Ameryka

Okładka książki Ameryka
Franz Kafka Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
307 str. 5 godz. 7 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Amerika
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1967-01-01
Data 1. wydania:
1992-01-01
Liczba stron:
307
Czas czytania
5 godz. 7 min.
Język:
polski
ISBN:
9788306031409
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ameryka w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ameryka

Średnia ocen
7,2 / 10
401 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
451
270

Na półkach: ,

"Ameryka" – najlepsza na początek przygody z Kafką.

Z twórczością Franza Kafki jest jak z wejściem do labiryntu: większość czytelników zaczyna od najciemniejszych korytarzy – najczęściej "Procesu" – i dopiero po chwili odkrywa, że brakuje im mapy, latarki i zrozumienia, że ten labirynt rządzi się zupełnie innymi prawami niż z pozoru znany świat. A jednak Kafka zostawił wejście dla tych, którzy dopiero wyruszają w tę przygodę. Nazywa się "Ameryka".

Oczywiście nie jest tak, że autor świadomie przygotował furtkę dla czytelników — po prostu "Ameryka" była najprawdopodobniej pierwszym z jego ważniejszych utworów, pisanym jeszcze wtedy, gdy styl Kafki nie przybrał swego późniejszego, niepodrabialnego kształtu.

Karl Rossmann, młody Europejczyk zesłany za ocean po rodzinnym skandalu, przybywa do Ameryki i przeżywa różne — nazwijmy to — przygody. To, co później w "Procesie" i "Zamku" przekształci się w monumentalne konstrukcje absurdu i bezradności, w "Ameryce" pojawia się jeszcze w formie rozpoznawalnych scen. Portier, który zamiast wskazywać drogę, odbiera poczucie godności. Wuj, który obiecuje bezpieczeństwo, lecz traktuje je jak kontrakt. Dwójka pasożytów — Robinson i Delamarche — podszywających się pod przyjaźń. I groteskowa Brunelda, która nie tyle kocha, ile wchłania — osłabiając bohatera do tego stopnia, że przestaje być zdolny do stawiania granic.
To tutaj rodzi się kafkowski mechanizm utraty siebie. Karl nie zostaje pokonany; on zostaje rozmontowany — najpierw społecznie, potem psychicznie, wreszcie fizycznie. A jednak "Ameryka" pozostaje książką zaskakująco przystępną. Jest w niej jeszcze ta przygoda, ruch, światło, napięcie fabularne. Kafka pokazuje swoje narzędzia, zanim zamknie je w hermetycznych strukturach późniejszych dzieł. Dzięki temu czytelnik nie tonie — uczy się pływać.
Teatr z Oklahomy, pojawiający się na końcu powieści niczym ostatnia obietnica, jest niesamowicie ważny dla złapania Kafki. Wielki, rzekomo otwarty dla wszystkich, bez granic i bez wymagań — wygląda jak brama zbawienia. Ale czytelnik, który przebył drogę Karla, widzi już coś więcej: rozumie, że świat, który obiecuje każdemu rolę, w istocie (chyba) odbiera możliwość bycia sobą. Ponieważ powieść jest niedokończona, nie wiemy, dokąd naprawdę prowadzi ten wątek — lecz przeczuwamy, że to nie scena triumfu, lecz raczej moment ostatecznego wchłonięcia. Nie przemocą, lecz obietnicą.
Zatem "Ameryka" jest najlepszym początkiem przygody z Kafką. Nie odbiera złudzeń zbyt gwałtownie, nie rzuca nas od razu w metafizyczny mrok — pozwala za to zrozumieć, jak działa świat, w którym nadzieja jest czasem najdoskonalszą formą pułapki. Kto zacznie od tej powieści, nie wejdzie do Kafki przez ścianę, lecz przez drzwi — i gdy potem trafi na "Proces" czy "Zamek", już nie zapyta „co się tutaj dzieje?”, lecz: „jak to możliwe, że to dzieje się tak naturalnie?"

"Ameryka" – najlepsza na początek przygody z Kafką.

Z twórczością Franza Kafki jest jak z wejściem do labiryntu: większość czytelników zaczyna od najciemniejszych korytarzy – najczęściej "Procesu" – i dopiero po chwili odkrywa, że brakuje im mapy, latarki i zrozumienia, że ten labirynt rządzi się zupełnie innymi prawami niż z pozoru znany świat. A jednak Kafka zostawił...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

839 użytkowników ma tytuł Ameryka na półkach głównych
  • 526
  • 299
  • 14
154 użytkowników ma tytuł Ameryka na półkach dodatkowych
  • 115
  • 15
  • 5
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki Ameryka

Inne książki autora

Franz Kafka
Franz Kafka
Niemieckojęzyczny pisarz pochodzenia żydowskiego, przez całe życie związany z Pragą. W swoich powieściach stworzył model sytuacji zwanej sytuacją kafkowską i określanej w języku niemieckim za pomocą przymiotnika „kafkaesk”, którego istotą jest konflikt zniewolonej jednostki z anonimową, nadrzędną wobec niej instancją. Deformacja groteskowa, niejednoznaczne, paraboliczne obrazy oraz poczucie zagrożenia i niepewności składają się na panoramę literackiego świata Kafki. Kafka urodził się w Pradze należącej wówczas do monarchii austro-węgierskiej. Był synem Hermanna Kafki (1852-1931) i Julii Kafki, z domu Löwy (1856-1934). Pochodzący z prowincji ojciec prowadził sklep galanteryjny. Matka wywodziła się z bogatej rodziny osiadłej w Podiebradach. Oprócz dwóch braci, Georga i Heinricha, którzy zmarli niedługo po narodzinach, Franz Kafka miał jeszcze trzy siostry: Gabrielę znaną jako „Elli” (1889-1942), Walerię – „Valli” (1890-1942) i Ottilię – „Ottla” (1892-1943). Gabriela i Waleria wraz z rodzinami zostały wywiezione w październiku 1941 do łódzkiego getta (wówczas Litzmannstadt), skąd zostały wywiezione we wrześniu 1942 do ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem (Kulmhof am Nehr) i tam zginęły. Jego językiem ojczystym był niemiecki, którym w Pradze posługiwało się w tamtym okresie 10% ludności. Kafkowie byli Żydami, jednakże Franz Kafka, jak i zresztą pozostali członkowie rodziny, mówił i pisał prawie wyłącznie po niemiecku. Znał również bardzo dobrze język czeski, a języka hebrajskiego zaczął się uczyć dopiero pod koniec życia. Studiował Niemieckim Uniwersytecie w Pradze. Po dwutygodniowej przygodzie z chemią Kafka postanowił studiować prawo. Pomimo to potrafił wygospodarować czas, by przez semestr uczęszczać na wykłady z historii kultury i germanistyki. W międzyczasie odbył kilka podróży i chwilowo zastanawiał się nad studiami germanistycznymi w Monachium. Porzucił jednak ten zamysł, kontynuując studia prawnicze w Pradze. W 1906 r. został wypromowany na doktora nauk prawnych, po czym odbył staż w sądzie ziemskim i karnym. W 1902 poznał swojego najlepszego przyjaciela, dobrze wówczas znanego w praskim środowisku literackim pisarza, Maxa Broda. Wokół Maxa Broda istniała grupa kilku zaprzyjaźnionych pisarzy, których wspólnym mianownikiem było żydowskie i jednocześnie praskie pochodzenie. Oprócz Kafki, do kręgu tego należeli też Felix Weltsch i Oskar Baum. Od 1908 do 1922 Kafka pracował w Zakładzie Ubezpieczeń Robotników od Wypadków Królestwa Czeskiego w Pradze, instytucji będącej kombinacją zakładu ubezpieczeń społecznych i inspekcji pracy. W ramach swoich obowiązków służbowych Kafka podróżował często po całych Czechach nadzorując warunki pracy w dziesiątkach zakładów przemysłowych. Wbrew temu, co sam pisał w swoich dziennikach, analiza opisów jego dokonań zawodowych robiona przez przełożonych wskazuje na to, że był on cenionym i sumiennym pracownikiem. Wskazuje też na to jego częste awansowanie. W momencie gdy musiał zrezygnować z pracy, piastował dobrze opłacane stanowisko nadinspektora. Kafka, wbrew rozpowszechnionym stereotypom, był dość znany w środowisku praskich, niemieckojęzycznych głównie pochodzenia żydowskiego, elit intelektualnych. Był stałym członkiem kilku praskich salonów literackich, gdzie czytywał swoje opowiadania i uczestniczył w dyskusjach. Publikował w „Prager Tagblatt” i później w „Berliner Tageblatt” recenzje sztuk teatralnych i dzieł literackich. W 1909 zostały wydane jego pierwsze szkice prozy w monachijskim czasopiśmie literackim „Hyperion”. Jego pierwszy zbiór opowiadań i fragmentów prozy został wydany w 1913 pod tytułem Betrachtung. Wtedy też powstał Palacz, pierwszy rozdział niedokończonej powieści Ameryka. Kilka zbiorów opowiadań ukazało się w wydawnictwie Wolff-Verlag z Lipska, w nakładach nie przekraczających 1000 egzemplarzy, do których druku doszło głównie dzięki przyjaźni Maxa Broda z właścicielem wydawnictwa, Kurtem Wolffem. Mimo pochlebnych recenzji tych zbiorów, m.in. przez Roberta Musila, sprzedawały się one bardzo słabo. Do popularyzacji dzieł Kafki w znacznej mierze przyczynił się najbliższy przyjaciel Max Brod, który zdołał wylansować twórczość Kafki w latach 40 i 50. na fali powojennej popularności egzystencjalizmu. Pośmiertnie wydał on trzy niedokończone powieści (Ameryka, Proces i Zamek) oraz liczne opowiadania i miniatury, pomimo że Kafka kazał mu spalić wszystkie teksty po swojej śmierci. Max Brod wydał także Dzienniki Kafki, które ten pisał systematycznie od 1910 roku, oraz listy do siebie, Felice Bauer i kilku innych osób. Dzieła Kafki odzwierciedlają niestabilny stan duchowy wielu ludzi na początku XX wieku. Utworów Kafki nie należy interpretować jako krytyki nadmiernie rozbudowanej i niezrozumiałej w swoich decyzjach machiny biurokratycznej, która straciła rację bytu, słuszniej jest potraktować je jako szeroko pojęte i wieloaspektowe przesłania o wymiarze egzystencjalnym. Trudno przyporządkować dzieła Kafki do któregoś z prądów literackich, chociaż część badaczy jest skłonna zaliczyć twórczość Kafki do nurtu ekspresjonistycznego, co jednak nie wszystkim badaczom literatury wydaje się trafne. Wielu badaczy i teoretyków Kafki, uważa go za prekursora literatury nurtu egzystencjalizmu. Kafka wprowadził do literatury, w miejsce tradycyjnej opisowości, liczne niedomówienia, korzystał z niejasnych, parabolicznych obrazów. Jego styl charakteryzowała maksymalna prostota, pozbawiona wszelkich ozdobników. Nawet najbardziej skrajne, nieprawdopodobne sytuacje, takie jak opis działania maszyny tortur w opowiadaniu Kolonia karna, czy też opis wykonania egzekucji w powieści Proces są opisane w chłodny, precyzyjny i beznamiętny sposób. Kafka przedstawia w swoich dziełach najczęściej człowieka wyobcowanego, którego związki z innymi ludźmi uległy znacznemu zniszczeniu. Bohater kafkowski walczy samotnie z niezrozumiałymi strukturami rządzącymi światem. Mimo buntu i starań nie jest w stanie zmienić swego położenia, a walka kończy się klęską. Uwikłania bohatera w grozę istnienia mają na tyle niejasną strukturę, że możliwa jest bardzo różna interpretacja symboliki i sekwencji wydarzeń jakim ten bohater jest poddany. Samotność jest głównym z wielkich tematów kafkowskich – bohater walczy i przegrywa zawsze sam. Strach, koszmary, rozdwojenia jaźni i kompleksy to inne z niszczycielskich i symbolicznych elementów. Oddają one dobrze atmosferę dzieł, w których wyobcowani i samotni bohaterowie bezustannie poszukują – jak można sądzić – bezpieczeństwa i pewności, czego nigdy nie będzie im dane doświadczyć.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zamek Franz Kafka
Zamek
Franz Kafka
„Zamek” Franza Kafki to wyjątkowo specyficzna lektura — wybitnie ambitna i, być może, pisana przez autora dla samego siebie. Można ją jednak próbować odczytać jako rozwinięcie pesymistycznej wizji „Procesu”, ale jednocześnie z wyraźnym przestawieniem akcentów: zamiast historii o wyroku, który wydaje system, dostajemy historię o tym, że system nie daje żadnej odpowiedzi. W obu powieściach Kafka opisuje w istocie ten sam konflikt — CZŁOWIEK KONTRA SYSTEM. O ile w „Procesie” Józef K. zostaje nagle aresztowany i zmuszony do obrony wobec systemu, który działa bez wyjaśnień, o tyle w „Zamku” sytuacja odwraca się zasadniczo. K. przybywa do wsi dobrowolnie, przedstawiając się jako geometra wezwany przez władze. Nie jest ścigany — sam staje się petentem. To przesunięcie zmienia wszystko. Józef K. walczy o uniewinnienie, K. walczy o uznanie. Tamten próbuje uniknąć wyroku, ten – uzyskać potwierdzenie, że w ogóle ma prawo istnieć w obrębie systemu. Jednak właśnie ta aktywna postawa ujawnia głębszy poziom absurdu. Im bardziej K. stara się zalegalizować swój byt, tym wyraźniej okazuje się kimś zbędnym — „ponadliczbowym”, kimś, kto wszędzie przeszkadza, choć nigdzie formalnie nie został odrzucony. W „Procesie” system jest agresywny, osaczający, niemal namacalny. W „Zamku” przeciwnie — pozostaje cichy, rozproszony, nieuchwytny. Nie atakuje, lecz nie odpowiada. Jego przedstawiciele mówią dużo, ale nie rozstrzygają niczego. Nawet momenty pozornej bliskości kończą się fiaskiem: najbardziej wymowna jest nocna rozmowa z Bürglem, podczas której urzędnik mimochodem odsłania mechanizm działania systemu i wskazuje K. możliwą w nim lukę. K. jednak, wyczerpany, zasypia w chwili, która mogłaby stać się przełomem. Szansa istnieje, lecz nie zostaje wykorzystana — i natychmiast znika. Pesymizm „Zamku” jest więc innego rodzaju niż w „Procesie”. Nie polega na nieuchronności wyroku, lecz na jego nieobecności. Bohater nie zostaje skazany — zostaje zawieszony. To zawieszenie znajduje wyraz także w formie utworu: powieść pozostaje niedokończona, co nie jest tylko faktem biograficznym, lecz znaczącym gestem. Być może Kafka celowo nadał „Zamkowi” formę bardziej rozwlekłą, momentami wręcz bardzo nużącą, aby czytelnik sam doświadczył tego stanu przeciągającego się oczekiwania i bezowocnego krążenia wokół nierozwiązywalnej sprawy — doświadczenia, które w „Procesie”, jako powieści bardziej zwartej i skondensowanej, jest znacznie mniej odczuwalne. Łatwo napisać w recenzji, że „Zamek” można odczytać — znacznie trudniej rzeczywiście przez niego przejść: lektura zajęła mi sporo czasu, czytałem ją powoli, po kilka–kilkanaście stron dziennie, z przerwami. W praktyce dopiero obejrzenie spektaklu Teatru Telewizji z 1989 roku w reżyserii Marka Grzesińskiego pomogło mi uporządkować i utrwalić w głowie przebieg powieści — mimo że inscenizacja wprowadza pewne zmiany. Brak zakończenia utworu (celowo lub przypadkiem) staje się częścią jego sensu — K. nie dochodzi do żadnego punktu, bo taki punkt nie istnieje. W obu utworach człowiek ponosi klęskę w starciu z systemem, ale jej charakter jest odmienny. Józef K. ginie gwałtownie, „jak pies”, natomiast K. z „Zamku” nie ginie — jego porażka polega na czymś bardziej rozciągniętym i trudniejszym do uchwycenia: na nieskończonym trwaniu w stanie oczekiwania, które nigdy nie prowadzi do rozstrzygnięcia.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na 9 4 dni temu
Głód Knut Hamsun
Głód
Knut Hamsun
pomiędzy fizycznym głodem a człowieczeństwem - o upodleniu człowieka w Kristianii, o irracjonalnej potencjalności ludzkiej psychiki... prekursor modernistycznej powieści psychologicznej XX wieku - pierwsza nowoczesna powieść norweska (strumień świadomości, monolog wewnętrzny, narracja subiektywna, fragmentaryczna, antyrealistyczna)... pisarz był szczególnie hołubiony w weimarskich Niemczech (tematy ziemskie - Nagroda Nobla w roku 1920 za „Markens Grøde” [„Błogosławieństwo ziemi”]) - Goebbels wspomina w swoich dziennikach (rok 1923) o swoim uwielbieniu do Hamsuna... filozofowie szkoły frankfurckiej pisali przed wojną o misinterpretacji literatury Hamsuna (podobnie jak Dostojewskiego czy Nietzschego), która została wykorzystana przez propagandę narodowosocjalistyczną dla własnych celów - oczywiście zdobycie władzy, władzy absolutnej... po II wojnie światowej dzieła Hamsuna były bojkotowane społecznie w Norwegii z powodu jego jawnego poparcia dla Hitlera i kolaboracyjnego rządu Quislinga - Norwegowie palili jego książki, wyrzucali je z bibliotek i domów... *** znakomita ekranizacja książki z niesamowitą ścieżką muzyczno-sonoryczną Krzysztofa Komedy Sult (1966), reż. Henning Carlsen https://letterboxd.com/film/hunger-1966/ film znajduje się eg. na listach: - Danish Culture Canon, - National Cinematic Heritage, Memory of the World. uważany za pierwszy duński film, który zyskał poważne międzynarodowe zainteresowanie, od czasów kina Carl'a Theodor'a Dreyer'a...
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na 8 11 dni temu
Wściekłość i wrzask William Faulkner
Wściekłość i wrzask
William Faulkner
William Faulkner w powieści „Wściekłość i wrzask”, przekroczył granice nie tylko literackiej formy, ale i psychicznej wytrzymałości czytelnika. To powieść, która nie tyle opowiada historię, co rozbija ją na części pierwsze, na atomy percepcji, i każe odbiorcy poskładać je od nowa – jeśli tylko starczy mu odwagi. W świecie literatury XX wieku to dzieło osobne, radykalne, w swej konstrukcji niemal bezkompromisowe, a jednocześnie olśniewające w głębi psychologicznej i moralnej. To książka, która wywraca wszystko do góry nogami, ale nie po to, by zburzyć – lecz by przebudować. Faulkner, z całą bezwzględnością i liryzmem, konstruuje portret rozpadającej się rodziny Compsonów – starego rodu Południa, który przeżarty od środka przez własne namiętności, obsesje i niespełnienia, staje się symbolem upadku wartości, tradycji i tożsamości. A jednak Faulkner nie opowiada tej historii w sposób linearny, ani nawet klasycznie psychologiczny – sięga po technikę strumienia świadomości, po fragmentaryczność i polifoniczność narracji, co sprawia, że lektura tej powieści staje się doświadczeniem – czasem bolesnym, czasem hipnotyzującym, ale nigdy obojętnym. Najbardziej radykalna i zarazem poruszająca część książki to pierwsza część – opowiedziana z perspektywy Bena, upośledzonego członka rodziny. Jego świadomość, pozbawiona logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego, funkcjonuje na zasadzie impulsów, obrazów, zapachów, skojarzeń. To język czysty i chaotyczny zarazem, jak sen bez snu, przefiltrowany przez umysł pozbawiony zdolności analizy, a jednocześnie niepokojąco ludzki. Faulkner dokonuje tu literackiego eksperymentu, który nie tylko udaje się formalnie, ale przede wszystkim – emocjonalnie. Benjy nie jest narratorem w klasycznym rozumieniu, ale jego spojrzenie staje się lustrem – zdeformowanym, ale prawdziwym – w którym odbija się tragizm całej rodziny. Druga część – głos Quentina – to jedno z najbardziej wstrząsających studiów psychiki w literaturze. Quentin to inteligent, obsesyjnie rozdarty między powinnością a pragnieniem, między tradycją Południa a jego moralnym bankructwem, między miłością do siostry Caddy a niemożnością pogodzenia się z jej seksualnością. Jego narracja to monolog wewnętrzny, pękający od napięć, erudycyjny i neurotyczny zarazem. Czas – motyw obsesyjnie obecny w jego rozdziale – nie jest tu jedynie miernikiem upływu chwil, lecz staje się symbolem niemożności zatrzymania tego, co nieuchronne. Quentin nie potrafi żyć w teraźniejszości; jego istnienie to próba zatrzymania przeszłości, która rozpada się w dłoniach jak kurz. Jego samobójstwo – zapowiedziane już na początku – nie jest klęską, lecz logiczną konsekwencją rozkładu świata, który stracił spójność. Trzecia część – głos Jasona – to gwałtowny kontrast wobec wcześniejszych. Tu Faulkner opuszcza rejony metafizyczne, by oddać głos pragmatykowi, człowiekowi zawistnemu, cynicznemu, ale jakże potrzebnemu w tym chórze rozpaczy. Jason to typ, który mógłby dziś pracować w korporacji, z pogardą patrzeć na humanistów, i z kalkulatorem w ręku liczyć, ile emocji może sobie jeszcze pozwolić. Jego sposób mówienia – prosty, ostry, pozbawiony ornamentyki – stanowi brutalną kontrę do wcześniejszych narracji. Ale i w nim widać pęknięcie – nieco bardziej zakamuflowane, ale przez to może nawet bardziej przerażające. Jason nie czeka na zbawienie, nie wierzy w odkupienie – jego świat to świat przegranych transakcji, w których sentymenty są luksusem, na który nie może sobie pozwolić. Ostatnia część, trzecioosobowa, niejako porządkuje cały chaos – ale tylko pozornie. Przypomina, że mimo wszystko istnieje porządek, choćby mechaniczny, zewnętrzny, niezależny od ludzkiej woli. Ale ten porządek nie przynosi ukojenia. Wręcz przeciwnie – potęguje wrażenie tragicznego determinizmu. Faulkner, snując tę końcową narrację, nie tyle zamyka historię, co zostawia ją otwartą, jak ranę, która nie przestaje krwawić. Trudno przecenić artystyczną śmiałość Faulknera. „Wściekłość i wrzask” to powieść, która wymaga od czytelnika nie tylko cierpliwości, ale i odwagi – odwagi zanurzenia się w chaos, w bezradność języka, w ból świadomości. To nie jest książka, którą się czyta – to książka, którą się przeżywa. I choć może na początku budzić frustrację, choć wymyka się konwencjom, choć nie daje prostych odpowiedzi – z każdą kolejną stroną otwiera przestrzeń, w której literatura dotyka tego, co najbardziej ludzkie: cierpienia, miłości, wstydu, żalu, nadziei, śmierci. Nie sposób nie docenić kunsztu językowego Faulknera. Jego zdania, choć często pozbawione interpunkcji, rozciągnięte do granic możliwości, posiadają własną muzykę, rytm, który pulsuje napięciem. Słowa w jego prozie żyją – nie jako narzędzia komunikacji, lecz jako ślady świadomości, echa wewnętrznych zmagań. Faulkner pisze nie po to, by opowiadać historię, ale by oddać stan ducha – a może raczej: stan rozkładu duszy. I czyni to z maestrią, która onieśmiela. „Wściekłość i wrzask” to również powieść o czasie – nie tylko jako kategorii filozoficznej, ale jako źródle traumy. Czas w tej książce nie płynie, lecz zapętla się, zaciera granice między przeszłością a teraźniejszością. Każdy z narratorów tkwi w swoim własnym czasie, w swojej własnej wersji rzeczywistości. Nie ma tu jednej, obiektywnej prawdy – są tylko głosy, narracje, przeżycia. I właśnie to sprawia, że powieść Faulknera jest tak przejmująca. Bo pokazuje, że każda historia to suma subiektywnych cierpień. Postać Caddy – choć nigdy nie mówi własnym głosem – jest sercem tej powieści. To wokół niej koncentrują się wszystkie emocje, obsesje i rozpacze pozostałych bohaterów. Caddy staje się figurą utraconej niewinności, niespełnionej miłości, zdradzonego ideału. Jej milczenie jest bardziej wymowne niż tysiące słów. W gruncie rzeczy, to ona – nieobecna, ale wszechobecna – nadaje sens całej opowieści. Nie sposób też pominąć tytułu – zainspirowanego fragmentem „Makbeta” Szekspira: „Życie jest tylko przechodnim cieniem, nędznym aktorem, który przez godzinę się szarogęsi, a potem ginie w nicości; opowieścią idioty, pełną wściekłości i wrzasku, nieznaczącą nic.” To zdanie doskonale oddaje ducha powieści Faulknera – życie jako teatr bez sensu, pełen krzyku, chaosu i emocji, które nie prowadzą donikąd. Ale paradoksalnie – w tym bezsensie Faulkner odnajduje najgłębszą prawdę o człowieku. Faulkner nie pisze dla mas. Jego literatura nie jest łatwa, nie daje pocieszenia. Ale za to daje coś znacznie cenniejszego – wgląd w najciemniejsze zakamarki ludzkiego wnętrza. To literatura dojrzała, bezkompromisowa, prawdziwa. „Wściekłość i wrzask” to nie tylko powieść – to doświadczenie. I choćby z tego powodu zasługuje na najwyższe uznanie. Czytając Faulknera, czujemy, że obcujemy z czymś wielkim – nie w sensie rozgłosu, ale w sensie głęboko egzystencjalnym. To literatura, która boli, ale jednocześnie oczyszcza. Nie daje odpowiedzi, ale stawia pytania, które pozostają z czytelnikiem na długo. To właśnie dlatego – mimo swojej trudności – powieść ta wciąż przyciąga, fascynuje, inspiruje. To literatura, która żyje – nie na papierze, lecz w świadomości czytelnika. I dlatego nie przestanie być aktualna, dopóki człowiek będzie zadawał pytania o sens, o czas, o miłość, o śmierć. Faulkner stworzył dzieło totalne – i być może najuczciwsze w całym XX wieku. Bo zamiast budować iluzję, rozbija ją w proch. I w tym pyle odnajdujemy siebie.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Sanatorium pod klepsydrą. Wydanie ilustrowane Bruno Schulz
Sanatorium pod klepsydrą. Wydanie ilustrowane
Bruno Schulz
Lubię wkraczać w świat Bruno Schulza. Tam nic nie jest dosłowne, a finezja słów tańczy na stronach jego dzieł niczym niekończąca się metafora. Obcowanie z tajemniczym przesłaniem jego tekstów jest czasem trochę mroczne, ale też i kojące. „Sanatorium…” podobnie jak „Sklepy cynamonowe” mają tego samego narratora, jednak Józef nie jest już dzieckiem, a dorosłym młodzieńcem poszukującym prawdy o życiu człowieka, przemijaniu i śmierci. W opowiadaniach tych nie znajdziecie konkretnej fabuły, ale sieć powiązanych za sobą wątków, które są dla głównego bohatera powrotem do wspomnieć z dzieciństwa, kiedy najważniejszą dla niego postacią był ojciec. Odwiedza go w Sanatorium pod klepsydrą, gdzie czas płynie inaczej, a śmierć się cofa. Wszystko jednak odbywa się poza rzeczywistym czasem, w którym wydarzenia tak jak ich bohaterowie ulegają ciągłym przemianom, a wszechobecny oniryzm powoduje, że wszelkie granice zacierają się tworząc obraz z pogranicza snu. Schulz za pomocą symboli zastanawia się nad upływem czasu i śmiercią. Wraca myślami do swojego rodzinnego miasteczka Drohobycz, które jawi się jako chaos świata, w centrum którego znajduje się jego dom. Tam zachodzą wszystkie ważne zjawiska, które kształtują bohatera. Mamy płynne przejścia miedzy zdarzeniami, które układają się w jedną układankę dającą odpowiedzi na pytania, których poszukuje. Codzienność urasta do rangi mitu, gdzie zwykłe czynności naznaczone są fantastyką i wytłumaczeniem szerszych zjawisk i procesów. Jak to mówią, w każdym szaleństwie jest metoda. Tak i tutaj Bruno Schulz nadał swej wizji kształt i znaczenie, by pewne prawdy oswoić i zrozumieć sens istnienia tworząc przy tym naprawdę dobrą literaturę.
annaczyta - awatar annaczyta
oceniła na 10 2 miesiące temu
Ulisses James Joyce
Ulisses
James Joyce
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff. Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto. James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora. Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe. Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających: https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
BastradPL - awatar BastradPL
ocenił na 10 25 dni temu

Cytaty z książki Ameryka

Więcej
Franz Kafka Ameryka Zobacz więcej
Franz Kafka Ameryka Zobacz więcej
Franz Kafka Ameryka Zobacz więcej
Więcej