Opowiadanie wariackie

Okładka książki Opowiadanie wariackie
Michał Choromański Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Seria: Polskie Opowiadania Współczesne literatura piękna
72 str. 1 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Polskie Opowiadania Współczesne
Data wydania:
1979-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1979-01-01
Liczba stron:
72
Czas czytania
1 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
8308000185
Średnia ocen

                6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowiadanie wariackie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowiadanie wariackie

Średnia ocen
6,0 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
93
89

Na półkach:

Wchodząc w świat bohaterów tej niedługiej opowiastki stopniowo, coraz mocniej pogrążamy się w oparach szaleństwa, groteski i absurdu. I nic w tym niezwykłego, albowiem znajdujemy się w zakładzie dla nerwowo chorych, używając języka autora. Jak to u Choromańskiego, jest w opowiadaniu spora dawka erotyki, styl przypomina "Zazdrość i medycynę", wyczuwalna jest ironia oraz dystans do przedstawionych postaci. Autor nie oszczędza zatem również głównego bohatera, który przyjeżdża do zakładu, by zebrać inspiracje do swej nowej książki i na koniec niespodziewanie dostaje "w pysk" od jednego z pensjonariuszy zakładu, co, śledząc akcję książki, wydaje się być całkiem zasadne.

Wchodząc w świat bohaterów tej niedługiej opowiastki stopniowo, coraz mocniej pogrążamy się w oparach szaleństwa, groteski i absurdu. I nic w tym niezwykłego, albowiem znajdujemy się w zakładzie dla nerwowo chorych, używając języka autora. Jak to u Choromańskiego, jest w opowiadaniu spora dawka erotyki, styl przypomina "Zazdrość i medycynę", wyczuwalna jest ironia oraz...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

39 użytkowników ma tytuł Opowiadanie wariackie na półkach głównych
  • 28
  • 11
20 użytkowników ma tytuł Opowiadanie wariackie na półkach dodatkowych
  • 13
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Michał Choromański
Michał Choromański
Polski pisarz i dramaturg. Przyszedł na świat na terenie dzisiejszej Ukrainy, na Zaporożu. W dzieciństwie chorował na gruźlicę kości i płuc. W 1924 r. przybył wraz z matką i siostrą do Polski. Studiował pedagogikę i psychologię. Debiutował literacko w wieku 27 lat powieścią pt. "Biali bracia". Jednak największy rozgłos uzyskała druga napisana przez niego książka - "Zazdrość i medycyna", której akcja rozgrywa się w nieokreślonym mieście, obejmuje jeden tydzień i osnuta jest wokół chorobliwych rozterek bogatego przemysłowca, podejrzewającego swą żonę o romans z miejscowym chirurgiem. Powieść tą przetłumaczono na 18 języków, a w 1973 r. reżyser Janusz Majewski dokonał jej ekranizacji. W latach 1940-1957 mieszkał w Brazylii a potem w Kanadzie, gdzie cierpiał na niemoc twórczą. Po powrocie do Polski zaczął pisać, jednak jego twórczość nie spotkała się z dobrym przyjęciem wśród krytyków. Autor 2 sztuk teatralnych. Wybrane dzieła: "Biali bracia" (pierwsze wydanie: Wydawnictwo Literacko-Naukowe, 1931), "Zazdrość i medycyna", (Gebethner i Wolf, 1933), "Prolegomena do wszelkich nauk hermetycznych" (Instytut Wydawniczy PAX, 1958), "Schodami w górę, schodami w dół" (Wydawnictwo Poznańskie, 1967), "Głownictwo, moglitwa i praktykorze" (Wydawnictwo Poznańskie, 1971). Żona: Ruth Elly Abramovitsch Sorel (1939-24.05.1972, jego śmierć).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Grek szuka Greczynki Friedrich Dürrenmatt
Grek szuka Greczynki
Friedrich Dürrenmatt
Początkowo przypuszczałem, że będzie to jakąś odwrotność „Wizyty starszej pani”, tymczasem na koniec okazało się, że czytałem niemal Witkacego. Durrenmatt nie przestaje mnie zadziwiać i zaskakiwać. Niemal w każdej książce jest zupełnie innym pisarzem, a jednocześnie zawsze równie zaskakujący, a może nawet lekko bezwzględny – i dla swych bohaterów, i czytelników. Dlatego, gdy przed tytułowym Grekiem, skromnie żyjącym niepozornym trybikiem w paryskiej korporacji z lat 50., gnieżdżącym się w podłej mansardzie przegrywem, w ciągu jednego dnia otwiera się wielki świat, od razu czujemy, że coś tu się nie klei i że wszystko może się skończyć wielką, no może choćby małą, katastrofą (a jednak zakończenie otwiera optymistyczną perspektywę).… Bo skoro nie czytamy bajki dla grzecznych dzieci - a z pewnością nie jest nią ta lektura - to jak zrozumieć sekwencje zdarzeń, w której na ogłoszenie matrymonialne bohatera odpowiada tak zjawiskowa, jak i tajemnicza Chloe (tytułowa Greczynka), we wrednej, już wtedy, korporacji awansuje z nizin hierarchii na dyrektora generalnego, staje się osobą powszechnie znaną, chce go malować największy twórca (piękna beka ze sztuki nowoczesnej), kłania mu się ambasador USA, na jego widok kapelusza uchyla prezydent Francji, staje się właścicielem wytwornego pałacyku, ślubu udzieli biskup jego wyznania (rzecz jasna: staronowoprezbiteriańskiego!), itp., itd. Nie chcąc nikomu psuć wyjątkowej słodko-gorzkiej przyjemności, jaką niesie ze sobą ta niepozorna książeczka, tym razem wyjątkowo powstrzymam się przed moim ulubionym spoilerowaniem. Ważne jedynie, by nie ulec wrażeniu, że to tylko purenonsensowa historyjka, bo jest tu podanych wiele poważnych spraw, a jedna z najważniejszych jest faktyczna nienaruszalność hierarchii społecznej i jej nieuchronna dyktatura, dająca o sobie znać w momencie przekroczenia jej granic. Znajdziemy tu wspaniałe, prześmiewcze - czasem bynajmniej nie do śmiechu - epizody, jak np. pierwszą rozmowę z szefem jego korpo, podczas której nie nazywa go on tak, jak powinien był, czyli Arnolfem Archilochosem, lecz Anaksagorasem, Artakserksesem, a nawet Anaksymandrem… Czy – już na początek – można nie zachwycić się takim zdaniem? „W małej knajpce we mgle i deszczu stał się cud. Do tego grubawego, starszego kawalera i nieśmiałego przyjaciela ludzkości, uwięzionego na śmierdzącej mansardzie, zabarykadowanego za mlekiem i wodą mineralną, do tego obładowanego zasadami i objuczonego urazami pomocnika zastępcy buchaltera z jego wiecznie przemoczonymi i podartymi skarpetkami, z niewyprasowaną koszulą, z nazbyt krótkimi garniturami, ze znoszonymi butami i z opacznymi poglądami – przyszła tak czarująca istota, tak iście baśniowa piękność i gracja”. Aha, bardzo to z ducha francuska opowiastka, godna Pereca czy innego Queneau. Inne cytaty: „Wiedział, że jest więźniem bezlitosnego mechanizmu i nie ma możliwości spełnienia cudu, który mu się objawił”. „Powietrze było stęchłe. Ale smród z wychodków dawał się bardziej we znaki niż zazwyczaj. (…) Szum wody w klozetach wydawał mu się coraz bardziej złośliwy i odrażający”. „Była na swój sposób dobrą katoliczką, która chodziła do kościoła – a zdarzało się, że chodziła, aby się żarliwie wypłakać (tak samo żarliwie szlochała w kinie)”. „Pańskie wątpliwości wynikają z obawy, że nie sprosta pan zadaniom dyrektora. Najmilszy, najdroższy przyjacielu. Zadaniom dyrektora potrafi sprostać każdy – mówiąc w zaufaniu, każdy dureń to potrafi”. „To dobrze, że obok przedmiotów, które wyprawiają ludzi na tamten świat, fabrykujemy także przedmioty, które ich na ten świat sprowadzają”. „Chrześcijanin może się zaniepokoić, myślę, kiedy naraz wali się na niego jedno nieszczęście za drugim (…) Kiedy jednak zdarza się coś przeciwnego, kiedy szczęście nie ma granic, wtedy, sądzę, istnieje niechybnie powód do niepokoju”. „Powinien pan przyjąć te wydarzenia z taką pokorą, z jaką pan by je przyjął, gdyby to były nieszczęścia.(…) Może czeka pana osobliwie trudna droga, droga szczęścia, która tylko dlatego nie jest przeznaczona większości ludzi, że byłaby dla nich trudniejsza niż droga nieszczęścia”. „Nieszczęście nie zaskakuje nas, lecz zdarza się dlatego, że musi się zdarzyć, ale szczęście jest dziełem przypadku i boję się, że nasze szczęście skończy się tak samo szybko, jak się zaczęło, a wszystko jest tylko jakimś kaprysem, który igra tobą i mną”. „- Z początku wszyscy tak krzyczą – powiedział. – Jak gdyby można było zmienić świat bez mordu”. „- Jeśli istnieje człowiek, któremu zazdroszczę, to tylko pan, a jeśli istnieje ktoś, o którego się lękam, to także tylko pan”. „Była ona królową w ciemnym państwie żywiołów. Była kurtyzaną. Najsłynniejszą w mieście”. „Mam wrażenie, jakbym ja nawrócił świat, a on mnie, tak że w końcu nic się nie zmieniło i wszystko było niepotrzebne”. „- Nie wolno nam ustawać w poszukiwaniu bogini miłości – szepnęła – w przeciwnym razie ona nas opuści”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 11 miesięcy temu
Biali bracia Michał Choromański
Biali bracia
Michał Choromański
Opis śnieżnej zamieci gdzieś w sowieckiej Ukrainie w latach 20. ubiegłego wieku to chyba najlepszy obraz tego żywiołu, o jakim mi przyszło czytać w polskiej literaturze. A to tylko pozornie niepozorny debiut Michała Choromańskiego z 1930 r., lepiej znanego z „Zazdrości i medycyny”. Wystarczy taki choćby cytat, aby zmroziło czytającego, a jest tak – nawet zresztą jeszcze bardziej – przez wiele stron: „Na ich spotkanie leciały śnieżne bałwany wysokości wielopiętrowych gmachów. Obrzucały ich zimną parą, załamywały się z rumotem nad ich głowami, padały na nich, pokrywając zaspami lotnego śniegu”. Albo: ”Śnieżne bałwany z łomotem i grzmotem sunęły obok, zostawiając w powietrzu potargane płachty zlodowaciałej piany”. Pogoda odpowiada temu, co we wnętrzu dwóch głównych bohaterów. Fabułą –dla mnie drugorzędną, a zatem raczej tylko: tłem tej przypowieści o fatalizmie - jest misja agenta polskiego wywiadu w Sowietach („Pewien papier, znajdujący się w pierogu z kapustą, zaważył osiemdziesięcioma kilogramami rozstrzelanego człowieka”). Antagonistą naszego protagonisty jest wiczeszef „Czeki” w Orle, bezwzględny towarzysz Bielicz. Niby stereotypowo przedstawiony („rozciągnął krwawe, żarłoczne wargi”), ale czytelnik będzie zaskoczony tym, co się tu i jak rozegra - będą watki wręcz nieheteronormatywne („Linia uda wydała mu się nawet niebezpieczna”). Spokojnie: nie ma tu niczego z Jamesa Bonda, jest za to determinizm losu oraz przedziwna relacja trzech bohaterów – bo jest jeszcze żydowski kupiec, też pozornie bliski stereotypowi, ale… Co do czekisty, wystarczy przywołać jego zdanie pod koniec: ”W każdej duszy są dwie dusze(...) jeżeli poskrobać duszę ludzką. to pod górną, złą, znajdziecie inną: dobrą i miłującą”. „Czekista uśmiechnął się do czego niewidzialnego”. Po lekturze już wiemy, czemu ta książka była w PRL była „na czerwonym indeksie”. PS Choromański urodził się w 1904 r. w Jelizawietgradzie (dzisiejszy Kropywnycky w Ukrainie), mieście, gdzie młodość spędzili spokrewnieni z nim Jarosław Iwaszkiewicz i Karol Szymanowski. W jego domu rodzinnym mówiono tylko po rosyjsku (i francusku), a do przyjazdu w 1924 r. do Polski w zasadzie nie mówił po polsku. Poruszał się o kulach, niemal przez całe życie miał kłopoty z psychiką…. Dla mnie jego najlepszym dokonaniem pozostaje powieść „Schodami w górę, schodami w dół”, nieoczywisty obraz przedwojennego Zakopanego, gdzie przed wojną brylował.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 2 lata temu
Centaur John Updike
Centaur
John Updike
Pokryty srebrnymi łuskami narrator, posługując się eksperymentalną strukturą narracyjną i nudnym natchnieniem relacjonuje (wspomina) trzy dni spędzone z jeszcze nudniejszym — bo czemuż byśmy mieli tego nie wyznać! — ojcem, tytułowym Centaurem — Chironem, posępnym i flegmatycznym nauczycielem przyrody, cyzelatorem błahostek, otoczonym ciągłą atmosferą katastrofy i śmiechu, zdolnym przejść o własnych siłach przed plutonem egzekucyjnym; jest to zarazem nekrolog i hymn mu poświęcony. „Centaur” łączy świat mitologii greckiej z małomiasteczkowym otoczeniem Pensylwanii w połowie XX wieku, z naciskiem na łączy. Dwie domeny mienią się, spływają, wspierają i wypierają wzajem niczym kobieta i wąż w ciele Meluzyny. To tu zbierzemy cały miód i oliwę dzieła. Postacie płynnie przechodzą od bycia „zwykłymi” Amerykanami do swoich mitologicznych odpowiedników — pył swoistej realności miesza się z magicznym piaskiem. Ubrane w odzież prozaicznych przymiotów kryją mityczne postaci, przez co dosięgają w wyrazie swoich nieco indeksowanych myśli pewien wdzięk, a nie wydźwięk. Powieść wznosi się na wyżyny mitologicznych hiperboli, kiedy drepcze upudrowanym traktem przyziemnej krzątaniny. Złożone aluzje mitologiczne i obfity luksus szczegółowego obrazowania, i wiele innych danych zarówno ścisłych, jak i nasennych, podwyższają niejako „realizm” (w najgłębszym sensie tego zdegenerowanego słowa, a nie w rozumieniu tego co przeciętny czytelnik odbiera jako przystające do „przeciętnej rzeczywistości”) i oddają „należny hołd” skądinąd pozbawionej impetu i mdłej prozaiczności; posiadając moc czynienia z pospolitości rzeczy niezwykłych, wydobywają ze słabostek i śmiesznostek „kosmiczną” stronę „dramatu” życia, aż zasnąć można. Ktoś inny przepisałby zwyczajną w takich wypadkach papkę, a nie ten lwi szpik.
Peonia_Pirat - awatar Peonia_Pirat
ocenił na 8 3 miesiące temu
Grzybojad Sergio Galindo
Grzybojad
Sergio Galindo
No proszę, cóż za zbieg okoliczności. Nie minęły dwa tygodnie odkąd skończyłem czytać "Wichrowe wzgórza", a tu całkiem przypadkiem w moje ręce trafia opowiadanie nieznanego w Polsce meksykańskiego pisarza, w którym punkt wyjścia wydaje się niemal identyczny jak ten w powieści Emily Bronte. Relacja dwójki bohaterów nie jest co prawda tak burzliwa i dramatyczna jak ta Heathcliffa i Katarzyny, ale w połączeniu z towarzyszącymi jej wydarzeniami może być dla czytelnika wcale nie mniej emocjonująca. W "Wichrowych Wzgórzach" dominował klimat niepokoju, wynikającego z nieprzewidywalnych zachowań bohaterów o dzikim temperamencie oraz subtelnej obecności zjawisk nadprzyrodzonych, typowych dla powieści gotyckiej. W "Grzybojadzie" zaś stale towarzyszy nam atmosfera snu i baśniowości, której każdy z nas zapewne niekiedy doświadcza zaraz po przebudzeniu, po tym jak śniły mu się rzeczy niby to normalne, ale jednak nie do końca lub też nienormalne całkowicie. Spuszczenie z łańcucha lamparta hodowanego przez pana domu dla jednych w tym opowiadaniu jest rzeczą budząca wielkie przerażenie, a dla innych czymś najnormalniejszym w świecie. Tytułowe grzybojady to osoby wynajmowane do próbowania nieznanych grzybów, by w razie czego to one się zatruły, a nie ich gospodarze. Pani domu spędza przed lustrem swojej toaletki długie godziny na układaniu fryzur, z których żadna nigdy nie jest taka sama. Są to rzeczy, które mogą mieć miejsce w prawdziwym życiu, ale bardziej prawdopodobne jest, że pojawią się raczej w naszych snach. Taki jest właśnie "Grzybojad" Sergio Galindo, króciutkie, pięknie napisane, niemal idealne opowiadanie. Jego jedyną wadą jest chyba tylko to, że jest właśnie tak krótkie. Myślę, że nie przesadzę ze stwierdzeniem, że gdyby autor rozwinął zawarte w nim wątki do rozmiarów powieści, to jego dzieło mogłoby być dla niego tym samym, czym dla Gabriela Garcii Marqueza było "Sto lat samotności".
SenioritaPięknyLolo - awatar SenioritaPięknyLolo
ocenił na 8 30 dni temu
Dżin. Czerwona wyrwa w bruku ulicznym Alain Robbe-Grillet
Dżin. Czerwona wyrwa w bruku ulicznym
Alain Robbe-Grillet
Powieść Grilleta przypomina tekstowy zapis kilku różnych podejść do tej samej gry wideo. Z określonej bazy danych – elementów rzeczywistości, symboli, przedmiotów, osób i imion – każdy gracz konstruuje własną, niepowtarzalną rozgrywkę. Zdaje się, że walka przeciwko maszynizmowi nie ma sensu, jesteśmy zanurzeni w quasi rzeczywistości, która ogarnia i ustala wszelkie struktury społeczne. Zapośredniczona medialnie percepcja nakłada się na pierwotną, wysłużoną już percepcje jednostkowej tożsamości operującej w kategoriach linearności, przyczyn, skutków i celu. Łudząca wciąż pokusa opowiadania za pomocą spójnej i uporządkowanej narracji poddaje się w konfrontacji z konstelacyjną, chaotyczną rzeczywistością, a raczej z wieloma współoddziałującymi na siebie rzeczywistościami. Przełom antypozytywistyczny nie stracił siły napędowej i od początku wieku XX burzy utrzymujące się na powierzchni świadomości zastane poczucie „sensu” egzystencji. Ale od paradoksów epistemologii Grillet tylko zaczyna. Służą mu one raczej jako podwaliny pod dalsze rozważania na temat problematycznego charakteru samej/samych rzeczywistości. Już na wstępie pisarz upłynnia kategorię twórcy tekstu – zapośredniczą autorskość na wielu stopniach ontologicznych, przez co jakiekolwiek odczytanie dzieła za pomocą narzędzi psychoanalizy nie przyniesie skutków. Pokazuje, że freudowski sposób myślenia o człowieku, choć przełomowy w swoim czasie, nie jest w stanie ogarnąć przemian dziejących się na polu technologicznym. To właśnie technologia rozpuszcza nasze tożsamości w sposób do tej pory nieznany, alienuje przyczynę od skutków (specjalizacja zawodowa), zapośrednicza i dystansuje kontakt czy w końcu multiplikuje tożsamości, które składać się mają na jedną spójną konstrukcję zwaną istotą ludzką. Jeśli analiza marzeń sennych pozwoliła Freudowi oddzielić dwie rzeczywistości dotąd związane ze sobą, tak technologia pozwala rozszczepić tę realność na nieskończenie wiele poziomów ontologicznych. Tak też postępuje Grillet stwarzając piętrową intrygę funkcjonującą na niezliczonej ilości poziomów ontologicznych, z których żaden nie rości sobie prawa do obiektywności czy pierwszeństwa w hierarchii. Pojmowanie istnienia w kategoriach czasowości również nie jest w stanie poradzić sobie z istotą funkcjonowania psychiki – często zacierającej granice przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Zresztą sama paradoksalność czasu potwierdza te autorskie przypuszczenia: teraźniejszość jest zbyt efemeryczna, zbyt nieuchwytna, żeby można było sprawnie operować na tej kategorii. Ostatecznie żyjemy przecież w ciągłym impasie pomiędzy przeszłością i przyszłością, a teraźniejszość to zwyczajna iluzja spójności, zwykły błąd poznawczy umysłu jako ułomnego procesora maszyny. W rzeczywistości symulakrów również perspektywa postrzegania niesie za sobą wiele sprzeczności, których autor nie unika w dziele. Poznajemy strzępy różnorodnych wydarzeń raz z perspektywy bohatera, raz z perspektywy podwójnie zapośredniczonej przez tajemniczą organizację zajmującą się badaniem sprawy Lecoeura i w końcu z perspektywy pierwszej osoby, po prostu czytając znaleziony w biurze profesora dokument – książkę Grilleta, który usuwa się z roli autora i przekazuje tę funkcję Lecoeurowi. Każda z tych perspektyw to oczywiście osobna, pełnoprawna rzeczywistość. Która z nich jest uprzywilejowana, której wierzyć? Może myślenie w kategoriach technokracji to po prostu kolejna rama ideologiczna? Tę istotną decyzję egzystencjalną Grillet pozostawia czytelnikowi.
Razzorhead - awatar Razzorhead
ocenił na 8 5 lat temu

Cytaty z książki Opowiadanie wariackie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowiadanie wariackie