rozwiń zwiń

Darth Vader i dziewiąty zamachowiec

Okładka książki Darth Vader i dziewiąty zamachowiec
Tim SidellStephen R. Thompson Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Star Wars Legendy (tom 17) fantasy, science fiction
120 str. 2 godz. 0 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Star Wars Legendy (tom 17)
Tytuł oryginału:
Darth Vader and the ninth assassin
Data wydania:
2018-03-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-03-01
Liczba stron:
120
Czas czytania
2 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328127616
Tłumacz:
Jacek Drewnowski
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Darth Vader i dziewiąty zamachowiec w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Darth Vader i dziewiąty zamachowiec



książek na półce przeczytane 681 napisanych opinii 604

Oceny książki Darth Vader i dziewiąty zamachowiec

Średnia ocen
6,9 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
184
139

Na półkach: , , ,

Świetny akcyjniak, z realistyczną kreską i epickimi scenami walki. Vader jest tu chodzącą bestią na którego drodze nie stanie nikt.
Czy tytuł zasługuje na miano must-have?
Raczej nie, tytuł jest zamkniętą historią, czyta się go jak film akcji ;) Jest to świetna rozrywka i aż tyle.

Świetny akcyjniak, z realistyczną kreską i epickimi scenami walki. Vader jest tu chodzącą bestią na którego drodze nie stanie nikt.
Czy tytuł zasługuje na miano must-have?
Raczej nie, tytuł jest zamkniętą historią, czyta się go jak film akcji ;) Jest to świetna rozrywka i aż tyle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Darth Vader i dziewiąty zamachowiec na półkach głównych
  • 49
  • 10
37 użytkowników ma tytuł Darth Vader i dziewiąty zamachowiec na półkach dodatkowych
  • 11
  • 6
  • 6
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Młodzi Avengers. Pomocnicy Neal Adams, Jim Cheung, June Chung, John Dell, Pasqual Ferry, Michael Gaydos, Drew Geraci, Gene Ha, Allan Heinberg, Andrew Hennessy, Jae Lee, Jay Leisten, John Livesay, Art Lyon, Dave McCaig, Dave Meikis, Jaime Mendoza, Mark Morales, Justin Ponsor, Matt Ryan, Bill Sienkiewicz, Rob Stull, José Villarrubia, Dexter Vines, Andrea di Vito
Ocena 7,6
Młodzi Avengers. Pomocnicy Neal Adams, Jim Cheung, June Chung, John Dell, Pasqual Ferry, Michael Gaydos, Drew Geraci, Gene Ha, Allan Heinberg, Andrew Hennessy, Jae Lee, Jay Leisten, John Livesay, Art Lyon, Dave McCaig, Dave Meikis, Jaime Mendoza, Mark Morales, Justin Ponsor, Matt Ryan, Bill Sienkiewicz, Rob Stull, José Villarrubia, Dexter Vines, Andrea di Vito
Okładka książki Mass Effect: Foundation Volume 2 Michael Atiyeh, Garry Brown, Matthew Clark, Drew Geraci, Tony Parker, Sean Parsons, Mac Walters
Ocena 5,0
Mass Effect: Foundation Volume 2 Michael Atiyeh, Garry Brown, Matthew Clark, Drew Geraci, Tony Parker, Sean Parsons, Mac Walters
Okładka książki The New Avengers - Tom 4 - Kolektyw Brian Michael Bendis, June Chung, Olivier Coipel, Mike Deodato Jr., Drew Geraci, Morry Hollowell, Richard Isanove, John Livesay, Rick Magyar, Steve McNiven, Danny Miki, Mark Morales, Mike Perkins, Joe Pimentel, Dave Stewart, Tim Townsend, José Villarrubia, Dexter Vines
Ocena 6,6
The New Avengers - Tom 4 - Kolektyw Brian Michael Bendis, June Chung, Olivier Coipel, Mike Deodato Jr., Drew Geraci, Morry Hollowell, Richard Isanove, John Livesay, Rick Magyar, Steve McNiven, Danny Miki, Mark Morales, Mike Perkins, Joe Pimentel, Dave Stewart, Tim Townsend, José Villarrubia, Dexter Vines
Okładka książki Superman: Emperor Joker Mario Alquiza, Carlo Barberi, Richard Bonk, J. M. DeMatteis, Armando Durruthy, Drew Geraci, Kano, Joe Kelly, Andy Lanning, Jeph Loeb, Doug Mahnke, José Marzán Jr., John McCrea, Scott McDaniel, Ed McGuinness, Jaime Mendoza, Danny Miki, Mike Miller, Todd Nauck, Tom C. Nguyen, Duncan Rouleau, Mike Schultz, Cam Smith
Ocena 5,0
Superman: Emperor Joker Mario Alquiza, Carlo Barberi, Richard Bonk, J. M. DeMatteis, Armando Durruthy, Drew Geraci, Kano, Joe Kelly, Andy Lanning, Jeph Loeb, Doug Mahnke, José Marzán Jr., John McCrea, Scott McDaniel, Ed McGuinness, Jaime Mendoza, Danny Miki, Mike Miller, Todd Nauck, Tom C. Nguyen, Duncan Rouleau, Mike Schultz, Cam Smith
Okładka książki Hawkman Vol 4 #42 Drew Geraci, Justin Gray, Jimmy Palmiotti, Stephen Sadowski
Ocena 0,0
Hawkman Vol 4 #42 Drew Geraci, Justin Gray, Jimmy Palmiotti, Stephen Sadowski
Okładka książki Wyprawa #4: Ognisty pojedynek Drew Geraci, Greg Land, Ron Marz, Caesar Rodriguez
Ocena 6,8
Wyprawa #4: Ognisty pojedynek Drew Geraci, Greg Land, Ron Marz, Caesar Rodriguez
Okładka książki Wyprawa #3: Smocza opowieść Drew Geraci, Stuart Immonen, Greg Land, Ron Marz, Caesar Rodriguez
Ocena 7,3
Wyprawa #3: Smocza opowieść Drew Geraci, Stuart Immonen, Greg Land, Ron Marz, Caesar Rodriguez

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Star Wars Legendy. Darth Vader i zaginiony oddział Haden Blackman
Star Wars Legendy. Darth Vader i zaginiony oddział
Haden Blackman Rick Leonardi
Początkowo album „Darth Vader i zaginiony oddział” oceniłem na 8/10, jednak po upływie pewnego czasu stwierdziłem, że ta ocena jest zdecydowanie przesadzona i niewłaściwa. Obecna ocena (7/10), też chyba jest zbyt wysoka, ale jeszcze do zaakceptowania (przynajmniej wg mnie). Historia przedstawiona w „Darth Vader i zaginiony oddział” nie jest jak dla mnie jakaś mega wybitna. Zdecydowanie bardziej doceniam, to jak ukazano Darth Vadera, według mnie przedstawiona kreacja mrocznego lorda jest bardziej odpowiednia, niż ta, która znamy z albumu „Darth Vader i Widmowe Więzienie”. Chodzi mi głównie o to, że Anakin Skywalker kilka miesięcy po wydarzeniach przedstawionych w filmie „Zemsta Sithów” nie powinien być już dojrzałym i bezwzględnym sithem i w „Darth Vader i zaginiony oddział” widzimy, właśnie jak wspomniany bohater dopiero stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości i roli. – Takie przedstawienie wspomnianej postaci jeszcze bardziej uwypukla to, że przemiana Anakin w Vadera była pewnym procesem, a nie wydarzeniem. – nie była zjawiskiem nagłym, tylko długotrwałym – Wspomniany motyw jest jak dla mnie najmocniejszym punktem omawianego dzieła. Po przeczytaniu omawianej historii jeszcze bardziej rozumiemy jak wielką miłością dla Anakina była Padmę i jak wielką rolę odegrało wspomniane uczucie w procesie przemiany Skywalkera z Jedai w Sitha. Historia przedstawiona w omawianym albumie w ciekawy sposób rozwija nam moffa Tarkina, dzięki przedstawionym wydarzeniom, niechęć/nienawiść wspomnianej postaci do rebeliantów, ma jakąś podstawę, no ale oceniane dzieło to teraz tzw. legendy i wg kanonu Tarkin nienawidzi rebeliantów, bo jest „tym złym”. Jeśli chodzi o kwestie wizualne, to wspomniany album ani mnie nie zachwycił, ani nie rozczarował, chodziarz przyznam, że zbroja Dartha Vadera (jak i sama postać) jest przedstawiona w dość komiczny sposób. – jego ikoniczna już maska ma dziwaczny kształt – Zresztą zbroje szturmowców, też są dziwnie rysowane. Wizualnie komiks przypominał mi trochę animacje „Clone Wars” Genndiego Tartakovskiego. Podsumowując uważam album „Darth Vader i zaginiony oddział” za dobra pozycje, bez żadnych wielkich głupot, ale również bez rewelacji. Dużym plusem jest również to, że omawiana historia stanowi zamknięta całość i tzw. niedzielny czytelnik komiksów wyciągnie z niej tyle samo, co fan uniwersum. Jeśli masz wolną chwilę i chcesz coś sobie luźnego przeczytać, to możesz sięgnąć między innymi po ocenianą tutaj pozycję.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 3 lata temu
Star Wars. Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada John Wagner
Star Wars. Boba Fett: Śmierć, kłamstwa i zdrada
John Wagner Cam Kennedy
Jak zwykle przy omawianiu albumów z serii „Star Wars Legendy” opinie o „Star Wars Legendy Boba Fett: Śmierć, Kłamstwa i Zdrada” zacznę od pochwały okładki, mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale wspomniany element ponownie bardzo mi przypadł do gustu. Obiecuję, że to już ostatni raz, następnym razem wspomnę o okładce, gdy mi się nie spodoba. Przechodząc już do samego tytułu powiem, że podchodziłem do albumu podchodziłem z pewnym dystansem. Zawsze gdy wypożyczę jakiś komiks, to go na początku przeglądam od początku do końca, aby zapoznać się z jego stylem styl graficzny. Podczas wspomnianego wertowania albumu stylistyka niezbyt mi przypadła do gustu. – stąd dystans do omawianej pozycji – Jednak po przeczytaniu całości na spokojnie muszę przyznać, że styl graficzny ma jakiś urok, nie powiem, że „Star Wars Legendy Boba Fett: Śmierć, Kłamstwa i Zdrada” jest najpiękniejszym komiksem, jaki czytałem jest to jednak dzieło bez wątpienia unikalne pod względem wizualnym. Omawiana pozycja to jak dla mnie tragikomedią. Wiele scen mnie naprawdę rozbawiło i wiele równocześnie „zmroziło”. – było zaskakująco mroczne – Najlepszymi dla mnie postaciami są dwaj Huttowie (Gorgo i Orko), których łączy specyficzna relacja… XDDD – która jest jak dla mnie megazabawna – Pewnie się zastanawiacie, czemu nie uznałem Boby Fetta za najciekawszą postać? Odpowiedź jest bardzo prosta. Wspomniana postać wydaje się bardzo jednowymiarowa. – bezwzględny, bezbłędny najemnik – Zdaje sobie jednak sprawę, że jest to obraz Boby Fetta, który uwielbiają fani Gwiezdnych Wojen. Mnie jednak taka kreacja głównego bohatera umniejsza podekscytowanie jego przygodami… Jeśli protagonista jest tzw. "mega prosem" i wszystko mu wychodzi to trudno oczekiwać, by na koniec zginął czy poniósł porażkę… Oczywiście może się tak wydarzyć, jednak taki bieg zdarzeń byłby nielogiczny i w efekcie absurdalnie głupi. Czy warto sięgnąć po opisywana pozycje? Myślę, że zdecydowanie tak. Dla fanów Boby Fetta to pozycja wręcz obowiązkowa. Album jest zbiorem 3 komiksów, które są ze sobą ściśle powiązane i razem przestawiają ciekawą historie… „Star Wars Legendy Boba Fett: Śmierć, Kłamstwa i Zdrada” to pozycja dodatkowo unikalna, jeśli chodzi o aspekty wizualne.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 3 lata temu
Star Wars: Darth Vader i Widmowe Więzienie W. Haden Blackman
Star Wars: Darth Vader i Widmowe Więzienie
W. Haden Blackman Agustin Alessio
Na początku swej opinii powiem, że jestem fanem postaci Vader, przez co moja opinia może być nie obiektywna. Chciałbym jeszcze pochwalić dwie kwestie, pierwszą z nich będzie okładka albumu, a drugą fakt, że Disney postanowił widać kolekcje komiksów STAR WARS LEGENDY prezentująca najciekawsze pozycje z oferty wydawnictwa Dark Horses Comics, które przez ćwierć wieku publikowało komiksy o uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zdaję sobie sprawę, że jest obecnie nowy kanon i nowe książki i komiksy, ale jakoś nie mogę się zabrać do dzieł od Myszki Miki. W każdym razie dzięki wspomnianej kolekcji będę mógł poznać chodzi część starych komiksów powstały jeszcze za tzw. "czasów Lucasa". Przechodząc już do samego album, powiem krótko, omawiana pozycja jest naprawdę bardzo dobra. Historia wydaje się intrygującą, a główny oponent Dartha Vadera oraz Imperatora jest postacią dobrze napisana. – rozumiemy jego motywacje – Wizualnie album, również wygląda bardzo dobrze, podobała mi się m. in. zastosowana paleta kolorów, – dominuje brąz i różnego rodzaju odcienie szarości oraz czerń – która nadała jeszcze większy mrok przedstawionej historii. Kolejnym plusem (jak dla mnie) jest to, że wydarzenia poznajemy z perspektywy młodego oficera imperium. – który sam w sobie jest bardzo ciekawą, tragiczną i zarazem złożoną postacią – W omawianym albumie widźmy takiego Dartha Vadera, którego większość fanów (jakieś 90%) uwielbia, czyli skutecznego, potężnego i bezwzględnego, – każde ujęcie, na którym widzimy wspomnianego mrocznego lorda sugeruje nam, że mamy do czynienia z kimś niezwykle niebezpiecznym i groźnym – można więc powiedzieć, że widzimy dojrzałego Vadera, w którym już niewiele zostało z Anakina Skywalkera (rycerza jedai). Trochę to dziwne, bo jak się dowiadujemy z albumu przedstawiona historia dzieje się niedługo po wydarzeniach przedstawionych w filmie „Zemsta Sithów”. No ale nie będę się czepiał drobiazgów. Czy warto sięgnąć poomawiany komiks? Myślę, że na pewno, omawiany album jest jak dla mnie pozycją obowiązkową dla każdego fana Gwiezdnych Wojen, jeśli ktoś nie śledzi jednak uniwersum z „odległej galaktyki”, a chce przeczytać jakąś fajną, mroczną historię to śmiało może sięgać poomawianą pozycje. Podejrzewam, że „Star Wars Legendy. Darth Vader i widmowe więzienie.” z upływem czasu stanie się pozycją kultową, jeśli chodzi o komiksy Star Wars.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 8 3 lata temu
Opowieści Jedi: Dawni rycerze Tom Veitch
Opowieści Jedi: Dawni rycerze
Tom Veitch Pamela Rambo Christian Gossett Janine Johnson David Roach Mike Barreiro Hugh Fleming
Recenzja komiksu „Opowieści Jedi: Dawni Rycerze” „Opowieści Jedi: Dawni Rycerze” to komiks osadzony w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, który przenosi czytelnika tysiące lat wstecz, do czasów świetności Zakonu Jedi. Publikacja ta stanowi część serii „Star Wars Legendy” i została wydana przez Egmont Polska w 2016 roku. Fabuła i struktura Komiks opowiada historię młodego Jedi, Ulic Qel-Dromy, który staje przed wyzwaniem obrony planety Onderon przed inwazją. Wraz z grupą towarzyszy, w tym mistrzem Nomi Sunrider, Ulic angażuje się w konflikt, który prowadzi do odkrycia mrocznych tajemnic i zagrożeń dla całej galaktyki. Narracja łączy elementy polityczne, wojenne oraz osobiste dylematy bohaterów, tworząc złożoną i angażującą historię. Styl i język Scenariusz autorstwa Toma Veitcha jest dynamiczny i pełen zwrotów akcji, co utrzymuje napięcie przez całą lekturę. Dialogi są klarowne, choć momentami mogą wydawać się nieco patetyczne. Rysunki, stworzone przez zespół artystów, w tym Christiana Gossetta i Janine Johnson, są szczegółowe i oddają charakterystyczny styl „Gwiezdnych Wojen”. Kolorystyka komiksu jest stonowana, co podkreśla powagę przedstawianych wydarzeń. Opinie czytelników Na portalu Lubimyczytać.pl komiks posiada średnią ocenę 6,2/10 na podstawie 31 ocen. Zalety Głębokie zanurzenie w uniwersum „Gwiezdnych Wojen” i przedstawienie mniej znanych aspektów historii Jedi. Dynamiczna fabuła z licznymi zwrotami akcji, które utrzymują zainteresowanie czytelnika. Wysokiej jakości ilustracje oddające klimat klasycznych filmów. Wady Miejscami dialogi mogą wydawać się zbyt patetyczne, co może wpływać na naturalność postaci. Niektóre wątki mogą być trudne do zrozumienia dla osób niezaznajomionych z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Podsumowanie „Opowieści Jedi: Dawni Rycerze” to komiks, który zadowoli zarówno fanów „Gwiezdnych Wojen”, jak i miłośników dobrze skonstruowanych opowieści o bohaterach i ich dylematach. Choć nie jest pozbawiony drobnych mankamentów, stanowi wartościowy dodatek do literatury związanej z tym uniwersum.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na 6 5 lat temu
Star Wars: Najlepsze Opowieści Kevin Rubio
Star Wars: Najlepsze Opowieści
Kevin Rubio Garth Ennis Lucas Marangon Jimmy Palmiotti Dustin Weaver Jeremy Barlow Christian Read John McCrea Tony Millionaire Joshua Ortega Clayton Henry Dan Jolley Sean Phillips Chris Avellone Michael Atiyeh Brad Anderson Matthew Hollingsworth Dan Jackson Michelle Madsen Dave Nestelle Greg Tocchini Eddie Wagner
Recenzja komiksu „Star Wars: Najlepsze Opowieści” „Star Wars: Najlepsze Opowieści” to zbiór wybranych komiksów z magazynu „Star Wars Tales”, który ukazywał się w latach 1999–2005. Publikacja ta stanowi część serii „Star Wars Legendy” i została wydana przez Egmont Polska w 2016 roku. Książka zawiera 120 stron pełnych akcji, humoru i emocji, które przenoszą czytelnika w różne zakątki uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Fabuła i struktura Komiks składa się z kilku krótkich opowieści, z których każda przedstawia inny aspekt uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Wśród nich znajdują się historie o młodym Obi-Wanie Kenobim, który staje przed wyzwaniem obrony planety Onderon przed inwazją, oraz o dawnych rycerzach Jedi, którzy muszą stawić czoła nowym zagrożeniom. Każda opowieść jest samodzielna, ale razem tworzą spójną mozaikę przedstawiającą bogactwo świata „Gwiezdnych Wojen”. Styl i język Scenariusze autorstwa różnych twórców, w tym Gartha Ennisa i Jeremy'ego Barlowa, są dynamiczne i pełne zwrotów akcji, co utrzymuje napięcie przez całą lekturę. Dialogi są klarowne i oddają charakterystyczny styl „Gwiezdnych Wojen”. Rysunki, stworzone przez artystów takich jak Clayton Henry i John McCrea, są szczegółowe i oddają klimat klasycznych filmów. Kolorystyka komiksu jest stonowana, co podkreśla powagę przedstawianych wydarzeń. Opinie czytelników Na portalu Lubimyczytać.pl komiks posiada średnią ocenę 7,0/10 na podstawie 30 ocen. LUBIMYCZYTAĆ Zalety Różnorodność opowieści, które ukazują różne aspekty uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Dynamiczna fabuła z licznymi zwrotami akcji, które utrzymują zainteresowanie czytelnika. Wysokiej jakości ilustracje oddające klimat klasycznych filmów. Wady Niektóre historie mogą być trudne do zrozumienia dla osób niezaznajomionych z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Miejscami dialogi mogą wydawać się zbyt patetyczne, co może wpływać na naturalność postaci. Podsumowanie „Star Wars: Najlepsze Opowieści” to komiks, który zadowoli zarówno fanów „Gwiezdnych Wojen”, jak i miłośników dobrze skonstruowanych opowieści o bohaterach i ich dylematach. Choć nie jest pozbawiony drobnych mankamentów, stanowi wartościowy dodatek do literatury związanej z tym uniwersum.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na 6 5 lat temu
Star Wars: W cieniu Yavina Brian Wood
Star Wars: W cieniu Yavina
Brian Wood Carlos D'Anda
W Uniwersum Gwiezdnych Wojen – tematycznie dość rozległym, ale niepotrzebnie według wielu fanów i krytyków podzielonym na Nowy i Stary Kanon, tzw. „Legendy” – niepodzielnie króluje treść audiowizualna: film, serial animowany i aktorski, oraz treść pisana: głównie powieść. Bez względu na to, czy we Wszechświecie gdzie króluje Galaktyka tworzona i spajana przez Moc, gdzie mamy dualistyczną koncepcję dobra i zła w postaci Ciemnej i Jasnej Strony Mocy doświadczamy oddzielonych w 2014 roku od obecnego Kanonu Legend, czy smakujemy samej esencji nowokanonicznych treści Uniwersum, które w rzeczywistości zaczęły ,,budować” go wokół kinowego "Epizodu VII", "Star Wars: The Force Awakens", przeważnie skupiamy się albo na filmie, albo na książce. Rzadziej są to seriale animowane i komiksy. I na komiksach należy się na dłużej w niniejszych deliberacjach zatrzymać, gdyż sekwencyjne historie obrazkowe, to również istotny nośnik informacji, który nie tylko według mnie, ale również zdaniem innych miłośników fenomenu marki "Star Wars", w takim samym stopniu wpływa na naszą wiedzę o gwiezdnowojennym Uniwersum, co najbardziej rozchwytywane filmy z Klasycznej Trylogii, z trylogii Prequeli, czy, o iście nieskończonym zasobie wiedzy, słynne powieści z Legend. Gwiezdne Wojny, to naprawdę coś bardzo specyficznego, coś inaczej popkulturowo kategoryzowanego. Spowodowały one, że każdy zagłębiający się w ich jestestwo fan – najliczniejsze produkty, formy przekazu, i idee, które prezentuje – odnosi wrażenie, a przynajmniej tak jest w większości, że franczyza zapoczątkowana przez George'a Lucasa stworzyła nowy wspaniały wymiar, w którym popkultura jest ważnym elementem życia Cywilizacji, którą tworzymy, ba, życia każdego z nas. Choć ciężko to jednoznacznie rozstrzygnąć, dzięki fenomenowi Gwiezdnych Wojen w coraz większym stopniu miłość i szacunek do popkultury staje się tak samo wysoki i dojrzały, co uznanie, podziw i ,,zasmakowanie” w kierunku kultury pięknej. I tak, kontynuując myśl z powyższego ustępu, komiks w szczególności powinien być uznawany jako dzieło pośrednie tj. pomost pomiędzy kulturą masową a kulturą piękną. Zapewne jest to kontrowersyjny pogląd, ot dziwaczny trop refleksyjny, ale sama budowa komiksu: sekwencyjne, układane na planszach obrazy, jeden po drugim, w różnych proporcjach, gdzie kadry mają różny rozmiar, kształt, właściwość i wydźwięk, a narracja wpisywana w dymki na kadrach, dorysowane do postaci, lub w ,,kwadraty” odpowiednie dla narratora, wskazywałaby na taką możliwość. Obraz od zawsze jest uważany za bardzo ekspresyjną formę przelania treści artysty, jego założeń, czy emocji, co kieruje nas ku sztuce i kulturze pięknej. Dodajmy do tego narrację, wynikającą z wcześniej przygotowanego scenariusza, a otrzymamy czytany od lewej do prawej, od góry do dołu... komiks. Sęk w tym, że właśnie sam komiks może być sztuką, i wyrzucajmy tego tropu myślowego do kosza. Poruszająca, inteligentna, z odpowiednią do fabuły emocjonalnością, grafika, może sprawić, że przez komiks będzie przezierał artyzm, coś kluczowego, innego, jedynego w swoim rodzaju. Historie obrazkowe z Uniwersum Gwiezdnych Wojen, które nie są aż tak popularne, jak gwiezdnowojenna powieść czy film - ten trend z racji dostępności komiksów zdaje się zmieniać na lepsze - może i nie są ,,artystyczną duszą” i chwytającą za serce formą wyrazu kultury, ale są za to cennym nabytkiem informacyjnym, na które to każdy doświadczony fan Uniwersum Mocy i Skywalkerów powinien zwrócić uwagę. Obraz ożywiony narracją, odpowiednio dynamicznie się prezentujący, jako komiks, dla słynnych galaktycznych historii, na punkcie których od 1977 roku szaleje świat, pozwoli być najbliżej filmowi - pierwowzorowi, od którego prawie każdy późniejszy miłośnik Uniwersum rozpoczął swą niezapomnianą wędrówkę z Mocą, świszczącymi mieczami świetlnymi i batalią statków w przestrzeni kosmicznej, mającą rozstrzygnąć przyszłość Galaktyki. Komiksy, tak jak powieści i inne treści kreujące każdą, nawet najmniejszą mikrocząstkę gwiezdnowojennego Uniwersum, podzielone są na te należące do ,,Legend”, i te będące częścią „Nowego Kanonu”. Najmocniej, choć to z lekka sugestywne założenie, oddziałuje na fanów marki Star Wars komiks, a może i cała ich seria, ze ,,Starego Kanonu”, będącego najwierniejszym pod względem śledzenia i odwzorowywania treści Kanonem w ogóle, do kinowych Epizodów Sagi: od I do VI. Z mojej geekowskiej perspektywy, zacząłem coraz bardziej doceniać narracje obrazkowe Legend. Wywarły one na mnie chyba solidniejsze, dużo głębsze wrażenie, niżeli duża część beletrystyki, czy to ze Starego, czy z Nowego Kanonu. Żywiej i intensywniej, jak wspomniałem wyżej, kreują one wydarzenia, różne wątki, kształtują postacie, niżeli powieści z identycznego Kanonu, zwłaszcza, gdy taki komiks przedstawia odpowiednio dobrą historię z okresu przed rokiem zerowym w chronologii wydarzeń na osi czasu Legend, którym była ,,Bitwa o Yavin” z kinowego "Epizodu IV" Star Wars, najsłynniejszego filmu z całej Sagi, bądź opowiada cały cykl wydarzeń pomiędzy Epizodami IV – VI, tworzącymi "Klasyczną Trylogię" filmów Uniwersum. To właśnie "W cieniu Yavina" od Briana Wooda jest jednym z tych najbardziej oldschoolowych, archetypowych w stosunku do treści filmów Star Wars z lat 1977-1983, komiksów, z którym w Kanonie Legend można się zetknąć. I co istotne, niesamowite jest to, że jako entuzjasta tejże Sagi mogę doświadczyć tak ważnej dla niej narracji graficznej, dopisującej wiele istotnych kwestii do całego jestestwa Wszechświata Gwiezdnych Wojen. Jednym słowem mamy tu klimat ,,Klasycznej Trylogii”, zamkniętej w formie komiksu. No cóż, piękno 42 lat historii franczyzy na pewno wciska się w dzieło Briana Wooda, poruszając nostalgię fana Gwiezdnych Wojen, w odważny, szczery i cudowny sposób. Komiks rozpoczyna się z hukiem, niczym w rytm otwierającej każdy filmowy Epizod Sagi, dźwięcznej, pięknej kanonady orkiestry symfonicznej Johna Williamsa. W około 2 miesięcy ,,czasu galaktycznego”, który odpowiada naszemu czasu, po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci, Luke i Leia, jako ważne w Sojuszu Rebeliantów osobistości i bohaterowie gaszący zapał apodyktycznego Imperium, wlatują w przestrzeń jakiegoś odległego Układu Planetarnego zlokalizowanego na Zewnętrznych Rubieżach – a wszystko to na kartach komiksu, i to jeszcze w momencie jego otwarcia, co samo w sobie jest rzeczą niezwykłą. Fani nie są przyzwyczajeni do widoku Lei Organy zasiadającej za sterami X-winga, ani do momentu, w którym wiedząc, że Hoth będzie Bazą Rebelii w kinowym "Epizodzie V" Star Wars, nagle stają się świadkami poszukiwania planety dostatecznie wystarczającej dla potrzeb Sojuszu. I tu się zaczyna dynamika komiksu, podkreślona przez solidną, dokładną, dającą monstrualną ilość, jak na gwiezdnowojenny komiks, szczegółów rzeczy martwych, przedmiotów, statków floty Rebelii, i Niszczycieli czy myśliwców TiE Imperium. Graficznie - w określeniu rozkładu koloru wypełniającego postacie komiksu, od najbardziej klasycznych, jak Luke Skywalker, Han Solo, Chewbacca, Wedge Antilles i inni, można by rzec, że "W cieniu Yavina" wypadło w neutralnie zadowalający sposób. Barwa postaci, głównie kolory przesunięte w kierunku jasnych tonów, była aż nadto ,,pastelowa”, zbyt pełna, nierozmazana, nawet nieostra. Natomiast czerń stanowiła dominantę, wyznacznik i główny atut kolorystów, którzy wykonali w tym wydaniu wyjątkowo dobrą robotę: Darth Vader nosił nie czarny skafander, hełm i resztę odzienia, lecz hebanowy, smolisty ciężki opalizujący kolor agresywnej ropy, zatrważający i wdrażający chłód do umysłów czytelników – takiego mrocznego Lorda chce się w komiksach „Legend” oglądać. Taki rozkład ostrości ,,kreski” – przy szczegółowości w budowie mega struktur, czy fizjonomii różnych istot, plus kolor i tusz (kreślenie cienia i kontrastu światła) ciągnie się przez całą historię, zawartą w tejże narracji obrazkowej Briana Wooda. Fabularnie, rzeczywiście, oprócz uzupełnienia historii multum wydarzeń rozegranych na tkance Galaktyki pomiędzy końcem IV a początkiem V Epizodu kinowego Star Wars, dotyczących multum postaci, wątków itp., "W cieniu Yavina” dało nam zupełnie nowe spojrzenie na najważniejsze sylwetki ,,Klasycznej Trylogii” Sagi Gwiezdnych Wojen. Leia, przykładowo, w ujęciu Briana Wooda, okazała się walczakiem na równi mocnym, co Luke, Han, i najlepsze asy Sojuszu; mało tego, Leia genialnie manewruje X-wingiem, i zaraża pewnością siebie, charyzmą, zdolnościami strategicznymi, i silną osobowością, pozwalającą jej stłumić żal, próbujący rozerwać jej serce po stracie ojczystego Alderaana. Pozycja Luke’a – i jest to lekką wadą w kreacji tej postaci – została w tyle za Organą, nawet za Hanem i Chewbaccą, którzy byli tu ważni, ale epizodyczni, jakby mieli zrobić to, co swoje i na tym koniec. Skoro mamy kogoś z Rebelii, to pora na kogoś z Imperium. Uwydatnienie osobowości Vadera, okraszonej piękną szatą graficzną dla jego fizyczności, było dość konkretne i klasyczne: Lord Sithów wypowiadał się w konkretny, tyraniczny i tytaniczny sposób, z trudnością akceptując zdanie innych, i czując pogardę do niższych rangą w Imperium i wszystkich ,,rebelianckich szumowin”, a z Imperatorem będąc wciąż w napiętej, ale jednak, związanej mocno relacji: Mistrz – lojalny sługa i uczeń. Konstrukt fabuły komiksu był bardzo prosty, lecz rozwinięcie go w ciekawą wielowątkową, dynamiczną historię, narodziło się jako coś godnego ,,Klasycznej Trylogii” Epizodów Star Wars – utrzymanego w jej konwencji. Zadanie Sojuszu polegało na zdobyciu dodatkowego zaopatrzenia militarnego, przydatnego do walki z Imperium, przy nieustannym deptaniu Sojuszowi po piętach przez samą flotę Vadera. Równie istotne było to, aby Rebelia odnalazła stały bądź tymczasowy Azyl czy Bazę zaopatrzeniowo-rozładunkową dla swojej armii i floty. W wydaniu nie zabrakło również powiewu tajemnicy, związanej z ,,niby-tajemniczym" szpiegiem pracującym dla Imperatora, który miał wpłynąć na wykonanie przez Sojusz złych ruchów, i powiadamiać o wszystkim, co robią jego wojska i najważniejsze organy decyzyjne. Summa summarum, w niniejszej pozycji komiksowej Briana Wooda, solidnie obeznany z franczyzą fan Uniwersum znalazł wszystko to, co uzupełni jego apetyt na informacje z realiów Gwiezdnych Wojen pomiędzy końcem IV a początkiem V Epizodu kinowego. Gdyby nie te niekiedy ,,disneyowskie” barwy, tło i kontur postaci, finalnie byłoby wybornie. W konsekwencji jednak mamy mocne ,,bardzo dobrze” dla całego komiksu.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 8 6 lat temu
Star Wars. Czystka John Ostrander
Star Wars. Czystka
John Ostrander Douglas Wheatley Haden Blackman Chris Scalf Alexander Freed Jim Hall Marco Castiello Andrea Chella Michael Atiyeh
Album Gwiezdne Wojny Czystka to zbiór czterech różnych historii, które mają 2 wspólne elementy, pierwszym są ukrywający się Jedai a drugim Darth Vader - akcja przedstawionych wydarzeń dzieje się bowiem niebawem po wykonaniu Rozkazu 66 - który poluje na wspomniane niedobitki rycerzów Jedai. Po przeczytaniu opisu na okładce album nie spodziewałem się niczego dobrego, spodziewałem się mało oryginalnych i zarazem nudnych historii, jednak po przeczytaniu omawianej pozycji muszę stwierdzić, że album Gwiezdne Wojny Czystka nie tylko nie jest zły, ale wręcz jest nawet dobry. Mój pozytywny odbiór omawianego dzieła wynika z tego, że  Jedai jak i Darth Vader zostali przedstawieni w intrygujący sposób (przynajmniej dla mnie). W omawianym albumie w bardzo obrazowy sposób ukazano zarówno zalety jak i wady użytkowników jasnej strony mocy. Trudno nie odnieść wrażenia, że Zakon Jedai był skazany na porażkę. Darth Vader został z kolei ukazany jako postać niezwykle potężna i groźna, ale i zarazem mało kompetetna w zarządzaniu zasobami imperium. - wspomniany mroczny lord został przedstawiony jako typowy rzeźnik ogarnięty obsesja zniszczenia zakonu Jedai, który dopiero uczy się być mądrym i sprytnym dowódca - Historie zebrane w obranym albumie nie są na pewno mega oryginalne ani nie rozbudowują one uniwersum, ale mi osobiście bardzo przyjemnie się je czytało. Jeśli chodzi o aspekty wizualne, to każda historia ukazana w albumie cechowała się inna oprawa wizualna, nie powiem, by jakiś styl graficzny był naprawdę brzydki czy ładny, każdy bez wątpienia czymś się wyróżniał (niektóre style znacznie się od siebie różniły). Podsumowując, uważam album "Gwiezdne Wojny: Czystka" za dobrą pozycję, bez żadnych wielkich głupot, ale również bez rewelacji. Jeśli masz wolna chwile i chcesz coś sobie luźnego przeczytać, to zdecydowanie możesz sięgnąć, między innymi po ocenianą tutaj pozycję.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na 7 3 lata temu
Star Wars. Karmazynowe Imperium Mike Richardson
Star Wars. Karmazynowe Imperium
Mike Richardson
To moje pierwsze spotkanie z serią "Legendy" w świecie komiksu. Na początku nie przekonała mnie kreska, ale fabuła okazała się na tyle wciągająca, że stopniowo przekonałem się do tego kiczowatego stylu, który czasami sprawiał naprawdę złe wrażenie. Wyraźnie widać, że "Karmazynowe Imperium" powstało w latach 90. Główny bohater to typowy twardziel i samotnik, posiadający swoje zasady i idee, wraz z pełnym arsenałem cringu, charakterystycznym dla bohaterów kina akcji tamtych lat – żądny zemsty i mający wszystkich w swojej czarnej dziurze. Bardzo karykaturalnie (choć niepotrzebnie, bo postać jest ciekawie napisana) wypada jedna z postaci kobiecych (a właściwie jedyna? xd), która wyraźnie cierpi na deficyt materiału w swoim ubiorze. Jednocześnie wzbudziła we mnie więcej sympatii niż główny bohater. Choć pojawiają się pewne niedociągnięcia fabularne, uważam, że komiks ten jest bardziej przystępny niż współczesne wydania ze świata "Gwiezdnych Wojen". Znajduję tu więcej prawdziwej space opery niż w obecnych komiksach Marvela. "Dark Horse" zdecydowanie lepiej rozumiał, czym jest "Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...", wraz z całą mitologią tego świata, co dla mnie stanowi istotny element Gwiezdnych Wojen (choć czy tak będzie w pozostałych Legendach, dopiero się przekonam). Ciekawe jest zobaczyć, ile pomysłów Disney przeniósł z Legend do Kanonu. Nie będę jednak zdradzał szczegółów, bo to już srogie spoilery. Na zakończenie komiksu autor przedstawia interesującą ciekawostkę dotyczącą wymowy imienia Imperatora przez polskich fanów :) Podsumowując: Przeczytanie "Karmazynowego Imperium" było interesującym doświadczeniem dla osoby śledzącej obecne produkcje ze świata Gwiezdnych Wojen. Oprócz samej historii i oceniania (czasem dyskusyjnej jakości xd) kreski, lektura wywołuje wiele refleksji na temat zmian w całym uniwersum oraz w jakim kierunku poszedł obecny kanon. Jestem zachęcony do dalszego odkrywania galaktyki w towarzystwie "Legend".
Stone Turner - awatar Stone Turner
ocenił na 6 1 rok temu
Star Wars Komiks: 4/2018 Darth Vader: Mroczny Lord Sithów Giuseppe Camuncoli
Star Wars Komiks: 4/2018 Darth Vader: Mroczny Lord Sithów
Giuseppe Camuncoli Charles Soule
Darth Vader jest jedną z największych, a może i największą, ikoną marki Star Wars. Śmiem rzecz, że jest jej ojcem. Tak, tak, wiem - słaby suchar, ale mnie śmieszy. Przyznaję, że zawsze sięgam w ciemno po komiksy, gdzie w tytule znajduje się jego imię. Prawie zawsze to zwiastun dobrej lektury, przynajmniej jak na standardy tego uniwersum. Raz jest bardziej naiwna, innym razem mniej, ale często towarzyszy jej spory mrok. Nie inaczej jest i tym razem, gdzie Mroczny Lord Sithów wyrusza na wyprawę, mającą raz na zawsze przenieść go na mroczną ścieżkę mocy. Fabuła komiksu zaczyna się mniej więcej tam gdzie kończy się film "Zemsta Shithów", a konkretniej w ambulatorium Imperatora Palpatine. Anakin dowiedziawszy się o śmierci swej ukochanej wpada w szał i uwalnia niekontrolowane pokłady mocy, atakując tym samym swego mistrza. Gdy szał opada, Imperator karze za to swego ucznia, aby potem zlecić mu misję - zdobycia miecza świetlnego. Bowiem prawdziwy Sith nie otrzymuje miecza. On go sobie bierze. Tak prezentuje się ogólny rys fabularny tej opowieści i przyznaję, że trzyma poziom. Akcji jest tutaj od groma, ale nie przytłoczyła mnie podczas lektury. Do tego batalie to prawdziwa uczta dla oka. Aż chętnie zobaczyłbym ekranizację tego komiksu, w stopniu jeden do jednego, może z rozwinięciem niektórych wątków. Z pewnością wypadłby o niebo lepiej, niż obecne kinowe produkcje filmowe tej marki. Sama postać Vadera, jeszcze nie jest do końca ukształtowana. Nadal w głębi jego duszy siedzi osoba Anakina Skywalkera, ale ma niewiele do powiedzenia. Mroczny Lord się rodzi i każdy kto stanie na jego drodze musi umrzeć. Nie obowiązuje go żaden kodeks moralny, etyczny czy poczucie winy. To monstrum bez sumienia, które jest bardziej przerażające od swego mistrza, choć całkowicie mu oddane. Palpatine jest potężny, ale poziomem nienawiści, bezduszności i zła, nie dorównuje tutaj swemu uczniowi. Tak. To jest obraz Dartha Vadera, na jaki zawsze czekałem w kinie. Bezduszna, wyrachowana maszyna do zabijania, która jednocześnie ma własny rozum. Mordercza mieszanka. Może kiedyś doczekam się takiego filmu, z tą postacią w roli głównej. Mieliśmy kilka świetnych scen w "Rogue 1", ale to stanowczo za mało. Pragnę filmu na takim poziomie jak ten komiks, czy historia Vadera za czasów gdy poznał Doctor Aphrę. Swoją drogą moja ulubioną postać z obecnego kanonu. Na razie to jednak marzenia, bo patrząc po tym co Disney zrobił w "Solo", raczej nie prędko, o ile kiedykolwiek, doczekam takiego dzieła. Na szczęście pozostają komiksy, takie jak ten tu przedstawiony, które skutecznie nadrabiają ekranowe niedoróbki.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 9 3 lata temu
Star Wars: Karmazynowe Imperium 2 - Rada we krwi Randy Stradley
Star Wars: Karmazynowe Imperium 2 - Rada we krwi
Randy Stradley Mike Richardson Paul Gulacy
W przeszłości w uniwersum Gwiezdnych Wojen panował spory nieład. Brakowało spójnej osi czasu łączącej w sposób chronologiczny wydarzenia, powstawało pełno książek i komiksów o alternatywnych wydarzeniach, a wiele postaci, ras czy frakcji nie było dokładnie sprecyzowanych. W efekcie tego dominowały domysły oraz teorie na ten czy iny temat. Podobny los spotkał Gwardię Imperialną, przyboczną straż Imperatora Palpatine, odzianą w charakterystyczne czerwone stroje. Tak naprawdę niewiele było o nich wiadomo, jednak w 1997 roku Mike Richardson i Randy Stradley podjęli się zadania opisania tej frakcji. Tak powstało Karmazynowe Imperium, które zostało przyjęte bardzo ciepło. Po sukcesie serii, która zakończyła się w 1998, jesienią tego samego roku scenarzyści wraz z rysownikiem Paulem Gulacy, który stworzył rysunki również do pierwszej serii, przedstawili Karmazynowe Imperium II: Rada we krwi. Obecnie wydawnictwo Egmont wznowiło wydanie obu tych albumów, z tego względu, że jakiś czas temu powstała trzecia część Karmazynowego Imperium. Komiksy trafiły do działu "Legend" gdyż obecnie Disney dzierżący prawa do marki Star Wars, wrzucił tam wszystko poza główną serią filmową i komiksami z nią związanymi. W moim odczuciu był to dobry ruch z ich strony, ale jeszcze lepszy w przypadku Egmontu, gdyż przypomniał nam dlaczego warto było poznać przygody Kira Kanosa. Opisana tu przygoda jest kontynuacją wydarzeń z poprzedniego tomu, choć jego znajomość nie jest potrzebna do pełni szczęścia. Skrót tego co miało miejsce wcześniej dostajemy na wstępie w formie dobrze znanej nam z filmów osadzonych w tym uniwersum. Kir Kanos, ostatni ocalały członek Gwardii Imperialnej, po śmierci Palpatina postanawia zemścić się na wszystkich, którzy przyczynili się do zdrady Imperatora. Z tego powodu Rada Imperium wyznacza za jego głowę nagrodę, jednak jeszcze tego samego dnia, jeden z radnych ginie w zamachu. Tymczasem szef piratów Grappa Hutt ma swoje własne plany co do obecnej sytuacji w sprawie słabnącego Imperium. Gdy zgłasza się do niego nowy najemnik imieniem Kenix Kil, postanawia wykorzystać sytuację aby umocnić się na lokalnym rynku wymiany surowców i informacji. Opowieść jest porządnym kryminałem politycznym, gdzie dwie strony zażarcie rywalizują z sobą o schedę po niestabilnym Imperium. Rada tymczasowa ma tutaj nielichy problem. Kolejne światy przyłączają się do Nowej Republiki, brakuje im stanowczego wodza, Kanos szaleje i wyżyna, jak zakładają, kolejnych członków rady, a na domiar złego mają na karku jeszcze piratów i kłopotliwą córkę Barona D'asty, człowieka sędziwego jednak nadal bardzo wpływowego. Są zatem ostrzeliwani ze wszystkich stron, zatem postanawiają posadzić na tronie marionetkę w postaci Xandela Carivusa. Człowieka mało znaczącego, na którego łatwo wpłynąć i zdaje się być niegroźny. Jednak i tutaj czeka ich niespodzianka, o czym czytelnicy dowiadują się bardzo szybko, przy czym nie wszystko jest takie oczywiste jakby się mogło wydawać. Najwięcej dzieje się jednak na dworze Grappy Hutta. To tam ma miejsce znaczna część akcji oraz właśnie w otoczeniu "wielkiego robala" spotkamy główne postacie tej przygody czyli Kira Kanosa i Mirith Sinn. Dawni wrogowie obecnie będą zmuszeni do zawiązania sojuszu. Klasyczny obrazek, jednak tutaj zrobiony umiejętnie i w kilku miejscach potrafiący zaskoczyć. Do tego solidnie oraz, co ważniejsze, przyjemnie. Sam Kir Kanos jest postacią naprawdę ciekawą, przykuwający uwagę czytelnika, choć jednocześnie łatwo go rozszyfrować. Dużo trudniej natomiast odczytać zamiary Mirith Sinn, co w tym wypadku jest świetnym zagraniem bo uzupełnia ona swego "partnera" z planu. Co do stylu to po pierwsze należy bardzo pochwalić prace Dave'a Dormana odpowiedzialnego za okładki do tej serii. W albumie zamieszczono prace do wszystkich zeszytów na jakie składa się Rada we krwi i najciekawszą z nich wybrano jako okładkę główną albumu. Aż się prosi aby tak wyglądał cały komiks. Z drugiej strony nie można odbierać zasług Paulowi Gulacy, gdyż jego prace są naprawdę dobre i świetnie oddają klimat uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jedyne co mi osobiście miejscami przeszkadzało to twarze ludzkich postaci. Były jakieś takie sztywne. Jakby pozbawione wyrazu czy emocji, co stało w konflikcie z ich kwestiami czy sytuacją w jakiej się znaleźli. Jednak z mojej strony byłby to jedyny zarzut, a jak wiadomo w estetyce sporo robi prywatny gust odbiorcy. Rada we krwi to świetna kontynuacja Karmazynowego Imperium co zawdzięcza głównie świetnie napisanemu scenariuszowi. Tom ten zamyka poniekąd niemal wszystkie sprawy Kanosa, choć daje pole na ewentualną kontynuację. Ta powstała i zapoznamy się z nią w listopadzie tego roku, jak informuje nas o tym komiks w posłowiu. Sięgając po ten album miałem troszkę wątpliwości czy uda się interesująco pociągnąć fabułę, ale na szczęście moje troski okazały się bardzo na wyrost. Co prawda warto znać pierwszą część serii, jednak nie jest to konieczne. Zatem zachęcam gorąco do sięgnięcia po ten komiks, szczególnie jeśli ktoś lubi wartką akcję.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 7 3 lata temu
Star Wars Komiks: Tom 2: Doctor Aphra: Gigantyczny zysk Kieron Gillen
Star Wars Komiks: Tom 2: Doctor Aphra: Gigantyczny zysk
Kieron Gillen Chris Eliopoulos Will Sliney Kev Walker Jordie Bellaire Marc Laming
„Doctor Aphra: Gigantyczny zysk” to tom, który pokazuje, dlaczego Doctor Aphra należy do najbardziej oryginalnych i nieprzewidywalnych postaci w uniwersum Star Wars. Kieron Gillen tworzy historię pełną zuchwałych planów, czarnego humoru i moralnej ambiwalencji, daleko odbiegającą od klasycznego podziału na dobro i zło. Bohaterka archeolożka, oszustka i oportunistka działa zawsze dla własnej korzyści. Nie ma w niej heroizmu znanego z Rebelii ani sztywnej lojalności charakterystycznej dla Imperium. Jej świat to szara strefa, w której liczy się zysk, inteligencja oraz odrobina szczęścia. Fabuła opiera się na ryzykownej próbie zdobycia i sprzedania artefaktu o ogromnej wartości. Każdy krok Aphry przyciąga nie tylko potencjalnych kupców, ale też śmiertelnie niebezpiecznych przeciwników. Narracja Gillena jest szybka i błyskotliwa. Dialogi pełne są ironii, a sytuacje graniczą z absurdem w pozytywnym sensie. Komiks utrzymuje równowagę między akcją a charakterystyką postaci: Aphra ma wady, ale są one tak ludzkie, że czytelnik kibicuje jej, nawet wiedząc, że działa kosztem innych. Rysunki (w tym prace Chrisa Eliopoulosa) świetnie oddają ton opowieści — lekko przesadzony, dynamiczny, momentami wręcz kreskówkowy, ale zawsze stylowy. Świat przedstawiony jest barwny, jednak nieprzesadzony: galaktyka Star Wars pozostaje tu miejscem pełnym ryzyka i nieczystości moralnej. To tom, który wyróżnia się na tle innych komiksów z serii, bo nie próbuje być patetyczny. Zamiast tego proponuje historię o wolności wolności wyboru, błędów i konsekwencji.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Star Wars Komiks 3/2016: - Luke, Leia, Han, Chewbacca i walka na księżycu Jason Aaron
Star Wars Komiks 3/2016: - Luke, Leia, Han, Chewbacca i walka na księżycu
Jason Aaron Stuart Immonen Simone Bianchi
Powrót do głównej serii z nowego kanonu. Luke Skywalker w poszukiwaniu świątyni jedi trafia na księżyc Nar Shaddaa, gdzie musi zmierzyć się z miejscowymi gangsterami. W tym czasie reszta bohaterów kontynuuje dramatyczną ucieczką przed Imperium… Wątek Luke’a na Naar Shaddaa bardzo przypomina sceny z pałacu Jabby z filmu „Powrót jedi” – znowu pojawia się Hutt gangster, a bohater musi niczym gladiator walczyć z potwornym „pupilkiem” antagonisty. Na plus bardzo interesująca postać nowego „nauczyciela” Luke’a – twardy, pokazuje, że sama moc to nie wszystko. Mam nadzieję, że ten bohater jeszcze powróci i zostanie w jakiś sposób rozbudowana jego przeszłość. Kolejną zaletą jest też tutaj wykorzystanie pewnych wynalazków z prequeli – miło było zobaczyć Luke’a w starciu z tym samym zagrożeniem, z którym poprzedni jedi musieli sobie radzić. Jeżeli chodzi o przygody Hana i reszty, to tajemnica z końcówki pierwszego numeru poszła w najbardziej schematycznym kierunku, jakiego można się był spodziewać – w sumie teraz, aż mi głupio, że tak się lekko podekscytowałem tym pomysłem. Podobał mi się za to występ pewnego łowcy nagród, który w poprzednim kanonie był przedstawiany często jako chłopiec do bicia – tutaj mamy bardzo fajne starcie z Chewbaccą. Za sferę graficzną odpowiada tym razem Stuart Immonen, chyba najbardziej znany z zastąpienia Marka Bagleya w serii „Ultimate Spider-man”. Swego czasu, przy okazji lektury jednego z numerów polskiego wydania „Supermana”, strasznie krytykowałem kreskę Immonena. Tutaj widać, że artysta bardzo się rozwinął – jest szczegółowo, dynamicznie i efektownie. Podobnie jak to było w przypadku Cassidy’ego, tutaj również świetnie udało się oddać wizerunki aktorów. Warto wspomnieć, że w magazynie pojawia się również retrospekcja rysowana przez Simone Bianchi. Historia dotyczy pobytu Obi-Wana Kenobiego na Tatooine po wydarzeniach z „Zemsty Sithów”. Fabularnie jest całkiem sprawnie i bardzo spodobało mi się jak przedstawiono tu głównego bohatera – potężny wojownik, który jednak często musi rezygnować z pomocy innym by nie ściągnąć jeszcze większego niebezpieczeństwa w postaci Imperium. Na dodatek retrospekcja ta świetnie komponuje się z główną historią – jest to fragment dziennika czytany przez Luke’a w drodze na Nar Shaddaa. Trochę gorzej jest jeżeli chodzi rysunki – specyficzne cieniowanie sprawia, że postacie są niezamierzenie zdeformowane. Podsumowując, numer trochę gorszy niż pierwsza odsłona – głównie ze względu na tanią zagrywkę fabularną w wątku Hana, powtórzenie elementów znanych z „Powrotu jedi” czy rysunki Simone Bianchi. Jest to jednak w dalszym ciągu zeszyt wart uwagi.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 7 9 lat temu

Cytaty z książki Darth Vader i dziewiąty zamachowiec

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Darth Vader i dziewiąty zamachowiec