rozwińzwiń

Depeche Mode

Okładka książki Depeche Mode autora Serhij Żadan, 8389755513
Okładka książki Depeche Mode
Serhij Żadan Wydawnictwo: Czarne Seria: Inna Europa, Inna Literatura literatura piękna
248 str. 4 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Inna Europa, Inna Literatura
Tytuł oryginału:
Depeche Mode
Data wydania:
2006-12-31
Data 1. wyd. pol.:
2006-12-31
Liczba stron:
248
Czas czytania
4 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
8389755513
Tłumacz:
Michał Petryk
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Depeche Mode w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Depeche Mode

Średnia ocen
6,8 / 10
128 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Depeche Mode

avatar
1094
652

Na półkach: , , , ,

Nieudolna próba ukraińskiego Trainspotting.
Nie porywa. Liczyłam na coś więcej mimo wszystko, miast na pijacki wschodni bełkot.

Nieudolna próba ukraińskiego Trainspotting.
Nie porywa. Liczyłam na coś więcej mimo wszystko, miast na pijacki wschodni bełkot.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
380
228

Na półkach:

Zamęczyłam się tą powieścią. Wolę pijacką podróż z Moskwy do Pietuszek Jerofiejewa. Żadan mnie nie pociągnął.

Zamęczyłam się tą powieścią. Wolę pijacką podróż z Moskwy do Pietuszek Jerofiejewa. Żadan mnie nie pociągnął.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
294
17

Na półkach: , , ,

To już moja trzecia książka Żadana i wychodzi na to, że potrafi pisać tylko o młodych ludziach, dla których główną siłą napędową w życiu jest alkohol. Więcej już nie zdzierżę. Pas!

To już moja trzecia książka Żadana i wychodzi na to, że potrafi pisać tylko o młodych ludziach, dla których główną siłą napędową w życiu jest alkohol. Więcej już nie zdzierżę. Pas!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

593 użytkowników ma tytuł Depeche Mode na półkach głównych
  • 301
  • 288
  • 4
100 użytkowników ma tytuł Depeche Mode na półkach dodatkowych
  • 70
  • 8
  • 7
  • 6
  • 4
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Depeche Mode

Inne książki autora

Okładka książki Wojna 2022: eseje, wiersze, dzienniki Wiktoria Amelina, Jurij Andruchowycz, Sofija Andruchowycz, Kateryna Babkina, Maksym Bespałow, Ksenia Charczenko, Iryna Ciłyk, Artem Czapaj, Artem Czech, Larysa Denysenko, Lubko Deresz, Anatolij Dnistrowyj, Ołeś Ilczenko, Julia Ilucha, Ołeksandr Irwaneć, Petro Jacenko, Kateryna Kałytko, Pawło Kazarin, Ija Kiwa, Oleh Kocarew, Pawło Korobczuk, Lina Kostenko, Hałyna Kruk, Anastasija Łewkowa, Wasyl Machno, Kateryna Michalicyna, Julija Musakowska, Oleksandr Myched, Ołena Pawłowa, Wołodymyr Rafiejenko, Bohdana Romancowa, Marjana Sawka, Iryna Sławinska, Ostap Sływynski, Ołena Stepanenko, Iryna Szuwałowa, Haśka Szyjan, Natalia Tkaczyk, Wołodymyr Wakułenko, Iryna Wikyrczak, Jurij Wynnyczuk, Pawło Wyszebaba, Serhij Żadan
Ocena 9,3
Wojna 2022: eseje, wiersze, dzienniki Wiktoria Amelina, Jurij Andruchowycz, Sofija Andruchowycz, Kateryna Babkina, Maksym Bespałow, Ksenia Charczenko, Iryna Ciłyk, Artem Czapaj, Artem Czech, Larysa Denysenko, Lubko Deresz, Anatolij Dnistrowyj, Ołeś Ilczenko, Julia Ilucha, Ołeksandr Irwaneć, Petro Jacenko, Kateryna Kałytko, Pawło Kazarin, Ija Kiwa, Oleh Kocarew, Pawło Korobczuk, Lina Kostenko, Hałyna Kruk, Anastasija Łewkowa, Wasyl Machno, Kateryna Michalicyna, Julija Musakowska, Oleksandr Myched, Ołena Pawłowa, Wołodymyr Rafiejenko, Bohdana Romancowa, Marjana Sawka, Iryna Sławinska, Ostap Sływynski, Ołena Stepanenko, Iryna Szuwałowa, Haśka Szyjan, Natalia Tkaczyk, Wołodymyr Wakułenko, Iryna Wikyrczak, Jurij Wynnyczuk, Pawło Wyszebaba, Serhij Żadan
Serhij Żadan
Serhij Żadan
Urodzony w 1974 roku w Starobielsku ukraiński prozaik i poeta, a także – eseista, dramaturg i tłumacz literatury pięknej. Laureat wielu prestiżowych nagród, w tym: Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus, Nagrody „Mosty Berlina”, Nagrody im. Josepha Conrada czy Nagrody im. Hannah Arendt. Książki Żadana zostały przetłumaczone na kilkanaście języków. Po polsku ukazało się kilkanaście książek artysty, w tym najsłynniejsze: „Internat”, „Depeche Mode” i „Mezopotamia” – a także tomiki wierszy. W roku 2024 w ręce polskiego czytelnika trafił tytuł „W mieście wojna” – zapis pierwszych miesięcy wojny, w czasie których Żadan pomagał mieszkańcom swojego miasta. Mieszka i tworzy w Charkowie. Studiował filologię ukraińską i niemiecką na Uniwersytecie Charkowskim. Obronił rozprawę poświęconą ukraińskiemu futuryzmowi. Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę Serhij Żadan organizuje i wspiera transporty leków i żywności dla ludności cywilnej oraz szpitali. W czerwcu 2024 roku podjął decyzję o wstąpieniu do Gwardii Narodowej Ukrainy. „Wstąpiłem w szeregi 13. Brygady Gwardii Narodowej Ukrainy Chartija. Przechodzę szkolenie. Służę narodowi ukraińskiemu”, napisał w mediach społecznościowych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Badania terenowe nad ukraińskim seksem Oksana Zabużko
Badania terenowe nad ukraińskim seksem
Oksana Zabużko
Pod względem narracyjnym powieść ta jest strumieniem świadomości trzydziestokilkuletniej ukraińskiej poetki i literaturoznawczyni, przebywającej w połowie lat dziewięćdziesiątych XX w. w roli visiting profesor na jednym z amerykańskich uniwersytetów. W strumieniu tym da się wyodrębnić nurty bardziej i mniej głębinowe, ale przenikają one siebie wzajemnie, co sprawia, że różne wymiary egzystencjalne mogą się na siebie nakładać – jak we śnie – nie budząc podejrzeń, że łamią zasady logiczne, choćby zasadę wyłączonego środka. Zdania są długie, wielokrotnie złożone i to raczej podrzędnie niż współrzędnie. Autorka poddaje się drobiazgowej wiwisekcji – występuje jednocześnie jako podmiot, przedmiot i odbiorca swojej opowieści („ja”, „ty”, „ona”),co również potęguje nastrój oniryczności. Trudno zatem zapanować czytelniczo nad całością – byłoby to możliwe, ale wymagałoby jednak więcej samozaparcia. Nie wszystkich na to stać. Im pozostaje rozsupływanie ogólnego sensu opowieści – wydłubywanie z niej licznych mikrohistorii i ponowne ich ze sobą splatanie w oparciu o własną zdolność do kojarzenia. Wynika z tego, że dla każdego czytelnika będzie to trochę inna opowieść. Nie ulega jednak wątpliwości, że mówi ona o miłości – przede wszystkim o miłości intelektualistki ukraińskiej do Ukrainy i ukraińskości. Została ona opowiedziana w formie romansu między poetką Oksaną a starszym od niej malarzem Mykołą. Wspólnym mianownikiem między jedną i drugą namiętnością jest ich toksyczność. Obie mają to do siebie, że są niszczycielskie, i żadna z nich nie może liczyć na happy end. Oksanie Zabużko udało się pokazać, jak to, co najbardziej publiczne, ściśle splata się z tym, co najbardziej intymne, wzajemnie się determinując. W ten sposób dołączyła ona do szeregu tych pisarzy, którzy za naczelny cel swojej twórczości uznają zmagania z formą kultury, która ich ukształtowała (np. Joyce, Gombrowicz),robiąc to na swój oryginalny sposób.
diaz - awatar diaz
ocenił na79 miesięcy temu
Bombel Mirosław Nahacz
Bombel
Mirosław Nahacz
Ależ znakomity to strumień świadomości alkoholika z podkarpackiej wsi, z lekką niepełnosprawnością intelektualną oraz kilkoma innymi deficytami, snuty na pustym (już wtedy) przystanku autobusowym. Przemawia do mnie bezbrzeżny smutek bijący z tej pozornie zabawnej opowieści o życiu niewartym uwagi i takimże świecie z 2004 r. Jak się można spodziewać, jest to narracja bardzo politycznie niepoprawna. Z tego powodu wolałem tylko takie cytaty przytaczać, które mogły być cenzuralne dla mnie samego, nawet już nie dla standardów społeczności LC. Niemniej imponuje mi słowotwórstwo i język bohatera, godny najlepszych mistrzów takiej narracji – nie żadnych salonowych. Nie jest łatwo wejść w skórę takiego „bożego prostaczka”. Miał Nahacz wybitne zdolności językowe, skoro tak wiarygodnie wykreował jego cały świat, że ktoś mógłby ulec pokusie utożsamienia podmiotu mówiącego z piszącym… A zarazem ten bełkot (ale czy tylko…?) wylewający się ze stronic „Bombla” powinien, a nawet musi być, choć dziś, wysłuchany, by cokolwiek w ogóle zrozumieć z naszego pięknego kraju, a zwłaszcza, choć nie tylko przecież, z wyborów politycznych rodaków. Bo mamy tu świetnie oddany stan nie-świadomości tych wszystkich, którzy nie mieli nawet cienia szansy załapać się na benefity transformacji. Znienawidzili tych, którym się to udało, a przy okazji i samych siebie – jeszcze mocniej. To niemal dokumentalny zapis nastrojów i emocji „przegrywów” niewartych uwagi ani wspomnienia. Ale Nahacz pamięta…… Narrator nie imponuje składną mową. Gubi wątki, a w zasadzie twórczo je rozwija, jak przystało na ludowo-alkoholowy poemat dygresyjny prozą pisany. Niekończące się, wielokrotnie złożone, niemal transowe zdania wręcz oszałamiają. Kwestie poboczne bywają ważniejsze niż to, co było zamiarem wypowiedzi, jeśli w ogóle taki zamiar był. Acha, no i nie ma dialogów… Tematy główny, co oczywiste, to alkohol, kobiety i nicnierobienie. Jest kilka szczególnie znakomitych epizodów, m.in. wyjazd do Słowacji, gdzie eksploduje nienawiść do Romów, przerażający opis powodzi i pożaru, traumatyczne wspomnienia tzw. „domu rodzinnego”, gdzie zaznał tylko zła. Nie przypadkiem stał się takim, jaki jest. Ale znajdzie się też tu miejsce na delikatne wspomnienie akcji „Wisła”, wciąż żywe jeszcze – Autor był wszak Łemkiem (BTW: nie dość, zwłaszcza dziś, przypomnienia, że dla IPN te zbrodnicze przesiedlenia to żadna zbrodnia). Po tej książce dostrzegam, że śmierć Nahacza stanowiła niepowetowaną stratę dla naszej literatury. A odszedł w 2007 w wieku 23 (!) lat. Jakimże mistrzem mógłby być, a raczej jakim byłby…. Jeżeli miałbym go do kogoś porównać, byłby to niezapomniany Marian Pilot. Która to już moja książka, którą się chce niemal całą przepisywać? „Mówię, jakby wewnątrz mnie wiał wiatr, i najwyraźniej do mojej głowy nawiewa ciągle nowe myśli, miesza te, które już tam są jako tako uporządkowane, robi z nich kompletny pierdzielnik, burdel do kwadratu, i ciągle nawiewa nowe, ciągle coś, czego jeszcze nie powiedziałem, o czym nawet nie wiem, że miałbym ochotę powiedzieć, wszystko przez ten umysłowy wiatr”. „Może jakiś mój anioł stróż mógłby pomyśleć akurat: biedny ten Bombel, miał straszne życie, matka go nie kochała, ojciec bił, a żona okazała się kurwą, całe jego życie to pech”. „Mój ojciec był dobrym człowiekiem, ale bił mnie okrutnie cepem i sznurami różnych grubości i długości oraz zamykał w stajni, jak było minus dwadzieścia pięć stopni Celsjusza, w samych majtkach”. „Żadnych perspektyw przed sobą nie widzę, przez co najmniej dwa dni”. „Nie znajdzie się żaden człowiek, który popatrzy na mnie z bólem w sercu i ze współczuciem wyciągnie do mnie pomocną dłoń, zakończoną jakimś alkoholem”. „Jak piliśmy jeden dzień, drugi, trzeci i wszystkie następne, to po jakimś czasie cały komplet pamięta się jak jeden dzień”. „Jezu, tak mówię i nie poznaję tych słów, które wychodzą z mojej gęby. Gadam jak nienormalny, bo tylko tacy do siebie mówią”. „Słychać już buczenie dojarek, bo teraz dużo ludzi sobie takie kupiło. Zakłada się na wymiona krowom i już. Ale ja myślę, że to je boli. Nie ma tak, żeby nie. Bo jakby tak na kutasy tym wszystkim rolnikom pozakładać, to może na początku byłoby i fajnie, ale potem nie gwarantuję. Bo żeby się wyłączyło, musi uciągnąć piętnaście litrów, a tyle ładunku to nawet najlepsi katolicy nie mają”. „I może wszystko byłoby w porządku, gdyby na każdym kroku nie widziało się kobiet zesłanych prosto z nieba. Bo one są już wszędzie: na obrazkach, w gazetach, telewizorach, kalendarzach”. „Kręciła tą piękną dupą, tym cudem na świecie, tym chodzącym dowodem, że Pan Bóg istnieje i ludzie to jego dzieci”. „Mądrą miałem matkę, że w kołysce straszyła mnie Cyganami, bo do teraz została mi jakaś taka ostrożność, taki zmysł obserwacji czarnych, że jak się jakiś pojawia w kącie oka, od razu zapala mi się czerwona lampka (…) ale grunt to nie popadać w przesadę, a to co, się stało z nimi, to tylko płacz i zgrzytanie zębów”. „Z Pietrka zresztą jest patriota i zawsze chodzi głosować, żeby potem z czystym sumieniem mógł narzekać”. „Widziałem, jaki wkurwiony jest Bóg na ten cały świat”. „Myślę sobie, że w zasadzie jest całkiem źle, bo są same braki i to, czego nie ma, jest ważniejsze niż to co jest”. „W dodatku ci policjanci ani razu mnie nie uderzyli, a przecież mogli bez kłopotu, takiego pijaka jak ja zawsze można, dobrze o tym wiem, nikt przecież nic nie powie, nawet dobrze w zasadzie, że żula biją, może przestanie się lumpić i zrobi się z niego porządny obywatel”. „Powiedzieli, że mnie zostawiają ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu, ale mam się nie ruszać z miejscowości zameldowania, jakbym nic całe życie nie robił, tylko ciągle gdzieś podróżował”. „Już nigdy mi nie opowie, jakie dawniej wszystko było piękne, że wszyscy mieli pracę pieniądze były, każdy miał swoje miejsce na świecie, każdy był potrzebny państwu, nie tak jak teraz, że zdychajcie, a co nas, kurwa, obchodzicie, jak nic nie umiecie, przyzwyczajajcie się, nieroby, nikt wam nic nie da za darmo, skurwysyny”. „Życzę mu, żeby w jego niebie było tak, że dwadzieścia anielic jest oddelegowanych tylko do tego, żeby zabawiać Karczaka w sposób ziemski, z pięć, żeby mu nalewać wino i ze dwie, żeby tańczyły przed nim nago taniec brzucha”. „Bez domu ogień jest niczym. I widać, jakim on jest pasożytem, jak żre to drewno, te zasłony i komplety mebli wypoczynkowych kupionych na raty bez żyrantów i pierwszej wpłaty, widać jak to żre i od razu przerabia, od razu sra tym i rzyga, zamienia w coś nieuchwytnego, w coś, czego nie można chwycić, w coś, co od razu ucieka w niebo, w coś, czego naprawdę nie ma, a tylko się wydaje”. „Czas wokół przystanku jest teraz kryształem, który odbija wszystko to, co już kiedyś było, a czas w środku przystanku jest już zupełnym lustrem, które prócz tego kryształu z zewnątrz odbija też to, co mam w głowie”. „Nie lubię wyjeżdżać nigdzie z mojej wsi, boję się potem jak wracam, że jej tam nie będzie, że nie będę mógł znaleźć drogi z powrotem, że ją przestawią bez mojej wiedzy i zgody”. ”Mam tylko jednego kumpla, porządnego, ale nawiasem mówiąc, z niego to też niezły skurwysyn i świnia”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Bałkany – terror kultury Ivan Čolović
Bałkany – terror kultury
Ivan Čolović
Chyba nigdzie pojęcie kultury nie zostało tak zdemaskowane, jak na Bałkanach. Kompleksy i potrzeba „przypomnienia” sobie własnej tożsamości po rozpadzie Jugosławii sprawiły, że przedstawiciele krajów bałkańskich mierzą się z nadprodukcją kultury. Prześcigają się one w wynajdowaniu własnych korzeni, miejsc świętych i metafor. Najlepszym rezerwuarem tychże jest niezmiennie religia i nacjonalizm. Serbia przykładowo przyjęła bliską nam drogę mesjanistyczną, mając za założycielski mit klęskę na Kosowym Polu. To ona uosabia na Bałkanach „autentyczną” kulturę europejską, jednocześnie sprzeciwiając się zachodniemu zepsuciu. Pomaga w tym prawosławie i język państwowy, które są ostoją kultury i jej fundamentem. Problem w tym, że podobny model przyjęły też inne państwa byłej Jugosławii. Čolović stawia arcyciekawą tezę, wedle której konflikt na Bałkanach powstał nie przez różnice, ale zbyt wielkie podobieństwo. Bohater zbiorowy – Naród Serbski – jest postacią tragiczną. Jednocześnie baśń, w której bierze udział, zdejmuje odpowiedzialność z wodzów, a sama opowieść jest nie tyle celem, ile środkiem zjednoczenia politycznego i terytorialnego. Stąd mowa o „przestrzeni duchowej”, która, mimo że poza granicami terytorialnymi, przynależy do kulturowej granicy pozostającej we wspólnotowej wyobraźni. Pozwala to na zbrojną interwencję. W końcu zamieszkują ją albo „bracia”, którzy chcieliby powrócić do ojczyzny, albo wrogowie, którzy ich stamtąd wypędzili. Czasem służy ona też radykalnemu odróżnieniu się od innych – przykładowo Chorwaci poszukiwali swoich początków wśród Awarów na Kaukazie, aby oddzielić się od Serbów, którzy z kolei wywodzić się mieli z afrykańskich niewolników Rzymian. Duchowość zastąpiła ideowość, która w Jugosławii miała konotacje komunistyczne. Čolović celnie wskazał, że Rosja zmierzała (bo już dotarła) w podobnym kierunku. Obie kultury są tyle samo pociągające i odmienne, co przerażające i brutalne. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na711 miesięcy temu
Biały król György Dragomán
Biały król
György Dragomán
Fascynacja prozatorstwem Magdy Szabó oraz Herty Müller zaprowadziła mnie do rumuńskiego Tirgu Mures, w którym György Dragomán rozlicza się z reżimem komunistycznym ubiegłego stulecia. Wbrew założeniom o prawdopodobnym epatowaniu postacią Ceaușescu, Rumuńską Partią Pracy oraz innymi symbolami opresyjnej władzy, węgierski pisarz sięga po perspektywę dorastającego chłopca, a także jego ogromnej tęsknoty za zesłanym na przymusowe prace ojcem. Codzienność oczami dziecka jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż starszego obserwatora rzeczywistości ze względu na prostotę, a zarazem dosłowne znaczenie wykorzystywanych słów. W „Białym królu” nie ma zawoalowanych myśli, ani symbolicznego opisywania brutalnych scen z życia powszechnego. Przemocą skażeni są dorośli, jak również rówieśnicy chłopca, co w prozie węgierskiego pisarza służy unaocznieniu skali okrucieństwa w każdym pokoleniu. Tęsknota za ojcem, której nie są w stanie zagłuszyć drwiny, a niekiedy gnębienie ze strony otoczenia, stanowi ostatni przebłysk nadziei w państwie totalitarnym, dzięki czemu narrator „Białego króla” stara się doszukiwać resztek normalności w zastanym świecie. György Dragomán rezygnuje ze środków stylistycznych, pięknych haseł oraz pokrzepiających cytatów. Wspomniane ozdobniki przeszkadzałyby w rozliczeniu Rumunii z jej ciemnej przeszłości. Autor rekompensuje ich ubogość zdaniami wielokrotnie złożonymi, co wcale nie znaczy, aby zgubił po drodze znaki interpunkcyjne lub zasady składni. György Dragomán wymusza na odbiorcy określony sposób czytania „Białego króla”, czyli jednym tchem, bez zatrzymywania oraz zbędnego analizowania terroru komunistycznego reżimu, który stanowi zamknięty rozdział historii Rumunii.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na72 lata temu
Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca Artur Klinau
Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca
Artur Klinau
Życie w komunistycznym mieście. „Czy było lepsze miejsce, w którym odrodzić się mogło Miasto Słońca Utopii, Wyspy, której nie ma, niż Kraina, której nie ma, zamieszkana przez Naród, którego nie ma, ze stolicą w Mieście, którego nie ma? Miasto Słońca jako fizyczne ciało mogło zamieszkać jedynie w mieście idealnie bezcielesnym”. Sięgając po książkę pod tytułem „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca” zupełnie nie wiedziałem, czego się po niej spodziewać. Pewną podpowiedzią było wydawnictwo. Tytuł ten ukazał się bowiem w serii Sulina nakładem Czarnego, słynącego ze znakomitych reportaży. Jego autorem jest Artur Klinau, białoruski pisarz, scenarzysta, malarz i architekt. Mana swoim koncie dwie powieści, za jedną z nich w roku 2014 otrzymał Nagrodę Literacką im. Jerzego Giedroycia. Jednak tytuł książki niektórych może wprowadzić w błąd. Nie jest to bowiem klasyczny przewodnik po mieście. Trudno byłoby go wziąć do ręki i spacerować z nim po Mińsku, chociaż nie jest to niemożliwe. Mimo to, a może właśnie dlatego, pozycja ta bardzo przypadła mi do gustu. Autor porusza w nim bowiem szereg interesujących wątków i tematów. Czyni to w sposób prawdziwie ciekawy i zajmujący czytelnika. Jego styl i język są bardzo oszczędne, ale dzięki temu książka jeszcze zyskuje. Biorąc ją do ręki byłem zaskoczony jej objętością – liczy tylko sto pięćdziesiąt stron. O czym więc pisze Klinau? Według mnie przede wszystkim pisze o rzeczywistości komunistycznego państwa. O życiu w komunistycznym mieście i kraju, niezależnie od tego, jak on się nazywa i gdzie leży. Oczywiście autor urodził i wychował się w Mińsku. Nie może więc dziwić fakt, że jednym z bohaterów jego powieści jest tytułowy Mińsk. Pisze o nim z pewnym sentymentem – wszak wszyscy mamy wyidealizowany obraz swego kraju lat dziecinnych. Jednak wraz z upływem lat, wraz z wchodzeniem w dorosłość Artur Klinau zauważa wszystkie paradoksy i cienie komunistycznego miasta, komunistycznego kraju i komunistycznego systemu. Punkt po punkcie obnaża je przed swoim czytelnikiem. Jednak punktem wyjścia dla autora jest historia. Tutaj mam najwięcej zastrzeżeń. Autor pisze bardzo skrótowo, wielkie historyczne procesy i wydarzenia często kwituje jednym zdaniem. Stąd też wskazane jest, aby czytelnik był zorientowany w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów i Rosji, inaczej bowiem ciężko będzie mu zrozumieć mocno hasłowe wywody autora. Szczerze wątpię, czy czytelnik zachodni zrozumie te fragmenty. Do niektórych fragmentów również ja mam zastrzeżenia. Otóż autor stwierdza, że „w roku 1569 Księstwo Litewskie zawarło z Królestwem Polskim unię skierowaną przeciwko wschodnim agresorom”. Informacja ta, chociaż prawdziwa jest pozbawiona szerszego kontekstu. Autor ciągle pisze o Litwie, o Wielkim Księstwie Litewskim. Nie zauważa, że już od 1385 roku Litwa znajdowała się w unii z Polską. Fragment o Wojnie Północnej jest tak napisany, że ktoś nie znający historii bardzo niewiele z niego zrozumie. Jest jednak coś, co jest olbrzymią wartością dodaną tej książki. To wspomniana już przeze mnie charakterystyka życia w komunistycznym państwie. Czy bowiem życie wyglądało tak tylko w Mińsku? A może każde państwo za Żelazną Kurtyną było takim właśnie Miastem Słońca. Miejscem, które rządziło się swoimi prawami. Miejscem, gdzie „Słowo było ważniejsze od Rzeczywistości” – cóż za genialna fraza. Komuniści nie przejmowali się rzeczywistością. Oni ją kształtowali. Jeżeli coś nazywali, to ludzie tak na to mówili. Nikt nie mógł mieć własnego zdania. Nikt nie mógł żyć poza Systemem, który otaczał i przenikał wszystko. Czego mi w książce zabrakło? Zabrakło mi dziejów najnowszych Mińska. Dość powiedzieć, że o epoce Łukaszenki autor wspomina na kilku stronach dopiero w Epilogu. Szkoda, że autor nie poświęcił nieco więcej miejsca, aby przybliżyć czytelnikom, jak Mińsk wygląda obecnie. Reasumując książka „Mińsk. Przewodnik po Mieście Słońca”, była dla mnie prawdziwą literacką ucztą. Nie spodziewając się tego zupełnie, otrzymałem fascynujące studium życia w komunistycznej rzeczywistości. Autor zastanawia się, czy na Ziemi można zbudować Utopię? Czy może ten eksperyment był tak tragiczny, bo przeprowadzili go Rosjanie? Polecam gorąco wszystkim interesującym się komunizmem, próbą opisu komunistycznej rzeczywistości i uchwycenia jej istoty. Według mnie to świetna książka. Wojciech Sobański
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na811 miesięcy temu
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki Miljenko Jergović
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki
Miljenko Jergović
Cyt.: „Jego oczy patrzą teraz nicości w twarz, czekają, aż z którejś strony pojawi się Bóg i powie mu, że po tamtej stronie i dla ludzi wszędzie obcych znajdzie się miejsce.” Miljenko Jergović, ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” Miljenko Jergović, bośniacki poeta, prozaik i publicysta, z pochodzenia Chorwat, urodzony i wychowany w Sarajewie, od 1993 roku mieszkający i pracujący w Zagrzebiu za swoją wydaną w 2008 roku powieść „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” otrzymał cztery lata później Nagrodę Literacką Europy Wschodniej Angelus. To nagroda przyznawana w dziedzinie twórczości prozatorskiej, napisanej w języku polskim lub tłumaczonej na język polski , która od niemal dekady zyskuje na znaczeniu w świecie literackim. To dzięki tej nagrodzie polski czytelnik może odkrywać takie nazwiska jak György Spiró, Swietłana Aleksijewicz, Josef Škvorecký, Oksana Zabużko, Serhij Żadan, Varujan Vosganian, Georgi Gospodinow czy Goran Vojnović. ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” to opowieść o tajemniczej i brutalnej śmierci Srdy Kapurowej, dziewczynki żebrzącej na ulicach Zagrzebia, której pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Skąd pochodzi? Z Mołdawii, Rumunii, Ukrainy czy też jeszcze z innego zakątka Europy? Jak znalazła się w Zagrzebiu? Pięciu bohaterów, z których każdy opowiada swoją historię i która w jakiś sposób łączy go ze śmiercią dziewczynki. Serb urodzony w regionie Lika w Chorwacji, Chorwat, którego rodzina pochodzi z Bośni, Chorwat z Banja Luki, Chorwat, który całe swoje dzieciństwo i młodość spędził w Belgradzie i w końcu Chorwat z Sarajewa, którego dziadek przywędrował na Bałkany z Czech. Tak naprawdę ta tragiczna śmierć to w zasadzie pretekst dla Miljenko Jergovića do opowiedzenia bolesnej historii Bałkanów, tego tygla narodów który wybuchał już wiele razy. To na ostatniej dekadzie wieku XX skupia się autor, gdy w kilka lat po śmierci Josipa Broz Tity Jugosławia rozpadła się jak domek z kart i wybuchła krwawa wojna domowa. Gdy zaczęło być ważne jaką religię wyznajesz, czy w kościele katolickim broń Boże nie żegnasz się trzema palcami i najważniejsze jakiej jesteś narodowości. Przestało mieć znaczenie, że urodziłeś się na tej ziemi i tu mieszkali twoi przodkowie – nie jesteś nasz, jesteś oby. Jesteś Chorwatem czy Bośniakiem w Serbii a Serbem w Chorwacji, wracaj do siebie, wracaj do domu. I nie jest ważne, że ten twój dom był właśnie tutaj. To historia Jugosławii, jej rozpadu i krwawego konfliktu ale nie tylko. Bo Miljenko Jergović opowiada swoje historie w sposób zadziwiający i jednocześnie niezwykle piękny. Z jednej historii przechodzi niezauważenie do następnej, po niej do kolejnej i jeszcze jednej, opowiadając o skomplikowanych losach mieszkańców Bałkanów i losach Chorwacji, od czasów Austro – Węgier, Królestwa Serbów Chorwatów i Słoweńców, Niepodległego Państwa Chorwackiego Ante Pavelica, Jugosławii, wojny domowej i niepodległej Chorwacji. Opowiada o ludziach, którzy, choć żyli obok siebie zawsze byli obcy czy inni. I to o nich jest ta książka. Niezwykła, urzekająca wręcz opowieść.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Depeche Mode

Więcej
Serhij Żadan Depeche Mode Zobacz więcej
Serhij Żadan Depeche Mode Zobacz więcej
Więcej