rozwińzwiń

Święta księga cholernego Proutto

Okładka książki Święta księga cholernego Proutto autora Roland Topor, 8390748223
Okładka książki Święta księga cholernego Proutto
Roland Topor Wydawnictwo: L&L satyra
64 str. 1 godz. 4 min.
Kategoria:
satyra
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Sacré livre de Proutto
Data wydania:
1998-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
64
Czas czytania
1 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
8390748223
Tłumacz:
Ewa Kuczkowska
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Święta księga cholernego Proutto w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Święta księga cholernego Proutto

Średnia ocen
6,6 / 10
195 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Święta księga cholernego Proutto

avatar
142
34

Na półkach:

Ciekawa rzecz, polecam zarówno Bogom jak i Wyznawcom.

Ciekawa rzecz, polecam zarówno Bogom jak i Wyznawcom.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2946
1830

Na półkach:

Od dawno wiadomo, że bogowie, choćby najpotężniejsi, nie istnieją bez wyznawców. A ci z kolei bywają wnerwiający... Przezabawne, aczkolwiek za krótkie.

Od dawno wiadomo, że bogowie, choćby najpotężniejsi, nie istnieją bez wyznawców. A ci z kolei bywają wnerwiający... Przezabawne, aczkolwiek za krótkie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2969
2429

Na półkach: ,

Jakieś takie niezbyt.

Jakieś takie niezbyt.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

377 użytkowników ma tytuł Święta księga cholernego Proutto na półkach głównych
  • 274
  • 101
  • 2
66 użytkowników ma tytuł Święta księga cholernego Proutto na półkach dodatkowych
  • 44
  • 9
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Święta księga cholernego Proutto

Inne książki autora

Roland Topor
Roland Topor
Francuski pisarz polskiego pochodzenia, dramaturg, rysownik, grafik, reżyser teatralny i filmowy, aktor, scenarzysta i scenograf. Topor urodził się w Paryżu, dokąd przed II wojną światową wyemigrowali jego rodzice, polscy Żydzi. Był synem Abrama Jechiela Topora (1903–1992),znanego rzeźbiarza, absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, i Zlaty (z d. Binsztok). Spędził pierwsze lata w Paryżu, a następnie w Sabaudii, gdzie w czasie wojny jego rodzina chroniła się przed prześladowaniami narodowych socjalistów po zajęciu Francji przez Niemcy. W 1964 roku ukończył paryską École nationale supérieure des beaux-arts. Już w latach studenckich współpracował z satyrycznym magazynem „Hara-Kiri”, w którym ukazywały się m.in. jego rysunki. Był również współzałożycielem (wraz z Fernando Arrabalem i Alejandro Jodorowskim) i członkiem tzw. „Grupy Panicznej” (1962). Topor był autorem licznych ilustracji książkowych oraz plakatów. Współpracował z filmem. Na prośbę Federico Felliniego przygotował projekt latarni magicznej – ważne ogniwo scenografii jego filmu Casanova (1976). Na kanwie jego powieści Chimeryczny lokator powstał film Romana Polańskiego pt. Lokator (1976),w którym sam Topor zagrał drobną rolę. Wystąpił również m.in. w 1979 w filmie Wernera Herzoga pt. Nosferatu wampir. Twórczość Topora, inspirowana surrealizmem (artysta znał osobiście teoretyka ruchu André Bretona),pełna jest szokującej groteski i czarnego humoru. Dla stylu Topora znamienne jest także wykorzystanie elementów pure nonsense’u i zabawa z konwencjami oraz tworzywem językowym. Wszechstronna indywidualność, barokowa wyobraźnia i rozległość działań twórczych zbliżają Topora do idei syntezy sztuk. W warstwie tematycznej jego twórczość dotyczy głównie wyśmiewania postaw i mentalności drobnomieszczańskiej, podejmuje też tematykę egzystencjalną, ukazując jednostkę pośród obcego świata jak z koszmarnego snu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czerwona trawa Boris Vian
Czerwona trawa
Boris Vian
Kiedy na początku wziąłem do rąk tę książkę, na pierwszy rzut oka nie rozróżniłem informacji napisanych tą samą czcionką na okładce, biorąc je za bardzo długi tytuł. Nie wspominałbym o tym, gdybym w mym pierwszym spotkaniu z Borisem Vianem nie odnajdywał pewnych analogii do wrażenia, jakie ta pomyłka spowodowała. Pewnego zapędzenia w nierzeczywistość. Z takim właśnie nastawieniem zacząłem czytać "Czerwoną trawę" - energicznie, pragnąc jak najszybciej uchwycić jej klimat. Spowodowało to, że nie od razu zdałem sobie sprawę z jej charakteru. Nie tego bowiem się spodziewałem. Może to brzmieć, jakbym był zawiedziony. Czy się jednak rozczarowałem? W żadnym razie. Mimo wszystko nie miałem żadnych sprecyzowanych oczekiwań. Wkrótce też dałem przekonać się onirycznemu surrealizmowi tej powieści, czerpiąc dużą radość z lektury i doszukiwania się ukrytych znaczeń. Fabularnie mamy tu do czynienia z historią dwóch zaprzyjaźnionych par: Wolfem i Lil oraz Szafira Lazuli i Folvaril. Obaj mężczyźni pracują na zlecenie tajemniczych (później okazujących się absolutnie groteskowymi) przedstawicieli władz. Konstruują maszynę, która umożliwia przenoszenie się w odmienną rzeczywistość, gdzie Wolf odbywa swoiste sesje psychoterapeutyczne. Nie będę już więcej się na ten temat rozwodził, wspomnę może tylko moje skromne wrażenie, które odniosłem w związku z tym - otóż wydaje mi się, iż w ten metaforyczny sposób Vian przedstawił swoisty dramat człowieka wypalonego i pozbawionego pragnień, któremu ciąży przeszłość warunkująca nieuchronnie jego osobowość, od czego pragnie się wyzwolić, zanurzyć w zapomnienie, w daremnym trudzie istnienia tu i teraz, czerpania radości z chwili obecnej. Wysiłek ten, warto wspomnieć, jest skazany na klęskę, gdyż ostatecznie nie można uwolnić się od samego siebie inaczej niż uciekając się w nicość. Na nic nawet zda się idealna wydawałoby się żona, zawsze wyrozumiała, czuła i cierpliwa, będąca mu zawsze wsparciem. Na nic plastelinowy świat pozbawiony zagrożeń, oferujący wszelkiego rodzaju uciechy bez żadnych konsekwencji. Nawet jego niezwykłość, barwność i kalejdoskopowa zmienność przywodząca na myśl sen nie może zapełnić pustki w człowieku pozbawionym pragnień. Piękne, niezwykłe sceny, które przydarzają się Wolfowi, jak np ta, gdy leży razem z Folvaril na ziemi i kładzie jej na piersi krecie niemowle, ostatecznie również nie odgrywają żadnego znaczenia. Nie stają się nawet powodem do choćby cienia zazdrości idealnie wyrozumiałej żony. W tej sytuacji jedyną szczęśliwą istotą zdaje się być gadający koto-pies Senator Dupont, którego największe marzenie spełnia ofiarnie Wolf.
Marcel Baron - awatar Marcel Baron
ocenił na76 lat temu
Jesień w Pekinie Boris Vian
Jesień w Pekinie
Boris Vian
Z „Jesienią w Pekinie” jest tak, że ani to książka o jesieni, ani o Pekinie. A o czym, pytacie zaciekawieni? Ano o budowaniu linii kolejowej na pustyni. W Egzopotamii. Albowiem, jak mówił Vlan, rzeczywistość jest zbyt nudna, by traktować ją dosłownie. Oto literacki surrealizm najwyższych lotów i porywająca przejażdżka rollercoasterem. Starajcie się prędko wyłapywać znaczenia; tu wszystko dzieje się szybko i pozornie bez ładu, a jednak jest w pisarskim szaleństwie Viana metoda, która sprawia, że „Jesień w Pekinie” raz staje się opowieścią o nieszczęśliwej miłości, a raz karykaturą bezdusznego biurokratyzmu. Linię kolejową buduje się tu nie po to, aby dokądś prowadziła, lecz po to aby istniała. Początkowo ogarnia nas chaos osobowo-zdarzeniowy – Amadeusz próbuje dostać się do autobusu. Kiedy wreszcie udaje mu się wejść na jego pokład, dowiaduje się, że nawet konduktor nie wie, gdzie jedzie. Wreszcie kończy na pustyni. Klaudiusz Leonek strzela do rowerzysty, by później w ramach rozgrzeszenia udzielonego mu przez zdziwaczałego księdza (a może diabła? Nie wiem, w każdym razie jeździ karawanem, a jego imię to Małyjanio) również trafić do Egzopotamii. Tu także przyjeżdżają robotnicy, którzy budować będą linię; jest ich chyba ze czterech (sic!). W ogóle na środku tego pustkowia stoi hotel, nieopodal prowadzone są wykopaliska archeologiczne (ich cel jak i liczne odkrycia pozostają niewiadomą),mieszka tu również pustelnik, pojawia się lekarz i asystent - jeden z nich lubi zabijać pacjentów. Jest również przystojny Anna i piękna Rochelle, zakochany Angel, groteska i wiadra czarnego, bardzo czarnego humoru. I tak dalej i „w ten deseń”. Nie jest możliwe przewidzieć, co wydarzy się na kolejnej stronie, a mimo to wątki wspaniale do siebie pasują i całość układa się w spójną, choć wariacką opowieść. Wśród chichotu wywołanego scenami, które ten mają wywoływać, chichotać można także nasycając się zgrabną frazą Vlana, którą tłumaczenie Krystyny Dolatowskiej oddało wyśmienicie. Pełno tu zgrabnie „zmontowanych” zbitek wyrazowych, zdań składanych lekko i zupełnie sprzecznie z logiką „rozumienia” i odczytywania, które początkowo bawią, później układają się w głowie jako coś zupełnie zwyczajnego. „Mniej więcej koło piątej rano Amadeusz Dode wpadł na pomysł, żeby się obudzić, i miał rację; pozwoliło mu to stwierdzić, że leży w okropnie niewygodnej pozycji i że bardzo bolą go plecy”. Przewrotny i pustynny świat Vlana zamienia się w twardą rzeczywistość i to, co dziwiło wcześniej, zaczyna pachnieć normalnością. Bawiłem się doskonale. Jeśli czytaliście „Budowniczych ruin” Herberta Rosendorfera, „Jesień w Pekinie” to must read! Wyśmienita okładka Jerzego Jaworowskiego
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na719 dni temu
Palacz zwłok Ladislav Fuks
Palacz zwłok
Ladislav Fuks
--- Nie czyta się tego łatwo i przyjemnie, język dość trudny, z częstymi powtórzeniami, w stylu Młodej Polski. Trzecioosobowy, wszechwiedzący narrator, akcja osadzona w Pradze tuż przed II wojną światową. Główny bohater to pan Karl (Roman) Kopfrkingl, mężczyzna w średnim wieku, przedsiębiorczy pracownik krematorium, przykładny mąż "delikatnej" Lakme, kochający ojciec 16to letniej Ziny i 14to letniego Miliwoja. To on i jego długie monologi, naszpikowane przypomnieniami stanowią trzon książki, pozostałe postacie to w zasadzie statyści, wypowiadający czasami krótkie zdania-przerywniki (poza długimi faszystowskimi indoktrynacjami Williego). --- Początkowo obserwujemy idealne, szczęśliwe życie Kopfrkingla i jego rodziny, sielskie mieszkanie, odwiedziny znajomych, rodzinne spacery po mieście, satysfakcjonującą pracę w krematorium, wizyty w gabinecie żydowskiego sąsiada-doktora Bettelheima. Od czasu do czasu pojawiają się wzmianki o hitlerowskiej partii SdP Niemców Sudeckich, o niepokojach przy granicy, o prześladowaniach Żydów w Niemczech, czemu pan Kopfrkingl daje wyraz dezaprobaty. Coraz bardziej natarczywe stają się też uwagi przyjaciela rodziny, przedsiębiorcy niemieckiego pochodzenia pana Wilhelma Reinke, członka SdP, do której wstąpienia bezskutecznie namawia również Romana (mającego przecież w żyłach kroplę niemieckiej krwi). --- Wszystko się zmienia 15go marca 1939 roku, gdy do Czechosłowacji wkraczają wojska niemieckie. Pobłażliwe nastawienie do Żydów pana Kopfrkingla ulega odwróceniu, sprzeciw przeciwko przemocy i polityce Hitlera przeistacza się w poparcie, przystąpienie do NSDAP i czynną współpracę z okupantem... Właśnie ta przemiana, wstrząsające zakończenie i smutny morał tej powieści są bezcenne, choć sposób ich podania zwyczajnie nużył.
WissQuek - awatar WissQuek
ocenił na63 dni temu
Cztery opowiadania. List do ojca Franz Kafka
Cztery opowiadania. List do ojca
Franz Kafka
Jest to moje pierwsze zetknięcie ze słynnym Kafką i myślę, że ta książka była dobrą przystawką w tym kontekście. Polecam każdemu, kto nie jest pewien czy udźwignie jedną z jego dłuższych powieści. Ja już jestem gotowy jakby co. Opowiadania Kafki są bardzo dziwne, ale pozytywnie, bo przez to intrygujące. Czytając je można odnieść wrażenie, że autor najpierw pisze pierwsze bardzo tajemnicze zdanie, a potem podejmuje się wyzwania dopisania do tego całej historii, która będzie czymś w rodzaju tragicznej groteski i poszukiwania smutnej prawdy o człowieczeństwie. Właściwie to poza pierwszym opowiadaniem, wszystkie mógłbym streścić i spróbować nimi zaintrygować przez samo przytoczenie pierwszego zdania: - Przemiana: "Gdy Gregor Samsa obudził się pewnego rana z niespokojnych snów, stwierdził, że zmienił się w łóżku w potwornego robaka." - Kolonia Karna: "Jest to szczególny aparat - powiedział oficer do podróżnego-badacza i jak gdyby z pewnym zdumieniem spojrzał na dobrze mu przecież znany przyrząd." - Jama: "Urządziłem tę jamę i wydaje się, że się udała." Jeśli zaś chodzi o pierwsze opowiadanie, "Wyrok", to jest ono najbardziej zagadkowe do interpretacji. Dla odmiany zaczyna się ono normalnie, "Było to niedzielne przedpołudnie o najpiękniejszej porze wiosennej", ale pod koniec czytelnik łapie się za głowę i pyta "co się właściwie stało?!". Na końcu znajduje się list Kafki do ojca, który powinien być lekturą dla każdego przyszłego rodzica. Nie znam genezy tego listu, ale to bardzo poruszające jak autor próbuje rozliczyć się ze swoim dzieciństwem, w którym niezbyt dobrze wspomina swojego rodzica, choć ten go nie bił i na pewno chciał dobrze.
Igor Żukowski - awatar Igor Żukowski
ocenił na85 lat temu
Opowieści o kronopiach i famach Julio Cortázar
Opowieści o kronopiach i famach
Julio Cortázar
Jeszcze bardziej „odjechane” krótkie formy prozatorskie Julia Cortazara. Jego cudowny, nurzający się w oparach realizmu magicznego, surrealizm zgodnie sąsiaduje tu z tym, co nazywamy antropologią codzienności. „Przecież nie ma w tym nic złego, że rzeczy spotykają nas codziennie od nowa i są takie same”. Fantastyczne pomysły Autora spotykają się czasami z realizacjami właśnie za tzw. naszych czasów, choć nie wykazał się on zdolnościami profetycznymi akurat w tej kwestii: „Nie wyobrażaj sobie, że telefon poda ci numery, które chciałbyś nakręcić. Dlaczego miałby ci je podać”. Lepiej czyli gorzej jest w nowelce o „Końcu końca świata”, gdzie niestety spełnione proroctwo. Cortazar kreśli obraz nadmiaru książek, które są używane zamiast cegieł do budowy całych domów. Mam nadzieje, że taki los zapewne czeka – oby już najszybciej – zwłaszcza, czy może: tylko - niesprzedane zawczasu „najnowsze bestsellery”, już następnego dnia będące wyłącznie surowcem wtórnym, zastępowalnym kolejno produkowanymi następnymi arcydziełami o cudownie kiczowatych okładkach, które koniecznie musisz poznać w ich nieustającym pochodzie… „Wtedy książki występują z miast i zajmują wsie, tratując zbiory i pola słoneczników, a zarządowi dróg ledwie udaje się uratować szosy, biegnące pośród wysokich książkowych ścian”. Nadmiar książek trafia…., dokąd, jak nie na dno mórz. ”Nie myślą o tym, że morza mają dno i że na tym dnie już zaczynają się tworzyć góry druków, z początku w postaci lepkiej, a później skawalonej masy, wreszcie twardej podłogi, która stale się podnosząc, pewnego dnia dojdzie aż do powierzchni” – po czym następuje armagedon. Szczególnie uwiodło mnie opowiadanie pt. „Zgubienie i odnalezienie włosa”. Zaczyna się tak: „W walce z pragmatyzmem i obrzydliwą tendencją do konsekwentnego dążenia do celu mój najstarszy kuzyn propaguje następujący proceder: wyrwać sobie z głowy jeszcze całkiem dobry włos, zawiązać go na supełek i pozwolić mu powoli spłynąć przez ściek umywalki”… Poszukiwania obejmują całą możliwą drogę, jaką ta drobna rzecz ma do pokonania. Na początku drobnostka: rozkręcenie syfonu. „Jeżeli włosa nie będzie, stajemy przed interesującym zagadnieniem przebadania rur aż do parteru”. „Kiedy będziemy mogli rozbić wszystkie rury we wszystkich mieszkaniach, przez całe miesiące będziemy żyli pośród misek i innych naczyń pełnych mokrych włosów, a także w otoczeniu pomagierów i żebraków, którym będziemy hojnie płacić za szukanie, segregowanie, klasyfikowanie i przedstawianie nam niektórych włosów w celu zdobycia tak upragnionej pewności”. Następny krok będzie prowadził do głównych kolektorów miejskich. „Nabędziemy ochronne stroje i przejdziemy kurs schodzenia późną nocą do ścieków, w tlenowych maskach, z mocną latarnią w dłoni i będziemy przeszukiwali większe i mniejsze galerie przy pomocy ciemnych indywiduów”. Genialna instrukcja wchodzenia po schodach dla początkujących: „Kiedy wyżej wymieniona część ciała, którą dla uproszczenia nazwiemy nogą, zostanie już umieszczona na pierwszym stopniu, należy unieść odpowiadającą jej lewą część (również zwaną nogą, nie mylić z uprzednio wymienioną) i dalej (Pierwsze stopnie są zawsze najtrudniejsze, aż do chwili zdobycia nieodzownej koordynacji ruchów. Koincydencja nazwy pomiędzy nogą a nogą utrudnia nieco instrukcję. Uwaga: nie podnosić równocześnie nogi i nogi)”. O równie niełatwej sztuce właściwego płaczu: „Nie bacząc na przyczyny, skupmy się na prawidłowym sposobie płakania, pod czym należy rozumieć pochlipywanie ani nie wywołujące większego poruszenia, ani nie będące afrontem dla uśmiechu przez swą równoległość i tępe podobieństwo. Zwykle, przeciętne chlipanie polega na ogólnym skurczu twarzy i dźwięku, któremu towarzysza łzy i smarki, te ostatnie dopiero pod koniec, bowiem płacz kończy się, kiedy energicznie wysiąkać nos”. Albo: „Cóż za cudowne zajęcie obciąć nogę pająkowi, włożyć ją do koperty, zaadresować: Pan Minister Spraw Zagranicznych, dodać adres, zbiec pędem ze schodów i wysłać list z najbliższej poczty”. „Możliwości abstrakcji”. Swe umiejętności w tej dziedzinie narrator uważa wręcz za niezdrowe, np. „Jeżeli podoba mi się jakaś babka, zaledwie znajdzie się w moim polu widzenia, mogę wyabstrahować ja z sukienki i w czasie kiedy ona unosi się nad chłodem poranka, długo podziwiam jej pępuszek”. O zegarku jako podarku: „Dają ci strach przed zgubieniem go, przed upuszczeniem na podłogę i stłuczeniem. Dają ci jego markę i przeświadczenie, że jest to marka lepsza od innych, dają ci ochotę porównywania tego zegarka z innymi. Nie dają ci zegarka, ty jesteś prezentem, ciebie ofiarowują zegarkowi na urodziny”. I jeszcze „Właściciel fotela”: "W mieszkaniu Jacinta jest fotel do umierania. Kiedy ludzie się starzeją, pewnego dnia zaprasza się ich, żeby usiedli w fotelu, który jest jak wszystkie inne. (…) Rodzice (…) się boją, że sąsiedzi dowiedzą się o właściwościach fotela i zaczną nudzić o pożyczanie im go, żeby usadzać rodzinę lub znajomych”. A o kronopiach, famach i nadziejach to już trzeba samemu poczytać – nie próbując czegokolwiek zrozumieć, bo i o co…. Inne cytaty: „Jednemu panu ucięto głowę, ale ponieważ zaraz potem wybuchł strajk, i nie można było go pochować, musiał dalej żyć, tyle że bez głowy, i radzić sobie, jak umiał”. „Wymyślono szkło, przez które mogły przelatywać muchy. Mucha przyfruwała, lekko uderzała łebkiem i pstryk – już była po drugiej stronie. Nieopisywalna radość muchy”. „Dla roweru, stworzenia łagodnego i o potulnym sposobie bycia, obecność napisów zakazujących mu przekraczania pięknych oszklonych drzwi jest upokorzeniem i zniewagą”. ”Przecież nic złego nie robimy, zachowujemy się normalnie, po prostu zachciało nam się zbudować na podwórku naszego domu szubienicę. (…) Nieopodal drzwi znajdowała się tylko moja trzecia siostra tak, iż jej osobiście przyszło rozmawiać z podkomisarzem. Bez trudności wytłumaczyła mu, że pracujemy na własnej posesji nad dziełem, które dopiero w użytkowaniu mogłoby kolidować z założeniami konstytucji, więc że wzburzenie sąsiadów jest wyłącznie owocem zazdrości i nienawiści”. Zwraca uwagę mistrzowskie tłumaczenie Zofii Chądzyńskiej i takież same ilustracje Jana Młodożeńca.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Święta księga cholernego Proutto

Więcej
Roland Topor Święta księga cholernego Proutto Zobacz więcej
Więcej