Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona

Okładka książki Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona
Martin Van Creveld Wydawnictwo: Erica, Tetragon Seria: Biblioteka Wojskowa militaria, wojskowość
408 str. 6 godz. 48 min.
Kategoria:
militaria, wojskowość
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Wojskowa
Data wydania:
2014-10-16
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-16
Liczba stron:
408
Czas czytania
6 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364185656
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona

Średnia ocen
7,3 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
350
12

Na półkach: ,

Książka bardzo ciekawa, choć wymaga dużego skupienia.
Niestety efekt psuje nie najlepsze tłumaczenie i brak korekty, co przełożyło się na takie zwroty jak okres czasu, co jest zdaje się jalką z angielskiego i w polskim chyna określane jako pleonazm, czy po najmniejszej linii oporu zamiast linii najmniejszego oporu lub "zcentralizowaną" (str.84). Jest tego niestety więcej, co sprawia, że i tak niełatwy tekst wymaga jeszcze większej uwagi.
Szkoda, bo wartościowa pozycja została "położona" przez tłumacza, który słabo radzi sobie z polskim. Wydawnictwo niestety też kolejny raz nie popisało się nie sprawdzając tekstu i nie poprawiając tych błędów.
Dla samej treści książki warto, choć za takie błędy w polskiej wersji cena powinna być o połowę niższa.

Książka bardzo ciekawa, choć wymaga dużego skupienia.
Niestety efekt psuje nie najlepsze tłumaczenie i brak korekty, co przełożyło się na takie zwroty jak okres czasu, co jest zdaje się jalką z angielskiego i w polskim chyna określane jako pleonazm, czy po najmniejszej linii oporu zamiast linii najmniejszego oporu lub "zcentralizowaną" (str.84). Jest tego niestety więcej,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

140 użytkowników ma tytuł Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona na półkach głównych
  • 112
  • 25
  • 3
28 użytkowników ma tytuł Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona na półkach dodatkowych
  • 15
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Machiny Wojenne - Zapomniana technika wojskowa Robert M. Jurga
Machiny Wojenne - Zapomniana technika wojskowa
Robert M. Jurga
Robert Marek Jurga na co dzień zajmuje się badaniem historii fortyfikacji, pisaniem książek połączonym z ich ilustrowaniem oraz tworzeniem artykułów z dziedziny wojskowości. Ponadto wykonuje rekonstrukcje przestrzenne obiektów historycznych oraz architektonicznych. Jedną z jego książek są Machiny wojenne. Zapomniana technika wojskowości. Jak autor wspomina we wstępie, inspiracją, czy bardziej potrzebą stworzenia tej książki, był brak szerszego opracowania w Polsce technik wojennych stosowanych w starożytności, jak i średniowieczu. Ma ona wypełnić lukę i ukazać jak bardzo różnorodnego sprzętu używano podczas walk i oblężeń. Odnosząc się do słów autora ze wstępu, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ta pozycja ogromnie wzbogaciła moją wiedzę, jak również ją usystematyzowała. Spełniła zatem swoje zadanie znakomicie! Bowiem o wielu przedstawionych w książce machinach nie miałem zupełnie pojęcia, chociaż nie jest to obca mi dziedzina wiedzy. Poznałem czym jest bricoli, prażnice, kosze desantowe, hak niszczycielski, czy wineje. Nie zabrakło również tych mi znanych, jak trebusze, katapulty, onagery, skorpiony i wiele innych. Czytając o tych wszystkich machinach, nasuwa się oczywisty wniosek, że nie możemy każdej rzeczy podobnej do katapulty, nazywać po prostu katapultą, ponieważ mogą one mieć najrozmaitsze kształty i tym samym nazwy. Dość często jednak obserwujemy jedną nazwę na szereg podobnych do siebie machin wojennych, abyśmy mogli od razu skojarzyć je ze znaną sobie konstrukcją. Moim zdaniem wynika to z faktu, że nazewnictwo machin wojennych jest dużo bardziej skomplikowane niż by się mogło wydawać i mogłoby wprowadzić niepotrzebny chaos w powieściach, czy filmach. Dlatego też czytanie o tych wszystkich konstrukcjach jest niezwykle fascynującą lekturą, ponieważ mamy okazję poznać różne wersje tej samej machiny, udoskonalanej przez kolejnych rzemieślników i dostosowywanych do konkretnego oblężenia. Sam opis machin wojennych byłby nudny i mało ciekawy. Stąd też książka zawiera mnóstwo kolorowych ilustracji - zarówno zdjęć replik, rysunków ze średniowiecznych rękopisów, jak również grafiki komputerowe. Zwłaszcza te ostatnie, są niezwykle bogate w szczegóły, co pozwala nie tylko dobrze je zapamiętać, ale przede wszystkim zrozumieć w większości przypadków zasadę działania. Dodatkowo autor wielokrotnie przytacza ciekawostki z użyciem machin wojennych, bądź historii ich powstania, co dodatkowo urozmaica lekturę. Mam jednak co do książki dwa niewielkie zarzuty, czy raczej spostrzeżenia. Pierwszym jest według mnie za duży format Machin wojennych, który spokojnie mógłby być mniejszy a przy tym lżejszy. Książkę da się czytać niestety jedynie w domu w wygodnym fotelu lub przy stole. Drugą jest cena okładkowa. Oczywiście są księgarnie, gdzie można kupić książki z rabatem 30% albo i większym, ale i tak jest to kwota, którą gotowi są wydać jedynie prawdziwi pasjonaci tym tematem. Wydaje mi się, że nawet uwzględniając format, kolorowe ilustracje i dobrej jakości papier, to cena mogłaby być niższa. Przez to też niewiele osób będzie miało okazję sięgnąć po tę pozycję, jeśli nie ma jej w publicznych bibliotekach... A moim zdaniem jest to pozycja, która zaciekawi bardzo dużo osób - od pasjonatów historią, starożytnymi i średniowiecznymi bitwami, po fanów fantasy - przecież dobra książka z tego gatunku nie może się obyć bez bitew, czy oblężeń. Machiny wojenne. Zapomniana technika wojenna jest znakomitą pozycją dla osób chcących poszerzyć swoją wiedzę na temat starożytnych i średniowiecznych konstrukcji używanych w walce oraz do oblegania twierdz. Dołączone kolorowe ilustracje pozwalają doskonale je sobie wyobrazić w działaniu i zrozumieć zasadę ich działania. Małą wadą tego wydania jest niestety duży format i wysoka cena. http://hrosskar.blogspot.com/2016/12/machiny-wojenne-zapomniana-technika.html
Hrosskar - awatar Hrosskar
ocenił na 8 9 lat temu
Zadanie wykonane. Wspomnienia czeskiego asa myśliwskiego z czasów II wojny światowej Frank Mares
Zadanie wykonane. Wspomnienia czeskiego asa myśliwskiego z czasów II wojny światowej
Frank Mares
Autobiografia Franka Maresa napisana została u schyłku XX wieku czyli ponad pół wieku po wydarzeniach, które opisuje, co zapewne miało wpływ na jej zawartość. Upływ czasu bowiem wprowadza podwójny filtr składający się z późniejszych doświadczeń Autora oraz zacierania się obrazu osób i zdarzeń. Pisana jest przez człowieka dojrzałego, który zapewne „przetworzył” obraz zdarzeń i młodzieńczych, często naiwnych zrywów na ich współczesną wersję. Nie zmienia to jednakże faktu, że „Zadanie wykonane” jest książką ciekawą, przykuwającą uwagę czytelnika. Tematem przewodnim książki jest tęsknota Autora za wolnością, wolnością nie tylko osobistą, jaką daje przebywanie w przestworzach za sterami statku powietrznego, ale także za wolnością ojczyzny. Ten czeski patriotyzm jest podszyty respektem do władzy, porządku publicznego i demokracji, umiłowaniem pokoju oraz szacunkiem dla ludzi. Jakże inny obraz od patriotyzmu naszego – buńczucznego, bojowego pełnego patosu i zaciętości. Często powtarzane zdania na temat wartości demokracji i pokoju wręcz wkurzają, pozwalają jednak spojrzeć z innego, jakże ciekawego, sąsiedzkiego punktu widzenia. W pierwszej części, jak większość tego typu opowieści poznajemy naszego bohatera, jego dzieciństwo i pierwszy, zazwyczaj decydujący o dalszym losie kontakt z lotnictwem. Tu uwagę przykuwa patriotyzm rodziny i duch w jakim wychowano syna oraz jego cierpliwe dążenie do celu – szkolenia lotniczego, poprzez wytrwałą pracę w aeroklubie i naukę w szkole. Rozszerzający się terror hitlerowski składnia młodzieńca do poszukiwania możliwości walki o wolną ojczyznę za granicą. Tu zaczyna się właściwa opowieść o piątce młodych lotników rozpoczynających trudną i niebezpieczną tułaczkę za bronią.. Francja w oczach Autora jawi się jako kraj nadziei, ale również bezsensownego oczekiwania i wszechobecnego bałaganu organizacyjnego. Po niemiłosiernie długim, dla młodych ludzi, oczekiwaniu rusza szkolenie lotnicze, które ponownie przerywa wybuch wojny. Znowu ucieczka, statek, nowa ziemia – Wyspa Ostatniej Nadziei. Co ciekawe w odróżnieniu od Francji obraz porządku, wyśmienitej organizacji i niesamowitej woli walki, wyrażonej ofiarną służbą, pracą lub wytrwałym znoszeniem ciężarów i niebezpieczeństw wojny przez ludność cywilną. Tu po kolejnym szkoleniu zasiada Mares w końcu w kabinie upragnionego Hurricane by walczyć ze znienawidzonym wrogiem. Ta część obfituje w opisy wykonywanych misji, choć niewiele jest opisów typowych walki powietrznych. Co ciekawe, nasz bohater, jako że nie miał wyższego wykształcenia nie mógł zostać oficerem czeskich sił powietrznych, niezależnie od osiągnięć bojowych i okresu służby. Frank przyjmował to i jeszcze kilka innych uwarunkowań jako coś normalnego. W służbie oddany sprawie, dobry lotnik przez większość czasu latał w parach z dowódcami eskadr, dywizjonów, skrzydeł, najpierw w jednostkach brytyjskich, później w czeskich. Nie znajdujemy w książce opisów zwycięstw Autora, nie znajdziemy też ich ostatecznej liczby. Co ważne Mares nigdy nie został zestrzelony. System tur operacyjnych oraz problemy ze wzrokiem sprawiły, że przez pewien czas zajmował się rozprowadzaniem samolotów do i z jednostek bojowych. Opis tego typu misji oraz lotów dyspozycyjnych jest jednym z ciekawszych akcentów lotniczych książki. Do tego dochodzi latanie bojowe: zwalczanie samolotów wroga, patrole morskie, osłona misji ratowniczych i specjalnych, osłona bombowców i w końcu swobodne polowania nad Europą. Koniec wojny zastaje Maresa znów w kokpicie, po z górą pięciu latach już chyba bardziej Brytyjczyka, niż Czecha. Niestety zwycięstwu towarzyszy gorycz. Nie ma niestety tak upragnionego wolnego, miłującego pokój kraju, są za to liczne groby, w tym czwórki współtowarzyszy z którymi rozpoczynał wojenna tułaczkę. Rozgoryczenie jest jednak chyba mniejsze niż u Polaków, gdyż dane mu jest odwiedzić kilkakrotnie rodzinne strony i spotkać się z rodzicami, choć podróże te są niebezpieczne i bolesne. Wielu ludzi, także ojciec „nawrócony” na marksizm, traktuje go prawie jak zdrajcę i uciekiniera. Co ciekawe, Autor w żaden sposób nie odnosi się do powojennej „transformacji systemowej” Czechosłowacji, co trochę osłabia tak często przez niego wspominaną miłość do wolności demokracji. Lata powojenne to dalsza kariera lotnicza najpierw w szkolnictwie, później w aeroklubach i bardzo lubiane latanie szybowcami. Niestety Mares przemilcza sprawy osobiste z tego okresu, co zapewne dopełniło by obrazu jego osoby i życia na emigracji. W książce bardzo mało jest opisów samolotów. Nie wiem czy to brak szczególnego zainteresowania Autora czym się lata czy wspomniana wyżej perspektywa czasowa. Potwierdzeniem tego jest kilka poważnych błędów dotyczących uzbrojenia poszczególnych typów maszyn którymi latał” Stirling (s. 223), Hurricane (s. 228), Defiant (s .284), Spitfire (s. 325). Książkę czyta się dobrze. Na pewno warto poświęć jej trochę czasu, nie tylko by poznać lepiej ważny okres historii lotnictwa, ale może i inaczej spojrzeć na naszych południowych sąsiadów. Więcej na: https://lot-nisko.blogspot.com/2018/08/zadanie-wykonane-wspomnienia-pilota.html
Xlem - awatar Xlem
ocenił na 6 4 lata temu
Niemieckie działa szturmowe II wojny światowej Thomas Anderson
Niemieckie działa szturmowe II wojny światowej
Thomas Anderson
Lisie działa szturmowe . Lisioł ukochał sobie działo szturmowe Sturmgeschütz III w skrócie StuG III, zwłaszcza wersje G. Niskie to, przebiegłe to, czasami wydaje zabawne dźwięki, a do tego jest wiecznie spragnione. Czy komuś coś to mówi? Lisioł podejrzewa, że nie! Działa szturmowe tudzież samobieżne (z artylerią samobieżną nie mylić) podobnie jak niszczyciele czołgów, wyszły z mody po II wojnie światowej. Czym więc rzeczony StuG był? . W tej kwestii Lisioł poleca książkę „Niemieckie działa szturmowe” autorstwa Thomasa Andersona. Facet zna się na rzeczy i jako miłośnik pancernych maszyn, wydał wiele książek o czołgach oraz ich metalożernych kuzynach – niszczycielach czołgów. W środku pozycji znajdziecie wszystko czego potrzebujecie, a nawet więcej ze sporą dozą tego, o czym nie wiedzieliście, że potrzebujecie. Innymi słowy, porządna pozycja. . Lisioł oglądał powstanie artylerii szturmowej, które zrodziła potrzeba wsparcia działań piechoty. Początkowo nie bardzo wiedziano, co z tym fantem zrobić więc kierując się zasadom logiki, nowo powstałą formację przekazano pod dowodzenie artylerii. Dobry ruch *pokiwał łebkiem Lisioł*. Wbrew pozorom obsługa takiej maszyny musi wiedzieć znacznie więcej, niż to gdzie jest otwór do ładowania oraz guzik do strzelania. Bez podstaw balistyki ani rusz *stwierdził Lisioł i wymierzył, biorąc pod uwagę kąt leżenia butelka sake oraz piąty wymiar truskawki balistycznej*. . StuG III, chociaż mniej znany od Pantery czy Tygrysa, był najliczniej produkowanym i chyba najskuteczniejszym zabójcą czołgów po niemieckiej stronie barykady. Ilość wersji tej maszyny – od A do G –mówi o przydatności tego sprzętu. Mówi nam też sporo jeśli chodzi o problemy z częściami zapasowymi, ale to już zupełnie inna historia. W książce czytelnik ma okazje przyjrzeć się wszystkim typom StuGów, przemierzających II wojnę światową przy wtórze gąsienic. Bogata ilość danych, szkice techniczne oraz masa naprawdę ciekawych zdjęć to zalety tej pozycji. Podsumowując jest to książka wyłącznie o StuGach, pisana rzeczowym, technicznym językiem.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dowodzenie na wojnie. Od Aleksandra do Szarona