rozwińzwiń

Elżbieta I. Królowa piratów

Okładka książki Elżbieta I. Królowa piratów autora Ronald Susan, 9788311114388
Okładka książki Elżbieta I. Królowa piratów
Ronald Susan Wydawnictwo: Bellona Seria: Biografie - Bellona powieść historyczna
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Seria:
Biografie - Bellona
Data wydania:
2009-03-31
Data 1. wyd. pol.:
2009-03-31
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311114388
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Elżbieta I. Królowa piratów w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Elżbieta I. Królowa piratów

Średnia ocen
6,6 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Elżbieta I. Królowa piratów

Sortuj:
avatar
552
37

Na półkach: ,

Napisana w bardzo przystępny i ciekawy sposób. Szybko wciąga, a dzięki interesującej narracji i przytaczanym cytatom czytelnika nie przytłaczają podawane dane liczbowe.
Szczerze polecam :)

Napisana w bardzo przystępny i ciekawy sposób. Szybko wciąga, a dzięki interesującej narracji i przytaczanym cytatom czytelnika nie przytłaczają podawane dane liczbowe.
Szczerze polecam :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

96 użytkowników ma tytuł Elżbieta I. Królowa piratów na półkach głównych
  • 79
  • 17
29 użytkowników ma tytuł Elżbieta I. Królowa piratów na półkach dodatkowych
  • 15
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Elżbieta I. Królowa piratów

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Życie codzienne zakonu templariuszy Georges Bordonove
Życie codzienne zakonu templariuszy
Georges Bordonove
Bardzo dobra książka. Napisana przez entuzjastę templariuszy, który nie wierzy w żadne oskarżenia Zakonu. Nawet plotki dotyczące nadużywania wina. Nie ma też złudzeń co do Filipa Pięknego. Patronką Zakonu Była Matka Boska. Templariusz nie mógł zranić ani bić chrześcijanina. Nie mógł znieważać. Obelgi i przekleństwa były surowo zabronione. Tak samo jak zbyt surowe wydawanie rozkazów ! Templariusz musiał godnie traktować biednych. Zabronione było łajanie giermków. Ci zresztą służyli na czas określony i nie należeli do Zakonu. Templariusze dzielili się na: rycerzy, serwientów i giermków, księży, braci rzemieślników. Można było zostać czasowo templariuszem, nawet będąc żonatym - nie składało się ślubów i nosiło barwy serwientów. To templariusze i inne zakony wojskowe podtrzymywały obecność chrześcijaństwa na Wschodzie. Krucjaty były próbą odciążenia Bizancjum i uniemożliwienia muzułmanom okrążenia Italii i Rzymu od północy. Na półwyspie Iberyjskim Zakon zaszalał. Założył np. Coimbrę (!? - chyba nieścisłość - Zakon miał bronić Coimbra i dysponował rozległym terytorium między Coimbra i Santarém). Tryb życia Zakonu wyznaczała nie tylko wojna i przygotowania do niej ale też godziny kanoniczne. Z wielkim przywiązaniem do modlitwy "Ojcze Nasz". Powszechnie cieszyli się opinią uczciwych ale ich przywileje - w tym lokalne mogły być powodem wielkiej zawiści. Co do ich zniszczenia - to polecam protokół z przesłuchania Rajmunda Guardii - komandora Mas-Deu (Mas - odnosi się do Prowansji). Jeszcze jeden powód dla którego oskarżenia templariuszy są niewiarygodne - król chciał przejąć kontrolę nad Zakonem. Gdy mu się to nie udało - zniszczył go. Pozostali templariusze najlepiej zostali potraktowani w Portugalii. Biorąc pod uwagę wszystkie fakty - powstanie Zakonu należy przypisać Opatrzności Bożej. A jego zniszczenie oznacza początek upadku Kościoła. Co do oskarżeń templariuszy warto wspomnieć o Cudzie Świętego Ciernia, należącego do Zakonu - w każdy Wielki Piątek. Zdaniem templariuszy był to fakt Boskiej opieki i poparcia dla Zakonu. A może też zapowiedź męczeństwa ?
Nagzymsie - awatar Nagzymsie
ocenił na87 lat temu
Słynni rycerze Europy. Rycerze w służbie dam i dworu Dariusz Piwowarczyk
Słynni rycerze Europy. Rycerze w służbie dam i dworu
Dariusz Piwowarczyk
„Subtelnego światowca od gbura i prostaka odróżniała również umiejętność grzecznego i eleganckiego zachowania się wobec dam oraz znajomość skomplikowanych reguł dworskiej miłości”. To już druga, bardzo dobra i wnikliwa publikacja Dariusza Piwowarczyka dotycząca średniowiecznej Europy. Tym razem ukazuje nam postacie dziesięciu wybitnych rycerzy i osobistości dworskich dawnych czasów: Piotra Włostowica, Wilhelma Rajmunda de Moncada, Wilhelma de Poitiers, Bernarda de Ventadorn, Konona de Béthune, Ulryka von Liechtenstein, Wilhelma Marszałka, Szymona de Montfort, Wilhelma von Jülich i Gotfryda de Charny. Reprezentują niekiedy odmienne okresy historyczne, kraje ( Anglia, Polska, Aragonia, Austria),monarchie, dwory, kręgi kulturowe i rycerskie postawy. Jest jednak coś co wszystkich ich łączy. Na pewnym etapie swojego życia byli postrzegani jako uosobienie rycerskości, dworskości, a co za tym idzie również. dworskiej miłości. Charakterystyka tych osób jest punktem wyjścia do przedstawienia czytelnikowi szerokiego kontekstu historycznego, politycznego społecznego, kulturowego, obyczajowego i gospodarczego omawianych w lekturze czasów. Tego jak funkcjonowały średniowieczne dwory i środowiska dworskie, szeregi ściśle określonych norm i zasad obowiązująca tą najwyższą społeczną warstwę. Wszechobecną hierarchię, skomplikowane stosunki i wzajemne zależności senioralno- wasalne, zabiegi o przychylność koronowanych głów, a co za tym idzie urzędy i nadania ziemskie. Autor wiedzie nas przez kręte drogi dyplomacji, bezpardonową walkę o władze i wpływy, zakulisowe układy stronnictw politycznych i wielkich rodów. Naświetla wielką i niedocenianej rolę kobiet tej epoki, zarówno w samym sprawowaniu władzy (przykład Piotra Włostowica jest aż nad to wymowny),jak i w kształtowaniu szeroko rozumianej kultury rycerskiej i dworskiej. Dotyczy to zwłaszcza tzw. miłości dworskiej, barwnej, pełnej finezji, subtelności i kolorytu. Jej różnych etapów, przejawów, obowiązujących zasad, ceremoniałów i tego jak zmieniała się ona w zależności od różnych okresów i geograficznych uwarunkowań. Ukazując niezwykłe bogactwo i różnorodność kultury rycerskiej i dworskiej publikacja Dariusza Piwowarczyka przeczy obiegowej i do dziś utrzymującej się opinii o surowym i mrocznym średniowieczu. Autor udowadnia iż rycerz to już nie tylko zbrojne (gotowe na każde wezwania) ramię seniora, to człowiek hołdujący wybrance swego serca, składający miłosne śluby, staczający pojedynki chwalące urodę wybranki, piszący poezje, fascynujący się opowieściami o Królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu. Trochę to odbiega od wizerunku do którego przywykliśmy i który wpajano nam na lekcjach historii.. Książka ta i trzeba to podkreślić, jest znakomicie wydana: posiada dobry gatunkowo papier, wyraźny druk, wszystko zaś zaopatrzone w porządna twardą okładką z obwolutą, co bardzo istotne bo lektura jest sporych rozmiarów i wagi. „Słynni rycerze Europy. Rycerze w służbie dam i dworu” to pozycja która z całą pewnością zadowoli wszystkich interesujących się historią średniowiecza i chcących poszerzyć wiedzę dotyczących tego okresu.
jarr74 - awatar jarr74
ocenił na713 lat temu
Nieznane dzieje Polski. W Europie czy na jej skraju? Henryk Samsonowicz
Nieznane dzieje Polski. W Europie czy na jej skraju?
Henryk Samsonowicz
Zanim Polska z „peryferiów peryferii” pojawiła się jako pełnoprawny aktor na europejskiej scenie politycznej, musiało upłynąć wiele wody w Wiśle. Jak ten proces przebiegał? Ile trwał? Kiedy nasz kraj dołączył do Europy, oczywiście nie jako pojęcia geograficznego, ale wspólnoty wartości bazujących na grecko-rzymskim dziedzictwie? Na te i inne pytania szuka odpowiedzi we wznowionej po siedemnastu latach książce profesor Henryk Samsonowicz. „Nieznane dzieje Polski. W Europie czy na jej skraju?” wydano po raz pierwszy w 1995 roku pod tytułem „Miejsce Polski w Europie”. To jedna z kilkunastu książek i podręczników historycznych napisana przez nestora polskich mediewistów, którego Czytelnikom naszego portalu nie trzeba chyba bliżej przedstawiać. Gwoli formalności przypomnę, że Henryk Samsonowicz to były rektor Uniwersytetu Warszawskiego i minister edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, członek rzeczywisty PAN i kawaler Orderu Orła Białego. Postać wybitnego historyka możemy też pamiętać z teleturnieju „Wielka gra”, gdzie pełnił funkcję eksperta. Bellona wypuściła na rynek dobrze przygotowany „produkt” – twarda oprawa, kolorowe ilustracje, dobrej jakości papier. Pozycję można potraktować jako zbiór siedmiu ułożonych chronologicznie esejów. Lekturę zaczynamy między innymi od tekstu poświęconego roli Polski w kształtowaniu się Słowiańszczyzny – „Nowej Europy” – i rodzeniu się obszaru określanego terminem Korony Królestwa Polskiego. W przeciwieństwie do Czech Polska wybrała w XIII wieku drogę rozwoju polegającą na przejęciu zachodnich wyznaczników cywilizacyjnych, ale przy jednoczesnym zachowaniu własnej kultury, języka, praw. Musiało minąć kilka wieków, by za Jagiellonów Polska stała się członkiem grupy państw decydujących o kształcie pokaźnej części Europy, jednak już dwa wieki później – mimo licznych sukcesów na wielu polach – nie zajęła liczącego się miejsca w powstającym, już nowożytnym, systemie światowym. Od panowania Jana Kazimierza zaczęła się jazda w dół po równi pochyłej. Z dzisiejszej perspektywy jest tym bardziej szokujące i dziwne, że na przełomie XV i XVI wieku nie ustępowaliśmy Zachodowi w przyjmowaniu wynalazków technicznych, nowinek wojskowych i naukowych, rozwiązań architektonicznych. Sami wnieśliśmy przecież spory wkład w rozwój europejskiej myśli politycznej (Stanisław ze Skarbimierza, Paweł Włodkowic) czy nauki (Kopernik). Autor przypomina, że w ciągu 25 lat od śmierci Władysława IV Wazy Rzeczpospolita skurczyła się o 300 tysięcy kilometrów kwadratowych, a liczba ludności spadła z 10 do 6 milionów. Z podmiotu polityki międzynarodowej staliśmy się przedmiotem rozmów rozbiorowych rosnących w siłę sąsiadów. Gdy ci uciekli mocno do przodu – zasilani absolutystyczną „benzyną” – my zostaliśmy z niewielką armią, niewydolną władzą centralną i stojącą w miejscu gospodarką. Czy umocnienie władzy króla kosztem narodu szlacheckiego coś by w tej materii zmieniło? To temat na zupełnie inne rozważania… Na kolejne dwieście lat – wliczając okres rozbiorów i PRL z krótką przerwą na II RP – Polska znowu wylądowała na peryferiach Europy. Historia zatoczyła koło i teraz jesteśmy świadkami pisania na naszych oczach nowego rozdziału dziejów Polski w jednoczącej się Europie. Dla Samsonowicza Polska zawsze była integralną częścią Europy. Choć to „oczywista oczywistość”, warto zapoznać się z refleksjami profesora o historii Polski na tle przemian europejskich. To ich subiektywna synteza, a nie podręcznik do nauki.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na62 lata temu
Król Filip II : ja-król Hermann Kesten
Król Filip II : ja-król
Hermann Kesten
Powieść nie należy do łatwych w lekturze. Po pierwsze, z powodu tematu. Ukazuje wielowarstwowy, naświetlony z różnych punktów widzenia, portret megalomana, fanatyka i tyrana, gdyż w taki sposób Autor przedstawia króla Hiszpanii, Filipa II Habsburga. Megalomana przekonanego o własnej wyjątkowości oraz misji panowania nad światem. Misji przeznaczonej przez siły nadprzyrodzone (w tym wypadku przez Boga),by wykorzenić wszelkie inne sposoby postrzegania wiary poza jedynym słusznym (w tym wypadku ortodoksyjnie katolickim). Tyrana, gdyż dążąc do osiągnięcia celu Filip niszczy i traci wszystko na swej drodze: autentycznych wrogów, tych, których za wrogów uważa (ponieważ jego wiary nie podzielają),przeciwników politycznych, ale także przyjaciół, współpracowników, rodzinę, syna i następcę, ukochaną kobietę, a w końcu nawet to, co (zdaniem Autora) cenił najwyżej – własne sumienie. Przy okazji prowadzi ku ruinie państwo oraz poddanych. Pod koniec powieści nie sposób nie uznać go za człowieka przegranego i głęboko nieszczęśliwego, podtrzymywanego tylko przez przekonanie o własnej racji oraz własnym, niezbędnym dla Sprawy poświęceniu. H. Kesten kreśli obraz przejmujący, pytanie czy prawdziwy? Wiedzy historycznej Autorowi nie brakuje, bezbłędnie porusza się wśród drobnych nawet szczegółów opisywanych wydarzeń oraz realiów epoki (XVI w.). Z drugiej strony, wybrał wizję zaczerpniętą z tzw. „czarnej legendy” samego Filipa II oraz Hiszpanii, legendy stworzonej przez wrogów i kultywowanej następnie przez wieki w państwach protestanckich. Jak każda legenda nawiązująca do spraw polityki czy religii, miesza realne fakty z subiektywnymi opiniami jej twórców. Należy też pamiętać, iż powieść została napisana bezpośrednio przed II wojną światową przez żydowskiego emigranta z hitlerowskich Niemiec. Pararele nasuwają się same. Druga przyczyna niełatwej lektury to konstrukcja powieści, sposób prowadzenia narracji, obrazowania postaci. Fabuła, o ile można o takowej mówić, obejmuje kilkadziesiąt lat, większość dorosłego życia Filipa II. Autor przedstawia wybrane sceny, z różnych stron oświetlające postać króla. W niektórych bierze udział on sam, nader często bezpośrednio jednak nie występuje, tym niemniej, w taki czy inny sposób wpływa przemożnie na życie rodziny, przyjaciół, wrogów czy po prostu zwykłych, przypadkowych osób. W zdecydowanej większości wpływ ten ma tragiczne dla wszystkich konsekwencje. Śledzenie przeplatających się losów poszczególnych postaci, to występujących na planie pierwszym, to zaledwie wzmiankowanych, nie jest proste. Trudno również którąkolwiek z tych postaci w jakiś szczególny sposób polubić. Fabuła ma charakter nieciągły. Autor z pewnością nad tokiem powieści panuje, lektura wymaga natomiast uwagi i skupienia, by za jego myślą nadążyć. Podsumowując, powieść warta przeczytania, nie sposób jednak uznać ją za potoczystą czy przyjemną w lekturze.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na83 lata temu
Historia Anglii Henryk Zins
Historia Anglii
Henryk Zins
Historia Anglii w jednym tomie to książka przeznaczona nawet dla tych czytelników, którzy nie muszą mieć podstawowej wiedzy na temat tego kraju. Opowieść zaczyna się już w głębokiej starożytności; autor omawia każdą z epok przez pryzmat rzeczy dla nich charakterystycznych, osób które ją kształtowały oraz wydarzeń, które odcisnęły swoje piętno na dziejach Anglii. Napisana w bardzo przystępny sposób, skupia się na tym, co najważniejsze – w zasadzie nie ma tam elementów zbędnych, co zresztą trudno byłoby zmieścić przy objętości zaledwie nieco ponad 400 stron. Choć nie jestem wielkim entuzjastą kompendiów historycznych, tę książkę czytało mi się zaskakująco dobrze, głównie dzięki płynnej narracji pozbawionej niepotrzebnych dygresji. Szczególnie interesujące są rozdziały dotyczące dawnych epok, które zostały napisane z dużą swobodą i jasnością. Opisując czasy bardziej współczesne, można jednak odczuć, że książka powstała w otoczeniu marksistowskim – wątki z okresu po drugiej wojnie światowej skupiają się głównie na historii ruchu robotniczego, strajkach i działalności związków zawodowych. Wydaje się, że wcześniejsze okresy zostały opisane znacznie lepiej, z większą równowagą i głębią. Mimo tych zastrzeżeń, książka jest świetnym uzupełnieniem wiedzy – szczególnie dla osób, które chcą sobie uporządkować lub odświeżyć wiadomości poświęcone historii Anglii i Wysp Brytyjskich. Polecam ją wszystkim, którzy szukają klarownego i zwięzłego wprowadzenia do dziejów tego kraju.
Arek - awatar Arek
ocenił na74 miesiące temu
Narodziny Europy: Korzenie gospodarki europejskiej Michael McCormick
Narodziny Europy: Korzenie gospodarki europejskiej
Michael McCormick
Dzieło prawdziwie monumentalne pod względem objętości, różnorodności wykorzystanych źródeł, nowatorstwa (kontrowersyjnych) wniosków. Autor stawia sobie za cel przedstawienie dziejów kryzysu i upadku, a następnie odrodzenia handlu (i szerzej gospodarki jako takiej) w Europie w dobie późnego antyku oraz wczesnego średniowiecza. Tradycyjnie uważa się, iż kryzys ten nastąpił wraz z upadkiem zachodniego cesarstwa rzymskiego w wyniku wojen i najazdów, a ostateczny cios w początkach VII w. zadała handlowi śródziemnomorskiemu ekspansja arabsko-islamska, czyniąc z Morza Śródziemnego akwen nieustannej konfrontacji zbrojnej. McCormick w zasadzie potwierdza ten pogląd, przy czym za decydujący czynnik załamania uważa wielką epidemię dżumy, która spustoszyła świat śródziemnomorski w połowie VI w. Nadejście islamu kilkadziesiąt lat później miało być już tylko coup de grace. Gospodarka wschodnich i południowych wybrzeży śródziemnomorskich wkrótce się zresztą odrodziła, osiągając w państwie kalifów wysoki rytm natężenia (w szczególności handlu i rzemiosła). Bizancjum trwało, pomimo znacznych trudności, Europa Zachodnia pogrążyła się natomiast w głębokim kryzysie (który dotyczył zwłaszcza handlu, gospodarki towarowo-pieniężnej, rzemiosła i życia miejskiego). Tradycyjne zdanie historiografii głosi, iż gospodarcze odrodzenie Europy Zachodniej, a wkrótce jej ekspansja ekonomiczna, rozpoczęły się dopiero w XI w., po kilku stuleciach głębokiego upadku. Autor stara się wykazać, iż ów okres upadku był znacznie krótszy i rytm handlu, a w ślad za tym rzemiosła zachodnioeuropejskiego, zaczął wzrastać już w VIII w., szczególnie w okresie świetności państwa karolińskiego na przełomie VIII/IX w., notując następnie przejściowy, niezbyt głęboki spadek w drugiej połowie IX i początkach X w. (podział imperium karolińskiego, wojny wewnętrzne, najazdy Wikingów, Saracenów, Węgrów),by ponownie wzrosnąć w XI w. To ostatnie zgodne już z poglądami tradycyjnymi. Zasadnicza, nowa teza Autora, polega więc na wskazaniu, iż odrodzenie handlu, a w ślad za tym częściowo rzemiosła (rolnictwem w zasadzie się nie zajmuje) w Zachodniej Europie (głównie w państwie karolińskim) miało rozpocząć się już w VIII w. W jaki sposób stara się udowodnić swoje poglądy? Tradycyjnym problemem wszystkich historyków zajmujących się wczesnośredniowieczną gospodarką jest brak źródeł. Dotyczy to w szczególności działalności handlowej. Pisanych źródeł z epoki wczesnego średniowiecza ogólnie nie mamy w Europie zbyt wiele, a już tych dotyczących handlu prawie wcale. To ostatnie wynika dodatkowo z preferencji autorów źródeł (głównie duchownych, często arystokratycznego pochodzenia),którzy handlem i kupcami pogardzali, nie widzieli też potrzeby, by wspominać o nich w kronikach, rocznikach, czy żywotach świętych. Znikoma ilość takich wzmianek w źródłach utwierdzała, zdaniem McCormicka, tradycyjną historiografię w jej poglądach o ogólnym upadku handlu w tej epoce. W tej sytuacji Autor stara się przywołać nowe kategorie źródeł, niewykorzystywane do tej pory w dyskusji. Wykazuje tu ogromną pomysłowość oraz jeszcze większą pracowitość. Korzysta przy tym z nowych technik komputerowej rejestracji i obróbki dostępnych wiadomości, przyznając, iż bez tej informatycznej pomocy przeprowadzenie takich badań byłoby niemożliwe. W pierwszej kolejności wyszukuje i analizuje informacje o wczesnośredniowiecznych podróżach podejmowanych w basenie Morza Śródziemnego przez dyplomatów, pielgrzymów, wygnańców itp. Okazuje się ich nadspodziewanie wielu i wydaje się, iż korzystali z istniejącej niezależnie od nich „infrastruktury transportowej” (żegluga, ruch karawan itp.),przeznaczonej, zdaniem Autora, dla ruchu handlowego. Informacje o podróżach ludzi wspiera analizą zachowanych i odnalezionych przez archeologów przedmiotów pochodzenia wschodniego (relikwie, monety itp.). Na tej podstawie odtwarza funkcjonujące we wczesnym średniowieczu morskie i lądowe szalki handlowe, przede wszystkim w basenie Morza Śródziemnego, ale również w państwie karolińskim i poza nim (szlak bursztynowy czy tzw. łuk północny, łączący Skandynawię z Konstantynopolem oraz Bagdadem i Azją Środkową). W obszernej analizie ukazuje rozrost i kolejno powstające rozgałęzienia tych szlaków, ośrodki węzłowe, warunki i tempo podróży lądowych oraz żeglugi itp. itd. Analizy te uzupełniają liczne zestawienia, mapy, wykresy. Ostatecznie McCormic stawia tezę o intensywnym ruchu komunikacyjnym i handlowym w dobie wczesnego średniowiecza, zarówno w basenie Morza Śródziemnego, w państwie karolińskim oraz na północnych i wschodnich rubieżach Europy (tutaj źródeł jest najmniej, ale można liczyć na kolejne odkrycia archeologiczne). Z tą tezą Autora można się w zasadzie zgodzić (została bowiem solidnie uzasadniona),a stanowi ona istotne novum w poglądach historiografii. Kolejna kwestia to rodzaj przewożonych towarów oraz bilans handlowy. Europa Zachodnia (imperium karolińskie) sprowadzała ze Wschodu (częściowo z Bizancjum, ale głównie z kalifatu) przede wszystkim przeznaczone dla elity i potrzeb kultu religijnego towary luksusowe (przyprawy, jedwab, kadzidło, relikwie). O dziwo, uzyskiwała przy tym dodatni bilans handlowy (inaczej niż w późnym średniowieczu). W Europie odnajdujemy bowiem liczne srebrne i złote monety arabskie (a należy pamiętać, iż władze karolińskie nakazywały wymieniać na granicach obce monety srebrne, po czym przetapiały je i wybijały na nowo jako własne, co ogranicza liczbę znalezisk),podczas gdy na ziemiach Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu czy Bizancjum wczesnośredniowiecznych monet karolińskich praktycznie się nie znajduje. Oznacza to, że obok wspomnianych towarów do Europy napływały ze Wschodu (z kalifatu) kruszce, co świadczy o dużej nadwyżce w bilansie handlowym. Jakie to jednak towary zacofana i dość jednak prymitywna Europa Zachodnia mogła w tak znaczących ilościach wysyłać na ziemie kalifatu, dużo lepiej rozwinięte gospodarczo? W źródłach oraz literaturze wspomina się o drewnie, metalu, doskonalej jakości mieczach (te ostatnie skutecznie przemycano z imperium karolińskiego, pomimo ogólnego zakazu eksportu). Wątpliwe jednak, by towary te, przede wszystkim surowce, niełatwe zresztą w transporcie lub wymagające omijania zakazów, mogły spowodować znaczącą nadwyżkę bilansu handlowego. Odpowiedź na pytanie o najcenniejszy „towar” Europy Zachodniej oferowany nabywcom z kalifatu jest bardzo prosta. Byli to ludzie, czyli niewolnicy. McCormick wskazuje, iż kraje śródziemnomorskie (Bizancjum, ale w jeszcze większym stopniu ziemie arabskie) dotknęło we wczesnym średniowieczu kilka fal dżumy (w połowie VI, ale również w pierwszej połowie VIII w.),powodując znaczne straty ludnościowe oraz brak siły roboczej (przede wszystkim jako pomocników w rzemiośle, służby domowej, robotników rolnych itp.,). Zrodziło to trwały i duży popyt na niewolników w zamożnych krajach muzułmańskich, zaspokajany zresztą nie tylko przez Europę (którą wspomniane fale dżumy w zasadzie ominęły, co można wiązać ze słabą wówczas komunikacją) ale również przez kraje transsaharyjskie czy zachodnio- i środkowoazjatyckie. Stąd liczne napady piratów arabskich, porywających ludzi z wybrzeży południowej Europy. Przede wszystkim jednak ludzki „towar” dostarczali za duże pieniądze przedsiębiorcy z samej Europy. Wykazane przez Autora przebicie cen pomiędzy Wenecją (a przecież w głębi lądu ceny musiały być jeszcze niższe),a portami kalifatu (Tunis, Aleksandria) wynosiło 300-400 %. W tej sytuacji wielu kusił tak dochodowy interes. W ówczesnych realiach handel niewolnikami nie był zresztą, poza pewnymi wyjątkami, nacechowany negatywną opinią moralną. To właśnie Wenecja stała się prekursorem i liderem europejskiego eksportu niewolników i na tym to właśnie rodzaju handlu (po drugiej fali dżumy) wyrosła w VIII-X w. handlowa, morska i finansowa potęga tego miasta (z czasem dołączyły Amalfi czy Neapol, ale Wenecji nie dorównały). Morski eksport niewolników wymusił też na Wenecjanach nowe rozwiązania organizacji transportu: większe statki z liczniejszymi załogami, żegluga non stop przez pełne morze zamiast trzymania się brzegu i nocnych postojów. Chodziło o jak najszybsze dostarczenie „wrażliwego” towaru, ograniczenie kosztów wyżywienia i wysokiej zawsze śmiertelności. Obiektywnie sytuacja ta przyczyniła się do ogólnego rozwoju technik żeglugi, w czym Wenecja stała się wówczas prekursorem. A handel niewolnikami stał się kołem zamachowym rozwoju handlu jako takiego w Europie Zachodniej, umożliwiał import towarów luksusowych, fundacje kościelne (bardzo liczne w Wenecji tej epoki),powodował nadwyżkę handlową i napływ kruszców, generował rozwój handlu lokalnego oraz rzemiosła. Autor dochodzi do wniosku, iż legł u podstaw postulowanego przezeń ogólnego odrodzenia gospodarczego Europy. Wniosek ten przedstawia zresztą z pewnym zażenowaniem, albo też spodziewa się takowego u mniej zorientowanych czytelników. Mniej zorientowanych, gdyż szeroko prowadzony handel niewolnikami we wczesnośredniowiecznej Europie oraz ich sprzedaż do krajów muzułmańskich nie jest niczym nowym dla osób mających ogólne chociażby pojęcie o tej epoce. Należy jednak pamiętać, iż McCormick to Autor amerykański, a Stany Zjednoczone mają specyficzne traumy i obecne do dziś problemy społeczne wynikające z ich własnej, nie tak dawnej, niewolniczej przeszłości. Z owymi niewolniczymi korzeniami odrodzenia średniowiecznej gospodarki europejskiej wiąże się jeszcze jedna, istotna dla naszej już części kontynentu kwestia. Otóż początkowo niewolników pozyskiwano zewsząd, w szczególności jako jeńców i brańców podczas licznych wojen państwa frankijskiego. Byli to Longobardowie, Anglosasi, członkowie różnych plemion germańskich z obszaru dzisiejszych Niemiec. Z czasem pojawiły się jednak wątpliwości związane ze sprzedażą chrześcijan (a takowych wśród niewolników z Zachodniej Europy było coraz więcej) w ręce innowierców (żydowskich pośredników oraz muzułmańskich klientów). Mogło to łatwo prowadzić do wyrzeczenia się wiary i przejścia na islam, w wyniku przymusu albo w nadziej na poprawę własnego losu. W myśl ówczesnych przekonań oznaczało to utratę zbawienia wiecznego, również dla tych, którzy byli winni temu procederowi. W epoce Karola Wielkiego najpierw Kościół, a potem również władze państwowe, zaczęły więc zabraniać sprzedaży chrześcijańskich niewolników innowiercom. Uważano to za grzech śmiertelny i przestępstwo państwowe. Nabywcom chrześcijańskim można było oferować ludzki towar bez problemu, ale przecież nie dawało to takich zysków jak w kalifacie. Stąd głównym dostarczycielem niewolników stały się ludy nadal pogańskie, a w IX-X w. najliczniejsi i najbliżsi byli Słowianie. Z tego powodu to właśnie Słowianie zdominowali rynek niewolniczy, to ich chwytano, kupowano (najczęściej od miejscowych wodzów i książąt),a następnie sprowadzano do Wenecji (korzystnie skądinąd położonej na pograniczu ziem słowiańskich),ewentualnie do muzułmańskiej Hiszpanii, i eksportowano za morze. Widocznym po dziś dzień śladem tego procederu jest fakt, iż w wielu językach zachodnioeuropejskich (angielskim, niemieckim, francuskim i innych) na oznaczenie Słowianina i niewolnika używa się słów bardzo podobnych czy wręcz identycznych. Może to z naszego punktu widzenia przykre, ale prawdziwe. Dodajmy, iż w średniowieczu na oznaczenie niewolnika używano początkowo łacińskiego słowa "servus", następnie również łacińskiego pochodzenia "captivus" (jeniec – co wiązało się z najczęstszym sposobem pozyskiwania „towaru”),w X w. pojawił się termin "sclave", od miana Słowian właśnie. Najstarszy, pewny przypadek użycia tego znaczenia McCormic wskazuje w 937 r. w Magdeburgu, na wschodnim pograniczu państwa niemieckiego (wschodniofrankijskiego). Mógłby dodać (co jednak umknęło jego uwadze),iż w 929 r. król Niemiec Henryk I Ptasznik rozpoczął planowy i systematyczny podbój Połabia, co musiało zaowocować dużą podażą słowiańskich niewolników, a rachuby na zyski finansowe były zapewne znaczącym motywem kolejnych wypraw zbrojnych, na równi z zajmowaniem nowych ziem. Wszystko więc doskonale do siebie pasuje. Pozostaje kwestia ustosunkowania się do wspomnianych wyżej, zasadniczych tez rozprawy. Otóż wnosi ona wiele nowego, na nowo zinterpretowanego materiału. To wielka zasługa. Nie sposób też zaprzeczyć, iż ruch handlowy w Europie doby karolińskiej miał znacznie większe rozmiary, niż to dotychczas przyjmowano. Autor potrafił ten fakt na wiele sposobów, przekonująco udowodnić. Czy jednak można uznać to zjawisko za faktyczny początek gospodarczego odrodzenia i przyszłej ekspansji gospodarczej Europy Zachodniej? Przypomnijmy, klasyczny pogląd datuje ten początek na XI w., McCormick chciały widzieć go już 300 lat wcześniej, na przełomie VIII/IX w. (w dobie rozkwitu imperium karolińskiego). Opiera się na badaniach handlu, którego istnienie i rozwój rzeczywiście zdołał wykazać. Osobiście uważam jednak, iż sam handel to za mało, by móc stwierdzić ogólny rozwój (wręcz przełom) gospodarczy w świecie i społeczeństwie zdominowanym przez rolnictwo. Tym bardziej, iż głównym towarem eksportowym zacofanej Europy do wyżej rozwiniętych ziem kalifatu byli ludzie, czyli niewolnicy. W zamian sprowadzano przeznaczone dla elity towary luksusowej konsumpcji oraz gromadzono nadwyżki kruszców. Tych ostatnich w żaden sposób nie inwestowano, przeznaczano je (po przetopieniu monet, o czym niekiedy informują źródła) na wyrób przedmiotów kultu i liturgii albo tezauryzowano (zakopane w ziemi skarby, odnajdowane w bliższych nam stuleciach oraz obecnie). Trudno uznać takie postępowanie za koło zamachowe gospodarki. Nadto znamy liczne przypadki „eksportu ludzi” w późniejszych epokach – choćby klasyczne porównanie z nowożytnym handlem niewolnikami afrykańskimi – które żadnych znaczących korzyści krajom „eksportującym”, np. afrykańskim, nie przynosiły. Wręcz przeciwnie, wyniszczały je demograficznie, gospodarczo, politycznie i kulturowo. Ewentualne korzyści odnosiły wąskie elity (podobnie jak w średniowiecznej Europie),kosztem wszystkich innych. Podobnie dzisiaj, emigracja zarobkowa (która przy zachowaniu w pamięci wszystkich różnic, oznacza jednak pod względem gospodarczym to samo, czyli eksport siły roboczej) nie przynosi ostatecznie korzyści krajom, z których pochodzą emigranci (nawet, jeżeli wysyłają jakieś środki pozostawionym rodzinom, co można uznać za odpowiednik „zapłaty” za niewolnika). Korzystają nieliczni, kraj, państwo i gospodarka jako całość tracą. Może więc istotnie handel niewolnikami legł u podstaw rozwoju Wenecji i dał jej bogactwo, z dobrym skutkiem później spożytkowane, ale był to wspomniany wyjątek. Trudno uznać eksport niewolników za dźwignię odrodzenia gospodarczego Europy jako całości. Bardziej przemawia do mnie pogląd klasyczny, wskazujący na XI w. jako czas przełomu. Ówczesna sekwencja przemian politycznych, społecznych i gospodarczych w Europie Zachodniej - względna stabilizacja polityczna, powstrzymanie najazdów Wikingów, Węgrów, Saracenów, Słowian (to w X w.) - poprawa bezpieczeństwa i warunków życia – stały i znaczący wzrost demograficzny (podwojenie liczby ludności pomiędzy XI i początkami XIV w.) - branie pod uprawę nowych ziem, kolonizacja wewnętrzna i zewnętrzna (zachodni osadnicy w Europie Środkowej) – ulepszenie metod uprawy roli (trójpolówka, żelazny pług odwracajacy glebę, młyny z kołem nasiębiernym itp.) - wzrost zamożności oraz masy towarowej (nadwyżki żywności) – odrodzenie rzemiosła i handlu – odrodzenie i rozwój życia miejskiego (miasta jako osady na specjalnych, sprzyjających rozwojowi gospodarczemu prawach) – wszystko to stworzyło zdrowe i stabilne, sięgające samych podstaw społeczeństwa oraz gospodarki fundamenty trwałego rozwoju. Znacznie trwalsze, zdrowsze i silniejsze niż eksport niewolnej siły roboczej. Na koniec uwagi dotyczące metod badawczych i sposobu prezentacji ich wyników przez Autora. Otóż wykonał on pracę gigantyczną, sięgając do ogromnej literatury przedmiotu, a także bardzo różnorodnych źródeł (pisanych, materialnych, znalezisk archeologicznych, lingwistycznych itd.) Na jego chwałę należy podkreślić, iż w odróżnieniu od wielu autorów anglosaskich nie ograniczył się do publikacji anglojęzycznych, sięgał po literaturę w wielu innych językach, również tych mniej znanych (grecki, bułgarski, czeski) – często za pośrednictwem oraz z polecenia przyjaciół i współpracowników (o czym rzetelnie wspomina),ale zawsze. W toku wywodów oraz w przypisach pojawiają się również opracowania polskich historyków, archeologów, językoznawców, o poziomie tych prac w kilku miejscach McCormick wyraża się z dużym uznaniem. Pewnym, i jedynym chyba minusem monografii dla nieobytego Czytelnika może okazać się natomiast język. Jest on trudny, momentami zawiły, typowo akademicki. W trakcie swoich wywodów Autor często wskazuje na fakty, poglądy czy opinie osłabiające jego tezy, czyni to w duchu rzetelności naukowej, ale może to czynić cały tok rozumowania mniej czytelnym. Na szczęście, kończąc poszczególne części i rozdziały dokonuje podsumowań, jasno i precyzyjnie formułując wnioski oraz podkreślając ich nowatorskie elementy. Generalne podsumowanie znajdujemy też na końcu monografii. Praca nowatorska i godna polecenia.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na99 miesięcy temu

Cytaty z książki Elżbieta I. Królowa piratów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Elżbieta I. Królowa piratów