Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge

Okładka książki Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge autora Rainer Maria Rilke, 9788379985975
Okładka książki Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge
Rainer Maria Rilke Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda Seria: Biblioteka Literatury Światowej literatura piękna
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Literatury Światowej
Tytuł oryginału:
Die Aufzeichnungen des Malte Laurids Brigge
Data wydania:
2026-03-27
Data 1. wyd. pol.:
1958-01-01
Data 1. wydania:
2004-09-11
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379985975
Tłumacz:
Jerzy Korpanty
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge

Średnia ocen
7,3 / 10
132 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge

avatar
200
34

Na półkach:

W ciągu ostatnich kilku miesięcy zmieniłem się, ale nikomu o tym nie powiedziałem. A niby po co miałbym mówić? Jeżeli się zmieniam, to przecie i tak nie pozostanę tym, kim byłem, a skoro jestem czymś innym niż dotąd, wtedy rzecz jasna, że nie mam znajomych. A zatem odkryłem niedawno, że posiadam wnętrze, o którym przedtem nie wiedziałem. Mówię na to świat wewnętrzny. Nie wiem jeszcze dokładnie, co się tam dzieje, ale staram się nie wpuszczać tam byle kogo, byle co. Póki co przyzwalam tam głównie na książki (nie żeby od razu w całości, nie jestem pożeraczem),z których czuję, że mogę coś wynieść. „Malte" wprzódy dopuszczałem cięgiem, słowo po słowie, zdanie po zdaniu. A potem z przestrachem dostrzegłem, że nawet nie w połowie lektury zamknąłem się na tę prozę, że kolejne strony nie mają w sobie prawie nic, co chciałbym przyjąć u siebie. Dlaczego?

Powieść poetycka. Tak, a więc to czytają ludzie, aby powdychać przenośni, myślałbym raczej, że można się tu od nich udusić. Widziałem takie książki. Widziałem pisarzy, którzy napisali kilka utworów w tym guście i stracili rachubę w klepaniu metafor. Dla nich cała rzecz w tym, aby wszystkie sensy były ukryte, niedosłowne, zawoalowane, a dopiero czytelnik wydobywał je na światło dzienne. Rilke nie popełnił tych błędów. To zasadniczo jego jedyna powieść, w niej zawarł summę tego, co miał do powiedzenia, a w swoich zabiegach stylistycznych jest subtelny, tzn. widać, że nie sili się na poetę, tylko faktycznie ma w sobie duszę poetycką. Wszystko, co w tej książce poetyckie, pociąga mnie.

Czy na przykład wiedzieli Państwo, że gdy będziemy szybko zmieniać twarze, to mogą się nam one skończyć przed czterdziestką? Ja nie wiedziałem. Nawet jeśli póki co trudno jeszcze wyobrazić sobie człowieka czterdziestoletniego (Czy istnieje życie po czterdziestce? – coraz częściej zadaję sobie to pytanie),to jednak perspektywa kogoś, kto przez lata chodzi z jedną, zużytą twarzą ma w sobie coś z tragizmu. A zdjąć taką twarz też nie wypada, bo co to za głowa bez twarzy... – To napisałem na kanwie rozważań z początku książki. Całkiem niepoślednie, prawda?

A jednak w którejś chwili powieść siada, zupełnie jak gdyby ktoś jednym dmuchnięciem zgasił świecę. Ja, jako czytelnik, najzwyczajniej w świecie tracę zainteresowanie. Bezpowrotnie. I nie potrafię wyjaśnić czemu. Z tego też powodu proszę nie patrzeć na moją prawie-na-pewno-zbyt-surową ocenę. To tylko cenzurka. Ręczę, że pierwsze kilkadziesiąt stron rzeczywiście wywołało na mnie piorunujące wrażenie, atoli wszystko potem stało się mi tak przykro obojętne. Proszę nie brać tej oceny do siebie, Panie Rilke. Jedyne co mogę powiedzieć, to że nic się nie stało. Nic się nie stało. Czy to pomoże? Nie, Panu chyba nie, Pan jest z tych, którzy utrzymują, że od mówienia tylko się krzywda dzieje... A więc zamilknę.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy zmieniłem się, ale nikomu o tym nie powiedziałem. A niby po co miałbym mówić? Jeżeli się zmieniam, to przecie i tak nie pozostanę tym, kim byłem, a skoro jestem czymś innym niż dotąd, wtedy rzecz jasna, że nie mam znajomych. A zatem odkryłem niedawno, że posiadam wnętrze, o którym przedtem nie wiedziałem. Mówię na to świat wewnętrzny. Nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
975
489

Na półkach: ,

Chyba nie lubię poetyckiej prozy. Chaos mnie przytłoczył i znużył. Nie byłam ciekawa co będzie dalej... Niestety. To jednak wcale nie oznacza, że nie sięgnę po inny utwór tego poety. Bo sięgnę!

Chyba nie lubię poetyckiej prozy. Chaos mnie przytłoczył i znużył. Nie byłam ciekawa co będzie dalej... Niestety. To jednak wcale nie oznacza, że nie sięgnę po inny utwór tego poety. Bo sięgnę!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1468
161

Na półkach: , ,

Prawdopodobnie najtrudniejsza z przeczytanych przeze mnie powieści. Wymęczyła mnie. Doceniam geniusz w obracaniu słowem i myślą, jednak niektóre fragmenty niosły myśl tak zagmatwaną, że odpuszczałam zrozumienie i brnęłam dalej. Fragmenty, w których pojawia się zarys fabuły, czytało mi się najprzyjemniej.

Jedno jest dla mnie pewne - teraz już się tak nie pisze powieści.

Prawdopodobnie najtrudniejsza z przeczytanych przeze mnie powieści. Wymęczyła mnie. Doceniam geniusz w obracaniu słowem i myślą, jednak niektóre fragmenty niosły myśl tak zagmatwaną, że odpuszczałam zrozumienie i brnęłam dalej. Fragmenty, w których pojawia się zarys fabuły, czytało mi się najprzyjemniej.

Jedno jest dla mnie pewne - teraz już się tak nie pisze powieści.

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

461 użytkowników ma tytuł Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge na półkach głównych
  • 259
  • 193
  • 9
91 użytkowników ma tytuł Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge na półkach dodatkowych
  • 65
  • 7
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki Listy. Cwietajewa, Rilke, Pasternak Marina Cwietajewa, Borys Pasternak, Rainer Maria Rilke
Ocena 7,7
Listy. Cwietajewa, Rilke, Pasternak Marina Cwietajewa, Borys Pasternak, Rainer Maria Rilke
Okładka książki The Echoing Green: Poems of Fields, Meadows, and Grasses Anna Akhmatova, Sherman Alexie, Ingeborg Bachmann, William Blake, Robert Burns, Willa Cather, Seamus Heaney, Ted Hughes, Victor Hugo, Denise Levertov, Andrew Marvell, John McCrae, Harryette Mullen, Lucia Perillo, Rainer Maria Rilke, Christina Rossetti, Carl Sandburg, Gary Soto, Tomas Tranströmer, Derek Walcott, William Wordsworth
Ocena 8,4
The Echoing Green: Poems of Fields, Meadows, and Grasses Anna Akhmatova, Sherman Alexie, Ingeborg Bachmann, William Blake, Robert Burns, Willa Cather, Seamus Heaney, Ted Hughes, Victor Hugo, Denise Levertov, Andrew Marvell, John McCrae, Harryette Mullen, Lucia Perillo, Rainer Maria Rilke, Christina Rossetti, Carl Sandburg, Gary Soto, Tomas Tranströmer, Derek Walcott, William Wordsworth
Rainer Maria Rilke
Rainer Maria Rilke
Austriacki poeta, reprezentant liryki symbolicznej, prekursor egzystencjalizmu. Najwybitniejszy poeta dwudziestego wieku. Najznamienitszy artysta w dziejach literatury. Poeta par excellence, heroicznie poszukujący lirycznego słowa. Nabożny budowniczy katedry, wznoszący świątynię języka, której nigdy nie sposób ukończyć. W milczeniu, jak zawsze, gdy rodzą się wielkie dzieła, w oderwaniu od świata, jak wszystko, co doskonałe. Pielgrzym bez ojczyzny, szukający to samotności, to znów towarzystwa ludzi, który nigdy nie stracił z oczu celu, ku któremu zdążał. Mag pióra, który pragnął przemienić własne postrzeganie świata w złoto poetyckiego słowa. „Porzucony na górach serca”, poszukujący „dłoni chroniącej, nie pragnąc posiadania”. Niezrównany wirtuoz słowa, który potrafił wyrazić uczucia w miriadach obrazów, lecz nie mógł spełnić wymagań, jakie stawia rzeczywistość, owa „miłość, która żyje dzięki słowom, lecz zamiera wobec czynów”, albowiem „każde miejsce szczęśliwe jest dzieckiem lub wnukiem rozstania”. Człowiek, który żył dla słów i szczęśliwie mógł wieść życie wedle własnych zasad i bez reszty poświęcić się pisaniu. Czerpiąc z rzeczywistości zmysłowe doświadczenia, zawsze jednak uciekał w nierealną krainę własnej wyobraźni, „wyprzedzając wszelkie rozstanie”, by ów „wspaniały dywan” świata i ludzkich uczuć przeobrazić w swój własny poetycki język.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie Fernando Pessoa
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie
Fernando Pessoa
Pierwsze i prawdopodobnie ostatnie moje podejście do Pessoa. Książka jest stosunkowo długa i ciężka do przeczytania, mi bardzo się dłużyła i język autora zupełnie mi nie podszedł ani nie pomógł w przebrnięciu. Niesamowicie zaciekawiło mnie podejście autora do tworzenia nowych heteronimów w swoim życiu, a nawet tłumaczenia jak różnią się między sobą i czasem jak nawet różnią się od niego samego/jego własnych poglądów. Do tego znalazłem parę ciekawych ideii i cytatów, niestety zbyt mało aby usprawiedliwić długość książki. Co ciekawe czytałem ją przypadkiem w podobnym czasie gdy zacząłem czytać dzieła Seneki i ta, powiedzmy antyczna samoanaliza gra z moją duszą dużo dużo bardziej, nawet jeśli autorzy dochodzą do podobnych wniosków. Myślę, że takie podejście do samego siebie i świata jest bardzo potrzebne dzisiaj, gdzie każdy co raz bardziej jest 100% przekonany tylko do swoich poglądów bez otwierania się na innych, a tak na prawdę po długiej i bolesnej "samoanalizie" może się okazać, że nic z naszych poglądów nie jest nasze, a jedynie zaszczepione w nas przez różne doświadczenia czy relacje. Czytając ją myślałem własnie, że opinie będą bardzo podzielone, albo 10 albo 1, ja starałem się być jak najbardziej obiektywnym nawet jeśli lektura mnnie trochę wymęczyła w złym sensie tego słowa znaczeniu, to jednak ze względu na powyższe argumenty myślę, że warta przeczytania, nawet fragmentami. Końcowo powiem, że wg. mnie książka nie jest aż tak pesymistyczna jakby się zdawało na pierwszy rzut oka, w wielu momentach, sczególnie opisach natury widać ukochanie życia takiego jakim jest, na swój może lekko "czarny" sposób, ale jednak odczytywałem te fragmenty jako coś pozytywnego! :)
KubeK - awatar KubeK
ocenił na73 miesiące temu
Śmierć w Wenecji. Nowele Thomas Mann
Śmierć w Wenecji. Nowele
Thomas Mann
Długo szukałam tego opowiadania Thomasa Manna. Przyciągał mnie tytuł, a jednak spotkało mnie lekkie rozczarowanie, bo jakoś tym razem nie umiałam zachwycić się prozą tego wspaniałego pisarza. Jego „Czarodziejska góra” czy „Buddenbrokowie” są dla mnie niezapomniane. Może zaskoczenie tematem spowodowało, że jakoś mnie to nie porwało. Moralnie nic mnie nie uwierało, chociaż fascynacja starszego pana na punkcie młodego chłopca przechodząca w obsesję mogłaby wydawać się niesmaczna. Ale od czego w końcu jest literatura? W teorii może opisać i przeanalizować wszystko to, co zakazane lub moralnie niepoprawne w rzeczywistości. Napisane na początku XX wieku musiało być nowatorskie i odważne. Stary Gustaw jak stara wenecka kurtyzana tęskni za młodością i świeżością, ale jego czas już minął. Obawia się choroby i śmierci, ucieka przed nią, jak ćma leci do ognia, tak on lgnie do młodości, ale w tej pogoni z góry skazany jest na porażkę. Stary i samotny przegrywa nierówną walkę. W ogólnym wydźwięku smutna i fatalistyczna, pełna tęsknoty za pięknem i niewinnością. Homoseksualny aspekt nie jest tu tematem przewodnim, ale sposobem na pokazanie tej nostalgicznej tęsknoty. Zawiera w sobie sporo symbolik, ale przesłuchanie audiobooka nie pomogło w uważnym rozpoznaniu tych znaczeń. Jak dla mnie pokazuje tylko jedną z twarzy Wenecji – fascynującą, ale zarazem niepokojącą, wręcz nieprzyjazną i groźną. Chyba wrócę do tego opowiadania jeszcze raz za jakiś czas.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na69 dni temu
Fałszerze André Gide
Fałszerze
André Gide
O tym jak nie ulegać społecznym oczekiwaniom. Po raz pierwszy czytałam tę książkę kilkanaście lat temu i z tej pierwszej lektury zapamiętałam tylko scenę trucia się gazem i takie niewyraźne wrażenie, że to było coś innego niż wszystko co dotychczas czytałam, i że mi się bardzo podobało. Tym razem podobało mi się nieco mniej. Jest to książka bardzo wielowątkowa, a przy tym napisana tak jakoś osobliwie. Trudno wyodrębnić tu jakiś główny temat, tak jakby to była książka dosłownie o wszystkim. Jest tu i niewierność małżeńska, nieślubne dzieci, zakazana miłość, dzieci schodzące na złą drogę, uleganie złym wpływom, próby odnalezienia własnej drogi życiowej, dużo rozważań na temat twórczości i samobójstwa, i pewnie pominęłam jeszcze ze dwa tuziny tematów. Trudno też wskazać głównych bohaterów, bo po pierwsze - jest ich mnóstwo, a po drugie - niejednokrotnie ci, którzy wydają się ważni schodzą na dalszy plan, a ci dalszoplanowi zaczynają grać pierwsze skrzypce. W przypadku niemal każdej postaci widzimy tylko jakiś drobny wycinek ich drogi, wiele wątków pozostaje urwanych, bez zamknięcia. Trudno też stwierdzić, kto jest tytułowym "fałszerzem" - przez całą książkę przewija się wątek fałszowania pieniędzy, ale tak naprawdę niemal każda postać jest tu "fałszerzem", kogoś oszukuje, przed kimś udaje. W szczególny sposób rozczulił mnie wątek homoseksualnej miłości, ale nie dlatego że był jakoś szczególnie poruszający, ale przez to że przy pierwszej lekturze mi kompletnie umknął, nie budząc żadnych podejrzeń. Co prawda jest to napisane dość aluzyjnie i enigmatycznie, niemniej wystarczająco jasno, żeby zrozumieć, o co chodzi. A jednak dwudziestoletnim szczawiem będąc, nie załapałam niczego. Ewidentnie byłam kiedyś niewinna jak, z przeproszeniem, nieobsrana łąka, a potem się tak strasznie zepsułam.
niedź - awatar niedź
ocenił na77 miesięcy temu
Locus Solus Raymond Roussel
Locus Solus
Raymond Roussel
1.)Jak czytać ten przekład? 2.)Po co czytać przekład tej książki ? 3.)Dla kogo jest ten przekład ? To subiektywne wrażenia laika, jakby tam to kogoś interesowało, kto jeszcze nie czytał Locus Solus. Wrażenia osoby nie zaznajomionej należycie z życiem Raymonda Roussela, jego twórczością i przede wszystkim metodą pisarską oraz ideą jakiej ta metoda miała służyć i co z tego wynika. Subiektywne wrażenia na temat tego co właściwie czytamy... Więc: 1.) Jak to czytać ? Przeczytać najpierw wstęp Cezarego Rowińskiego w starszych wydaniach lub posłowie w nowszych. Prawdopodobnie posłowie w nowszych wydaniach jest wstępem w starszych. Jeśli nie słowo w słowo to i tak wszystkie najważniejsze informacje tam są. Po bardzo ogólnym zapoznaniu się z poglądem pisarza na temat tego jak chce on widzieć swą literaturę oraz z metodami jakie stosował podczas pisania, które z tych poglądów wynikały, nie będziemy się dziwić niczemu w tej książce (niektórzy ponoć się dziwią...) - ani skomplikowanym opisom urządzeń ani fantastycznym i przedziwnym historiom mnóstwa bohaterów- temu, że są na kartach tej opowieści. Wszystkie one jednak nas zadziwią, to pewne. Mamy też w sieci tekst https://dspace.uni.lodz.pl/bitstream/handle/11089/34192/Raymond_Roussel.pdf?sequence=1&isAllowed=y Jest dodatkowo książka Bogdana Banasiaka ,,Słońce ekstazy, noc melancholii" na temat Roussela. Gdzieżby tam jednak mając w ręku po raz pierwszy Locus chciałoby mi się czytać Banasiaka, wszystkiego przecież człowiek i tak nie wyczyta......Teraz, po lekturze już mi się chce. 2.) Po co czytać ten przekład ? - dla mnóstwa przedziwnych i cudownych opowieści z bliższych lub odleglejszych czasów, które pochłoną nas zapewne całkowicie. Opowieści będących częścią każdej z historii, dla których to historii, składających się z dwóch ,,części" opisy urządzeń i instalacji są wstępem, a których to urządzeń szczegółowy opis może czasem nużyć nieco swą drobiazgowością. Bezwzględne jednak poznanie technicznych detali w szczegółach, nie jest jednak warunkiem świetnej zabawy dla polskiego czytelnika. Gdy zmęczony pracą wyobrazni umysł ma dość, można spokojnie sobie pofolgować przy niektórych technicznych detalach i odpuścić drobiazgowe wizualizacje... Dlaczego urządzeń technicznych i instalacji? Bo prawdopodobnie tak autorowi wychodziło podczas rygorystycznego stosowania jego metody pisarskiej. Tu jednak nie ma bezładnej pisaniny plączącej się przypadkowo to tu, to tam - w najmniejszym nawet stopniu. Dlaczego przedziwnych urządzeń i instalacji? Bo prawdopodobnie technika, mechanika, prawidłowości fizyczne, mechaniczne były tym co pasjonowało go dogłębnie i postanowił by były one tu każdorazowo bramą do tego co wydarza się potem. A wszystko co tam istnieje i co się wydarza wynika ponoć z przedziwnej ale całkowicie sprecyzowanej mechaniki metody jego pisania. Jak pisze we wstępie Cezary Rowiński - metody, która ,, nie ma stanowić o formalnej strukturze utworu, lecz ma jedynie wyzwalać, porządkować inspirację twórczą pisarza; ma ona za zadanie w sposób systematyczny wprowadzić przypadek w obręb twórczości literackiej, opanować go i ograniczyć twórczość wyłącznie do sfery języka. Studiując ten pobieżny opis metody pisarskiej autora Locus Solus można odnieść wrażenie, że cała ta metoda jest jakąś potwornie skomplikowaną łamigłówką językową, niegodną jednak miana twórczości literackiej. Tak by było w istocie, gdyby u Raymonda Roussela metoda ta nie była wyrazem pewnej filozofii języka, nowego sposobu widzenia świata i rozumienia funkcji dzieła literackiego......" A o technikaliach tejże metody możemy oczywiście poczytać sobie we wstępie do książki oraz w w.w. materiale z sieci. Zatem cóż zostaje dla nas z tego ,,pańskiego stołu" francuskiego oryginału, który niestety efekt zamierzony przez Roussela jest ponoć w stanie wywołać w pełni tylko u francuskojęzycznych czytelników...jeśli nie jedynie u Francuzów...? Cóż zostaje dla polskiego czytelnika- jeśli motorem, napędzającym raz po raz całą tę machinę fabularną i punktem wyjścia do snucia wciąż od nowa precyzyjnych fantasmagorii, są ,,wyjściowe" nie tłumaczalne w pełni, francuskie homonimy, i konstrukcje z nich czynione, w dodatku niewidoczne w tekście, których echa ponoć klekoczą w projekcji każdej historii z niewidocznych tylnych rzędów...? Co dla polskojęzycznego nie-Francuza z tego zostaje ? Polskiemu czytelnikowi zostaje min. efekt w postaci nieprawdopodobnie płodnej przestrzeni wydarzeń w której, czytając tekst, osadza się nasza wyobraznia, i jest to naprawdę zajmująca przygoda- oddać się temu bez uprzedzeń. Poczytawszy parę zdań o tej technice pisania, pomyślałem od razu- jak niesamowitą formę słowną musi mieć oryginał powieści i co za tym idzie, niemożliwy do przetłumaczenia tak, by pojąć całą pracę pisarza...tu jednak autor wstępu studzi żal wynikający z nieznajomości języka francuskiego - ponoć zamysłem Roussela była ,,niedostrzegalność" używania tej metody w pisaniu tegoż tekstu po francusku i polscy czytelnicy mają nie być wiele poszkodowani na skutek niemożliwości obcowania z fikołkami znaczeniowymi używanych słów i zdań będących motorem napędzającym poszczególne opowieści...bo ich w tekście nie ma ! Autor ich potrzebował a czytelnik nie, ba...czytelnik nie powinien nic o nich i w ogóle o ich istnieniu wiedzieć - bo to popsuje mu całą zabawę... Nie ma więc w oryginalnej wersji dla czytelnika tych homonimów. Są jedynie cienie ich znaczeń pod postacią fabularnych szczegółów, zasnuwające ponoć obszarem swego zasięgu każdą z opowieści dalece, dalece. Tak dalece, że podobno francuskiego czytelnika ma przeszywać dreszcz psychicznej jakiejś emocji czy czego tam..., na skutek wyczuwalnej a trudnej do zdefiniowania, niewidocznej struktury, która sprawia że wszystko tam jest na miejscu i wręcz niezbędne w tych opowieściach... Więc mamy tu przekład Anny Wolickiej, która tłumaczy z ichniego na nasz coś co się całościowo nie da tłumaczyć. Coś co nie da się przetłumaczyć strukturalnie, z zachowaniem efektu ukrytej, tajemniczej celowości i kompletności wszystkiego co się tam znajduje, z w.w. oczywistego powodu. Mamy tu coś co da się przetłumaczyć jedynie stylistycznie. Jesteśmy pozbawieni najsmaczniejszej części tego tortu, cóż więc nam pozostaje? Pozostaje nam cudownie obłędna opowieść. Użytkowniczka serwisu - Zember- pisze, że - ,,Zawiodłam się. Tragiczny przekład, nie da się tego czytać (między innymi dlatego, że Locus solus zwyczajnie nie da się przetłumaczyć) Niestety francuskiego nie znam, dlatego daję mu szansę i wierzę, że oryginał jest powalający." Może mam minimalne oczekiwania - mi się dało to czytać... Mi się dało tym zachwycić jeszcze na dodatek... Pytanie, jak pani owa ocenia przekład skoro nie zna francuskiego...? Odpowiedz pojawia się po chwili - no przecież wzięła i przewertowała jakieś kompetentne zródła. No i dobrze. A ja jeszcze udałem się dodatkowo po lekturze na półdzienną randkę z robotem AI, który kłamie ciągle i przeokropnie ( nie chcesz płacić to masz pomyje...) Rozmowa z botem na temat języka oryginału w swej strukturalnej formie oraz poproszenie go by napisał nam scenę według metody Roussela z wykorzystaniem polskich homonimów - to następna część zajmującej zabawy dla tych, którzy kończąc lekturę będą mieli jeszcze niedosyt po kontakcie z pięknie przedziwną treścią książki. Niedosyt wynikający z braku kontaktu z tajemnicą, która podobno, gdzieś tam pomrukuje w dalekim tle... Robot bez problemu Wam napisze taki napędzany niewidocznymi polskimi homonimami tekścik i może być to przydatne w wyobrażeniu sobie jak może się czuć Francuz czytający Locus Solus. Tylko jak robota poprosicie by Wam napisał to mu powiedzcie, żeby Wam od razu nie mówił jakiego homonimu polskiego użył...Dobrze też jest go pouczyć w szczegółach, jaką metodą pisał Roussel bo ten stek algorytmów sobie wykombinował, że do rozpoczęcia każdej historii służył jeden homonim np. Polecam zabawę. Jeśli jednak nie zgłosicie odpowiednio okrojonego życzenia to dostaniecie ładnie brzmiącą abstrakcję ale z mnóstwem ,,deseczek", sprężynek, wałeczków, zapadek, śrubek, beleczek...jednym słowem prosić : panie! Pisz pan polską lokusową rousseladę z polskich homonimów ale dejże pan spokój z nadmiarem techniki ! Tak sobie myślę, że bez względu na to co się da przetłumaczyć skutecznie a czego nie - to i tak czytelnik dostaje koniec końców przekład pisany przepięknym językiem, co jest następnym plusem. Po co czytać ten przekład ?- dla pięknego języka, którym pisze Anna Wolicka. Polski Locus Solus to również min. przepiękny, miejscami staroświecki w klimacie język przekładu. Ten przekład jest po prostu ślicznie napisany. Mamy tam dla przykładu, wielgachny ubijak, taką ,,babę", przemieszczający się w powietrzu od czasu do czasu, precyzyjnie, to tu to tam, nad określoną powierzchnią. Więc obserwujemy sobie ten ,,koczowniczy" aparat, [,,...Trzeba było, aby koczowniczy aparat mógł na swych przystankach w różnych strefach przyszłego dzieła zachować doskonale pionową postawę..."] niestrudzenie pracujący w swych ,,pielgrzymkach" i przemieszczający się nad powierzchnią ziemi by wykonywać ,,tytaniczną pracę" : dzieło stworzenia mozaiki - wykonując ,,pracochłonny siew" - czego?- to się dowiecie z książki... Aparat, opracowanie pracy którego wymagało ,,iście zastraszających obliczeń" miał być ukończony ,,szarówką dziesiątego dnia.." a kiedy już pracował niestrudzenie, jego ,, kursy następowały nieraz dość szybko jeden po drugim wskutek nieustających harców wiatru..." ... a soczewka umieszczona w aparacie i wprawiająca swym działaniem ,,babę" w ruch- ,,...soczewka nie musiała trudzić się długo, by unieść wędrowną machinę, które pofrunęła z gracją...." Takie tam mamy opisy pracy urządzeń ubrane co jakiś czas w podobne określenia i sformułowania. Technikalia są wstępem do różnych opowieści z przeszłości a w nich to dopiero się dzieje....opowieści dajmy na ten przykład o ,,siłaczu Vyrlasie hamującym rozpęd potężnego ptaka, który w wyniku zbrodniczej tresury próbuje udusić Aleksandra Wielkiego" czy o ,,Gilbercie na ruinach Baalbeku potrząsającym słynnym nieparzystym sistrum wielkiego poety Missira" czy też o karle Pizzighinim, ,,który schowanym w łóżku nożem robi sobie ukradkiem na ciele kilka nacięć, aby obfitszym się wydał jego doroczny krwawy pot, którego pojawienia wypatruje trzech obserwatorów..." Kto nie czytał, tego uprasza się o niespodziewanie się niechcianych nonsensów bo ich nie będzie, wszystko tam będzie spójne i celowe. Nawet wskrzeszanie zmarłych...spójne i celowe w szczegółach poszczególnych opowieści. Posilając się jedynie okruchami z wykwintnego francuskiego obiadu- nie dojdziemy jednak do tego dlaczego akurat takie są historie a nie inne, zarówno w pierwszej i drugiej części każdego z opowiadań. I w tym miejscu potencjalnie jest pole do pohukiwań, że nonsens, czy co tam..., co niektóre osoby podnoszą głośniej lub ciszej... Po co czytać ten przekład? - również dla szczegółowych opisów nieprawdopodobnych instalacji, konstrukcji, urządzeń, które to opisy machin oraz niecodziennych scen odbywających się w ich wnętrzach czy w ich otoczeniu mogą stać się przepysznym materiałem twórczym dla osób kochających posługiwać się węglem, ołówkiem czy farbami. To co jest przedstawione w książce czeka na ilustratorów, kto zaś z rozkoszą spędza czas nad szkicownikiem czy płótnem- być może mógłby tu znalezć żyzną glebę dla swych zamiłowań. Po lekturze pojawiają się dwa żale: Pierwszy to- co to to się stało, że za ilustrowanie tych niesamowitych urządzeń nie zabrał się Daniel Mróz, ilustrator dzieł min. Lema albo inny znakomity grafik? To strata dla polskiego ilustratorstwa fantastycznego, grafiki i w ogóle plastyki. Drugi zaś- że nie ma zapisów jakichś starych rozmów z Anną Wolicką, przynajmniej na YT a w pisanej sieci też na wierzchu nie bardzo coś widać...Gdzie jest ta pani ? Obawiam się, że w zaświatach. Ciekawe byłoby posłuchać jej wrażeń tłumaczych... 3.) Dla kogo jest ten przekład ? Dla osób pragnących niespiesznie odkrywać opisywaną tam raz za razem, stale niespodziewaną, zaskakującą i magiczną rzeczywistość i dla tych którym miły jest przepiękny język. Zarówno jedno jak i drugie na najwyższym poziomie. Po około pięćdziesiątej stronie, nie mogąc się oderwać od tekstu stwierdzicie być może-acha! okej! to już wiem, że do końca tej książki będzie tak samo......i ta świadomość w najmniejszym stopniu nie uczyni następnych i następnych kart Locus Solus mniej atrakcyjnymi. A dalej będzie jednak inaczej bo głębiej i głębiej... Historie opisane w książce to około 300 stron tekstu. Po przeczytaniu ich może pojawić się myśl, że mogłoby być tych stron nie 300 a 3 tysiące i można by, mając ochotę na niesamowitości, od czasu do czasu podróżować przez te niecodzienne sytuacje krótszymi lub dłuższymi odcinkami... Dla kogo jest ten przekład? Dla tych którzy otwarci są na nowatorską formę tekstu choć napisane to zostało 110 lat temu. Po przygodzie z Locus Solus ma się przemożną ochotę na lekturę Literatury na świecie nr. 9-10 2007 w całości poświęconej temu twórcy - tylko gdzie to znalezć? Kto to ma?
olo olowy - awatar olo olowy
ocenił na102 miesiące temu
Człowiek bez właściwości. Tom 1 Robert Musil
Człowiek bez właściwości. Tom 1
Robert Musil
Bardzo spodobał mi się styl Musila, jako że uwielbiam esejowo-filozoficzną formę, a jak jeszcze połączona jest z bohaterami, ich przeżyciami i rozmyślaniami to nie mogę o nic więcej prosić. Czasami przytłaczające i przynudzające, jednak w większości tak pięknie literacko napisane, że przymrużałam na to oko, dałam się pochłonąć i się nie zawiodłam. Dostajemy świat pełen ciekawych osobowości i ich idei, tych którzy dopiero je znajdują, którzy je tracą i którzy żyją już w ich cieniu, od wielkiej akcji patriotycznej i wielkich ambicji po osobiste przyjaźnie, miłości i rodzinne troski. Czułam, że każdy bohater naprawdę żyję, czyli przede wszystkim myśli i przeżywa swoją rzeczywistość, przy tym autorefleksje i filozoficzne rozmyślania autora wdzierają się przy każdej osobie, jako autonomiczne akapity, ale i wrośnięte w myśli bohaterów. A obok tych wszystkich wyrazistych osobistości stoi Urlich, człowiek bez właściwości, który zdaje się stać nieruchomo w obliczu napierających na niego idei, jakby zmęczony już szukaniem swoich własnych i znajduję się w punkcie, w którym dla innych zdaje się nie żyć i nie być człowiekiem, bo do niczego nie dąży i nie działa, i tak pogrąża się w przeróżnych refleksjach i przemyśleniach, a my możemy śledzić je razem z jego losem i ludźmi, których spotyka. Ciężko zrecenzować mi każdy aspekt tej książki, o każdym bohaterze można by dużo powiedzieć, tak samo o rzeczywistości w której żyją, jak i o bogatym stylu literackim, ale dlatego jeszcze bardziej polecam zagłębić się w tą powieść.
vernilla - awatar vernilla
oceniła na97 miesięcy temu
Wymazywanie. Rozpad Thomas Bernhard
Wymazywanie. Rozpad
Thomas Bernhard
Wszystko, co w tej książce napisano, zostało wielokrotnie powtórzone a ostatecznie uległo wymazaniu. Jednak w mojej pamięci na długo zachowa się nieprzerwanie drążący styl Thomasa Bernharda i jego myślenie porównawcze. Ten austriacki pisarz zapędził się w przerysowywaniu, stworzył niespiesznie rozwijające się widowisko, w którym wręcz groteskowo ukazał fascynację z odrazą. Spojrzał w ziejącą pustkę bytu i odkrył fundamentalne zafałszowanie istnienia. Ostrzegano mnie przed wysokim stopniem trudności jego powieści ale kiedy dostrzegłem w niej niezliczone symbole badawczego umysłu, to odczułem zadowolenie z tego, że razem z nim zajmuję się wyrafinowanym zamazywaniem prawdy. Aż do jej całkowitego rozmycia. Podczas studiowania "Wymazywania" można odczuć wrażenie całkowitego odkształcenia sytuacji. To nadzwyczajny stan psychiczny powiązany z przynależnością do austriackiego Wolfsegg. Zapewne wielu czytelników zgodzi się ze mną co do perwersyjnego charakteru tej miejscowości, ukrytej w umyśle Bernharda i będącej wzorcem przemieszania strachu i nienawiści z politowania godnym zakłamaniem. Będąc w Wolfsegg nie można odwrócić się od przeszłości ani nawet uciec od wymyślonego w jego rytmie świata. Ono nieustannie zadaje pytania, nie daje spokoju, doprowadza sceptycyzm do maksimum. Nie ukrywam, że ta powieść może nieść ze sobą dla czytelnika ogromne obciążenie ale stanowi też wspaniałe ćwiczenie intelektualne, zdecydowanie lepsze, niż inne przeczytane przeze mnie książki Bernharda. Powtarzanie tych samych wypowiadanych przez autora "Wymazywania" słów sprawiało mi przyjemność a analizowanie tonu jego wypowiedzi było jak uczestnictwo w demaskowaniu szarlatanerii. Thomas Bernhard otworzył wszystkie zamknięte na cztery spusty biblioteki i wpuścił wiele świeżego powietrza do krytykowanego oraz zastanego przez niego świata stosunków społecznych. Wyznaczając siebie samego na likwidatora pokazał jak można zmieniać świat, całkowicie go burząc. Dlatego ta relacja jest niczym oskarżenie i pobudzająca do samodzielnego myślenia proza. Czytając "Wymazywanie" można pomyśleć, że uczestniczy się w jednym wielkim szyderstwie dla którego głównym tematem jest wzgardzanie umysłem. Nic bardziej mylnego, u Bernharda umysł jest potęgą a wielokrotne rekapitulacje tylko mnie o tym bardziej przekonały. Pierwsza połowa tej powieści stanowi pieczołowicie odgrywaną próbę tragedii. Za to niezwykle przeciągana w czasie druga część, dla wnikliwego obserwatora stanie się rozliczeniem wykonanego przez pisarza zadania. Być może Thomas Bernhard ostatecznie się od syndromu Wolfsegg uwolnił, jednak dla mnie zostanie ono na zawsze groteskowym ale autentycznym synonimem odkręcania zafałszowań i tępienia ciasnoty umysłowej horyzontów. "Wymazywanie" niezwykle skutecznie uczy jak myśleć i posługiwać się wyobraźnią. Piętnuje przy tym brak dobrego smaku i zaściankowość. Rozmach skazania na zagładę wszystkiego, co jest rozumiane przez strefę największej nieznośności wydaje się imponujący. Bernhard do perfekcji opanował obserwację sztuczności i z pesymizmem opisuje rzeczywisty świat. Posiadł sztukę, która objawia się w utrzymaniu wewnętrznej niezależności przy jednoczesnym przedstawieniu przygnębiającego krajobrazu życia społeczno-politycznego. Dzięki niemu poznałem wiele zniekształceń, które finalnie okazały się prawdą.
czytający - awatar czytający
ocenił na103 miesiące temu
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street Herman Melville
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street
Herman Melville
Bartleby kopiuje dokumenty. Poproszony jednak o cokolwiek innego, jak wyjście na pocztę, sczytanie kopii, opuszczenie biura, uparcie odpowiada: "I would prefer not to". Nie mówi "tak" ani "nie", nie wyraża chęci ani niechęci, nie zgadza się ani nie odmawia, nie odrzuca ani nie przyjmuje. Wybiera stan zawieszenia - najbardziej kreatywną postawę z możliwych, bo potencjalnie dopuszczającą każde rozwiązanie. Być może to dlatego Bartleby rezygnuje wreszcie nawet z kopiowania, bo jego "I would prefer not to" paradoksalnie kieruje go ku stwarzaniu, a nie odtwarzaniu. Wcześniej Bartleby pracował w Biurze Martwych Listów, czyli takich, które nie sposób było dostarczyć do adresatów. To w nich zawiera się to, co mogłoby się wydarzyć w przeszłości, ale się nie wydarzyło. Tak jak w formule "I would prefer not to" zawiera się wszechpotencja czasu teraźniejszego. Większość ludzi nie rozumie Bartleby'ego. To go zwolnią z pracy, to są poirytowani jego uporem w przyjętej postawie, to chcą go wyrzucić z budynku czy wtrącić do więzienia. Przeciwstawianie się schematom jest nieznośne dla otoczenia. Bartleby dużo patrzy się w okno na mur położonego naprzeciw kancelarii budynku. Może sprawiać wrażenie człowieka uwięzionego - ograniczonego jakimiś trudnymi życiowymi doświadczeniami, zrezygnowanego. Może jednak owo "I would prefer not to" jest najwyższym wyrazem wewnętrznej wolności? Mnie do lektury "Kopisty Bartleby'ego" zachęcił Byung-Chul Han. Was zachęcam ja. Sięgnijcie po to konkretne wydanie opatrzone bardzo ciekawymi komentarzami Deleuze'a i Agambena. Pierwszy odnosi się do wielu tekstów Mellville'a, więc zainteresuje osoby zaznajomione z jego twórczością. Drugi - jest zorientowany bardziej na logiczno-ontologiczny wymiar tego konkretnie opowiadania. Dla mnie miodzio. No i pogapcie się trochę w ścianę, powiedziawszy: "Wolałbym, wolałabym nie". To się może okazać bardzo twórcze.
anodder_chapter - awatar anodder_chapter
ocenił na104 miesiące temu

Cytaty z książki Malte. Zapiski Maltego Lauridsa Brigge

Więcej
Rainer Maria Rilke Malte: Pamiętniki Malte-Lauridsa Bridgge Zobacz więcej
Rainer Maria Rilke Malte: Pamiętniki Malte-Lauridsa Bridgge Zobacz więcej
Rainer Maria Rilke Zapiski Maltego Lauridsa Brigge Zobacz więcej
Więcej