Doktor Fischer z Genewy

Okładka książki Doktor Fischer z Genewy
Graham Greene Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy PAX literatura piękna
127 str. 2 godz. 7 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Doctor Fischer of Geneve
Data wydania:
1984-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1984-01-01
Liczba stron:
127
Czas czytania
2 godz. 7 min.
Język:
polski
ISBN:
8321103863
Tłumacz:
Irena Doleżal-Nowicka
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Doktor Fischer z Genewy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Doktor Fischer z Genewy

Średnia ocen
6,7 / 10
57 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1588
1463

Na półkach:

Nie mozna odmówić autorowi talentu do przekładania ważnych tematów moralnych na literacka fabułę .Tu mamy wariacje na temat granic do jakich ludzie mogą się upokorzyć i "zaprzedać duszę", by zaspokoić swoja chciwość materialną .Niestety rozwiązanie, jakie przygotował autor niczego nie rozwiązuje. Cała historia nie dodaje też niczego nowego do zagadnienia. Może zbyt prosty podział czarno-biały proponuje autor? może brakuje niuansów i wewnętrznej walki? może przerysowanie bogactwa Fischera zaciemnia problem, który może dotykać większości z nas? Może zbyt łatwo czytelnik stwierdza: jacy to ludzie bogaci potrafią być chciwi i małoduszni. Zabrakło mi tu finezji etycznej i ciekawiej zbudowanych postaci.

Nie mozna odmówić autorowi talentu do przekładania ważnych tematów moralnych na literacka fabułę .Tu mamy wariacje na temat granic do jakich ludzie mogą się upokorzyć i "zaprzedać duszę", by zaspokoić swoja chciwość materialną .Niestety rozwiązanie, jakie przygotował autor niczego nie rozwiązuje. Cała historia nie dodaje też niczego nowego do zagadnienia. Może zbyt prosty...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

116 użytkowników ma tytuł Doktor Fischer z Genewy na półkach głównych
  • 68
  • 48
15 użytkowników ma tytuł Doktor Fischer z Genewy na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Doktor Fischer z Genewy

Inne książki autora

Graham Greene
Graham Greene
Henry Graham Greene (ur. 2 października 1904 w Berkhamsted w Anglii, zm. 3 kwietnia 1991 w Vevey w Szwajcarii) – angielski powieściopisarz i dramaturg. Autor powieści psychologicznych, często z sensacyjną akcją wykorzystywaną dla ukazania problematyki etyczno-religijnej. Zaliczany do twórców o światopoglądzie katolickim. Pracował także jako dziennikarz i krytyk. Był czwartym z sześciorga rodzeństwa. Jego młodszy brat Hugh został później dyrektorem BBC. Greene studiował w Balliol College w Oksfordzie. W trakcie studiów opublikował swój debiutancki tomik poetycki, który jednak nie odniósł sukcesu. Po uzyskaniu dyplomu zajmował się dziennikarstwem – na początku w Nottingham, następnie zaś w "The Times". W tym okresie rozpoczął korespondencję z Vivien Dayrell-Browning, swoją przyszłą żoną, z powodu której nawrócił się na katolicyzm. Greene przyjął chrzest w roku 1926. Rok później ożenił się z Vivien. Mieli dwoje dzieci: Lucy (ur. 1933) i Francisa (ur. 1936, zm. 1987). W 1948 opuścił Vivien dla Katarzyny Walston, ale formalnie nadal pozostali małżeństwem. Debiutem powieściowym Greene'a był opublikowany w 1929 Tchórz, The Man Within. Sukces, jaki odniosła powieść skłonił go do zajęcia się powieściopisarstwem "na pełny etat", jednak kolejne dwie powieści nie cieszyły się wielką popularnością – zajmował się więc w tym okresie również pisaniem recenzji książek i filmów m.in. dla "Spectatora". Popularność i reputację Greene'a jako autora zbudowały przede wszystkim wydane nieco później powieści W Brighton (Brighton Rock, 1938), Moc i chwała, The Power and the Glory, 1940), Sedno sprawy, The Heart of the Matter, 1948) oraz Spokojny Amerykanin, The Quiet American, 1955). Przez całe życie Greene wiele podróżował, m.in. do Wietnamu, Meksyku, krajów afrykańskich i po Europie. W czasie II wojny światowej zaangażowany był nawet w działalność szpiegowską na rzecz Wielkiej Brytanii. Sporo jego powieści jest umiejscowionych w egzotycznej scenerii. Przez ostatnie lata mieszkał w Vevey w Szwajcarii, gdzie zmarł w 1991 roku. Pochowany jest na cmentarzu w Corsier-sur-Vevey.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Opiekuńcze oblężenie Heinrich Böll
Opiekuńcze oblężenie
Heinrich Böll
„Nie można manifestować na rzecz życia śmiercią innych” „Opiekuńcze oblężenie” to w jakimś sensie powieść składająca się ze zbioru powiązanych ze sobą i ujętych w rozdziały opowiadań relacjonowanych przez trzecioosobowego narratora. Narracja prowadzona jest zawsze z punktu widzenia jednej z kilku kluczowych postaci biorących udział w wydarzeniach. Protagonistą, wokół którego ogniskuje się akcja, jest Fritz Tolm, sympatyczny mężczyzna po sześćdziesiątce, były historyk sztuki, który swego czasu niespodziewanie odziedziczył małą gazetę i dziwnym zrządzeniem losu, stał się potentatem prasowym. Prywatnie – szczęśliwy mąż, a ponadto ojciec córki i dwóch synów oraz dziadek kilkorga wnuków. Opowieść zaczyna się w momencie, kiedy Tolm został wybrany na prezesa stowarzyszenia bardzo bogatych i bardzo wpływowych ludzi biznesu. Stanowisko przyjmuje z dużą niechęcią i traktuje je niczym dopust Boży. Wydarzenia dzieją się w ciągu jednego dnia, ale narrator często sięga też do retrospekcji. W latach siedemdziesiątych XX wieku rakiem toczącym organizm Niemieckiej Republiki Federalnej, był terroryzm polityczny. Każdy, kto pamięta tamte czasy, z pewnością kojarzy krwawe zamachy przeprowadzane przez Frakcję Czerwonej Armii (RAF), czy grupę Baader-Meinhof. Niezależnie od poziomu wzmożenia terrorystów, skutki ich aktywności mocno przekładały się na jakość życia niemieckiego społeczeństwa oraz na funkcjonowanie niemieckich instytucji. Właśnie te skutki Boll uczynił głównym tematem książki i to w ujęciu przede wszystkim prywatnym, głównie w obrębie najbliższej rodziny głównego bohatera, która z powodu eksponowanego stanowiska nestora rodu, została z dnia na dzień objęta szczelną ochroną policyjną i zaczyna żyć jak w wieży z kości słoniowej. Historia toczy się powoli, ale nawet wtedy gdy dochodzi wreszcie do kulminacyjnego punktu - nie ma w niej napięcia, którego czytelnik mógłby oczekiwać po książce o tematyce terrorystycznej. Głównie dlatego, że terrorystów też w niej nie ma – wiedzę o nich czerpiemy z relacji i przemyśleń innych uczestników wydarzeń. „Opiekuńcze oblężenie” nie jest ani thrillerem, ani powieścią sensacyjną, jest studium zachowań rodziny, która nagle znalazła się w sytuacji zagrożenia życia oraz zespołu ludzi odpowiadających za jej bezpieczeństwo. Lista postaci występujących w książce, zawiera prawie sto nazwisk, a są to biznesmeni, policjanci, księża, sąsiedzi i służący. Wielu czytelników uzna ją za przeładowaną wątkami pobocznymi, które autor mógł sobie darować, bo nie mają bezpośredniego związku z akcją. Moim zdaniem, Boll chciał w ten sposób wzbogacić fabułę powieści, zróżnicować jej perspektywę oraz ukazać powiązania między zwykłym, spokojnym życiem przyzwoitych ludzi a politycznym ekstremizmem, które temu życiu zagraża. Mnie powieść wciągnęła i trzymała mocno od pierwszych zdań, do samego końca.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na 7 1 rok temu
Poletko Pana Boga Erskine Caldwell
Poletko Pana Boga
Erskine Caldwell
I po raz kolejny Caldwellowe południe USA - miejsce, gdzie człowiek nie bywa człowiekowi człowiekiem, chore namiętności buzują, a poszukiwanie szczęścia zamienia się w walkę wszystkich ze wszystkimi - także, a może zwłaszcza w ramach rodziny. Efektem - zabójstwo. To także rzecz o złudzeniach. Że można wykopać żyłę złota - bo mamy tu złagodzoną, acz jak zawsze niszczącą, wersję gorączki złota (z wiadomym skutkiem). Że mężczyzna z kobietą mogą mieć równoważny, szczęśliwy związek bez przemocy. Że rasa nie ma znaczenia wobec wspólnoty losu. Tu trzeba być twardym, jeżeli nie bezwzględnym, a szukając szczęścia - egoistycznie pojmowanego - łamać prawa ludzkie, o tzw. boskich nawet nie mówiąc. Ilustracją jest np. oddanie przez patriarchę rodu Tay Taya zbiorów z wyznaczonego poletka Kościołowi. “Poletko Pana Boga” to zatem ten kawałek, który miał być świętością nie do ruszenia. Ale jak to w życiu, opętani żądzą złota, kopią i tu…. “To jest Poletko Pana Boga, Pluto. Dumny jestem, że chociaż niewiele mam, przecież dzielę się z tym z Panem Bogiem. - A co tam rośnie w tym roku? - Co rośnie? A nic. Najwyżej trochę mleczów i łopuchów, bo po prostu nie miałem czasu zasadzić bawełny tego roku. Ja, moje chłopaki i te dwa czarnuchy tacyśmy byli zajęci czym innym, że na razie musiałem zostawić odłogiem poletko Pana Boga.(...) Za nic bym nie chciał znaleźć tej żyły na panaboskim poletku, bo potem musiałbym to wszystko oddać na kościół”. “Jeszcze nie widziałem mężczyzny ani kobiety, którzy by nie ryli się w ziemi, kiedy ich złapie gorączka złota. Człowiek zaczyna myśleć, że może następnym uderzeniem kilofa wyrzuci na wierzch garść tych żółtych bryłek, a wtedy, rany boskie, kopie i kopie, i kopie!”. “- Niedługo trafię na żyłę. - To samo mówiłeś 14 czy 15 lat temu. Z wiekiem wcale nie nabrałeś rozumu”. “- Nie bardzo się mogę połapać — wtrącił Pluto — ale coś mi wygląda, że teraz kopiecie na poletku Pana Boga. - No, to nie będziesz się tym długo martwił — odrzekł Tay Tay — bo dzisiaj rano przeniosłem panaboskie poletko na drugą stronę farmy. Nie ma strachu, żebyśmy w najbliższym czasie dokopali się na nim do żyły. Poletko Pana Boga jest tam bezpieczne jak na samej Florydzie”. Ażeby wykryć mityczną żyłę złota, sympatyczna rodzinka porywa i więzi (!!!) pewnego albinosa, bo o takich ludziach krąży legenda, że umieją ją znaleźć. “- Już odgadł, gdzie złoto? - Jak dwa a dwa cztery - odparł Tay Tay. - Kiedyśmy go tu sprowadzili i powiedzieli, co ma robić, od razu pokazał to miejsce, gdzie teraz jest nowy dół. Powiedział, że tu trzeba kopać, a trafi się na żyłę. No i żyła tam jest. - A skąd wiecie? Znaleźliście już bryłki? - No, jeszcze niezupełnie. Ale z każdą minutą jesteśmy bliżej”. “- Potrafisz zgadnąć, gdzie jest żyła złota? - Albo ja wiem? Nigdy nie próbowałem. - To lepiej się pomódl, żebyś odgadł rzekł Will. – Bo jeżeli nie potrafisz, wszyscy tutaj będą wściekli na ciebie i nie wiadomo, co ci się może zdarzyć” (...) “Pod ich spojrzeniami czuł się jak zwierzę na pokazie. Wszyscy przyglądali mu się, natomiast on mógł patrzeć tylko na jedną osobę naraz”. Krótką pociechą Dave’a jest, że zainteresuje się nim Jill, córka patriarchy i ewidentna nimfomanka…. “Do tej pory Tay Tay ani przez chwilę nie uważał Dave'a za ludzką istotę. Od poprzedniego wieczora traktował go jako coś odmiennego od człowieka teraz jednak, gdy ujrzał uśmiech Dave'a, zaświtało mu w głowie, że chłopak należy do rodzaju ludzkiego”. A zarazem w chwili próby, walki o prawa pracownicze ci sami ludzie potrafią zachować się pięknie, zachowując ludzką godność. I jeszcze jedno: zawsze byłem przekonany, że Południe było bardzo purytańskie, a tu proszę: zaskakująca swoboda seksualna młodych dziewcząt i nie tylko, wymienianie się “karesami” w ramach rodziny uchodzi tu niemal za normę, tak jak i publiczne molestowanie synowej… A reakcją na takie zachowania jest nie tyle oburzenie, ile zrozumienie dla takich porywów (serca...?). “W życiu nie widziałam takiego chłopa. Ciągle próbuje mnie dotykać albo gdzieś ściskać, a teraz jeszcze chciał przyłapać mnie na golasa. Nigdy nie widziałam takiego człowieka”. “- A ja chyba sypiam z tobą dosyć często, jeżeli tylko nie zadzierasz nosa i nie zaczynasz pleść o jakiejś cholernej świętości zbliżenia z kobietą i takich tam bzdurach. Więc dlaczego do diabła nie wolno mi powiedzieć, że chcę Gryzeldy? Chyba nie możesz żądać, żeby taka dziewczyna się zaszpuntowała?”. “To ja muszę ciebie prosić, żebyś się ze mną czasem przespał, a Miła Jill przyjeżdża na jedną noc I zaraz ją bierzesz! Przecież nie jest ładniejsza ode mnie”. “Powiadam tu najpiękniejsze rzeczy, jakie mężczyzna może mówić o kobiecie. Kiedy chłopa aż korci, żeby tak łazić na czworakach i coś lizać – no dziewczyno, wtedy dopiero robi się z niego prawdziwy mężczyzna”. “- Kobieta nie może kochać mężczyzny, jeżeli nie jest taki. Bo w tym tkwi coś, to wszystko zmienia. (...) A Will.. Will zerwał ze mnie wszystko, podarł mi na strzępy i powiedział że to zrobi. I zrobił tato.(...) Jak kobiecie raz ktoś da coś podobnego, już potem nigdy nie jest ta sama. Jakoś ją to otwiera, czy co. Nie potrafiłabym nigdy naprawdę kochać innego mężczyzny, jeżeli by mi tego nie zrobił”. “- Gryzelda nie będzie się starała przeszkadzać mi w podglądaniu ani następnym razem, ani nigdy w ogóle. Owszem, teraz nie wystąpi tutaj i nie powie, że mam rację, ale mimo to będzie kontenta jak wszyscy diabli, kiedy ją znowu zobaczę. Ona wie doskonale, że cenię sobie to, co widziałem. No, nie jest tak, Gryzeldo? — Dajże spokój, tato”. “- Przyjrzyj się tym dziewuchom. Żadna nie jest chora. Miła Jill jest w porządku i Gryzelda też. I Rozamunda to samo. Wszystkie trzy są porządne, czyściutkie, synku. Za nic bym nie chciał mieć w domu takiej zarażonej. Tak by mi było wstyd, że nie wiedziałbym, gdzie się schować, jakby kto do mnie zaszedł. Musi ci być ciężko żyć z taką zarażoną kobitą, jak ta twoja. Dlaczego to tak jest, że tutaj w mieście tyle bogatych dziewcząt ma te choroby? - Nie wiem - odparł cicho”. Odpowiedzią czy też usprawiedliwieniem może być to: - “Gdzieś nam zrobiono paskudny kawał (..) Pan Bóg powsadzał nas w ciała zwierząt, a kazał postępować jak ludziom. Tu był początek całej biedy. Gdyby nas stworzył takimi, jakimi jesteśmy, ale nie nazwał ludźmi, nawet ostatni z nas wiedziałby, jak żyć”. Inne cytaty “Po całej Dolinie rozsiane były miasteczka przyfabryczne i obrośnięte bluszczem przędzalnie; wszędzie były dziewczyny o jędrnych ciałach i oczach jak szafirowe kwiaty powoju, a na rozprażonych ulicach stali, spoglądając po sobie, mężczyźni i wypluwali płuca w sypki, żółty pył Karoliny”. “Przypomniał sobie czasy, kiedy fabryka szła dzień i noc. Mężczyźni, którzy tam pracowali, byli zmęczeni, wyczerpani, natomiast dziewczyny kochały się w krosnach, wrzecionach i lotnych kłaczkach bawełny. Za obrośniętymi bluszczem murami fabryki te dziewczęta o szalonych oczach wyglądały jak kwitnące rośliny w doniczkach”. “Materiały tkane w niebieskim świetle rękami dziewcząt okrywały ich ciała, ale pod tkaniną drżenie prężnych piersi było niby szybkie ruchy niespokojnych dłoni. W miasteczkach Doliny piękność była żebracza, a głód silnych mężczyzn przypominał skowyt bitych kobiet”. “Nie miał pieniędzy. Gdyby natomiast wybrano go na szeryfa, sprawa wyglądałaby inaczej. Dostawałby dobrą pensję z dodatkami, a jego zastępcę mogliby jeździć w teren, dawać komunikaty do prasy i przeprowadzać wszystkie aresztowania. On siedziałby sobie spokojnie w pokoju bilardowym i wywoływał nad stołem wyniki gry”. “Wielki siedmioosobowy wóz mknął poprzez mrok; dwa długie promienie reflektorów wyglądały jak czułki szybko lecącego owada, kiedy tak przebijał się przez stojącą przed nim ścianę ciemności”. “ - I tak to ciągniemy bez końca – rzekł ze znużeniem Tay Tay. - I coraz dalej jesteśmy od szczęśliwego życia”. “- Szkoda, że człowieka można zabić tylko raz. Ja bym go chętnie zabijał ciągle. - Póki bym mógł kupować naboje, żeby do niego strzelać”. “Przeżył swoje życie z mocnym postanowieniem utrzymania spokoju w rodzinie. Teraz to już nie było ważne. Nic nie miało znaczenia, bo oto na jego ziemi rozlana została krew – krew jego dziecka”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 4 miesiące temu
Rytuały morza William Golding
Rytuały morza
William Golding
Jeśli chcielibyśmy zareklamować Williama Goldinga powieścią inną niż „Władca much”, to „Rytuały morza” są strzałem w dziesiątkę. Ta nagrodzona Bookerem książka łączy w sobie elementy przygodowe (marynistyczne) z wątkiem na poły kryminalnym (śmierć i zaimprowizowane śledztwo), a dzięki pierwszoosobowej narracji i sporej dawce humoru autor jawi się nam momentami jako całkiem niezły stendaper. Wszystko to w nietypowym już dzisiaj klimacie przełomu XVIII i XIX wieku. Powieść ma formę dziennika czy raczej luźnych zapisków prowadzonych przez dwie osoby: Edmunda Talbota, będącego główną postacią i narratorem, oraz (w niewielkiej części) wielebnego Colley’a – postać kluczową dla wydarzeń mających miejsce na statku. Ich relacje i punkty widzenia różnią się, a obserwowanie, jak obaj panowie opisują poszczególne zdarzenia i osoby oraz jak ich zapiski „zazębiają się” – stanowi główną atrakcję książki. Co prawda, mam wątpliwości, czy Golding zazębił je w stu procentach właściwie pod względem chronologii wydarzeń, ale zabrakło mi determinacji, by swoje podejrzenia poprzeć dowodami. Konkretniejszym kamyczkiem, jaki wrzucę do ogródka noblisty, jest moje przeświadczenie, że opisanie kapitana statku jako tyrana nie znajduje odzwierciedlenia w fabule powieści. Owszem, kapitan Anderson jest surowy i zasadniczy, ale taka – jak sądzę – była większość ówczesnych dowódców, a on sam mógł „przegiąć pałę” zdecydowanie bardziej. Nie jestem też przekonany do końcowego (zaskakującego!) wniosku, do jakiego doszedł Talbot. Oparł się on bowiem na wypowiedzi jednego z majtków, która mogła odnosić się do innego wydarzenia, a mianowicie do rozmowy z kapitanem. Do plusów książki należy zaliczyć jej niewielkie rozmiary. Dzięki nim obawy, że forma dziennika i związana z nią skrupulatność opisów znużą czytelnika – są niepotrzebne. Zresztą zapiski prowadzone przez Talbota są mocno pobieżne. To pokazuje, z jak dużym wyczuciem Golding zbudował swoją powieść, której ciąg zdarzeń nie jest przecież szczególnie porywający. Co do przesłania utworu, to jest ono proste: pisarz przestrzega nas przed pochopnym ocenianiem i szufladkowaniem drugiego człowieka. Zestawienie relacji dwóch bardzo dobrze skonstruowanych postaci posłużyło tutaj znakomicie. Reasumując: różnorodność elementów, ich właściwy dobór i takież proporcje, a także konfrontacja stosunkowo niewielkiej grupy ludzi na zamkniętej przestrzeni – to recepta na sukces i wysoką ocenę na LC. Pozdrawiam 8/10
Łukasz - awatar Łukasz
ocenił na 8 1 rok temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 8 1 rok temu
Most San Luis Rey Thornton Wilder
Most San Luis Rey
Thornton Wilder
„Nad zbiegami okoliczności można by się zdumiewać na sto różnych sposobów” – czytamy w tej znakomitej opowieści poświęconej odwiecznemu pytaniu ”Co jest prawdą?”, wraz z pomocniczymi: „Skąd możemy się jej dowiedzieć?” oraz „Skąd czerpać empatię?”. Niby to o niczym. Ot, gdzieś w Ameryce Płd. w 18. wieku zawalił się wiszący most, parę osób zginęło, a pewien franciszkanin próbuje dociec, co z tego wynika. Odpowiedź brzmi: wszystko - cały sens czy też bezsens ludzkiej egzystencji. I jasne się staje, że tę pięć postaci łączy nie tylko nagła śmierć. Co rzadkie, tam i wtedy, świetnie nakreślone są postacie kobiece. A ponadto: jak to jest napisane...!!! Nie dziwota, że Sandor Marai zachwycił się tym małym arcydziełkiem. Można nawet na siłę doszukiwać się tu pewnych podobieństw a może też i inspiracji… W każdym razie Pulitzer z 1928 r. był nieprzypadkowy - wtedy ceniono nieoczywiste, pozornie nieskomplikowane opowieści. „Brat Juniper wykrył, że najmniej można się dowiedzieć od ludzi najbardziej związanych z przedmiotem badań. (…) Ci, którzy wiedzieli najwięcej, powiedzieli najmniej” – ta pełna rezygnacji konstatacja potwierdza, że „the Truth is out there”. Czy jest w tym kontekście przypadkiem, że na koniec biedny franciszkanin stwierdza: ”Przepaść między wiarą i faktami jest większa niż się na ogół przypuszcza”. Czy możemy się zatem dziwić, że tworzona przezeń Księga, która miała opisać „jak było”, trafia na Indeks Ksiąg Zakazanych, a jej autor....? Cóż, ponosi taki los, jaki podobno sam Pan Buk zalecił swym ziemskim funkcjonariuszom (choć zarazem żadna to antyklerykalna agitka). I tylko zapewnienie o niezrywalnym moście, którym jest – czy też: może być, aby nie wpadać w pewien "harlequinizm" - Miłość, daje na koniec nadzieję… Kilka cytatów: …Albo żyjemy z przypadku i umieramy z przypadku, albo żyjemy według planu i umieramy według planu… ...Niektórzy mówią, że nigdy nie będziemy wiedzieć i że dla bogów jesteśmy jak muchy, które chłopcy zabijają w dzień letni, a inni mówią przeciwnie, że nawet najmniejszy wróbel nie zgubi jednego piórka bez woli Boga... …Widziała, że ludzie tego świata chodzą w zbroi egoizmu, pijani samouwielbieniem, spragnieni komplementów, mało słysząc z tego, co się do nich mówi, niewzruszeni wypadkami, które spotykają ich najbliższych przyjaciół, w strachu przed wszelkimi apelami, które wymagałyby od nich jakichś ofiar…. …Styl to jedynie godne pogardy naczynie, w którym gorzki napój podaje się światu... …Przeorysza należała do tych osób, które marnują życie, ponieważ zapłonęły miłością do jakiejś idei na kilka stuleci przed jej właściwym pojawieniem się w określonym momencie historii cywilizacji. Matka Maria del Pilar walczyła przeciwko swojej epoce, pragnąc by kobietom przyznano nieco ludzkiej godności.... …Istniało wtedy w Limie coś owinięte w wiele łokci fioletowego jedwabiu, z którego wystawała wielka nabrzmiała głowa i dwie pulchne, przeźroczyście białe ręce – był to arcybiskup…. …Przeczytał całą literaturę starożytną i wszystko z niej zapomniał poza ogólną atmosferą wdzięku i sceptycyzmu. Znał się kiedyś na Ojcach Kościoła i soborach, ale zapomniał już wszystko, poza nieokreślonym wspomnieniem sporów, które nie miały żadnego związku z Peru…. …Jak wszyscy bogacze, nie mógł uwierzyć, że biedni (popatrzcie na ich domy i ich ubrania!) mogą rzeczywiście cierpieć. Jak wszyscy ludzie żyjący w zbytku wierzył, że tylko ludzie oczytani mogą wiedzieć, iż są nieszczęśliwi…. …Czerpał coś w rodzaju radości z przekonania, że na świecie wszystko urządzone jest źle. Szeptał do ucha franciszkanina myśli i opowiastki, które zaprzeczały, jakoby ktokolwiek kierował światem…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 10 3 lata temu
Ragtime E. L. Doctorow
Ragtime
E. L. Doctorow
Ameryka na początku XX, okres szalonego rozwoju i zmian społecznych. Napływ emigrantów, slumsy, praca dzieci, ludzie umierający na ulicach, wielomilionowa armia bezrobotnych. Strajki w fabrykach, związki zawodowe, emancypacja, rasizm i walka z nim. Z drugiej strony początek wielkich fortun, wynalazków, pojawiających się okazji i szybkich awansów społecznych, czas, gdy powiedzenie „od pucybuta do milionera” miało sens i było możliwe. Wiek rozumu i ucieczki od niego. „Ameryka stała na progu dwudziestego wieku, była krajem parowych kopaczek i lokomotyw, statków powietrznych, motorów spalinowych, telefonów i dwudziestopięciopiętrowych gmachów. Ale, rzecz ciekawa, nawet najwięksi pragmatyści mieli skłonność do okultyzmu.” Na tym tle historia jednej zamożnej rodziny, czarnego pianisty i owdowiałego emigranta z Europy, których losy przeplatają się z realnymi postaciami tej epoki - tancerki Eweliny Nesbit i jej, skazanego za zabójstwo architekta Stanforda White’a, męża Harry’ego K.Thaw, iluzjonisty Harry’ego Houdini , czy anarchistki i aktywistki Emmy Goldman. Narracja skacze pomiędzy tymi bohaterami i wątkami, sprawiając, że ma się wrażenie, iż bohaterowie tej książki są jedynie pretekstem dla pokazania losów prawdziwej bohaterki jaką jest Ameryka- kraj możliwości, ale też upadku dla niektórych. To powieść pędząca w rytmie tytułowego ragtime’u, wielowątkowa i bardzo filmowa. Przeniesiona na ekran w 1981 roku przez Milosa Formana. Miałam wrażenie zbytniej „powierzchowności” i skakania po wątkach ale warto sięgnąć dla klimatu, wskroś amerykańskiego, przesiąkniętego nostalgią za czasami możliwości i formowania, które już się nie powtórzą i dla obrazów, które jak film przewijają się w głowie podczas lektury.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na 6 3 miesiące temu

Cytaty z książki Doktor Fischer z Genewy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Doktor Fischer z Genewy