Ostatni lot nad Kongo

Okładka książki Ostatni lot nad Kongo autora Wojciech Scelina, 9788377220436
Okładka książki Ostatni lot nad Kongo
Wojciech Scelina Wydawnictwo: Novae Res literatura piękna
260 str. 4 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
260
Czas czytania
4 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377220436
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ostatni lot nad Kongo w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ostatni lot nad Kongo

Średnia ocen
7,2 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ostatni lot nad Kongo

avatar
6
2

Na półkach:

9/10

9/10

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2
2

Na półkach:

Polecam i uwielbiam. Wracam do ulubionych "pozytywistycznych" fragmentów a grzbiet ładnie wygląda na półce obok Kingi Choszcz i Cejroskiego.

Polecam i uwielbiam. Wracam do ulubionych "pozytywistycznych" fragmentów a grzbiet ładnie wygląda na półce obok Kingi Choszcz i Cejroskiego.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3
3

Na półkach:

Bardzo polecam, ładnie wydana.

Bardzo polecam, ładnie wydana.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

57 użytkowników ma tytuł Ostatni lot nad Kongo na półkach głównych
  • 36
  • 21
11 użytkowników ma tytuł Ostatni lot nad Kongo na półkach dodatkowych
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zagrać Marię Joanna Szczepkowska
Zagrać Marię
Joanna Szczepkowska
To bardzo dziwna, a jednocześnie... niezwykle intrygująca książka, w której niby wszystko jest normalne, a jednak przez długi czas nie wiemy, kto do nas przemawia. Marta czy... Maria. Polska aktorka - Marta, otrzymuje propozycję wcielenia się w postać Marii Skłodowskiej-Curie, w filmie reżyserowanym przez francusko-polską ekipę. Pierwsze zdjęcia wychodzą rewelacyjnie, a Marta wydaje się być wprost stworzona do tej roli. Dość szybko jednak okazuje się, że wizja producentów znacznie różni się od tego, co chce zagrać aktorka. Oni chcą skupić się wyłącznie na życiu uczuciowym noblistki, a ona... chce pokazać, jak wielką i mądrą kobietą była Skłodowska-Curie. Marta zbyt mocno angażuje się w swoją rolę. Przekracza granice aktorstwa i gdzieś po drodze zatraca siebie. Ona chce być Marią. Doświadczać tego samego i żyć, jak ona. Próbuje nawet samodzielnie odtworzyć drogę Skłodowskiej-Curie, jako uczonej. W tym celu nawiązuje kontakt ze zbieraczami minerałów zawierających pierwiastki promieniotwórcze, które zresztą sama gromadzi i przerabia w wynajętym, gdzieś na peryferiach, baraku - nomen omen, przerobionym na wzór laboratorium noblistki. Jej szaleństwa, bo inaczej nazwać tego nie można, nie powstrzymuje ani utrata zdrowia, ani wycofanie się Francuzów z projektu. Słaba i wyczerpana błaga producenta, by nakręcić ten film... chociażby telefonem komórkowym. Książka Joanny Szczepkowskiej jest bardzo dobrze udokumentowana, jednak nie wnosi nic nowego ponadto, co większość z nas i tak wie. Mimo że nie do końca wiem, co mam o niej myśleć, uważam, że warto było ją przeczytać. Na koniec mała ciekawostka :) Okazuje się bowiem, że książka "Zagrać Marię" nie powstała ot tak sobie. Szczepkowska wylała na papier swoje żale i gorycz po tym, jak jej samej odebrano możliwość zagrania Marii Skłodowskiej-Curie. Miała to być wielka produkcja, kręcona z niespotykanym, jak na polskie realia, rozmachem. Co prawda zdjęcia do filmu się rozpoczęły (z dużym opóźnieniem),ale reżyserka - Marta Meszaros, zdecydowała ostatecznie, że noblistę zagra Krystyna Janda. Pomiędzy Jandą i Szepkowską wybuchł konflikt, nazywany przez wielu nawet wojną, ale... o tym chyba większość z nas słyszała.
e_rwira - awatar e_rwira
oceniła na613 lat temu
100 pocztówek z Syberii Richard Wirick
100 pocztówek z Syberii
Richard Wirick
Mam wrażenie,że o Syberii napisano już wiele,by się nie pokusić o stwierdzenie,że prawie wszystko.Jednak ile książek i powieści nie powstałoby, za każdym razem budzą one we mnie dużą ciekawość,a każda z nich ma w sobie dużą dozę magii i tajemniczości...I nadal nie wiem, co w tej magicznej acz surowej krainie budzi mój zachwyt... W każdym razie, kiedy brałam do ręki "100 pocztówek z Syberii" R.Wricka wiedziałam,że ulegnę jej urokowi. Tak,jak mróz układa swe wzory na szybach okiennych,tak autor bardzo realnie i sugestywnie maluje obraz Syberii,który z każdą przeczytaną stroną urealnia się przed oczami czytelnika. Kraju mroźnego i zamkniętego, z szalejącymi zawiejami,klimatycznymi opowieściami,którymi raczą się tutejsi mieszkańcy podczas jakże wielu wczesnych,ciemnych i zimnych wieczorów. Nieprzerwany bezkres wszechogarniającej bieli, mami i zwodzi czytelnika ,jak i samego autora swą dziką naturą,niemal wciąga ,jak lodowe przeręble.Pokazuje trud i lodowy pazur codziennego życia,które w dużej mierze składa się o przetrwanie kolejnego dnia,lecz kiedy chce ułagodzić swój obraz raczy czytelnika baśniową opowieścią. Właśnie takimi obrazami, utkanymi na poły baśniami,na poły zdarzeniami prawdziwymi autor snuje swoją opowieść,z której ja jako czytelnik "wyłowiłam jeszcze ciekawszą i chwytającą za serce niteczkę". Dla mnie o Syberii lodowej krainie,ale także o parze ludzi,którzy w tym zimnym i nieodgadnionym w swej dzikości kraju, odnaleźli "ciepłe i mocno ogrzewające ich serca słoneczko".To malutka dziewczynka z Syberyjskiego domu dziecka,która czeka na adopcję i miłość,przyniesiona swym rodzicom w żółtym kocyku...Ta książka to nic innego,jak opowieść ojca,który mknie i przedziera się przez lodową krainę,by ogrzać i pokochać maleńkie czekające serduszko... Książka zachwycą swą aurą i celem,jaki w sobie niesie.Jeśli nie czytaliście przeczytajcie,bo warto. Szczególnie zachęcam Was do pocztówki o tytule: "Ptak wewnątrz". A to jej malutki fragment,który mnie zauroczył: "Dla mnie i dla mojej żony był to wieczór jak inne,które spędzamy nad książką,siedząc w tym samym pokoju albo każde oddzielnie,nie odzywając się do siebie.Przez maleńkie okno na poddaszu musiał wlecieć ptak.Usłyszeliśmy łoskot,potem trzepot,znowu łoskot i trzepot.Podnieśliśmy głowy,ale nie spojrzeliśmy na siebie."s.71. Zostawiam Was z kwintesencją udanego wieczoru dwojga ludzi... Missy...
Missy - awatar Missy
ocenił na1011 lat temu
Jestem kobietą. Prawdziwe historie o związkach, nadziejach, marzeniach, odwadze i przyjaźni Monika Gajdzińska
Jestem kobietą. Prawdziwe historie o związkach, nadziejach, marzeniach, odwadze i przyjaźni
Monika Gajdzińska
Baby – to takie durne istotki, które wierzą, że jak się we wszystko zaangażują to zbawią świat. Często szarpią się ze sobą, swoimi możliwościami fizycznymi i psychicznymi, a wszystko dla dobra innych, którzy tego nie doceniają. Jesteśmy tak głupio wychowane, że uważamy, że kobieta musi iść do pracy i jednocześnie dbać o dom: gotować, sprzątać, wychowywać dzieci i męża, który jest wiecznym dzieckiem, bo nikt nie zmusza go do wejścia w dorosłość. Jesteśmy tak wrażliwe na krzywdy innych, że swoich często nie widzimy, a jeśli je widzimy to przez otoczenie jesteśmy uznawane za wyrodne córki/żony/matki/przyjaciółki. „Jestem kobietą” to zbiór historii kobiet, które stanęły na krawędzi własnych możliwości i potrafiły powiedzieć „stop”. Książka nie tylko daje wiele do myślenia przez popatrzenie na nas z boku, ale uświadamiająca nas, że życie może być nieco inne, że mężczyźni to też ludzie z rękami, nogami i głową i poza pracą i leżeniem na kanapie mogą przyczynić się do tworzenia rodzinnego ogniska. „Feministyczny” (w cudzysłowie, bo to wypaczony przez patriarchalną kulturę obraz feminizmu) obraz kobiety jest przerażający: tyra jak wół, jest naiwna jak dziecko, a do tego czuła jak kwoka. To na niej spoczywają obowiązki i decyzje oraz konieczność postępowania tak jak sobie inni życzą. Kobietom nie wybacza się błędów, jeśli same sobie na uwolnienie z jarzma krytyki i wymagań nie pozwolą. „Jestem kobietą” to zbiór opowieści kobiet, którym udało się wyzwolić, które mogą być inspiracją dla innych. Stworzenie kobiecego kręgu przyjaźni pozwoliło bohaterkom na przemianę w życiu. Wieloletnia przyjaźń i wzajemne wsparcie pomogły narratorkom pięciu opowieści nabrać dystansu do własnego życia, którym dzielą się z czytelnikami. Na początku wszystkie kobiety są w swoim pędzie tak podobne do siebie jakby wyszły z tej samej linii produkcyjnej. Przełomy i niezwykłe relacje sprawiają, że mogą one wejść w głąb siebie, zrozumieć swoje potrzeby i ciało. Bycie w kręgu uczy je dystansu do siebie i zadawania sobie pytań, czy za duże wymagania od siebie mają sens, czy odciążanie otoczenia nam nie szkodzi. Bohaterki nas nie pouczają, nie moralizują. Otwarcie mówią o swoim życiu, cierpieniu, zwrotach i wyzwalaniu. Prezentują stan harmonii, o którym marzy każdy. Książka jest zbiorem interesujących i inspirujących historii. Daje ona swoim czytelnikom (uważam, że nie tylko kobiety powinny po nią sięgnąć) nadzieję na zmiany, przez co może stać się inspiracją do działań. „Jestem kobietą” to książka dla osób, które potrzebują wsparcie w życiu oraz ukazania drogi samorozwoju. Wartość tej lektury mogą docenić tylko ci, którzy chcą się wyzwalać z codziennego przymusu narzuconego przez otoczenie i samych siebie.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na611 lat temu
Mimo wszystko Agnieszka Monika Polak
Mimo wszystko
Agnieszka Monika Polak
To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki. Książki ''Ślad przeznaczenia'' i ''Dalekie podróże z Bliską'' spodobały mi się i chętnie zabrałam się również za tę pozycję. Ta powieść jest debiutem, więc pewnie od tej powinnam zacząć, ale jak często mi się zdarza - zrobiłam inaczej. :) Już sam opis, który jest na okładce mnie zainteresował, a w szczególności zdanie: ''Jeżeli jesteś pełna kompleksów, nie lubisz swojego ciała i wydaje Ci się, że Twoje życie jest niekończącym się pasmem problemów, przeczytaj tę książkę!'' Ewa jest dojrzałą i sympatyczną kobietą, która mieszka w Koszalinie. Zmaga się z wieloma problemami, a także z niepełnosprawnością, która pozostała po chorobie Heinego-Medina. Mimo tego wszystkiego stara się iść przez życie z uśmiechem na twarzy, nie poddaje się i walczy z przeciwnościami losu. Historię Ewy opowiada nam jej przyjaciółka Monika. Chociaż kobiety dzieli spora różnica wieku to są sobie bliskie i oddane. To opowieść o silnej kobiecie, która oparta jest na autentycznych wydarzeniach. Główna bohaterka tej opowieści Ewa jest taką kobietą, która dla niejednej osoby może stać się wzorem, motywacją i podporą. To niezwykle ciepła i wyrazista postać, która mimo tego co ją spotkało walczy o siebie i o lepsze życie. Udowadnia nam, że pomimo problemów można czerpać radość z życia, można być uśmiechniętym i silnym. Taka postawa pozwala nam spojrzeć na wiele spraw z zupełnie innej perspektywy, pozwala nam zastanowić się nad własnym życiem. Czytając o losach Ewy, o leczeniu, rehabilitacji, o wciąż napływających nowych problemach byłam często pod wrażeniem tego, jak świetnie sobie ona radzi. Nie da się jej nie lubić i nie szanować. Jest życzliwa i niezwykle uczynna i chociaż sama jest niepełnosprawna to nikomu nie odmawia pomocy. Jej przyjaźń z Moniką również zasługuje na uwagę. Jak już wspomniałam - łączy je spora różnica wieku (szesnaście lat),ale nie stanowi to dla tych kobiet żadnej trudności. Monika mieszka w Lublinie, w tej historii ją również poznajemy. Czytając tę książkę tutaj też miałam wrażenie, że autorka podarowała tej bohaterce wiele z samej siebie. Obie kobiety bardzo polubiłam, są takie ludzkie, takie jak my. Muszę przyznać, że historia Ewy opowiedziana przez Monikę jest naprawdę warta poznania. Dzięki niej możemy bliżej przyjrzeć się niepełnosprawności głównej bohaterki, poznać jej codzienność i walkę o zdrowie. Tak jak już wspomniałam - na wiele spraw możemy spojrzeć inaczej. Chyba każdemu zdarza się narzekać na swoje ciało, wiele osób ma kompleksy, a chyba wszyscy jakieś problemy, nieważne czy mniejsze czy większe. Zdarza nam się marudzić, poddawać i widzieć wszystko w ciemnych barwach. Ewa pokazuje nam, że mimo wszystko można bardziej cieszyć się życiem, uświadamia nam, że wiele można przetrwać. Można dzięki jej losom zastanowić się nad sobą i swoimi problemami, czy rzeczywiście są nie do pokonania? Sporo się dzieje w życiu Ewy, więc również i w tej historii. Może i akcja nie jest jakoś bardzo dynamiczna, ale jednak o wielu sprawach tutaj przeczytamy. Narracja jest tu pierwszoosobowa, bo Monika opowiada nam o życiu swojej przyjaciółki. Pomimo poważnej tematyki książkę czyta się lekko, bo autorka w przystępny sposób ją napisała. Ta opowieść jest oparta na autentycznych wydarzeniach, dlatego jeszcze bardziej mnie ona intrygowała. ''Mimo wszystko'' to książka poruszająca ważny temat, ale jest przy tym ciepła, a nawet czasami zabawna. Wywołuje w czytelniku refleksje, pozwala na zastanowienie się nad swoim życiem i można dzięki niej spojrzeć na pewne aspekty z innej perspektywy. To historia, którą warto poznać, bo Ewa jest naprawdę ciekawą postacią. Zmaga się z różnymi problemami, ale nie poddaje się i potrafi zarazić optymizmem i zmotywować. Lubię takie książki, które zmuszają do myślenia i jeśli Wy też takie lubicie to dajcie szansę tej pozycji. ''Wracam w tym momencie do słów świętej pamięci babci Ewy, która mówiła: „Rzuć za siebie, a będzie przed tobą”. To niesamowicie mądry i ponadczasowy przekaz, mówiący o tym, że człowiek zbiera to, co zasiał. Oznacza to, że cokolwiek wysyłamy lub czynimy światu powróci do nas.'' http://czytam-wszystko.blogspot.com
Ayasha - awatar Ayasha
oceniła na87 lat temu
Nie ma o czym mówić Marta Szarejko
Nie ma o czym mówić
Marta Szarejko
Treść tej książki skojarzyła mi się z pewną sytuacją. Kiedyś nieopatrznie opowiedziałam koleżance, jak to w Poznaniu, na trasie do bankomatu i z powrotem, przy jednej z głównych ulic miasta, dosiadłam się do siedzącego na przychodnikowych schodach żebrzącego mężczyzny. Fakt, byłam zmęczona letnim upałem, ale to, co mnie szczególnie skłoniło do zatrzymania się, to jego interesujące zagajenie mnie. A dokładnie poruszony temat. Nie wiem, ile tam siedziałam, ale nie chciało mi się stamtąd ruszyć dalej, chociaż czas mnie ponaglał. Nie przytoczę treści naszej niezwykle wciągającej rozmowy, a właściwie bardziej jego monologu. Koleżanki też to nie interesowało. Nie była ciekawa, co usłyszałam, za to mocno zaczęła się zastanawiać nad moją poczytalnością, patrząc na mnie, jak na już zarażoną bezdomnością i alkoholizmem z podejrzeniem o AIDS. O dosiadaniu się do TYCH ludzi nawet sobie nie wyobrażała, bo (i tu użyję słów bohatera N.N. z książki) "wszystko to pasożyty, tylko czekają, żeby naciągnąć na czas, na pieniądze, na uczucia". Autorka tej książki nie posłuchała powyższych przekonań. Nie tylko przystanęła koło Wolfa z warszawskiego Placu Zamkowego, Zenka z częstochowskiego dworca, Marzenki z autobusu 106, Borysa z warszawskiej zajezdni autobusowej, Mateusza z olsztyńskiego dworca i wielu, wielu innych bezdomnych, żebrzących, chorych psychicznie, stałych rezydentów miejsc publicznych każdego większego miasta, nie tylko przysiadła się do nich, ale przede wszystkim wysłuchała. Nie zadała jednak żadnemu z nich pytania skąd się wzięli na ulicy, jaka przeszłość wyznaczyła im to miejsce tu i teraz, bo to było nieistotne dla słuchającej. Autorkę interesowało przede wszystkim, co mają do powiedzenia, z jakimi problemami się borykają, co sprawia im trudność i ból istnienia, jakie emocje kryją się za opowiadanymi przez nich historiami, jak wygląda ich dzień powszedni, o czym śnią, jakie maja plany i marzenia? Co czują ludzie zepchnięci, z własnej lub nie z własnej woli, na margines społeczny, których większość ludzi omija, nie zauważa, wymazuje z pola widzenia, nie mając siły, "żeby na ciebie patrzeć, nawet wzrokiem uciekają, byle z dala od oka, byle z dala od szyi i ucha, mądre miny, trochę żalu w głosie, bez bełkotu, bez rzygania" – jak mówi Tomasz Sztuczny, jeden z bohaterów. A autorka nie tylko zagląda na dworce, ulice, miejskie place, ale i do noclegowni czy zakładów opieki, wydobywając i wyłuskując te Fridy, Teresy, Ryszardy, Eugenie, Antoniny, Antków, spisując ich monologi, dialogi lub własne zdania charakteryzujące bohatera. Zbiera te wszystkie dżesy, dokumentujące życie ludzi z marginesu społecznego, umieszczając je w jednej książce, będąc częściowo archiwistką zbierającą, opracowującą i udostępniającą wpisy pensjonariuszy zakładu z księgi skarg i zażaleń, rozkład dnia z tablicy ogłoszeń, utrwalone w druku monologi bez znaków interpunkcyjnych, a częściowo pisarką uczulającą na problemy społeczne. Pcha ją przed oczy i zmusza do zauważenia, do wysłuchania, do przeczytania gwarantując odkażoną, zdezynfekowaną, czystą myśl tych, obok których większość nie chce?, boi się?, brzydzi się?, przystanąć. Książkę, która nie cuchnie dawno niemytym ciałem czy odorem wódki, nie śmierdzi moczem, nie zarazi grzybicą, nie pozostawi wszawej pamiątki po spotkaniu, ale może pozostawić dyskomfort w sumieniu, zabrudzić pamięć, zanieczyścić myśl o kapitalizmie z demokracją na śmietniku. Ciekawa jestem, czy tak podany problem, na tacy, w białych rękawiczkach, mojej koleżance, zachęciłby do przyjrzenia się mu? A może usłyszałabym odpowiedź – Daj spokój! Nie ma o czym mówić! http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na66 lat temu
Jesienny koktajl Jolanta Kwiatkowska
Jesienny koktajl
Jolanta Kwiatkowska
Czy życie po sześćdziesiątce może być piękne i pełne uniesień? Czy w tak dojrzałym wieku można marzyć i realizować swoje pasje? Czy można wtedy spotkać miłość swego życia? Czy to jest dobry czas na dokonywanie zmian? A może to odpowiedni moment, aby zacząć życie od nowa? Czy można korzystać z wszelkich dostępnych rozrywek i cieszyć się chwilą? Odpowiedź na wszystkie te pytania jest jedna: oczywiście, że tak. Każdy bowiem - bez względu na wiek - ma przecież prawo wyboru ścieżki życia, którą podąży. A jaką drogę wybrała Alicja - główna bohaterka? Zapraszam na recenzję :) "Jesienny koktajl" to moje trzecie spotkanie z twórczością Jolanty Kwiatkowskiej i muszę przyznać, że równie udane. Faktem jest, że akurat na tę książkę trafiłam całkiem przypadkiem, dokonując zamówienia na stronie jednej z księgarń internetowych. Nie ukrywam, że moją uwagę przyciągnęła przede wszystkim bardzo promocyjna cena (niecałe sześć zł). Następnie dostrzegłam nazwisko autorki i zdecydowałam się na tę książkę, nie zapoznając się nawet z jej opisem. I w żadnym stopniu nie żałuję. Potrzebowałam takiej lekkiej, przyjemnej i z ogromnym poczuciem humoru lektury, dzięki której mogłabym się oderwać od obszernych powieści poruszających trudne tematy i wywołujących łzy (a ostatnio takowe wybierałam) i trochę się zrelaksować. Główną bohaterką jest Alicja - matka i babcia oraz rozwódka. Kończy sześćdziesiąt lat i przechodzi na długo wyczekiwaną emeryturę. Wówczas postanawia zacząć korzystać z życia na wszelkie możliwe sposoby. Pragnie skupić się wyłącznie na sobie, realizacji swoich pasji, spełnianiu marzeń. Tworzy pewne zasady, których ma zamiar się trzymać. Zapisuje się na wykłady na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, uczęszcza na zajęcia z gimnastyki, tańca, grywa w brydża, spotyka się z przyjaciółkami, organizuje domowe SPA. Zaczyna przykładać większą uwagę do swojego wyglądu, dlatego częściej kupuje fajne i podkreślające figurę ubrania, korzystając z wielu atrakcyjnych promocji i obniżek. Uwielbia samotne spacery, weekendowe wypady nad jezioro, odwiedza kawiarenki i nałogowo pali papierosy. Udziela cennych i mądrych rad wnukom, wymienia się ciuchami z córką, mobilizuje swoje koleżanki do aktywności i namawia do czerpania radości z prostych i codziennych rzeczy. Udaje się także do sanatorium, gdzie poznaje miłość swego życia... "A ja jestem jesień. Już się naumiałam, napracowałam, skutecznie zapyliłam. Wnuki odchowałam. Już nic nie muszę. Najważniejsze, nikt mi niczego nie może: kazać, nakazać, pozwolić, zabronić. Wiek podeszły to cudowny usprawiedliwiacz. Daje mi pełne prawo do zmiany osobowości, czyli: zmniejszenia aktywności, zacieśnienia zainteresowań, skupienia się na własnych sprawach i przekonania o swej nieomylności. Jesień życia to WMW. Czytaj: wszystko mi wolno. Robię tylko to, na co mam ochotę." Alicja to kobieta energiczna, silna, sympatyczna, towarzyska, ciesząca się i delektująca się każdą chwilą, każdym dniem. Otrzymując legitymację emerycką, postanowiła korzystać z jej ulg, odwiedzając kina, teatry, muzea. Oglądała seriale i inne programy, które lubiła, które sprawiały jej radość i wywoływały uśmiech na jej twarzy. Unikała polityki, negatywnych wiadomości, przygnębiających reportaży, filmów pełnych przemocy i nienawiści. Przekonywała przyjaciółki, że "Moda na sukces" jest świetnym serialem, przyciągającym kilkaset milionów widzów na całym świecie, mimo, iż mnóstwo osób uważało go za tandetnego, niewnoszącego nic istotnego do życia i nudnego. Alicji się podobał, nie wstydziła się do tego przyznać i nie przejmowała się zdaniem innych. Była pewna siebie, przekonana o swoich racjach. Nie istniały dla niej tematy tabu, prowadziła rozmowy dotyczące seksu czy homoseksualizmu. Gdy coś jej dolegało, np. przeziębienie czy korzonki, nie skupiała się na bólu, tylko działała, biorąc tabletkę i myśląc o tym, że za parę dni przejdzie, zatem szkoda czasu na zamartwianie się i narzekanie. Trzeba wziąć się w garść, a nie użalać nad sobą, jak to miały w zwyczaju jej koleżanki. Trzeba myśleć pozytywnie, cieszyć się każdym dniem, korzystać z życia, dostrzegać szczęśliwe momenty, a przede wszystkim pamiętać, że życie jest tylko jedno. Alicja na pewno stanowi wzór do naśladowania, nie tylko dla osób w zbliżonym do niej wieku i na podobnym etapie życia, ale również dla młodych ludzi. "Nikt nie wie, kiedy i jaką niespodziankę życie mu przyniesie. Ja wiem, że każdą, nawet niemiłą, przyjmę i poszukam plusików. Nie dam zepsuć smaku mojego jesiennego koktajlu. Goryczkę też zaliczę na plus. Jest potrzebna. Podkreśla i wzbogaca aromat..." "Jesienny koktajl" to ciekawa, pełna pozytywnej energii mini powieść obyczajowa. Napisana jest łatwym w odbiorze i prostym językiem, z lekkością, dystansem i ogromnym poczuciem humoru. Nieustannie w trakcie jej lektury pojawiał się uśmiech na mojej twarzy. Przyznaję, że naprawdę świetnie się bawiłam czytając ją. To pozycja na jedno popołudnie, która nastraja optymistycznie, pozwala oderwać się od otaczającej nas rzeczywistości oraz zapewnia chwilowy odpoczynek. Na pewno też skłania do refleksji i wysnuwania wniosków. W życiu często bardziej skupiamy się na rzeczach przykrych, tragicznych, smutnych, bolesnych, ciężkich. Poświęcamy im uwagę, rozmawiamy o tym. A przecież istnieją też pozytywne wydarzenia, momenty, emocje i uczucia, radość, miłość, szczęście, o których niestety zapominamy. Jednak to na nich powinniśmy się skupić, to te wartości dostrzegać i pielęgnować. Życie będzie piękniejsze, wielobarwne i pełniejsze, jeśli nasze nastawienie do niego będzie pozytywne. "Oczywiście, że nie znamy godziny śmierci. Czasami to dobrze. Niekiedy źle. Nie ma wieku. Nie ma bezpiecznego schronienia. To nie znaczy, że mam, żyjąc, cały czas nasłuchiwać. Czekać i wzywać. Nie wszystkim dane jest urodzić się. Każdemu wybije dzwon. Rzadko kiedy w odpowiednim momencie..." Dodatkowym atutem książki - bynajmniej dla mnie - są ukazane na samym jej końcu przepisy babusi Alusi na smaczne, łatwe, niedrogie i słodkie smakołyki, m.in.: ptysie, szarlotkę szybkościówkę, jeżykowe kęsiczki, winko ryżowe, bananowe zgadywanki, parzymordkę meksykańską, smakowitości kawowe i inne. Każdy z przepisów zawiera dane tj.: koszt, czas przygotowywania, składniki oraz dokładnie omówione są poszczególne etapy ich przyrządzania. "Jesienny koktajl" to przyjemna i pogodna książka, którą polecam przede wszystkim kobietom, bez względu na wiek. "Mikstura szczęścia na każdą porę roku Koszt: 0,00 zł Czas przygotowania: 0,00 minut Składniki: 1 wiadro dystansu (najlepiej do wszystkiego) 1 chochla optymizmu (trzymamy zawsze w zasięgu ręki, oczywiście nie chochlę) duża porcja nadziei (wszystko jedno na co) 5 uśmiechów codziennych (nawet do sera) 1 łyżka wazowa humoru (jeśli nie mamy, pożyczamy od kogo się da) 1 łyżka od zupy (z dużym czubem) zadowolenia z siebie (jeśli nie mamy dzisiejszego, bierzemy wczorajsze, nawet sprzed paru dni, nie psuje się) Mieszamy dokładnie. Trzymamy pod ręką. Pijemy nawet wtedy, gdy mamy zaciśnięte krtań i tchawicę tak, że trudno odetchnąć." http://wielbicielka-ksiazek.blogspot.com/
Wielbicielka-książek - awatar Wielbicielka-książek
ocenił na69 lat temu
Tylko nie życz mi spełnienia marzeń Anna Strzelec
Tylko nie życz mi spełnienia marzeń
Anna Strzelec
Rok 1988. Anna z mężem decydują się na ucieczkę z Polski na Zachód. W ostatniej chwili okazuje się, że kobieta wyjeżdża na zagraniczną wycieczkę bez powrotu tylko z najmłodszą córką. Uzyskanie azylu i pozwolenie na pracę w Niemczech nie jest tak łatwe jak wydawało się w kraju, zwłaszcza w przypadku braku znajomości języka. Czasem pomogą krajanie będący w podobnej sytuacji, a czasem dobre serce Niemca. Z czasem do Anny przyjeżdża dwójka starszych dzieci. A potem przychodzi wiadomość, która zwala kobietę z nóg - mąż ją zdradza z młodszą kobietą i zamierza z nią zamieszkać. Książka zaczyna się dość szaro i ponuro, jak ówczesne czasy. Staje się nieco jaśniejsza i kolorowa, gdy Anna wychodzi powtórnie za mąż. Życie z cudzoziemcem wiąże się z akceptacją nieco innej kultury i zwyczajów. Ale lepsze to niż rozpamiętywanie chwil szczęścia z pierwszym mężem i rozmyślanie o jego zdradzie. Poza tym trzeba myśleć o zabezpieczeniu dla dziecka i siebie samej w obcym kraju. Książka Anny Strzelec poddaje w wątpliwość zdanie Polaków z końca PRL o NRD i RFN jako o krajach miodem i mlekiem płynących, gdzie żyje się lepiej i gdzie zarabia się duże pieniądze. Zmierzenie się z walką o azyl, by mieszkanie w obcym kraju zalegalizować i ze świadomością, że powrót do kraju po ucieczce z niego wiąże się z prawną odpowiedzialnością, dla kobiety samotnie wychowującej dziecko do łatwych nie należy. Czy warto przeczytać tę książkę? Tak, choćby po to, by poznać lub przypomnieć sobie szarość lat 80-tych.
Badylarka - awatar Badylarka
oceniła na71 rok temu
Przeczekać ten dzień Anna Maria Jaśkiewicz
Przeczekać ten dzień
Anna Maria Jaśkiewicz
Mam ogromny problem z oceną tej książki, gdyż jest bardzo nietypowa. Dziwny temat, dziwna konstrukcja, bez jakiejkolwiek akcji. Po prostu jeden facet cały czas mówi o sobie i swoim życiu. A wszystko przeplatane poezją, refleksjami o życiu i umieraniu, o różnych wartościach, do tego dylematy moralne. Karol, nauczyciel języka polskiego w liceum po śmierci żony, Marty wiedzie samotnicze życie. Pracuje jako nauczyciel języka polskiego w liceum i praca ta najwyraźniej mocno go frustruje, bo młodzież bywa trudna i niewdzięczna i można sobie żyły wypruwać a i tak ciężko coś z licealistów wykrzesać. Poza nielicznymi wyjątkami jak na przykład uczeń Wiśniewski. W dodatku Karol zapuścił się jako facet, trochę chyba zdziwaczał. Pewnego dnia orientuje się, że zaginął mu notatnik, w którym zapisuje sobie różne osobiste i zawodowe notatki. Odnajduje zeszyt w szkolnej ławce i ze zdumieniem spostrzega, że pod jedną z dat pojawił się dopisek: “śmierć”. Najpierw się przestraszył, a potem pomyślał, że może któryś z uczniów zrobił mu taki makabryczny żart. Miał też dziwny, bardzo realistyczny sen związany ze śmiercią. Zresztą temat śmierci jakoś dziwnie wokół niego krąży w różnych okolicznościach. Karol zaczyna rozważać czy może rzeczywiście zagraża mu utrata życia i w związku z tym podejmuje pewne działania, nakierowane na to aby podomykać pewne sprawy życiowe. Bywały w książce momenty, które mnie nudziły, jak choćby ogromnie długi i szczegółowy wywód Karola ( skierowany do wspomnianego już Wiśniewskiego, ucznia startującego w olimpiadzie polonistycznej) na temat grzechu pierworodnego i różnych jego interpretacji: filozoficznych, teologicznych. A jednocześnie przez cały czas intrygowało mnie pytanie: “jak to wszystko się zakończy?” Ciekawiło mnie czy główny bohater rzeczywiście umrze w dniu zaznaczonym w notatniku i o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Jako takiej akcji nie ma tu w ogóle. Są scenki z życia Karola w klasie podczas lekcji, w pokoju nauczycielskim, czy inne wycinki z jego życia, ale poza tym to nic się tu nie dzieje, a z drugiej strony w powietrzu cały czas wyczuwa się jakieś napięcie. Natomiast zakończenie zaskakujące, dramatyczne, wbiło mnie w fotel i mocno zdołowało. Polecam tę książkę. Jest mądra, wartościowa, ma nowatorską formę i bardzo wyróżnia się na plus od tandety jakia od dłuższego czasu zalewa księgarski rynek. Aż trudno uwierzyć, że tak młoda osoba (19 lat) wydała tak dojrzałą i dobrą książkę. Przeczytajcie koniecznie.
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na83 lata temu
Dom Sophii Michael D. O'Brien
Dom Sophii
Michael D. O'Brien
Książka ukazała się w serii: Powieść z duszą. Rzeczywiście o bolączkach duszy głównego bohatera - Pawła Tarnowskiego jest tu sporo i aż nadto. Kim jest Paweł Tarnowski? Wrażliwym młodzieńcem, niedoszłym zakonnikiem, niespełnionym artystą, malarzem, pisarzem, marzycielem. Jest także właścicielem odziedziczonego po wuju przedwojennego, warszawskiego antykwariatu zwanego ,,Domem Sophii". Kim jestem? Na to pytanie próbuje znaleźć odpowiedź sam główny bohater. Pogrążając się w beznadziei własnej samooceny, biedując nad własnym losem i brakiem miłości zdaje się dążyć do autodestrukcji. Zrządzeniem losu jesienią 1942 roku w jego księgarni pojawia się niespodziewanie młody uciekinier z getta - Żyd Dawid Schäfer. Udzielając mu schronienia Paweł dokonuje w sobie wewnętrznej przemiany. Jego życie nabiera wreszcie sensu i znaczenia. Książka składa się jakby z dwóch warstw fabularnych. Jedna to historia okupacyjna opowiadająca o przyjaźni ludzi z dwóch odrębnych kultur, którzy znajdują wspólny język dzięki odkrywaniu na nowo pojęcia ,,człowieczeństwo". Druga warstwa, o wiele trudniejsza do przebrnięcia, to zanurzanie się w filozoficzno, religijno, egzystencjalne rozważania obrazujące wewnętrzne cierpienia głównego bohatera. Dużym plusem są niewątpliwie wiernie oddane, historyczne realia dotyczące Warszawy w czasie okupacji opisane bądź co bądź przez kanadyjskiego pisarza. Oczywiście plus także za to, co bardzo lubię, czyli historię z księgarnią w tle.
Pan Książka - awatar Pan Książka
oceniła na72 lata temu

Cytaty z książki Ostatni lot nad Kongo

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ostatni lot nad Kongo