rozwińzwiń

Almiritis piją słoną wodę

Okładka książki Almiritis piją słoną wodę autora Zygmunt Zeydler-Zborowski,
Okładka książki Almiritis piją słoną wodę
Zygmunt Zeydler-Zborowski Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Seria z Jamnikiem kryminał, sensacja, thriller
186 str. 3 godz. 6 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Seria z Jamnikiem
Data wydania:
1978-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1978-01-01
Liczba stron:
186
Czas czytania
3 godz. 6 min.
Język:
polski
Średnia ocen

5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Almiritis piją słoną wodę w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Almiritis piją słoną wodę

Średnia ocen
5,9 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Almiritis piją słoną wodę

avatar
1203
218

Na półkach: ,

Kolejnym kryminałem z okresu PRL-u jest „Almiritis piją słoną wodę”. Zygmunt Zeydler-Zborowski napisał swoją książkę w 1976 roku, czyli w połowie epoki cudu gospodarczego autorstwa Edwarda Gierka. Jest to bardzo wyczuwalne w tekście. 3/5 akcji rozgrywa się w Grecji, gdzie beztrosko spędzają wakacje polscy turyści. W ogóle w Grecji jest według autora sporo Polaków. Cud gospodarczy więc i bogatemu społeczeństwu odkrywają się większe niż dotychczas możliwości; jednymi z nich są wyjazdy zagraniczne. Akcja książki rozwija się powoli, zaczynając się zagęszczać dosyć późno, jednak obyczajowy charakter pierwszych stron jest na tyle intrygujący, że można autorowi wybaczyć to spowolnienie. Narrator jest wszechwiedzący, ale nie wszechzdradzający, dlatego portrety bohaterów są tu bardzo ważne dla dalszego rozwoju akcji i ciągle jest coś do odkrycia. W moim odczuciu pierwsza część książki, która podzielona jest na Grecję i Warszawę, jest ciekawsza. Druga rusza niby z kopyta i następuje wreszcie śledztwo, ale jakoś mniej mnie porwała. Niemniej książka jest w sumie dobrym kryminałem o mocnym obyczajowym fundamencie, splot interesów i relacji nakreślone zgrabnie i pomysłowo. Jedynie zbyt częste zbiegi okoliczności budzą podejrzenie, bo wygląda to, jak gdyby świat był na tyle mały, że znajomi rodacy spotykają się w Grecji całkiem przypadkowo. Czas spędziłem nad książką pozytywnie; więcej nie mogę napisać, bo musiałbym zbyt wiele zdradzić.

Serdecznie zapraszam na mój blog:
https://riversidebluesnr2.blogspot.com/

Kolejnym kryminałem z okresu PRL-u jest „Almiritis piją słoną wodę”. Zygmunt Zeydler-Zborowski napisał swoją książkę w 1976 roku, czyli w połowie epoki cudu gospodarczego autorstwa Edwarda Gierka. Jest to bardzo wyczuwalne w tekście. 3/5 akcji rozgrywa się w Grecji, gdzie beztrosko spędzają wakacje polscy turyści. W ogóle w Grecji jest według autora sporo Polaków. Cud...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3681
718

Na półkach: ,

Mgr Marek Sosnowski jest w Grecji i jest zakochany w pięknej Greczynce! Żeby należycie pielęgnować ten stan musi jednak najpierw odnaleźć pewnego Amerykanina, w którego samochodzie najpewniej zgubił paszport. Trop wiedzie na Kretę, gdzie poznaje jednego miłego, uczynnego Polaka i jednego... mniej miłego. Te przypadkowe znajomości – już po powrocie do kraju – przyniosą mu wiele stresów, piękna Greczynka, która z mężem również odwiedza Polskę zostaje zabita, a śledztwo prowadzi – co pewnie zaskakujące – Downar.
Rzadko zdarza się, żeby całkiem zgrabną opowieść, choć nad wyraz przeciętną, zniszczyła w odbiorze postać jednego z bohaterów. A takim „niszczycielem” jest Sosnowski właśnie. To infantylna postać czterolatka, w skórze „dorosłego” mężczyzny, który do perfekcji opanował użalanie się, skomlenie i płacz. Jestem przekonany, że nawet sam autor zdał sobie sprawę z tego, że przesadził więc skutecznie – i w samą porę – praktycznie wykluczył go z akcji. A przecież, zdarzenie na jachcie sugerowało, że Sosnowski, w zawiązującej się intrydze, zagra pierwsze skrzypce. Summa summarum: Zborowski w przeciętnej formie.

Mgr Marek Sosnowski jest w Grecji i jest zakochany w pięknej Greczynce! Żeby należycie pielęgnować ten stan musi jednak najpierw odnaleźć pewnego Amerykanina, w którego samochodzie najpewniej zgubił paszport. Trop wiedzie na Kretę, gdzie poznaje jednego miłego, uczynnego Polaka i jednego... mniej miłego. Te przypadkowe znajomości – już po powrocie do kraju – przyniosą mu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
7759
159

Na półkach: , , , , , ,

Zgadzam się z opiniami innych czytelników, że ekspozycja jest za długa. Natomiast umiejscowienie części akcji za granicą mnie nie przeszkadza. Tym bardziej że dla czytelników w czasach wydania książki zapewne Grecja, jachty, cudzoziemcy (Grecy, Włoch, Amerykanin) były dodatkową atrakcją. W końcu literatura pomagała wyrwać się z szarości PRL-u choć na kilka godzin.

Sama intryga kryminalna jest poprawna, ale zakończenie trochę mnie rozczarowało. Tytuł sugerował, że z morderstwem powinna mieć raczej coś wspólnego inna osoba. Zabrakło mi też jakiegoś domknięcia losów Marka, który – jak się zdaje – był głównym bohaterem powieści. Krótko mówiąc, dzieło to ma pewne braki, ale na pewno fani majora Downara i peerelowskich kryminałów powinni po nie sięgnąć.

Zgadzam się z opiniami innych czytelników, że ekspozycja jest za długa. Natomiast umiejscowienie części akcji za granicą mnie nie przeszkadza. Tym bardziej że dla czytelników w czasach wydania książki zapewne Grecja, jachty, cudzoziemcy (Grecy, Włoch, Amerykanin) były dodatkową atrakcją. W końcu literatura pomagała wyrwać się z szarości PRL-u choć na kilka godzin.

Sama...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

64 użytkowników ma tytuł Almiritis piją słoną wodę na półkach głównych
  • 51
  • 13
19 użytkowników ma tytuł Almiritis piją słoną wodę na półkach dodatkowych
  • 12
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Zygmunt Zeydler-Zborowski
Zygmunt Zeydler-Zborowski
Polski pisarz. Absolwent UW (polonistyka). W czasie II wojny światowej zarabiał na życie śpiewając w kawiarniach. Po wojnie oprócz pracy urzędniczej zaczął pisać powieści kryminalne. Pracował w Teatrze TV w Telewizji Polskiej, współpracował m.in. z ekipą tworzącą "Kobrę". Stworzył postać majora MO Stefana Downara, który był głównym bohaterem kilku jego książek. Jego powieść pt. "Bardzo dobry fachowiec" posłużyła za scenariusz do 21. odcinka serii "07 zgłoś się" (1987, reż. Krzysztof Szmagier, w rolach głównych: Bronisław Cieślak, Marcin Troński i Jerzy Rogalski). Żył 89 lat. Wybrane książki autora: ""Dziewczyna w męskiej koszulce" (Iskry, 1973),Dżem z czarnych porzeczek" (Iskry, 1974),"W kręgu podejrzenia" (Czytelnik, 1975),"Bardzo dobry fachowiec" (KAW, 1976),"Almiritis piją słoną wodę" (Czytelnik, 1976),"Major Downar przechodzi na emeryturę" (Iskry, 1984).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fart Jerzy Michał Czarnecki
Fart
Jerzy Michał Czarnecki
W zasadzie powinien to być kryminał milicyjny. Napisany pod koniec lat siedemdziesiątych (książka wyszła w 1980 roku) opowiada przecież o naszej PRL-owskiej rzeczywistości, więc powinien mówić o milicjantach i ich doskonałych metodach śledczych. Bo to one zawsze prowadzą do pochwycenia przestępcy i przykładnego ukarania osobnika zdemoralizowanego, skoro ten nie chce wraz ze zdrową tkanką narodu budować świetlanej przyszłości, w której chłopi, robotnicy i inteligenci pracujący będą żyli w kraju mlekiem i miodem płynącym. Ale coś w tej fabule powieści kryminalnej poszło nie tak, jak by życzyli sobie przedstawiciele wydziału propagandy Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej. Jerzy Michał Czarnecki krakowski pisarz, poeta i krytyk literacki, autor jednej tylko powieści kryminalnej stworzył opowieść, w której bohaterem jest, o zgrozo, nie funkcjonariusz lecz drobny cwaniaczek Jubi. A czas, w którym rozgrywa się akcja „Fartu” to późny Gierek, czyli socjalizm już nieco trzeszczy, gospodarka niewydolna, ale właśnie dlatego wszyscy powinni brać się do roboty i pomagać, zgodnie z tym o co prosił towarzysz I sekretarz KC PZPR zwracając się do stoczniowców „To co towarzysze, pomożecie?” Towarzysze pomagali, ale Jubi niestety nie. On nie dość, że nie pomaga to jeszcze w ogóle niczego nie buduje, a tylko kombinuje. Zajmuje się drobnym handlem, chodzi po mieście, tu coś kupi, tam coś sprzeda a wieczory spędza w knajpach śpiewając partyzanckie piosenki, które gra mu cygańska orkiestra. Bo Jubi duszę ma tkliwą romantyczną. Jednym słowem jest to element niepracujący, czyli z definicji podejrzany. I w związku z tym, że jest podejrzany tylko dlatego że na to wskazuje jego brak zaangażowania w budownictwo socjalistyczne Jubi wplątuję się w ponurą aferę. W tajemniczych okolicznościach ginie pani Klara, osoba żyjąca z wyprzedaży rodzinnych klejnotów. Raz na kilka miesięcy sprzedaje jakiś pierścień czy broszkę a w transakcji pośredniczy Jubi. Tym razem też coś ma sprzedać dla pani Klary, ale niestety kobieta zostaje uduszona. No i Jubi ma kłopoty. Ale dzięki tym kłopotom poznajemy różne postaci ze świata ludzi handlujących wszystkim czym się tylko da, spędzających czas beztrosko na imprezach towarzyskich, na przesiadywaniu w knajpach, rozmawianiu o niczym, pijących w zależności od upodobań i zasobności kieszeni dobre koniaki i podłe jabole. Jednym słowem pięknie naszkicowany obraz ówczesnego świata, w którym nikt nie ma zamiaru włączać się wraz z inżynierem Stefanem Karwowskim w budowę wspólnego socjalistycznego dobrobytu. Autor stworzył barwną opowieść o krakowskim półświatku, tylko niestety samego Krakowa w tej opowieści tyle co kot napłakał. A szkoda, bo talentu Czarneckiemu do opisywania rzeczywistości pewnie nie zabrakło. Być może uznał, że w kryminale najważniejsza jest akcja a nie lokacja. No ale tak właśnie w tamtych czasach kryminały się pisało. Miasto nie było bohaterem, ale jedynie tłem, czymś w rodzaju lekko naszkicowanych teatralnych dekoracji. Powieść napisana bardzo sprawnie, zagadka kryminalna może trochę zbyt oczywista, ale efektem jest ciekawa i nieoczywista jak na tamte czasy powieść kryminalna. Milicjantów tam mało i w zasadzie pełnią rolę dekoracyjną, choć istotną, bo ktoś w końcu musiał śledztwo w sprawie o morderstwo doprowadzić do szczęśliwego końca. Ale bez Jubiego by sobie nie poradzili. Bo Jubi to człowiek który miał „Fart”.
Ryszard Ćwirlej - awatar Ryszard Ćwirlej
ocenił na87 miesięcy temu
Pensjonat na Strandvägen Jerzy Edigey
Pensjonat na Strandvägen
Jerzy Edigey
Astrid Brands prowadzi swój pensjonat ręką żelazną, a reguły są proste: pensjonariusze mają mieć spokój, ciszę, intymność, no i muszą być dość majętni. Tutaj nie ma miejsca na szaloną zabawę czy skandale. Chętnych nie brakuje, choć przed sezonem jest to akurat kilka osób. Jedną z nich jest lekarz policyjny i jednocześnie narrator opowieści. Pensjonariuszką jest też Maria Jansson, Szwedka polskiego pochodzenia, legenda szwedzkiego biznesu. To ona złamie zasady pani Brands pozwalając się zamordować w swoim pokoju. Śledztwo – co nie uchodzi uwadze narratora – prowadzi młody, niedoświadczony oficer. Póki co ma on jedynie mnóstwo domysłów, które niczego nie wyjaśniają i sprzecznych teorii, które podsuwa mu wybitny dziennikarz i wspomniany lekarz. Naciski „z góry” na szybkie odnalezienie sprawcy nie pomagają, a kiedy okazuje się, że sprawca nie powiedział ostatniego słowa wydaje się, że śledczy jest już na prostej drodze do spektakularnej porażki. Choć ofiar przybywa, śledczy nie wydaje się być przytłoczony, wkrótce okaże się, że wcale nie jest takim żółtodziobem na jakiego wygląda... Ciekawy kryminał w dość przewrotnej formie napisany. Autor od razu sprawę podaje nam na tacy strzegąc jednocześnie sposobu jego wykrycia, a poczynania śledczego wcale nie są oczywiste. Choć akcja toczy się w środowisku hermetycznym (skromna grupa świadków i zamknięty obszar działania) nie przytłacza monotonią. Kilka zwrotów akcji ma kosmetyczny wydźwięk, bo sprawca to „pewniak”, to jednocześnie plus i minus dramaturgiczny. Samym Szwedą też się „przykleiło”: ich święte oburzenie, że w tak cywilizowanym kraju zabójstwa mógł dokonać tylko dziki imigrant na co, co i rusz, zwracają uwagę oficjele, paradoksalnie przypomina współczesną Polskę z tym histerycznym przekonaniem o wspaniałości nieskończonej.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na62 miesiące temu
Czarny koń zabija nocą Jacek Roy
Czarny koń zabija nocą
Jacek Roy
W świnoujskim pensjonacie "Rybitwa" ma miejsce tajemnicze morderstwo kobiety. Zostaje ona uduszona szalikiem, gdy śpi obok męża. Dokładnie rok później w tej samej willi zbiera się dokładnie ta sama ekipa, co zeszłego lata i dochodzi do kolejnego zamachu. W czasie śledztwa wychodzi na jaw organizacja turnieju szachowego oraz jego stawka, która jest zdecydowanie wyższa niż butelka koniaku. O co naprawdę toczy się gra? Jakie powiązania łączą jej uczestników? Nie jest to typowy dla czasów PRL-u kryminał, gdyż dochodzenie prowadzą nie milicjanci, a naukowiec bawiący się w detektywa oraz działający na rzecz ówczesnych organów ścigania, o wdzięcznym imieniu Arystoteles. Nie ma tutaj również zamiennego dla tamtego okresu wychwalania pracy MO. Narracja została poprowadzona dwutorowo: pierwszoosobowo - z perspektywy majora nadzorującego śledztwo oraz trzecioosobowo, kiedy mamy już do czynienia z działaniami wyżej wspomnianego Arta Baxa. Autor przedstawia dość ciekawą intrygę, w której krew nie leje się strumieniami, a akcja nie pędzi na łeb na szyję. Powoli, tak jak po nitce do kłębka, docieramy do rozwiązania zagadki i poznania osoby zabójcy. Bohaterowie tworzą nietuzinkowy zlepek postaci, które zostały dość dobrze zarysowane. Zakończenie zaskakuje i powinno w pełni usatysfakcjonować czytelnika. Widać, że pisarz jest ogromnym miłośnikiem szachów oraz wiele o nich wie. Poświęca tej grze sporo miejsca w fabułę, a robi to w interesujący i nienużący sposób. Porównuje szachy do wojny pełnej podstępów, pułapek czy bezpardonowych bitew, ukazując tym samym ich trudność, ale też i piękno. To znakomita propozycja nie tylko dla miłośników kryminałów rodem z PRL-u czy szachowych rozgrywek. Z pewnością wielbiciele cosy crime i ciekawie uplecionych intryga znajdą w niej coś dla siebie.
ewelina_read - awatar ewelina_read
ocenił na711 miesięcy temu
Skazałeś ją na śmierć Władysław Krupiński
Skazałeś ją na śmierć
Władysław Krupiński
- Mamo, kryminała! - powiedziałem z poważnym tonem. Po jakimś czasie mama dała mi pewną książkę, którą wyjęła ze swojej małej domowej księgarni. Była ona dosyć mała i pod względem wielkości, jak i pod względem grubości. Została wydana w 1984 roku i kosztowała jakoś 60 złoty na tamte czasy. Wiem to wszystko, bo tak pisało na tylnej stronie książki. "Dzikie białko" trochę mnie odstraszyło od czytania kryminałów, ale czemu miałem na jednej pozycji zaprzestać wgłębiania się w tajemnicze historie morderstw? Dałem jeszcze jedną szansę i owa szansa została doskonale wykorzystana. Pomogła przy tym książka Władysława Krupińskiego "Skazałeś ją na śmierć". Czasy PRL-u. Kapitan Mirski od jakiegoś czasu jest na wybrzeżu. Hans Jurgen, pomocnik maszynisty statku, zaginął w tajemniczych okolicznościach. Ostatni raz widziano Go z pewną kobietą. Maria Olimpska, bo tak nazywała się ta pani, znika również bez śladu. Kapitan Mirski rozpoczyna śledztwo z nadzieją na szybki koniec postępowania. Jak to powiedział sam kapitan: śledztwo niby takie proste, a rozwiązanie zagadki jest bardzo trudne. Może dokładnie tak nie powiedział, ale coś podobnego do tego, co napisałem. I rzeczywiście tak było. Wszystko zaczęło się mieszać i coraz cięższe stawało się wyjaśnianie sprawy zaginięcia dwóch osób. Po kilku tygodniach w oddalonym od wybrzeża o kilkaset kilometrów lesie, odnaleziono ciało kobiety, a zaraz potem na terenie budowy maszyn zostały znalezione szczątki mężczyzny w marynarce. Podejrzenie pada na inżyniera, który jest zatrudniony w miejscu, gdzie znaleziono szczątki mężczyzny. Kapitan Mirski od samego początku ma ciężki orzech do zgryzienia i mimo pomocy sporej ilości osób oraz wielu nowych poszlak ma problem z wyjaśnieniem tej zagadki. Czy i w jaki sposób należy wiązać śmierci dwóch osób? Czy byli to zaginięci Hans Jurgen oraz Maria Olimpska? Czy uda się Mirskiemu rozwikłać się tę skomplikowaną zagadkę? "Skazałeś ją na śmierć" to bardzo dobry kryminał, który napisany jest bardzo prostym językiem. Mówię to szczerze, bo przeczytałem ją w około godziny, no może troszeczkę ponad. Ale nie ma się co dziwić, ponieważ ma zaledwie 137 stron, lecz Władysław Krupiński napisał tak przejrzyście tę książkę, że czułem się, jakbym przeczytał długą powieść. Od samego początku autor wciągnął nas w tajemniczą historię zaginięcia Hans'a Jurgen'a. Niby wszystko wydaje się proste po pewnym czasie, ale zakończenie wszystkie przypuszczenia bierze w łeb. Jest to interesująca książka, która potrafi trzymać w napięciu. Obroty wydarzeń oraz nowe poszlaki, które z mozolnym trudem zostają zdobyte przez kapitana Mirskiego pozwalają, żeby czytelnik mógł sam poprowadzić swoje śledztwo. Nie jestem wielkim specem od kryminałów, bo to jest moja druga książka z tej kategorii, ale historia przeżyta w powieści Władysława Krupińskiego bardzo zmieniła mój pogląd co do tego typu książek. Dzikie białko nie spełniło moich oczekiwań i nie czułem żadnej grozy, ani gęsiej skórki podczas czytania. "Skazałeś ją na śmierć" wywarło na mnie ogromne wrażenie i do tej pory czuje emocje, które miałem podczas czytania. Także wielki ukłon dla pisarza, bo nigdy w życiu nie czytałem tak krótkiej książki, która jest prosto napisana i potrafi mnie tak wciągnąć. Autor nie rozpisywał się zbytnio z opisami i szedł do sedna od początku, bez żadnych ceregieli. Chwała mu za to!
Sarenkasarna - awatar Sarenkasarna
oceniła na714 lat temu
Wróciłeś, by zginąć Dymitr Możajeff
Wróciłeś, by zginąć
Dymitr Możajeff
Dymitr Możajeff w Wróciłeś, by zginąć serwuje klasyczny kryminał milicyjny, w którym przeszłość i teraźniejszość splatają się w śmiertelną grę. Głównym bohaterem jest major Karol Pleśniewicz, emerytowany funkcjonariusz milicji, który przypadkowo natrafia na dawno niewidzianą twarz w jednym z warszawskich lokali. Palewski, znajomy sprzed wojny, niespodziewanie wrócił do Polski po latach emigracji w Stanach Zjednoczonych. Ich przypadkowe spotkanie prowadzi do serii zdarzeń, które zmienią wszystko. Wkrótce po tym, jak Palewski odnawia kontakt z dawnym przyjacielem, otrzymuje anonimowy list: "Teraz, kiedy już jesteś, śmierć cię nie ominie". Data umieszczona na wiadomości – 11 marca 1937 roku – budzi jeszcze większe wątpliwości. Co wydarzyło się tego dnia? Kto mógł chcieć jego śmierci po tylu latach? Palewski nie przejmuje się pogróżkami, ale Pleśniewicz, z wyczulonym instynktem śledczego, zaczyna podejrzewać, że sprawa jest poważniejsza, niż się wydaje. Gdy wkrótce Palewski zostaje zamordowany we własnym domu, Pleśniewicz postanawia włączyć się w śledztwo, wspomagając porucznika Różyckiego, który oficjalnie prowadzi dochodzenie. W willi zamordowanego profesora zaczynają pojawiać się tropy prowadzące do jego przeszłości: tajemnicza kobieta, której tożsamość jest ukrywana, sekretarz naukowca, który wydaje się coś ukrywać, a także zagadkowy zapis w starym dzienniku. Czy to właśnie przeszłość dogoniła Palewskiego? Czy był kimś innym, niż wszyscy sądzili?
Hobbyksiazka - awatar Hobbyksiazka
oceniła na81 rok temu

Cytaty z książki Almiritis piją słoną wodę

Więcej
Zygmunt Zeydler-Zborowski Almiritis piją słoną wodę Zobacz więcej
Zygmunt Zeydler-Zborowski Almiritis piją słoną wodę Zobacz więcej
Zygmunt Zeydler-Zborowski Almiritis piją słoną wodę Zobacz więcej
Więcej