Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don

Okładka książki Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don
Leo Lipski Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej literatura piękna
40 str. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1998-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
40
Czas czytania
40 min.
Język:
polski
ISBN:
8322711212
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don

Średnia ocen
7,6 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
699
90

Na półkach:

Lubię czasem zajrzeć na stronę wikiźródeł i przeczytać teksty zapomniane. Przez przypadek trafiłem na opowiadania Leo Lipskiego. Jedno z nich "Dzień i noc": Młody człowiek, pomocnik lekarza, obserwuje więźniów w sowieckim łagrze. Dwadzieścia cztery godziny życia w obozie. Świat odwróconej moralności. Szaleństwo, głód, cieżka praca, załamanie psychiczne, determinacja, amok. Nieludzka ziemia. To opowiadanie ukazujące nieodwracalność duchowych zmian w psychice człowieka, spowodowane przejściem przez „sowiecką Golgotę”.

Lubię czasem zajrzeć na stronę wikiźródeł i przeczytać teksty zapomniane. Przez przypadek trafiłem na opowiadania Leo Lipskiego. Jedno z nich "Dzień i noc": Młody człowiek, pomocnik lekarza, obserwuje więźniów w sowieckim łagrze. Dwadzieścia cztery godziny życia w obozie. Świat odwróconej moralności. Szaleństwo, głód, cieżka praca, załamanie psychiczne, determinacja, amok....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

45 użytkowników ma tytuł Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don na półkach głównych
  • 23
  • 22
12 użytkowników ma tytuł Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don

Inne książki autora

Okładka książki Opowiadania o miłości Dariusz Bitner, Stanisław Czycz, Kornel Filipowicz, Marek Hłasko, Jarosław Iwaszkiewicz, Leo Lipski, Adolf Rudnicki, Edward Stachura
Ocena 7,2
Opowiadania o miłości Dariusz Bitner, Stanisław Czycz, Kornel Filipowicz, Marek Hłasko, Jarosław Iwaszkiewicz, Leo Lipski, Adolf Rudnicki, Edward Stachura
Leo Lipski
Leo Lipski
Polski pisarz emigracyjny pochodzenia żydowskiego. Jego twórczość ma charakter autobiograficzny – odwoływał się w niej m.in. do pobytu w radzieckim łagrze oraz do swojej długoletniej niepełnosprawności (pisarz cierpiał na prawostronny paraliż). Urodził się w Szwajcarii w rodzinie żydowskiej. Jego matka zmarła, gdy był jeszcze dzieckiem. W Krakowie ukończył Gimnazjum św. Jacka, po czym studiował psychologię i filozofię. Przed wojną ogłaszał utwory poetyckie i prozatorskie na łamach pism, m.in. „Kuźnia Młodych”, „Nasz Wyraz”, „Pion”. Pierwsze miesiące wojny spędził we Lwowie, dokąd zbiegł wraz z bratem i narzeczoną. Następnie obaj bracia zostali zesłani do łagrów, a narzeczona Ida wróciła do Krakowa, gdzie trafiła do getta. Bracia Lipscy wydostali się z ZSRR razem z armią Andersa. Brat pisarza zginął pod Monte Cassino, a on sam – dotknięty paraliżem, który dopadł go w Bejrucie w 1945 – osiadł po wojnie w Izraelu. Żył tam w straszliwej nędzy. Nigdy nie nauczył się języka hebrajskiego ani angielskiego. Został wyróżniony nagrodą „Kultury” paryskiej w 1955, a także Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski w 1996. Archiwum Leo Lipskiego znajduje się w Archiwum Emigracji w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niespokojni Leo Lipski
Niespokojni
Leo Lipski
UWAGA !!! ODKRYCIE !!! „WOLNE LEKTURY” REWELACYJNIE WYWIĄZUJĄ SIĘ Z EDUKACYJNEJ MISJI. DZIĘKUJĘ! https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/lipski-niespokojni.html Leo Lipski, właśc. Lipschütz (1917 - 1997) – polski pisarz emigracyjny, narodowości żydowskiej. Wydostał się z ZSRR razem z armią Andersa, po wojnie osiadł w Izraelu. Został wyróżniony nagrodą „Kultury” paryskiej w 1955, a także Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski w 1996. Twórczość Lipskiego ma przede wszystkim charakter autobiograficzny, uwzględnia m.in. wątki łagru i niepełnosprawności (pisarz cierpiał na prawostronny paraliż). "Niespokojni" byli jego debiutem powieściowym w 1952 roku. Fundacja Nowoczesna Polska (twórca "Wolnych Lektur") na: https://nowoczesnapolska.org.pl/2018/03/14/niespokojni-leo-lipskiego-na-wolnych-lekturach/ podaje: "....Powieść mająca charakter częściowo autobiograficzny, wyrosła z zainteresowania autora psychoanalizą okresu dorastania i dojrzewania. Lipski zaczął ją pisać przed wojną, jako młody człowiek wychowujący się i studiujący w Krakowie. Po wojnie, w której utracił całą rodzinę, mieszkając już w odległym Izraelu, zrekonstruował utwór, tworząc z niego jednocześnie przetworzony w literaturę obraz utraconych młodzieńczych przyjaźni i miłości. Wrażliwi, uzdolnieni nastolatkowie, osamotnieni w rodzinie i niecierpliwie pragnący przekroczyć granice niedojrzałości, wejść w dorosłe życie, chłoną książki, dyskutują, upajają się muzyką. Przeżywają szaloną miłość i zgłębiają własną biologiczność, co prowadzi ich do pierwszych doświadczeń erotycznych. Niespokojni to powieść napisana niełatwym dla odbiorcy stylem, krótkimi, luźno połączonymi zdaniami, z pourywanymi dialogami, to proza poetycka, a jednocześnie zmysłowa, nieunikająca naturalizmu i drastyczności, z poszarpaną narracją, przeskakującą z wątku na wątek. Skonstruowana zgodnie z tym, co stwierdza autor w powieści: prawdy, a szczególnie prawdy trudnej, bolesnej nie da się opowiedzieć w sposób uładzony i efektowny...." Dzięki Fundacji nadarza się okazja by poznać niewątpliwie ciekawego pisarza i jego twórczość. Ponieważ nigdy o nim nie słyszałem a książka zachwyciła mnie od pierwszych stron, to ucieszyła mnie praca doktorska Marty Cuber poświęcona jego twórczości pt "Proza Leo Lipskiego. Poetyka i egzystencja", znaleziona na: https://sbc.org.pl/Content/7850/doktorat2671.pdf Cytuję ciekawy fragment ze s.37 -38: ".....O tym, że debiut Lipskiego rzeczywiście ma charakter autobiograficzny, dobrze powiadamia najpełniejsze prasowe ujęcie problemu pióra Hanny Gosk. Autorka podaje, że prototypem Ewy była przedwojenna narzeczona Lipskiego, krakowska studentka Ida Elbinger, „odznaczająca się wybitną urodą”. Po wybuchu wojny wyjechała z pisarzem do Lwowa, ale wróciła do Krakowa i tam zginęła. Poza tym mowa o znaczeniu układu rozdziałów, które dla innych stanowiły bezładną rozsypankę, o ich biblijnych kontekstach. Duże znaczenie dla Gosk odgrywa rozdział 'Święty Paweł', jej zdaniem będący prologiem całości, w którym zawiązują się dwa ważne dla tej twórczości wątki: autobiograficzny właśnie i metaliteracki. Niespokojni w tym ujęciu to opowieść o „dzieciństwie i okresie dojrzewania wrażliwego chłopca, który przeżywa inicjację erotyczną oraz pisarską”. Ostatecznie, „debiutancka powieść opowiada historię erotyczno-pisarskich inicjacji Emila/Lea, a jej rozdział o cechach prologu, Święty Paweł mówi o zmartwychwstaniu bohatera, który po traumatycznych doświadczeniach wojennych symbolicznie rodzi się powtórnie do roii pisarza”. Ujęcie Gosk jest jak dotąd najpełniejsze. Znacznie bliższe mi jest ujęcie pióra Marka Zaleskiego. Pod tytułem Niepokoje wychowanka Emila - wywołującym określony kontekst powieści w postaci 'Niepokojów wychowanku Tórelssa' Roberta Musila - Zaleski wskazuje na ważne przesunięcia w obrębie wydania tej prozy, domniemując, że nie tylko nieśpieszność jej autora, ale ona sama i jej obsceniczne treści sprawiły, iż 'Niespokojni' ukazali się po pięćdziesięciu latach. Autor - co dla mnie ważne - czyta 'Niespokojnych' jako „powieść o udrękach miłości”, czyniąc z jej bohaterów dzieci ogarnięte pasją i nałogiem myślenia, tańczące na ostrzu brzytwy. Zaleski zauważa też rzecz z definicji pomijaną, że 'Niespokojni' to hołd, a raczej antyhołd złożony Holocaustowi, „wielki lament nad światem, który zabrała inna śmierć - śmierć Holocaustu”. Powtórzę zatem: pasja miłości i potęgujące ją nienasycenie to miejsca, w jakich moje czytanie spotka się z tą interpretacją. ....." Cała praca doktorska liczy 165 stron, lecz do przestudiowania jej jestem zbyt leniwy. Nie ma sensu się wymądrzać wobec świetnego profesjonalnego opracowania, więc tylko powiem, że Lipski to fascynujące odkrycie, że pisze, mimo upływu ponad 60 lat, nowocześnie o niepokojach inicjacji seksualnej i imponuje swobodą intelektualną. Dla mnie BOMBA !!! 10/10 PS O pierwszym wydaniu tej książki po prawie 50 latach wyczytacie Państwo na pierwszych stronach cytowanej pracy doktorskiej
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na 10 8 lat temu
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street Herman Melville
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street
Herman Melville
Bartleby kopiuje dokumenty. Poproszony jednak o cokolwiek innego, jak wyjście na pocztę, sczytanie kopii, opuszczenie biura, uparcie odpowiada: "I would prefer not to". Nie mówi "tak" ani "nie", nie wyraża chęci ani niechęci, nie zgadza się ani nie odmawia, nie odrzuca ani nie przyjmuje. Wybiera stan zawieszenia - najbardziej kreatywną postawę z możliwych, bo potencjalnie dopuszczającą każde rozwiązanie. Być może to dlatego Bartleby rezygnuje wreszcie nawet z kopiowania, bo jego "I would prefer not to" paradoksalnie kieruje go ku stwarzaniu, a nie odtwarzaniu. Wcześniej Bartleby pracował w Biurze Martwych Listów, czyli takich, które nie sposób było dostarczyć do adresatów. To w nich zawiera się to, co mogłoby się wydarzyć w przeszłości, ale się nie wydarzyło. Tak jak w formule "I would prefer not to" zawiera się wszechpotencja czasu teraźniejszego. Większość ludzi nie rozumie Bartleby'ego. To go zwolnią z pracy, to są poirytowani jego uporem w przyjętej postawie, to chcą go wyrzucić z budynku czy wtrącić do więzienia. Przeciwstawianie się schematom jest nieznośne dla otoczenia. Bartleby dużo patrzy się w okno na mur położonego naprzeciw kancelarii budynku. Może sprawiać wrażenie człowieka uwięzionego - ograniczonego jakimiś trudnymi życiowymi doświadczeniami, zrezygnowanego. Może jednak owo "I would prefer not to" jest najwyższym wyrazem wewnętrznej wolności? Mnie do lektury "Kopisty Bartleby'ego" zachęcił Byung-Chul Han. Was zachęcam ja. Sięgnijcie po to konkretne wydanie opatrzone bardzo ciekawymi komentarzami Deleuze'a i Agambena. Pierwszy odnosi się do wielu tekstów Mellville'a, więc zainteresuje osoby zaznajomione z jego twórczością. Drugi - jest zorientowany bardziej na logiczno-ontologiczny wymiar tego konkretnie opowiadania. Dla mnie miodzio. No i pogapcie się trochę w ścianę, powiedziawszy: "Wolałbym, wolałabym nie". To się może okazać bardzo twórcze.
anodder_chapter - awatar anodder_chapter
ocenił na 10 4 miesiące temu
Ziemi przypisany Julian Kawalec
Ziemi przypisany
Julian Kawalec
Nieczytany przeze mnie w Peerelii janczar ówczesnych władz dziś zaskakuje dojrzałą prozą na tematy wiejskie, a przecież ogólnoludzkie - jakby jedno z drugim miało stać w sprzeczności. Na szczęście zniknął tzw. kontekst. Już sam tytuł mówi o odwiecznej, przez wieki niezaspokojonej miłości polskiego chłopa do własnej ziemi, “tej ziemi”. I choć narratorem jest, teoretycznie, ktoś, kto po 1944 r. odszedł ze wsi dla kariery w mieście i stał się nie tylko “miastowym”, ale i inteligentem, bo prokuratorem, to jednak w jakimś sensie odczuwa ten głód, a przynajmniej go podświadomie, nie przyznając się przed samym sobą, rozumie w kontekście czynu. Zarazem oskarżyciela publicznego męczą ewidentne bóle fantomowe. Nie tylko odczuwa wspólnotę losu z oskarżonym, ale i wręcz się z nim w pewnym sensie utożsamia. Daleko tu od typowego, profesjonalnego stanowiska prokuratora wobec deliktu… Oskarżonemu zarzucono bowiem zabójstwo jeszcze w 1930 r. dokonane - właśnie w imię ziemi, by nie odeszła wraz z siostrą do innego mieszkańca wsi, za którego miała wyjść za mąż. Narzeczony domagał się bowiem w wianie dwóch mórg ziemi - a jeszcze pozostało dwóch braci czekających na swoją schedę. Drugie zabójstwo, po 30 latach, wynikało z chęci usunięcia świadka, który mógł znać prawdę, że nie było to przypadkowe utonięcie.... Mam nadzieję, że nie dokonałem właśnie szkaradnego występku “spojlerowania”, zwłaszcza że oczywiście nie jest to żaden kryminał - jeżeli już to moralitet niemal na miarę greckiej tragedii. Napisałem że prokurator jest narratorem tylko “teoretycznie”, bo to raczej pisarz - ma mocy swojego świętego prawa - wchodzi w jego głowę i z tej wygodnej pozycji snuje swoją opowieść. Zresztą narrator, kimkolwiek jest, odczuwa dziwność sytuacji: “Tak myślałem i tak sobie swoje myśli zupełnie nie po prokuratorsku komplikowałem”. W retrospekcjach, które w zasadzie wypełniają niemal całą niezbyt obszerną książkę, poznajemy “stan faktyczny” sprzed zbrodni (a może i świat samego Autora). Ale narrację wciąż przejmuje pan z czerwonym żabotem... “Ja, do piętnastego roku życia idąc w tym samym co Wojciech Trepa kierunku, mogłem iść ku zbrodni, bo mogłem zostać nakierowany przez moje warunki i warunki mojej wsi na popełnienie zbrodni, podobnie jak oskarżony Wojciech Trepa”. “Chodząc od drzwi do okna, w dalszym ciągu zabawiałem się tym porównywaniem mojego życia z życiem oskarżonego Wojciecha Trepy, choć to mi nie było potrzebne”. “Ta zabawa w dowolne przesuwanie siebie w czas młodości oskarżonego, a oskarżonego w czas mojej młodości, wywołała - pozbawione oczywiście realnego znaczenia - wyobrażenie zamienionych ról. Ja, dzisiejszy prokurator, w takim wypadku idę na ławę oskarżonych między dwóch milicjantów, a oskarżony Wojciech zasiada za moim, czyli prokuratora, pulpitem. Ale to oczywiście nie ma znaczenia i jest raczej zabawą wynikającą z tego, że i ja, i Wojciech od pasienia, kaczek i gęsi zaczynaliśmy życie”. “Gdyby rok 1945 nie przeciął na połowy mojego docelowego życia, to mogłoby się tak stać, że ja dziś dzieliłbym los oskarżonego”. “Zabawiałem się tym porównywaniem mojego życia z życiem oskarżonego Wojciecha Trepy, choć to mi nie było potrzebne i mogło wprowadzić zamęt w sprawną, liczącą się tylko z faktami działalność prokuratora”. “Uśmiechnąłem się na myśl, do czego to można dojść, gdy się człowiek zabawia w przesuwanie ludzi na szachownicy czasu”. I im bardziej się zarzeka, że to tylko “zabawa”, tym bardziej w całej książce narrator właśnie to czyni, zwłaszcza że jego dzieciństwo ma wiele wspólnego z losami podsądnego… “Ma cztery lata i już zna wielką cierpliwość wrony; już w tym wieku wie, jak może zawirować świat, jak się świat wali, jak jasny dzień staje się nocą jak wszystko zapada się, gdy młodą kaczkę, która się nie trzyma kwoki, porwie wrona. (...) To pozostaje w tobie, jeśli pilnowałeś kaczek, i z tym już idziesz w świat, z tym dorastasz” “I te chłopskie bose stopy, te śmieszne guzowate, sczerniałe i spękane stopy depczące po ziemi, wodzie i gównie, upodlone, żyjące gorszym życiem niż reszta chłopskiego ciała”. “Cieszył się tymi butami Wojtek, ale nie tak, jakby się cieszył, gdyby te buty nie były za duże; ale musiały być za duże, bo musiał się tam jeszcze zmieścić wiecheć ze słomy, żeby było cieplej. (...) Dla spokoju całych pokoleń te buty musiały być za duże”. Ale prokuratorowi powiodło się w życiu, bo korzystał z łaski późniejszego od zabójcy urodzenia i po 1944 r. swoją szansę wykorzystał. “Ożeniłem się z córką profesora akademii handlowej i wszedłem do tej profesorskiej, do tej od pokoleń profesorskiej rodziny. Nie przyznam się nikomu do tego, że w mojej miłości do żony i miłości żony do mnie odnalazłem element zemsty; a i do tego się nie przyznam nikomu, że to wsunięcie się na białe, zgrabne ciało córki profesora akademii handlowej, czyli mojej żony, uznam za jedną z nominacji, jakie rewolucja rozdziela ludziom zrodzonym z brudnych, nie mytych matek”. Ciekawym zabiegiem jest, że prokurator-narrator raz zwraca się w swym strumieniu świadomości wprost do podsądnego, a raz pisze o nim w trzeciej osobie - jakby wracał do swej pozycji procesowej, choć niechętnie... “Gdyby wiosna 1930 roku była wiosną 1945 roku, to byś tego morderstwa nie popełnił, bo nie istniałaby przyczyna morderstwa, bo ziemi byłoby pod dostatkiem dla ciebie i dla twojej siostry Jadwigi; bo się brało dworską ziemię”. “Najgorsze jest to, że się musisz cieszyć, a ty byś wolał się smucić, ty byś wolał rozpaczać, ale nie możesz pozwolić się sobie na rozpacz, bo ty jesteś skazany na uśmiech, bo się sam na ten nieszczery uśmiech skazałeś, bo musisz to morderstwo zachować w tajemnicy”. “Najgorsze są te ludzkie spokojne, nieodgadnione twarze, jak zaryglowane drzwi, jak zamglone szyby. Wojna nie była dla niego zła, bo nie było potrzeby obwarowywania tej jego tajemnicy, bo ona jakby się gdzieś zagubiła, jakby to jego morderstwo znalazło się na spodzie wielkiej ilości morderstw i zostało przytłoczone wielkim ciężarem z wielokrotnego morderstwa, a tym samym utraciło coś niecoś z własnego ciężaru”. “Mówił o tych swoich dwóch zbrodniach z jakąś zdumiewającą szczerością, która, jak można było zauważyć, przynosiła mu ulgę, a może dawała nawet odrobinę przyjemności, bo zrzucał z siebie ten trzydziestoletni ciężar tajemnicy morderstwa”. Rzecz ma formułę otwartą; a wyroku nie poznamy, bo przecież nie on jest tu najważniejszy, co prokurator przyznaje sam przed sobą: “Czy po tym procesie powiem: – Nie dałem się pamięci, czy: – Pokonała mnie pamięć…”. W sumie: co ci przypisane, od tego nie uciekniesz... Dość dobra to książka, zasługująca na lekturę, choć jej wartość dziś już bardziej historyczna... Jednak wyższą ocenę (9) dałem innej książce Autora "Tańczący jastrząb". To tylko o oczko słabsza od arcydzieł Myśliwskiego świetna opowieść o przemijalności egzystencji, naszego świata, naszych wysiłków, tego wszystkiego, na czym tak bardzo nam – za życia - zależy....
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 14 dni temu
Ślady Ludwik Hering
Ślady
Ludwik Hering
Zieleniak „Rodzice uspokajają płaczące dzieci, że wrócą wkrótce do domów, do swoich piwnic - trzeba poczekać tylko, aż się domy wypalą i ostygną.” Ślady „Najwięcej to się boję w getcie, jak jest ciemno, żeby nie wejść na trupa. Jak jest przykryty papierem, to z daleka widać - a tak to nie.” Meta „Ludzie pozbawieni wyobraźni wspierali żydowskie dzieci. „Zawsze to dziecko” - mówiono; zapominano, że z małego żydziaka wyrośnie dorosły parch.” „Ktoś słyszał Żyda, który krzyknął z daleka „Do widzenia, zobaczymy się na półce z mydłem,” - Co za mściwy naród - stwierdzano, jakby to Żydzi byli fabrykantami, nie surowcem.” Ludwik Hering (1908-1984) pisał te opowiadania tuż po zakończeniu wojny. Był świadkiem i uczestnikiem. Podobnie jak Brzozowski z Mety pracował jako nocny stróż na placu składowym garbarni przylegającej do muru warszawskiego getta. Słyszał i widział, jak reagowali Polacy na likwidację getta, na Zagładę. Pomagał przechodzić uciekinierom na aryjską stronę. Opiekował się małym Dawidkiem, który - jak napisała w Posłowiu do książki Ludmiła Murawska-Péju, jego siostrzenica - był pierwowzorem małego szmuglerza ze Śladów. Monolog malca to jedno z najpiękniejszych, najbardziej wzruszających dziecięcych świadectw życia i śmierci w getcie. Piątego sierpnia 1944 roku po spaleniu domów na warszawskiej Ochocie, gdzie wówczas mieszkał, znalazł się Hering z rodziną w obozie opisanym w Zieleniaku. Ważna lektura. Literackie reportaże, nowoczesne w formie, o niesamowitej sile przekazu. Żal i wstyd, że książka jest stosunkowo mało znana. Po pierwszych publikacjach tuż po wojnie przez chwilę nawet była na liście lektur szkolnych. Ale szybko zniknęła, a Meta została mocno ocenzurowana. Dopiero wydanie z 2011 roku przywróciło opowiadania do czytelniczego krwioobiegu. Natomiast dzięki obszernemu Posłowiu mamy okazję bliżej poznać Ludwika Heringa, człowieka niezwykłego, obdarzonego wieloma talentami, przyjaciela Józefa Czapskiego i Mirona Białoszewskiego, animatora awangardowych przedsięwzięć kulturalnych podczas krótkiego okresu popaździernikowej Odwilży...
Nina - awatar Nina
oceniła na 9 8 lat temu
Hiob Joseph Roth
Hiob
Joseph Roth
Którzy z przyjaciół biblijnego Hioba mają rację? W książce śledzimy losy sześcioosobowej rodziny z Galicji. Jednego syna, którego serce rwie się do przygód, drugiego — do interesów, córki, która nie może oprzeć się namiętności, i niepełnosprawnego syna Menuchima. Rodzina kręci się wokół własnej osi — nie ma przyjaciół, oszczędności ani nadrzędnego celu. Na swój sposób rutyna dnia daje im pewną formę szczęścia. „O chorego syna nikt go nigdy nie pytał, za to wszyscy dowiadywali się o losy zdrowych”. Za rogiem czeka długa droga w dół. Momentem cezury jest porzucenie niepełnosprawnego syna. Oczywiście pierwszy odruch zdrowego człowieka to: jak tak można? Ojciec Mendel przez wiele dekad cierpi, wspomina, śni na jawie, wyrywa włosy, zaniedbuje się i złorzeczy Bogu. „Menuchim, syn Mendla, wyzdrowieje. Takich jak on nie będzie wielu w Izraelu. Bóg go uczyni mądrym, brzydotę dobrotliwą, gorycz łagodną, a chorobę mocną.” Jedna z tych nielicznych książek, w których losy bohatera splatają się z moimi losami. Chociaż nie wierzę, że celem życia jest szczęście, to chciałbym zdrowia i pomyślności dla moich dzieci, dla mojego syna. „Za co zostałem tak ukarany?” — myślał Mendel i przetrząsał mózg w poszukiwaniu jakiegoś grzechu, lecz nic ciężkiego nie znalazł. Podczas tej lektury udało mi się pojąć, że w życiu cierpieć — w tym cierpieć długotrwale — oznacza, że człowiek napełnia się życiem po same brzegi i jest gotów. Na ten moment, mimo ogromnego pragnienia serca, nie wierzę, że na końcu przychodzi taki cud, jak na łamach tej książki.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Mój piękny autobus Jacques Jouet
Mój piękny autobus
Jacques Jouet
Sam fakt, iż autor przynależy do OuLiPo, powinno zachęcić do sięgnięcia po książkę. Dalej - niewielki rozmiar, do przeczytania w ciągu dwóch wycieczek do pracy i z powrotem autobusem. Może być jedynie problem z tym, by wysiąść na prawidłowym przystanku. Rzecz, zdawałoby się błaha. Od samego początku narrator bliski utożsamienia z autorem (przyznanie się do nazwiska i tytułowania tomu) kryguje się, kręci, obniża swój autorytet, tłumaczy się z tytułu, z "powieści", z każdego elementu okładki. I niepostrzeżenie, pomiędzy tymi zabawami wciągającymi czytelnika, pojawia się bohater, kierowca autobusu o znaczącym imieniu Basile. Otóż zaczynamy poznawać jego otoczenie (pokój hotelowy), miejsce (?) pracy i jednocześnie akcji, czyli autobus. Kim jest narrator i po co w ogóle zaczyna się przyglądać grzecznemu i stonowanemu kierowcy? Dlaczego, choć wsiada do autobusu i zdaje się istnieć, nikt nie zauważa jego obecności na siedzeniu? Dlaczego zna myśli bohaterów, a oni z nim rozmawiają? Dlaczego wreszcie kierowca rozmawia tylko z żoną, w dodatku bezgłośnie - a poza tym milczy? To tylko parę pytań z pierwszych stron powieści. Wsiąkamy wraz z pokonywanymi przez autobus kilometrami, z poznawanymi pasażerami. Narrator jednak stale będzie kluczył pomiędzy siedzeniami, pomiędzy drogami publicznymi a skrótami - wplecie w opowieść historię Parraulta (i nie tylko) o Kocie w Butach, pokoloruje Pascalem, dorzuci odrobinę prywaty... I dokona niejednej rewolty, o której powinniście dowiedzieć się sami. Powiastka czy powieść? Zdecydowanie podtytuł jest prawdziwy, powieść się powiodła na 110 stronach. Zasady konstrukcyjnej zdradzać nie należy bardziej, niż już to zrobiłem. AHA - to nie spoiler - radzę dojechać do końca. Zaskakujące wyjaśnienie wielu wątków. Także możliwego spóźnienia na zajęcia...
Kapitan Human - awatar Kapitan Human
ocenił na 8 11 lat temu
Notatki komiwojażera Szolem Alejchem
Notatki komiwojażera
Szolem Alejchem
[...] Jako komiwojażerowi zdarzają mi się w drodze całe dnie, gdy nic nie robię. Siedzę i myślę. Ot, choćby tłuc łbem o ścianę! Przyszedł mi więc dobry pomysł do głowy. Kupiłem kajet i ołówek. Wszystko, co tylko po drodze słyszę lub widzę, notuję w moim kajecie. 𝐙 𝐂𝐘𝐊𝐋𝐔 "𝐎𝐂𝐀𝐋𝐈Ć 𝐎𝐃 𝐙𝐀𝐏𝐎𝐌𝐍𝐈𝐄𝐍𝐈𝐀" ! Zajmujące i niezwykle barwne opowieści żydowskiego komiwojażera z przełomu XIX i XX wieku. Słuchowisko Teatru Polskiego Radia w reżyserii Waldemara Modestowicza przekład: Jakub Appenszlak adaptacja: Elżbieta Łukomska opracowanie muzyczne: Małgorzata Małaszko realizacja: Maria Olszewska Data premiery12 kwietnia 1997 Emisja: 2000-08-26, 2010-05-29 Czas trwania - 1:16:31 𝐎𝐁𝐒𝐀𝐃𝐀 : Adam Ferency, Stanisława Celińska, Jacek Jarosz, Witold Pyrkosz, Krzysztof Chamiec, Włodzimierz Press, Jan Matyjaszkiewicz, Jan Prochyra, Jerzy Bończak, Lech Ordon, Damian Damięcki, Janusz Kłosiński 𝐂𝐙𝐘𝐓𝐀𝐉𝐂𝐈𝐄 - 𝐒Ł𝐔𝐂𝐇𝐀𝐉𝐂𝐈𝐄 - 𝐖𝐀𝐑𝐓𝐎 ! ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 𝐃𝐋𝐀 𝐂𝐈𝐄𝐊𝐀𝐖𝐒𝐊𝐈𝐂𝐇 : Szolem Alejchem, właściwie Szolem Rabinowicz (1859–1916), żydowski pisarz tworzący w języku jidysz, a także w hebrajskim i rosyjskim; autor powieści i opowiadań społeczno-obyczajowych i psychologicznych, niekiedy tragikomicznych, ukazujących życie codzienne Żydów we wschodniej Europie na przełomie XIX i XX w. (m.in. Dzieje Tewji mleczarza – musical Skrzypek na dachu, 1964, ekranizacja 1971 – Motel, syn kantora, trylogia Muzykant, Josele Solowiej, Blondzende sztern, opowiadania Notatki komiwojażera, Zaczarowany krawiec, autobiografia Wracając z jarmarku).
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na 8 1 rok temu
Lekcja martwego języka Andrzej Kuśniewicz
Lekcja martwego języka
Andrzej Kuśniewicz
William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu znawców – na sukcesie Włodzimierza Odojewskiego czy (w bliższej nam perspektywie czasowej) „Golema” Macieja Płazy, ale jako wielbiciel Faulknera nie do końca się z tą tezą zgadzam. Zarówno Odojewski jak i Płaza nie są epigonami; przekonywanie o wielkości pisarstwa Odojewskiego jest zbyteczne, z kolei Płaza, mimo używania podobnych narzędzi literackich co amerykański noblista, w przywołanej wyżej powieści jest też silnie singerowsko-lovecraftowski (to moja opinia, a także komplement). Dzięki temu obie pozycje operują w innych rejestrach, jakkolwiek serwują czytelnikowi podobnie przygnębiającą aurę postępującej degeneracji świata. Kuśniewicz na pierwszy rzut oka jest kolejnym z pogrobowców Faulknera. Obawiam się, że dla wielu literaturoznawców wystarczy stosowanie długich zdań, zredukowanie dialogów do absolutnego minimum (niekiedy oznaczającego zero) oraz poruszanie się w technice strumienia świadomości, by wysnuć takie porównanie. Cóż za krzywdzące uproszczenie; długimi zdaniami posługiwał się też Tomasz Mann, można pozornie zachować dialogi, które dialogami nie są (Witkacy w „Pożegnaniu jesieni),z kolei każdy strumień świadomości, z racji silnego intersubiektywizmu, jest czymś odrębnym od innego strumienia. „Lekcja martwego języka” to unikat, bowiem w swej strukturze tworzy pewien łańcuch impresji powiązanych dość luźną więźbą (np. gdy porucznik Kiekeritz widzi torbę konduktorską w przedziale wodzi ją daleko w przestrzeń i czas, po czym z kolejnego skojarzenia idzie w kolejne skojarzenie, itd. – dlaczego, zdradza niestety skandaliczny opis serwisu, który odsłania prawie wszystkie karty jeszcze przed lekturą, jak tak można). Jest unikatowa, bowiem tworzy kalejdoskopiczny obraz psychicznej i moralnej degradacji, nie wwiercając się tak głęboko w strukturę psychiczną bohatera (Odojewski),nie odnosi się ze szczególarskim pietyzmem do postaci drugoplanowych (Faulkner),nie wyjaśnia hermetycznego świata jego własnymi terminami (Płaza). Pejzaże okrucieństwa wymieszane z pełnymi wdzięku impresjami natury czy mitami tworzonymi w głowie porucznika (niewątpliwego estety w wąskim tego słowa sensie) to zaledwie migawki, piękne miniatury, szkatułka wspomnień i szkiców wspomnień pojawiających się niby bez celu, a tak naprawdę by naświetlić, z jak drobnych okruchów składa się człowiek stojący u progu gnijącego świata. „Lekcja martwego języka” przez obraz społecznego bankructwa I wojny światowej, podeptanych idei i skundlonych ludzi stawia pytanie ile po nas zostanie, ile warta jest sztuka, ludzkość, jednostka w kontekście Wielkiej Erozji. Kuśniewicz, poza pieczołowitym, do granic perfekcji wymuskanym językiem, doskonale opanował również technikę inwersji czasowej (i tu wreszcie można zestawić go z Faulknerem). Bo ile człowiek ma minut wiedząc że wszystko ginie i o czym myśli, licząc ostatnie sekundy? Czy w głowie zostają wielkie idee, figura efeskiej Diany, czy też pozornie bezcelowe migawki, które nie mają początku, końca, związku ani znaczenia? Co rodzi się w obliczu wszechogarniającej klęski? Dlaczego język, którym mówimy całe życie nagle okazuje się martwy? Upadek nie musi być stopniowy, jak w „Marszu Radetzky’ego” Rotha lub jedynie sygnalizowany jak w „Soli ziemi” Wittlina (powołując się na inne świetne pozycje dot. I wojny w cesarsko-królewskiej monarchii). Może być taki, że człowiek dosłownie w ostatniej chwili uświadamia sobie, że przegapił własne istnienie. „Andrzej Kuśniewicz swą pasję literacką realizował dwutorowo: lewą ręką ochoczo spisywał donosy na swoich kolegów, prawej używał zaś do tworzenia literatury rozumianej bardziej tradycyjnie” – że przytoczę cytat z jednego z wpisów na portalu. Prawicą uczynił przynajmniej jedną wybitną rzecz.
Yarek44 - awatar Yarek44
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don

Więcej
Leo Lipski Dzień i noc. Na otwarcie kanału Wołga - Don Zobacz więcej
Więcej