Dżungla wydobywa z każdego to, co najgorsze.
Przecież <…> Ci o tym w <…> szalona suko. Do reszty ogłuchłaś? Znowu <…> co do Ciebie mówię? A poza tym jesteś <…> bezużyteczna. Może lepiej <…> Twój ojciec, bo <…>.
Naprawdę Aid tak powiedział, rzeczywiście użył dokładnie tych słów? A może Twój mózg znowu dopowiedział nieistniejącą opowieść, uzupełniając to, co udało Ci się usłyszeć z nieodpowiednio wyregulowanymi aparatami słuchowymi o wyrazy, które miały zasiać w Tobie jeszcze większe zwątpienie? Pisk. Przecież i tak notorycznie rozlega się między uszami, kiedy dobiegają do nich dźwięki na wysokich tonach - te, których od czasu wypadku nie odbierasz już poprawnie. W samym środku dzikiego Belize, gdzie zdecydowałaś się pozostać, na początku cała ta kakofonia życia sprawiała, że niedaleko Ci było do utraty pozostałych zmysłów. Może to zresztą Twoja scheda po matce… Nie pamiętasz jej zbyt dobrze - byłaś za mała, aby jej obraz wiele lat później wciąż pojawiał Ci się przed oczyma na zawołanie. Wielu sytuacji nie potrafisz sobie od dawna w całości przypomnieć. Urwane fragmenty przeszłości jeszcze majaczą gdzieś na obrzeżach. Ojciec, z którym kobieta znowu się kłóci - bo tata zbyt wiele czasu poświęca badaniom nad ukochanymi kwiatami. Wyjechał na zbyt długo? Orchidelirium, to wtedy usłyszałaś to po raz pierwszy? A może wrzaski z pokoju rodziców dotyczyły choroby mamy, jaka wracała falami tylko po to, by w końcu pochłonąć ją całkowicie? Dzieciństwo. Kiedy Twoja starsza siostra odnosząca sukcesy jako prawnik o nim opowiada, masz wrażenie, że żyłaś w zupełnie innym świecie. Kłamie czy to Ty masz coraz większe luki we wspomnieniach? Gładzisz w zamyśleniu tatuaż Aida, leżąc na belizeńskiej plaży i zastanawiasz się nad tym wszystkim. Inicjały LF, live forever, jak Ci powiedział. Całe ciało pokryte ma tuszem, zapisuje na nim wszystko, co istotne w jego życiu. Na pamiątkę Waszej relacji wykaligrafował przecież „no sorry”, choć… nie wiesz już, do czego dokładnie się to odnosi. A może Ci mówił? Nie usłyszałaś? Nie pamiętasz? Szalona suka.
„Chciałam zadać mu tyle pytań - jak dorosły dorosłemu - błagać go, by opowiedział historie, którymi nigdy się nie podzielił, wyjawił sekrety, które zapewne miał (…). Zabrał swoje odpowiedzi do dżungli, więc być może tam je odnajdę.”
Planowałaś, że w Belize spędzisz z Aidem wymarzony urlop, który pozwoli Ci na chwilę odetchnąć po porażkach, jakich doznałaś w mieście. Choć marzyłaś o zostaniu szefem kuchni, moment temu widowiskowo straciłaś pracę w renomowanej restauracji. Wszystko przez… wstyd. W pracy głowę nosiłaś wysoko, bo gotowanie od zawsze było Twoją popisową sztuką, lecz włosy upięte - a nie chciałaś, by ktokolwiek zobaczył, że nosisz aparaty słuchowe, bez których połowa dźwięków zwyczajnie do Ciebie nie dociera. Może irracjonalne, ale wciąż nie przywykłaś do tego, że musisz je mieć, co klientka prawie przypłaciła życiem. Twój partner jeszcze o tym nie wie - boisz się, że Cię zostawi, gdy dowie się, że właściwie nie macie z czego się utrzymać. A przecież tak wiele dla Ciebie zrobił. Po tym, jak rozwiodłaś się z przemocowym Simonem, pokazał Ci, czym jest prawdziwa miłość. Poznaliście się zresztą na innych wakacjach w tej okolicy - kiedy Ty próbowałaś odżyć po rozstaniu a on wybrał się na szaloną eskapadę ze znajomymi. To miał być przelotny romans, ale kiedy później odnalazł Cię w Anglii, wiedziałaś już, że to przeznaczenie. Podążając ścieżką przeszłości, masz nadzieję, że w tym bajkowym, egzotycznym miejscu łatwiej będzie przyznać Ci się do porażki i utraty zatrudnienia. Nawet Twoje dzieci wydają się tu być o wiele szczęśliwsze - Dylan, dla którego Aid szybko stał się nieobecnym ojcem i zarazem najlepszym przyjacielem oraz nastoletnia Ella, jaka nareszcie oddycha pełną piersią. Dopiero co doświadczyła porażającej przemocy psychicznej ze strony szkolnych rówieśników - niczym niesprowokowanej agresji, wziętej z bezlitosnych plotek. Z nikłym uśmiechem obserwujesz, że w Belize do zapisanej na przedramionach książki jej żyletkowych blizn nie dołączyły kolejne. Oby tak zostało, zaciskasz kciuki, kiedy zmierzacie na spotkanie z Twoim tatą. Wiele lat po śmierci mamy, już na emeryturze, szalony naukowiec Ellis, dla którego orchidee od zawsze były sensem istnienia, nareszcie wrócił do miejsca, które musiał pospiesznie opuścić - dzikiej chaty pośrodku niczego, w jakiej osiadł na stałe, poświęcając się w pełni kolejnym hobbystycznym badaniom na temat tych zjawiskowych kwiatów. Nie możesz się doczekać, aż nareszcie ujrzysz wszystko, co do tej pory znałaś tylko z jego listów i opowieści. A potem wszystko porasta niebezpieczeństwo; życie pod wodą dusi się w poszukiwaniu ostatniego haustu powietrza. Na próżno. Jest toksyczne.
„Nasze historie rodzinne zostały zapisane w piasku, a nie wyryte w kamieniu. Odbudowywane raz po raz niczym zamki z piasku, burzone, przerabiane a następnie zakopywane.”
Ptaki. Zwierzęta. Morze. Rzesze turystów. Nieznajomi, którzy nie wiedzą, że to, czego nie uda Ci się w tej orkiestrze natury usłyszeć, czytasz z ruchu ust. I tak jesteś o wiele pogodniejsza niż w zbyt miejskiej i za gwarnej Anglii. Tak jak tata, który cieszy się, że nareszcie spędzi czas z Tobą i wnukami. Tylko Aid nagle stał się nieobecny myślami, szorstki i wręcz agresywny. A może znowu coś Ci się wydaje? Udane spotkanie z Ellisem wieńczy tragedia - zauważasz z oddali, jak późnym wieczorem Twój partner wyławia tatę z morskiej wody, spory kawałek drogi od restauracji, w której urzędowaliście. Jest nieprzytomny i natychmiast zabierają go do szpitala. Rokowania są przerażające - nie wiadomo, czy kiedykolwiek wybudzi się ze śpiączki, sztucznie podtrzymującej go przy życiu. Jesteś zrozpaczona. O tak wiele rzeczy chciałaś go zapytać. Mnóstwo wyjaśnić. Poznać - już z perspektywy dorosłej, nareszcie szczęśliwej kobiety. A może już nigdy nie będzie ku temu okazji… Jedno wiesz: musisz pozostać blisko niego - tym razem to Ty zaopiekujesz się nim. Dzieci są zadowolone z zamieszkania w środku najeżonej niebezpieczeństwami głuszy w chacie dziadka. Aid za to coraz bardziej zatraca się w nałogach a przy tym wdaje się w konszachty z budzącymi grozę, okolicznymi handlarzami. Ty zaś… zastanawiasz się, czy faktycznie oszalałaś tak jak matka. Rano Twoje aparaty słuchowe bywają rozładowane, choć pamiętasz, że podłączyłaś ładowarkę minionego wieczoru. Oskarżasz partnera o rzeczy, jakich ponoć nie było. I jeszcze Twoja siostra, która tak wiele razy Cię okłamała - a może nie? Znalazłszy zapiski taty wśród tajemniczej góry pieniędzy, dochodzisz do wniosku, że chociaż dzięki nim poznasz jego życie, gdyby… Nie, nie wolno Ci tak myśleć. Prosisz o ich przetłumaczenie mieszkającą w pobliżu kobietę, z jaką zdążyłaś się zaprzyjaźnić. Gdybyś wiedziała, jak wiele obezwładniającego bólu minionych lat i teatru trwożących tragedii skrywają, być może nigdy byś tego nie zrobiła. Może nawet nie zdecydowałabyś się pozostać w Belize, które okaże się nie tyle odbijającą prawdziwy obraz taflą a najstraszniejszą otchłanią, która wciągnie Cię w najdzikszy mrok dżungli. Ciebie - i całą Twoją rodzinę… A ten tatuaż nie nakazywał wcale żyć wiecznie, szalona <…>.
„(…) tatuaże - upamiętnione krwią, bólem i atramentem nieopowiedziane historie. (…) linie, które kreśliłam przez lata, były teraz trwałe; półprawdy, które sobie wmawiałam, stały się już niemal prawdziwymi wspomnieniami. (…) Wyobrażałam sobie igłę, błyszczącą niczym prezent, która wchodzi w moje ciało i wprowadza bolesną ulgę - przepisuje moją przeszłość i oferuje teraźniejszość. Atrament o barwie miękkiej czerni przebija się przez skórę i rozchodzi pod nią, zapisując moją historię, litera po literze, ujęty w zgrabną linię z zawijasami.”
Znać mistrzowską, brytyjską szkołę pisarską - oto Jo Morey przybywa z historią tak złożenie doskonałą i literacko piękną, że aż nie dowierzam, by „Mroczna laguna” była debiutem; czysty majstersztyk. Czytałam w budzących śmiech recenzjach, iż ta książka jest nudna, nic się w niej nie dzieje, praktycznie nie ma dialogów a niedosłuch Laelii, głównej bohaterki, mimo bycia ciekawym motywem, nie został wykorzystany z potencjałem. 518 emocjonalnych stron później, zamknąwszy piękną okładkę, doprawdy zastanawiam się czy czytałam ten sam tekst, w jakim klaustrofobiczne poczucie grozy cały czas eskaluje - a opowieść jest tak wielowątkowa, że aż ja, której słów rzadko kiedy brakuje, wahałam się, od czego zacząć recenzję. Idąc po kolei. W poetyckiej warstwie językowej bywają zdania niekompletne - takie, jakie widziałeś na początku mojego wpisu. Właśnie tak świat odbiera naczelna postać, dzięki czemu czytelnik do czasu wyjaśnienia suspensów (notabene, ilość nieprzewidywalnych plot twistów robi wrażenie!) sam zastanawia się, czy w istocie jest szalona, czy czegoś nie dosłyszała. Takich rozmów jest wiele - podobnie jak sylwetek, które Autorka wprowadza do cudownie zawiłej fabuły, jakiej kolejne skrawki są odsłaniane właśnie w trakcie interakcji pomiędzy nimi. Na tym jednak Pisarka nie poprzestaje, jako że do perspektywy teraźniejszej dołącza przeszła - tym razem nie pierwszoosobowa, a serwowana w formie zapisków z listów i pamiętników Ellisa. Przyznaję, to właśnie te fragmenty najsilniej skradły moje mroczne serce. Jakiż to zmyślny spektakl smutnych koincydencji losu… Chwile na wzruszenie w świecie dżungli - niebezpiecznej wszak z założenia.
Ilość motywów, które udanie ubarwiają kalejdoskop zdarzeń i stopniowo, z każdą przewróconą kartą powieści, splatają się w jeden węzeł, również robi ogromne wrażenie. Zaznaczę przy tym, iż żaden trop nie niknie, przypadkowo rzucony na mapę akcji, a znajduje domknięcie i realistyczne wyjaśnienie. Chapeau bas. Aby dostrzec mnogość tematów tekstu, wystarczy przyjrzeć się Laelii. Częściowy niedosłuch, straszny wypadek, smutne dzieciństwo, socjopatyczny były mąż, bycie „tą drugą siostrą”, tęsknota za matką, utrata wspomnień oraz pracy, niespełnione marzenia o własnej restauracji, niepokój o córkę, chęć poznania tajemnic ojca, odnalezienie się na nowo w wygłuszonym świecie, nowa miłość, niepewność co do Aida, walka o związek i tę drugą osobę, troska o dorastającego syna, napad, porachunki, wreszcie próba zaadaptowania się w dżungli po wypadku taty, pozostającą wielką niewiadomą... Co do samego Belize, w tle majaczą dzika przyroda, kolorowa lecz wciągająca w obsesję wyspa orchidei, niebezpieczne zwierzęta, zupełnie odmienna kultura mieszkańców, kwestie przemytników, pełen barwnych metafor świat podwodny i nawodny, w jakiego cieniu czają się wszelkie możliwe do wyobrażenia zagrożenia… A to tylko ułamek tego, co znajdziesz w tej niesamowitej książce, w jakiej, jak widzisz, zupełnie nic się nie dzieje - ot, nuda… 😉 Jeśli umiesz docenić literaturę piękną (wbrew reklamom, thriller nasącza jedynie atmosferę i jest motywem wiodącym, nie naczelnym gatunkiem) najwyższych lotów - pokochasz „Mroczną lagunę”, na jaką wyprawę wysoce rekomenduję. To książka inna niż wszystkie, w której granice między rzeczywistością a ułudą tańczą w odbiciu orchidei o płatkach malowanych rodzinnymi tajemnicami, których waga sprawia, że kwiaty aż gną się w przerażeniu ku pełnej węży ziemi... Szkoda, że oryginalny tytuł „Lime juice money” nie został zachowany, jako że doskonale zdradza charakter powieści. Czy gorzkie, cierpkie pieniądze, skąpane w soku z limonki, warte są poświęcenia wszystkiego? Teatr cieni, dla formalności - 10/10, przez tę lagunę się płynie.
👇
PS Coś, co czynię bardzo rzadko - poniżej dodatkowe cytaty, które nie zmieściły się w recenzji - a urzekły mnie niebanalnym urokiem. Aż chciałoby się zaklaskać Morey za językowy i fabularny kunszt i dodać, że strach się bać tego, co dalej, jeśli tak kapitalny okazał się jej debiut.
„Ciało to puste kartki do wypełnienia atramentem naszych dusz.”
„Kiedy Cię odrzucają, nie oceniają Cię, nie tak naprawdę. Nie mogą się pogodzić z tym, kim jesteś. A to jest ich problem, nie Twój. (…) Największą pułapką w życiu nie są pieniądze, popularność czy sukces, tylko odrzucanie samego siebie. To te głosy w Twojej głowie, które mówią Ci, że nie da się Ciebie kochać, jesteś bezwartościowy lub niewystarczająco dobry.”
„Zawsze myślałam, że miłość może pokonać wszystko. Okazuje się, że jednak nie, że jeśli wychowały Cię zwierzęta, możesz się nie ustrzec przed tym, że uwiodą Cię wilki.”
„Niektóre rzeczy najlepiej pozostawić niewypowiedziane, niektóre historie najlepiej zostawić za sobą.”
„Tak właśnie działa pamięć - wymyśla światy doskonalsze niż te, które kiedykolwiek istniały, lub zupełnie odmawia ich tworzenia.”
„Mówią, że trauma to nie tylko rzeczy, które Ci się przytrafiły. To także rzeczy, które się nie wydarzyły, kiedy ich potrzebowałeś, miłość, która Cię ominęła.”
„Wiesz, wojownicy są twardzi jak pestka awokado, ale mają też w sobie łagodność płatków kwiatów.”
„Historia potrafi rzucać mroczne cienie, przeszłość zniekształca teraźniejszość, oplata ją i stopniowo niczym powój, a kiedy dociera do Ciebie, że trzyma Cię za gardło, jest już za późno.”
instagram.com/thrillerly
OPINIE i DYSKUSJE o książce Światła nad moczarami
W moim odczuciu to powieść młodzieżowa, trochę naiwna. Momentami przypomina romansidło, tyle że osadzone w scenerii słowiańskich wierzeń.
Książka lekka, czyta się ją szybko, ale treść mnie nie porwała.
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie świat Mrocznej Nawii wykreowany przez autorkę, trzeba przyznać, że miała niesamowitą wyobraźnię.
W moim odczuciu to powieść młodzieżowa, trochę naiwna. Momentami przypomina romansidło, tyle że osadzone w scenerii słowiańskich wierzeń.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka lekka, czyta się ją szybko, ale treść mnie nie porwała.
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie świat Mrocznej Nawii wykreowany przez autorkę, trzeba przyznać, że miała niesamowitą wyobraźnię.
⭐️RECENZJA⭐️
"Światła nad moczarami" od pisarki @lucie.ortega.navratilova to moje pierwsze spotkanie z nią i myślę, że nieostatnie! 😁
Cała historia skupiona była na słowiańszczyźnie, takiej jakby bagiennej atmosferze oraz przeróżnych tajemnicach. A to wszystko okraszone było dodatkowo wspaniałymi opisami natury i jakiejś, takiej magii, które przyciągały oraz wciągały.
Autorka prowadziła nas przez całą fabułę w bardzo płynny, ciekawy sposób, dający ogrom napięcia, ale także poczucie, że już coś wiedzieliśmy, a za chwilę okazywało się, że jednak nie. Bardzo ciekawy był to zabiegi! 😜 Co do akcji, to nie leciała ona na łeb, na szyję, ale rozwijała się miarowo, za co dziękuję, bo w przypadku tejże historii to było odpowiednie!
Postacie to chyba najmocniejsza strona tejże lektury! Oni stworzeni zostali z wielką dbałością o detale, ale te związane z emocjami. Każdy miał coś takiego w sobie, co powodowało, że chciało się z nimi być i być. Mogliśmy ich dobrze poznać, co też przyciągało do nich. Na każdym kroku biła od nich naturalność i nie tylko ta pozytywna, ale i negatywna. Bo przecież ludzkie jest posiadać wady oraz zalety. Czuć od nich wielowymiarowość, charaktery, które niekiedy pokazują nam, kim kto był. Chciałabym wiele o nich napisać, ale nie chcę też wchodzić w takie szczegóły, żeby nie psuć Wam przyjemności czytania.
Końcówka nie wywołała we mnie dobrej reakcji, a czemu? No kurka ... wszystko sprowadzało się właśnie do tego, co okazało się na finale. Na szczęście autorka pozostawiła to w zwyczajny sposób, nie próbując jakoś ubarwić, co też było ogromnym plusem, bo nic na siłę.
Chcę także wspomnieć, a nawet warto i należy, że wydanie jest naprawdę obłędne!
Okładka jest w pięknych, zielonych barwach, a do tego wszystkiego w twardej oprawie. Ona przykuwa wzrok i idealnie oddaje klimat całej powieści. Aaa te barwione brzegi - no ja wymiękam przy nich 😅 Serio!
Uważam, że powieść jest warta Waszej uwagi oraz godna polecenia! A, jeśli jesteś okładkową i brzegową sroką, to ona jest idealna dla Ciebie! 😊
💚
Współpraca barterowa z @wydawnictworeplika 💚
⭐️RECENZJA⭐️
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Światła nad moczarami" od pisarki @lucie.ortega.navratilova to moje pierwsze spotkanie z nią i myślę, że nieostatnie! 😁
Cała historia skupiona była na słowiańszczyźnie, takiej jakby bagiennej atmosferze oraz przeróżnych tajemnicach. A to wszystko okraszone było dodatkowo wspaniałymi opisami natury i jakiejś, takiej magii, które przyciągały oraz wciągały....
Główna bohaterka, Lena, po śmierci trafia do Pogranicza — świata pomiędzy życiem a śmiercią. Tam staje się Nawką. Aby zostać pełnoprawnym demonem błędnicą, musi w przeciągu siedmiu lat zwabić człowieka na mokradła i go zabić. Dziewczyna jednak buntuje się przeciwko temu przeznaczeniu.
Wszystko okazuje się jednak bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać, dlatego Lena wyrusza w podróż do świata ludzi by znaleźć człowieka, którego skrzywdziła za życia.
Minusem książki jest bardzo długi wstęp, który może zniechęcić czytelnika — sama się na nim dość wynudziłam. Na szczęście nie rzuciłam książką, jak to mam w zwyczaju, bo później akcja zdecydowanie przyspiesza. Czy jest jej może trochę za dużo w drugiej połowie? Tak, momentami może lekko przytłoczyć, ale jeśli czyta się uważnie, to łatwo się nie zgubić.
Trzeba jednak przyznać, że świat wykreowany przez autorkę jest piękny, kolorowy i magiczny, ale jednocześnie pełen mroku i niebezpieczeństw.
To książka o szukaniu swojego miejsca, walki o przetrwanie i decyzji kim naprawdę jestem. Powieść skłania do refleksji. Miło było na chwilę odskoczyć do takiej bardziej duchowej, nastrojowej opowieści. Przyznam, że były momenty, w których w moich oczach pojawiły się łezki.
Powieść napisana jest lekkim stylem i zwłaszcza od drugiej połowy czytało się ją bardzo szybko. Klimat jest niezwykle magiczny, a ja wcale nie jestem zła, że książka tak szybko się skończyła — po prostu chciałabym więcej.
Czekam na kolejny tom serii, bo jestem ogromnie ciekawa, co autorka dla nas przygotuje.
Światła nad Moczarami, podobnie jak inne powieści słowiańskie, zostały wydane przepięknie — twarda okładka, barwione brzegi, wszystko dopracowane w każdym calu.
Ostatnio moje oczy chyba już nie domagają, więc tutaj wydawnictwo wręcz uratowało mi tyłek — czcionka jest spora i bardzo wygodnie się ją czytało, bez nadwyrężania wzroku. Za to jestem im naprawdę wdzięczna.
Główna bohaterka, Lena, po śmierci trafia do Pogranicza — świata pomiędzy życiem a śmiercią. Tam staje się Nawką. Aby zostać pełnoprawnym demonem błędnicą, musi w przeciągu siedmiu lat zwabić człowieka na mokradła i go zabić. Dziewczyna jednak buntuje się przeciwko temu przeznaczeniu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWszystko okazuje się jednak bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać, dlatego Lena...
Dzisiaj chciałam porozmawiać o książce, która początkowo zachwyciła mnie swoim wydaniem. Jest jedną z piękniej wydanych książek na mojej półce. Czy środek równie mocno mnie zachwycił? Zapraszam Was do przeczytania mojej opinii o „Światła nad moczarami” pióra Lucie Ortega, którą mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Replika.
Początkowo ta historia mnie nudziła i naprawdę musiałam zmuszać się do jej czytania. Dodatkowo nie polubiłam się z Leną – główną bohaterką.
Nie lubię postaci, które wiecznie się nad sobą użalają i myślą, że ich problemy są najgorsze na świecie. Według Leny jej życie nie miało sensu, więc postanowiła je zakończyć.
Jednak nie przeszła do końca na drugą stronę, trafiła do Pogranicza, została nawką, by mogła w pełni stać się demonem w ciągu 7 lat musi uśmi3rcić człowieka.
Dłużyła mi się ta historia, chociaż Autorka miała ciekawy pomysł na książkę z punktu widzenia półdemona. Początkowo niewiele się dzieje, obserwujemy życie Leny i jej przybranej magicznej rodziny na bagnach. Akcja rozwija się dopiero w momencie, gdy nowemu domowi dziewczyny zaczyna grozić niebezpieczeństwo.
W tym momencie tak naprawdę dla mnie zaczęła się ta historia. Tajemnice, gonitwa z czasem, moralnie trudne decyzje i delikatny wątek romantyczny gdzieś w tle, ale przede wszystkim przemiana jaką przechodzi główna bohaterka.
Nie żałuję, że przebrnęłam przez ten przydługi wstęp. Warto było czekać na przemianę, jaka zaszła w Lenie, warto było zanurzyć się w klimatycznym świecie słowiańskich demonów: pełnym bólu i niebezpieczeństw.
Jednak ta historia to nie tylko fantastyka. Autorka pod płaszczykiem utkanym z bagiennego mchu przemyca trudniejsze tematy, obecne również w naszym życiu. „Światła nad moczarami to opowieść o przyjaźni, granicach zła, wybaczeniu, żałobie, poszukiwaniu własnej drogi i ochronie przyrody.
To pierwszy tom cyklu i serii. Jestem ciekawa jak będzie wyglądała kontynuacja, czy będziemy śledzić dalsze losy Leny, czy też innej postaci.
Wolałabym tą drugą opcję, bo zakończenie tej książki było dla mnie idealnie słodko-gorzkie.
Dzisiaj chciałam porozmawiać o książce, która początkowo zachwyciła mnie swoim wydaniem. Jest jedną z piękniej wydanych książek na mojej półce. Czy środek równie mocno mnie zachwycił? Zapraszam Was do przeczytania mojej opinii o „Światła nad moczarami” pióra Lucie Ortega, którą mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Replika.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowo ta historia mnie nudziła i...
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo Wydawnictwu Replika.
Jest to jedna z lepszych słowiańskich opowieści jaką miałam okazję przeczytać. Jest bardzo oryginalna na co wpływ ma również narodowość autorki, która przybliża nam czeskie oblicze słowiańskiego fantasy. To oryginalna historia, która ma bardzo dobrze wykreowany świat, a do tego pełną różnorodność postaci.
Czytanie tej książki było niczym odkrywanie słowiańskości na nowo, wraz z jej wszystkimi mieszkańcami zarówno demonami, jak i władcami zaświatów czy choćby ludźmi. Mamy tu Pogranicze, Królestwo Welesa czy Mroczną Nawię, a każda z tych krain ma swoich mieszkańców, a wśród nich gdzieś tam jest ludzki świat i ludzkie dusze. Cały system jaki autorka tutaj stworzyła mnie ogromnie się spodobał, a ukazanie przemiany głównej bohaterki i jej walki moim zdaniem jest godne podziwu.
Forma poznawania tej historii z perspektywy głównej bohaterki, odkrywanie przed nami jej historii i doświadczeń sprawia, że staje się dla nas jak bliska przyjaciółka opowiadająca o swoim życiu przy dobrej mgiełce jabłkowej. Bardzo podobały mi się jej przemyślenia, a książka jest pełna fragmentów, które idealnie nadają się do cytowania. Można by co chwilę zaznaczać kolejny fragment warty uwagi i zapamiętania.
Ta książka skrywa za tym przepięknym wydaniem wciągającą i ciekawą historię, ale również pełną przemyśleń i niosącą ważne przesłanie.
Ogromnie Wam ją polecam. Jest to idealnie opowiedziana i domknięta historia z zakończeniem, które niesie nadzieję na ciąg dalszy. Z niecierpliwością będę czekać na kolejną książkę z tego cyklu, nawet jeśli będzie opowiadać o innych postaciach ja chętnie wrócę do tego świata i będę się rozkoszować niezwykłą czytelniczą ucztą.
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo Wydawnictwu Replika.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to jedna z lepszych słowiańskich opowieści jaką miałam okazję przeczytać. Jest bardzo oryginalna na co wpływ ma również narodowość autorki, która przybliża nam czeskie oblicze słowiańskiego fantasy. To oryginalna historia, która ma bardzo dobrze wykreowany świat, a do...
Współpraca reklamowa Wydawnictwo Replika]
Lena po śmierci trafia do Pogranicza - świata zawieszonego pomiędzy życiem, a śmiercią. Tam staje się nawką. Musi podjąć ostateczną decyzję i zdecydować czy chce się przemienić w demona czyli błędnicą czy wrócić do świata żywych. Żeby przemiana się dokonała, w ciągu 7 lat musi odebrać na moczarach życie człowiekowi. Jednak sprawy się komplikują i Lena ponownie trafia do świata ludzi. Ma do wykonania zadanie od którego zależy nie tylko jej los.
“Światła nad moczarami” Lucii Ortegi to kolejna słowiańska opowieść, w pięknym wydaniu od wydawnictwa Replika, po którą sięgnęłam. Oprócz malowanych brzegów dostajemy pełną bólu i trudnych wyborów historię Leny. Jest ona zmuszona do konfrontacji z losem, musi zdecydować czy podąży ścieżką ciemności, czy jeszcze raz spróbuje zawalczyć o życie w świecie żywych. Autorka świetnie splata wątki mitologii słowiańskiej z elementami współczesności, budując mroczną, tajemniczą i magiczną atmosferę, pełną słowiańskich wierzeń, demonów i bóstw. Nie wiedziałam czego się spodziewać, ta historia mnie zaskoczyła klimatem, słowiańskością, emocjami i refleksjami nad życiem, smutkiem, samotnością i śmiercią.
“Światła nad moczarami” to świetne wprowadzenie do kolejnej słowiańskiej serii, której kolejnych części już nie mogę się doczekać.
Współpraca reklamowa Wydawnictwo Replika]
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLena po śmierci trafia do Pogranicza - świata zawieszonego pomiędzy życiem, a śmiercią. Tam staje się nawką. Musi podjąć ostateczną decyzję i zdecydować czy chce się przemienić w demona czyli błędnicą czy wrócić do świata żywych. Żeby przemiana się dokonała, w ciągu 7 lat musi odebrać na moczarach życie człowiekowi. Jednak sprawy...
[współpraca reklamowa wydawnictworeplika]
Światła nad moczarami to pierwszy tom Szept Moczarów Lucie Ortega. Książka od pierwszych stron przenoszą nas do świata wypełnionego słowiańskim klimatem. Barwione brzegi oraz wyklejka podbijają uczucie magii oraz tajemnicy jaka kryje historia.
Co znajdziecie w środku;
♡ narrację pierwszoosobową od strony głównej bohaterki Leny;
♥ w początkowych rozdziałach na początku są wzmianki z przeszłości Leny, a później rozważania na temat życia i śmierci;
♡ bardzo dobrze wykreowany świat, system magiczny i istoty jakie spotykamy na kartach powieści;
♥ trudna przeszłość bohaterki przeplatana z przemocową rodzicielką ma wpływ na postrzeganie świata;
♡ duże litery tekstu sprawiają, że łatwiej nam po nią sięgnąć ale trudniej się oderwać;
♥ różne oblicza miłości i siostrzana więź;
♡ bycie na rozdrożu.
"Oczekiwania naszych bliskich są trochę jak buty na obcasie. Z jednej strony dodają nam pewności siebie, ale z drugiej uniemożliwiają poruszanie się w naturalny sposób".
Chociaż z książki aż wylewa się klimat słowiański, co podkreślałam już wcześniej to fabuła bardziej skupia się na życiu, śmierci i życiu po śmierci możliwe że drugiej szansie. Książka niejako pokazuje tą drugą stronę tego co popularne i akceptowalne przez społeczeństwo w trochę krzywym zwierciadle. Relacja rodzicielska też jest tu mocno złożona i kładzie się cieniem na decyzję Leny w nowym życiu.
Książka do połowy jest magiczna, poznajemy wiele istot, fabuła nie jest nastawiona na akcje ale i tak cały czas dowiadujemy się czegoś nowego. Po połowie autorka stawia nas na rozdrożu i choć wtedy świat podziemia jest napakowany różnymi osobami, jak i istotami w moim odczuciu było tego aż za dużo. Można się było pogubić, brakowało tego spokojnego rytmu z początku. Ale, zakończenie i plot twist jaki został wpleciony trochę rekompensuje ten chaos. Także warto dać szansę i się nie poddawać.
Światła nad moczarami zachwyca nie tylko okładką ale i sama historią. Rzadko sięgam po mity słowiańskie ale ta książka urzekła mnie od samego początku. Sytuacje przedstawione w fabule mogą w jakiś sposób odnosić się do nas, więc mimo że historia nie jest prawdziwa, jako czytelnik odczuwa się to zgoła inaczej.
[współpraca reklamowa wydawnictworeplika]
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiatła nad moczarami to pierwszy tom Szept Moczarów Lucie Ortega. Książka od pierwszych stron przenoszą nas do świata wypełnionego słowiańskim klimatem. Barwione brzegi oraz wyklejka podbijają uczucie magii oraz tajemnicy jaka kryje historia.
Co znajdziecie w środku;
♡ narrację pierwszoosobową od strony głównej bohaterki Leny;
♥...
"Czy zło jest definiowane przez sam czyn, czy przez pobudki, które do niego doprowadziły?"
Lena jest martwa. Jednak to nie koniec, a dopiero początek. Teraz, jako nawka żyje na Pograniczu. Jej cel? Zostać błędnicą. Tylko żeby go osiągnąć, musi w ciągu siedmiu lat zwabić na mokradła i zabić człowieka. Czy jej się to uda? A może pojawią się pewne przeszkody?
Jest to książka, której treść dosyć mnie zaskoczyła. Po prostu spodziewałam się czegoś innego, ale zaskoczenia są dobre. Bohaterka ma jasno sprecyzowany cel. Ma nową rodzinę i zrobi wszystko, żeby żeby tak pozostało. To właśnie tu jest jej miejsce, istoty, które są dla niej ważne. Dlatego nie da się ukryć, że zrobi wiele, żeby zostać błędnicą. A kiedy pojawia się zagrożenie dla jej rodziny, a zarazem szansa na uzyskanie kolejnego stopnia decyduje się podjąć działania. Wyrusza w podróż, tylko jak okazuje się to nie będzie zwykła podróż, bo będzie to podróż pełna pytań, wątpliwości. Bo to tak naprawdę czy bohaterka wie czego pragnie? Czy wie czego chce? Podróż stanowi rozgraniczenie pomiędzy tym kim kiedyś była, a tym kim jest obecnie. Jest to czas wątpliwości, niepewności i wyboru własnej drogi.
"Kochanie drugiego człowieka jest jak zlecenie własnej egzekucji. Prędzej czy później twoje serce umrze powolną, bezlitosną śmiercią"
Świat został naprawdę w wspaniały sposób przedstawiony. Piękny, baśniowy klimat. Szczegółowy, a zarazem konkretny i bez zbędnych opisów. Miejsca dobre, ale też pełne zła, okropności i cierpienia. Pełno tu różnego rodzaju stworzeń. Złych, dobrych, ale przede wszystkim łączy ich jedno. Nienawidzą ludzi i naprawdę nie ma co się dziwić. Bo to nie jest książka tylko o poszukiwanie swojej drogi, ale przede wszystkim jest to książka, która zmusza do refleksji. Książka, która ukazuje, że to człowiek jest tym złym. Człowiek, który przyczynia się do niszczenia środowiska. Ta książka wręcz w idealny sposób przedstawiła człowieka jako niszczyciela natury. Z pewnością jest to historia, która daje wiele do myślenia w tym zakresie.
Bardzo przyjemnie się czytało. Nie ukrywam, że najbardziej do mnie trafiały nie tyle pełne rozdziały, a niewielkie fragmenty pomiędzy nimi. Fragmenty, które zmuszają do myślenia, ale też fragmenty, które ukazują przeszłość bohaterki. Od początku całej lektury byłam bardzo ciekawa tego w jaki sposób Lena skończyła w takim miejscu, a raczej dlaczego zdecydowała się na taki krok. Co ją do tego popchnęło? Jaka jest jej historia? Były to bardzo intrygujące fragmenty i powodowały, że wręcz chciało się czytać dalej. Ale to co chyba najbardziej mnie zaskoczyło to wątek romantyczny. Totalnie się go tutaj nie spodziewałam, mimo, że był bardzo, bardzo znikomy i w głównej mierze pojawił się dopiero na samym końcu.
"Tym, co trzyma nas między światami, jest nasz ból. Gorycz i nienawiść, których nie możemy się pozbyć. Gdybyśmy to zrobili, przestalibyśmy być tym, kim jesteśmy"
Oprawa książki prześliczna. Twarda okładka, piękny barwione brzegi. A do tego bardzo duża czcionka. Historię szybko się czyta, przyjemnie. Momentami historia też wywołuje śmiech, a zwłaszcza momenty, w których główna bohaterka miała dosyć mordercze myśli wobec pewnej osoby. Śmieszne to było. Zakończenie nie do końca mnie usatysfakcjonowało, wolałabym troszeczkę inne zakończenie. Nie wszystko potoczyło się po mojej myśli. Ale nie zawsze tak musi być, prawda? Miłego.
"Czy zło jest definiowane przez sam czyn, czy przez pobudki, które do niego doprowadziły?"
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLena jest martwa. Jednak to nie koniec, a dopiero początek. Teraz, jako nawka żyje na Pograniczu. Jej cel? Zostać błędnicą. Tylko żeby go osiągnąć, musi w ciągu siedmiu lat zwabić na mokradła i zabić człowieka. Czy jej się to uda? A może pojawią się pewne przeszkody?
Jest to...
Literatura inspirowana słowiańszczyzną od zawsze mnie fascynuje. To właśnie ten rodzaj opowieści, który przyciąga mnie jak magnes, pełen magii, duchów i zapomnianych wierzeń. Sięgając po tę książkę, liczyłam na niezwykłą przygodę i dokładnie to otrzymałam.
Lena, główna bohaterka, po śmierci trafia do Pogranicza jako nawka. W nowym świecie otacza ją wspólnota magicznych istot, dla których cierpienie i śmierć są codziennością. Dziewczyna staje przed dramatycznym wyborem: może zostać błędnicą lub zginąć. Aby przetrwać, musi zwabić i zabić człowieka. Zamiast jednak ślepo podążać tą ścieżką, decyduje się na bunt i wyrusza do świata ludzi, by odnaleźć człowieka, którego niegdyś głęboko zraniła.
Uwielbiam ten rodzaj narracji, mroczny, a zarazem poetycki. Czuję się w nim jak w domu. To jednak nie jest zwykła historia fantasy. To opowieść o kobiecie, która z własnej woli zakończyła życie. Każdy rozdział staje się refleksją nad tym czynem i jej dawnym istnieniem. Te fragmenty były przejmujące, pełne bólu i żalu, niejednokrotnie doprowadziły mnie do łez.
Mimo tragicznych wątków, w Pograniczu Lena odnajduje coś, czego tak bardzo jej brakowało: rodzinę, bliskość i poczucie przynależności. By jednak pozostać w tym świecie, musi wykonać misję. Staje wtedy przed pytaniem, które tnie głębiej niż ostrze: czy jej istnienie jako błędnicy jest warte życia innego człowieka?
Wraz z Leną wyruszamy w podróż pełną moralnych dylematów i duchowych poszukiwań. Spodziewałam się mrocznej opowieści, a otrzymałam coś znacznie subtelniejszego, baśń o śmierci, żalu i odkupieniu. Choć nie brak tu ciężkich momentów, to właśnie ta baśniowość sprawia, że historia nabiera lekkości i uroku.
Delikatny wątek romantyczny pięknie dopełnia całość, nie przyćmiewając głównego przesłania. Ważnym elementem książki jest także motyw found family, czyli odnalezionej rodziny, która daje bohaterce siłę i poczucie, że nie jest sama. Relacje między postaciami są ciepłe, wspierające i bardzo prawdziwe, co nadaje tej historii głębi.
„Światła nad moczarami” to lektura, przez którą się płynie. Lekka, piękna i nastrojowa. Bawiłam się znakomicie i nie chciałam opuszczać tego świata nawet po ostatniej stronie. Jeśli, tak jak ja, kochacie słowiańskie klimaty, magię i emocjonalne opowieści o drugich szansach, gorąco polecam Wam tę książkę.
Literatura inspirowana słowiańszczyzną od zawsze mnie fascynuje. To właśnie ten rodzaj opowieści, który przyciąga mnie jak magnes, pełen magii, duchów i zapomnianych wierzeń. Sięgając po tę książkę, liczyłam na niezwykłą przygodę i dokładnie to otrzymałam.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLena, główna bohaterka, po śmierci trafia do Pogranicza jako nawka. W nowym świecie otacza ją wspólnota magicznych...
Nieco ciężko ocenić mi tę książkę. Spodziewałam się czegoś innego, początek też niezbyt mnie zachęcił, bale do mnie nie przemówiły i nie pasowały mi do wizji książki, którą stworzyłam na podstawie opisu. Pragnęłam czegoś bardziej bagnistego, tak by wręcz przesiąknąć magią i mrokiem mokradeł.
Od połowy, bawiłam się znacznie lepiej, świat Mrocznej Nawii przemówił do mnie bardziej. Tyle ciekawych miejsc przepełnionych złem i obrzydlistwem, czuję, że dałoby się to jeszcze bardziej rozwinąć i wciągnąć w to czytelnika. Nieco ubolewam, że tajemnice i przeszłość innych bohaterów zostały nieco wspomniane i wyjaśnione na szybko, bez zbudowania pełnego napięcia. Wierzę, że i one mogłyby stanowić świetne wątki książki. Pomimo słabego początku, końcówka mnie zaciekawiła i kusi, by sięgnąć po kolejny tom, gdy tylko będzie dostępny w Polsce.
Doceniam za poruszenie ciężkich tematów, zachęcenie czytelnika do refleksji. Rozumiem nieco głosy o romantyzowaniu samobójstwa, to niezwykle wrażliwy temat i niestety łatwo przesadzić, czy to w jedną, czy drugą stronę. Samo osobiście tak tego nie odebrałam, być może przez to, że miałam w głowie myśl, że są to słowa bohaterki, która dokonała właśnie takiego wyboru. Oczywiste, że w jej sytuacji, jej podejście może właśnie tak wybrzmieć. Pomimo to, przemyślenia Leny na przestrzeni historii zmieniają się, a końcówka budzi nadziei.
Zakończę tę opinię cytatem, który bardzo do mnie przemówił:
Nasze wspomnienia robią z nami to, co nóż rzezniarski robi z drewnianym posągiem. Nadają nam kształt i definiują to, kim jesteśmy. Mogłoby się wydawać, że nic się nie stanie, jeśli pozbędziemy się wspomnień. Nóż już wykonał swoją pracę. Ale to tak nie działa. Z każdym oddanym wspomnieniem stawałam się inna – silniejsza, bardziej wolna, ale też mniej ludzka.
Nieco ciężko ocenić mi tę książkę. Spodziewałam się czegoś innego, początek też niezbyt mnie zachęcił, bale do mnie nie przemówiły i nie pasowały mi do wizji książki, którą stworzyłam na podstawie opisu. Pragnęłam czegoś bardziej bagnistego, tak by wręcz przesiąknąć magią i mrokiem mokradeł.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd połowy, bawiłam się znacznie lepiej, świat Mrocznej Nawii przemówił do mnie...