rozwińzwiń

Marsz ołowianych żołnierzy

Okładka książki Marsz ołowianych żołnierzy autora Maciej Słomczyński,
Okładka książki Marsz ołowianych żołnierzy
Maciej Słomczyński Wydawnictwo: Wydawnictwo Lubelskie Seria: Biblioteka Młodych literatura dziecięca
196 str. 3 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Młodych
Data wydania:
1975-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1975-01-01
Liczba stron:
196
Czas czytania
3 godz. 16 min.
Język:
polski
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Marsz ołowianych żołnierzy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Marsz ołowianych żołnierzy

Średnia ocen
6,4 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Marsz ołowianych żołnierzy

Sortuj:
avatar
1307
1264

Na półkach: , , ,

Szkolna nagroda z podstawówki. Z reguły miałem pecha i dostawałam (nie tylko w szkole, tak samo w LC) jako nagrody książki nie tylko niechciane przeze mnie, kompletnie nietrafione i z reguły dla innej grupy wiekowej. To był jeden z nielicznych wyjątków. Nazwisko autora nic mi nie mówiło, dopiero tata powiedział że to tłumacz literatury anglojęzycznej i autor kryminałów, podpisywanych nazwiskiem „Joe Alex”.
Historia z roku 1939. Początek w stylu pożądanym przez ówczesne władze – dwaj koledzy ze szkoły i drużyny piłkarskiej z różnych środowisk społecznych. Jeden pójdzie do gimnazjum a drugi …
No właśnie – wojna niweczy plany i niweluje różnice. W obliczu śmierci, utraty wszystkiego, ratowania życia czy poszukiwania rodziny nikt nie pamięta o stratyfikacji społecznej. Wtedy okazuje się kto jakim jest naprawdę człowiekiem.
Dobra książka dla chłopaków z podstawówki, najlepiej od trzeciej do góra piątek klasy. Sentyment pozostał.

Szkolna nagroda z podstawówki. Z reguły miałem pecha i dostawałam (nie tylko w szkole, tak samo w LC) jako nagrody książki nie tylko niechciane przeze mnie, kompletnie nietrafione i z reguły dla innej grupy wiekowej. To był jeden z nielicznych wyjątków. Nazwisko autora nic mi nie mówiło, dopiero tata powiedział że to tłumacz literatury anglojęzycznej i autor kryminałów,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
101
101

Na półkach: ,

Ciekawa historia wojennych losów ojca i dwóch synów. Dobrze skonstruowana akcja, wciągająca. Książkę dobrze się czyta. Dla mnie plus za przeniesienie w realia II wojny.

Ciekawa historia wojennych losów ojca i dwóch synów. Dobrze skonstruowana akcja, wciągająca. Książkę dobrze się czyta. Dla mnie plus za przeniesienie w realia II wojny.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
244
9

Na półkach: ,

piekna historia. z happy endem. opowiada o milosci w rodzinie ktora zawsze doprowadzi do siebie jak po sznurku kochajace sie osoby mimo przeciwnosci jakie zgotuje los :)

piekna historia. z happy endem. opowiada o milosci w rodzinie ktora zawsze doprowadzi do siebie jak po sznurku kochajace sie osoby mimo przeciwnosci jakie zgotuje los :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

49 użytkowników ma tytuł Marsz ołowianych żołnierzy na półkach głównych
  • 28
  • 21
27 użytkowników ma tytuł Marsz ołowianych żołnierzy na półkach dodatkowych
  • 19
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Marsz ołowianych żołnierzy

Inne książki autora

Okładka książki Sekscytacje. Antologia polskiej literatury frywolnej, rubasznej i obscenicznej Stanisław Barańczak, Tadeusz Boy-Żeleński, Aleksander Fredro, Marian Hemar, Mieczysław Jagoszewski, Świętopełk Karpiński, Szymon Kobyliński, Leszek Mazan, Janusz Minkiewicz, Andrzej Możdżonek, Adam Naruszewicz, Tadeusz Różewicz, Maciej Słomczyński, Wisława Szymborska, Stanisław Trembecki, Julian Tuwim, Tadeusz Wittlin, Marian Załucki
Ocena 6,6
Sekscytacje. Antologia polskiej literatury frywolnej, rubasznej i obscenicznej Stanisław Barańczak, Tadeusz Boy-Żeleński, Aleksander Fredro, Marian Hemar, Mieczysław Jagoszewski, Świętopełk Karpiński, Szymon Kobyliński, Leszek Mazan, Janusz Minkiewicz, Andrzej Możdżonek, Adam Naruszewicz, Tadeusz Różewicz, Maciej Słomczyński, Wisława Szymborska, Stanisław Trembecki, Julian Tuwim, Tadeusz Wittlin, Marian Załucki
Maciej Słomczyński
Maciej Słomczyński
Joe Alex - Pseudonim Macieja Słomczyńskiego, a zarazem postać literacka, główny bohater kilku powieści kryminalnych wydanych pod tym pseudonimem. Jako bohater książkowy jest detektywem i pisarzem powieści kryminalnych, który w swoich książkach opisuje własne przygody. Pod tym samym pseudonimem wydał także powieść historyczną Czarne Okręty – barwną opowieść o losach trojańczyka uwikłanego przez los w knowania egipskich kapłanów i pałacowe spiski władców Krety, wyruszającego w podróż na daleką północ w poszukiwaniu mitycznej krainy bursztynu. Publikował również pod alternatywnym pseudonimem Józef Aleks oraz Kazimierz Kwaśniewski (powieści milicyjne).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tajemnica wzgórza 117 Janusz Przymanowski
Tajemnica wzgórza 117
Janusz Przymanowski
Książka Tajemnice wzgórza 117 przez przypadek trafiła w moje ręce i nie wiedziałem czego mogę spodziewać się po niej. Miałem nadzieje na przyjemną i ciekawą tematycznie pozycje, przy której miło spędzę czas. Książka Tajemnice wzgórza 117 jest opowieścią dotyczącą końca drugiej wojny światowej, gdzie lotnicy walczyli z okupantem nie tylko na ziemi, ale również w powietrzu. Dotyczy wydarzeń z marca 1945 roku opowiadając o lotnictwie Wojska Polskiego na Wschodzie walczącym z przeciwnikami próbując zestrzelić wrogie samoloty. Na bazie tamtych wydarzeń autor przedstawia nam historie o przygodach pilota Jana Łubina i Janka, którzy zaintrygowani wzgórzem próbują odkryć jego tajemnice. Nie brakuje tutaj walk powietrznych, zasadzek nieprzyjaciela i próby powstrzymania wroga. Poruszając tematykę odwagi, poświęcenia i walki za ojczyznę z przeważającymi siłami okupanta. Jednocześnie autor postanowił wprowadzić motywy współpracy polsko – radzieckiej, czyli żołnierza z żołnierzem co widać podczas czytania. Mogli różnić się od siebie swoimi poglądami lub nawet nie trafiać z nimi, ale dogadywali się ze sobą walcząc razem przeciwko niemieckim wrogom. Inaczej sprawa miała się z relacjami polsko-radzieckimi, które nie zawsze były na dobrej drodze w swoich relacjach. Przygody dwójki bohaterów odkrywających tajemnice wzgórza były ciekawe i wciągające. Wprowadzając motyw przyjaźni między Jankiem i zwierzątkiem prowadziło do miłych i zabawnych sytuacji. Przyjemna opowieść od autora ukazująca nie tylko walkę, ale też przyjaźń, odwagę i poświęcenie. Odkrywanie niemieckiego sekretu wzgórza ze wszystkim było ciekawym pomysłem i intrygującym. Książka Tajemnice wzgórza 117 jest pozycją przygodową o tematyce wojennej dotyczącej lotnictwa Wojska Polskiego, którą skierowano bardziej do młodego czytelnika. Bohaterowie występujący tutaj w głównych rolach zostali zarysowani dobrze. Pilot Jan Łubin jest doświadczonym pilotem, który nie jedną wyprawę w przestworzach ma za sobą. Z kolei Janek jest osobą młodą, garnącą się do walki, odważną i mający swojego pupilka. Tworzący z nim ciekawy duet wzbudzający wiele miłych i zabawnych momentów. Oprócz nich spotykamy postacie na drugim i dalszym planie dobrze wykreowanych mających do odegrania rolę w fabule przewidzianą przez autora. Nie uświadczymy papierowych bohaterów, lecz mają w sobie głębie mimo długości opowieści. Wzbudzają sympatie i dają się polubić od samego początku. Sama fabuła jest poprowadzona szybko i akcja leci do przodu bez zatrzymywania się wraz z postępującymi wydarzeniami. Napisana przystępnie, przyjemnie, lekko i wciągająco przez autora. Tajemnice wzgórza 117 jest propozycją dla młodego czytelnika, lecz także ktoś starszy może przeczytać przeżywając przygodę z bohaterami książki. Nie wiedziałem się co mogę dostać, lecz mimo krótkości i prostoty bawiłem się przy niej bardzo dobrze. Miło spędziłem czas i szybko przeczytałem. Książka dobra i przygody bohaterów wciągają od początku do samego końca. Finał do przewidzenia jeśli chodzi o zakończenie, lecz nie przeszkadzało mi to wcale. Może jeszcze wrócę do niej jak będę miał ochotę, a jak będę miał okazje to na pewno po jakieś książki autora jeszcze sięgnę w przyszłości.
Magnis - awatar Magnis
ocenił na62 miesiące temu
Wielka wojna z czarną flagą Wiktor Zawada
Wielka wojna z czarną flagą
Wiktor Zawada
Drugi tom serii o KAKTUSACH, czyli świetna lekcja historii dla młodzieży, ale i dla dorosłych. Wiktor Zawada wykreował bardzo silne charaktery, a ich przygody, choć czasem mogą wydawać się wręcz absurdalne w realiach wojennych - to są wyjątkowo celnym przeniesieniem walki o wolność dorosłych. WIELKA WOJNA Z CZARNĄ FLAGĄ opisuje trzeci rok okupacji, a drużyna Kaktusów musi poradzić sobie ze zdradą, z niesprawiedliwością i z brutalnym agresorem. Ta książka, to fikcja - ale fikcja, która się zdarzyła... w wersji bardziej przerażającej. Mimo jednak lżejszego tonu - tej opowieści nie można posądzić o choćby najmniejsze banalizowanie wojny. Mamy tu prawdzie emocje, prawdziwe cierpienie i prawdziwą moralność - honor w tej historii nie jest tylko słowem. Bardzo cenię tę serię - został mi do nadrobienia jeszcze tom trzeci. Uważam, że pokazana tu współpraca, przyjaźń, jedność, determinacja, którą widać w małych rzeczach, czasem w drobnostkach - sprawia, że człowiek zaczyna rozumieć, czym jest patriotyzm i prawdziwa odwaga. W tej części nasza ekipa stanie oko w oko z Hitlerjugend i będzie to starcie pamiętne. Czy pokonają wroga? Czy pozostaną sobą, pomimo rozmaitych rozczarowań - a może rozczarowanie przekują w złoto? Skąd wezmą nadzieję, w świecie pozbawionym nadziei? Ach! I humor! Przecież humor jest tu czynnikiem wiodącym, który pozwala z zachwytem przewracać stronę po stronie. Książka została fantastycznie wydana. Piękna tasiemka jako zakładka, twarda okładka, klasyczna spójność, eleganckie szycie i oczywiście ilustracje Ludwika Paczyńskiego, które to ilustracje w swej prostocie są karykaturalnym i celnym odbiciem wojennej rzeczywistości. za wolność! za Polskę! 8/10 tom 2 KAKTUSY Wydawnictwo Zysk i S-ka
πPi - awatar πPi
ocenił na84 lata temu
Wodzu, wyspa jest twoja Ryszard Liskowacki
Wodzu, wyspa jest twoja
Ryszard Liskowacki
Książka która mnie ominęła w dzieciństwie, a szkoda, z pewnością podobała by mi się o wiele bardziej. Usłyszałem od niej podczas spotkania literackiego, na którym gościłem z kolegą. Wspominał ją jako lekturę swojego dzieciństwa. Koniecznie musiałem ją poznać. Akcja ma miejsce w Szczecinie, pojawia się Odra, tramwaj numer 8, Las Arkoński, Park Kasprowicza, jednak mam nadzieję, że to innym, mglisty Szczecin. Znam Odrę w pasie od stoczni do Inoujścia i jedyne miejsce, które mi pasuje to okolice Gocławia. Nie ma tam jednak możliwości dojścia przez bagna. Ale skoro jechali tramwajem 8, to może chodzić o Siedlińską Kępę albo Bryniecki Ostrów... gdzieś na Międzyodrzu. Dawniej ósemka miała pętlę na Basenie Górniczym. Nie ma to aż tak wielkiego znaczenia. Szczecin jest tylko tłem, znajomym i miłym, ale jednak tłem. O wiele bardziej istotna jest owa wyimaginowana "Wyspa Szczęścia", na której dzieją się cuda. Czary? Nie. Przemiany charakterów. Książka ma wszystko co mogło się podobać czytelnikowi z tamtego czasu (lata 60/70): trochę swojskości, zgrana paczka kumpli, bandy podwórkowe, dalekie a bliskie miejsce, przygoda, draki i bijatyki. Przypominają mi się moje pierwsze komiksy klasowe, a były to właściwie same potyczki. One w większości odbywały się w naszej wyobraźni. Marzenia odgrywały wtedy o wiele większą rolę. W nich wysepka mogła zamienić się w dziki ląd, konkurencyjna banda w piratów a wrony... w kurę na rosół. Nie pierwszy to raz wyobraźnia przenosiła szczecińskich marzycieli i poszukiwaczy przygód w inne krainy. Jezioro Dąbie potrafiło zmienić się w Mare Dambiensis... gdzieś tam, na swojej wyspie mieszka kot Umbriaga. Książka całkiem niezła, ale nie ma szansy przebić Niziurskiego czy Bahdaja. Ciekawe jest to, że autor poświęcił ją swemu synowi - Arturowi Liskowackiemu, który jest postacią znaną w Szczecinie, o bogatym dorobku literackim. Dla mnie to lokalna ciekawostka, związana z moim miastem i czasem, który nie należał do mojego pokolenia.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na67 miesięcy temu
Telefon zaufania Stanisława Platówna
Telefon zaufania
Stanisława Platówna
Znajdujemy się we Wrocławiu wczesnych lat siedemdziesiątych. W pewien zimny i ponury wieczór dyżur przy tytułowym telefonie zaufania pełni doktor Rajewski. Na herbatkę i chwilę pogawędki wpada do niego przyjaciel, doktor Werner. Nagle przyjacielska rozmowa zostaje przerwana przez wibrujący znany wszystkim dźwięk: dźwięk dzwoniącego telefonu. Na numer "zaufania" dzwoni szesnastoletni chłopak i w wielkim wzburzeniu opowiada swoją historię. Historię, która wprawi w ruch maszynę wzajemnej pomocy, troski i zrozumienia. Historię, która pokaże czytelnikowi, jak bardzo w trudnych chwilach można liczyć na ludzką pomoc. Cała akcja książki dzieje się zaledwie w 24 godziny. Ciężko jest napisać o niej więcej nie zdradzając jednocześnie fabuły i zawirowań akcji. Dlatego ograniczę się tylko do kilku zdań. Stefan (ów szesnastoletni chłopak) dowiaduje się z obcych ust pewnej istotnej i zaskakującej rzeczy dotyczącej jego przeszłości. Wiadomość ta wstrząsa nim, burzy jego dotychczasowy spokój i jest bodźcem do zmiany. Stefan postanawia opuścić dom i rodzinę. Podczas ucieczki spotyka na swojej drodze obcych ludzi, jakże różnych i pozornie nie mających ze sobą nic wspólnego. Ale wszystkich tych ludzi połączy jedno - wyciągną pomocną dłoń do Stefana i będą mieli wpływ na jego przyszłe decyzje i jego przyszłe życie. A postaci to barwne: pan Antoni, staruszek mieszkający samotnie w budzie nie zasługującej na miano mieszkania; doktor Werner, pierwszy, który wprawi w ruch machinę mającą ocalić Stefana; jego syn Leszek, który nie tak dawno przeżył historię podobną do tej, jaką teraz przeżywa Stefan; Loniek, bezdomny weteran wojenny, dowcipny i mający duży dystans do siebie i otoczenia; wreszcie Joanna, rówieśniczka Stefana, która zobaczy w nim to, czego nie widzą inni. Książka napisana jest ciepłym językiem, historia opowiadana przez autorkę jest niebanalna, ale wiarygodna i zmusza czytelnika do zadawania pytań i poszukiwania na nie odpowiedzi. "Telefon zaufania" polecam wszystkim. Tym, którzy mają nastoletnie dzieci. Tym, którzy lubią czytać powieści w klimacie rzeczywistości peerelowskiej (znajdziemy w niej między innymi informację, jaki samochód nazywany był mydelniczką). Tym, którzy cenią serię Klubu Siedmiu Przygód i wydawane w niej książki. Oraz wszystkim tym, którzy zwątpili w człowieka. Autorka "Telefonu zaufania" swym piórem i opowieścią tę wiarę przywraca.
Yvonne - awatar Yvonne
ocenił na1012 lat temu
Kaktusy z Zielonej ulicy Wiktor Zawada
Kaktusy z Zielonej ulicy
Wiktor Zawada
„Kaktusy z Zielonej Ulicy” Wiktora Zawady to książka, którą odkryłem zupełnym przypadkiem gdzieś w gimnazjum. Pomijając lektury, czytałem już wtedy całkiem sporo. Chociaż rysował się mocno kierunek prowadzący w stronę fantastyki, to sięgałem też po inne rzeczy. I tym sposobem, przeglądając u dziadków szafkę z książkami mojej mamy i ciotek trafiłem na taki skarb. Powieść ta jest to świetna młodzieżowa przygodówka osadzona w trudnych realiach II wojny światowej. Autor dokonał niesamowitej sztuki, jaką jest pokazanie wojny z perspektywy dzieci przy zachowaniu daleko idącego autentyzmu życia społecznego i tragizmu okupacji. Wspominam lekturę naprawdę dobrze. Już wtedy interesowałem się historią i zdawałem sobie sprawę z tego, czym była wojna i jakie były jej konsekwencje, więc lektura była ciekawym doświadczeniem. Z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że fabuła weszła mi w głowę, a książkę czytałem kilkukrotnie. Sam fakt, że teraz po latach wciąż siedzi mi w głowie jest chyba dość znaczący. Wiktor Zawada, a właściwie Witold Welcz umieścił swoją opowieść w Zamościu, co na pewno też nie pozostało bez wpływu na mój odbiór, bo chociaż sam pochodzę z Tomaszowa Lubelskiego, to Zamość odwiedzałem wielokrotnie. No i na koniec mój dom rodzinny mieści się przy ulicy Zielonej. Innej, ale jednak. Nie wydaje mi się, żebym specjalnie utożsamiał się z bohaterami powieści, jednak gdzieś ta koincydencja była ciekawa. Tytułowe Kaktusy to grupa przyjaciół, których najlepszy czas dzieciństwa to zabawa w Indian. Wrzesień 1939 roku sprawia, że zamiast zabawy w wojnę muszą stawić czoła prawdziwym wydarzeniom. Obserwują jak zmienia się życie codzienne ich, rodziny i wszystkich wokół pod niemiecką okupacją. Dotychczasowe psikusy i zabawy ustępują pomysłom, jak rzeczywiście mogą zaszkodzić wrogom. Spotykają się z dramatami, takimi jak rozbicie rodziny oraz realnym niebezpieczeństwem. Dziecięce kłótnie odchodzą na bok z racji poczucia braterstwa oraz strachu, który odczuwają mimo okazywanej odwagi, a czasem nawet buty. Dzidek, Bysiek, Milka oraz Jędrek to główni bohaterowie książki, ale ważną rolę odgrywał także Jasiek Cielebąk, który nieco starszy od pozostałych dzieciaków, szybciej i bardziej świadomie wyrabiał sobie zdanie na temat sytuacji. Niesamowitą postacią jest Polcia, pomoc domowa rodziny Centów. Dziewczyna, która potrafiła zrugać Niemca, tak że wziął nogi za pas. Oj, pamiętna scena. No właśnie, są też Niemcy. Zarówno osiedlani na Zamojszczyźnie zwykli ludzie z III Rzeszy, jak i żołnierze. W tym ostatnim gronie znajduje się Herr Pacurek, niepożądany lokator w domu Dzidka, główny wróg Kaktusów. Na konflikcie z nim skupia się lwia część akcji książki. Postacie nie są przerysowane, nie mają cudownych zdolności ani nadmiernego szczęścia. To zwyczajne dzieciaki i ich rodziny oraz znajomi, którzy po ludzku muszą zmierzyć się z potężnymi przeciwnościami losu. I to chyba właśnie ta autentyczność sprawia, że wciąż mam mocne wspomnienia związane z tą książki i co jakiś czas wracają one do mnie i rozpamiętuję sobie tę historię. Styl autora jest bardzo specyficzny, łączący lekkość lektury dla młodzieży z powagą wojennej tematyki. To rzadka sztuka i umiejętność, by tak połączyć te kwestie bez uszczerbku dla którejkolwiek. Świadczę własnym doświadczeniem, bo to dość znaczące, że mimo upływu bodaj 20 lat tak dobrze pamiętam tę książkę i czuję echo emocji, jakie zostały w niej zawarte. To jest moc literatury. Taką literaturę powinna czytać młodzież. Chociaż rozumiem zmiany pokoleniowe oraz zmianę trendów, to „Kaktusy z Zielonej Ulicy” powinny być szerzej znane i promowane. To nie tylko książka przesiąknięta niezwykłym klimatem przyjaźni i zagrożenia. Jest tu wspaniały, nieprzesadny patriotyzm oraz wiele mądrych postaw i zachowań. Co ciekawe, mimo że powieść ukazała się pod koniec lat 60., to nie pamiętam, żeby wciśnięto tam propagandę komunistyczną. Jeśli jest, to wtedy jako dzieciak jej nie dostrzegłem. Z całego serca polecam tę książkę zarówno młodym, jak i starszym czytelnikom. Wszystkie powody wymieniłem wyżej, więc nie będę się powtarzał. Wspomnę tylko, że jest to pierwszy tom trylogii i co dziwniejsze mimo mojego zachwytu nad tym tomem, nigdy nie miałem okazji przeczytać kolejnych. W szkolnej bibliotece ich nie było, w publicznej chyba nie pytałem, a kupić tego nie szło, bo internetowy rynek handlu wtórnego książkami nie był tak rozwinięty jak dziś. Plan uzupełnienia kolekcji będzie dopiero zrealizowany. Wtedy pewnie wrócę z pełną recenzją i okaże się czy z perspektywy starszego, obciążonego większą wiedzą człowieka też będzie tak świetnie. Tekst opublikowany pierwotnie na stronie: https://www.facebook.com/SoFiK.DamianPodoba
SoFiK - awatar SoFiK
ocenił na74 miesiące temu
Lekcji więcej nie będzie Honorata Chróścielewska
Lekcji więcej nie będzie
Honorata Chróścielewska
"Wojna nie wybiera. Kule nie mają oczu." "Lekcji więcej nie będzie" to jedna z tych niepozornych książek, do których czuję duży sentyment. Kojarzy mi się z czasami, gdy musiałam chować się pod kołdrą z latarką i książką, żeby rodzice nie krzyczeli, że już czas na spanie. A ja tak bardzo chciałam, ja wręcz musiałam przeczytać jeszcze tych parę stron. Od tego czasu minęło już dużo lat, a ta książka nadal była gdzieś tam w moich myślach. Parę dni temu wygrzebałam ją spod sterty innych w antykwariacie. Głowną bohaterkę książki, Hanię, poznajemy w chwili, gdy nauczycielka oznajmia uczniom, że lekcji więcej nie będzie, ponieważ tak zarządziły władze niemieckie. Jest połowa grudnia 1939 roku. Początkowo Hania zajęta jest myślami o prywatkach, miłostkach, ubraniach i kosmetykach. Gdzieś tam pojawiają się wieczorki literackie i deklamacje patriotyczne, ale młoda dziewczyna chce się bawić i żyć tak, jak żyła do tej pory. Nie tylko zresztą ona. Towarzysze zabawy mówią: "Przecież jutro może być z nami koniec", więc chcą czerpać z teraźniejszości jak najwięcej beztroski. Jednak Hania szybko poważnieje. Wojna przyspiesza jej wejście w dorosłość. Opowieści ojca o oblężeniu Warszawy, o zabitych dzieciach, odwiedziny u żydowskiej koleżanki, Róży, która chciała być malarką, a teraz mieszka w strasznych warunkach, budowa getta łódzkiego, którego ogrodzenie wygląda "Jakby tam lwy i tygrysy mieli trzymać, a nie ludzi", sprawiają, że w dziewczynie rodzi się potrzeba walki. Zaczyna się konspiracja, tajne nauczanie, przechwytywanie listów z donosami do gestapo. Równocześnie toczy się zwykłe życie. Matka, jak w czasach przedwojennych, martwi się, że Hanka nie wraca, a tu obiad stygnie, sąsiadki plotkują, a mężczyźni przy wódce dyskutują o polityce. Książka nie należy do łatwych. Bardzo mała czcionka i trochę staroświecki sposób narracji mogą zniechęcić współczesnego czytelnika. Jednak jest to bardzo wartościowa pozycja, zwłaszcza wśród zalewających ostatnio rynek wydawniczy płytkich książek obyczajowych o tematyce wojennej i obozowej. "Lekcji więcej nie będzie" to książka, która nie koloryzuje, nie chce uwieść czytelnika. Jest sucha, bolesna i pełna strachu, jak czas o którym opowiada.
Kamila Sosin - awatar Kamila Sosin
ocenił na83 lata temu
Pięty w chmurach Zbigniew Wróblewski
Pięty w chmurach
Zbigniew Wróblewski
Pięty w chmurach” to książka opowiadająca o grupie młodzieży kończącej szkołę podstawową w Warszawie. Bohaterowie zostają uwikłani w zagadkę związaną z dwoma cudzoziemcami oraz tajemniczym obrazem. Dzięki ich zaangażowaniu dochodzi do ujęcia złodziei i rozbicia gangu zajmującego się kradzieżą oraz handlem dziełami sztuki. W trakcie lektury bliżej poznajemy Piotrka, który martwi się o swoją starszą siostrę, a także Ewkę przeżywającą poważny kryzys psychiczny. Dziewczyna, dzięki wsparciu nauczycielki, koleżanek oraz pana Erazma Ptaka (aktora, przyjaciela dzieci),stopniowo wraca do równowagi. Poznajemy również Iwonę oraz zakochanego w niej Tośka, który jest gotów zrobić dla niej bardzo wiele — nie zawsze kierując się dobrem innych. Bohaterów jest sporo, każdy z ciekawą historią. Choć książka w niektórych momentach trąci myszką (pojawiają się wątki takie jak przemoc wobec dzieci czy przestarzałe określenia),jej główne przesłanie pozostaje aktualne. Fabuła koncentruje się na przyjaźni, wzajemnej pomocy i odpowiedzialności. Poruszane są tu także trudne tematy, takie jak depresja, osoby głuchonieme, autystyczne czy różnice kulturowe, które przedstawione są z wrażliwością i szacunkiem. „Pięty w chmurach” to książka, która mimo upływu lat przypomina, że odwaga, empatia i przyjaźń mają realną moc zmieniania świata — i właśnie dlatego zdecydowanie warto ją przeczytać.
Akasza - awatar Akasza
oceniła na72 miesiące temu
Na tronie w Blabonie Wojciech Żukrowski
Na tronie w Blabonie
Wojciech Żukrowski
Kontynuacja, czy raczej druga część, ,,Porwania w Tiutiurlistanie": narrator, odpowiadając na usilne błagania Blablaków: kota Mysibrata, Mysiaka i Pukły, udaje się do Blablacji, aby poprzez słowo kroniki zmienić bieg wydarzeń, w państwie, w którym źle się dzieje. I tak oto zostaje ,,porwany w przestworza'', a czytelnik wraz z nim i wspólnie zstępują w krainę baśni, leżącą tuż obok naszej rzeczywistości; zupełnie jak u C. S. Lewisa, tyle tylko, że u Żukrowskiego brakuje szafy, limes jest niewidoczny, przebiega gdzieś nad ziemią (wejście) i pod ziemią, w piwnicy (wyjście). Narracja ciekawa:zasadniczo pierwszoosobowa, ale z prześwitami vaticinium ex eventu, co osłabia napięcie dramatyczne (np. kiedy główny bohater ląduje w studni, wiemy, że przeżyje, bo równocześnie jest w pokoju zatopiony w pracy twórczej). Poza tym wyczuwa się istnienie narratora kroniki, zatem w powieści można dopatrzyć się dwu narratorów: pierwszoosobowego, dającego utożsamić się z autorem i narratora kroniki właśnie. Strategia narracyjna jest wynikiem ogólnej koncepcji fabularnej, polegającej na zstąpieniu we własne dzieło literackie. Mimo to książka wciągająca, pełna niezwykłych przygód. Daje się też dostrzec aluzje polityczne, w powieści zawarto ciekawe uwagi na temat dyktatury, uosobionej w postaci Dyrektora (co to za ciekawe określenie stanowiska dyktatora). To alegoryczna przypowieść o władzy. Jakże znajomo wyglądają zawarte w niej opisy puczu, przewrotu. Trochę jakby vaticinium, już bez eventum. Gdyby ta książka wyszłaby trzy, cztery lata później, chyba zostałaby hitem, byłaby na czasie, ten przewrót, zmiana władzy. Ciekawa, ciekawa. Pod płaszczykiem powieści dla dzieci skrywa intrygującą alegorię.
Adam - awatar Adam
ocenił na88 lat temu
Gazda z Diabelnej Cezary Chlebowski
Gazda z Diabelnej
Cezary Chlebowski
42/2022 Kiedy patrzymy wstecz i sięgamy pamięcią do zamierzchłych książek, filmów czy muzyki – często mawiamy, że na tym czy owym się wychowaliśmy. Mogę więc przy tej okazji napisać, iż wychowałem się m. in. na serialu „Gazda z Diabelnej”. Pamiętam go jak przez mgłę, oglądałem go jeszcze na czarno-białym telewizorze, czuję raczej pewną jego aurę niż wspominam fabułę. Jako urodzony na Ziemiach Odzyskanych chłonąłem opowieści starszych osób o Werwolfie - to chyba najbardziej działało na wyobraźnię smyka penetrującego okoliczne lasy. Książki Chlebowskiego nigdy nie czytałem. Sięgnąłem po nią dopiero teraz, wiele lat po emisji zapomnianego serialu. A że akurat po raz jedenasty miałem przyjemność współtworzyć festiwal Czaty Zamkowe w Bolkowie – tym łacniej mi to przyszło, gdyż Bolków to ważna składowa „Gazdy z Diabelnej”. Powieść jest ewidentnie skierowana do młodzieży, dorastająca dzieciarnia to zbiorowy bohater tej książki. Rzecz rozgrywa się tuż po zakończeniu wojny i opowiada o zasiedlaniu wspomnianych Ziem Odzyskanych przez osadników ze wschodu. Tytułowy gazda przybywa z Zakopanego, by na fikcyjnej górze – Diabelnej właśnie – objąć posadę kierownika schroniska. Początki formowania się władzy, społeczne niepokoje, napięcia między osadnikami, działania grup Werwolfu – to tło historyczne fabuły. Sama opowieść skupia się na działaniach Jaśka – gazdy, który próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości i w obcym sobie środowisku, podnosi z ruiny schronisko na Diabelnej, a przede wszystkim – jednoczy i aktywizuje miejscową młodzież jako trener jazdy na nartach. Można by rzec, że książka Chlebowskiego garściami czerpie z niechlubnych tradycji socrealizmu. Mamy wszak władzę ludową, której przedstawiciele – wojskowi, milicjanci i urzędnicy – to sami porządni i prawilni obywatele. Mamy „wrogów klasowych” - szabrowników, którzy prywatne interesy przedkładają nad dobro ogółu. Mamy „wywrotowe elementy” wśród bohaterów, które przechodzą pewną przemianę i z tych nie do końca dobrych stają się jednak sprawiedliwi. Mamy walor edukacyjny: lokalne niesnaski łagodzone są dzięki wspólnemu wysiłkowi - budowy trasy narciarskiej, wyciągu na Diabelną oraz – a nawet przede wszystkim – treningom narciarskim grupy chłopców, którzy osiągają z czasem dobre wyniki i odnoszą sukcesy w zawodach krajowych. Mamy wreszcie lokalny patriotyzm – obce tereny stają się dla bohaterów ziemią obiecaną, której nie chcą już opuszczać. Można jednak przymknąć oko na te dziejowe wyznaczniki literackie. Wtedy lektura „Gazdy z Diabelnej” staje się całkiem przyjemna, a nawet ciekawa poznawczo: okres zasiedlania Dolnego Śląska po drugiej apokalipsie nie jest raczej nazbyt wykorzystywanym tematem w literaturze. W tym momencie przychodzi mi na myśl książka Józefa Szczypki pt. „Dwa tysiące z hakiem” opowiadająca o zasiedlaniu mojego rodzinnego Bożkowa, w której Autor wspomina moją Babcię – Eleonorę (cóż za piękne imię! Nigdy później już się w realnym życiu z nim nie zetknąłem). Ale to już inna historia. Chociaż jednak, w pewnych aspektach, podobna...
Simon Undervin - awatar Simon Undervin
ocenił na63 lata temu
Pojedynek czarodziejów Mirosław Stecewicz
Pojedynek czarodziejów
Mirosław Stecewicz Leon Korn
Pamiętam kiedy czytałem tę książkę w latach 90'. Towarzyszyło mi wtedy bardzo mieszane uczucie. Cieszyłem się z kolejnych przygód na Wyspie Umpli Tumpli... a jednak miałem uczucie... końca tej przygody. Opowiadania nie bawiły tak jak wcześniejsze. Brakowało im tej lekkości, dziecięcego absurdu. Momentami były przyciężkie i bez polotu. Najbardziej zaskakujące jest, że czytając teraz, po tylu latach mam identyczne odczucie. Sic transit gloria insulae Umpli Tumpli :( NIestety ten świat został wyeksploatowany... została jedna książka i kilka komiksów. I tutaj dochodzimy do ilustratora. po raz pierwszy Wyspę i jej mieszkańców ilustruje Jerzy Wróblewski. To świetny rysownik, bez dwóch zdań... ale jego Wyspa... to nie jest moja Wyspa. Jak dla mnie ilustracje mocno wpływają na odbiór książki. Bardzo mocno. Być może dlatego nie czułem jej tak jak tych ilustrowanych przez Sławomira Jezierskiego. Ciekawe jest to, że opowiadania "Dzidzia olbrzym" oraz "Ślimaki i motyle" zostały wcześniej wykorzystane do stworzenia komiksu "Olbrzymy na Wyspie". Jerzy Wróblewski narysował jeszcze dwa komiksy z przygodami z Wyspy Umpli Tumpli (Wydane przez wydawnictwo GLOB w Szczecinie). Całkiem niezłe komiksy. Ale czy ta książka jest taka zła? Nie, nie jest zła... jedynie schyłkowa i dlatego jest mi smutno. Jednak mogę wskazać opowiadania, które podobały mi się najbardziej. To "Przygoda z Łysydem Rwalem" oraz "Straszni goście". Były na prawdę fajne. Świetnym pomysłem było też przedstawienie siebie przez autorów... i swoich trudności z pisaniem :) Wszystko co dobrze, kiedyś się kończy. Na szczęście zawsze mogę wrócić na Wyspę czytając wcześniejsze książki. Tak przygoda nigdy się nie skończy. Ta książka to rogatki dobrej zabawy... zastanów się czy chcesz iść dalej...
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na83 lata temu

Cytaty z książki Marsz ołowianych żołnierzy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Marsz ołowianych żołnierzy