Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu

Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu



książek na półce przeczytane 6846 napisanych opinii 2373

Oceny książki Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu

Średnia ocen
7,7 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1924
1923

Na półkach:

Co ja wiedziałam o Norwegii?
Trochę, a może nawet jeszcze mniej – trolle, Droga Trolli, fiordy, Wikingowie i śpiew wielorybów. To te przyjemniejsze skojarzenia. Mniej przyjemne to zimno oraz mało światła słonecznego i jedno wstrząsające – Utøya. I jeszcze to, że wielu moich współmieszkańców wyjeżdża do Norwegii zarobkowo i są bardzo zadowoleni.
Tyle!
Dlatego chętnie skorzystałam z propozycji pójścia drogą na Północ, do kraju wyjątkowego, którego historię w wielkim skrócie i dużym uproszczeniu mogę określić jako od zniewolenia poprzez samostanowienie do dobrobytu i bogactwa. A wszystko to w ciągu jednego wieku. Ten fenomen stuletniego rozwoju kraju, który teoretycznie miał małe szanse na to, ponieważ „leży na obrzeżach Europy, jest nieproporcjonalnie duży i długi. Jedynie dziesięć procent powierzchni Norwegii nadaje się pod uprawę, reszta to jałowa skała – na zachodzie i północy dzikie łańcuchy górskie pełne mniejszych i większych szczytów, na wschodzie wielkie płaskowyże pełne bagien i jezior, położone ponad granicą lasu, przez większą część roku nagie z powodu burz i mrozów”, wyjaśniła mi jedna z największych osobowości literackich Norwegii, Sigrid Undset – „Jeżeli jakiś lud na świecie uczciwie i prawowicie posiada swą ziemię, ponieważ ją przejął nie od innych ludzi, a w zgodzie z surowym przykazaniem Stwórcy, aby w pocie czoła swego zdobywać pożywienie, to jesteśmy nim my, Norwegowie, którzy zwiemy Norwegię naszym krajem”. Drogą na Północ w tłumaczeniu ze staronordyckiego – stąd tytuł tej publikacji.
Jednak ta droga, dosłownie i w przenośni, nie była łatwa!
To ścieżka niczym Droga Trolli pełna meandrów, skrętów nad urwiskami, znaczona kamieniami milowymi decydującymi o jej dalszym kierunku. I o tym trudzie, znoju, łzach, ścierających się poglądach, walce o teraźniejszość i przyszłość, była ta antologia. Nie miała ona charakteru opracowania historycznego. Brak w niej było wypowiedzi jakiegokolwiek historyka przesiewającego źródła, na podstawie których ułożyłby encyklopedyczną czy podręcznikową historię Norwegii. Wydawca tradycyjnie zastosował swoją sprawdzoną już metodę - „przez świadectwo indywidualne”, zbierając na kartach tej pozycji różnorodne, pisane źródła historyczne, na podstawie których mogłam sama budować sobie obraz Norwegii i jego mieszkańców, samodzielnie oceniać opisywaną sytuację osobistą, wydarzenia polityczne czy zjawiska społeczne. Wspomnienia, dzienniki, artykuły z czasopism, listy, fragmenty książek, dokumenty życia politycznego, reportaże, wywiady i osobiste obserwacje – tworzyły przebogaty pod względem formy i treści zbiór literatury faktu. Ich autorzy reprezentowali pełny przekrój społeczeństwa norweskiego – premierzy, ministrowie, laureaci Nagrody Nobla, podróżnicy, dziennikarze, pisarze, ksiądz katolicki, „dzieci wojny” i ich matki, działacze ruchu oporu, więźniowie obozów koncentracyjnych, robotnik platformy wiertniczej, rolnicy, politycy prawicy i lewicy, zwolennicy nazistów i ich przeciwnicy, gospodynie domowe i zwykli obywatele norwescy biorący udział w akcji „pamiętnik jednego dnia”.
Wszyscy byli ważnymi i wyjątkowymi komentatorami współczesnej im rzeczywistości.
Ich wypowiedzi towarzyszyły najważniejszym wydarzeniom mającym wpływ na szeroko pojęte losy Norwegii i Norwegów począwszy od 1900 roku na roku 2000 skończywszy. Okres ten został w książce podzielony na pięć okresów oddzielonych szarą kartką z określającymi go cezurami czasowymi, ułożonymi chronologicznie. Każdy opowiedziany z różnej perspektywy konkretnej osoby poprzedzonej merytorycznym wstępem autorów opracowania, kreślącym tło gospodarcze, polityczne i społeczne opisywanych lat. Dodatkowo bogato ilustrowane zdjęciami. Nie wszystkie rozdziały traktowały wyłącznie o najważniejszych wydarzeniach historycznych. Niektóre zostały ujęte nie tyle ze względów historycznych, co na istotne znaczenie dla ważnych lub przełomowych zmian w kulturze norweskiej lub w świadomości społecznej. Ciekawa też była historia powstawania tekstów źródłowych. Nie wszystkie tworzono po latach w komfortowych warunkach względnego spokoju społecznego. Niektóre powstawały w gorącej atmosferze walki politycznej, ekologicznej czy feministycznej. Inne mogły w ogóle się nie ukazać, jak chociażby dziennik członka ruchy oporu, Pettera Moena, pisany nielegalnie, a właściwie wytłaczany, „na więziennym papierze toaletowym, dziurkując go sztyftem z rolety”. Inna ciekawa historia losów tekstu wiązała się z Oddem Nansensem, więźniem obozu koncentracyjnego, który „tam na cienkich kartkach papieru pisał dziennik. Chował je sukcesywnie w deskach do krojenia, które produkowano w obozowej stolarni, a następnie rozdawał współwięźniom. Po wojnie deski zebrano, a opublikowany w 1946 roku dziennik stał się głośnym w Norwegii świadectwem życia obozowego”. Niesamowite, że to się tak szczęśliwie skończyło!
Wśród tych świadectw były też polskie akcenty!
Obrazy polskich żołnierzy walczących w Norwegi w czasie II wojny światowej czy sytuacja polskich imigrantów w latach 90. XX wieku, podsuwały mi nowe, ciekawe spojrzenie na moich rodaków i Polskę. W efekcie mogę śmiało przychylić się do wniosku Karstena Klepsvika, Ambasadora Królestwa Norwegii w Polsce, którego słowa umieszczono w książce – „Myślę, że polscy czytelnicy – a dla niektórych będzie to prawdziwą niespodzianką – znajdą wiele podobieństw w poplątanych losach naszych narodów”.
Znalazłam ich trochę.
Znalazłam również odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, które pojawiły się we mnie po dramatycznych wydarzeniach na wyspie Utøya. Dlaczego w tak spokojnym kraju doszło do tak dramatycznej tragedii, a jej sprawcą był rodowity Norweg? Dlaczego Norwedzy byli tak łagodni w jego osądzeniu? Na pierwsze pytanie odpowiedź znalazłam w wątku o imigrantach w Norwegii, a na drugie odpowiedziała mi sama Sigrid Undset tymi słowami – „I jest nas tylko trzy miliony (...) by zarządzać tym trudnym, ciężkim terenem. Nic dziwnego, że zawsze woleliśmy poświęcać swe siły, aby ratować drogocenne życie ludzkie, niż by je niszczyć. Bohaterskie czyny na morzu i lądzie, mające wybawiać ludzi przed śmiercią, chwała Bogu, zawsze należały w Norwegii do codzienności, zaś przestępstwa związane z przemocą zdarzały się rzadziej niż w jakimkolwiek innym kraju Europy – i budziły w nas przerażenie i wstręt...” Najbliższe lata pokażą, która z tych postaw zwycięży wśród Norwegów.
Ta pozycja również mnie wzruszała.
Nieważne czy były to pełne bólu i cierpienia listy Marii, żony znienawidzonego za kolaborację Vidkuna Quislinga, do króla z prośbą o ułaskawienie, czy codzienny trud życia gospodyni domowej w norweskiej wsi, czy napiętnowane życie „szwabskiego bękarta”, czy wstrząsające opisy zbrodni w obozie koncentracyjnym, czy myśli polityka obarczonego ciężarem odpowiedzialności za kraj i rodaków. We wszystkim był człowiek i jego emocje, myśli, rozterki, a w efekcie postawy i reakcje na otaczające go wydarzenia.
To w tych osobistych losach i emocjach kryje się siła metody przedstawiania historii przez Wydawcę.
Wyjątkowość tej antologii kryje się również w jej kompleksowości, którą podkreśla ambasador Karsten Klepsvik – „Jest to bez wątpienia niezwykła książka, gdyż jeszcze nigdy dotąd nie wydano w Polsce tak wyjątkowego zestawienia materiałów i tak pełnego źródła wiedzy o Norwegii...”
Zanim, z jakiegokolwiek powodu, podążycie „drogą na Północ”, sięgnijcie koniecznie po tę antologię.
http://naostrzuksiazki.pl/

Co ja wiedziałam o Norwegii?
Trochę, a może nawet jeszcze mniej – trolle, Droga Trolli, fiordy, Wikingowie i śpiew wielorybów. To te przyjemniejsze skojarzenia. Mniej przyjemne to zimno oraz mało światła słonecznego i jedno wstrząsające – Utøya. I jeszcze to, że wielu moich współmieszkańców wyjeżdża do Norwegii zarobkowo i są bardzo zadowoleni.
Tyle!
Dlatego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

484 użytkowników ma tytuł Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu na półkach głównych
  • 417
  • 60
  • 7
62 użytkowników ma tytuł Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu na półkach dodatkowych
  • 36
  • 8
  • 6
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dzienniki Kamasutry. Podróże intymne po współczesnych Indiach Sally Howard
Dzienniki Kamasutry. Podróże intymne po współczesnych Indiach
Sally Howard
Moja opinia o książkach o Indiach nigdy nie będzie w pełni obiektywna, bo ja ten kraj kocham najbardziej na świecie i każda książka przypomina mi mój pobyt w Dehli, pachnie drzewem sandałowym i domowym obiadem. Zwłaszcza ten reportaż, bo tematy omawiane w książce były tematami, które były najczęściej poruszane wśród naszych hinduskich znajomych. Indie idą własną drogą i choć przechodzą swoje małe rewolucje to przechodzą je po cichu i po swojemu, autorka dość dobrze spisała się jako naoczny świadek trwającego tam właśnie seksualnego przełomu. Indie są dziwne i często nie do ogarnięcia, Indie są duże, a co stan to inne zasady. W reportażu autorka stara się poskładać Indie w jedną całość, podróżując po całym kraju szukając śladów rewolucji seksualnej, która jak nigdzie indziej na świecie dzieje się pod dachem własnych domów. „Dzienniki Kamasutry” to też reportaż o tym jak wiele w naszym życiu znaczy seksualność i jak bardzo wpływa na zachowanie i determinuje kulturę. Z jednej strony jest to bardzo dobry reportaż, bo pokazuje współczesne Indie i zderzenie ludzi z ich bardzo trwałą tradycją, która jest mocno związana z religią. Jednak wydaje mi się, że podczas czytania dużo sobie dopowiadałam. Bardzo podobało mi się, że reporterka prócz swoich obserwacji, dała również głos hinduskom, które biorą udział w rewolucji seksualnej w swoim kraju. A przede wszystkim ten reportaż to bardzo dobra próba zrozumienia skomplikowanych Indii. Książka może i nie zgłębia bardzo tematu seksualności w Indiach, ale jest zdecydowanie godna polecenia.
lubięmiećksiążki - awatar lubięmiećksiążki
ocenił na 7 3 lata temu
Droga 816 Michał Książek
Droga 816
Michał Książek
🔰".... głód trzeba było zaspokoić. Głód chodzenia, wąchania i patrzenia. Dziwienia się, widzenia pierwszy raz. Pieczołowitego zapamiętywania i beztroskiego zapominania." (s.21) Droga wojewódzka nr 816, nazywana Nadbużanką, biegnie wzdłuż granicy polsko-białoruskiej i polsko-ukraińskiej. Dalej płynie Bug, za którym rozciąga się Wschód. Tą trasą idzie Michał Książek. Porusza się zgodnie ze ściśle wytyczonym planem, rozpoczyna w Chełmie i stąd, już pieszo, idzie wzdłuż drogi - tytułowej bohaterki reportażu - aż do Puszczy Białowieskiej w okolicach Hajnówki. Nocuje w przygodnych miejscach, spotyka tubylców, nad którymi pochyla się z ciekawością odkrywcy nieznanego świata. Czasem jednak wielkie pokłady przychylności, które nosi w sobie nie okazują się przydatne w zderzeniu z doświadczaną rzeczywistością. Czego efektem są następujące refleksje: 🔰"Wsiadając do cudzego auta, musisz czasem zmienić tożsamość. To boli, fizycznie. Nie możesz okazać się mądrzejszy od agronoma zjadacza rozumów, bo za oknem noc. Nie możesz sprzeciwić się handlarzowi żydożercy, jeśli na zewnątrz deszcz ze śniegiem. Gimnastykujesz się, zmieniasz temat, oszukujesz i kłamiesz. Byle jechać. Cierpisz. To jest zapłata za przejazd. Kiedy wysiadasz, czasem dobroczyńca zdaje się żądać kasy, ale twoja mina mówi: "Starczy co, swoje już wziąłeś". (s.105) Zapiski, które pojawiają się na stronach tej publikacji, dalekie są od tego, do czego przyzwyczaił nas klasyczny reportaż. Inna jest przede wszystkim ich forma, ponieważ na opis tej podróży składają się „migawki”, czyli ulotne zapisy wrażeń na temat mijanych miejsc. W ten sposób powstaje notatnik z tej wyjątkowej podróży. Krótkie, gęste, nasycone treścią opisy fragmentów rzeczywistości pełne są zapachów, kolorów, dźwięków – oddziałują na wszystkie zmysły. Zdradzają poetycką wrażliwość autora: 🔰"Dobrze było iść drogą pośród wysokich czereśni, coraz głębiej na wschód, który był po prostu zmierzchem. Szedłem, a żyzna noc zasypywała wszystko. Wpadało się w to jak nasionko w bruzdę." (s.12) 🔰"Zmierzchało i świat w tym miejscu zaczął przybierać swój najstarszy kolor, to znaczy czerń. Czerń dało się oglądać jak zabytek, jak coś niezwykle cennego i trwałego, co ocalało z czasów trudnych do wyobrażenia. Z ciemności, czy też czerni, ludzie czerpali garściami, żeby budować symbole, znaki, sygnały, metafory i alegorie. Niektórzy twierdzą, że jest tylko brakiem koloru i tak naprawdę jej nie ma." (s.27) Przy okazji tej niespiesznej wędrówki, autor porusza temat współistnienia kultur, historycznych zaszłości, tragedii w skali mikro i zastanej współczesności, którą ja nazwałabym Polskim Dzikim Wschodem. Michał Książek przechodzi przez niszczejące wsie i małe miasteczka, ogląda zrujnowane drewniane chaty pamiętające XIX wiek. Szuka śladów żydowskich i prawosławnych nekropolii, zburzonych lub spalonych cerkwi i domostw. Wysłuchuje osobistych wspomnień starych ludzi opowiadających rodzinne i lokalne historie. Jest specyficznym kronikarzem, ponieważ swoje uwagi zapisuje jak impresje – czasem skupia się na ludziach, innym razem na miejscach, ich nazwach lub na zdarzeniach z przeszłości, z którymi mają związek. Oto jak wspomina niechlubną politykę przywódców II RP: 🔰"Tamtego roku [1938] polskie władze w powiecie chełmskim zniszczyły 18 cerkwi [akcje przeprowadzało polskie wojsko]. W całym województwie lubelskim dużo ponad sto. Nikt o tym nigdy nie uczył w siedmiu szkołach i czterech uniwersytetach, na które uczęszczałem." (s.35) Osobną kategorią jest przyroda, która zachwyca bogactwem form: ptactwa i owadów i innych stworzeń, precyzyjnie nazywanych przez autora. Flora i fauna jest wieczna, jednak współistnienie z ludźmi wymusza na niej przystosowania się, przeprowadzenia zmian, które wędrowiec zauważa z wprawą botanika: 🔰"... w czasach, kiedy zmieniły się domy ludzi, zmieniły się również gniazda ptaków. Konstrukcje pozostały te same: strzyżyk buduje kulę z mchów, zimorodek kopie norkę w brzegu, a wilga plecie koszyczek. Jednak materiał, z którego budują i którym wyściełają, jest inny. Ptaki często używają śmieci."(s.64) "Droga 816" odkrywa Polskę nieznaną i zapomnianą w sposób, który wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom. Magiczna wędrówka wciąga od pierwszych stron. Ta publikacja usatysfakcjonuje miłośników reportażu literackiego, którzy cenią subtelne opisy miejsc i przyrody. 🔰"Na stepie niebo to połowa widoku, połowa świata. Metamorfozy nieba i jego gniew składają się na meteorologię: deszcze nie przychodzą zza gór, tylko z nieba. Widoczne z daleka, stały się niebu tożsame." (s.7) 🔰"Lasek zasłaniał zaciszną skarpę, w której widniały norki gniazdowe żołny. Merops apiaster to jeden z najbardziej kolorowych i dziwnych ptaków Europy. Gniazda zakłada w tunelach wygrzebanych w piaszczystych urwiskach, co jakoś łączy go z odległym światem ssaków. Żołna jest wielkości szpaka, a kolorowa jak neonik. Jakby sama miała oświetlić ten długi, bo czasem aż dwumetrowy, i ciemny korytarz lęgowy". (s.18) 🔰"... sikora bogatka polowała na latolistki cytrynki. Skrzydła latolistka są żółte i jeśli go schwytać i powąchać - rzeczywiście pachną cytryną." (s.171/172) 🔰"Oglądanie motyli różni się od oglądania ptaków. Motyle, niestety, nie śpiewają. Nie mają spojrzeń. Nie kręcą głowami. Ich ruch przestrzenny w ogóle jest inny. Nie gubią piór, bo mają malutkie łuski zamiast pierza. Nie zdradzają uczuć, na przykład strachu, ale wobec ich radości trudno być obojętnym." (s.146) 🔰"Za lasem zachmurzone niebo czemuś nie runęło.Nie miało tu przecież sosnowych, dębowych i czereśniowych podpór, a jakoś trzymało się nad widokiem. Dobiegło z niego wołanie dzięcioła czarnego, to żałosne, lecz przeraźliwe kliooo (...). Dzięcioł czarny krzyczy tak tuż przed lotem, zazwyczaj w regularnych odstępach". (s.25/26) 🔰"Prostoskrzydłe śpiewały, mysz albo coś pokrewnego chodziło po deskach, w ciemności klaskał lelek kozodój. A Droga Mleczna biegła na południowy wschód, w stronę Czeremchy. Zupełnie jak wczoraj i miliony lat temu." (s.162) 🔰"Kapela kumaków nizinnych rżnęła wesoło, a chrabąszcze przeszkadzały im zawzięcie. Od guniaków czerwczyków głośniejsze były chrabąszcze majowe. Ich nazwa miała sens dopiero od jutra, jutro zaczynał się maj, ale to nie pierwszy przypadek, kiedy desygnat wymykał się nazwie". [s.112] 🔰"Najważniejszy bywa moment przyjazdu. Spojrzenie nie działa jak sieć rybacka, ma raczej naturę strzału, zawsze wybiera jakiś cel. Zatem nie widok, a raczej punkt w widoku (...). Fetysz, który zawsze już będzie przywoływać miejsce, bez którego nie utrzyma się ono w pamięci." (s.173) 🔰"Trudno rozstać się z miejscem, z którym tworzysz doskonałą całość. Odejście jest małą katastrofą. Sprawia fantomowy ból. Oznacza, że cię nie ma. Wracasz, więc wciąż....." (s.100)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 8 23 dni temu
Ciemność Héctor Tobar
Ciemność
Héctor Tobar
Kiedy wydarzyła się katastrofa w kopalni San José i 33 górników zostało uwięzionych głęboko pod ziemią, byłam wtedy u progu wyjazdu na studia do Szwecji i tyle działo się w moim życiu, że wydarzeń w Chile nie śledziłam. Wiedziałam, że górnicy przeżyli i po kilku tygodniach udało się ich wydostać na powierzchnię, ale szczegóły wydarzeń były mi obce. Z ciekawością więc sięgnęłam po "Ciemność" Tobara - dziennikarza, któremu grupa ocalonych powierzyła całą swoją nieopowiedzianą wcześniej historię. Jak przebiegała akcja ratunkowa, to można było śledzić w mediach, ale jak wyglądało życie uwięzionych górników przez ponad 2 miesiące spędzone pod ziemią? Tu wiele informacji było jeszcze tajemnicą i Tobar powoli, rozmawiając z górnikami i ich bliskimi, wydobywał wszystko na światło dzienne. Akcja reportażu toczy się chronologicznie, zaczynając się w dzień katastrofy. Autor opowiada, jak górnicy żegnali się z rodzinami, wychodząc do pracy, jak wyglądał początek zmiany, a potem nagłe zawalenie się w kopalni. Powoli gasnące światła, stanowczo za mało jedzenia, brudna woda, gorąco i wilgoć, 33 mężczyzn i ta niepewność, czy ktoś w ogóle wie, że oni przeżyli, czy ktoś spróbuje ich uratować...? Równolegle Tobar opowiada o mobilizacji bliskich górników, zaangażowaniu się polityków, rozpoczęciu akcji poszukiwawczej. Jeśli nie zna się szczegółów katastrofy i późniejszej misji ratunkowej, to reportaż się naprawdę pochłania, a jego bohaterowie to postacie z krwi i kości, ze swoimi słabościami i mocnymi stronami. Miewałam czasem poczucie, że niektóre rozdziały są nieco przegadane, nie do końca też do mnie trafiło, jak autor opisywał późniejsze wydarzenia, życie ocalonych po wydostaniu ich na powierzchnię, choć rozumiem, że chciał w ten sposób zamknąć całą historię. "Ciemność" to bardzo szczegółowy reportaż, opisujący krok po kroku wydarzenia w kopalni San José i niektórych ta drobiazgowość Tobara może męczyć. Dla mnie była to dobra książka i wartościowa lektura, którą szczerze polecam :).
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na 7 1 rok temu
Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan Dariusz Rosiak
Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan
Dariusz Rosiak
Niezwykle ciekawe reportaże z regionu, gdzie narodziło się chrześcijaństwo i tam też się w pierwszej kolejności rozwijało. Obecnie można powiedzieć, że egzystuje, a gdzieniegdzie nawet dogorywa. Oczywiście chodzi o kościoły obrządków wschodnich – prawosławnych bądź monofizyckich oraz maronitów. Praktycznie tylko w Stambule autor ma kontakt z przedstawicielami zachodniej gałęzi chrześcijaństwa – ewangelikalnymi protestantami, z tym że jest to grupa konwertytów, a nie potomkowie dawnych wyznawców wiary w Chrystusa jako zbawiciela. Autor opisuje bowiem dzisiejsze losy chrześcijan na terenie Turcji (odrębnie Stambuł i interior), Iraku, Libanu oraz Izraela (w tym Zachodniego Brzegu, czyli autonomii palestyńskiej). Ale podróż zaczyna się … w Szwecji, gdzie mieszkają Asyryjczycy, czy jak chcą inni Aramejczycy – wschodni chrześcijanie przybyli tam z Kurdystanu, o których pisał też Karl-Markus Gauß w jednym z reportaży wydanych w książce „Mieszkańcy Roany odchodzą pogodnie”. Z kolei William Dalrymple określał w książce „Ze świętej góry” ich jako „suriani”. Dariusz Rosiak rozmawia z przedstawicielami lokalnych społeczności, jeśli się da to nawet z duchownymi, ale nie tylko. Opisy tego co widzi i przeżywa uzupełnia własną wiedzą, nie wybiera się bowiem w podróż reporterską bez wymaganego przygotowania. Niewątpliwie najciekawszy rozdział traktuje o egipskich koptach, wśród których spotkamy nawet … naszego rodaka. Zupełnie nieznany u nas odłam chrześcijaństwa, z pewnymi specyficznymi zwyczajami (z których jeden by się w Polsce podobał, ale drugi za nic by nie przeszedł) i wielką historią, naznaczona jednak ciągłymi prześladowaniami – obecnie nie ze strony państwa, lecz islamskich fanatyków. I właśnie islam, szczególnie w radykalnej wersji jest jednym ze źródeł zagrożeń dla chrześcijan na Bliskim Wschodzie, wszędzie stanowiących mniejszość. W każdym z państw (może poza formalnie Turcją) muzułmańska większość wywiera na mniejszości wpływ nie tylko faktycznie, ale i prawnie. Drugie zagrożenie to bieda, będąca przyczyną emigracji a przez to osłabienia lokalnych społeczności chrześcijańskich. Ale i te wspólnoty są niejednorodne. Arabscy chrześcijanie w Izraelu sprzyjają Palestyńczykom i opozycji w Syrii oraz Iraku. Dla ich braci w wierze z tych krajów niedemokratyczne reżimy stanowiły ochronę przed radykalnymi muzułmanami. Natomiast w Libanie maronici walczyli między sobą i byli w taktycznym sojuszu z szyickim hezbollahem przeciwko sunnickiemu ISIS. Bardzo ciekawa książka, która pokazuje chrześcijan żyjących w naprawdę wrogim środowisku, którzy za swą wiarę płacę nierzadko najwyższą cenę.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 2 lata temu
Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne Kate Brown
Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne
Kate Brown
Recenzja książki z anarchizującego pisma „Chaos w mojej głowie” nr 16 (2017 grudzień): Jest to książka niezwykła. Historia dwóch miast leżących po dwóch stronach żelaznej kurtyny. Oziorsk i Richland to miasta-fabryki plu­tonu. Pierwsze z nich do roku 1989 oficjalnie nie istniało. Drugie by­ło jedyną ostoją socjalizmu na kontynencie amerykańskim. Dwa miasta jedyne w swoim rodzaju, odizolowane od świata i do dzisiaj objęte zmową milczenia. Kate Brown, profesor historii na Uniwersytecie Maryland, z dziennikarską dokładnością opisała historie powstania obu „nuklearnych miast". W miastach-laboratoriach zarówno władze radzieckie jak i amerykańskie, kosztem zdrowia własnych obywateli, budowały potęgę nuklearną mającą na celu zapewnienie „wiecznego pokoju”. Książka jest opowieścią o heroizmie pracowników, a zarazem smutną historią niesprawiedliwości, niekompetencji i niedbalstwa, którego dopuszczano się w imię bezpieczeństwa narodowego i walki ze światowym wrogiem proletariatu. To historie pierwszych katastrof nuklearnych, ukrywanych przed opinią publiczną, których skutki odczuwalne są do dzisiaj. Warto nadmienić, że Rosyjskie Ministerstwo Energii Atomowej odmówiło autorce wjazdu do Oziorska. W USA zaś tylko nieliczni z informatorów zgodzili się być zacytowani. Wiele spotkań z tymi, którzy zgodzili się mówić, odbywało się w okolicznościach godnych powieści sensacyjnej. Ci, którzy próbowali ujawnić prawdę o wypadkach i zagrożeniach dla zdrowia ludzi, byli inwigilowani, nękani, śledzeni i zastraszani, i to zarówno w USA, jak i w Rosji. Po zakończeniu zimnej wojny! Jeśli chcesz się dowiedzieć, co skłoniło mieszkańców Richland do dwukrotnego odrzucenia propozycji nadania ich miejscowości praw miejskich, samorządu i wolnego rynku, dlaczego pod koniec lat dziewięćdziesiątych w Oziorsku 95% wyborców opowiedziało się za utrzymaniem systemu przepustek, bramek i strażników, koniecznie sięgnij po tę książkę! Witamy w plutonowym raju… [Gruha] zapraszam na blog: tesinblog.wordpress.com
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 8 2 miesiące temu
Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach Mikołaj Golachowski
Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach
Mikołaj Golachowski
*pisk ekscytacji* MOJA UKOCHANA KSIĄŻKA DOCZEKAŁA SIĘ WZNOWIENIA! 🐧❄️ Mikołaj Golachowski zabiera nas w podróż w najzimniejsze rejony naszej planety - do Arktyki i na Antarktydę, a kto jak kto, ale on wie o czym mówi. Autor, a na codzień biolog i przewodnik po mroźnych krainach spędził część swojego życia w miejscach, które my widujemy tylko w telewizji🐧❄️ Autor od najmłodszych lat otaczał się zwierzętami i fascynował zimnem, więc decyzja o wyjeździe na rok na Antarktydę była prosta. Pytanie tylko co spakować? I jak najlepiej badać słonie morskie, żeby przy tym nie ucierpieć?🐧❄️ Chochrałem antarktycznego słonia to opowieść o zwierzętach, ale i ludziach, którzy pierwsi pojawili się w tych dwóch zimnych krainach (historie odkryć), o ludziach, którzy ciągle tam jeżdżą i wracają w te rejony, a także historie o turystach, którzy pojawiają się na statkach wycieczkowych 🐧❄️ Autor z wielkim szacunkiem opowiada o zwierzętach, które spotyka na swojej drodze (m.in. o niedźwiedziach polarnych, całej gamie waleni, słoniach morskich czy pingwinach), dzieli się ciekawostkami (np. pingwiny tak naprawdę powinny nazywać się bezlotki!), a także smutną historią o ludzkim bestialstwie (m.in. wielorybnictwo i jej skutki, które odczuwamy do dzisiaj) ❄️🐧 Mikołaj, jeszcze jako biolog spędził na Antarktydzie dwa zimowania, w tym jedno jako kierownik stacji. W skrócie opisuje jak przebiega podróż na takie zimowania (kilkotygodniowa podróż statkiem z Polski), jak wyglądają przygotowania i co spakować (na miejscu nie ma sklepu, żadnego!), jak przebiegają badania oraz o niecodziennych sąsiadach i międzynarodowych spotkaniach z okazji różnych większych i mniejszych świąt (tylko na Antarktydzie Polska sąsiaduje z Argentyną, Brazylią czy Chile) ❄️🐧 Mimo, że książka jest dość długa (ponad 500 stron) czyta się ją tak, jak słucha się opowieści o szalonych przygodach przyjaciela, a po przekręceniu ostatniej strony można tylko wymamrotać: ale jak to koniec? Ja chcę jeszcze! 🐧❄️ Jeśli mielibyście przeczytać tylko jedną książkę z mojego polecenia, to niech to będzie ta książka 🐧❄️
ksiazkowa_dieta - awatar ksiazkowa_dieta
oceniła na 10 1 miesiąc temu
Armenia. Karawany śmierci Andrzej Brzeziecki
Armenia. Karawany śmierci
Andrzej Brzeziecki Małgorzata Nocuń
Armenia to jeden z tych krajów, o których w Polsce mówi się niewiele – a jeśli już, to najczęściej w bardzo uproszczonych skojarzeniach: dawny Związek Radziecki, Kaukaz, może jeszcze diaspora rozsiana po świecie. Tymczasem książka „Armenia. Karawany śmierci” próbuje ten obraz poszerzyć i pokazać kraj znacznie bardziej złożony – pełen dramatycznej historii, napięć politycznych i trudnej codzienności. Jedno z określeń, które pojawia się w książce, to „dzieje Hiobowe” – i trudno o lepsze podsumowanie losów Armenii. W reportażu wracają kolejne tragedie: ludobójstwo Ormian dokonane przez Turków na początku XX wieku, katastrofalne trzęsienie ziemi z 1988 roku, które zniszczyło całe miasta i pochłonęło dziesiątki tysięcy ofiar, a także wieloletni konflikt o Górski Karabach z Azerbejdżanem. Do tego dochodzą napięcia polityczne, protesty uliczne, niewyjaśnione śmierci żołnierzy, wpływy Rosji, korupcja, układy partyjne i klanowe. Autorzy pokazują Armenię jako państwo znajdujące się w ciągłym napięciu między przeszłością a próbą budowania nowoczesnego, demokratycznego państwa. W tle niemal stale obecna jest Rosja – jako dawny hegemon, polityczny partner, ale też czynnik wpływający na wewnętrzne układy w kraju. W reportażu pojawia się też wiele wątków dotyczących polityki: walki o władzę, protestów społecznych, mechanizmów funkcjonowania państwa. Jednocześnie każdy rozdział opiera się na konkretnej historii – człowieka, rodziny, żołnierza czy mieszkańców jakiegoś miejsca. Dzięki temu książka nie jest wyłącznie analizą polityczną, ale próbą opowiedzenia Armenii poprzez losy ludzi. I właśnie tu pojawia się pewien paradoks tej książki. Z jednej strony reportaż bardzo dobrze przybliża współczesną Armenię i jej historię, pokazuje kontekst polityczny i geopolityczny, którego często w ogóle nie znamy. Z drugiej strony momentami dominuje właśnie ta perspektywa polityczna i geopolityczna, przez co opowieść bywa bardziej analityczna niż reportersko-ludzka. Mimo to jest to książka ważna. Przede wszystkim dlatego, że dotyczy kraju, o którym naprawdę wiemy niewiele. Armenia pojawia się w naszej świadomości raczej przypadkowo – czasem poprzez znane osoby z diaspory (jak Cher, Andre Agassi czy rodzina Kardashian), ale rzadko poprzez realną wiedzę o historii i współczesności tego państwa. „Armenia. Karawany śmierci” pozwala tę wiedzę uporządkować. Pokazuje kraj naznaczony traumą, ale jednocześnie próbujący znaleźć własną drogę między przeszłością, geopolityką i marzeniem o normalnym, stabilnym państwie. To reportaż solidny i potrzebny – nawet jeśli momentami bardziej polityczny niż osobisty. A może właśnie dlatego warto po niego sięgnąć.
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie Zofia Zaleska
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie
Zofia Zaleska
Niesamowicie inspirujące rozmowy ze wspaniałymi, kochającymi literaturę osobami. Tłumaczkami i tłumaczami literatury pięknej. Dwanaście rozmów. Dwanaście światów. Dwanaście podejść i definicji przekładu literackiego. Wszystkie rozmowy mnie zachwycały, ale ostatnia w tomie, z Janem Gondowiczem, wprawiła mnie w euforię. Erudycja, poczucie humoru, lekkość, wnikliwość, miłość do literatury. To książka dla każdego, kto kocha czytać, bo ona uczy, nienachalnie, jak czytać uważnie, głęboko nie tracąc przy tym przyjemności obcowania z tekstem i wyobraźnią autora/autorki i tłumacza/tłumaczki. I cała masa cytatów, które warto zapamiętać: „…muszę wpychać pierzynę do naparstka” Jan Godnowicz „Sukcesu nie odniosłem, ale nie tracę nadziei” Jan Gondowicz „Nie wiem i nie doskwiera mi, że nie wiem” Piotr Sommer „Zdanie bywa nieprześcignionym nośnikiem różnych subtelnych możliwości,” Piotr Sommer „Chodzi o odkrywanie tego, co jest wartością samą w sobie, a nie o wyłączne skupianie się na tym, co przyniesie nam w jakiejś perspektywie wymierną korzyść.” Jerzy Jarniewicz „Stereotypowe myślenie sprawia, że pozostajemy na bezpiecznym poziomie uogólnień” Jerzy Jarniewicz „Nie ma na świecie lepszego zajęcia niż bawienie się w wielkiej piaskownicy języka” Małgorzata Łukaszewicz „Dobrze mi robi cisza i inne niedzisiejsze atrakcje.” Michał Kłobukowski „Ludzkie życie pozbywa się stopniowo substancji, materii, autentycznego przeżywania na rzecz ersatzów” Ireneusz Kania „Każdy z nas marnuje nieprawdopodobną ilość czasu! Przy czym za marnowanie nie uważam na przykład chwil lenistwa, włóczenia się wiele godzin po lasach i polach…” Ireneusz Kania. Jak widzicie te wywiady to nie tylko erudycyjne opowieści o pracy tłumacza i trudach i przyjemnościach tłumaczenia tekstów, ale, może przede wszystkim, o patrzeniu na literaturę i życie, jako splatających się nierozerwalnie wartościach.
jolasia - awatar jolasia
oceniła na 10 1 miesiąc temu
Szwecja czyta. Polska czyta Katarzyna Tubylewicz
Szwecja czyta. Polska czyta
Katarzyna Tubylewicz Agata Diduszko-Zyglewska
Książka jest napisana ciekawym zabiegiem. Dopiero po przeczytaniu części o Szwecji odkryłam, że pochodzi z 2015 roku, więc informacje o polskim czytelnictwie są już nieaktualne. Ogólnie książka jest momentami przydługa. Rozumiem, że autorka chciała dać rozmówcom przestrzeń, co jest cenne, ale przez to niektórzy byli chwilami przytłaczający i powtarzali się z wcześniejszymi rozmówcami. Część o Szwecji czytało mi się bardzo sprawnie, bo nie znam tamtejszego rynku ani wydawnictw, więc była to dla mnie świeża i ciekawa perspektywa. Z kolei część o Polsce była szczegółowa, ale zabrakło mi w niej tego szerokiego podejścia, które pojawiło się wcześniej. Nie wiem, czy to kwestia naszej polskiej mentalności i większego zamknięcia, czy po prostu trudno było dobrać podobnych rozmówców ze względu na inną strukturę osób związanych z czytelnictwem i bibliotekami. Myślę, że moje największe niezrozumienie tej książki wynika z tego, że dużo czytam, ale nie znam branży wydawniczej ani mechanizmów, które nią rządzą. Przez to wiele rzeczy, o których mówili rozmówcy, nie było dla mnie jasnych, a sporo wątków zostało jakby powiedzianych „między wierszami”. To tworzyło poczucie, że część ważnych rzeczy została zostawiona w domyśle. Mimo to cieszę się, że mogłam spojrzeć na ten świat z perspektywy sprzed dziesięciu lat. Brakowało mi jednak podsumowania od autorki i jej własnych wniosków po przeprowadzeniu tych rozmów, bo pomogłoby to domknąć całość. W książce bardzo mocno czuć różnicę energii rozmówców. W Szwecji było widać duże wsparcie lokalne i polityczne dla bibliotek, a także ogromną chęć do działania i inicjatywy wśród ludzi. W polskiej części rozmówcy częściej obwiniali kogoś za to, że sytuacja nie wygląda lepiej. Było mi to przykro czytać, bo ostatnio dużo działam z książkami i bibliotekami, i niestety często widzę podobną atmosferę. Wchodzę do biblioteki i mam ochotę od razu wyjść, bo niektóre osoby pracujące tam są tak odpychające, że trudno chcieć je wspierać. I wtedy zadaję sobie pytanie, dlaczego ja mam być miła i zaangażowana, skoro druga strona patrzy na mnie wilczym okiem.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na 6 2 miesiące temu

Cytaty z książki Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu

Więcej
Agnieszka Knyt Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu Zobacz więcej
Agnieszka Knyt Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu Zobacz więcej
Agnieszka Knyt Droga na Północ. Antologia norweskiej literatury faktu Zobacz więcej
Więcej