Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji

Okładka książki Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji autora Michael Sadler, 9788375138405
Okładka książki Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji
Michael Sadler Wydawnictwo: Pascal literatura piękna
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
An Englishman à la campagne
Data wydania:
2011-02-09
Data 1. wyd. pol.:
2011-02-09
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375138405
Tłumacz:
Andrzej Zakrzewski
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji



książek na półce przeczytane 1361 napisanych opinii 327

Oceny książki Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji

Średnia ocen
5,9 / 10
141 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji

avatar
24
24

Na półkach:

Bardzo słaba książka, nawet nie dobrnęłam do połowy.. wg mnie napisana z wymuszonym poczuciem humoru, momentami nawet chyba autor nie uważał tego co napisał za zabawne... strata czasu.

Bardzo słaba książka, nawet nie dobrnęłam do połowy.. wg mnie napisana z wymuszonym poczuciem humoru, momentami nawet chyba autor nie uważał tego co napisał za zabawne... strata czasu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
804
33

Na półkach: , ,

Nie znasz francuskiego? Nie ma szans abyś zrozumiał o co chodzi autorowi. Brak tłumaczenia francuskich wstawek powoduje, że książka jest po prostu męcząca. A styl autora jest zbyt chaotyczny.

Nie znasz francuskiego? Nie ma szans abyś zrozumiał o co chodzi autorowi. Brak tłumaczenia francuskich wstawek powoduje, że książka jest po prostu męcząca. A styl autora jest zbyt chaotyczny.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
87
26

Na półkach:

Szybka przeczytałam, szybko zapomniałam. Jest kilka zabawnych sytuacji, w wyniku konfrontacji dwóch odmiennych kultur. Ale nie jest to dzieło genialne, jak niektórzy twierdzą.
Po prostu - Anglik pomiędzy Francuzami.
"Rosbif" pomiędzy "Frogs".

Szybka przeczytałam, szybko zapomniałam. Jest kilka zabawnych sytuacji, w wyniku konfrontacji dwóch odmiennych kultur. Ale nie jest to dzieło genialne, jak niektórzy twierdzą.
Po prostu - Anglik pomiędzy Francuzami.
"Rosbif" pomiędzy "Frogs".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

306 użytkowników ma tytuł Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji na półkach głównych
  • 194
  • 110
  • 2
80 użytkowników ma tytuł Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji na półkach dodatkowych
  • 62
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mądrość Toskanii Ferenc Máté
Mądrość Toskanii
Ferenc Máté
Wywody autora dotyczą przeżyć nazbieranych przez lata związanych nie tylko z Toskanią, jak głosi tytuł książki, ale miejscami, w których żył. To wspomnienia odległych czasów, gdy człowiek z człowiekiem bytował po sąsiedzku, a co za tym idzie mógł liczyć na kolektywne rozwiązywanie problemów, opiekowanie się dziećmi czy spotkania towarzyskie niemalże każdego dnia jako formą codziennego pozdrowienia przeradzającego się w dłuższe pogawędki. To nostalgia za tamtymi chwilami i takimi miejscami, jak choćby Toskania, gdzie człowiek czuje się dobrze sam ze sobą, nie goni za dobrobytem, ale cieszy się smakiem chwili, ma poczucie bezpieczeństwa i życia w zgodzie z naturą. Momentami można poczuć ogromny żal, że odbieramy naszym dzieciom coś tak cennego, jak swobodne życie, bez zapatrywań w notoryczną pogoń za dobrami, które tylko przywiązują nas do biurek, firm, zakładów wciąż wymagających poświęcania swojego czasu na rzecz produkcji, a potem konsumpcji produktów. Ciągle, więcej i więcej doprowadzając do frustracji, nerwic, depresji. Ferenc Máté przeciwstawia świat wielkomiejski temu z prowincji. NIe pisze tylko o Toskanii, ale o każdym regionie świata, gdzie przemysł nie zawładnął jeszcze na tyle sercami mieszkańców by ci się poddali i zmienili swój sposób życia i patrzenia na wszystko w sposób mechaniczny. Sposób pisania nie jest może specjalnie porywający, ale za sprawą anegdot, odwołań do rzeczywistości sprzed lat i przykładów z dnia dzisiejszego to cenna lektura. Pokazuje jak świat się zmieniał przez 60lat i do jakiego smutnego etapu dotarliśmy, pomimo rozwoju myśli technicznej, przemysłowej, naukowej stajemy się coraz ubożsi duchowo, mentalnie. Kiedyś miało się na uwadze jednostkę, dziś traci ona swoją wartość w anonimowej rzeszy mieszkańców dużych aglomeracji. Im nas więcej tym bardziej stajemy się samotni. Jednak nigdzie nie jest powiedziane, że nie możemy stworzyć swojej własnej Toskanii, czyli przestrzeni nam przyjaznej. Co prawda, nie dla każdego życie na wsi, bo niektórzy będą się tam "dusić" myśląc zapewne, że nie wykorzystują swojej szansy na "bogate" życie w mieście wśród wielu dóbr, jak i spalin, nieżyczliwości i stresów. Dobrze jednak mieć świadomość, że istnieje alternatywa.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na710 lat temu
Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi Mikael Backman
Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi
Mikael Backman Joanna Nicklasson-Młynarska
Moja dozgonna miłość do Grecji ma różne oblicza. Czasem zwycięża grecka kuchnia, czasem podróże, choć ostatnio tylko palcem po mapie. Ale zawsze są to tematyczne książki, albumy i zakładki. Dlatego też nie mogłam oprzeć się historii Joanny i Mikaela, którzy na półmetku swojego życia postanowili przenieść się w świat swoich marzeń i fantazji. Zrealizowali bowiem pragnienie bycia bliżej, bardziej i przeżywania intensywniej. Zakupili dom w maleńkiej wiosce rybackiej Sigri, gdzie życie tętni w myśl greckiej zasady siga, siga, a poszczególne dni tworzą jeden nieprzerwany ciąg pięknej przygody. Wspomnienia, kłopoty i trudności z organizacją greckiego życia pozwoliły na spisanie tej fantastycznej opowieści, która niejednokrotnie spowodowała salwę śmiechu, wzruszenie, a bezwarunkowo zachwyt i maleńkie ukłucie zazdrości w serduszku. Z wielkim podziwem czytam zawsze historie ludzi, którzy mają w sobie pasję i ogromną odwagę na zostawienie za sobą dawnego życia i ruszenie naprzód ku przygodzie. Bo choć serce się wyrywa, to zawsze rozum i wszystko dookoła je stopuje. Cieszę się zatem szczęściem innych i w wyobraźni towarzyszę w każdym działaniu i aspekcie codzienności. W przypadku tej książki jest o tyle łatwiej, bo to greckie szczęście zobrazował wspaniale Andrzej Płoski, artysta plastyk, tworząc przepiękne akwarelowe grafiki. Mamy zatem kompletny obraz cudownego, sielankowego wręcz życia w społeczności, która nigdzie się nie spieszy i zawsze zdąży na czas. W myśl powiedzenia, które zasłyszałam od samych Greków: Grek rodzi się już zmęczony, a żyje po to, aby odpocząć. Pozostaje pozazdrościć luzu i skubnąć odrobinę tego przekazu dla siebie. A na pewno poczuć na własnej skórze podczas konsumowania Grecji i to nie tylko na talerzu. S'agapó Elláda💙🩵💙
Kamela21 - awatar Kamela21
ocenił na108 miesięcy temu
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce Peter Kerr
Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce
Peter Kerr
Na początku jesieni trafiłam na niezwykle intrygującą książkę, która bardzo mi się spodobała! Autor - Peter Kerr - to wielokrotnie nagradzany, szkocki autor humorystycznego majorkańskiego pamiętnika podróżniczego pt.: "Pomarańcze w śniegu". To także były muzyk jazzowy, producentem muzycznym i rolnik. Miałam możliwość przeczytać o dobrych ( i nie tylko takich),przygodach jego szkockiej rodziny, która postanawia przeprowadzić się na Majorkę, aby uciec od zima, deszczu i wilgotności. Małżeństwo kupuje farmę i zaczyna, razem z synami, nowe życie, uprawiając pomarańcze na śródziemnomorskiej wyspie. Peter i jego żona nie mogą uwierzyć własnym oczom, gdy Majorka wita ich bielą śniegu i dziwacznym krajobrazem pełnym cytrusowych choinek i pomarańczowych kul śniegowych. Autor pisze o krajobrazie wyspy i samej farmie i robi to z prawdziwą pasją i oryginalnością. "Zatoka Palmy nigdy nie wyglądała wspanialej./.../południowe słońce, złota kula zawieszona na tle błękitnej zasłony, zalewająca blaskiem bezmiar Morza Śródziemnego, na którym skrzyły się cekiny odbitego światła. Śnieg odświeżył krajobraz. Zielone, zalesione wzgórza, które otaczały beżową,okrągłą bryłę zamku Bellver, odbijały przejrzyste światło słoneczne i oferowały subtelne zapachy sosny i mirtu" Dodatkowo czytelnik otrzymuje zabawne anegdoty o żonie pisarza, sąsiadach oraz o tym, jak został oszukany przez poprzedniego właściciela. Większość opisanych interakcji z tubylcami dostarcza mnóstwo momentów śmiechu, głównie z powodu barier językowych, zwyczajów i różnic w stylu życia. Nie muszę dodawać, że nic nie idzie gładko, a kłopoty z językiem hiszpańskim tylko potęgują zamieszanie. Ale pomimo wszystkich nieszczęść - a nawet toalety, która przestaje działać w Boże Narodzenie - opisy widoków, ludzi i ogólnego poczucia joie de vivre ( radości życia) dają czytelnikowi prawdziwe, dobre samopoczucie. Polecam przeczytać tę pełną humoru i ironii książkę , w której głównym bohaterem jest wyspa! Książka bierze udział w wyzwaniu tematycznym-20-ksiazek-na-rok-2024 Pkt 8. Książka, która ma w tytule owoc.
Strusiowata - awatar Strusiowata
oceniła na71 rok temu
Toskańska trattoria Jenny Nelson
Toskańska trattoria
Jenny Nelson
Giorgia Gray miała wszystko: wziętego narzeczonego-prawnika, pracę w restauracji Marca, której była doskonałą szefową, świetne przyjaciółki, ukochanego psa i swoiste rytuały życia codziennego, które sprawiały, że chwile smakowały inaczej. Nagle wszystko prysło: ukochany Glenn, jak się okazało kokainista, zerwał zaręczyny, a najgorsza recenzja świata uniemożliwiła jej karierę (wszystkiemu winny właściciel restauracji, który nie umiał utrzymać w ryzach swego odpinającego się rozporka). Nie pomagali też rodzice, zwłaszcza matka, którą mało obchodziła ambicja córki, a która wolała wspominać fantastycznego, niedoszłego zięcia. Wyjazd do Włoch i nowy, lepszy początek? Dlaczego nie! Zwłaszcza, że po zażyciu tabletek na kaca (tuż przed wielkim otwarciem trattorii Dia, w której zatrudniła bohaterkę zaprzyjaźniona właścicielka kilku restauracji w Toskanii) o nieprzypadkowej nazwie Szczęśliwe Dni wszystko zaczęło się układać. Georgia w ciągu kilku dni zaprzyjaźniła się z wcześniej znielubionym włoskim szefem, którego była zastępcą, wymyśliła specjalność restauracji, zaskakując wszystkich precyzją wykonania, głębią smaku i subtelnością metaforycznej nazwy, rozkochała w sobie Włocha o imieniu Gianni, który zauroczony bohaterką zerwał z gorącokrwistością i nie chciał jej wykorzystać na pierwszej randce (chociaż znany był w okolicy ze swych miłosnych podbojów, porzucając jednak swoje dotychczasowe nawyki na rzecz dojrzewającej znajomości z Amerykanką),w trakcie jednego wieczoru pogodziła się z matką, która nigdy jej nie rozumiała i która teraz, nagle i z zaskoczenia, przeprosiła córkę i zaczęła być jej najlepszą przyjaciółką (po ponad trzydziestu latach docierania się taki nagły przeskok? Aż trudno uwierzyć w taką moc alkoholu!),wróciła do Ameryki, gdzie jej nowy szef, wpierw zafascynowany talentem Georgii i stawiający jej w dowód uznania wino uważane już za nieistniejące (rocznik osiemdziesiąty drugi),potem zgodził się zainwestować w restaurację (razem ze świeżo poznaną potentatką w branży kosmetycznej i wcześniej nie pochwalającymi zawodu córki rodzicami),oraz przekonała się, że mężczyzna, który wpadł jej w oko po kilkusekundowej rozmowie jeszcze w trakcie jej pracy u Marca, wcale nie był zajęty, ba! co więcej, który był nią całkiem poważnie zainteresowany. Idylla? Na to wygląda. Pomimo sympatyczności głównej bohaterki i podkreślania ciężkiej pracy, której wynikiem miał być krańcowy happy-end, trudno nie przecierać w trakcie lektury oczu, nie dowierzając, jak wszystko zgrabnie się układa, jak - de facto - jest proste. Życie Georgii stało się zbiorem gładkich zbiegów okoliczności, które przedstawiały rzeczywistość w jasnych barwach, każąc zakładać nam różowe okulary. Zapewne nie ma w tym nic złego, jeśli tylko jest się w stanie uwierzyć bajkom dla dorosłych, kuląc się w ciepłym kocu i mrużąc oczy z rozczuleniem. Problem zaczyna się w miejscu, w którym kolejna tabliczka połykanej czekolady unosi żołądek w okolice gardła, a nadmiar endorfin nie wywołuje już paraliżu szczęścia. "Wszystko to piękne. Za piękne." - chciałoby się podsumować fabułę. Lekturę utrudniały pewne nieścisłości, jak chociażby rosnący brzuszek Claudii, włoskiej szefowej Georgii, której przebieg ciąży dość niefortunnie wpleciono w akcję, zmuszając do marszczenia brwi i niespokojnego obliczania z kalendarzykiem w ręce, rzadkie błędy logiczne zapewne wynikające z tłumaczenia (urocza "kanapka z zimnym indykiem z chleba tostowego", niemalże jak odnaleziony kiedyś przeze mnie za sklepową ladą "kurczak wegetariański") oraz pewna przesada, jak porównanie rezerwacji miejsc w nowo otwartej trattorii Dia z wejściówkami na prywatny koncert Rolling Stonesów. Można się za to wielu rzeczy dowiedzieć, korzystając z wiedzy i doświadczenia autorki - redaktorki i producentki m.in. Village.com, Vogue.com, czy Style.com. Kaboszonowy szlif czy inne intrygujące określenia przestaną być dla nas zagadkowymi, otwierając świat szpilek od Louboutina i wycieczek po markowych ubraniach zawieszonych na bohaterach. Jenny Nelson wplata do świata literackiej fikcji szczegóły związane z kulturą masową, zapraszając do swoistej zabawy w wyłapywanie podobieństw. I tak tytuł "Georgia′s Kitchen" odnieść nas może do serialu "Gray′s Anatomy" (warto zauważyć, że Georgia ma na nazwisko Gray właśnie),wypożyczony z hotelu limonowo-zielony smart przywołuje podróż takowym bolidem Russella Crowe w filmie "Dobry rok" (gdzie w podobnej konwencji ukazane były nie Włochy, a Francja),a skojarzenie z "Piekielną Kuchnią" występuje nieprzypadkowo, chociażby ze względu na przyjaciółkę bohaterki, która mieszka w irlandzkiej enklawie Nowego Jorku o nazwie... "Hell’s Kitchen". Tytuł oryginalny oddaje specyfikę książki - "Georgia′s Kitchen" dotyczy bowiem kulinarnego zamiłowania bohaterki, który składa się na tę 346-stronicową pozycję, nie zaś jedynie "włoskiego epizodu" zajmującego 1/3 fabuły, jak proponuje tytuł polski. Przez moment chciałam uwierzyć, że to właśnie wyjazd do Włoch zmienił życie bohaterki i pozwolił na realizację marzeń, usprawiedliwiając tym samym redukcję w tytule. Po chwili namysłu pokręciłam jednak przecząco głową: ludzkie życie nie jest doskonale podzielone na książkowe rozdziały, gdzie każdy fragment zapisuje się najczęściej na nowej stronie, wyraźnie oddzielając od poprzedniego. Wszystko ma na siebie wpływ, wszystko się zazębia, jak trybiki w doskonale odmierzającej czas machinie życia wyznaczające jednostkowy los. Druzgocący Nowy Jork, wzmacniająca Toskania, tryumfujący Nowy Jork - taka jest właściwa kolejność, zasadniczość akcji. Nie można pominąć żadnej z tych cząstek składowych, z nich bowiem jedynie uwarzyć można proponowany przez Jenny Nelson przepis na życiowy sukces, który autorka wkłada w usta babci Georigii: Jeśli chcesz być szczęśliwa, mawiała, pozostań wierna samej sobie i pracuj wystarczająco ciężko, by nigdy nie musieć pytać "a co, jeśli?". Z lektury wypływa ważne dla każdej z nas motto: warto czasem zainwestować w samą siebie i, od czasu do czasu, popaść w uskrzydlający bezkrytycyzm. Jak Georgia, która nie bała się powiedzieć o sobie, że jest "dobrą szefową kuchni. Cholernie dobrą." To książka - jak słusznie proponują oba tytuły - o kuchni. Przepisów w niej nie znajdziemy (przynajmniej nie w ich standardowej formie),nasze kubki smakowe zostaną jednak pobudzone, a żołądki poddane próbie. Lektura była w pewnym szczególnym sensie uciążliwa: mój brzuch zbuntowany opisem poszczególnych potraw, które serwowała sobie albo klientom Georgia, domagał się chociażby drobnego zadośćuczynienia za trudy podróży po "Toskańskiej trattorii". Niewątpliwie to Jenny Nelson zawdzięczam wyjątkowy nastrój do tworzenia czekoladowo-wiśniowych deserów, szpinakowych racuchów, czy obfitujących w ślinotok zakupów na dziale spożywczym. Trudno nie pozostać obojętnym na mieszankę szyku (porównanie z Georgią O′Keeffe),zapachu (oliwki, pomarańcze, dym - jak opisano jednego mężczyznę. Czyż można piękniej?) i smaku. Rozumiem też tłumaczenie polskie: odwołanie do kuchni włoskiej w miejsce amerykańskiej silniej wpłynie na potencjalnego czytelnika, zachęcając do lektury. "Całe lato w San Casciano - podobało jej się to zdanie.", napisała autorka o Georgii. Bohaterka dopowie później: "Niesamowite jedzenie, wino, małe miasteczka, ludzie, jak można nie lubić Włoch?" Książka Jenny Nelson sprawia, że to pytanie staje się retoryczne. Zwłaszcza, jeśli dorzucimy do pozycji kilka innych, włącznie z polską propozycją "Dom tysiąca nocy". Nie odkryjemy wobec tego Ameryki (czy może raczej Europy),"Toskańska trattoria" bowiem wpisuje się w pewną grupę tematycznie podobnych książek, które jednak - każda z osobna i wszystkie razem - proponują rzecz niezwykle ważną: odwagę podążania za marzeniami i rozwój samej siebie. Może w tym przesłaniu tkwi właśnie moc tej literatury? Nieprzekonanych powyższą recenzją zachęcam do skorzystania z rady Hala Gray, taty Georgii: "Jak pouczał ojciec, gdy masz wątpliwości, zrób listę. A jeśli to nie pomoże, kup książkę. Albo jeszcze lepiej (...) - wypożycz książkę z biblioteki."
Pani-Sowa - awatar Pani-Sowa
oceniła na67 lat temu

Cytaty z książki Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Anglik na wsi. Życie w zapadłej dziurze we Francji