Villa Mirabella

Okładka książki Villa Mirabella autora Peter Pezzelli, 9788308045787
Okładka książki Villa Mirabella
Peter Pezzelli Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2011-03-09
Data 1. wyd. pol.:
2011-03-09
Język:
polski
ISBN:
978-83-08-04578-7
Tłumacz:
Elżbieta Zychowicz
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Villa Mirabella w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Villa Mirabella



książek na półce przeczytane 8235 napisanych opinii 3785

Oceny książki Villa Mirabella

Średnia ocen
6,3 / 10
198 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Villa Mirabella

avatar
646
234

Na półkach:

Jest to opowieść o Jasonie Mirabella, specjalisty od spraw marketingu, który wyjeżdżając do Los Angeles doznaje porażki i postanawia wrócić do domu rodzinnego w Providence. Jego ojciec Gulio przyjmuje go dobrze i zachęca syna by wdrożył się do pracy w rodzinnym pensjonacie. Razem z rodzeństwem próbują doprowadzić pensjonat do dawnej świetności. Nieoczekiwanie Jason poznaje piękną Natalie, ale ciążą na nim dawne kłopoty i aby zacząć nowy związek musi ułożyć swoje sprawy. Bardzo chce dać sobie i dziewczynie szansę. Świetna powieść, wzruszająca, o sile rodzicielskiej miłości i przywiązania do rodzinnego miasteczka.

Jest to opowieść o Jasonie Mirabella, specjalisty od spraw marketingu, który wyjeżdżając do Los Angeles doznaje porażki i postanawia wrócić do domu rodzinnego w Providence. Jego ojciec Gulio przyjmuje go dobrze i zachęca syna by wdrożył się do pracy w rodzinnym pensjonacie. Razem z rodzeństwem próbują doprowadzić pensjonat do dawnej świetności. Nieoczekiwanie Jason poznaje...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
641
597

Na półkach:

Jedna z bardzo przyjemnych i wakacyjnych książek jakie przeczytałem. Pełna ciepła i uroku powieść o tym , że warto w życiu zacząć wszystko od nowa oraz także o powrocie do własnych korzeni. Wspaniała książka.
Polecam

Jedna z bardzo przyjemnych i wakacyjnych książek jakie przeczytałem. Pełna ciepła i uroku powieść o tym , że warto w życiu zacząć wszystko od nowa oraz także o powrocie do własnych korzeni. Wspaniała książka.
Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1924
1923

Na półkach:

Opowieść-schemat. Pozornie.
Ale zanim to zrozumiałam, musiałam poznać do końca historię Jasona. Młodego chłopaka, który po ukończeniu wymaganych szkół, chciał podbić świat wyjeżdżając z rodzinnego miasta do Los Angeles, wierząc, w naiwności niedoświadczonego, bezkrytycznego, młodego człowieka, w jego przychylność, łatwość i w ludzi, którzy powitali go sloganem – "Trzymaj się z nami, stary, a daleko zajedziesz."
I trzymał się, a jakże, ale nie zawsze w zgodzie z sumieniem, bo lubił używać życia. Przypominało ono bufet zastawiony smakołykami. Tylko, że passa oparta na niemoralnych zasadach, nie mogła trwać w nieskończoność.
I nie trwała.
Skończyła się "w jednej chwili pewnego późnego piątkowego popołudnia", w której stracił wszystko to, co zdobył do tej pory. Pracę, dziewczynę, przyjaciół, znajomości, wysoki poziom materialny, pozycję w środowisku zawodowym, marzenia i plany.
Został sam.
Ale niezupełnie. Przypomniał sobie o rodzinie. O ojcu i rodzeństwie. O miejscu, w którym zawsze czuł się bezpiecznie, a z którego wyniesione zasady życia złamał, wpojone normy etyczne podeptał, odziedziczone wartości moralne zapomniał, w pogoni za szybkim sukcesem niosącym spektakularne profity. Nie trudno było mi zgadnąć zakończenie, bo schematy da się przewidzieć. Takich opowieści o powrotach marnotrawnych synów czy córek jest bardzo dużo, z powodzeniem spełniających swoją terapeutyczną rolę wśród czytelników szukających optymistycznych zakończeń, pozwalających nabrać życiowego optymizmu, stawić czoło własnym demonom. Ale ta opowieść zawiera bardzo ważne przesłanie, które nie do końca jest słodkie, a przez to pozwalające na uniknięcie naiwnego i nieskutecznego leczenia bólu życia nowymi planami czy miłością, budowania od nowa szczęścia na zgliszczach starego w myśl zasady: rzucił ciebie mężczyzna – znajdź nowego!, narozrabiałeś w pracy – podejmij nową!, straciłaś przyjaciół – poszukaj sobie innych!
Nic bardziej błędnego!
Ta opowieść podkreśla bardzo ważną myśl, której dopiero spełnienie warunków gwarantuje powodzenie osiągnięcia nowych celów. Po pierwsze szczery żal za popełnione błędy, a po drugie rozliczenie się z przeszłością, zanim wejdzie się w nowe środowisko, nową pracę, nowy związek, a co tak trafnie ujęła poznana przez Jasona, Claudia – "Zanim pozwolimy naszemu uczuciu dalej się rozwijać, musisz znaleźć sposób, by otrząsnąć się ze wszystkiego, co ci się przydarzyło, i pozbyć się bagażu, który, jak sam twierdzisz, dźwigasz bez przerwy."
I w tym miejscu kończy się schemat powieści promujących metodę – klin klinem zabić trzeba, by potem żyć długo i szczęśliwie, a zaczyna się opowieść o ludzkim prawie do błędów, ale i o obowiązku ponoszenia ich konsekwencji, o prawie do ruszania w świat z rodzinnego domu, ale i o pamięci skąd pochodzimy i czyje wartości reprezentujemy, o prawie do przecinania pępowiny, ale i o silnych więzach łączących rodzinę, o budowaniu szczęścia od nowa, ale na solidnych, mocnych, zdrowych fundamentach własnej psychiki. Bo życie jest jak sztuka, przez które "stajesz się bezbronny, a to może być naprawdę bolesne. Ale wiesz, jeśli robisz to dobrze, możesz stworzyć coś autentycznie pięknego. Coś, co przetrwa."
Może warto posłuchać rady Claudii po to, żeby świat wokół nas był jak najmniej kiczowaty, tymczasowy, plastikowy, fastfoodowy, płaski, schematyczny, egoistyczny, a ludzie sztuczni?
Warto?
http://naostrzuksiazki.pl/

Opowieść-schemat. Pozornie.
Ale zanim to zrozumiałam, musiałam poznać do końca historię Jasona. Młodego chłopaka, który po ukończeniu wymaganych szkół, chciał podbić świat wyjeżdżając z rodzinnego miasta do Los Angeles, wierząc, w naiwności niedoświadczonego, bezkrytycznego, młodego człowieka, w jego przychylność, łatwość i w ludzi, którzy powitali go sloganem –...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

445 użytkowników ma tytuł Villa Mirabella na półkach głównych
  • 285
  • 160
78 użytkowników ma tytuł Villa Mirabella na półkach dodatkowych
  • 51
  • 7
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Peter Pezzelli
Peter Pezzelli
Peter Pezzelli urodził się i dorastał w Rhode Island, w Stanach Zjednoczonych, w rodzinie o włoskich korzeniach. Ukończył Wesleyan University. Przygodę z literaturą rozpoczynał, pisząc - jako wolny strzelec - artykuły do prasy lokalnej. Do napisania Domu we Włoszech zainspirowało go wspomnienie włoskiej miejscowości Abruzzo, gdzie znajdowała się rodzinna posiadłość jego babki. Gdy książka zyskała miano bestselleru, Pezzelli postanowił napisać kolejne: Kuchnię Franceski, Każdej niedzieli i Lekcje włoskiego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

W stylu Valentine Adriana Trigiani
W stylu Valentine
Adriana Trigiani
Są momenty, gdy bardzo dużo książek z rzędu u mnie to powieści lekkie. Nie wstydzę się tego. Praca i problemy w życiu bywają momentami tak ciężkie, że czytanie czegoś ambitniejszego, co wymaga ode mnie więcej uwagi jest zbyt trudne. Seria o Valentine Roncalli na taki okres wydawała się idealna, a na dodatek pogoda za oknem nie kusiła, żeby wyjść na spacer. Valentine Roncalli pochodzi z włoskiej rodziny, która od kilku pokoleń żyje w Ameryce, a konkretnie w Nowym Jorku. Poznajemy ją podczas wesela jej najmłodszej siostry Jaclyn. Valentine ma trzydzieści trzy lata i jako jedyna ze swojego rodzeństwa nie ma jeszcze męża i dzieci. Pracuje w warsztacie szewskim swojej babci, gdzie robią ślubne buty na zamówienie. Każda z par butów jest jedyna i niepowtarzalna, bo robiona jest dla konkretnej osoby. Valentine wydaje się, że w końcu znalazła swoje miejsce na ziemi, gdy spada na nią jak grom z jasnego nieba informacja, że zakład jest ogromnie zadłużony i grozi mu sprzedaż. Valentine może stracić nie tylko miejsce pracy, ale również mieszkanie. Kobieta nie chce do tego dopuścić, bo wizja powrotu do zawodu nauczyciela jest dla niej koszmarem. Chce za wszelką cenę uratować biznes, który jej rodzina prowadzi do 1903 roku. Na drodze ma dwie przeszkody: brak pieniędzy na spłatę długi oraz rodzonego brata Alfreda, który ze wszystkich sił chce doprowadzić do sprzedaży nieruchomości, która mieści się w jednej z lepszych części Manhattanu. Czy wyjazd do Włoch, gdzie Valentine będzie się uczyć techniki robienia butów i ich ozdabiania pomoże jej wykorzystać jedyną szansę na uratowanie rodzinnego biznesu? Valentine przez rodzinę uważana jest, jako ta zabawna. Jej brat Alfred określany jest, jako ten perfekcyjny, siostra Tess, jako zaradna a Jaclyn, jako ta piękna. Ojciec stwierdził, że ona, jako jedyna z czwórki jego dzieci musi walczyć o wszystko sama. Nie dostaje od życia nic za darmo. Nawet pożyczkę, której udzielił jej brat (prywatnie) musiała spłacać z pewnym oprocentowaniem. Wyróżnia ją jednak zdeterminowanie. Chce stanąć na głowie, aby ratować zakład. To mi się w niej bardzo podobało. Ogólnie bardzo polubiłam tę postać. Jest wykreowana bardzo naturalnie. Nie jest idealnie piękna, a przeciętnej urody. Nie ma idealnej rodziny – jej rodzina jest typowo włoska, gdy się kłócą to na cały głos. Jak każda dziewczyna z sąsiedztwa Valentine ma swoje problemy miłosne. Kilka lat temu rozstała się ze swoim narzeczonym Bretem, ale dalej utrzymują ze sobą przyjazne kontakty – to właśnie on, a brat, stara się jej pomóc w uratowaniu rodzinnego biznesu. W końcu jednak i do Valentine zaczyna się uśmiechać szczęście w miłości. Przypadkiem poznaje przystojnego włoskiego kucharza Romana, który podobnie jak ona urodził się w Ameryce. Roman prowadzi w Nowym Jorku typową włoską restaurację, która cieszy się dużym powodzeniem. Mężczyzna niestety poświęca jej zbyt dużo czasu, olewając tym samym swoją dziewczynę. Podczas pobytu we Włoszech przechyla się szala goryczy i dla Valentine wszystko inne przestaje mieć znaczenie tylko poznawanie technik robienia butów. Czy przystojny Gianluca zmieni jej życie? I jeśli tak to, w jaki sposób? Adriana Trigiani stworzyła bardzo ciekawych bohaterów, którzy sprawiają, że powieść jest kolorowa i pełna temperamentu. Są bohaterowie, których lubi się od razu, np. mama Mike czy babcia Valentine. Jednak znajdzie się kilka postaci, które należą do tych negatywnych, jak na przykład Alfred. Moim zdaniem jedyny brat naszej głównej bohaterki wstydzi się rodziny, z której pochodzi i pracując na Wall Street oraz zarabiając znaczne pieniądze próbuje to zatuszować. Jego ojciec nigdy nie miał zbyt dużej ilości pieniędzy, ale rodzina, Valentine nigdy nie klepała biedy. Alfred na każdym kroku pokazuje, że on ma pieniądze i on sponsoruje leczenie ojca chorego na raka. Na każdym kroku to wypomina, a siostrom za nic nie pozwala się dołożyć. Nie polubiłam Alfreda. To postać bardzo negatywna i tworząca wokół siebie złą atmosferę. „W stylu Valentine” jest książką bardzo zabawną, ale również lekką – o czym wspomniałam we wstępie tej recenzji. Czytało mi się ją bardzo dobrze, ale niestety szczegółowe opisy zbyt mnie nużyły. Jest ich momentami za dużo. Nie obyło się również bez literówek, których było zdecydowanie za dużo jak na książkę o takiej ilości stron (równe 400). Akcja również nie pędzi jak szalona. Wyjazd do Włoch jest dopiero, gdy jesteśmy w ¾ książki. Muszę przyznać, że to też przyjemna odmiana, bo z reguły zmiany w życiu bohaterów w książkach nadchodzą bardzo szybko, a tu autorka zostawiła to na sam koniec. Ja osobiście wam polecam, jeśli szukacie czegoś na relaks i odrobinę śmiechu w trakcie czytania. Dialogi rodziny Roncalli pozwalają czasem wybuchnąć głośnym śmiechem. Jest to zwariowana książka, ale da się w niej znaleźć proste przesłanie: na miłość nigdy nie jest za późno. Nawet, jeśli jest się osiemdziesięcioletnią wdową. Miłość zawsze odejmuje lat! „Miłość układa się tylko wtedy, kiedy obie strony zaczynają wspólne życie, niczego nie poświęcając. Nikt nie powinien rezygnować z siebie dla drugiej osoby. Ludzie tak robią, ale to ich nie uszczęśliwia na dłuższą metę.”~ Adriana Trigiani, W stylu Valentine, Warszawa 2010, s. 371.
Adrianna__ - awatar Adrianna__
ocenił na76 lat temu
Pensjonat Lois Battle
Pensjonat
Lois Battle
Książka „Pensjonat” autorstwa Lois Battle to pozycja, która z pewnością znajdzie swoje zwolennicy wśród wielbicielek tradycyjnej prozy obyczajowej, jednak dla czytelnika poszukującego literackiego novum czy głębszej analizy psychologicznej może okazać się pozycją nieco zbyt przewidywalną. Choć autorka sprawnie operuje sprawdzonymi schematami, całość sprawia wrażenie literatury bezpiecznej, która nie wychodzi poza ramy gatunku. Ocena tej książki oscyluje wokół solidnej średniej, co czyni ją poprawną, ale nie wybitną. Fabuła opiera się na klasycznym motywie „nowego początku”. Bonnie Miller, po życiowej katastrofie w Atlancie, trafia do małego miasteczka na Głębokim Południu USA. Przemiana luksusowego życia w stolicy stanu na rolę opiekunki pensjonatu w prowincjonalnym miasteczku to motyw eksploatowany w literaturze wielokrotnie. Battle prowadzi tę narrację w sposób rzetelny, ale momentami nazbyt sentymentalny. Czytelnik od pierwszych rozdziałów może bez większego błędu domyślić się, jak potoczą się losy bohaterki oraz jakie relacje nawiąże ona z mieszkańcami swojego nowego azylu. Głównym problemem powieści jest pewna stereotypowość postaci. Choć pensjonat zamieszkują kobiety o różnych temperamentach, ich charaktery często są nakreślone grubą kreską. Mamy tu do czynienia z typowymi dla amerykańskiej prowincji figurami: od surowej, ale sprawiedliwej starszej damy, po zagubioną młodą kobietę. Interakcje między nimi, choć momentami wzruszające, rzadko wychodzą poza sferę uprzejmych anegdot i drobnych konfliktów, które szybko znajdują swoje rozwiązanie. Brakuje tu pazura, autentycznego dramatyzmu czy momentów, które naprawdę podważyłyby poczucie komfortu czytelnika. Warstwa tła społecznego, choć obecna, pozostaje jedynie dekoracją. Battle wspomina o trudnościach ekonomicznych regionu i problemach kobiet, ale robi to w sposób wygładzony. Pensjonat staje się mikrokosmosem, w którym problemy świata zewnętrznego są filtrowane przez pryzmat wspólnych posiłków i rozmów na werandzie. Dla kogoś, kto szuka w literaturze realizmu, ta idylla może wydać się nieco sztuczna i oderwana od rzeczywistości. Pod względem warsztatowym książka jest poprawna – język jest prosty, opisy plastyczne, a tempo akcji umiarkowane. Nie ma tu jednak brawury językowej ani metafor, które zapadałyby w pamięć na dłużej. To literatura stricte użytkowa, mająca zapewnić kilka godzin relaksu, bez zmuszania do głębszej refleksji. Podsumowując, „Pensjonat” to lektura, którą można określić jako „bezpieczną przystań”. Jest to książka idealna na wakacje lub spokojny wieczór, kiedy nie chcemy angażować się w trudną problematykę. Jeśli jednak oczekujesz od prozy obyczajowej czegoś więcej niż tylko potwierdzenia tezy, że „wszystko będzie dobrze”, możesz poczuć się tą lekturą nieco znużony. To rzetelna praca autorska, ale pozbawiona iskry, która uczyniłaby ją pozycją obowiązkową.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na62 miesiące temu
Mądrość Toskanii Ferenc Máté
Mądrość Toskanii
Ferenc Máté
Wywody autora dotyczą przeżyć nazbieranych przez lata związanych nie tylko z Toskanią, jak głosi tytuł książki, ale miejscami, w których żył. To wspomnienia odległych czasów, gdy człowiek z człowiekiem bytował po sąsiedzku, a co za tym idzie mógł liczyć na kolektywne rozwiązywanie problemów, opiekowanie się dziećmi czy spotkania towarzyskie niemalże każdego dnia jako formą codziennego pozdrowienia przeradzającego się w dłuższe pogawędki. To nostalgia za tamtymi chwilami i takimi miejscami, jak choćby Toskania, gdzie człowiek czuje się dobrze sam ze sobą, nie goni za dobrobytem, ale cieszy się smakiem chwili, ma poczucie bezpieczeństwa i życia w zgodzie z naturą. Momentami można poczuć ogromny żal, że odbieramy naszym dzieciom coś tak cennego, jak swobodne życie, bez zapatrywań w notoryczną pogoń za dobrami, które tylko przywiązują nas do biurek, firm, zakładów wciąż wymagających poświęcania swojego czasu na rzecz produkcji, a potem konsumpcji produktów. Ciągle, więcej i więcej doprowadzając do frustracji, nerwic, depresji. Ferenc Máté przeciwstawia świat wielkomiejski temu z prowincji. NIe pisze tylko o Toskanii, ale o każdym regionie świata, gdzie przemysł nie zawładnął jeszcze na tyle sercami mieszkańców by ci się poddali i zmienili swój sposób życia i patrzenia na wszystko w sposób mechaniczny. Sposób pisania nie jest może specjalnie porywający, ale za sprawą anegdot, odwołań do rzeczywistości sprzed lat i przykładów z dnia dzisiejszego to cenna lektura. Pokazuje jak świat się zmieniał przez 60lat i do jakiego smutnego etapu dotarliśmy, pomimo rozwoju myśli technicznej, przemysłowej, naukowej stajemy się coraz ubożsi duchowo, mentalnie. Kiedyś miało się na uwadze jednostkę, dziś traci ona swoją wartość w anonimowej rzeszy mieszkańców dużych aglomeracji. Im nas więcej tym bardziej stajemy się samotni. Jednak nigdzie nie jest powiedziane, że nie możemy stworzyć swojej własnej Toskanii, czyli przestrzeni nam przyjaznej. Co prawda, nie dla każdego życie na wsi, bo niektórzy będą się tam "dusić" myśląc zapewne, że nie wykorzystują swojej szansy na "bogate" życie w mieście wśród wielu dóbr, jak i spalin, nieżyczliwości i stresów. Dobrze jednak mieć świadomość, że istnieje alternatywa.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na710 lat temu

Cytaty z książki Villa Mirabella

Więcej
Peter Pezzelli Villa Mirabella Zobacz więcej
Peter Pezzelli Villa Mirabella Zobacz więcej
Peter Pezzelli Villa Mirabella Zobacz więcej
Więcej