może to są po prostu piekielnie dobre opowiadania? A może i jedno i drugie…
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 8 6 lat temu
Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI Bożena Fabiani
Moje gawędy o sztuce: dzieła, twórcy, mecenasi: wiek XV-XVI
Bożena Fabiani
B. Fabiani zwraca szczególną uwagę na dzieła kobiet, wydobywa je z mroków zapomnienia. Dzięki temu ten kanon przedstawianych twórców jest inny, niż większość. Nie jest to na szczęście robione „na siłę”, autorka nie wyznaczyła sobie np. limitu, że ma być mowa o takiej samej liczbie malarzy i malarek. Ale do pewnego czasu większość dzieł o malarstwie i albumów opracowywana była przez mężczyzn i jakoś tak się utarło, że artystki, malarki, były w nich marginalizowane lub w ogóle ich nie było. Ale faktycznie one istniały i tworzyły, tylko trzeba wydobywać je z mroków zapomnienia. B. Fabiani nie wpycha do książki fragmentów o malarkach miernotach, bo tak trzeba, taki jest trend, tylko ukazuje artystki które stworzyły naprawdę wartościowe, ponadczasowe dzieła. Opisuje m. in. malarki: Sofonisbę i Lavinię Fontanę, zwracając uwagę zarówno na niebanalne życiorysy, jak też i na to, z jak wieloma trudnościami musiały się one mierzyć, aby zaistnieć jako twórczynie. Kobieta malarka w XV czy XVI wieku była postrzegana jako totalne dziwadło, coś zdecydowanie gorszego od malarza mężczyzny, a kwestia sprzedaży jej dzieł była naprawdę wielce problematyczna. Malarki musiały wykazywać się wielkim hartem ducha, aby móc malować i jeszcze próbować wieść satysfakcjonujące życie osobiste, rzadko kiedy było to w ogóle możliwe. całość https://powrot-do-krainy-ksiazki.blogspot.com/2022/07/bozena-fabiani-moje-gawedy-o-sztuce.html
LadyBlackCat - awatar LadyBlackCat
ocenił na 8 3 lata temu
Pamięć Włoch Wojciech Karpiński
Pamięć Włoch
Wojciech Karpiński
Tom esejów podróżniczych dotyczących Italii a napisanych jeszcze na przełomie latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego stulecia, przed erą masowej turystyki, selfies i przechwalania się w mediach społecznościowych. Autor prowadzi nas od góry cholewki (Wenecja) do czubka (Sycylia) włoskiego buta, zwracając uwagę czytelników na obiekty, miejsca i wydarzenia związane z poszczególnymi miastami, miejscowościami czy regionami. Jeśli chodzi o chronologię, to Wojciech Karpiński swobodnie przeskakuje ze starożytności do XIX wieku, by powrócić do baroku a następnie zagłębić się w średniowiecze. Widzimy wraz z nim ruiny rzymskich świątyń, raweńskich mozaik, mistrzów renesansu czy Piranesiego. Gibelinom i gwelfom towarzyszą Ostrogoci, Macchiavellemu Zygmunt Krasiński czy Andrea Caffi Rzymowi, Florencji czy Sycylii towarzyszą mniej znane i omijane w przewodnikach czy wycieczkach zorganizowanych Perugia czy Ferrara bądź … cmentarz protestancki (z kwaterą prawosławną) w Rzymie. A więc miejsca nieznane popkulturze, ale warte odwiedzenia lub chociażby przeczytania o nich, z których każde miało swoje pięć minut w historii, pięknie przedstawione przez autora. Dziś, gdy przewodniki zawierają głównie informacje praktyczne, nikt nie chce czytać tekstów dłuższych niż pół strony warto powrócić do nie tak odległych czasów, kiedy to ludzie do atrakcyjnych turystycznie miejsc podróżowali rzadziej dłużej, przeważnie raz życiu. Lekko razi tendencja do opisywania dzieł sztuki bez ich zdjęć, ale wynagradzają to dołączone do opisu ciekawe historie nieznane w internecie i przewodnikach. Książka zdecydowanie ciekawsze od „Drogi do Sieny”, ale mniej od „Barbarzyńcy w ogrodzie”.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 9 miesięcy temu
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej Barbara Łopieńska
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej
Barbara Łopieńska
Rozmowy o książkach, tych z dedykacjami i tych bez dedykacji, tych skazanych na zesłanie do piwnicy i tych z nocnego stolika, poezji i prozie, fascynacjach literackich i nawykach czytelniczych, ulubionych księgarniach i ulubionych kawiarniach, sporze o Manna i Prousta, także o tym, że „w pewnym wieku człowiek już wie, czego szuka - szuka potwierdzenia i pogłębienia swoich spostrzeżeń.” Książka wielu wzruszeń, nie tylko dlatego, że większość z rozmówców, również autorka, odeszła już z doczesności do wieczności, również dlatego, że bohaterowie nie gonią za wydawniczymi nowościami, cenią klasyków i ponadczasowe wartości. Paweł Hertz, 1918-2001, pisarz, tłumacz i wydawca, zachwala poufny dziennik Bretończyka: „Mam jeszcze pod ręką „Pamiętniki zza grobu” Chateaubrianda. Czytam sobie, po kilka rozdziałów, i za każdym razem jest to olśniewające.” Marian Brandys, 1912-1998, prozaik i reportażysta, autor spostrzeżenia „nie jest trudno odróżnić dobrą literaturę od złej, dużo trudniej jest odróżnić dobrą literaturę od pozornie dobrej” rozmowę kończy żartobliwym tonem: „Na grypę najlepszy jest Prus.” W rozmowie „Warsztat musi być czynny” Ryszard Kapuściński, 1932-2007, polski reportażysta publicysta i fotograf, autor uwielbianego przeze mnie zwrotu „szarża na szkatułę”, do odszukania w powieści „Cesarz”, podkreśla znaczenie literatury nasyconej głęboką refleksją. „Ważna na świecie literatura jest nasycona refleksją, rozważaniem, zamyśleniem. Bo na świecie są dwa typy czytelnika: czytelnik literatury masowej - przedłużenia serialu telewizyjnego, który jak nie może z przyczyn technicznych oglądać serialu, sięga po książkę - i czytelnik wysmakowany, wdzięczny, którego bawi refleksja nad światem.” Książka wydana w roku 1998.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 8 1 rok temu
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach Krzysztof Rutkowski
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach
Krzysztof Rutkowski
Krzysztof Rutkowski to taki miłośnik kultury francuskiej, który nie ma dla niej pobłażania w wielu jej aspektach. Potrafi np. napisać: “Czasami słodka Francja odsłania niechcący swe ineksprymable cuchnące i szare, bo niezmieniane od pół wieku. Otwieranie okien wtedy nie pomaga, a wylanie pół litra Chanela na łono i butelki whisky do gardła – nie zdaje się na nic”. To czwarta moja książka Autora, wybitnego intelektualisty, który ma nieszczęście nazywać się jak ktoś…. zupełnie inny. Jego znajomość wszystkiego, co się mieści w pojemnym pojęciu francuszczyzny jest po prostu zadziwiająca. Zarazem, co nieczęsto się zdarza, potrafi celnie uderzyć w słaby, czy też właśnie odwrotnie: silny, punkt tego, co opisuje. A może po prostu jest obiektywny - taka to dziwna przypadłość, przepadła już dawno niczym choćby trzepanie dywanów na podwórkach. I trzepie z zapałem nasz Autor ten francuski kobierzec aż iskry lecą, jaskrawe - bo zachwytu. Wystarczy nieco cytatów, by się przekonać, że mało kto pisze z takim pazurem. .. “W pierwszej połowie XIX wieku Paryż był miastem niesamowicie ciasnym, ciemnym, brudnym, błotnym i cuchnącym jak martwa ostryga”. “Powieści Balzaka i Stendhdala opisują tylko niewielką, cienką – jak bieda zupka – warstwę paryskiego społeczeństwa. 50 tysięcy paryżan żyło sobie w luksusie lub w dostatku; 250 tysięcy wiązało jakoś koniec z końcem, a 700 tysięcy klepało biedę z żałosnym dudnieniem pośród niepowtarzalnych zapachów po obu stronach Sekwany”. “Prawdziwy Babilon. Istna Sodoma. Paryż przerażał. Paryż był chorym człowiekiem Europy”. “Zagęszczenie ludności, stężenie brudu oraz wszelkiego plugastwa osiągnęło w niepięknych dzielnicach Paryża taki stopień, że nawet mieszkańcy nowych lub bogatych części miasta zaczęli się niepokoić”. “Przy zachlapanych stolikach wśród oparów, dymu, cuchu wilgotnych płaszczy i przepoconych koszul nieudani poeci, polscy emigranci i zwykli alkoholicy wyrzynali w pień królów i panów, zakładali zakony zarodowe na szczęśliwą przyszłość ludzkości, rozdzielali między siebie kobiety i zagrabione przez burżujów skarby. Znosili wszelką własność, tęskniąc do nowej pary własnych kalesonów. Niektórzy z nich umrą na suchoty, zwariują od przerzutów syfilitycznych, wskoczą do Sekwany, inni się wzbogacą jeszcze inni trafią do więzienia, reszta pójdzie do klasztoru”. “Psychoanalitycy twierdzą, że przyczyn homoseksualizmu Verlaine'a należałoby szukać w trzech słojach formaliną, w których jego matka zakonserwowała skutki wcześniejszych poronień.(...) Pewnego dnia w przypływie furii potłukł wszystkie słoje, potem rzucił się z nożem na ślubną małżonkę, prawie zadusił matkę, później postanowił zostać świętym”. “Prefekt miasta Paryża wydał w roku 1878 wszystkim policjantom tajnym, jawnym i dwupłciowym rozporządzenie, by pod żadnym pozorem nie zatrzymywali Verlaine'a. “Henri de Toulouse-Lautrec miał metr 52 cm wzrostu i najlepiej czuł się pod stołem lub w burdelu. (...) Koiły go w ramionach krągłe egerie. Wtulał się cały pod ich biusty, rozpłaszczał na brzuchu, wsysał w pępek”. “W latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia paryska bohema zmieniała skórę. Dawniej stanowiła sposób na życie. Powoli zamieniała się w zorganizowaną, zbiorową sztukę reklamy”. Jednym z ulubionych bohaterów Autora jest markiz Donatien Alphonse François de Sade. Najwspanialszy jest fragment o jego testamencie, w którym wyraził wolę, aby pochowano go w jego prowincjonalnym majątku, gdzieś w gęstwinie ogrodu (co się jednak nie stało, bo majątek wcześniej sprzedano). “Na zasypanym dole posadzić na powrót wszelkie chwasty, aby wyżej wspomniany dół nie odróżniał się niczym od otoczenia, a zagajnik zarósł jak wprzódy, i aby po moim grobie nie pozostał najmniejszy ślad na powierzchni ziemi podobnie – jak mniemam – pamięć o mnie wśród ludzi zaginie, z wyjątkiem może tyciej garstki nielicznych, którzy obdarzyli mnie swą miłością aż do ostatniej chwili i o których słodkie wspomnienie zabiorę ze sobą do grobu”. Autor celnie wytyka Francji prorosyjskość w XIX wieku i prosowieckość w XX. Wiele miejsca zajmuje rozprawa Rutkowskiego z taką orientacją zwłaszcza u francuskich intelektualistów. “Największy podziw budziła, budzi i budzić będzie nad Sekwaną Rosja. Najpiękniejszy most w Paryżu nosi imię cara Aleksandra III”. “Do połowy XIX wieku, mniej więcej do upadku Wiosny Ludów, francuska lewica adorowała i miłośnie wzdychała do Polski oraz narodów podobnie uciśnionych. Rosja jawiła się jako upiór i oprawca. (...) W drugiej połowie XIX wieku sympatia do Polski stopniała we Francji jak lód na słońcu, by rozpuścić się w brudnej kałuży po Komunie Paryskiej. W dwudziestoleciu międzywojennym podziw wzbudzała już na Sekwaną tylko Rosja sowiecka, a po roku 1945 fala rusofilli z gwiazdą rozpłynęła się we Francji jak sos beszamelowy po kotlecie z mlecznego jagnięcia”. “Trudno sobie nawet dzisiaj wyobrazić, do jakiego stopnia komunizm sowiecki stał się obiektem pożądania dla francuskich środowisk intelektualnych (...) To widmo gdzie indziej przelewanej krwi tak przyjemnie łechtało wyobraźnię w uniwersyteckich salach, w kawiarniach i w salonach. Niczym wspomnienie o słodkich razach zadawanych szpicrutą boskiego markiza”. “We Francji na literackie sukcesy mogą liczyć wyłącznie osoby, które poznały wszelkie zawiłości składni oraz ortografii mowy Racine'a i Moliera. Ponadto warto być draniem i w odpowiednim czasie sympatyzować z czerwonymi. Albo z Czarnymi Panterami, Frakcją Czerwonej Armii lub terrorystami z OWP. Jean Genet popierał z całego serca zarówno Pantery, jak i Arabów, bowiem doszedł do wniosku, że to bardzo piękni chłopcy. Wyznał jednocześnie z żalem, że z żadnym z przystojnych bojowników o wyzwolenie Palestyny nie udało mu się spędzić nocy”. “W 1954 roku Jean Paul Sartre napisał, że każdy obywatel Związku Radzieckiego cieszy się zupełną wolnością słowa i ma prawo krytykować sowiecką władzę ile wlezie. (....) Doszedł do wniosku, że kapitalizm nie może już niczego ofiarować ludzkości. Jedyną rozsądną propozycją jest komunizm. Jak zaczniemy krytykować komunizm, to stracimy sens życia. Jak się straci sens życia – to koniec”. I jeszcze francuska obsesja na punkcie wiecznej młodości: “Tu starości unika się jak kataru lub po prostu w ogóle nie zauważa, niczym kloszarda na ławce, psich odchodów na chodniku lub grymasu na ustach teściowej. Starość nie istnieje a młodość stała się synonimem piękna”. “Bycie w formie zastąpiło obecnie bycie w prawdzie. Zdrowie stało się celem samym w sobie, a młodość absolutem”. Albo taka inteligentna złośliwość: “Kiedy byłem małym chłopcem, to ze wszystkich francuskich profesorów lubiłem najbardziej Claude’a Levi-Straussa, ponieważ kojarzył mi się nieuchronnie z wybornymi dżinsami, które wtedy uznawałem za szczyt osiągnięć rękodzieła artystycznego”. Wielkie wrażenie na koniec wywiera opis kopii listów pisanych ze strefy okupowanej i przechwyconych na rozkaz kolaboracyjnego francuskiego “rządu” Vichy. Niemcy tego nie żądali, to była czysto francuska narodowa inicjatywa. “Tysiące francuskich urzędników pocztowych otwierało codziennie przez 8 godzin (z przerwą na obiad) dziesiątki tysięcy prywatnych listów nad parą i przepisywało je pracowicie z kopiami na przebitce, bo marszałek Petain chciał koniecznie wiedzieć, jakie w narodzie panują nastroje. (...) Tysiące pracowników poczty i telegrafu podsłuchiwało rozmowy Francuzów i notowało wybrane fragmenty”. “Szpiegowano w majestacie prawa, stosy pracowitych stron wędrowały do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w uzdrowisku Vichy, a konsekwencje – w wypadkach uznanych za niebezpieczne – spadały na gadułów jak piorun w zacierkę”. Pasjonująca to lektura książki mojego ulubionego wydawnictwa Słowo/Obraz/Terytoria...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania Kate Fox
Przejrzeć Anglików. Ukryte zasady angielskiego zachowania
Kate Fox
Dla miłośniczki Monty Pythonów i wielbicielki Agaty Christie, ta książka to prawdziwa perełka. Autorka – antropolog społeczna, w bardzo humorystyczny sposób usiłowała wycisnąć jak cytrynę samą esencję „angielskości”. I chyba jej się całkiem udało. Temat po temacie przechodzimy przez kolejne kręgi piekieł, jakimi są dla Anglika: praca, zabawa, podróże, wizyty w pubach, wreszcie – kontakty społeczne; właściwie wszystko, co uniemożliwia Anglikowi bycia we własnym domu, wyłącznie we własnym towarzystwie.. Według Fox, typowy Anglik jest pełen rezerwy i podszyty społeczną fobią, co z jednej strony czyni go pełnym zasad i bardzo uprzejmym człowiekiem, a z drugiej – może objawiać się skrajnym chuligaństwem i piciem alkoholu do nieprzytomności (ach te angielskie wycieczki do Krakowa…!). Wszystko dla uciszenia wrodzonej rezerwy i przełamania barier. Mnóstwo cech Anglików wynika, według autorki z ich fascynacji „klasą” i ciągłej żądzy wspinania się po drabinie społecznej. Towarzyszy tym żądzom lekkie zażenowanie i ogromna hipokryzja – stąd specyficzne, podszyte autoironią i sarkazmem poczucie humoru, stąd nieskończone „sorry”, wtrącane w niemal każde zdanie, stąd hiper-uprzejmość, udawana skromność, podkreślanie bycia „fair”, leciutkie (oczywiście perfekcyjnie udawane) lekceważenie własnych osiągnięć i sukcesów. Oznaki przynależności do danej klasy społecznej niekoniecznie wiążą się ze statusem majątkowym ale wyrażają w tysiącach drobnych, subtelnych zachowań, upodobań, sposobów spędzania wolnego czasu, wyboru drinków, ubrań, używania specyficznych słów. Nawet test zielonego groszku wymyślili, ha! Nie mam niestety dobrych wiadomości dla naszej znanej w Polsce Hiacynty – Kubeł – Żakiet – Bukiet; ta biedaczka jeszcze bardzo długo będzie się wspinała w stronę niedosiężnej klasy wyższej i pewnie nie dotrze tam nigdy. A najbardziej spodobał mi się tekst, praktycznie podsumowujący wszystkie najważniejsze cechy angielskiego dżentelmena – Anglik, który stoi w kolejce robi praktycznie wszystko, czego się można po nim spodziewać – pilnuje swojego nosa, żyje i daje żyć innym, nie przepycha się, więc daje innym równe szanse, gra fair, czeka cierpliwie, więc spełnia swój obowiązek wobec innych – spoko gość! Kochajmy Anglików i ich dziwactwa!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Gawędy o sztuce. Dzieła, twórcy, mecenasi. Włochy XIII-XV wiek