ArtykułyCzytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać375
ArtykułyLiteracki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1
ArtykułyNajpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3
ArtykułyPrzeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać2
Wiatr i Prawda. Część 1

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Archiwum Burzowego Światła (tom 5.1)
- Seria:
- Cosmere
- Tytuł oryginału:
- Wind and Truth
- Data wydania:
- 2025-02-26
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-02-26
- Liczba stron:
- 799
- Czas czytania
- 13 godz. 19 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368240481
- Tłumacz:
- Anna Studniarek-Więch
Dalinar Kholin rzucił wyzwanie złemu bogu Odium, zaś uzgodniony przez nich pojedynek czempionów ma zadecydować o przyszłości Rosharu. Świetlistym Rycerzom zostało zaledwie dziesięć dni na przygotowania – a niespodziewane wstąpienie przebiegłego i bezwzględnego Taravangiana, który zajął miejsce poprzedniego Odium, wprowadziło chaos w ich planach.
Na całym świecie trwają walki – Adolin walczy w Azirze, Sigzil i Venli na Strzaskanych Równinach, a Jasnah w Thaylenah. Były skrytobójca Szeth musi zaś oczyścić swoją ojczyznę, Shinovar, z mrocznych wpływów jednego z Niestworzonych. Towarzyszy mu Kaladin, którego czeka nowe wyzwanie – pomóc Szethowi pokonać własne demony...
Kup Wiatr i Prawda. Część 1 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Wiatr i Prawda. Część 1
Najciekawsza opowieść Sheta. Myślę, że bez audiobooka bym nie przebrnęła. Albo mnie zmuliło albo ta część jakaś niedorobiona. No i oczywiście obsesje lgbt i gender wtryniane nawet do takiej epickiej książki. No serio?! Czy to jest taki temat. Wychuchane książątko czuje miętę do brutalnnego wojownika obcych? No i te kobiety zapisane jako mężczyzna? Naprawdę, naprawdę - dość tego! I tu nie ma żadnej głębi, żadnej ludzkiej opowieści. Byle coś na siłę wcisnąć z tych tematów! To jest chore! I protestuję przeciwko czemuś takiemu!
Oceny książki Wiatr i Prawda. Część 1
Poznaj innych czytelników
2576 użytkowników ma tytuł Wiatr i Prawda. Część 1 na półkach głównych- Przeczytane 1 426
- Chcę przeczytać 1 058
- Teraz czytam 92
- Posiadam 481
- 2025 105
- Fantasy 42
- Ulubione 40
- Fantastyka 32
- Chcę w prezencie 17
- Audiobook 14
Inne książki autora

Czytelnicy Wiatr i Prawda. Część 1 przeczytali również
Cytaty z książki Wiatr i Prawda. Część 1
Ideały są martwe, chyba że stoją za nimi ludzie. Prawa istnieją nie dla samych siebie, ale dla tych, którym służymy.
Ideały są martwe, chyba że stoją za nimi ludzie. Prawa istnieją nie dla samych siebie, ale dla tych, którym służymy.
- Cnota to coś, co jest cenne, nawet jeśli nic ci nie daje. Cnota trwa bez nagrody i rekompensaty. Myślenie pozytywne jest wspaniałe. Ważne. Użyteczne. Ale musi takim pozostać, nawet jeśli nic ci nie daje. Wiara, prawda, honor... jeśli istnieją tylko po to, by coś ci dać, nie zrozumiałeś burzowego sedna sprawy.
- Cnota to coś, co jest cenne, nawet jeśli nic ci nie daje. Cnota trwa bez nagrody i rekompensaty. Myślenie pozytywne jest wspaniałe. Ważne....
Rozwiń Zwiń - Czasami mam wrażenie, że mam dwa umysły. Może ty masz tak samo. Mam mózg, który chce mnie zniszczyć... który podszeptuje, że wszystko, co kocham, jest skazane na zagładę, więc równie dobrze mogę się poddać. Nie mogę po prostu znosić takiego myślenia. Muszę działać. Muszę wyruszyć na wojnę.
- Wyruszyć na wojnę ze swoim własnym mózgiem.
- W pewnym sensie. (...) Kiedy zacząłeś uczyć się walki, nie miałeś żadnych odruchów, pamiętasz? Co wtedy zrobiłeś? - Ćwiczyłem. Powtarzałem raz za razem, aż właściwa reakcja zaczęła pojawiać się w chwili, kiedy jest potrzebna.
- To coś w tym rodzaju. Kiedy przybywają niewłaściwe myśli, musisz być gotowy. Nie tylko je odeprzeć, ale zastąpić właściwymi. Myślami wojownikami, by stawiły opór tym złym.
- Czasami mam wrażenie, że mam dwa umysły. Może ty masz tak samo. Mam mózg, który chce mnie zniszczyć... który podszeptuje, że wszystko, co ...
Rozwiń Zwiń














































Opinie i dyskusje o książce Wiatr i Prawda. Część 1
Ta książka jest taka jak poprzednie i inna niż poprzednie. Jest równie dobra jak poprzednie, ale zakończenie jest inne niż w poprzednich. Opowieść została przerwana i dokończona będzie w kolejnym tomie. Brak dużego wydarzenia na zakończenie i jest to różnica w porównaniu z poprzednimi tomami tej historii.
Ta książka jest taka jak poprzednie i inna niż poprzednie. Jest równie dobra jak poprzednie, ale zakończenie jest inne niż w poprzednich. Opowieść została przerwana i dokończona będzie w kolejnym tomie. Brak dużego wydarzenia na zakończenie i jest to różnica w porównaniu z poprzednimi tomami tej historii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWidziałem sporo narzekań, ale moim zdaniem pierwsza część "Wiatru i Prawdy" bije na głowę cały poprzedni tom. Po przedłużającym się oblężeniu, świat skupia się na ostatnich dniach przed pojedynkiem z Odium. Dalinar i Navani ruszają w niebezpieczną podróż, która wreszcie rzuca nam światło na ważne wydarzenia z prehistorii cosmere. Kaladin służy za terapeutę Shetha; i choć doskonale zdaję sobie sprawę, jak to brzmi, jest to jeden z najlepszych wątków tego tomu. Na nieco dalszy plan zeszła Shallan, tym razem wspierana przez przezroczystych Renarina i Rlaina.
Swój pomnik przy każdym pojawieniu się na stronach powieści buduje sobie Adolin i tu trzeba przyznać - czekam na ciekawy zwrot akcji związany z Kholinem, bo jego nieskazitelność w połączeniu z monologiem wewnętrznym staje się dość trudna do skonsumowania.
Widziałem sporo narzekań, ale moim zdaniem pierwsza część "Wiatru i Prawdy" bije na głowę cały poprzedni tom. Po przedłużającym się oblężeniu, świat skupia się na ostatnich dniach przed pojedynkiem z Odium. Dalinar i Navani ruszają w niebezpieczną podróż, która wreszcie rzuca nam światło na ważne wydarzenia z prehistorii cosmere. Kaladin służy za terapeutę Shetha; i choć...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo niestety dla mnie to duży zawód!
Było ciekawie, sensownie, w tym tomie jest nudno i na siłę zgodnie z poprawnością polityczną.
I po co?
No niestety dla mnie to duży zawód!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByło ciekawie, sensownie, w tym tomie jest nudno i na siłę zgodnie z poprawnością polityczną.
I po co?
Duże spoilery poniżej, wynikające głównie z potrzeby ponarzekania.
No, pierwsza połowa finalnego tomu (na ten moment) Archiwum Burzowego Światła szału nie zrobiła. To nadal fajna, kolosalnie epicka przygoda, którą czyta się bardzo lekko, z postaciami, z którymi jest się bardzo zżytym ale w porównaniu do wcześniejszych tomów, a zwłaszcza wybitnych dwóch pierwszych, tym razem czuć było już naprawdę sporą przepaść. Także czytając ją zaraz po bardzo fajnych sekretnych projektach Autora. Miałem także wrażenie (nie pierwszy raz przy niektórych książkach Sandersona),że ten tom to już było takie naprawdę korpo-pisanie, momentami jakaś mdła praca zbiorowa oparta o jakieś badania grup focusowych dla jak najszerszego odbioru. Powstająca jak współczesne blockbustery, a tracąca jakąś autorską magię, te sedno opowieści, które chciał nam Sanderson opowiedzieć na samym początku. Choć być może druga połowa jakoś mi to zrekompensuje i naprawi. Finalna ocena nadal będzie pozytywna ale, no zacznijmy od tych mankamentów.
Po pierwsze, od samego początku dostajemy tu kilka nagłych zabiegów o bardzo retconowym charakterze, które sprawiały wrażenie zbyt mocno dorzuconych z czapy. Których ewentualny foreshadowing, jeżeli jakiś był, to był dla mnie zupełnie niewystarczający. Na przykład dostajemy tutaj kilku nowych bogów, starszych niż wszystko inne na planecie, którzy jakoś pozostali po Adonalsium sprzed strzaskania ale do tej pory jakoś nie mieli siły się udzielać (ot z magiczno-techno-bełkotliwych powodów). Nie dość, że Autor wyskoczył z nimi jak Filip z konopii to jeszcze mają być oni super ważni i kluczowi dla całego story arcu. Również liczne postacie, w tym główne, teraz jakoś mniej przypominały siebie (np. radosny terapeuta Kaladin – wiem, że ostatnio zdobył nowy level (sic!) ale żeby zaraz po pogrzebie Tefta w zasadzie od samego początku tak tryskać radością? sic!!). Dwie inne postacie odkrywają ni stąd ni zowąd ogromny homoseksualny pociąg romantyczny do siebie nawzajem, mimo że byli razem w moście czwartym od Słów Światłości i przez trzy niesamowicie ceglaste tomy nic na to nie wskazywało. Była to ewidentnie decyzja dodana na etapie tego tomu i na dodatek wątek ten nie ma tu żadnej ciekawej dynamiki oprócz wzdychania do siebie i średnio trzyma się kupy. Wyskakuje zupełnie nieorganicznie, znowu, jak Filip z konpii. Nijak nie czuć realistycznej chemii między tymi postaciami, a o wcześniej ustanowionych uwarunkowaniach biologicznych jak potrzeba "paroformy" przy takich relacjach z pieśniarzami nie wspominając. Taki Renarin stał się jednym z moich większych rozczarowań puki co. Dotychczas tak tajemniczo budowany, zapowiadał się na fascynującą dziką kartę w finalnych rozgrywkach. A tu nagle ciężko go było przeboleć. To nie wszystkie niekonsekwencje. Np. powrót części bohaterów z Cieniemorza nagle okazał się możliwy do błyskawicznego zrealizowania. Nagle burzowe światło nie ulatywało już szybciej w Cienimorzu i można było w nim toczyć długie podniebne (i podpaciorkowe) batalie. Można było nawet zaczarować konia aby w parę godzin przeleciał przez pół Rosharu w Cieniomorzu :D. Nie można było tak wcześniej? Podsumowując mój ogólny zarzut dot. niekonsekwencji i retconowania, ogólnie miałem wrażenie naprawdę licznych jakichś takich zmian, jakichś niezgodności w działaniach tutejszych mocy, nowych elementów ni stąd ni zowąd, niekonsekwentnych zachowań postaci, dziwnych zmian w charakterach itp. A maratonuję Cosmere i sam Roshar ciągiem od wielu miesięcy więc wydaje mi się, że przez to szczególnie byłem na to wyczulony.
To nie koniec mankamentów, bo i fabuła w tej połówce, no nie porywała. Dostaliśmy tu trzy pola bitewne, gdzie nasze siły dobra muszą się teraz utrzymać na przestrzeni 10 dniu do ostatecznego finału. No i ci bohaterowie tam są, no i walczą od czasu do czasu ale jakoś nie ma w tym wszystkim napięcia, jakichś zwrotów akcji, jakiegoś dreszczyku. Jest to napisane tak – wręcz sielankowo. Zwłaszcza walki w Azimirze, które miały być dramatyczne ale obserwowaliśmy Adolina głównie w przerwach gdzie uczył cesarza grać w karty, rzucać piłeczką w pancerzu i mile spędzającego czas budując wzorowo relacje z tamtejszą armią. Czasem dochodziło do walk, czasem były brutalne ale napięcia w tym niebyło za grosz. Brakowało mi jakiejś intensywności. Naprawdę bieganie z mostem na plecach było sto razy bardziej intensywne w tej serii niż walka z hordami półboskich potworów. Coś tu się stało nie tak.
Ostatni mankament to Kraina Ducha. Zawsze narzekałem, że Kraina Umysłu była w tej serii niewykorzystanym potencjałem ale Kraina Ducha to już zupełnie było nie to na co się nastawiałem. Pominąwszy fakt, że decyzja aby do niej wyruszyć wydawała się podjęta totalnie lekkomyślnie i na spontanie. Do tego stopnia, że postacie wciągnęły do niej nawet przypadkowego obserwatora i w ogóle wyruszyły niby w tajemnicy choć sprawiało to wrażenie bardziej jakby po prostu nie pomyśleli o jakichś większych przygotowaniach czy wyznaczeniu zastępstw. Jak jakiś wyskok do pubu. Sam fabularny pomysł / przyczyna tej wyprawy również wyskoczył trochę jak ten Filip z konopi. A o braku jakiejkolwiek rozkminki postaci jak ich wyprawa wpłynie na ich więź ze sprenami i same spreny, np. czy wieża Urithiru nadal będzie działać (!!!) nie wspominając. Zwłaszcza dla Navanii takie zaćmienie umysłu wydawało mi się również jakąś kolosalną charakterologiczną niekonsekwencją. (Choć wieża tego nie odczuła więc i Autor chyba o tym nie pomyślał). A sama Kraina okazała się po prostu interaktywnym pokazem wizji. Kolejnymi przygodami jak w holodecku. Narzekałem na takie opieranie historii na wizjach już w Dawcy Przysięgi ale tutaj, ten zamysł pojechał już po bandzie i cały czas jawił mi się w głowie jako zbyt wygodne, po prostu leniwe pisarstwo. Nie wizje same w sobie czyli ich treść – co zaznaczam, ale koncepcja, że ten najbardziej tajemniczy wymiar działa jak wygodny pokaz flashbacków, który na koniec nam wszystko opowie. Żeby było śmieszniej, w Krainie Ducha bohaterom działają magiczne zegarki, więc co rusz patrzyli na rękę ile czasu im pozostało do finału :D (nie mając w zasadzie pojęcia jak stamtąd wrócić do Krainy Materii). No drażniło mnie to. Ta seria zasługiwała na lepszą intrygę, na większe napięcie i więcej konsekwencji. Na intensywność. A.., jeszcze Duchokrwiści. Byli obecni, byli groźni. Ale odkąd wiem kto im przewodzi (głównie poprzez Zaginiony Metal) to zupełnie już mnie nie fascynowali. Emocje uleciały.
Ale ale. Ponarzekałem bardzo dużo bo bardzo mocno zdążyłem pokochać wcześniejsze tomy i każdy mankament, na tym etapie naprawdę bolał mnie podwójnie. Na szczęście dostaliśmy też przynajmniej dwa świetne wątki dla których z przyjemnością śledziłem kolejne strony i dzięki którym to wciąż jest dobra książka. Warta przeczytania. Pierwszy to sama zwartość flashbackowych wizji z Krainy Ducha. No bo to wreszcie jest ta historia Rosharu, historia przybycia ludzi i samych Heroldów. Poznawanie Heroldów i ich pierwotnych relacji było naprawdę super. Mimo, że zakłócane średnio-interesującymi Duchokrwistymi i męczącym romansem, o którym pisałem wcześniej, ta część historii było dla mnie jednym z sednów zabawy. Drugim był Szeth. Wreszcie dostaliśmy jego backstory, jego psychikę, jego relacje i na razie jest on fantastyczny. Świetnie i pomysłowo skonstruowany jako postać. Jego wspomnienia dawały ten niesamowicie potrzebny, uziemiony wymiar tej historii, w przeciwieństwie do całej reszty męczących epickości. Postacie i relacje z jego dzieciństwa były dużo bardziej namacalne i żywe niż gro wcześniej ustanowionych bohaterów snujących się tutaj w swoich wątkach. Także jego budowana relacja z Kaladinem działała doskonale. A sam Shinovar okazał się wyjątkowo klimatyczną miejscówką. To było samo mięso tego (pół) tomu. Szkoda że stanowiło jedynie jego ok. 30% Razem z historią Heroldów – rewelacja.
Niestety ww. procent oddaje też stosunek geniuszu zawartego w tym tomie do tomów początkowych. Jakościowo to jest taka 1/3 Drogi Królów. Miałem jakieś nieodparte wrażenie, że w tych 30-40% to był ten prawdziwy Sanderson, a reszta zawartości to jakiś korpo-konsensus wypracowany już przez etatowych pracowników cosmerowego Dragonsteel, których liczba jest pewnie adekwatna do listy podziękowań jakie Autor zamieszcza w swoich ostatnich książkach.
Ocena końcowa: 7/10. Pewnie. Była to, bądź co bądź dobra rozrywka. Choć najsłabsza jaką miałem do tej pory na Rosharze, z problemami wręcz fascynującymi w swojej naturze (dlatego taki wylew narzekania powyżej). Ale kto wie, druga połowa tomu jeszcze przede mną. Może będzie tak doskonała, że zrehabilituje w zupełności ww. mankamenty. Chciałbym.
Duże spoilery poniżej, wynikające głównie z potrzeby ponarzekania.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo, pierwsza połowa finalnego tomu (na ten moment) Archiwum Burzowego Światła szału nie zrobiła. To nadal fajna, kolosalnie epicka przygoda, którą czyta się bardzo lekko, z postaciami, z którymi jest się bardzo zżytym ale w porównaniu do wcześniejszych tomów, a zwłaszcza wybitnych dwóch pierwszych, tym...
Kolejny raz pierwszy tom sztucznie rozbitej części ABŚ nie wzbudza we mnie większych uczuć, mam wrażenie, że poziomem jest bardzo zbliżony do pierwszego tomu Dawcy przysięgi, gdzie również niewiele się działo. Na plus należy zaliczyć wątek Szetha i Kaladina, nie wiem do czego zmierza i to jest największy plus, a do tego kończy się ciekawym cliffhangerem. Niezły jest również wątek Dalinara, w tym jednak przypadku ma odczucie, że zakończy się on inaczej niż wszyscy oczekują. czas pokaże. Brak mi trochę Shallan, jest jej wyraźnie mniej, a nawet jak już jest, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że została odstawiona na boczny tor. Pozostali bohaterowie są bardziej nijacy, może Adolin i jego relacja z cesarzem wypada trochę bardziej na plus.
Najśmieszniejsze jest to, że jest to pierwszy tom od początku, w którym niby wiemy do czego fabuła dąży, a tak naprawdę to nic nie wiemy. Mam nadzieję, że drugi tom mnie pozytywnie zaskoczy i dowiezie ABŚ w formie do półmetku. A potem już tylko 10 lat oczekiwania na następny tom.
Kolejny raz pierwszy tom sztucznie rozbitej części ABŚ nie wzbudza we mnie większych uczuć, mam wrażenie, że poziomem jest bardzo zbliżony do pierwszego tomu Dawcy przysięgi, gdzie również niewiele się działo. Na plus należy zaliczyć wątek Szetha i Kaladina, nie wiem do czego zmierza i to jest największy plus, a do tego kończy się ciekawym cliffhangerem. Niezły jest również...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO luuuudzie...
Wymęczyła mnie ta część przeokrutnie, czytałam rekordowe prawie 2 miesiące, w międzyczasie przeczytałam/przesłuchałam 6 innych książek. Bywały dobre momenty, ale też niestety dużo więcej kiepskich, no dłużyło się to niesamowicie. No i te wątki tęczowo-transgenderowe wydają się być wciśnięte zupełnie na siłę, trochę tak, jakby trzeba było odhaczyć, że w książce zawarty jest ten temat.
Przed ostatnią częścią muszę chyba zrobić dłuższą przerwę.
O luuuudzie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWymęczyła mnie ta część przeokrutnie, czytałam rekordowe prawie 2 miesiące, w międzyczasie przeczytałam/przesłuchałam 6 innych książek. Bywały dobre momenty, ale też niestety dużo więcej kiepskich, no dłużyło się to niesamowicie. No i te wątki tęczowo-transgenderowe wydają się być wciśnięte zupełnie na siłę, trochę tak, jakby trzeba było odhaczyć, że w...
Finał na miarę Sandersona, wiedząc że ta książka zamyka pierwszy cykl narracyjny z serii „Archiwum Burzowego Światła” miałem nadzieję że kolejne strony będą znikać powoli. Jednak Sanderson umie wciągać i to jak!
Finał na miarę Sandersona, wiedząc że ta książka zamyka pierwszy cykl narracyjny z serii „Archiwum Burzowego Światła” miałem nadzieję że kolejne strony będą znikać powoli. Jednak Sanderson umie wciągać i to jak!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć przez pierwsze trzy ,,dni" męczyłem się niemiłosiernie i błagałem tylko, aby ta książka w końcu się skończyła, ostatnie dwa ,,dni" były niczego sobie i nawet mnie wciągnęły.
Na ogromny, gargantuiczny, olbrzymi plus jest wątek Kaladina i Szetha. Choć rola terapeuty Burzą Błogosławionego nie do końca mi się podoba, dynamika, walka i ogólny klimat Shinovaru bardzo mi się podobają.
Na minus klasycznie, do wątku nudnej, niezrozumiałej i fatalnej Shallan, Brandon Sanderson dodał kolejnych dwóch, moim zdaniem, fatalnych, nudnych i nijakich bohaterów jakimi są Rlain i Renarin.
Dalinar, Navani w porządku, w całej części działają bardziej nie jako bohaterowie, a postacie, które musiały się tam znaleźć, by wyjaśnić nieco historię całego Rosharu.
Adolin - czułem większy potencjał tego chłopaka. Z początku całej serii był nieidealnym rycerzem. Teraz stał się kimś w rodzaju chodzącego ideału mimo realiów tragicznej w skutkach wojny. Choć go lubię, gram gorszego zachowania, jakiegoś nie do końca zdrowego nawyku, pewnej normalności, na pewno by mu nie zaszkodziły.
Choć przez pierwsze trzy ,,dni" męczyłem się niemiłosiernie i błagałem tylko, aby ta książka w końcu się skończyła, ostatnie dwa ,,dni" były niczego sobie i nawet mnie wciągnęły.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa ogromny, gargantuiczny, olbrzymi plus jest wątek Kaladina i Szetha. Choć rola terapeuty Burzą Błogosławionego nie do końca mi się podoba, dynamika, walka i ogólny klimat Shinovaru bardzo mi się...
Sanderson jak zwykle nie zwodzi. Czyta się to kompletnie inaczej niż poprzednie 4 tomy, świetnie wprowadza w te ostatnią bitwe jednocześnie podział rozdziałów na zasadzie 1 rozdział to 1 dzień daje poczucie upływającego czasu w ramach książki. Wreszcie dostajemy sensowne wyjaśnienia, a także jeszcze więcej pytań.
Sanderson jak zwykle nie zwodzi. Czyta się to kompletnie inaczej niż poprzednie 4 tomy, świetnie wprowadza w te ostatnią bitwe jednocześnie podział rozdziałów na zasadzie 1 rozdział to 1 dzień daje poczucie upływającego czasu w ramach książki. Wreszcie dostajemy sensowne wyjaśnienia, a także jeszcze więcej pytań.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy tom finałowej odsłony pierwszego etapu Archiwum Burzowego Światła — i jednocześnie książka, która jest wyraźnym przygotowaniem do czegoś większego.
Całość zbudowana jest wokół odliczania dziesięciu dni. Ten tom kończy się na piątym, więc fabularnie jesteśmy dokładnie w połowie napięcia. I to czuć — to raczej ustawianie figur na planszy niż spektakularne zwroty akcji.
Dużo miejsca zajmują odniesienia do dawnych wydarzeń oraz historia heroldów. A że jest ich dziewięciu (czy dziesięciu…) i każdy ma swoją przeszłość, rolę oraz imiona używane zamiennie — momentami naprawdę trudno połapać się, kto jest kim. Przy tak rozbudowanej obsadzie i równoległych wątkach łatwo się pogubić i trzeba sobie odświeżać informacje.
Wątek Kaladin i Szeth w Shinovarze rozwija się spokojnie. Jest trochę potyczek, trochę podróży, ale największy ciężar tej części spoczywa na przeszłości Szetha. Po wcześniejszych tomach, gdzie był raczej postacią funkcjonującą z boku, tutaj dostajemy pełniejsze spojrzenie na jego historię sprzed wydarzeń z pierwszej części. Shinovar jako kultura i sposób funkcjonowania społeczności są interesujące, choć nie aż tak angażujące jak wcześniejsze wątki Kaladina czy Shallan.
To tom przejściowy — ważny kontekstowo, ale mniej emocjonalny niż poprzednie częśc
Pierwszy tom finałowej odsłony pierwszego etapu Archiwum Burzowego Światła — i jednocześnie książka, która jest wyraźnym przygotowaniem do czegoś większego.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCałość zbudowana jest wokół odliczania dziesięciu dni. Ten tom kończy się na piątym, więc fabularnie jesteśmy dokładnie w połowie napięcia. I to czuć — to raczej ustawianie figur na planszy niż spektakularne zwroty...