rozwińzwiń

Na skraju wielkiego lasu

Okładka książki Na skraju wielkiego lasu autora Leo Vardiashvili, 9788368549089
Okładka książki Na skraju wielkiego lasu
Leo Vardiashvili Wydawnictwo: Marginesy literatura piękna
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Hard by a Great Forest
Data wydania:
2025-10-22
Data 1. wyd. pol.:
2025-10-22
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368549089
Tłumacz:
Ewa Borówka
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na skraju wielkiego lasu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Na skraju wielkiego lasu

Średnia ocen
7,5 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Na skraju wielkiego lasu

avatar
472
463

Na półkach:

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy myśląc o tej pozycji to to, że lektura mi się dłużyła. Z jednej strony poruszona została ważna tematyka wojny, o której słyszało się niewiele z racji dalszej geografii. Z drugiej strony w pozycji tej niby cały czas się coś (zazwyczaj mniejszego niż większego) dzieje, jednak często mało z tego wynikało. Całość jest w dużej mierze retrospekcją i refleksją głównego bohatera. Mam bardzo mieszane uczucia, bo mam poczucie, że w książce tej drzemie potencjał, który nie został należycie wyeksponowany.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy myśląc o tej pozycji to to, że lektura mi się dłużyła. Z jednej strony poruszona została ważna tematyka wojny, o której słyszało się niewiele z racji dalszej geografii. Z drugiej strony w pozycji tej niby cały czas się coś (zazwyczaj mniejszego niż większego) dzieje, jednak często mało z tego wynikało. Całość jest w dużej mierze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
800
800

Na półkach:

„Mówią, że do domu nie da się wrócić. A jeśli właśnie się da? Jeśli wręcz się powinno? A co, jeżeli niezależnie od tego, co się zrobi ze swoim życiem, w końcu tak czy inaczej zakończy się tę podróż w miejscu, którego nie chciało się opuścić?”

Nie zawsze robimy to, co byśmy chcieli. Jeśli konieczność zmusza nas do opuszczenia swojego domu, podwórka, dzielnicy, gdzie znamy każdy kąt, miasta i w końcu ojczyzny, robimy to. Zostawiamy za sobą wszystko, co drogie, bliskich, oswojony świat, zapachy i dźwięki, które uszy od razu rozpoznają, wszystkie dobre i złe wspomnienia, niedokończone sprawy i niespłacone długi wdzięczności. Historia jednak lubi zatoczyć krąg, jeśli nie wierzycie, pora na poznanie bohaterów „Na skraju wielkiego lasu”, Irakliego i jego dwóch synów, Sandra i Sabę, którzy z dnia na dzień zostają uchodźcami, w dodatku bez żony i matki, gdyż nie wystarczyło pieniędzy by opłacić jej ucieczkę.

Gruzini w Wielkiej Brytanii. Z dala od kaukaskich szczytów, wina co roku dojrzewającego w zapieczętowanym kwewri, bez słońca i śpiewnej melodii języka…Gdy Związek Radziecki nie tylko słania się, ale rozpada w hukiem na części, siejąc dookoła odłamkami, które rykoszetując zbierają potężne, krwawe żniwo rewolucji, Gruzji obrywa się mocno. Szarpana od środka brutalną wojną domową chwieje się i słabnie, zaś anarchia, strach, obłęd nienawiści uderzają w najsłabszych, zbijając ich z planszy niczym niepotrzebne pionki. Irakli z synami w Londynie, samotna Eka w Tbilisi, tymczasem mijają lata, rok za rokiem. Mężczyźni żyją nadzieją połączenia z Eką, później już tylko wyrzutami sumienia i tęsknotą, te zaś odkładają się, nawarstwiają, rogowacieją i ranią. „Nasz dialekt bezmatkowców nie był wyszukany. Nie wywyższał się i nie miał bogatego słownictwa. Działał na poziomie niższym, głębszym niż same wyrazy ze słownika. Radził sobie tam, gdzie język zawodził”. Wreszcie gnany niepokojem Irakli wraca do Gruzji, by zmierzyć się z widmami przeszłości. Gdy ślad po nim ginie, Sandro rusza tropem ojca, gdy i jego telefon milknie, przychodzi kolej na Sabę. Żaden z chłopców nic sobie nie robi z ostrzeżenia pozostawionego przez ojca: „Zostawiłem tropy nie do usunięcia. Nie idźcie nimi”. Kiedyś, dawno, w innym życiu matka powtarzała im, że każdej bajki, nawet najstraszniejszej, trzeba wysłuchać do końca.

O czym tak naprawdę jest opowieść Leo Vardiashviliego? O kraju i o ludziach, o przeznaczeniu, którego nie sposób zwieść ani ucieczką, ani kryjówką, ani też ukorzeniem się za swoje zaniedbania. To fatum, kismet, które jest cierpliwe, potrafi czekać naprawdę długo. Wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że książka jest debiutem, charakteryzuje się ona bowiem wyjątkową dojrzałością nie tylko języka, który wybrzmiewa tutaj w tak wielu zniuansowaniach, na różnych piętrach złożoności, ale i kunsztem narracji, rozpisującej temat, wydawałoby się już tak ograny i powielany, jak uchodźstwo i wojna, na zaskakujących, bardzo zindywidualizowanych, jednocześnie egzystencjalnie jednak wspólnych płaszczyznach, przydających wojnie, tej najeźdźczej i tej bratobójczej, domowej, uniwersalnego rysu nieuchronności i powtarzalności. Ten rodzaj determinizmu zdaje się być z góry narzucony, człowiek zaś poddaje mu się niczym prawom fizyki, co sytuuje go raczej bliżej fatalizmu z greckiej tragedii, kiedy to każdy krok, mający odwrócić złą passę, tylko bardziej ją przybliża.

Stworzyć taki klimat, który przesącza się przez czytelnika niepokojem, trudnym do stłumienia dreszczem, panicznym nasłuchiwaniem, czy wrzeciono, na którym Mojry przędą nić życia nadal się kręci w równym tempie, to sztuka nie lada. Autorowi udało się coś jeszcze bardziej brawurowego – wplecenie w ten krąg śmierci elementów wisielczego humoru oraz akcji rodem z sensacyjnego thrillera. Rysuje się przed nami „gruzińska metoda radzenia sobie z przeciwnościami – głośnym, siarczystym „jebał was pies”. Zbyt wiele przeżyliśmy trudów, żeby dać się zastraszyć. Wiemy, że życie jest ważniejsze od przetrwania”. To ludzie żylaści, twardzi, nie do zdarcia. Przetrwają głód, mróz i tortury, jeśli mają przed sobą cel. Złamać może ich tylko utrata nadziei. Idą więc bez ustanku, kryją się przed ostrzałem, nocują w leśnych parowach, pokonują górskie, niedostępne przełęcze, bo gdzieś tam, przed nimi jest DOM.

„Chodziłem po tym domu i czułem w pokojach słabą woń kulek na mole, przesuwałem palcami po szepczących zasłonach, obserwowałem cienie dębowych liści tańczących na ścianie mojej sypialni”. Wtedy to było we śnie, noc w noc, spacer od pokoju do pokoju, od ściany do ściany, ale gdy jest się w rzeczywistości coraz bliżej ulicy dzieciństwa, stąpa po wyrwach w chodniku, tych samych, co przed laty, przychodzi lęk, bo przecież „czas płynie. Zostały już tylko duchy, stęchłe powietrze i kurz na meblach”, o ile dom w ogóle jeszcze stoi. Duchy zaś towarzyszą naszym bohaterom na każdym kroku. Można pozostawić za sobą przedmioty, krajobrazy, jednak ludzi zabiera się w sercu, tam też znajdują schronienie i żyją mimo wszystko, wbrew prawom natury i zdrowemu rozsądkowi, na przekór im. Póki nie rozliczymy się z przeszłością, póki nie zrobimy uczciwego rachunku sumienia, by nasze błędy zostały nam wybaczone, i byśmy sami sobie zdołali je wybaczyć, duchy z nami zostaną, komentując rzeczywistość i wtrącając się, wpływając na nasze wybory, niczym zamienione w kamienie u szyi wyrzuty sumienia. „Z tego świata nie da się wyjść”, a przynajmniej nie będzie to łatwe.

Bohaterowie powieści są zarazem silni i słabi, stają wobec alternatyw, z których każda jest pułapką, a gdy już ich wciągnie, nie puści, póki się nie wykrwawią. Jest w nich jednak jasna iskra – poświęcenie. Jeśli już powezmą plan, nie ustąpią. Każdy z nich coś zgubił, bez czego została go ledwie połowa, albo i mniej. Zmuszony jest więc wędrować w poszukiwaniu pełni, nawet gdyby miało go to zabić. Jest jeszcze lojalność, czysta, przedwieczna, niemal święta. Wyczuwasz ją u przypadkowo spotkanych ludzi, stają się twoimi towarzyszami w drodze, bo coś im mówi, że tak trzeba, bo woda u stóp kaukaskiego monolitu jest czerwona, bo „mówią, że do tej rzeki krwawią góry” krwią gruzińską, osetyńską, abchaską. Po każdej z tych nacji pozostały jakieś spalone domy i straumatyzowane sieroty. Wsie gruzińskie, osetyńskie, abchaskie… na pytanie „Ale w czym tkwi różnica?” wybrzmiewa prosta odpowiedź: „Wyłącznie w nazwie”.

„Tbilisi to miasto, które najeżdżano, zrównywano z ziemią i wznoszono na nowo ponad trzydzieści razy. Na przestrzeni wieków nieobliczalni władcy wszelkiej maści mocarstw – imperium osmańskiego, Cesarstwa Bizantyjskiego, Związku Radzieckiego – robili z miastem, co chcieli”. Teraz także przetoczyła się tam fala okrucieństwa w wyścigu po zwycięstwo. Jego piękno, zabytkowe stiuki kamieniczek, zielone trawniki skwerów, do niedawna nie mający sobie równych, malowniczy drzewostan ogrodu botanicznego, kręte uliczki Sololaki, pnące się wyżej i wyżej, niemal poziomo pod samo niebo… wszystko to zostało skażone, zbezczeszczone i porzucone. „Chorobliwe, podobne do żylaków rysy infekują ściany. Delikatne balkony krwawią fartuchami rdzy na mury”, po ulicach zaś, między zakrwawionymi, ogryzionymi częściowo ludzkimi szczątkami biegają uwolnione z zoo przez powódź hieny, wilki i lisy, olbrzymi hipopotam toczy się autostradą, a pomiędzy drzewami czai się Artiom – tygrys bengalski. Lecz to nie one najbardziej przerażają. Są jedynie symbolem innego kataklizmu, o wiele straszliwszych bestii, jakimi są ludzie, chłopcy celujący z karabinów do dzieci, jakimi sami niedawno jeszcze byli, mężczyźni, ojcowie, którym ręka nawet nie drgnie na spuście. Ludzie zabijają ludzi. Osetyńcy, Gruzini, Rosjanie, Abchazi – wszyscy oni są ludźmi. Skojarzenia z toczącą się wojną w Ukrainie nasuwają się same, a także z innymi wojnami, które miały miejsce lub ciągle trwają. Ten sam mechanizm, te same lęki i tęsknoty, tak samo silnie przeżywana strata. Naprzeciwko siebie. Przeciwko sobie. W podobnym tonie rozpisał Serhij Żadan swój „Internat” – jako niezrozumiałą, przetaczającą się z łoskotem apokalipsę, zmiatającą ślady dawnego świata, pozostawiając w to miejsce wielką niewiadomą.

Ta historia nie bierze jeńców, porwany nią czytelnik daje się nieść emocjom, chłonąc wszystko rozgorączkowanym wzrokiem. Brak czasu na oddech, to lawina. Jej przesłanie, mimo całego okrucieństwa, jest głęboko humanistyczne, choć w najmniejszym stopniu nie idealizuje ani człowieka, ani jego rękoma zbudowanego świata, który teraz własnoręcznie rujnuje. Mocno angażuje czytelnika nie tylko w jednostkowe losy, ale w całość procesu destrukcji, rozpoczętego w zamierzchłej przeszłości i zdającego się nie mieć końca, odnawiającego się na zasadzie samozapłonu, siejącego zniszczenie nie tylko w elewacjach budynków i pośród idyllicznej niegdyś przyrody, ale przede wszystkim w ludzkich sercach i umysłach, wszczepiając w nie wirusa nienawiści, zemsty, żądzy krwi.

Krople humoru, drwiny, sarkazmu, zręcznie domieszane do tego kielicha goryczy, są antidotum, które pozwala ludziom mimo wszystko dalej żyć, budzić się każdego, równie beznadziejnego ranka. Popite kwaśnym winem lub palącym krtań bimbrem, zmieszane ze łzami i nocnymi koszmarami, zmuszają nogi do posłusznych kroków, oczy do patrzenia na obrazy, które chciałoby się natychmiast odpamiętać. Jednak kto wie, może akurat tuż, za najbliższym zakrętem, natkniemy się na zagubioną, małą dziewczynkę lub inną sytuację, która znowu nada życiu sens.
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/

„Mówią, że do domu nie da się wrócić. A jeśli właśnie się da? Jeśli wręcz się powinno? A co, jeżeli niezależnie od tego, co się zrobi ze swoim życiem, w końcu tak czy inaczej zakończy się tę podróż w miejscu, którego nie chciało się opuścić?”

Nie zawsze robimy to, co byśmy chcieli. Jeśli konieczność zmusza nas do opuszczenia swojego domu, podwórka, dzielnicy, gdzie znamy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1055
806

Na półkach:

„Na skraju wielkiego lasu” – Leo Vardiashviliego to przejmująca, a zarazem subtelna powieść o powrocie – do kraju, pamięci i rodzinnych ran. Autor śledzi losy gruzińskiej rodziny rozproszonej przez wojnę i emigrację, skupiając się na synu, który wraca do Tbilisi, by odnaleźć zaginionego ojca. To, co mogłoby być prostą fabułą detektywistyczną, Vardiashvili zamienia w gęstą opowieść o traumie, winie i dziedziczonym bólu.

Siłą książki jest język: oszczędny, a jednocześnie poetycki, balansujący między realizmem a baśniowym mitem. Miasto staje się labiryntem pamięci, a przeszłość – żywą siłą, z którą trzeba się skonfrontować. To także książka o tożsamości człowieka rozdartego między językami i krajami, który nigdzie nie czuje się do końca u siebie. Autor z wyczuciem pokazuje, jak emigracja „wypacza” rodzinne relacje i pamięć, a powrót nigdy nie jest powrotem do tego samego miejsca. To debiut dojrzały i poruszający, a książka zostaje w czytelniku długo po lekturze – raczej jako echo niż jednoznaczna odpowiedź.

„Na skraju wielkiego lasu” – Leo Vardiashviliego to przejmująca, a zarazem subtelna powieść o powrocie – do kraju, pamięci i rodzinnych ran. Autor śledzi losy gruzińskiej rodziny rozproszonej przez wojnę i emigrację, skupiając się na synu, który wraca do Tbilisi, by odnaleźć zaginionego ojca. To, co mogłoby być prostą fabułą detektywistyczną, Vardiashvili zamienia w gęstą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

231 użytkowników ma tytuł Na skraju wielkiego lasu na półkach głównych
  • 189
  • 39
  • 3
26 użytkowników ma tytuł Na skraju wielkiego lasu na półkach dodatkowych
  • 12
  • 4
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Na skraju wielkiego lasu

Więcej
Leo Vardiashvili Na skraju wielkiego lasu Zobacz więcej
Leo Vardiashvili Na skraju wielkiego lasu Zobacz więcej
Leo Vardiashvili Na skraju wielkiego lasu Zobacz więcej
Więcej