Myśląc...

Okładka książki Myśląc... autora David Lodge, 8373010629
Okładka książki Myśląc...
David Lodge Wydawnictwo: Rebis Seria: Salamandra literatura piękna
342 str. 5 godz. 42 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Salamandra
Tytuł oryginału:
Thinks...
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2001-01-01
Liczba stron:
342
Czas czytania
5 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
8373010629
Tłumacz:
Zuzanna Naczyńska
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Myśląc... w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Myśląc...

Średnia ocen
7,0 / 10
116 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Myśląc...

avatar
3190
3175

Na półkach: , ,

Najciekawsze wydało mi sie nietypowe postępowanie dwójki bohaterów - pisarki Helen oraz lowelasa Ralpha.
Znów fabuła książki osadzona jest na uniwersytecie, na którym pracownicy toczą abstrakcyjne, akademickie rozważania, oderwani kompletnie od realnego życia, martwiąc się zbyt małą pulą pieniędzy na badania naukowe i swoją płynnością finansową.

Bardzo aktualny temat zaistniał dzięki kognitywiście próbującym stworzyć sztuczną inteligencję.
Specyficzny, przewrotny humor Lodge'a.

Najciekawsze wydało mi sie nietypowe postępowanie dwójki bohaterów - pisarki Helen oraz lowelasa Ralpha.
Znów fabuła książki osadzona jest na uniwersytecie, na którym pracownicy toczą abstrakcyjne, akademickie rozważania, oderwani kompletnie od realnego życia, martwiąc się zbyt małą pulą pieniędzy na badania naukowe i swoją płynnością finansową.

Bardzo aktualny temat...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
849
849

Na półkach:

David Lodge po raz trzeci przeniósł mnie do małego światka brytyjskiego uniwersytetu i w zabawny sposób przedstawił relacje między pracownikami, ich rodzinami i studentami. A ponieważ głównymi bohaterami są profesor kognitywistyki i pisarka prowadząca kursy twórczego pisania, więc autor wpisuje całą opowiadaną historię w głoszoną przez tego pierwszego teorię chaosu i reprezentowaną przez kobietę teorię o wyjątkowości ludzkiej natury.
Fabuła przeplatana jest prowadzonymi przez bohaterów typowo akademickimi dyskusjami, które obrazują oderwanie od realnego świata i życie w namiastce rzeczywistości pracowników naukowych uniwersytetu. Sprawy zwykłego człowieka znajdują się na obrzeżu ich świadomości, a kiedy przychodzi im się z nimi zmierzyć często są bezradni jak dzieci. Campus uczelniany to miejsce, gdzie można pozwolić sobie na długie dysputy o abstrakcyjnych problemach, gdzie wszyscy się znają i wzajemnie obserwują, gdzie wydaje się, że wszyscy są szczęśliwi i mają poukładane życie. Tymczasem kolejni bohaterowie zapełniają sobie pustkę egzystencjalną płytkimi romansami bez zobowiązań, udziałami w kolejnych przyjęciach i rozrywkach, a jedynym problemem jest obawa przed utratą finansowania wydziału i brak pieniędzy na badania naukowe.
Bardzo ciekawą postacią wydała mi się Helen, pisarka, która przyjmuje posadę wykładowczyni na uczelni, aby pozbierać się po śmierci ukochanego męża. Jej wychodzenie z żałoby jest naprawdę zaskakujące, a zachowany w pamięci portret męża ulega nagłej zmianie. Podobną przemianę wewnętrzną przechodzi Ralph- uwodziciel i zadufany w sobie mężczyzna, dla którego punktem zwrotnym będzie uświadomienie sobie własnej śmiertelności. Losy tej dwójki potoczą się w zaskakującym kierunku.
„Myśląc...” to powieść bardzo urozmaicona pod względem narracji. W kolejnych rozdziałach śledzimy pisany przez Helen tradycyjny dziennik, nagrywane przez Ralpha na dyktafon refleksje na temat codziennych wydarzeń, maile wymieniane przez różnych bohaterów oraz zwykłą narrację odautorską. Na to samo wydarzenie spoglądamy oczami różnych postaci i widzimy, jak różnie je postrzegają. To również dowód w głoszonej przez głównego bohatera teorii o ludzkiej świadomości.
Lubię takie książki, które zmuszają mnie do gimnastyki umysłowej, a takie są utwory D. Lodge'a.

David Lodge po raz trzeci przeniósł mnie do małego światka brytyjskiego uniwersytetu i w zabawny sposób przedstawił relacje między pracownikami, ich rodzinami i studentami. A ponieważ głównymi bohaterami są profesor kognitywistyki i pisarka prowadząca kursy twórczego pisania, więc autor wpisuje całą opowiadaną historię w głoszoną przez tego pierwszego teorię chaosu i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
287
132

Na półkach:

Lodge jest/był teoretykiem literatury. Jako jego miłośnica kiedyś sprowadziłam sobie jego publikacje naukowe. Ta książka jest wprawdzie typową, upojną powieścią campusową ale bawi się także teorią chaosu. Lodge w najlepszej formie!!!

Lodge jest/był teoretykiem literatury. Jako jego miłośnica kiedyś sprowadziłam sobie jego publikacje naukowe. Ta książka jest wprawdzie typową, upojną powieścią campusową ale bawi się także teorią chaosu. Lodge w najlepszej formie!!!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

321 użytkowników ma tytuł Myśląc... na półkach głównych
  • 184
  • 135
  • 2
58 użytkowników ma tytuł Myśląc... na półkach dodatkowych
  • 43
  • 6
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Myśląc...

Inne książki autora

David Lodge
David Lodge
Brytyjski pisarz, którego powieści często satyrycznie przedstawiają środowisko uniwersyteckie, a szczególnie przedstawicieli nauk humanistycznych. Lodge był wykładowcą na Uniwersytecie w Birmingham w latach 1960-1987. Kilka jego książek zostało zaadaptowanych na mini-seriale telewizyjne. Nagrody Whitbread Book Award (1980) za Gdzie leży granica (Książka Roku) Nominacja do Booker Prize (1984) za Mały światek Nominacja do Booker Prize (1988) za Fajną robotę Powieści Kinomani (The Picturegoers) – 1960 Rudy wariat (Ginger You’re Barmy) – 1962 British Museum w posadach drży (The British Museum Is Falling Down) – 1965 Alarm odwołany (Out of the Shelter) – 1970 Zamiana (Changing Places) – 1975 Gdzie leży granica (How Far Can You Go?) – 1980 Mały światek (Small World: An Academic Romance) – 1984 Fajna robota (Nice Work) – 1988 Co nowego w raju (Paradise News) – 1991 Terapia (Therapy) – 1995 Gorzkie prawdy (Home Truths) – minipowieść, 1999 Myśląc... (Thinks ...) – 2001 Autor, autor (Author, Author) – 2004 Skazani na ciszę (Deaf Sentence) – 2008 Który stawał na wysokości zadania (A Man of Parts) – 2011
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jim Szczęściarz Kingsley Amis
Jim Szczęściarz
Kingsley Amis
Ach studia, pod wpływem Jima zacząłem wspominać; imprezy, miłostki, referaty. O tak to było, że się rano wstało, wczesne śniadanie, nie mogę na nie patrzeć, nudności brutalne. Poprzedniego wieczora z paczką w knajpie i niby tylko trzy kufle, ale poprzez zaśmiecony zaułek czasoprzestrzennego kontinuum, zmieszały się z butelką bułgarskiej brandy i paroma filiżankami płynu po goleniu. A dziś wygłaszam referat, pędzę sprintem na autobus. Zdążyłem cudem na przystanek, płuca mam w gardle i czasu niewiele na ten kampus. I oczywiście korki, w dodatku kierowca typ taki co w życiu najbardziej się boi jakiejkolwiek prędkości. Żołądek jak zaciśnięta pięść i nerwy tłuką się o kości. Co jeszcze się wydarzy; napad zamaskowanych bandytów, czołowe zderzenie, powódź, pęknięta dętka, wyrywająca drzewa burza z deszczem meteorytów, nurkowy nalot ruskich bombowców. Dobra zatrzymał się ten alternatywny Ayrton Senna, wpadam jak wicher do auli i co? Oczywiście wypadłem słabo, bo przede mną wygłaszał gość tak przejęty, jakby rozbrajał atom. W ogóle na tych studiach trudno było kogoś wyluzowanego znaleźć, jak dobrą progresywną kapelę, no chyba że się lubi to patetyczne wycie, elitarne takie, leciało w trójce, ale to nie mój problem. a już w tej całej kadrze, mój Boże jeden doktor może, świetny facet, rozumiał, że istnieje życie poza uniwerkiem, a i ta ładna asystentka, wesoła dziewczyna, paliliśmy czasem, lubiła Jarmuscha. Ale wracając do książki; pan Amis w Jimie Szczęściarzu bierze na warsztat świat brytyjskiej akademii — a potem bez litości rozjeżdża go walcem ironii. Dodajmy w sposób mistrzowski. Kogo tam mamy; profesor Welch, który uważa się za kapłana kultury wysokiej, ale jego największym osiągnięciem artystycznym jest torturowanie ludzi fletem, a jakim zgadnijcie, bo prosty bynajmniej nie przypomina poprzecznego, mimo że jest oczywiście jego poprzednikiem. Ja prdl, nieważne, bo ten jego instrument brzmi jak czajnik z gwizdkiem. Pani profesorowa, żona, zapatrzona we Francję jak w ten telefon na komodzie i jest jego więźniem — obdarza synów francuskimi imionami i manierami, jakby próbowała wychować małych Rousseau w prowincjonalnej Anglii. Efekt? Trochę jak croissant z margaryną. Krótko o synu Bertrandzie, malarzu mającym się za artystę - jest szarlatanem, snobem, sadystą i durniem. A żeby nie było za lekko, mamy też koleżankę z kadry, Margaret – emocjonalny granat z wyrwaną zawleczką, już w drugim rozdziale, Live and let die Margaret. I w tym wszystkim biedny Jim Dixon, te jego wewnętrzne monologi to czyste złoto. Dorosły, wolny facet, drżący o posadę, pragnący te monologi wykrzyczeć prosto w gębę tym fałszywym elitom. Lecz tak ja w tytule; gdyby istniał ranking ludzi, którym wychodzi mimo że wszystko idzie źle – Jim byłby jego królem.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na105 miesięcy temu
Mantissa John Fowles
Mantissa
John Fowles
Ani czytelnikom, ani krytykom ta książka nie przypadła do gustu. Nie sposób się temu dziwić, jeśli zauważymy, że autor nie pisał jej dla publiczności, lecz dla siebie. Był znany i uznany, wiedział, że wydadzą mu, cokolwiek napisze. No to stworzył dialog z samym sobą - to oczywiście moja prywatna opinia, nie stwierdzony fakt. Najczęstszym zarzutem jest pornograficzność, co jest prawdą, ale tylko w odniesieniu do części tekstu. Czytam to jako rozprawę pisarza z własnymi fantazjami seksualnymi, spełnionymi czy nie, jako próbę zrozumienia swojego libido, zrozumienia siebie na poziomie ciała i emocji podstawowych, płynących z ciała właśnie. Odnoszenie tej warstwy znaczeniowej do twórczości literackiej, jego własnej czy literatury w ogóle, może być tylko kamuflażem, bo koniec końców niewiele z tego wynika. Utarczki słowne (i nie tylko) wypełniające powieść są, a raczej miały być, metatekstem o twórczym pisaniu. No i tak jest, do pewnego stopnia, jednak i tutaj Fowles tłumaczy się przed sobą ze swoich doświadczeń małżeńskich i, szerzej, z relacji z kobietami, ze swoich błędów, frustracji, z nieporozumień, z egoizmu (z obu stron) i całej reszty splątanych uczuć nierozerwalnie związanych z miłością. Czy nam, czytelnikom, coś to daje? Obawiam się, że niewiele. Zaletą Mantissy (czyli dygresji, już sam tytuł sugeruje, że czytamy co innego niż czytamy) jest oferowana nam możliwość samodzielnego odkrywania, w których miejscach autor jest pisarzem piszącym o pisaniu, a w których pacjentem na kozetce u terapeuty, którym uczynił ciebie, czytelniku.
Mario - awatar Mario
ocenił na61 rok temu
Uczta Babette Karen Blixen
Uczta Babette
Karen Blixen
Wybitne opowiadania! Każde zupełnie odmienne, a czyta się je z niesłabnącym zaciekawieniem od początku do końca. Po czym trzeba złapać oddech — chwilę zadumy nad kolejami życia bohaterów, nieuchronnością czy zrządzeniem wręcz losu, jakimś przedziwnym domknięciem, klamrą ( p r z e z n a c z e n i e m ?) — tudzież przemyśleć odniesienia do cytowanych lektur po swojemu. To daje radość. Radość z czytania, odkrytych kontekstów. K.Blixen, prócz kunsztownego języka (wielka wartość tego zbioru),obdarza nas mądrością prawdziwie dojrzałej pisarki (to jej ostatnia książka). A więc w odpowiednich miejscach stawia właściwą ocenę, w kilku słowach plastycznie opisuje bohaterów, a los ludzki przedstawia jak w przypowieściach, alegorycznie i w majestacie Siły Wyższej, z którą się Człowiek mierzy. Wreszcie pada parę genialnych konstatacji — zupełnie odkrywczych — przynajmniej dla mnie. Przypuszczam, że tam gdzie młodość może K.Blixen nie dowierzać, deprecjonować, kwestionować jej logikę (przejrzałam kilka wcześniejszych recenzji :) — tam starszy czytelnik zostaje olśniony orientując się, jak dziwaczny czasem determinizm każe podejmować zgoła paradoksalne decyzje. A jednak pozostają one w zgodzie z sumieniem i rozumiemy, że były wręcz konieczne. Kto zdecydował o losie tych osobliwych bohaterów — oni sami czy ,,tak musiało się zdarzyć’’, by wszystko miało sens, i pozostało nieprzeniknione.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na107 miesięcy temu
Dojrzewanie Błazna Jonas Gardell
Dojrzewanie Błazna
Jonas Gardell
Autorowi nie udało powiedzieć niczego nowego o trudnym czasie dojrzewania i patologicznych rodzinach - czy to w ogóle możliwe, skoro dla wielu upokarzanie innych jawi się odwieczną potrzebą... Niemniej jednak to gorzki, wręcz brutalistyczny, rozrachunek z niższą klasą średnią, pozornie dobrze wyglądającą, gdy się patrzy z zewnątrz jej grodzonych osiedli. Chore relacje między członkami rodzin (wertykalne i horyzontalne) przekładają się w na odnoszenie się chłopców i dziewcząt do siebie, zgodnie z odwiecznymi mechanizmami hierarchii i wykluczania w ramach grupy. W równie przerażającym stopniu, jak mocno są tu ukazane postacie rodziców, tak samo, może i jeszcze dramatyczniej, zarysowane są, raczej nieprzerysowane, sylwetki dzieci. To po prostu mali dorośli z tymi samymi wadami, które czas przejścia z dzieciństwa do dojrzałości jeszcze potęguje. Zwłaszcza, że rodzice nie przepuszczą żadnej okazji, żeby swe dzieci upokarzać, obniżać wartość a raczej jej ich pozbawiać. A nikt nie może dać innemu tego, czego sam nie posiada…. Nie wiadomo tylko, komu bardziej współczuć: dziewczynom czy chłopakom. W każdym razie i tu, i tam są tacy którzy prześladując innych, wywyższają siebie - jako było na początku, teraz i na wieki wieków… Najgorzej mają nieszczęśni inni, brzydsi, słabsi, gorsi - Tomas, Jenny, także główny bohater Juha (ma matkę Finkę, co dla Szweda oznacza oczywistą niższość). To lata 70. - wszyscy dopingują Bjoerna Borga i Ingemara Stenmarka i słuchają “Sweet” i Donny Summer. Można i należy odczytywać tę książkę jako dość uniwersalną niezależnie od miejsca, czasu, wieku czy charakteru relacji. Ot, takie “zwyczajne” rodzinne, szkolne, środowiskowe piekiełko. W sumie niemal nic tu oryginalnego, acz takie postawy zawsze przerażają swą uporczywą powtarzalnością. I trochę to inna Szwecja niż ten kraj który pamiętamy jako jeden najbogatszych i progresywnych krajów świata. Cytaty tylko najmocniejsze: “Bengt krzyczy, że jedyne, czego pragnie, to w spokoju poczytać gazetę. Ritva krzyczy, że jeśli chodzi o nią, to może robić co mu się podoba, byleby tylko schował w kalesonach swoje ohydne owłosione jaja”. “Awantura przy śniadaniu - to najzupełniej zwyczajny ranek w rodzinie Lindströmów. (...) Rodzinę Lindström najlepiej opisać, opowiadając o jej drzwiach. W rodzinie Lindström panuje zwyczaj trzaskania drzwiami, kiedy się jest zdenerwowanym. Drzwi są dobre. Trzaskają z dystynkcją. Jedyną wadą jest to, że drzwi nie są w stanie długo znosić takiego obchodzenia się z nimi. Wcześniej czy później rozpadną się”. “W rodzinie Lindströmów drzwi padały jedne po drugich – jak drzewo pada pod naporem topora. A kiedy drzwi się rozpadną, znosi się je do garażu i zastępuje kwiecistymi kotarami. Niestety kotary nie trzaskają”. "W korytarzu są szklane drzwi, a mówiąc dokładniej, były”. “Bycie zabawnym to jego jedyny sposób na znalezienie sobie przyjaciół, na niczym innym się nie zna”. “Wszyscy śmieją się, że Tomas się jeszcze nie pieprzył.(...) Tomas nie odpowiada Próbuję być pusty żeby nic nie czuć. Chce być niemy i głuchy”.. “Tomas jest chłopcem, który się boi, który ma powody, żeby się bać, który setki razy Przekonał się, że ma powody żeby się bać”.. “Nareszcie się odważyła. Odważyła się i straciła. I upewniła się, że nikt nie może jej kochać. Nie dziwnego, jest przecież taka brzydka i okropna. (...) Jest lalką z mrugającymi oczami i zawsze tym samym uśmiechem, niewzruszoną i obojętną”.. “Próbuje być kimś, kim nie jest. Kimś, kogo zaprasza się na prywatki”. “Z dezaprobatą spogląda na córkę. – Wystroiłaś się jak jak czupiradło! A ona stoi z wymalowanymi na niebiesko rzęsami i w długiej do ziemi i spódniczce, ze swoją wystawioną na widok publiczny tęsknotą, a wstyd, który czuje, przytłacza ją”. “Musi być teraz sama, żeby nikt jej nie widział, bo jest brzydka, brzydsza niż kiedykolwiek przedtem”. “Ojciec woła ją: – Jeśli ci się wydaje, że jak się wystroisz, będziesz ładniejsza, to się mylisz! Jego głos rozbrzmiewa echem jak głos księdza w kościele: nie myśl sobie, że jesteś kimś nadzwyczajnym!”. “Dzieciństwo jest bez dna, a ona nieustannie traci grunt pod nogami”. “Wychowawczyni Juhy i Jenny zawsze jest zadowolona. Nawet wtedy, gdy próbuje wyglądać na zadowoloną. Ich wychowawczyni to osoba, która głównie czeka, aż minie czas. Tak jakby była nie na swoim miejscu i czekała, aż zostanie przemieszczona”. “Uśmiechać się, według niej, to z trudem zmuszać kąciki ust, aby podniosły się w górę”. “Najbardziej wspaniałomyślna rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziała w życiu o drugim człowieku, to: nie robi z siebie nikogo szczególnego!”. “Każda rodzina siedzi przed telewizorem, każda w swoim własnym domu na ulicy żywej duszy ani jednego samochodu. W każdym domu w Sävbyholm jest telewizor, a w bladym snopie tego światła siedzą mama i tata razem ze swoimi dziećmi”. W supermarkecie. “Ritva próbuje wyminąć umierającą kobietę. – Przepraszam – mówi tak miło, jak tylko potrafi – przepraszam, chciałabym przejść ale pani ręka przeszkadza. Kiedy kobieta się nie rusza, Ritva mamrocze, że to bezwstydne i przechodzi, odpychając rękę kobiety swoją lewą stopą. Po chwili pyta, jakby nigdy nic: - Słuchajcie, kto chce serek cytrynowy na deser?”. Katastrofalne przyjęcie u Tomasa. “- Ale O co chodzi? Dlaczego nie tańczycie? - krzyczy mama Tomasa. Wtedy goście odwracają się do niej plecami. A jej Tomas siedzi sam w kącie. Nikt z nim nie rozmawia”. “Żeby nie oberwać, zamknął się w toalecie. Robi tak teraz na każdej przerwie”. “Tomas nie miał siły dłużej czekać. Nie chciał dłużej tęsknić. Już teraz nigdy nie będzie się bał”. PS Kolejna tu odsłona zasady, że błazen jest postacią tragiczną....
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na73 miesiące temu
Daisy Fay i cudotwórca Fannie Flagg
Daisy Fay i cudotwórca
Fannie Flagg
Daisy Fay Harper to dziewczynka, która nie miała łatwego startu w życiu – ale miała coś cenniejszego - charakter, odwagę i niebywałą odporność. Powieść Fannie Flagg napisana jest w formie dziennika – to sprawia, że śledzimy wydarzenia bezpośrednio oczami dziewczynki, która dorasta w amerykańskim Południu lat 50., w świecie pełnym absurdów, biedy, alkoholizmu, ale też komicznych sytuacji, niespodziewanej dobroci i małych cudów. Na początku Daisy ma jedenaście lat. Jej ojciec to marzyciel i oszust, matka – zblazowana kobieta z pretensjami do wyższej klasy. A sama Daisy – trochę naiwna, bardzo bystra i do bólu prawdziwa – dorasta w tym otoczeniu z bagażem doświadczeń, który mógłby połamać niejedną dorosłą kobietę. Zamiast tego, Daisy przechodzi przez życie z wdziękiem, humorem i niebywałą wolą przetrwania. Każde doświadczenie, nieważne jak trudne, buduje w niej siłę. To książka o dojrzewaniu, o kobiecości, o poszukiwaniu własnego głosu w świecie, który nie słucha dziewczynek. Ale to także opowieść pełna śmiechu, tragicznych sytuacji doprawionych ironią i południowym urokiem. Nie jest to cukierkowa historia. Pod pozorem lekkości kryją się poważne tematy: przemoc, alkoholizm, rasizm, samotność, zaniedbanie, porzucenie. Ale wszystko to opowiedziane jest z taką czułością i literackim wyczuciem, że czytelnik nie czuje się przygnieciony, tylko poruszony. Dla mnie kolejna pozycja idealna na lato. Dla tych, którzy kochają historie o dojrzewaniu z pazurem i sercem. I dla każdego, kto kiedyś marzył, że stanie się kimś, kogo świat wreszcie zauważy. Polecam
Diana - awatar Diana
oceniła na88 miesięcy temu
Morze, morze Iris Murdoch
Morze, morze
Iris Murdoch
Bardzo długo, w miarę czytania, nie wiedziałam, co mam o tej książce powiedzieć i tez nadal nie do końca wiem, choć parę kwestii się we mnie już uleżało. Przede wszystkim jest to książka idealna dla Kin, bo to jest tytuł „nudne, nic się nie dzieje”. Tu naprawdę się dzieje bardzo niewiele, dni się ciągną, a przemyślenia bohatera zajmują całe stronice. W ebooku ta książka miała 850 stron, w papierze to wydanie ma 600. A jest to historia znanego w całej Anglii reżysera teatralnego, Charles’a Arrowby, którzy decyduje się przejść na emeryturę i przeprowadza się do domku nad morzem w malutkiej wsi. I decyduje się spisać swoje dzieje, które to dzieje głównie składają się na opis jego relacji z kobietami w jego życiu, które to kobiety za sprawą wydarzeń z książki, pojawiają się teraz w tym jego spokojnym, sielankowym życiu. Pięknie ktoś na anglojęzycznym youtube określił te książkę mianem „Ex on the beach”. I to się właściwie zgadza, choć wypada dużo mnie wyskokowo niż brzmi. Książka zajęła mi bardzo dużo czasu, żeby ją skończyć, do której jednak najtrudniej było usiąść, a jak już zaczęłam, to te strony leciały. Książka idealna do analiz przez studentów na filologii, bo jest tutaj sporo motywów do takiej typowej, uniwersyteckiej analizy. W oczy rzuca się motyw jedzenia, który się zmienia na przestrzeni tych kilku tygodni. Inne jedzenie Charles je, kiedy jest sam, i mimo prostoty tego jedzenia parę razy ślina mi się w ustach zebrała, inaczej, kiedy u niego w domu mieszka kilka osób, nie je wcale, kiedy problemy są już zbyt duże. Nastawienia czytelnika do głównego bohatera też się może wahać – nieraz nazywałam go w myślach pierwszym stalkerem, kiedy wydawało mi się, że jego wyobrażenia o ratowaniu swojej miłości życia są już odjechane kompletnie i facet stracił grunt pod nogami, a potem wydarza się coś, co jednak każe się zastanowić, czy on nie ma jednak racji w tym, co planuje albo co sobie wyobraża. Jednocześnie na jedno wydarzenie, które popycha fabułę do przodu, przypada ze 30 stron rozmyślań bohatera o tym, co zrobić, czy zrobić, jak zrobić. Jednocześnie zawsze towarzyszy mu święte przekonanie o tym, że on ma rację, że to, co robi to jest najlepsze dla świata, że on to jest zbawcą w ogóle, no tyle że… potem potrafi to przekonanie stracić, wziąć pod uwagę inna perspektywę… Tak więc naprawdę ciężko tę książkę zrecenzować. Czy jest to coś, co odmieniło moje życie? Nie. Ale czy jest to coś, co może w miarę spokojnego czytania, dać zauważyć w sobie te dobre strony, tę pogłębioną analizę bohatera, tę jego niejednoznaczność? Tak i myślę, że jeszcze długo ta książka będzie we mnie dojrzewać, układać się w głowie. I sama jestem ciekawa, co będę o niej sądziła za pół roku czy za rok. Nie mogę określić, czy ją polecam jednoznacznie, bo to bardzo specyficzna powieść, którą albo trzeba po prostu lubić albo dać się wczuć w klimat tego morza, które też jest bardzo ważnym bohaterem, a jakże, w tą powolność, wejść trochę w buty tego bohatera, a jednocześnie negować wszystko co robi i znaleźć w tym jakąś przyjemność. Na pewno masa ludzi się tez od tego odbije, ja wielokrotnie się męczyłam i odliczałam te strony. Tak więc sami musicie zdecydować.
Gadamoksiążkach - awatar Gadamoksiążkach
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Myśląc...

Więcej
David Lodge Myśląc... Zobacz więcej
David Lodge Myśląc... Zobacz więcej
Więcej