Zielony człowiek

Okładka książki Zielony człowiek
Kingsley Amis Wydawnictwo: Rebis Seria: Salamandra literatura piękna
216 str. 3 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Salamandra
Tytuł oryginału:
The Green Man
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2000-01-01
Liczba stron:
216
Czas czytania
3 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
8371207999
Tłumacz:
Przemysław Znaniecki
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zielony człowiek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zielony człowiek

Średnia ocen
6,2 / 10
102 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
542
542

Na półkach:

W tej powieści charakterystyki bohaterów - błyskotliwe i pełne humoru - są o wiele ważniejsze od samej fabuły. Opisy te nie są bynajmniej rozdęte czy nużące. Kingsley Amis pisze w specyficzny sposób i w tej książce podejmuje kilka ważnych tematów, jak choćby rozważania na temat istoty religii i ogólnej kondycji człowieka we współczesnym świecie. Pisarz po mistrzowsku operuje słowem, a książkę wpisuje w konwencję powieści grozy.

W tej powieści charakterystyki bohaterów - błyskotliwe i pełne humoru - są o wiele ważniejsze od samej fabuły. Opisy te nie są bynajmniej rozdęte czy nużące. Kingsley Amis pisze w specyficzny sposób i w tej książce podejmuje kilka ważnych tematów, jak choćby rozważania na temat istoty religii i ogólnej kondycji człowieka we współczesnym świecie. Pisarz po mistrzowsku...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

252 użytkowników ma tytuł Zielony człowiek na półkach głównych
  • 154
  • 98
53 użytkowników ma tytuł Zielony człowiek na półkach dodatkowych
  • 41
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Zielony człowiek

Inne książki autora

Kingsley Amis
Kingsley Amis
Kingsley William Amis (ur. 16 kwietnia 1922 r. w Londynie, zm. 22 października 1995 r.), angielski pisarz, poeta i krytyk literacki. Ukończył Uniwersytet w Oksfordzie. W czasie II wojny światowej służył w armii. Po wojnie był wykładowcą akademickim. W 1955 został laureatem Somerset Maugham Award za powieść Jim Szczęściarz, a w 1986 The Old Devils zdobyła nagrodę Booker Prize. Amis, jak rzadko który twórca głównego nurtu, interesował się literaturą science fiction. Był autorem analiz, kompletował antologie, a także sam napisał kilka utworów o tematyce fantastycznej (m.in. Alteracja, Zielony człowiek). Od 1990 r. nosił tytuł szlachecki. Jako młody człowiek był członkiem partii komunistycznej, jednak po wydarzeniach węgierskich 1956 r. radykalnie zmienił poglądy. Jego syn, Martin Amis, jest również pisarzem. Przerwane przez wojnę studia ukończył w Oksfordzie w 1949 i objął stanowisko wykładowcy literatury angielskiej, rozwijając równolegle ożywioną działalność literacką i uprawiając poezję, eseistykę i publicystykę oraz prozę powieściową. Wyróżnił się w tej dziedzinie już pierwszą swoją powieścią Jim szczęściarz (1954). Sportretował w niej z dużą sugestywnością narracyjną, poprzez błyskotliwe dialogi, postać młodego wykładowcy uniwersyteckiego pochodzącego z klas niższych, który w trakcie efektownej kariery przełamuje kastowe podziały, dezintegrujące społeczność akademicką i całe społeczeństwo brytyjskie. Powieścią tą Amis zgłosił akces do ruchu "młodych gniewnych", nadającego ton angielskiemu życiu literackiemu i teatralnemu w połowie lat pięćdziesiątych. Parę późniejszych powieści Amisa zyskało pewien rozgłos i traktowane było jako przykład nowego realizmu obyczajowego i społecznego; ale już komedie satyryczne nie zostawiły po sobie trwalszego śladu w piśmiennictwie, podobnie jak wiersze zebrane w opasły tom Collected Poems.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fajna robota David Lodge
Fajna robota
David Lodge
Trzecia część trylogii kampusowej. Tym razem są to lata 80., era Margaret Thatcher i ostrych cięć w budżetach. Z powodu redukcji etatów nie jest łatwo uzyskać stałą posadę uniwersytecką. Ale też i w przemyśle nie jest lepiej, bo rządzi profit i prawo wolnego rynku i pracownicy muszą dostosować się do nowych warunków. Te dwa światy - intelektualny i przemysłowy - zderzają się w powieści Lodge’a, zmuszając bohaterów do rewizji poglądów. Robyn Penrose, profesorka literatury wiktoriańskiej, feministka o silnych poglądach lewicowych, doznaje szoku zwiedzając fabrykę i przyglądając się z bliska pracy robotników. Z mety chciałaby poprawić ich warunki, nie zastanawiając się skąd brać na to pieniądze. Z kolei Vic Wilcox, dyrektor tej fabryki, który dwoi się i troi, by jego zakład był profitowy i przetrwał okres ekonomicznego przewrotu, przeżywa podobny szok, dowiadując się, że praca na uniwersytecie jest zagwarantowana do emerytury. Oczywiście, trzeba tylko uzyskać stałą posadę, co w okresie thatcherowskim do łatwych nie należy. W tej powieści świat akademicki dzieli przestrzeń ze światem przemysłowym i jest to raczej trzeźwe, realistyczne spojrzenie na problemy tego okresu. Znając jednak styl tego autora można oczekiwać nieco prześmieszków i satyrycznych wtrąceń. Powieść jest spójna fabularnie - w przeciwieństwie do dwóch poprzednich części - a jej bohaterowie są wierną reprezentacją środowisk, z których pochodzą. Choć od napisania tej powieści minęło prawie 40 lat, niewiele zmieniło się od tamtego czasu. Powiedziałabym nawet, że różnice ideologiczne obu tych światów rysują się dziś jeszcze mocniej.
yyc_wanda - awatar yyc_wanda
oceniła na 7 2 miesiące temu
Mary Reilly Valerie Martin
Mary Reilly
Valerie Martin
Retelling "Doktora Jekylla i Pana Hyde’a" opowiedziany w formie pamiętników spisanych przez tytułową bohaterkę, młodą służącą pracującą w domu Jekylla. Parę tygodni temu TVP Kultura przypomniała ekranizację tej powieści. Niestety, natrafiłam tylko na urywek, obiecałam sobie jednak obejrzeć film w całości, zaś przed seansem sięgnąć po literacki pierwowzór. "Mary Reilly" należy do tych bardzo rzadkich retellingów/fanfików klasyki, które znacznie przewyższają wartością literacką powieść, do której nawiązują. "Doktora Jekylla..." recenzowałam już kiedyś na LC i powtórzę teraz to samo, co wówczas pisałam: chociaż doceniam nowatorski pomysł, to niestety, w dzisiejszych czasach styl Stevensona czyni z tej książki niemiłosierną ramotę. Pani Martin ma znacznie lepsze pióro i nie musiała się zbytnio wysilać, by stworzyć dojrzałą, realistyczną prozę, nie tylko świetnie portretującą życie służby u schyłku epoki wiktoriańskiej, ale też lepiej przedstawiającą postać samego Jekylla. Przyznam jednak, że paru rzeczy mi w tej pozycji brakowało. Przede wszystkim dusznego, gotyckiego klimatu, który, jak zdążyłam zauważyć, miała ekranizacja. Inaczej został przedstawiony wątek miłosny – w filmie już po obejrzeniu paru minut można się było zorientować, że będzie stanowił główną siłę napędową, w powieści pozostał całkowicie w sferze platonicznej i mam wrażenie, że ucierpiał przez to dramatyzm książki - cały czas podczas lektury spodziewałam się naprawdę dramatycznego finału, który koniec końców nie nastąpił. Z tego względu moja ocena to tylko "dobra", gdyby fabuła była bardziej wyrazista, dałabym pewnie bdb. Mimo to, uważam "Mary Reilly" za ciekawą pozycję, godną polecenia, zwłaszcza dla fanów opowieści o życiu służby, jak "Służące do wszystkiego", czy (stricte brytyjskich) "Downton Abbey" albo "Schodami w górę, schodami w dół". Wielka szkoda, że zarówno powieść Martin, jak i film z Malkovichem i Roberts zostały niemal całkowicie zapomniane.
Vampiress - awatar Vampiress
ocenił na 7 2 miesiące temu
Jim Szczęściarz Kingsley Amis
Jim Szczęściarz
Kingsley Amis
Ach studia, pod wpływem Jima zacząłem wspominać; imprezy, miłostki, referaty. O tak to było, że się rano wstało, wczesne śniadanie, nie mogę na nie patrzeć, nudności brutalne. Poprzedniego wieczora z paczką w knajpie i niby tylko trzy kufle, ale poprzez zaśmiecony zaułek czasoprzestrzennego kontinuum, zmieszały się z butelką bułgarskiej brandy i paroma filiżankami płynu po goleniu. A dziś wygłaszam referat, pędzę sprintem na autobus. Zdążyłem cudem na przystanek, płuca mam w gardle i czasu niewiele na ten kampus. I oczywiście korki, w dodatku kierowca typ taki co w życiu najbardziej się boi jakiejkolwiek prędkości. Żołądek jak zaciśnięta pięść i nerwy tłuką się o kości. Co jeszcze się wydarzy; napad zamaskowanych bandytów, czołowe zderzenie, powódź, pęknięta dętka, wyrywająca drzewa burza z deszczem meteorytów, nurkowy nalot ruskich bombowców. Dobra zatrzymał się ten alternatywny Ayrton Senna, wpadam jak wicher do auli i co? Oczywiście wypadłem słabo, bo przede mną wygłaszał gość tak przejęty, jakby rozbrajał atom. W ogóle na tych studiach trudno było kogoś wyluzowanego znaleźć, jak dobrą progresywną kapelę, no chyba że się lubi to patetyczne wycie, elitarne takie, leciało w trójce, ale to nie mój problem. a już w tej całej kadrze, mój Boże jeden doktor może, świetny facet, rozumiał, że istnieje życie poza uniwerkiem, a i ta ładna asystentka, wesoła dziewczyna, paliliśmy czasem, lubiła Jarmuscha. Ale wracając do książki; pan Amis w Jimie Szczęściarzu bierze na warsztat świat brytyjskiej akademii — a potem bez litości rozjeżdża go walcem ironii. Dodajmy w sposób mistrzowski. Kogo tam mamy; profesor Welch, który uważa się za kapłana kultury wysokiej, ale jego największym osiągnięciem artystycznym jest torturowanie ludzi fletem, a jakim zgadnijcie, bo prosty bynajmniej nie przypomina poprzecznego, mimo że jest oczywiście jego poprzednikiem. Ja prdl, nieważne, bo ten jego instrument brzmi jak czajnik z gwizdkiem. Pani profesorowa, żona, zapatrzona we Francję jak w ten telefon na komodzie i jest jego więźniem — obdarza synów francuskimi imionami i manierami, jakby próbowała wychować małych Rousseau w prowincjonalnej Anglii. Efekt? Trochę jak croissant z margaryną. Krótko o synu Bertrandzie, malarzu mającym się za artystę - jest szarlatanem, snobem, sadystą i durniem. A żeby nie było za lekko, mamy też koleżankę z kadry, Margaret – emocjonalny granat z wyrwaną zawleczką, już w drugim rozdziale, Live and let die Margaret. I w tym wszystkim biedny Jim Dixon, te jego wewnętrzne monologi to czyste złoto. Dorosły, wolny facet, drżący o posadę, pragnący te monologi wykrzyczeć prosto w gębę tym fałszywym elitom. Lecz tak ja w tytule; gdyby istniał ranking ludzi, którym wychodzi mimo że wszystko idzie źle – Jim byłby jego królem.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 10 5 miesięcy temu
Mantissa John Fowles
Mantissa
John Fowles
Ani czytelnikom, ani krytykom ta książka nie przypadła do gustu. Nie sposób się temu dziwić, jeśli zauważymy, że autor nie pisał jej dla publiczności, lecz dla siebie. Był znany i uznany, wiedział, że wydadzą mu, cokolwiek napisze. No to stworzył dialog z samym sobą - to oczywiście moja prywatna opinia, nie stwierdzony fakt. Najczęstszym zarzutem jest pornograficzność, co jest prawdą, ale tylko w odniesieniu do części tekstu. Czytam to jako rozprawę pisarza z własnymi fantazjami seksualnymi, spełnionymi czy nie, jako próbę zrozumienia swojego libido, zrozumienia siebie na poziomie ciała i emocji podstawowych, płynących z ciała właśnie. Odnoszenie tej warstwy znaczeniowej do twórczości literackiej, jego własnej czy literatury w ogóle, może być tylko kamuflażem, bo koniec końców niewiele z tego wynika. Utarczki słowne (i nie tylko) wypełniające powieść są, a raczej miały być, metatekstem o twórczym pisaniu. No i tak jest, do pewnego stopnia, jednak i tutaj Fowles tłumaczy się przed sobą ze swoich doświadczeń małżeńskich i, szerzej, z relacji z kobietami, ze swoich błędów, frustracji, z nieporozumień, z egoizmu (z obu stron) i całej reszty splątanych uczuć nierozerwalnie związanych z miłością. Czy nam, czytelnikom, coś to daje? Obawiam się, że niewiele. Zaletą Mantissy (czyli dygresji, już sam tytuł sugeruje, że czytamy co innego niż czytamy) jest oferowana nam możliwość samodzielnego odkrywania, w których miejscach autor jest pisarzem piszącym o pisaniu, a w których pacjentem na kozetce u terapeuty, którym uczynił ciebie, czytelniku.
Mario - awatar Mario
ocenił na 6 1 rok temu
Kolekcjoner John Fowles
Kolekcjoner
John Fowles
John Fowles bardzo szybko wciągnął mnie w wykreowany przez siebie świat. Bardzo wiarygodnie pod względem psychologicznym ukazana natura socjopaty, jego motywy oraz metodyka działania sprawiły, że losy głównego bohatera, a w zasadzie dwójki bohaterów opowieści śledzi się z zainteresowaniem. Powolne tempo akcji działa w tej historii na korzyść, bowiem Fowles buduje napięcie nie poprzez dynamiczne zwroty akcji, ale poprzez rozbudowę portretu psychologicznego oprawcy i ofiary. Również ukazanie historii z perspektywy dwóch postaci potrafi z narracją zdziałać cuda. Niestety jednak - nie w tym konkretnym przypadku. Historia zaprezentowana oczami Mirandy bardzo szybko staje się nużąca, sama postać bowiem okazuje się mało interesująca, miejscami odpychająca, a znaczna część książki zaczyna sprawiać wrażenie nazbyt sztucznie wydłużonej. Koncentrując się na aspektach związanych ze sztuką oraz wewnętrznych przemyśleniach ofiary, Fowles pokazuje nam Mirandę, jako kobietę, co do której ciężko poczuć jakąkolwiek sympatię. Ten element książki to również ogromny spadek w dynamice całej historii oraz relacji dwojga bohaterów. Przeżywanie ponownie tych samych wydarzeń zaczyna zwyczajnie nudzić. Sytuację ratuje trochę zakończenie, które w moim osobistym odczuciu jest nie tylko satysfakcjonujące, ale też mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy. Finalnie czasu spędzonego z książką nie żałuję, ale spodziewałem się chyba większego efektu 'wow'.
egocentryk - awatar egocentryk
ocenił na 6 3 miesiące temu
Psy z Wieży Babel Carolyn Parkhurst
Psy z Wieży Babel
Carolyn Parkhurst
To debiut Carolun Pankhurst i jedyna książka, jaką dotychczas napisała. Za całkiem udany debiut dodaję jedną gwiazdkę. Opis książki spowodował, że nieco się jej obawiałam. Jak tu bowiem potraktować pomysł mężczyzny, skądinąd poważnego wykładowcę na uczelni, że nauczy swojego psa mówić. Paul stracił ukochaną żonę, która zmarła wskutek nieszczęśliwego upadku z drzewa. Rozpacz po stracie ukochanej osoby może ludzi doprowadzić na skraj załamania i różnych absurdalnych pomysłów. Jednak pomysł uczenia psa - jedynego świadka wypadku - ludzkiej mowy po to, by wyjaśnić okoliczności wypadku, wydał mi się irracjonalny. A za takimi książkami nie przepadam. Jednak wbrew pozorom książka okazała się świetna. Zawiera sporo wspomnień szczęśliwego związku dwojga ludzi. Co prawda oglądamy ten związek oczami Paula, lecz wydaje się, że i jego żona była w tym związku szczęśliwa. Niektóre okoliczności po wypadku wydają się Paulowi dziwne, niepokoją go i każą poszukiwać wyjaśnienia śmierci żony. W swych poszukiwaniach czasami ociera się wręcz o szaleństwo, co martwi jego przyjaciół. Tym bardziej, że nie pozwala sobie pomóc, lecz zatraca się w swoich poszukiwaniach. W tej swojej rozpaczy jest bardzo ludzki. Sprawia to, że daje się lubić i czytelnik chciałby go wręcz pocieszyć. Przejmujący dziennik żałoby i próby pogodzenia się ze śmiercią żony Lexy. Dodatkowo książka godna polecenia miłośnikom psów, ponieważ suczka Lerelai jest ważnym uczestnikiem wydarzeń, a związek Paula z nią jest bardzo bliski. Poruszyła mnie ta historia inna od wszystkich. Serdecznie polecam każdemu, kto chce przeczytać coś odmiennego i głębszego.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na 8 8 lat temu
Porwanie Jane E. Jasper Fforde
Porwanie Jane E.
Jasper Fforde
Agentka Thurstday Next pracuje jako detektyw literacki i tropi literackie zbrodnie - podróby rękopisów, przypisanie autorstwa, zmiana bohaterów... Pewnego dnia ktoś kradnie supercenny rękopis "Martina Chuzzlewita" autorstwa Dickensa. Thurstday zostaje do tego wezwana, ponieważ podejrzewa się, że zna sprawcę... I rzeczywiście! to jej były profesor z uniwersytetu, który potrafi zmieniać postać, wpływać na ludzi i nie rejestruje się na taśmie. Agentka podejmuje akcję, której początek idzie bardzo źle. Zostaje ranna, nikt jej nie wierzy w przebieg wydarzeń... Dlatego podejmuje prawie że samodzielne śledztwo, w którego toku dzieje się jeszcze więcej niesamowitych rzeczy, a wszystko staje się sprawą osobistą. Ciężko mi jest oceniać tę książkę. Poleciła mi ją koleżanka i w sumie rozumiem to polecenie - lektura pełna jest inteligentnego humoru oraz aluzji literackich i politycznych. Jest tam też nieco fantastyki w tym stylu, który lubię, ale... No właśnie. Więcej jest tam fantastyki w stylu science fiction - wiele rzeczy autor próbuje tłumaczyć naukowo, co mi mocno spowalniało czytanie. Za dużo jest tam też polityki - tłem wszystkiego jest wojna na Krymie, której Next jest weteranką. Wokół tego krąży jej życie prywatne (były facet i brat), zawodowe i pośrednie. W każdym rozdziale jest jakieś nawiązanie do tej wojny, właściwie okazuje się, że główna intryga ma z nią bardzo wiele wspólnego. Akcja dzieje się w latach '80 XX wieku, więc też nie jest to okres szczególnie dla mnie interesujący - już nie fantastyczno-mroczne klimaty, a jeszcze nie nowoczesność. Z tego też powodu pewnie pojawiają się słowa, których zrozumienie sprawiało mi trudność (jak "rep"). Dużym plusem jest na pewno zabawa literaturą. Zabawny był wątek dotyczący autorstwa sztuk Szekspira i bardzo podobało mi się przenikanie światów powieściowych z rzeczywistym. I to że przez zmianę w rękopisie czy jakimś wydaniu można było zmieć całą fabułę. Szkoda mi nieco polskiego tytułu, bo człowiek cały czas czeka na tę Jane E., która właściwie pojawia się dopiero w drugiej połowie książki i nie wydaje mi się tam najważniejsza... Na pewno czas na lekturę nie był czasem zmarnowanym, ale nie czuję wielkiego żalu, że dorobek autora nie został w całości przetłumaczony na polski.
Via - awatar Via
oceniła na 6 3 lata temu

Cytaty z książki Zielony człowiek

Więcej
Kingsley Amis Zielony człowiek Zobacz więcej
Więcej