rozwińzwiń

Fundacja i Imperium

Okładka książki Fundacja i Imperium autora Isaac Asimov, 9788373011762
Okładka książki Fundacja i Imperium
Isaac Asimov Wydawnictwo: Rebis Cykl: Fundacja (tom 7) fantasy, science fiction
220 str. 3 godz. 40 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Fundacja (tom 7)
Tytuł oryginału:
Foundation and Empire
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
220
Czas czytania
3 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373011762
Tłumacz:
Andrzej Jankowski
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Fundacja i Imperium w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Fundacja i Imperium



książek na półce przeczytane 2208 napisanych opinii 1478

Oceny książki Fundacja i Imperium

Średnia ocen
7,5 / 10
893 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Fundacja i Imperium

avatar
359
4

Na półkach:

Większość zastrzeżeń, jakie miałem do pierwszej części cyklu, nie ma zastosowania do tej części. Jest to zdecydowanie lepsza powieść - świat staje się bardziej żywy i złożony, bohaterowie ciekawsi, głębsi, bardziej ludzcy, mamy szansę spędzić z nimi trochę więcej czasu i bliżej ich poznać. Jest też istotna postać kobieca, która rzeczywiście ma jakąś podmiotowość.
Plan Seldona wreszcie przestaje być ciągłym pasmem sukcesów i grozi mu realna klęska - zaczyna się więc robić ciekawie, nieprzewidywalnie. Asimov wydaje się dopiero rozkręcać.

Większość zastrzeżeń, jakie miałem do pierwszej części cyklu, nie ma zastosowania do tej części. Jest to zdecydowanie lepsza powieść - świat staje się bardziej żywy i złożony, bohaterowie ciekawsi, głębsi, bardziej ludzcy, mamy szansę spędzić z nimi trochę więcej czasu i bliżej ich poznać. Jest też istotna postać kobieca, która rzeczywiście ma jakąś podmiotowość.
Plan...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
13
7

Na półkach:

Lepsza niż poprzednia część. W końcu zaczyna się akcja, a plan Seldona trzęsie się w posadach.

Lepsza niż poprzednia część. W końcu zaczyna się akcja, a plan Seldona trzęsie się w posadach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
101
79

Na półkach:

Dobra książka, bo to Asimov. Ale ma najmniej zgrabną formę. Dwa, niewiele związane ze sobą opowiadania. Tak po prawdzie, to pierwsze można było na spokojnie dorzucić do pierwszego tomu a drugie połączyć z pierwszą połową trzeciego. Tylko wtedy pewnie nikt jeszcze nie wiedział (może nawet łącznie z Asimovem) jak to się dalej będzie rozwijać.

Dobra książka, bo to Asimov. Ale ma najmniej zgrabną formę. Dwa, niewiele związane ze sobą opowiadania. Tak po prawdzie, to pierwsze można było na spokojnie dorzucić do pierwszego tomu a drugie połączyć z pierwszą połową trzeciego. Tylko wtedy pewnie nikt jeszcze nie wiedział (może nawet łącznie z Asimovem) jak to się dalej będzie rozwijać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

3568 użytkowników ma tytuł Fundacja i Imperium na półkach głównych
  • 2 515
  • 1 014
  • 39
655 użytkowników ma tytuł Fundacja i Imperium na półkach dodatkowych
  • 445
  • 66
  • 51
  • 31
  • 25
  • 19
  • 18

Tagi i tematy do książki Fundacja i Imperium

Inne książki autora

Isaac Asimov
Isaac Asimov
Amerykański pisarz i profesor biochemii pochodzenia rosyjsko-żydowskiego. Największą popularność zdobył jako autor science fiction. Największy sukces osiągnął jako autor książek fantastycznonaukowych oraz popularnonaukowych. Większość prac Asimova z zakresu popularyzacji nauki wyjaśnia koncepcje naukowe w sposób historyczny, cofając się w czasie w miarę możliwości jak najdalej, do samych początków rozwoju danej dziedziny. Często podaje narodowości, daty urodzenia i śmierci wspominanych przez siebie naukowców, jak również etymologię i sposoby wymawiania terminów technicznych. Jako przykłady można wymienić Guide to Science, trzytomowy zbiór Understanding Physics oraz Asimov’s Chronology of Science and Discovery. Asimov, jako autor i redaktor napisał ponad 500 książek, oraz w przybliżeniu 9000 listów i kartek pocztowych, był jednym z najbardziej płodnych pisarzy wszech czasów. Jego prace zostały opublikowane w dziewięciu z dziesięciu głównych kategorii Klasyfikacji Dziesiętnej Deweya (z wyjątkiem 100, filozofii). Powszechnie uważany jest za mistrza gatunku fantastyki naukowej. Za życia postrzegany był jako jeden z „Wielkiej Trójki” pisarzy fantastyki naukowej, wraz z Robertem A. Heinleinem oraz Arthurem C. Clarke. Najsłynniejszym dziełem Asimova jest cykl Fundacja; inne znane cykle to Imperium Galaktyczne oraz Roboty, które osadził późnej w tym samym świecie fikcyjnym co Fundacja tworząc spójną „historię przyszłości” dla wszystkich jego książek, w podobny sposób jak uczynili to wcześniej w swojej twórczości Robert A. Heinlein, Cordwainer Smith oraz Poul Anderson. Spod jego pióra wyszły liczne opowiadania, między innymi „Nastanie nocy”, które w roku 1964 głosami członków stowarzyszenia Science Fiction Writers of America zdobyło tytuł opowiadania wszech czasów, przez wielu uznawany do dziś. Pisał również książki kryminalne i fantasy, a pod pseudonimem „Paul French” stworzył młodzieżowy cykl Lucky Starr. Asimov był wieloletnim członkiem i wiceprezesem Mensy, choć funkcję tę pełnił niechętnie; niektórych członków organizacji opisał jako „dumnych i agresywnych w kwestii swojego IQ”. Więcej przyjemności sprawiało mu piastowanie stanowiska prezesa American Humanist Association. Na jego cześć nazwane zostały asteroida (5020) Asimov, czasopismo Asimov’s Science Fiction, szkoła podstawowa na Brooklynie (Nowy Jork),oraz dwie różne nagrody literackie. Asimov urodził się między 4 października 1919 a 2 stycznia 1920 w Pietrowiczach, w obwodzie smoleńskim, jako syn Anny Racheli Berman Asimov i Judy Asimova, w żydowskiej rodzinie młynarzy. Dokładna data jego urodzin nie jest znana za względu na różnice w kalendarzu gregoriańskim i hebrajskim oraz brak oficjalnych zapisów, a sam Asimov obchodził urodziny 2 stycznia. Nazwisko rodziny pochodzi od słowa озимые (zboże ozime). Gdy miał trzy lata, rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Rodzice rozmawiali z nim zawsze w języku jidysz lub po angielsku, stąd nigdy nie nauczył się rosyjskiego. Dorastając na Brooklynie, Asimov nauczył się czytać w wieku pięciu lat, i zachował płynną znajomość jidysz na równi z angielskim. Jego rodzice byli właścicielami kolejnych sklepów ze słodyczami, pracy w których oczekiwano od każdego członka rodziny. Tam właśnie Asimov zetknął się z tzw. pulp magazines i zaczął je czytać. W wieku około jedenastu lat zaczął pisać swoje własne historyjki, a przed ukończeniem lat dziewiętnastu, odkrywszy środowisko fandomu fantastyki naukowej, sprzedawał je już do czasopism fantastycznonaukowych. Duży wpływ na jego początkową karierę miał John W. Campbell, ówczesny wydawca Astounding Science Fiction,, a potem przyjaciel. Asimov uczęszczał do Miejskich Szkół Publicznych Nowego Jorku na Brooklynie. Następnie studiował na Uniwersytecie Columbia, który ukończył w roku 1939. Po przerwie powrócił na uczelnię i w roku 1948 zdobył tytuł doktora biochemii. W międzyczasie spędził trzy lata w trakcie II wojny światowej w służbie cywilnej, pracując w Eksperymentalnej Stacji Lotniczej Marynarki w Philadelphia Navy Yard. Po zakończeniu wojny został powołany do wojska, jednak po niecałych dziewięciu miesiącach otrzymał honorowe zwolnienie ze służby. W trakcie krótkiej kariery wojskowej dzięki umiejętności pisania na maszynie osiągnął stopień kaprala, i szczęśliwie uniknął uczestnictwa w próbach bomby atomowej na Atolu Bikini. Po ukończeniu doktoratu Asimov rozpoczął pracę na wydziale Szkoły Medycyny Uniwersytetu Bostońskiego, z którym pozostał związany także później. Począwszy od roku 1958 nie była to już praca dydaktyczna, ponieważ zajął się pisaniem na pełny etat (już wtedy dochody z pisarstwa przewyższały jego pensję akademicką). Mając stałe zatrudnienie na uczelni zatrzymał jednak tytuł associate professor (odpowiednik adiunkta),a w roku 1979 uniwersytet w uznaniu dla jego twórczości przyznał mu tytuł profesora biochemii. Prywatne dokumenty Asimova z roku 1965, przekazane przez niego na prośbę kustosza Howarda Gottlieba, przechowywane są w muzealnej bibliotece uniwersyteckiej (Mugar Memorial Library). Zbiór wypełnia 464 pudła zajmujące 71 metrów przestrzeni na półkach. W lipcu 1942 Asimov poślubił Gertrudę Blugerman (ur. 1917 w Kanadzie, zm. 1990 w Bostonie). Mieli dwoje dzieci, Davida (ur. 1951) i Robyn Joan (ur. 1955). Od 1970 pozostawali w separacji. Rozwiedli się w 1973, później w tym samym roku Asimov ożenił się z Janet O. Jeppson. Asimov był klaustrofilem; lubił przebywać w małych, zamkniętych przestrzeniach. W pierwszym tomie swojej autobiografii wspomina dziecięce marzenie, aby mieć kiosk z gazetami na stacji nowojorskiego metra, gdzie w zamknięciu mógłby czytać nasłuchując odgłosów przejeżdżających pociągów. Obawiał się latania samolotem; latał jedynie dwukrotnie w życiu (raz w trakcie pracy w Eksperymentalnej Stacji Lotnictwa Marynarki, i raz wracając do domu z bazy wojskowej na Oʻahu w 1946). Rzadko podróżował na większe odległości, głównie z tego powodu, że awersja do lotnictwa komplikowała logistycznie jakiekolwiek dłuższe wyprawy. Fobia ta miała wpływ na niektóre z jego książek beletrystycznych, jak opowiadania kryminalne o Wendellu Urth czy opowiadania z cyklu Roboty, w których występowała postać Elijaha Baleya. W późniejszych latach odkrył, że lubi podróże na statkach, i kilkakrotnie włączał się w program „rozrywkowy” rejsów, wygłaszając pogadanki naukowe na statkach takich jak RMS Queen Elizabeth 2. Asimov miał talent do publicznych wystąpień i lubił je. Często brał udział w konwentach fantastyki naukowej, gdzie odnosił się do innych uczestników przyjaźnie i przystępnie. Cierpliwie odpisywał na kartkach pocztowych na dziesiątki tysięcy pytań nadchodzących pocztą, lubił też dawać autografy. Był średniego wzrostu i krępej budowy ciała, nosił bokobrody i miał charakterystyczny brooklyński akcent. Jego sprawność fizyczna była niska – nigdy nie nauczył się pływać ani jeździć na rowerze. Po przeprowadzce do Bostonu nauczył się jednak prowadzić samochód. W książce satyrycznej Asimov Laughs Again opisuje obyczaje kierowców w Bostonie jako „anarchię na kółkach”. Szerokie zainteresowania Asimova obejmowały również członkostwo w organizacjach zrzeszających miłośników operetek Gilberta i Sullivana, czy też The Wolfe Pack, grupie wielbicieli powieści kryminalnych o Nero Wolfe stworzonych przez Rexa Stouta. Był ważnym członkiem Baker Street Irregulars, głównego stowarzyszenia miłośników Sherlocka Holmesa. Od 1985 roku aż do śmierci w 1992 pełnił funkcję prezesa American Humanist Association; następcą Asimova na tym stanowisku został jego przyjaciel i kolega po piórze Kurt Vonnegut. Pozostawał również w bliskiej przyjaźni z twórcą Star Treka Genem Roddenberrym, i został wymieniony w napisach Star Trek: The Motion Picture jako konsultant w procesie produkcji (ogólnie rzecz biorąc, za upewnienie Paramount Pictures, że pomysły Roddenberry’ego są prawdopodobnymi ekstrapolacjami fantastycznonaukowymi). Asimov zmarł 6 kwietnia 1992. Przeżyła go druga żona, Janet, oraz dzieci z pierwszego małżeństwa. Dziesięć lat po jego śmierci zredagowane przez Janet Asimov wydanie autobiografii Asimova It's Been a Good Life ujawniło, że zgon spowodowany był przez AIDS; zaraził się wirusem HIV przez transfuzję krwi otrzymaną w czasie operacji by-passów w grudniu 1983. Dokładną przyczyną zgonu była zapaść układu krążenia i wydalniczego w wyniku komplikacji po zakażeniu HIV. W epilogu It’s Been a Good Life Janet Asimov napisała, że Asimov chciał sprawę „upublicznić”, jednak lekarze nakłonili go do zachowania milczenia, ostrzegając, iż uprzedzenia przeciw AIDS rozciągną się na innych członków rodziny. Już po jego śmierci rodzina Asimova ponownie rozważała ujawnienie choroby, jednak kontrowersje narosłe wokół ujawnienia przez Arthura Ashe własnego zakażenia AIDS odwiodły ich od tego zamiaru. Dziesięć lat później, kiedy zmarli już lekarze Asimova, Janet i Robyn zgodziły się na opublikowanie całej historii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zagrożenie Fundacji Gregory Benford
Zagrożenie Fundacji
Gregory Benford
Trzeci tom “Fundacji” napisany przez jednego z kontynuatorów prozy I. Asimova, lokuje się w czasach, kiedy Hari startował na urząd Pierwszego Ministra. Równania psychohistoryczne są w fazie kreacji. Hari wraz z Yugem analizują i dodają kolejne wzory oraz wektory, kiedy dodatkowo Seldon musi uczestniczyć w kampanii na Pierwszego Ministra. Oznacza to wszelkiego rodzaju spotkania ze śmietanką Trantoru, innymi uczonymi oraz całą masą urzędników. Do tego dochodzi nowy odłam od polityki imperialnej na Sarku. Stamtąd właśnie Hari otrzymuje dwa symy - symulacje osób z przeszłości, które okazują się być Joanną D’Arc i Voltairem. Symy mają stoczyć debatę na temat “czy dusza istnieje i czy organizmy autonomiczne takie jak tiktoki mogą ją posiadać”. Jednak sprawa wymyka się spod kontroli. Na Hariego dodatkowo czyhają zabójcy, próbujący przeszkodzić mu w kandydaturze. Rad Najwyższa ma innego kandydata, którego najchętniej widziałaby na tym stanowisku… Zupełnie inny styl pisania i prowadzenia fabuły niż u I. Asimova. Znaleźć tu możemy dużo więcej debat i przemyśleń filozoficznych, a także określen i definicji matematycznych i fizycznych. W trakcie czytania rzuca się w oczy kilka nieścisłości w stosunku do poprzednich książek z cyklu: Hari został mianowany na Pierwszego Ministra przez imperatora Cleona I i nie musiał uczestniczyć w żadnej przepychance z innymi kandydatami, Dors ujawniła przed Harim to, że jest robotem (i praktycznie każda rozmowa między tą dwójką zawiera jakieś informacje na ten temat),a w cyklu do momentu jej śmierci Hari nie był tego pewien; Hari wyjechał na wakacje na Panucopie, gdzie w oryginalnym cyklu Asimova nawet nie wyobrażał sobie wakacji i odciągnięcia go od jego biura i pracy. Teraz widzę, że najpierw lepiej jest przeczytać oryginalny cykl, a dopiero potem sięgać po dzieła kontynuatorów. Ja już jednakowoż będę kontynuował w takiej kolejności, w jakiej zacząłem, nie mogąc się doczekać dalszej części prozy Pana Asimova.
Maciej Walasik - awatar Maciej Walasik
ocenił na66 miesięcy temu
Agent Fundacji Isaac Asimov
Agent Fundacji
Isaac Asimov
HRE, Bizancjum i trzecia opcja? Tak naprawdę ze względu na budowę cyklu fundacji bliżej mu do trylogii, niż znanego nam 7-tomowego kolosa. Jeśli liczyć cykl chronologicznie od Fundacji, to 4 następne części zwyczajnie łączą się parami. A „Agent Fundacji” jest pierwszą częścią ostatniej chronologicznie duologii, która kończy cykl. I odpowie nam ostatecznie, czy Plan Seldona się powiedzie. Demon Lapelaca, jako osobliwa możliwość przewidzenia wszystkiego, ciągle powraca w różnych obliczach u Asimova. „Fundacja” zaczęła od trudności w związku z samym obliczaniem takich przewidywań i przede wszystkim problemu wpływu obserwatora (albo to było w duologii prequelów). W opowiadaniu spoza cyklu – „Ostatnie pytanie” podchodzi do tego od zupełnie innej strony. W drugiej duologii krążącej wokół Muła i konsekwencji jego działań skupia się na nieprzewidywalności jednostek. Ostatecznie zostawia nas to w ostatniej duologii z czymś, co można nazwać odpięciem wrotek. „Agent Fundacji” eksploruje coś, co było widać w ostatnio wydanym serialu „Pluribus”. W końcu widzimy pełne możliwości zdolności mentackich Drugiej Fundacji i do czego ludzkość jest zdolna. I to pójście w tę stronę, można by rzecz – mniej naukową – sprawia, że Asimov poza sensacją naprawdę daje dużo ciekawych rozważań. Zazwyczaj w rozważaniach o Fundacji mówi się o psychohistorii. Nie mówi się o innych elementach jego świata, a przede wszystkim – o tym, że przewidywalne rozwiązanie nie musi być najlepsze. Że stworzenie rozwiązania kontrolowanego musi w jakimś stopniu wymagać niewyobrażalnej kontroli. A bez informacji, taka kontrola i przewidywanie mogą być zawodne. Dlatego „Agent Fundacji” przedstawia nam inne rozwiązanie. Plan Seldona jest naukowy, matematyczny i w pewnym sensie jest genialny. Jednak właśnie przez wymienione cechy – jest przewidywalny i stabilny. Jedyne, co robi, to wybiera z istniejących ścieżek przyszłości. Nie tworzy nowych. A to byłoby prawdziwie genialne. Dlatego w ten bardziej fantastycznym spojrzeniu „Agent Fundacji” pokazuje, że wszystkiego nie da się przewidzieć i może dobrze. Po co krążyć wokół przeszłości, jak autor wokół Imperium Rzymskiego, albo bohaterowie wokół mitycznej Ziemi? Lepiej stworzyć coś nowego. To jest odpowiedź Asimova w „Agencie Fundacji”, a w „Fundacja i Ziemia” dostaniemy chyba odpowiedź na pytanie: „czemu?” Jeszcze nie skończyłem, ale już na poziomie tej książki się domyślam. Nie znaczy, że ta odsłona cyklu Fundacji, jest idealna. Nie każdemu może się spodobać sensacyjne „ja myślę, że on myśli, że ja myślę, więc zrobię to”, podchody 3 perspektyw narracyjnych i styl Asimova. Ostatecznie Asimov pisze książki sensacyjne, a elementy science fiction, choć najciekawsze, można by przeczytać poza książką. Jednak dorzucenie emocji i przyjemności z pewnością służy zapamiętywaniu. Jednak największą wadą tej książki jest autor. Nie wiem, czy to kwestia większej świadomości jego osoby, ale zacząłem w tej części zauważać komentarze postaci na temat kobiet. Wcześniej dawałem to na karb czasów, ale poznając pewne nieprzyjemne informacje o nim, trudno się od tego odciąć. Mam nadzieję, że potraficie seksualizujące komentarze odfiltrować i cieszyć się resztą książek. Jeśli nie, wasza decyzja, czy ryzykować. Ostatecznie chyba „Agent Fundacji” na razie podobał mi się najbardziej z całego cyklu. Nareszcie spełnił moje skojarzenia, że Pierwsza i Druga Fundacja, jeśli nie zainspirowała, to na pewno wpisała się i utrwaliła dychotomie maszyny oraz człowieka w SF. Dziś widać to w Warhammerze 40k z Adeptus Mechanicus i Psionikami, albo żeby sięgnąć po coś bliższemu Isaacowi Asimovowi – „Koniec dzieciństwa” Arthur C. Clarke. PS. Możnaby się jeszcze pobawić, jak w tytule, i znaleźć jakieś fajne porównania Fundacji (np. do Imperium Brytyjskiego),ale to raczej coś niepasującego do reszty narracji.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na93 miesiące temu
Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na71 miesiąc temu
Luna to surowa pani Robert A. Heinlein
Luna to surowa pani
Robert A. Heinlein
Bob Heinlein, szermierz przegranej sprawy, tym razem w książce o narodzinach narodu. Dlaczego przegranej ? Bo Heinlein był libertarianinem i się tego nie wstydził, a dziś jego polski tłumacz w króciutkim posłowiu pisze, że autor miał "męczący libertariański odchył". Jednak sześćdziesiąt lat temu można było jeszcze pisać o rewolucjach prowadzonych w imię wolnej gospodarki, a nie świetlanej przyszłości równych ludzi, którzy będą "jak Arystoteles i Platon, a nawet mądrzejsi" ( takie bzdury wypisywał Lew Trocki ) i nikt z tego powodu nie urządzał na autorze publicznego linczu. Mało tego, taka ksiażka mogła zdobywać nagrody. I Bob taką właśnie książkę napisał. W zasadzie można tę powieść określić jako metapolityczną, to znaczy taką, która nie opisuje konkretnej rewolucji w imię konkretnych poglądów, lecz uniwersalne mechanizmy rewolucji w ogóle. Oczywiście konkretne poglądy są o czym już wyżej wspomniałem, sama rewolucja zaś , to walka o niepodległość USA przeniesonia dokładnie 300 lat później w kosmos, ale najważniejszy w "Lunie..." jest jej uniwersalizm i byłoby dla powieści krzywdzące sprowadzanie jej zaledwie do libertariańskiego manifestu. Heinlein próbuje bowiem opisać przyczyny oraz wybuch rewolty chłodnym okiem obserwatora analizującego ludzkie zachowanie. Włącza w to wszystko, wszak mamy do czynienia z fantastyką, myślący komputer, ale to wszystko tylko dekoracje, zajmujące, ale jednak. Udało mu się przy tym wszystkim stworzyć dwóch świetnych, ambiwalentnych bohaterów. Głównego, który jest informatykiem i mimowolnie daje się wciągnąć w politykę, a także architekta całej ruchawki, profesora będącego mózgiem całej operacji. I ta postać, choć drugoplanowa, wydała mi się najciekawsza, profesor jest bowiem twardym politycznym realistą, który rozumie, że aby dać ludziom wolność, trzeba ich do niej czasem zmusić. W jaki sposób to robi, zdradzał nie będę, pozostawiając Wam przyjemność z lektury, jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, ale jest to pierwsza mądrość płynaca z tej książki, mówiąca, że czasem po prostu trzeba się umoczyć. Niczym nie różni się w swoich metodach działania człowiek, który chce uwolnić ludzi spod jażma niewolnictwa narzuconego im przez inny organizm polityczny od komucha, który chce budować na Ziemi baśniową krainę. Cele pozostają odmienne, choć środki te same. A sam świadomy komputer imieniem Mike , będący w świecie powieści symbolem rewolucji ? Heinlein wprowadza tu w proces historyczny dodatkową zmienną, tj. sztuczną inteligencję. Przez to książka przypomina nieco świetny, a zapomniany film s - f "Gry wojenne", gdzie również poruszono temat możliwej współpracy miedzy SI, a człowiekiem oraz wplywu tej pierwszej na rozwój wydarzeń politycznych. Komputer Mike jednak nie buntuje się, rewolucja jest dla niego dobrą zabawą , w ktorej bierze udział z ciekawości bardziej, niż z ideowych pobudek. Cały czas jednak liczyłem - i tu zarzut do autora - że komputer ów się zbuntuje lub odwali inny numer, że będzie bardziej istotny dla fabuły, tymczasem summa sumarum okazuje się po prostu tym, czym jest każdy komputer, czyli kalkulatorem pomagajacym ludziom liczyć. Prawdopodobieństwo wygranej, trajektorię pocisków, nastroje społeczne, etc. Być może jednak takie ujęcie tematu było celowe. Jeśli Heinlein chciał po prostu ukazać mechanizmy rewolucji, buntujący się komputer tylko by ten problemat niepotrzebnie rozmywał. Na plus otwarte zakończenie. Tak naprawdę zostawia się naszej wyobraźni powody, dla których Mike kończy, jak kończy. A drugą mądrością płynącą z tej książki jest przypomnienie najprawdziwszej z prawd, a mianowicie, że jeśli sam nie zadbasz o siebie, to nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Niby jest to oczywiste, ale kiedy przychodzi co do czego, wszyscy mówią "państwo powinno" , "Unia da", "przecież jesteśmy w NATO". Tymczasem Heinlein zdaje się mówić, że Ziemia, to nie mniej surowa pani od Luny, więc jeśli chcesz mieć dobrze, musisz upuścić sobie czasem trochę krwi. DOND - darmowych obiadów nie dają. Czy słyszę trzask pękających pup wąsatych kaszkieciarzy z UW, którzy mylą wolność z niańką ? Tak, to oni !
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Fundacja i Imperium

Więcej
Isaac Asimov Fundacja i Imperium Zobacz więcej
Isaac Asimov Fundacja i Imperium Zobacz więcej
Isaac Asimov Fundacja i Imperium Zobacz więcej
Więcej