Na skraju wielkiego lasu

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Hard by a Great Forest
- Data wydania:
- 2025-10-22
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-10-22
- Liczba stron:
- 384
- Czas czytania
- 6 godz. 24 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368549089
- Tłumacz:
- Ewa Borówka
Saba ma zaledwie kilka lat, gdy wraz ze starszym bratem i ojcem ucieka z postsowieckiej Gruzji do Anglii. Dwadzieścia lat później wszyscy trzej wciąż zmagają się z demonami przeszłości – wspomnieniami ludzi i miejsc, które musieli porzucić.
Kiedy ojciec, poruszony tęsknotą za zmarłą żoną i coraz bardziej rozpadającą się ojczyzną, decyduje się do niej wrócić, synowie z niepokojem czekają na wieści – słuch jednak po nim ginie. Pozostawia po sobie tylko jedną wiadomość: „Zostawiłem tropy nie do usunięcia. Nie idźcie nimi”.
Saba ignoruje tę przestrogę i wyrusza w podróż tropem ojca, zanurzając się w przeszłość, której nie zdążył poznać – w historię pełną pęknięć, bólu i niespełnionych nadziei.
Ta opowieść o utracie i odnajdywaniu, okrucieństwie i czułości staje się nie tylko kroniką rodzinnej traumy, lecz także hołdem dla niezłomnego ducha ludzi, którzy mimo wszystko pragną pamiętać – i ocalić – to, co zostało zapomniane.
Kup Na skraju wielkiego lasu w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Na skraju wielkiego lasu
Poznaj innych czytelników
231 użytkowników ma tytuł Na skraju wielkiego lasu na półkach głównych- Chcę przeczytać 189
- Przeczytane 39
- Teraz czytam 3
- Posiadam 12
- Chcę w prezencie 4
- 2025 4
- 2026 3
- 063 1
- Historia 1
- 084 1



























OPINIE i DYSKUSJE o książce Na skraju wielkiego lasu
Pierwsze, co przychodzi mi do głowy myśląc o tej pozycji to to, że lektura mi się dłużyła. Z jednej strony poruszona została ważna tematyka wojny, o której słyszało się niewiele z racji dalszej geografii. Z drugiej strony w pozycji tej niby cały czas się coś (zazwyczaj mniejszego niż większego) dzieje, jednak często mało z tego wynikało. Całość jest w dużej mierze retrospekcją i refleksją głównego bohatera. Mam bardzo mieszane uczucia, bo mam poczucie, że w książce tej drzemie potencjał, który nie został należycie wyeksponowany.
Pierwsze, co przychodzi mi do głowy myśląc o tej pozycji to to, że lektura mi się dłużyła. Z jednej strony poruszona została ważna tematyka wojny, o której słyszało się niewiele z racji dalszej geografii. Z drugiej strony w pozycji tej niby cały czas się coś (zazwyczaj mniejszego niż większego) dzieje, jednak często mało z tego wynikało. Całość jest w dużej mierze...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Mówią, że do domu nie da się wrócić. A jeśli właśnie się da? Jeśli wręcz się powinno? A co, jeżeli niezależnie od tego, co się zrobi ze swoim życiem, w końcu tak czy inaczej zakończy się tę podróż w miejscu, którego nie chciało się opuścić?”
Nie zawsze robimy to, co byśmy chcieli. Jeśli konieczność zmusza nas do opuszczenia swojego domu, podwórka, dzielnicy, gdzie znamy każdy kąt, miasta i w końcu ojczyzny, robimy to. Zostawiamy za sobą wszystko, co drogie, bliskich, oswojony świat, zapachy i dźwięki, które uszy od razu rozpoznają, wszystkie dobre i złe wspomnienia, niedokończone sprawy i niespłacone długi wdzięczności. Historia jednak lubi zatoczyć krąg, jeśli nie wierzycie, pora na poznanie bohaterów „Na skraju wielkiego lasu”, Irakliego i jego dwóch synów, Sandra i Sabę, którzy z dnia na dzień zostają uchodźcami, w dodatku bez żony i matki, gdyż nie wystarczyło pieniędzy by opłacić jej ucieczkę.
Gruzini w Wielkiej Brytanii. Z dala od kaukaskich szczytów, wina co roku dojrzewającego w zapieczętowanym kwewri, bez słońca i śpiewnej melodii języka…Gdy Związek Radziecki nie tylko słania się, ale rozpada w hukiem na części, siejąc dookoła odłamkami, które rykoszetując zbierają potężne, krwawe żniwo rewolucji, Gruzji obrywa się mocno. Szarpana od środka brutalną wojną domową chwieje się i słabnie, zaś anarchia, strach, obłęd nienawiści uderzają w najsłabszych, zbijając ich z planszy niczym niepotrzebne pionki. Irakli z synami w Londynie, samotna Eka w Tbilisi, tymczasem mijają lata, rok za rokiem. Mężczyźni żyją nadzieją połączenia z Eką, później już tylko wyrzutami sumienia i tęsknotą, te zaś odkładają się, nawarstwiają, rogowacieją i ranią. „Nasz dialekt bezmatkowców nie był wyszukany. Nie wywyższał się i nie miał bogatego słownictwa. Działał na poziomie niższym, głębszym niż same wyrazy ze słownika. Radził sobie tam, gdzie język zawodził”. Wreszcie gnany niepokojem Irakli wraca do Gruzji, by zmierzyć się z widmami przeszłości. Gdy ślad po nim ginie, Sandro rusza tropem ojca, gdy i jego telefon milknie, przychodzi kolej na Sabę. Żaden z chłopców nic sobie nie robi z ostrzeżenia pozostawionego przez ojca: „Zostawiłem tropy nie do usunięcia. Nie idźcie nimi”. Kiedyś, dawno, w innym życiu matka powtarzała im, że każdej bajki, nawet najstraszniejszej, trzeba wysłuchać do końca.
O czym tak naprawdę jest opowieść Leo Vardiashviliego? O kraju i o ludziach, o przeznaczeniu, którego nie sposób zwieść ani ucieczką, ani kryjówką, ani też ukorzeniem się za swoje zaniedbania. To fatum, kismet, które jest cierpliwe, potrafi czekać naprawdę długo. Wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że książka jest debiutem, charakteryzuje się ona bowiem wyjątkową dojrzałością nie tylko języka, który wybrzmiewa tutaj w tak wielu zniuansowaniach, na różnych piętrach złożoności, ale i kunsztem narracji, rozpisującej temat, wydawałoby się już tak ograny i powielany, jak uchodźstwo i wojna, na zaskakujących, bardzo zindywidualizowanych, jednocześnie egzystencjalnie jednak wspólnych płaszczyznach, przydających wojnie, tej najeźdźczej i tej bratobójczej, domowej, uniwersalnego rysu nieuchronności i powtarzalności. Ten rodzaj determinizmu zdaje się być z góry narzucony, człowiek zaś poddaje mu się niczym prawom fizyki, co sytuuje go raczej bliżej fatalizmu z greckiej tragedii, kiedy to każdy krok, mający odwrócić złą passę, tylko bardziej ją przybliża.
Stworzyć taki klimat, który przesącza się przez czytelnika niepokojem, trudnym do stłumienia dreszczem, panicznym nasłuchiwaniem, czy wrzeciono, na którym Mojry przędą nić życia nadal się kręci w równym tempie, to sztuka nie lada. Autorowi udało się coś jeszcze bardziej brawurowego – wplecenie w ten krąg śmierci elementów wisielczego humoru oraz akcji rodem z sensacyjnego thrillera. Rysuje się przed nami „gruzińska metoda radzenia sobie z przeciwnościami – głośnym, siarczystym „jebał was pies”. Zbyt wiele przeżyliśmy trudów, żeby dać się zastraszyć. Wiemy, że życie jest ważniejsze od przetrwania”. To ludzie żylaści, twardzi, nie do zdarcia. Przetrwają głód, mróz i tortury, jeśli mają przed sobą cel. Złamać może ich tylko utrata nadziei. Idą więc bez ustanku, kryją się przed ostrzałem, nocują w leśnych parowach, pokonują górskie, niedostępne przełęcze, bo gdzieś tam, przed nimi jest DOM.
„Chodziłem po tym domu i czułem w pokojach słabą woń kulek na mole, przesuwałem palcami po szepczących zasłonach, obserwowałem cienie dębowych liści tańczących na ścianie mojej sypialni”. Wtedy to było we śnie, noc w noc, spacer od pokoju do pokoju, od ściany do ściany, ale gdy jest się w rzeczywistości coraz bliżej ulicy dzieciństwa, stąpa po wyrwach w chodniku, tych samych, co przed laty, przychodzi lęk, bo przecież „czas płynie. Zostały już tylko duchy, stęchłe powietrze i kurz na meblach”, o ile dom w ogóle jeszcze stoi. Duchy zaś towarzyszą naszym bohaterom na każdym kroku. Można pozostawić za sobą przedmioty, krajobrazy, jednak ludzi zabiera się w sercu, tam też znajdują schronienie i żyją mimo wszystko, wbrew prawom natury i zdrowemu rozsądkowi, na przekór im. Póki nie rozliczymy się z przeszłością, póki nie zrobimy uczciwego rachunku sumienia, by nasze błędy zostały nam wybaczone, i byśmy sami sobie zdołali je wybaczyć, duchy z nami zostaną, komentując rzeczywistość i wtrącając się, wpływając na nasze wybory, niczym zamienione w kamienie u szyi wyrzuty sumienia. „Z tego świata nie da się wyjść”, a przynajmniej nie będzie to łatwe.
Bohaterowie powieści są zarazem silni i słabi, stają wobec alternatyw, z których każda jest pułapką, a gdy już ich wciągnie, nie puści, póki się nie wykrwawią. Jest w nich jednak jasna iskra – poświęcenie. Jeśli już powezmą plan, nie ustąpią. Każdy z nich coś zgubił, bez czego została go ledwie połowa, albo i mniej. Zmuszony jest więc wędrować w poszukiwaniu pełni, nawet gdyby miało go to zabić. Jest jeszcze lojalność, czysta, przedwieczna, niemal święta. Wyczuwasz ją u przypadkowo spotkanych ludzi, stają się twoimi towarzyszami w drodze, bo coś im mówi, że tak trzeba, bo woda u stóp kaukaskiego monolitu jest czerwona, bo „mówią, że do tej rzeki krwawią góry” krwią gruzińską, osetyńską, abchaską. Po każdej z tych nacji pozostały jakieś spalone domy i straumatyzowane sieroty. Wsie gruzińskie, osetyńskie, abchaskie… na pytanie „Ale w czym tkwi różnica?” wybrzmiewa prosta odpowiedź: „Wyłącznie w nazwie”.
„Tbilisi to miasto, które najeżdżano, zrównywano z ziemią i wznoszono na nowo ponad trzydzieści razy. Na przestrzeni wieków nieobliczalni władcy wszelkiej maści mocarstw – imperium osmańskiego, Cesarstwa Bizantyjskiego, Związku Radzieckiego – robili z miastem, co chcieli”. Teraz także przetoczyła się tam fala okrucieństwa w wyścigu po zwycięstwo. Jego piękno, zabytkowe stiuki kamieniczek, zielone trawniki skwerów, do niedawna nie mający sobie równych, malowniczy drzewostan ogrodu botanicznego, kręte uliczki Sololaki, pnące się wyżej i wyżej, niemal poziomo pod samo niebo… wszystko to zostało skażone, zbezczeszczone i porzucone. „Chorobliwe, podobne do żylaków rysy infekują ściany. Delikatne balkony krwawią fartuchami rdzy na mury”, po ulicach zaś, między zakrwawionymi, ogryzionymi częściowo ludzkimi szczątkami biegają uwolnione z zoo przez powódź hieny, wilki i lisy, olbrzymi hipopotam toczy się autostradą, a pomiędzy drzewami czai się Artiom – tygrys bengalski. Lecz to nie one najbardziej przerażają. Są jedynie symbolem innego kataklizmu, o wiele straszliwszych bestii, jakimi są ludzie, chłopcy celujący z karabinów do dzieci, jakimi sami niedawno jeszcze byli, mężczyźni, ojcowie, którym ręka nawet nie drgnie na spuście. Ludzie zabijają ludzi. Osetyńcy, Gruzini, Rosjanie, Abchazi – wszyscy oni są ludźmi. Skojarzenia z toczącą się wojną w Ukrainie nasuwają się same, a także z innymi wojnami, które miały miejsce lub ciągle trwają. Ten sam mechanizm, te same lęki i tęsknoty, tak samo silnie przeżywana strata. Naprzeciwko siebie. Przeciwko sobie. W podobnym tonie rozpisał Serhij Żadan swój „Internat” – jako niezrozumiałą, przetaczającą się z łoskotem apokalipsę, zmiatającą ślady dawnego świata, pozostawiając w to miejsce wielką niewiadomą.
Ta historia nie bierze jeńców, porwany nią czytelnik daje się nieść emocjom, chłonąc wszystko rozgorączkowanym wzrokiem. Brak czasu na oddech, to lawina. Jej przesłanie, mimo całego okrucieństwa, jest głęboko humanistyczne, choć w najmniejszym stopniu nie idealizuje ani człowieka, ani jego rękoma zbudowanego świata, który teraz własnoręcznie rujnuje. Mocno angażuje czytelnika nie tylko w jednostkowe losy, ale w całość procesu destrukcji, rozpoczętego w zamierzchłej przeszłości i zdającego się nie mieć końca, odnawiającego się na zasadzie samozapłonu, siejącego zniszczenie nie tylko w elewacjach budynków i pośród idyllicznej niegdyś przyrody, ale przede wszystkim w ludzkich sercach i umysłach, wszczepiając w nie wirusa nienawiści, zemsty, żądzy krwi.
Krople humoru, drwiny, sarkazmu, zręcznie domieszane do tego kielicha goryczy, są antidotum, które pozwala ludziom mimo wszystko dalej żyć, budzić się każdego, równie beznadziejnego ranka. Popite kwaśnym winem lub palącym krtań bimbrem, zmieszane ze łzami i nocnymi koszmarami, zmuszają nogi do posłusznych kroków, oczy do patrzenia na obrazy, które chciałoby się natychmiast odpamiętać. Jednak kto wie, może akurat tuż, za najbliższym zakrętem, natkniemy się na zagubioną, małą dziewczynkę lub inną sytuację, która znowu nada życiu sens.
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
„Mówią, że do domu nie da się wrócić. A jeśli właśnie się da? Jeśli wręcz się powinno? A co, jeżeli niezależnie od tego, co się zrobi ze swoim życiem, w końcu tak czy inaczej zakończy się tę podróż w miejscu, którego nie chciało się opuścić?”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie zawsze robimy to, co byśmy chcieli. Jeśli konieczność zmusza nas do opuszczenia swojego domu, podwórka, dzielnicy, gdzie znamy...
„Na skraju wielkiego lasu” – Leo Vardiashviliego to przejmująca, a zarazem subtelna powieść o powrocie – do kraju, pamięci i rodzinnych ran. Autor śledzi losy gruzińskiej rodziny rozproszonej przez wojnę i emigrację, skupiając się na synu, który wraca do Tbilisi, by odnaleźć zaginionego ojca. To, co mogłoby być prostą fabułą detektywistyczną, Vardiashvili zamienia w gęstą opowieść o traumie, winie i dziedziczonym bólu.
Siłą książki jest język: oszczędny, a jednocześnie poetycki, balansujący między realizmem a baśniowym mitem. Miasto staje się labiryntem pamięci, a przeszłość – żywą siłą, z którą trzeba się skonfrontować. To także książka o tożsamości człowieka rozdartego między językami i krajami, który nigdzie nie czuje się do końca u siebie. Autor z wyczuciem pokazuje, jak emigracja „wypacza” rodzinne relacje i pamięć, a powrót nigdy nie jest powrotem do tego samego miejsca. To debiut dojrzały i poruszający, a książka zostaje w czytelniku długo po lekturze – raczej jako echo niż jednoznaczna odpowiedź.
„Na skraju wielkiego lasu” – Leo Vardiashviliego to przejmująca, a zarazem subtelna powieść o powrocie – do kraju, pamięci i rodzinnych ran. Autor śledzi losy gruzińskiej rodziny rozproszonej przez wojnę i emigrację, skupiając się na synu, który wraca do Tbilisi, by odnaleźć zaginionego ojca. To, co mogłoby być prostą fabułą detektywistyczną, Vardiashvili zamienia w gęstą...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa skraju wielkiego lasu to poruszająca i mądra powieść o pamięci, stracie i poszukiwaniu własnych korzeni. Leo Vardiashvili opowiada historię rodziny rozbitej przez historię i emigrację, ale robi to w sposób spokojny, uważny i bardzo ludzki. To książka, która zostaje w czytelniku na długo po zamknięciu ostatniej strony.
Głównym bohaterem jest Saba, który jako małe dziecko ucieka z postsowieckiej Gruzji do Anglii. Ucieka razem z ojcem i starszym bratem. Jest to ucieczka przed biedą, chaosem i zagrożeniem. Nowe miejsce na ziemi daje im fizyczne bezpieczeństwo, ale nie przynosi spokoju wewnętrznego. Trauma, wspomnienia i poczucie wykorzenienia towarzyszą im przez kolejne lata. Każdy z bohaterów inaczej radzi sobie z przeszłością, ale żaden nie potrafi się od niej naprawdę uwolnić.
Po latach ojciec, rozdarty tęsknotą za krajem, którego już właściwie nie ma, decyduje się wrócić do Gruzji. Ta decyzja staje się początkiem właściwej akcji powieści. Gdy kontakt z nim nagle się urywa, a jedynym śladem pozostaje tajemnicza wiadomość, Saba postanawia wyruszyć jego śladem. W ten sposób rozpoczyna się podróż w sensie fizycznym, ale i podróż w głąb rodzinnej historii i własnej tożsamości.
Jednym z największych atutów książki jest sposób, w jaki autor pokazuje pamięć. Gruzja, do której wraca Saba, nie jest miejscem z pocztówki ani romantycznym wspomnieniem z dzieciństwa. To kraj okrutny, poraniony, pełen duchów przeszłości, które widać na każdym kroku. Miasta, ulice i ludzie niosą ślady wojen, przemocy i niesprawiedliwości. Vardiashvili bardzo sugestywnie pokazuje, że historia nie znika – ona zostaje w murach, w języku, w relacjach między ludźmi.
Język powieści jest pełen emocji. Autor nie używa skomplikowanych metafor, a mimo to potrafi opisać bardzo złożone uczucia: żal po stracie, gniew, bezsilność, ale też czułość i potrzebę bliskości. Dzięki temu książkę czyta się wspaniale. Czytelnik łatwo może wczuć się w sytuację Saby.
Na skraju wielkiego lasu to opowieść o tym, jak trudno jest żyć pomiędzy dwoma światami. Anglia daje bohaterom nowe życie, ale nie zastępuje utraconego domu. Gruzja z kolei jest miejscem bolesnym, pełnym wspomnień, których nie da się cofnąć. Ta podwójna tożsamość, poczucie bycia „pomiędzy”, została w książce pokazana bardzo wiarygodnie.
To nie jest książka akcji, ani lekka lektura na jeden wieczór. Wymaga skupienia i otwartości na trudne tematy. Jednocześnie daje coś bardzo cennego: zrozumienie, że pamięć – nawet bolesna – jest ważna, a konfrontacja z przeszłością może być jedyną drogą do wewnętrznego spokoju.
Na skraju wielkiego lasu to piękna, smutna i potrzebna powieść o rodzinie, emigracji i próbie ocalenia tego, co zostało zapomniane lub wyparte. Polecam ją każdemu, kto lubi literaturę opartą na emocjach i prawdziwych ludzkich doświadczeniach. To książka, która uczy empatii i zostawia po sobie cichy, ale mocny ślad.
https://pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com/
https://www.instagram.com/pasje_fascynacje_ksiazkowe/
Na skraju wielkiego lasu to poruszająca i mądra powieść o pamięci, stracie i poszukiwaniu własnych korzeni. Leo Vardiashvili opowiada historię rodziny rozbitej przez historię i emigrację, ale robi to w sposób spokojny, uważny i bardzo ludzki. To książka, która zostaje w czytelniku na długo po zamknięciu ostatniej strony.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłównym bohaterem jest Saba, który jako małe dziecko...
To jest taka książka, której strony przewraca się z ogromną przyjemnością, a zarazem z żalem patrzy, że jest ich coraz mniej. Blisko 400 stron to stanowczo za mało, chciałoby się, by nigdy nie przyszła ta ostatnia.
Autor opowiada historię niemożliwą w społecznościach, gdzie pełnoletnie dzieci prawie natychmiast "przechodzą na swoje", czyli wyprowadzają się z domu i potem spotykają raz, może dwa razy w roku. Bo wśród Gruzinów najpierw liczą się więzi rodzinne. I nie ma, że to obowiązek pomagać komuś z rodziny. To rzecz zrozumiała sama przez się. tak, jak wymierzanie sprawiedliwości z przewiny wobec rodziny. Nawet wbrew aktualnie obowiązującemu prawu...
Wędrówka Saby przez zrujnowaną przemianami politycznymi i gospodarczymi Gruzję oraz Osetię opisana jest barwnie, klarownie i zarazem żartobliwie, z dużą dozą dystansu do bohaterów. Nie ma tu żadnej fałszywej nuty.
Czyta się więc znakomicie, autor i bohaterowie wciąż nas zaskakują.
To także opowieść o kosztach oderwania od własnej historii, obyczaju, wreszcie ziemi. Koszty są duże, co dotyczy nie tylko Gruzinów, ale wszystkich, którzy to musieli uczynić z jakichkolwiek przyczyn.
To jest taka książka, której strony przewraca się z ogromną przyjemnością, a zarazem z żalem patrzy, że jest ich coraz mniej. Blisko 400 stron to stanowczo za mało, chciałoby się, by nigdy nie przyszła ta ostatnia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor opowiada historię niemożliwą w społecznościach, gdzie pełnoletnie dzieci prawie natychmiast "przechodzą na swoje", czyli wyprowadzają się z domu i potem...
Saba, główny bohater, ma zaledwie kilka lat, gdy wraz ze starszym bratem i ojcem uciekają z postsowieckiej Gruzji do Anglii.
Niestety, traumy z przeszłości powracają.
Przeszłość zawsze pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie i często wraca ze zdwojoną siłą.
Przede wszystkim ojciec, nie potrafi sobie poradzić z nią, targa nim poczucie straty, tęsknota za zmarłą żoną dosłownie rozdziera mu serce. Tym samym postanawia wrócić do Gruzji, a następnie ślad po nim się urywa, zaniepokojeni synowie nie wiedzą co począć i co tak naprawdę stało się z ojcem.
Zostawił tylko jedną jedyną wiadomość: "Zostawiłem tropy nie do usunięcia. Nie idźcie nimi."
Wiadomość, która wywołuje niepokój.
Lecz Saba, pomimo wszystko, wyrusza śladem ojca, ignorując jego przestrogę.
Przed nim głęboka podróż w przeszłość.
"Na skraju wielkiego lasu" to książka, która zabierze Was w bolesną podróż, gdyż przedstawiona historia jest trudna, pełna strat i rozczarowań. Historia, która opowiada o traumie z przeszłości, przeszłości od której mimo wszystko nie łatwo jest uciec, możliwe, że w ogóle takiej opcji nie ma.
Bohaterowie zostali świetnie wykreowani, przed nimi wiele wyborów życiowych, czują się wewnętrznie rozdarci ale i mają nadzieję na odzyskanie tożsamości.
Książka w której fikcja miesza się z rzeczywistością, gdyż mamy tutaj przedstawione tło historyczne tj. wojna, emigracja. Szykujcie się na mocną, wzruszającą, skłaniającą do refleksji powieść, to nie jest książka przy której się zrelaksujecie, co to, to nie. Ta powieść to nie tylko dramat, iskrzy w niej pewna nadzieja.
Zachęcam do lektury!
Saba, główny bohater, ma zaledwie kilka lat, gdy wraz ze starszym bratem i ojcem uciekają z postsowieckiej Gruzji do Anglii.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, traumy z przeszłości powracają.
Przeszłość zawsze pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie i często wraca ze zdwojoną siłą.
Przede wszystkim ojciec, nie potrafi sobie poradzić z nią, targa nim poczucie straty, tęsknota za zmarłą żoną...
„My (Gruzini) nie mamy wina we krwi. Ono jest naszą krwią.”
Szybko chwyciłam za książkę pod wpływem impulsu, intuicyjnego przyciągania i większego niż zazwyczaj zainteresowania treścią. Wiele dzięki tej decyzji zyskałam. Niesamowicie spodobała mi się przygoda czytelnicza, natrafiłam na coś oryginalnego, zdecydowanie wartego poznania, na materiał do głębszego przeżywania. Krwawa i cierpiąca Gruzja nie powinna mieć w sobie aż tyle magnetyzmu, a jednak, Leo Vardiashvili ukazał ją w formie przemawiającej do serca. Kraj na pograniczu Europy i Azji, z dramatyczną wielowiekową historią, wyniszczony siedemdziesięcioletnią sowiecką okupacją, wojną domową (1991-1993),która zburzyła stary porządek, uwikłała w krwawy zbrojny konflikt etniczny z Abchazją i Osetią Południową, zabrała tysiące ofiar, zmusiła do przesiedleń, drastycznie obniżyła standard życia. Brakowało jedzenia, wody, gazu, prądu. Jeszcze tydzień wcześniej żyli normalnie – i nagle stali w kolejkach po chleb i nosili wodę ze studni.
Wraz z kluczową postacią przemieszczałam się po opuszczonych poradzieckich blokowiskach, ulicach naznaczonych strachem i biedą, najstarszej dzielnicy i najstarszym cmentarzu w Tbilisi, a dla kontrastu także po zamożnej części i świadectwach nowoczesności jako punktach na mapie. Zastałam obraz miasta sparaliżowanego przez gwałtowną powódź z czerwca dwa tysiące piętnastego roku, z zalanym ogrodem zoologicznym i licznymi poruszającymi się po stolicy zwierzętami. Podobnie jak główny bohater powieści, poddałam się kilku odmianom okupacji, zwierzęta rozszalałej wodzie, zaś człowiek mrocznej przeszłości, stracie i przymusie poszukiwań. Sugestywnie odbierałam gruzińską mentalność, gościnność, radzenie sobie z przeciwnościami, oszczędzanie innym bolesnej prawdy, postawienie na wszystko albo nic, balansowanie na granicy katastrofy, strategię ucieczki w kaukaskie góry podczas zagrożenia ze strony najeźdźców.
Saba jako ośmioletni chłopiec, wraz z starszym o dwa lata bratem, i ojcem opuścili niebezpieczną Gruzję, po tułaczce osiedlili się w Londynie i zaczęli wieść zwyczajne życie. Jedyne, czego im emocjonalnie brakowało, to obecności pozostawionej ze względów ekonomicznych w ojczyźnie matki. Autor zadawał ciekawe pytania, czy człowiek bez przeszłości, bez znajomości historii, bez osadzonych głęboko korzeni, ma szansę zdobyć wewnętrzny spokój i odczuć moc poczucia przynależności? Czy, jak to mówi Nodar, jedna z ważniejszych postaci, wystarczy wetknąć sobie piórka w dupę, żeby stać się kogutem? Dlaczego powiadają, że do domu nie da się wrócić? Czy to, co się kiedyś tak bardzo kochało, może stać się źródłem największego zwątpienia i lęku?
Po osiemnastu latach Saba podążał szlakiem bliskich, milknących wiadomości, przerażających snów, Tbilisi usianego wspomnieniami i głosami zmarłych osób. Było w tym wiele symboliki i metafory. Aura powracających dialogów z bliskim, którzy odeszli, na wskroś przenikała myśli i wyobraźnię młodego mężczyzny, poddawała kierunek działań, odkrywała tajemnice, pomagała, ale i wciągała w pułapki. Miejsca odwiedzane po dwóch dekadach, świadectwa brutalnej historii, również rodzinnego życia, przemawiały w szczególny sposób, utwierdzały w zakorzenionych odczuciach, negowały zafałszowania wspomnień. Utrata czegoś cennego boli. Ale jeszcze bardziej boli, gdy odzyskany skarb jest popsuty. Wszystkiemu przyglądał się posąg Matki Gruzji.
Vardiashvili utrzymywał szybkie tempo akcji, co nie znaczy, że nie pozostawiał przestrzeni do snucia rozmyślań o różnorodnej tematyce. Życiu, miłości, przyjaźni, poświęceniu, oddaniu, także nienawiści, zdradzie, manipulacji i kłamstwie. Element wyrywkowej kontroli i pościgu policji, ucieczka przed nią, podążanie ścieżką usypaną okruchami świadectw istnienia, literackiej opowieści, wymyślnymi wskazówkami, punktami zaczepienia, autor prowadził w ekscytującym i zajmującym stylu. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że bezpośrednio uczestniczyłam w podróży o kilku znaczeniach, tak dobrze odbierałam emocje, odczucia, wątpliwości i prawdę. Pasował mi styl narracji, na przemian ciepły i chłodny, poważny i z humorem, ironiczny i dosłowny. Żeby odrzeć coś ze znaczenia, czasem trzeba to obśmiać. Szalenie udany debiut literacki.
bookendorfina.pl
„My (Gruzini) nie mamy wina we krwi. Ono jest naszą krwią.”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzybko chwyciłam za książkę pod wpływem impulsu, intuicyjnego przyciągania i większego niż zazwyczaj zainteresowania treścią. Wiele dzięki tej decyzji zyskałam. Niesamowicie spodobała mi się przygoda czytelnicza, natrafiłam na coś oryginalnego, zdecydowanie wartego poznania, na materiał do głębszego przeżywania....
Gdyby to nie była Gruzja, gdyby nie był to kraj z poszarpaną historią i wciąż niezałataną teraźniejszością, gdyby ojciec i synowie nie wracali po kawałek dawno złamanego serca... mielibyśmy do czynienia z wartką, awanturniczą opowieścią o podążaniu za śladami złożonymi ze słów. Ale jesteśmy właśnie tam, tworzymy szlak poszukiwań, doklejamy do dramatu powracających emigrantów kolejne postaci, mające do opowiedzenia rzeczy straszne i cudowne. I tak powstaje arcydzieło pełne pasji, miłości i żalu za pozostawionym, ludzkiej dobroci i bezwzględności, prostoty myśli i głębokich wspomnień, ubranych w głosy bliskich. Tak objawia nam się debiut doskonale zrównoważony, bolesny i zabawny, gniewny i wyciskajqcy łzy.
Czasem trzeba uciec. A czasem nie można, trzeba zostać by ocalić bliskich, by to oni mogli zebrać garść pieniędzy, zawierzyć dobremu człowiekowi i czekać, aż się do nich dołączy. Matka zostaje, oni jadą oderwać się od dramatu w*jny. Świat niedobrych ludzi ma jednak inne plany, wracają więc, jeden po drugim. Do Gruzji, w której po powodzi ulicami biega tygrys i hipopotam, gdzie szklane komisariaty stoją na postowieckich fundamentach i sposobach prowadzenia śledztwa. Do kraju, w którym ciągle Kamazy zapadają się w błocie, gdzie polem jedzie czołg, gdzie na granicy z Osetią nie milkną wy*trzały. Do tego miejsca, gdzie przybysz jest bratem, gdzie "gość w dom, Bóg w dom", i gdzie nie zapomina się, że ojciec zginął, gdy inni uciekali poza granice.
Tragiczna to i mroczna ziemia, z tbiliskim rozgardiaszem i Lasem Baby Jagi rozlanym u stóp Kaukazu. Ziemia głosów, które pragną zemsty za przedwcześnie zerwane życie i takich, które będą prowadziły przez straszną noc. Tutaj słowo staje się drogowskazem, ulubiona literatura wskazówką, graffiti listem od brata. Tu ojciec szuka żony, sensu lub zapomnienia, syn szuka ojca, brat brata. Potykają się o historię własnej rodziny, uciekinierów i ich pozostawionych dzieci, mnichów, którzy stoją na straży ostatniego miejsca, które zawsze broniło i na wieki będzie strzegło gruzińskiej tożsamości.
Przy całej potędze podejmowanych tematów, Leo Vardiashvili dokonał rzeczy niebywałej. Spiął magię i ból wspomnień z łotrzykowską fantazją, lęki ozdobił czarnym humorem, dramat przekuł w wiarę w ludzi, którzy gotowi są oddać życie za pomoc, za dane słowo. "Na skraju wielkiego lasu" spotyka się wielkość i słabość narodu, jego waleczność i zapiekłość, wierność rodzinie i gniew, gościnność i niedotrzymywanie umów. Ileż wyjątkowych miejsc można tu odwiedzić, ile poznać obyczajów, ile historii odnaleźć w każdej ścianie i polnej drodze! Wrócić można do ukochanych lektur, uciec w baśnie, usłyszeć legendy. Płakać można z bohaterem, wpadać z nim w popłoch i tracić nadzieję, spotkać osoby o sercu ze złota i z kamienia. I mimo wszystko przeć naprzód, nawet jeśli traci się wszystko i wszystkich. Bo nie wraca się z pustymi rękami, nawet gdy nowy bagaż jest zupełnie niespodziewany.
Jestem oczarowana, poruszona treścią, zachwycona stylem, całkowicie pogrążona w klimacie kraju i opowieści. Polecam w całego serca.
Katarzyna
dziękuję Wydawnictwu Marginesy
Gdyby to nie była Gruzja, gdyby nie był to kraj z poszarpaną historią i wciąż niezałataną teraźniejszością, gdyby ojciec i synowie nie wracali po kawałek dawno złamanego serca... mielibyśmy do czynienia z wartką, awanturniczą opowieścią o podążaniu za śladami złożonymi ze słów. Ale jesteśmy właśnie tam, tworzymy szlak poszukiwań, doklejamy do dramatu powracających...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAleż to jest debiut! Dojrzały, mocny, zaskakujący i absolutnie niebanalny — taki, który od pierwszych stron porusza do głębi i nie pozwala o sobie zapomnieć.
“Tbilisi to miasto, które najeżdżano, zrównywano z ziemią i wznoszono na nowo ponad trzydzieści razy”.
Saba jest jeszcze dzieckiem, gdy wraz z ojcem i starszym bratem ucieka z postsowieckiej Gruzji do Anglii — miejsca, które miało wreszcie dać im bezpieczeństwo. Mijają lata, a oni wciąż noszą w sobie ciężar wspomnień, które wracają jak nieproszony gość. Poczucie winy, tęsknota za porzuconą żoną, strzępy niepokojących wieści o ojczyźnie, która rozpada się w coraz szybszym tempie — to wszystko sprawia, że ojciec podejmuje dramatyczną decyzję. Znika, zostawiając tylko krótki liścik: „Zostawiłem tropy nie do usunięcia. Nie idźcie nimi”. Saba jednak nie potrafi pozostać obojętny na ten ślad. Wyrusza w podróż, która nie jest ani łatwa, ani przyjemna.
To przejmująca opowieść o rodzinie, o traumach, które ciągną się za człowiekiem jak cień, i o wspomnieniach, które bywają bardziej żywe niż teraźniejszość. Autor z niezwykłym wyczuciem prowadzi nas przez powojenną Gruzję, łącząc realizm z delikatną metaforą, tworząc świat jednocześnie twardy i pełen liryzmu. To debiut nie tylko udany — to debiut wyjątkowy. Styl Vardiashvilego zachwyca: jest baśniowy, poetycki, a jednocześnie podszyty subtelnym humorem. Trudno oderwać się od lektury.
Mądra, błyskotliwa i bolesna lektura, która przenosi czytelnika w sam środek świata pełnego niepokoju, tęsknoty i walki o własną tożsamość. Kibicowałam bohaterom całym sercem.
Rodzina, miłość, utrata, wyuczone wartości, ból rozstania z ojczyzną, zjawisko zanikania tego, co definiowało człowieka. Wojna, która wisi w powietrzu niczym ciężka chmura, i czas, który zamiast leczyć — otwiera raz po raz te same rany. To książka o podróży, która zmienia, oczyszcza, a czasem boli bardziej, niż można to wyrazić słowami. O poszukiwaniu siebie w świecie, który wciąż się rozpada. Atmosfera dawnego systemu wisi tu nad bohaterami, przygniata, odbiera sprawczość, rodzi niesprawiedliwość i niezrozumienie.
To powieść ponadczasowa, dojrzała, poruszająca do głębi — jedna z najlepszych, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Z całego serca polecam.
Ależ to jest debiut! Dojrzały, mocny, zaskakujący i absolutnie niebanalny — taki, który od pierwszych stron porusza do głębi i nie pozwala o sobie zapomnieć.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Tbilisi to miasto, które najeżdżano, zrównywano z ziemią i wznoszono na nowo ponad trzydzieści razy”.
Saba jest jeszcze dzieckiem, gdy wraz z ojcem i starszym bratem ucieka z postsowieckiej Gruzji do Anglii —...
Na skraju wielkiego lasu to niezwykle dojrzały i poruszający debiut Leo Vardiashviliego powieść, która jednocześnie opowiada o rodzinie, pamięci, traumie i powrocie do miejsca, które zmieniło się nie do poznania. Autor zabiera czytelnika do powojennej Gruzji, tworząc historię pełną emocji, symboli i zaskakujących zwrotów, balansując między realizmem a baśniową metaforą. Powieść zachwyca językiem i atmosferą jest liryczna, ale niepretensjonalna. To piękna, melancholijna opowieść o tym, jak przeszłość wciąż nas dogania i o tym, że czasem trzeba zgubić się w lesie, by odnaleźć samego siebie. Mocna, oryginalna i jedna z tych książek, które zostają w głowie na długo.
Na skraju wielkiego lasu to niezwykle dojrzały i poruszający debiut Leo Vardiashviliego powieść, która jednocześnie opowiada o rodzinie, pamięci, traumie i powrocie do miejsca, które zmieniło się nie do poznania. Autor zabiera czytelnika do powojennej Gruzji, tworząc historię pełną emocji, symboli i zaskakujących zwrotów, balansując między realizmem a baśniową metaforą....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to