rozwińzwiń

Skok śmierci. Mała antologia opowiadań

Okładka książki Skok śmierci. Mała antologia opowiadań autorstwa William Faulkner
Okładka książki Skok śmierci. Mała antologia opowiadań autorstwa William Faulkner
William Faulkner Wydawnictwo: Magart Seria: Laureaci Nagrody Nobla literatura piękna
132 str. 2 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Laureaci Nagrody Nobla
Data wydania:
1993-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1993-01-01
Liczba stron:
132
Czas czytania
2 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
8390012413
Tłumacz:
Jan Zakrzewski, Zofia Kierszys, Ewa Życieńska
Antologia opowiadań:
"Róża dla Emilii"
"Skok śmierci"
"Konkury"
"Zstąp, Mojżeszu"
"Zwycięstwo w górach"
Średnia ocen
6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Skok śmierci. Mała antologia opowiadań w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Skok śmierci. Mała antologia opowiadań

Średnia ocen
6,5 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Skok śmierci. Mała antologia opowiadań

avatar
150
97

Na półkach:

Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, ale mnie te opowiadania w ogóle nie porwały. Postacie niby ciekawe, poruszane problemy ważne, ale całość jakby bez rytmu i tempa.

Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, ale mnie te opowiadania w ogóle nie porwały. Postacie niby ciekawe, poruszane problemy ważne, ale całość jakby bez rytmu i tempa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
199
55

Na półkach:

Róża Dla Emily 8/10
Skok Śmierci 5/10
Konkury 5/10
Zstąp, Mojżeszu 7/10
Zwycięstwo w Górach 8/10

Róża Dla Emily 8/10
Skok Śmierci 5/10
Konkury 5/10
Zstąp, Mojżeszu 7/10
Zwycięstwo w Górach 8/10

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
424
66

Na półkach: , ,

Nie wiem, jak mogę ustosunkować się do całości jako zbioru opowiadań.
Pierwsze wywarło na mnie ogromne wrażenie, sprawiło, że niemalże czułam na skórze palące słońce, ogarniało mnie odrętwienie bijące od tajemniczego domu, a zakończenie wywołało dreszcze. Z każdą kolejną historią moje zainteresowanie spadało, aż wreszcie jedynie przekartkowałam ostatnią. Zwykle mam tak, że im głębiej wchodzę w styl pisarza, tym łatwiej, lżej i przyjemniej idzie mi czytanie - tutaj było wręcz przeciwnie, jakby pod górkę.
Nie ma między nami chemii, to pewne. Może komuś innemu bardziej przypadnie do gustu ta mała antologia.

Nie wiem, jak mogę ustosunkować się do całości jako zbioru opowiadań.
Pierwsze wywarło na mnie ogromne wrażenie, sprawiło, że niemalże czułam na skórze palące słońce, ogarniało mnie odrętwienie bijące od tajemniczego domu, a zakończenie wywołało dreszcze. Z każdą kolejną historią moje zainteresowanie spadało, aż wreszcie jedynie przekartkowałam ostatnią. Zwykle mam tak, że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

90 użytkowników ma tytuł Skok śmierci. Mała antologia opowiadań na półkach głównych
  • 53
  • 36
  • 1
19 użytkowników ma tytuł Skok śmierci. Mała antologia opowiadań na półkach dodatkowych
  • 11
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Skok śmierci. Mała antologia opowiadań

Inne książki autora

Okładka książki Sztuka powieści. Antologia wywiadów I z „The Paris Review”. Wywiady z pisarzami Julian Barnes, Saul Bellow, Jorge Luis Borges, Julio Cortázar, Don DeLillo, William Faulkner, Jonathan Franzen, Max Frisch, Gabriel García Márquez, Ernest Hemingway, Michel Houellebecq, Aldous Huxley, Javier Marías, Vladimir Nabokov
Ocena 7,2
Sztuka powieści. Antologia wywiadów I z „The Paris Review”. Wywiady z pisarzami Julian Barnes, Saul Bellow, Jorge Luis Borges, Julio Cortázar, Don DeLillo, William Faulkner, Jonathan Franzen, Max Frisch, Gabriel García Márquez, Ernest Hemingway, Michel Houellebecq, Aldous Huxley, Javier Marías, Vladimir Nabokov
William Faulkner
William Faulkner
Amerykański powieściopisarz, autor opowiadań i poeta. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1949. Życie Faulknera związane było z amerykańskim Południem, a bogata twórczość pisarza była literacką rekonstrukcją jego dziejów od czasów wojny secesyjnej po współczesność. Jego rodzicami byli Murry Cuthbert i Maud Butler Falknerowie. Pochodzili oni z rodzin niegdyś zamożnych, ale poważnie zubożonych przez wojnę domową. Był najstarszym z czterech synów. Pradziadkiem pisarza był wojskowy i literat William Clark Falkner. Szkołę średnią opuścił bez dyplomu. Krótko służył w Royal Canadian Air Force. Wcześniej został odrzucony przez amerykańską komisję werbunkową jako zbyt lekki i niski (miał 5 stóp i 5 cali wzrostu, czyli 165 cm). W drodze wyjątku został przyjęty na University of Mississippi, ale odszedł z uczelni po trzech zaledwie semestrach. Na studiach wstąpił do bractwa Sigma Alpha Epsilon. Wybrał drogę niezależnego pisarza. Jego żoną była od 1929 Estelle Oldham, przyjaciółka z dzieciństwa. Mieli córkę Jill. Zmarł na atak serca w wieku 64 lat. Twórczość Faulknera uchodzi za stawiającą czytelnikowi wysokie wymagania. Jest on uznawany za jednego z najważniejszych amerykańskich pisarzy. Utwory Amerykanina, o sporej głębi emocjonalnej i często dotyczące konfliktów psychologicznych, cechują się długimi zdaniami i wyszukanym tokiem narracji – w przeciwieństwie do dzieł długoletniego rywala Faulknera, Ernesta Hemingwaya, znanego z oszczędnego w wyrazie, wręcz minimalistycznego stylu. Niektórzy uznają Faulknera za jedynego prawdziwego amerykańskiego reprezentanta prozy modernistycznej lat 30., stawiając go w jednym szeregu z Jamesem Joyce'em, Virginią Woolf i Marcelem Proustem. Zwie się Faulknera współczesnym Dostojewskim, głównie z uwagi na powieść Wściekłość i wrzask (The Sound and the Fury, 1929),w której, jak pisze Bieńkowski, Faulkner "zszedł do piekła patologii i ukazał współczesny świat w całym chaosie, w całym wrzasku, w całej wściekłości". Faulkner w swoich utworach stosował technikę znaną pod nazwą strumienia świadomości, liczne retrospekcje, a także wykorzystywał kilku narratorów jednocześnie. Akcja wielu jego utworów rozgrywa się w fikcyjnym hrabstwie Yoknapatawpha, będącym synekdochą (pars pro toto) amerykańskiego Południa. Na początku kariery pisarskiej Faulkner pisał także wiersze i tłumaczył lirykę Paula Verlaine’a.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Miriam Truman Capote
Miriam
Truman Capote
Zniewolenie – to słowo przyszło mi do głowy jako klamra spinająca wszystkie opowiadania z tego tomiku. Zniewolenie cudzą charyzmą, własnymi nieokreślonymi lękami, nadmierna pewność siebie lub przeciwnie – jej brak. Takie są cztery intrygujące postaci kobiece lekko zagubione w sobie i w rzeczywistości – bohaterki czterech krótkich opowiadań z tego tomiku. Do tego jeszcze tajemnica, dreszczyk grozy i szerokie pole do popisu jeśli idzie o interpretację zdarzeń. Sylwia z „Pana Bidy” to młoda dama, która usiłuje ułożyć sobie życie w wielkomiejskiej dżungli, na własny rachunek i nie będąc uzależniona od ludzi użyczających jej dachu nad głową. Tymczasem ta samodzielność prowadzi ją do absurdalnego uzależnienia od przedziwnego człowieka, który skupuje ludzkie sny. Od razu przypomniał mi się Murakami, u którego ktoś czytał sny z czaszek jednorożca, gruby pomysł, wow! Nasza bohaterka szybko blednie, chudnie a mimo to żyje w stanie nienormalnej ekscytacji. W końcu znajdzie się w stanie, gdzie nikt już nie może jej nic zabrać ani ukraść. Może to właśnie szczęście? „Dzieci w dniu urodzin” miały szczęście zapoznać się z rezolutną i nieco wyniosłą panną Bobbit. To dziewczę bardzo młode (normalne dziewczynki w jej wieku grają w klasy i czeszą lalki) ale tak pewne siebie, urocze i świadome własnej niewątpliwej wartości, że już wkrótce owija sobie wokół paluszka całą bandę nieokrzesanych wioskowych chłopaczysków, podporządkowuje swej woli nawet dorosłych i rządzi w miasteczku jak udzielna księżna. Koniec nastąpił zbyt szybko by upewnić się, czy była to charyzmatyczna cwaniara – socjopatka, czy zmotywowana młoda dama z wielką szansą na sławę… Z kolei tytułowa Miriam to śliczne małe dziewczątko o srebrzystych warkoczach i żelaznej stanowczości, które nawiedza starszą samotną wdowę, od lat żyjącą według nudnej rutyny i w której życiu chyba nigdy nie działo się nic ekscytującego. Czy Miriam to zmieni? Według mnie starsza pani chyba spotkała i odnalazła samą siebie sprzed lat. Może dalsza część jej losów okaże się bardziej radosna? A może przeciwnie – Miriam zaprowadzi ją do domu dla obłąkanych? Studentka Kay z „Drzewa nocy” wraca pociągiem z pogrzebu krewnego i dostaje się pod „opiekę” dziwacznej pary, ni to pijaków, ni to oszustów, oczajduszów czystej wody, wobec których dziewczyna odczuwa całą symfonię uczuć – od odrazy, poprzez lęk, współczucie, fascynację i … zniewolenie. A wokół nich upiorna noc, huk pociągu i obudzone wszystkie strachy z usłyszanych w dzieciństwie opowieści… Przyznam, że lektura „Śniadania u Tiffanyego” była dla mnie mniej fascynującą przygodą niż oglądanie ślicznej Audrey Hepburn w ekranizacji. Te opowiadania „siadły” znacznie mocniej. Naprawdę warto poczytać!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na710 miesięcy temu
Stary William Faulkner
Stary
William Faulkner
Układając sobie w głowie zarys niniejszej recenzji, na samym początku nasunęło mi się zasadnicze pytanie, które nie chce wyjść mi z głowy: czy ktoś jeszcze czytuje tego rodzaju książki? Czy ktokolwiek ma potrzebę sięgania po literaturę, która nie stroni od biblijnych alegorii, która za swoją czysto prozaiczną formą skrywa coś więcej aniżeli czysto hedonistyczną treść? Czy tak wyszukana i niełatwa w odbiorze stylistyka jest w stanie przyciągnąć dzisiejszego, zabieganego i mało wymagającego czytelnika? Znam odpowiedź, zacznę jednak od początku, od kolejnego pytania. Kim lub czym jest tytułowy Stary z książki Williama Faulknera? To określenie rzeki Missisipi, przedstawionej w swej najgorszej z możliwych postaci. Stary to wzburzona, mętna woda, wezbrane brzegi, to powódź wszech czasów, chaos i dezorientacja. Błoto i muł, koczujący na dachach i drzewach powodzianie i oni: ewakuowani więźniowie. Wśród nich wybrana dwójka: wysoki i chudy dwudziestokilkuletni chłopak bez imienia oraz niski i tłusty, również bezimienny mężczyzna. Przydzieleni zostają przez wojsko do specjalnego zadania: mają uratować ciężarną, uwięzioną na drzewie kobietę. Wysłani łodzią ruszają w niebezpieczną podróż, nie tylko w głąb zalanych terenów, ale przede wszystkim w głąb siebie. Rzuceni dosłownie i w przenośni na głęboką wodę mężczyźni muszą przeciwstawić się bezdusznemu żywiołowi. Puszczeni poniekąd wolno skazańcy, rozegrać muszą walkę z samym sobą, stawić czoło swoim pokusom i demonom, uświadomić sobie istotę honoru, zbrodni i kary jej wymierzonej. Stary to niewielka objętościowo książeczka (zaledwie 130 stron),swoimi ramami obejmuje jednak zaskakująco wiele. Pierwsze, co mnie ujęło, to potęga przyrody. Zjawiska atmosferyczne (jak przykładowo ulewa) zostały nakreślone niezwykle barwnie i obrazowo. Ich odbiór jest niemal organoleptyczny. Są to niezwykle zjawiskowe opisy, którymi wręcz się zachłysnęłam. Faulkner stworzył rzecz niezwykłą, przedstawił naturę niczym żywą istotę. To ona wiedzie w opowieści prym, jest jej główną bohaterką, siłą napędową akcji. Jej żywiołowość, nieprzewidywalność i agresja mają za zadanie jedno: wywołać w czytelniku niepokój. I to też ze mną zrobiły. Kolejny aspekt, na który należy zwrócić uwagę, a który jednocześnie mnie ujął, to konflikt psychologiczny puszczonego wolno więźnia. Mający uwolnić ciężarną kobietę skazaniec stoi przed wyborem: iluzorycznie ułatwionej (choć w obliczu szalejącego żywiołu nie jest to rzecz oczywista) ucieczki z więzienia a ratunkiem powodzianki i powrotem do celi. Czy postąpi mężnie i honorowo? Czy jego decyzja stanie się powodem zredukowania jego kary czy wręcz przeciwnie? I sprawa najistotniejsza – licznie rzucające się w oczy odwołania do Biblii: potop, Adam i Ewa, węże, czy grzech. A to wszystko jest tylko czubkiem góry lodowej niniejszej pozycji. William Faulkner to pisarz kompletny, nie pobłaża czytelnikowi, stawia mu poprzeczkę bardzo wysoko. Prócz wielowarstwowej fabuły, w Starym nie brak więc zagadnień egzystencjalnych, w pozycji doszukać możemy się również konfliktu tragicznego. Co więcej, całość napisana została w dosyć wyszukany sposób. Język, choć zrozumiały, do najprostszych nie należy. Wina leży po stronie składni zdań. Są wielokrotnie złożone, przez co czytelnikowi łatwo jest zgubić wątek. Jak widać, Stary to powieść wymagająca, której niepozorna wielkość jest odwrotnie proporcjonalna do jej merytorycznej zawartości. Jest to lektura wymagająca wnikliwości, skupienia i rachunku sumienia. Odpowiadając na zadane we wstępie pytanie, trzeba wziąć pod uwagę jeden, dosyć istotny aspekt: egzemplarz recenzowanej książki miał wylądować na śmietniku. Patrząc przez pryzmat mojej przytoczonej wyżej opinii, odpowiedź nasuwa się sama, do optymistycznych nie należy. Obawiam się, że książka nie przypadnie do gustu dzisiejszemu, przeciętnemu czytelnikowi, szczególnie jeśli szuka on w literaturze czystej, nieskalanej wysiłkiem umysłowym przyjemności czytania. Usatysfakcjonuje za to fanów naturalizmu i egzystencjalizmu, osoby lubiące szperać głęboko w tekście, dogrzebywać się do drugiego, głębszego dna. Mnie zmusiła do przyjrzenia się bliżej dorobkowi pisarskiemu Faulknera. Zdecydowanie polecam i na pewno do jego twórczości wrócę. Niebawem! www.bookiecik.pl
Dominika Rygiel - awatar Dominika Rygiel
ocenił na89 lat temu
Farma John Updike
Farma
John Updike
Joey Robinson, konsultant reklamowy w firmie szkoleniowej na Manhatanie, ma za sobą rozwód z Joan, a także świeżo poślubioną drugą żonę. Peggy i jej nastoletniego syna chce przedstawić matce mieszkającej samotnie na rodzinnej farmie. Te trzy dni, jakie spędzą ze sobą, to delikatne balansowanie na granicy uczuć i zmysłów. To także walka dwóch kobiet o prawo do 'mężczyzny ich życia', ciąg wyznań, kłótni, wspomnień. Jestem oczarowana językiem pisarza, jego umiejętnością przykucia uwagi pozornie nieistotnymi zdarzeniami i opisami, przenikliwością obserwacji, psychologiczną głębią postaci. Bohaterowie Updike'a to ludzie żyjący w małym miasteczku, na przedmieściach, będący często na życiowym rozdrożu, w momencie kryzysu, popełniający błędy i miotający się. Zdradzają, rozwodzą się, zakochują się, odchodzą od kościoła lub do niego wracają, a wszystko to na tle zmieniających się czasów, obyczajowości, ważnych wydarzeń historycznych. Wszak Updike jest autorem m.in. cyklu o Eastwick. Wydane w 1984 roku "Czarownice z Eastwick" zyskały dużą sławę dzięki adaptacji filmowej George'a Millera z 1987 roku, z kreacjami Jacka Nicholsona i Michelle Pfeiffer. Jak napisał Czytelnik Czyniczny: "Doskonała, kameralna proza, smakołyk dla osób lubiących zagłębić się w postać; psychologiczna rozgrywka pomiędzy postaciami rozpisana jest mistrzowsko, a jednak opisy wewnętrznych dylematów, przeżyć i wspomnienia bohatera nie nużą i są zgrabnie przeplatane naturalnymi dialogami." Oprócz nagrody Pulitzera, Updike otrzymał on też m.in. nagrody National Book Critics Circle Award (1982 i 1990) i PEN/Faulkner Award (2004).
Melissa Tygrys - awatar Melissa Tygrys
ocenił na82 lata temu
Centaur John Updike
Centaur
John Updike
Pokryty srebrnymi łuskami narrator, posługując się eksperymentalną strukturą narracyjną i nudnym natchnieniem relacjonuje (wspomina) trzy dni spędzone z jeszcze nudniejszym — bo czemuż byśmy mieli tego nie wyznać! — ojcem, tytułowym Centaurem — Chironem, posępnym i flegmatycznym nauczycielem przyrody, cyzelatorem błahostek, otoczonym ciągłą atmosferą katastrofy i śmiechu, zdolnym przejść o własnych siłach przed plutonem egzekucyjnym; jest to zarazem nekrolog i hymn mu poświęcony. „Centaur” łączy świat mitologii greckiej z małomiasteczkowym otoczeniem Pensylwanii w połowie XX wieku, z naciskiem na łączy. Dwie domeny mienią się, spływają, wspierają i wypierają wzajem niczym kobieta i wąż w ciele Meluzyny. To tu zbierzemy cały miód i oliwę dzieła. Postacie płynnie przechodzą od bycia „zwykłymi” Amerykanami do swoich mitologicznych odpowiedników — pył swoistej realności miesza się z magicznym piaskiem. Ubrane w odzież prozaicznych przymiotów kryją mityczne postaci, przez co dosięgają w wyrazie swoich nieco indeksowanych myśli pewien wdzięk, a nie wydźwięk. Powieść wznosi się na wyżyny mitologicznych hiperboli, kiedy drepcze upudrowanym traktem przyziemnej krzątaniny. Złożone aluzje mitologiczne i obfity luksus szczegółowego obrazowania, i wiele innych danych zarówno ścisłych, jak i nasennych, podwyższają niejako „realizm” (w najgłębszym sensie tego zdegenerowanego słowa, a nie w rozumieniu tego co przeciętny czytelnik odbiera jako przystające do „przeciętnej rzeczywistości”) i oddają „należny hołd” skądinąd pozbawionej impetu i mdłej prozaiczności; posiadając moc czynienia z pospolitości rzeczy niezwykłych, wydobywają ze słabostek i śmiesznostek „kosmiczną” stronę „dramatu” życia, aż zasnąć można. Ktoś inny przepisałby zwyczajną w takich wypadkach papkę, a nie ten lwi szpik.
Peonia_Pirat - awatar Peonia_Pirat
ocenił na83 miesiące temu
Miasteczko Winesburg. Obrazki z życia w stanie Ohio Sherwood Anderson
Miasteczko Winesburg. Obrazki z życia w stanie Ohio
Sherwood Anderson
Wspominając tę postać zawsze zaczyna od wymownego faktu - że to pisarz swego czasu uważany za czołowego twórcę, niewiele później prawie zupełnie zapomniany, przynajmniej u nas, w Europie, bo w USA nadal ma swoje miejsce w historii literatury tamtejszej, jednak czytają go angliści głównie, nie zaś czytelnicza brać. Na końcu książki znajdziemy świetnie napisane posłowie, które rzuca na ten fakt sporo światła i pozwala lepiej pojąć dylematy zawarte w tekście, który jest powieścią złożoną z opowiadań, z których każde traktuje o zwykle jednym ludzkim losie, losie najczęściej złamanym i gorzkim. Dzięki posłowiu wiem, że Bóg dał autorowi talent literacki połowiczny, że umiejętność obserwacji ludzi i wydarzeń łączył Anderson z talentem do na poły reportażowego przenoszenia tych obserwacji do literatury, lecz już do tworzenia dużych form budowanych w pisarskiej wyobraźni, do konstruowania powieści nie miał zdolności, przez co stracił tytuł jednego z najlepszych pisarzy Ameryki, a w końcu wypadł z literackiego obiegu. Mam nieodparte wrażenie, że w większości opowiadań w tym tomie Anderson rozmawia sam ze sobą o sobie, o swoim niewystarczającym talencie i o tym, co z tego może wynikać dla człowieka, czyli o smutnym, gorzkim przeżywaniu swojego życia jako klęski i rozczarowania. Niby przewijający się przez wszystkie teksty dziennikarz, alter ego autora (choć według mnie wszystkie postaci w powieści nimi są w mniejszym czy większym stopniu) zdaje się wierzyć w swoją szczęśliwą gwiazdę, rusza na podbój świata, lecz ta jego wiara od początku podszyta jest melancholią i przeczuciem klęski jak stara kurtka wiatrem. Co zatem dostaje czytelnik? Ano dostaje piękną, smutną balladę w hrabalowym nieco stylu (tyle że 100 lat wcześniejszym) o ludzkim życiu, które, mimo że zachwycające, zawsze zaprawione jest goryczą i smakuje klęską. to, czy czytelnik się z autorem zgodzi czy też nie, to już zupełnie inna sprawa...
Mario - awatar Mario
ocenił na85 lat temu
Most San Luis Rey Thornton Wilder
Most San Luis Rey
Thornton Wilder
„Nad zbiegami okoliczności można by się zdumiewać na sto różnych sposobów” – czytamy w tej znakomitej opowieści poświęconej odwiecznemu pytaniu ”Co jest prawdą?”, wraz z pomocniczymi: „Skąd możemy się jej dowiedzieć?” oraz „Skąd czerpać empatię?”. Niby to o niczym. Ot, gdzieś w Ameryce Płd. w 18. wieku zawalił się wiszący most, parę osób zginęło, a pewien franciszkanin próbuje dociec, co z tego wynika. Odpowiedź brzmi: wszystko - cały sens czy też bezsens ludzkiej egzystencji. I jasne się staje, że tę pięć postaci łączy nie tylko nagła śmierć. Co rzadkie, tam i wtedy, świetnie nakreślone są postacie kobiece. A ponadto: jak to jest napisane...!!! Nie dziwota, że Sandor Marai zachwycił się tym małym arcydziełkiem. Można nawet na siłę doszukiwać się tu pewnych podobieństw a może też i inspiracji… W każdym razie Pulitzer z 1928 r. był nieprzypadkowy - wtedy ceniono nieoczywiste, pozornie nieskomplikowane opowieści. „Brat Juniper wykrył, że najmniej można się dowiedzieć od ludzi najbardziej związanych z przedmiotem badań. (…) Ci, którzy wiedzieli najwięcej, powiedzieli najmniej” – ta pełna rezygnacji konstatacja potwierdza, że „the Truth is out there”. Czy jest w tym kontekście przypadkiem, że na koniec biedny franciszkanin stwierdza: ”Przepaść między wiarą i faktami jest większa niż się na ogół przypuszcza”. Czy możemy się zatem dziwić, że tworzona przezeń Księga, która miała opisać „jak było”, trafia na Indeks Ksiąg Zakazanych, a jej autor....? Cóż, ponosi taki los, jaki podobno sam Pan Buk zalecił swym ziemskim funkcjonariuszom (choć zarazem żadna to antyklerykalna agitka). I tylko zapewnienie o niezrywalnym moście, którym jest – czy też: może być, aby nie wpadać w pewien "harlequinizm" - Miłość, daje na koniec nadzieję… Kilka cytatów: …Albo żyjemy z przypadku i umieramy z przypadku, albo żyjemy według planu i umieramy według planu… ...Niektórzy mówią, że nigdy nie będziemy wiedzieć i że dla bogów jesteśmy jak muchy, które chłopcy zabijają w dzień letni, a inni mówią przeciwnie, że nawet najmniejszy wróbel nie zgubi jednego piórka bez woli Boga... …Widziała, że ludzie tego świata chodzą w zbroi egoizmu, pijani samouwielbieniem, spragnieni komplementów, mało słysząc z tego, co się do nich mówi, niewzruszeni wypadkami, które spotykają ich najbliższych przyjaciół, w strachu przed wszelkimi apelami, które wymagałyby od nich jakichś ofiar…. …Styl to jedynie godne pogardy naczynie, w którym gorzki napój podaje się światu... …Przeorysza należała do tych osób, które marnują życie, ponieważ zapłonęły miłością do jakiejś idei na kilka stuleci przed jej właściwym pojawieniem się w określonym momencie historii cywilizacji. Matka Maria del Pilar walczyła przeciwko swojej epoce, pragnąc by kobietom przyznano nieco ludzkiej godności.... …Istniało wtedy w Limie coś owinięte w wiele łokci fioletowego jedwabiu, z którego wystawała wielka nabrzmiała głowa i dwie pulchne, przeźroczyście białe ręce – był to arcybiskup…. …Przeczytał całą literaturę starożytną i wszystko z niej zapomniał poza ogólną atmosferą wdzięku i sceptycyzmu. Znał się kiedyś na Ojcach Kościoła i soborach, ale zapomniał już wszystko, poza nieokreślonym wspomnieniem sporów, które nie miały żadnego związku z Peru…. …Jak wszyscy bogacze, nie mógł uwierzyć, że biedni (popatrzcie na ich domy i ich ubrania!) mogą rzeczywiście cierpieć. Jak wszyscy ludzie żyjący w zbytku wierzył, że tylko ludzie oczytani mogą wiedzieć, iż są nieszczęśliwi…. …Czerpał coś w rodzaju radości z przekonania, że na świecie wszystko urządzone jest źle. Szeptał do ucha franciszkanina myśli i opowiastki, które zaprzeczały, jakoby ktokolwiek kierował światem…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na103 lata temu
Pod wulkanem Malcolm Lowry
Pod wulkanem
Malcolm Lowry
Przebrnęłam, ale czy było warto? Chyba popełniłam błąd zabierając się za tę powieść w Angielskim oryginale. Można było czytać po polsku a pewnie i tak byłoby nielekko. Pozytywy Bardzo ciekawy obraz człowieka już doszczętnie zniszczonego alkoholem. Temat, wiemy że istnieje, jednak ja nigdy nie poświęciłam mu wiele uwagi. Tutaj zmierzymy się ze szczegółową i brutalną ilustracją jak wygląda dzień z życia osoby w ostanim już chyba stadium alkoholizmu. Bardzo mocne i przejmujące. Negatywy Już sam fakt że książka zaczyna się 50-stronnicową przedmową w której autor broni i argumentuje dlaczego absolutnie nic z żadnego rozdziału nie powinno być pominięte ani skrócone - wskazuje że chęć skracania i pomijania pojawiła się już na samym początku. I ja bym się z tą sugestią zgodziła. W dodatku w tej przedmowie zdradzana jest fabuła, przez co od początku wiedziałam już jak powieść się skończy. Książka pełna jest dzikich zabiegów literackich, których ja nie kupuję. Wyegzaltowany język, przedłużane niemiłosiernie zdania, które w zasadzie prowadzą donikąd, na początku cała masa mylących odniesień do wątków które zostaną dopiero wprowadzone w kolejnych rozdziałach. Albo te fragmenty gdzie fabuła przeplatana jest całymi paragrafami oderwanego od reszty tekstu, np. opisem budowy katedry, który był bez żadnego znaczenia dla powieści. Po przeczytaniu jednego takiego zdania, porządnie zmęczona już tą powieścią kończyłam zwyczajnie przeskakując linijki tekstu. Autor zapewne widział sens i wartość w tego typu smaczkach, ja niekoniecznie podzielam tę wizję. Takie eksperymenty literackie są fajne i ciekawe, ale te nie były dobrze skomponowane w całość, a książka była przez to nie do zniesienia. Historia i pomysł bardzo ciekawy ale styl pisania powodował że odliczałam strony do końca. Szkoda! Dałabym niższą ocenę, ale dodam parę gwiazdek tylko i wyłącznie ze względu na pewien szacunek do ludzi świata literatury którzy bardziej niż ja poważają to dzieło.
truku - awatar truku
ocenił na65 miesięcy temu
Ulica Nadbrzeżna John Steinbeck
Ulica Nadbrzeżna
John Steinbeck
W tej obszernej noweli Steinbecka świat jest o wiele brutalniejszy, a ludzie bardziej bezwzględni, niż w poprzedniej jego mojej książce “Tortilla Flat”, również dziejącej się w kalifornijskim Monterey. W świecie przedstawionym generalnie nie jest zbyt przyjemnie, bo to jednak dość bezwzględna Ameryka lat 20. To kraj, który, owszem, stwarza szansę zaradnym, przedsiębiorczym, energicznym, z kapitałem przynajmniej kulturowym, ale nie bardzo dba o tych, którzy z różnych przyczyn takich możliwości nie mają, by już nie mówić o tych wymagających społecznego wsparcia. Taka oto główna diagnoza wrażliwego Autora: “- Cechy, jakie podziwiamy w ludziach – uprzejmość i szlachetność, otwartość uczciwość, mądrość i uczucie – są w naszym systemie charakterystycznymi cechami porażki. A te cechy, którymi pogardzamy – chamstwo chciwość, zachłanność, podłość, egoizm – są cechami powodzenia. Ludzie podziwiają pierwsze, ale lubią osiągnięcia drugich”. Pojawiają się też pytania o cenę mitu o harówce dającej profity: “Jaka jest korzyść dla człowieka, gdy zdobędzie cały świat, jeśli przypłaci swój majątek wrzodem na żołądku, impotencją czy gruźlicą?”. Bohaterem zbiorowym jest tytułowa ulica, żadna pryncypalna czy główny deptak kalifornijskiego miasta. Raczej taka, na którą nie zachodzą ci, którzy nie muszą. To ta “gorsza” strona miasta, przy której sklepiki imigrantów, dom publiczny i inne takie różności…. “Syreny wyją znowu, i ociekający tłuszczem, śmierdzący, zmęczeni Włosi, Chińczycy i Polacy, mężczyźni i kobiety, wyłażą z hal i wloką się pod górę do miasta, a ulica Nadbrzeżna znowu staje się sobą – spokojna i czarodziejska”. I od razu trafiamy na pełne empatii spojrzenie Autora: “Jej mieszkańcy to jak się ktoś kiedyś wyraził, +"dziwki, alfonsi, szulerzy, i skurwysyny+. Gdyby ten ktoś spojrzał z innej strony, powiedziałby może +święte kobiety, aniołowie, męczennicy i zacni ludzie+, i też miałby słuszność”. Mamy tu lekką idealizację tych, którzy być może w pełni na nią nie zasługują, bo mało kto jest grzecznym chłopcem czy “porządną” dziewczyną. Każdy jednak opisany jest bez oceniania - tej zmory nie tylko małych miasteczek - za to nie bez swoistej czułości. Tak czy inaczej, to mocny kawałek realistycznej prozy na temat wykluczonych - jednego z głównych tematów Steinbecka w tym czasie. Najjaśniejszą postacią jest ewidentnie Doktor, który nie jest może formalnie lekarzem, ale pomaga wszystkim potrzebującym . “Gdy jakiś przypadek przerastał jego siły, telefonował do miejscowych lekarzy, i czasami rzeczywiście któryś przychodził, jeśli sprawa wyglądała poważnie. Ale dla rodzin wszystko było poważne”. Opiekuje się on lekko niepełnosprawnym chłopcem, synem pracownicy seksualnej, ale do czasu….. “– Frankie... Nie powinieneś był tego zrobić – powiedział Doktor. Ciężki kamień przytłaczał mu serce. – Nie moglibyście go zwolnić za moim poręczeniem? - Wątpię czy sędzia się na to zgodzi – powiedział komendant. – Otrzymaliśmy wyniki badań psychiatrycznych. Wie pan co z nim jest? - Tak. Wiem - powiedział Doktor. - I wie pan, co się może stać, gdy on będzie starszy? – Wiem – potwierdził doktor, a kamień przytłaczał jego serce straszliwym ciężarem. – Lekarz uważa, że najlepiej będzie oddać go do zakładu”. Ulubionym zajęciem Doktora jest łapanie ośmiornic, gdzie np. takie cudowne zdania wybitnego stylisty: “Wre skrzętne, rozkoszne i mordercze życie. Tu jakiś krab wyrywa nogę swemu bratu. Ukwiały rozwijają się jak słodkie i wspaniałe kwiaty, zapraszając każde zmęczone czy wystraszone stworzenie, by spoczęło w ich ramionach, a gdy jakiś krabik czy inny głuptasek zalewowy da się skusić temu zielono-purpurowemu zaproszeniu, płatki zwijają się, kłujące komórki wystrzelają tysiące narkotycznych igieł w łup, który staje się słaby i jakby senny, podczas gdy żrące soki trawienne rozpuszczają jego ciało”. “Doktor miał pewną cechę, której nie mógł się pozbyć. Gdy ktoś zadał pytanie, Doktorowi zdawało się, że chce znać odpowiedź. Przynajmniej Doktor tak zawsze robił. On sam nigdy nie pytał, jeśli nie pragnął wiedzieć, i nie mógł pojąć ludzi, którzy pytają, a nie są ciekawi odpowiedzi. Patrzył na siebie jak na krystaliczne jezioro rozsądku, a na swoje życie – jak na mętne szkło zapoznanych cnót”. Obiektywizm cechuje nawet opis trzęsącej okolicą ferajny Macka (specjalność: wymuszenia, szantaże, tzw. “opieka” sklepików czy małych biznesów): “Mack i chłopaki unikają pułapki, obchodzą truciznę, wymijają sidła, zaś pokolenie zapędzonych w pułapkę, zatrutych, uwikłanych w sidła ludzi wymyśla im i nazywa ich nicponiami, zakałami społeczeństwa, łobuzami, złodziejami, łajdakami, włóczęgami”. “Ojciec nasz, który jest w naturze, który obdarował życiem kojota, pospolitego brązowego szczura, wróbla, muchę domową i mola, musi żywić ogromną i przemożną miłość do nicponi, zakał społeczeństwa i włóczęgów, Macka i chłopaków”. “Potrafi zabić wszystko z potrzeby, ale nawet nie zrani czyjegoś uczucia dla przyjemności” Książka niestety ma wszystkie wady swojego czasu co do stosunku do kobiet: wyższościowego jeśli nie pogardliwo-dyskryminującego. Ale zdarzy się i takie zdanie: “Próbowała wszelkich sposobów zarabiania pieniędzy – papierowe kwiaty, hodowla pieczarek, króliki na mięso i futra – natomiast jej małżonek ze swojego leżaka pomagał jej radami, rozważaniami i krytyką”. Nieco o niezmiennej naturze ludzkiej: “Łatwo mówić: +Czas wszystko wyleczy+, +ludzie zapomną+ i tym podobne truizmy, jeśli człowiek sam nie jest zamieszany w daną sprawę, ale jak jest zamieszany, wtedy czas stoi w miejscu, ludzie nie zapominają, a człowiek znajduje się w środku czegoś, co się nie zmienia”. I jeszcze o domu uciech, opisanym bez “oburzu”, niczym u Hrabala (który notabene co rusz przychodzi mi na myśl podczas lektury…). “Przy lewej granicy placu mieści się wysoce moralny i dostojny burdel Dory Flood – przyzwoity, czysty, uczciwy, staromodny zakład rozrywkowy, gdzie mężczyzna może wypić kufel piwa z przyjaciółkami. Nie jest to żadna tania i wulgarna nocna spelunka, ale dzielny cnotliwy klub, założony, prowadzony i kierowany przez Dorę, która to, madama i panna od 50 lat, potrafiła przez stałe praktykowanie właściwego jej taktu i uczciwości, dobroczynności i pewnego realizmu zjednać sobie respekt ludzi inteligentnych, wykształconych i miłych. I z tego samego powodu jest nienawidzona przez ograniczone i lubieżne społeczeństwo zamężnych dziewic, których małżonkowie szanują dom, ale nie lubią go zbytnio”. “Występując przeciwko prawu, a przynajmniej przeciwko literze prawa, musi dwa razy więcej szanować prawo niż ktokolwiek inny. U Dory nie może być pijaków, bijatyk ani wulgarności, bo ją zamkną. Ponadto ponieważ prowadzi nielegalny interes, musi szczególną uwagę zwracać na filantropię. Z Dory każdy doi forsę Jeśli policja urządza zabawę na fundusz emerytalny i każe daje dolara, Dora musi dać 50 dolarów. (...) I ze wszystkim jest tak samo: Czerwony Krzyż, fundusz opieki społecznej, harcerze – zawsze listę ofiar rozpoczynają nieopiewane przez nikogo, niesławne, bezwstydnie brudne pieniądze grzechu”. Inne cytaty: “Raz tylko przez pomyłkę kasę zamknięto i nikt nie znał szyfru zamka. A w szafie pozostała otwarta puszka sardynek i kawałek sera roquefort. Zanim specjalista, który ustawiał zamek, nadesłał szyfr, w kasie zrobiło się małe zamieszanie. (...) Po wspomnianych kłopotach z kasą ogniotrwałą zabroniono trzymać w niej jedzenie. Przechowuje się je w szafach na akta”. “Mówią, że szkoły poprawcze uczą występku i kryminalizmu, widać jednak Magda źle uważał na lekcjach. Wyszedł ze szkoły poprawczej tak nieświadom występku i kryminalizmu, jak ułamków i pisemnego dzielenia”. - Co tu było? - spytał. Mack wbił oczy w podłogę, a kropla krwi spadła mu z ust do piwa. Poruszył znowu wargami. – Ja i chłopaki chcieliśmy urządzić panu przyjęcie. Myśleliśmy, że wróci pan do domu w nocy. Doktor kiwnął głową. – Widzę - powiedział. – I jakoś wszystko wymknęło nam się z rąk – ciągnął dalej Mack. – Przepraszam, ale nie mogę powiedzieć nic na swoje usprawiedliwienie. “Serce miał równie rozbite jak usta. (...) Przypominał sobie wszystko, cokolwiek złego w życiu zrobił, i wyglądało na to, że nigdy nie zrobił nic dobrego”. “Wdał się w bójkę z jakimś żołnierzem i świadomie ją przegrał. Przez to poczuł się trochę lepiej, ponieważ pobił go człowiek, którego mógłby rozłożyć jedną ręką”. “Nareszcie zrobił się jakiś wyłom w ścianie zła”. “Ktoś powinien napisać uczoną rozprawę o moralnym, fizycznym i estetycznym wpływie modelu T Forda na naród amerykański. Dwa pokolenia Amerykanów wiedziały więcej o fordowskim zaworze wlotowym niż o clitoris, o planetarnym systemie przekładni niż o planetach w ogóle”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na67 miesięcy temu

Cytaty z książki Skok śmierci. Mała antologia opowiadań

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Skok śmierci. Mała antologia opowiadań