rozwińzwiń

Czyste radości mojego życia

Okładka książki Czyste radości mojego życia autora Jan Smid, 8307010977
Okładka książki Czyste radości mojego życia
Jan Smid Wydawnictwo: Czytelnik literatura piękna
335 str. 5 godz. 35 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Čisté radosti mého života
Data wydania:
1986-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1986-01-01
Liczba stron:
335
Czas czytania
5 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
8307010977
Tłumacz:
Emilia Witwicka
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czyste radości mojego życia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Czyste radości mojego życia



książek na półce przeczytane 5883 napisanych opinii 277

Oceny książki Czyste radości mojego życia

Średnia ocen
8,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czyste radości mojego życia

avatar
34
4

Na półkach:

Jeśli w tym momencie masz doła, przeczytaj tę książkę.

Jeśli w tym momencie masz doła, przeczytaj tę książkę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
95
77

Na półkach: ,

Bardzo fajna powieść. Naprawdę bylam zaskoczona, bo nie spodziewałam się takiej historii w tej niepozornej żółtej książce. Historia komiwojażera (Nat Jessel) w Stanach, ktory w podróży napotyka lwicę. A raczej to ona jego. I właściwie od tego wydarzenia zaczyna się inna wersja jego pracy. Bo komiwojażer sprzedaje towary, a gdy ma się wielkie zwierzę przy sobie (które czasem leży i dyszy a czasem wystarczy ze wyjdzie z auta) to sprzedaż ma zupełnie inny wymiar.
Nat próbuje odnaleźć właściciela lwicy, ale zanim to sie stanie Eileen (tak ją nazwał) towarzyszy mu przez kilka miesiące podrozy, ratuje mu życie (ktoś zagroził mu bronią). Nat rewanżuje się jej, gdy Eileen dostaje zapalenia płuc (lub czegoś podobnego bo jednak to cieplolubny kot).
Książka zabawna, pozytywna, i zaskakujaca. Przy okazji piękne opisy przyrody, ale nie nachalne, skromne. Tyle ile trzeba, żeby poczuć miłość głównego bohatera do gór, lasów i uwielbienie do życia w drodze i biwaków nad potokiem. Sama przyjemność czytania. Polecam.

Bardzo fajna powieść. Naprawdę bylam zaskoczona, bo nie spodziewałam się takiej historii w tej niepozornej żółtej książce. Historia komiwojażera (Nat Jessel) w Stanach, ktory w podróży napotyka lwicę. A raczej to ona jego. I właściwie od tego wydarzenia zaczyna się inna wersja jego pracy. Bo komiwojażer sprzedaje towary, a gdy ma się wielkie zwierzę przy sobie (które...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
178
113

Na półkach: , , , ,

Ach! Książka zachwyca swą prostotą i pogodnością. Dawno nie było mi tak lekko na sercu i duszy. Do tego na plus czeski humor osadzony na amerykańskich pustkowiach.

Ach! Książka zachwyca swą prostotą i pogodnością. Dawno nie było mi tak lekko na sercu i duszy. Do tego na plus czeski humor osadzony na amerykańskich pustkowiach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

211 użytkowników ma tytuł Czyste radości mojego życia na półkach głównych
  • 106
  • 105
56 użytkowników ma tytuł Czyste radości mojego życia na półkach dodatkowych
  • 30
  • 12
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wariatki Chantal Delsol
Wariatki
Chantal Delsol
Czasami tak bywa. Czasami napotykamy na swojej drodze istotę wyjątkową, tak piękną, że aż stajemy w miejscu i odwracamy za nią głowę. Kompletnie nam w niej zawróciła. Ale później, kiedy zaczynamy ją lepiej poznawać, okazuje się, że poza atrakcyjną powłoką ma też wady. I to takie, które sprawiają, że przestaje nam się tak bardzo podobać. Choć wizualnie wciąż jest piękna, zwyczajnie już nas nie interesuje. Czasami tak bywa. Tak właśnie stało się z tą książką. Skusiła mnie tytułem, opisem z przodu („Opowieść o kobietach obdarzonych szczyptą szaleństwa”) oraz treścią na tylnej okładce. Być może moje rozczarowanie jest tak duże, bo nastawiałam się na historię odważnych, niezależnych kobiet, które nie boją się sięgać po swoje mimo trudności, kłód rzucanych pod nogi przez czasy, patriarchat etc. A wyszło... No, nie do końca tak, jak sobie wyobrażałam. Fabuła „Wariatek” jest prowadzona niespiesznie. Czuć dystans, jakby była pokryta kurzem. Trochę mi się przez to kojarzy z japońskimi dziełami, z którymi miałam kontakt, ale nie chciałabym nikogo wprowadzać w błąd tą sugestią. Po prostu... tak mi się kojarzy. Ale nie dziwne, wszak to opowieść o życiu kilku kobiet z jednej rodziny. Zaczyna się w czasach okołowojennych, od prababki. A nawet praprababki, gdyby się uprzeć. Na początku byłam zachwycona. Urzekła mnie postać Julii, która powoli, spokojnie, w bardzo przemyślany sposób wydzierała swoje życie z ram ustalonych przez rodzinę. Robiła to skutecznie, na tyle, na ile mogła. Nawet w dojrzałym wieku musiała pogodzić się z tym, że jako (tylko) kobieta ciągle jest na gorszej pozycji. Przykład? Nie mogła dostać rodzinnego obrazu w ramach spadku, bo tego typu pamiątki dziedziczą wyłącznie mężczyźni. A ona, pomimo upływu lat, wciąż była na cenzurowanym za to, że odważyła się kiedyś żyć inaczej. Początek poświęcony Julii mnie oczarował (i zasmucił, ale takie były czasy). Za to kolejne bohaterki budziły coraz większy grymas na mojej twarzy. Albo ustępowały miejsca mniej zdolnym i bardzo zakompleksionym przez to mężom, albo zwracały uwagę na osobniki, które powinny mieć nad głową wielki czerwony neon „Uciekaj od niego!” Najbardziej drażniły mnie chyba te, którym nie zależało. Na swoim szczęściu, na swoim talencie, na niczym. Kompletnie ich nie rozumiałam. Męscy bohaterowie, którzy przewinęli się przez „Wariatki”, byli za mało albo za bardzo. Wpisani (wręcz wdrukowani) w konwenanse, żywcem wyjęci z szablonu albo rozedrgani, uciekający przed życiem, niedostosowani. Nawet jeśli kochali, to z daleka – bo proza życia zabija namiętność. Zaczynałam urzeczona, a kończyłam, żeby doczytać. Jednocześnie chcę podkreślić, że cały czas uważam dzieło Chantal Delsol za kawał dobrej literatury. Jest pięknie pisane, choć trochę niedzisiejszo, więc nie każdemu będzie odpowiadać. Po prostu... to przystojny mężczyzna, który zawrócił mi w głowie, a później zniechęcił charakterem.
KenG - awatar KenG
ocenił na73 lata temu
Nieoswojona ziemia Jhumpa Lahiri
Nieoswojona ziemia
Jhumpa Lahiri
Okropne tłumaczenie, wiele, wiele nieporadności językowych, a oprócz tego brak korekty daje się ostro we znaki (literówki, odmiana, rodzaj - okropność). Ale to zarzuty w kierunku wydawcy. Opowiadania zaś, choć siermiężnie przetłumaczone - wspaniałe, pomimo że proste w przekazie. Wnikliwie odsłaniene są warstwa po warstwie relacje w rodzinie, między przyjaciółmi, kochankami... Atrakcję stanowi kontekst kulturowy - mowa o bengalczykach żyjących w Stanach Zjednoczonych. Chyba świadomie autorka, pokazując swoich bohaterów, nie stawia na pierwszym miejscu ich problemów typu: bariera językowa czy kwestie finansowe. Mowa jest tu o ludziach świetnie wykształconych, ustawionych (jak to się mówi) zawodowo, dłuższy czas przebywających poza Indiami. Nie to więc stanowi problem. Co zatem jest tym haczykiem, który czytelnik połyka już od pierwszej strony opowiadań i że książka od pierwszej do ostatniej strony trzyma w emocjonalnym napięciu? Otóż, właśnie jest trudne do uchwycenia i zrelacjonowania. Prawda jest taka, że narodowość, a co ważniejsze kultura środowiska, z którego człowiek się wywodzi, tkwią w nim tak głęboko, że mają ogromny wpływ na jego całe życie np. kogo wybiera na życiowego partnera, jaki model rodziny preferuje, jak układa sobie relacje z bliskimi i czego od nich oczekuje. Uchwycenie tego ważkiego aspektu ma ogromne znaczenie. Jhumpie Lahiri w jakiś cudowny sposób to się udaje. Zaczynamy rozumieć lepiej obcokrajowców, i to że ich decyzje i motywy są powodowane innymi okolicznościami, niż te, którymi my się kierujemy. Temat do przerobienia dla każdego otwartego na innych czlowieka.
Marzena - awatar Marzena
oceniła na94 lata temu
Tonąca Ruth Christina Schwarz
Tonąca Ruth
Christina Schwarz
Sięgacie czasem po przypadkowo wypatrzone książki, o których nigdy wcześniej nie słyszeliście❓ W erze Internetu i wszechobecnej reklamy z każdej strony zalewani jesteśmy rekomendacjami i poleceniami dotyczącymi poszczególnych produktów. Wśród nich również tymi dotyczącymi książek. Wydawnictwa promują nowości i podejmują współpracę z twórcami internetowymi. Lista nowości wydawniczych i popularnych książek, o których słyszeliśmy tyle dobrego, staje się tak długa, że brakuje czasu na te „przypadkowe" książki. A szkoda, bo niejednokrotnie są one niegorsze od tych głośnych i wychwalanych pozycji. Ostatnio postanowiłam spontanicznie sięgnąć po właśnie taką „przypadkową" książkę - wypatrzoną na wyprzedaży w Antykwariacie Grochowskim. „Tonąca Ruth" to bardzo oryginalna i ciekawa opowieść o losach dwóch kobiet: Amandy i jej siostrzenicy Ruth, która po śmierci matki przechodzi pod opiekę Amandy. Obie bohaterki to niezwykle ciekawe postacie wykreowane w bardzo nieszablonowy sposób. Powieści nie brakuje ciekawej fabuły. Historia jest pełna napięcia i bardzo angażująca, a autorka w pełni podołała zadaniu wytworzenia określonej atmosfery - bardzo osobliwej, nieco mrocznej i tajemniczej. „Tonąca Ruth" zachwyca również malowniczymi opisami przyrody, które stanowią istotne tło dla akcji powieści. Zarośnięta chaszczami, odludna wyspa, z każdej strony otoczona jeziorem idealnie wpasowuje się w klimat powieści. Podsumowując: książki takie jak ta przypominają mi o tym, że zapomniane i nieznane pozycje to niejednokrotnie świetne powieści, po które warto sięgać. Po więcej recenzji zapraszamy na nasz profil na Instagramie to.co.istotne https://www.instagram.com/to.co.istotne/
ToCoIstotne - awatar ToCoIstotne
ocenił na72 lata temu
Cudowne życie Edgara Minta Brady Udall
Cudowne życie Edgara Minta
Brady Udall
Cudowne życie Edgara Minta wcale do najcudowniejszych nie należy, bo chłopcu szczęście zdecydowanie nie dopisuje, a jeśli już, to jest to szczęście w nieszczęściu, zrządzenie losu pozwalające wyjść cało z różnych opresji. Dość powiedzieć, że powieść zaczyna się od wypadku, z którego Edgar nie miał prawa wyjść żywy - listonosz wozem pocztowym miażdży mu czaszkę, wszyscy myślą, że drobny siedmiolatek zmarł na miejscu, ale nie, po odratowaniu przez młodego doktora Barry'ego - który odegra w tej opowieści znaczącą role - i wybudzeniu ze śpiączki poza amnezją, małymi problemami z motoryką i nieco zniekształconą czaszką z Edgarem jest wszystko okej. A to dopiero początek, bo potem jest jeszcze ciekawiej: od rekonwalescencji w szpitalu i zawieranych tam przyjaźni, przez pobyt w szkole dla Indian, gdzie pełno rozmaitych młodocianych łajdaków znęcających się nad słabszymi (najokrutniejsza część książki, ałć!),po rodzinę zastępczą borykająca się z własnymi problemami i menażerią zwierząt. Bywa zabawnie, ale przede wszystkim boleśnie i przejmująco, bo mimo zdumiewającego nawału nieszczęść spadających na bohatera (nosz kurka, w pewnym momencie można pomyśleć, że pisarz stwierdził: "zrzucę na ciebie chłopcze wszystko co najgorsze przyjdzie mi na myśl i zobaczę ile wytrzymasz". Drań ;) wszystko opisane jest przekonująco i z psychologicznym wyczuciem. Dobry pisarz z tego Udalla, nie ma to tamto :) Co ciekawe, całość poznajemy z punktu widzenia Edgara, ale od czasu do czasu narracja zmienia się nagle na trzecioosobową, by chwilę później powrócić do pierwotnej, pierwszoosobowej. Interesujące i zastanawiające zarazem, bo zabieg wydaje się najzupełniej celowy. Książka pożyczona od przyjaciela (dzięki, chłopie!),ale chyba kiedyś sprawię sobie własny egzemplarz :) Napisana w 2001 roku, a polskie wydanie datowane jest na rok 2004 (Znak).
Piotr - awatar Piotr
ocenił na88 lat temu
Dom z papieru Carlos María Domínguez
Dom z papieru
Carlos María Domínguez
Ta urocza książeczka trafi przede wszystkim do zawołanych bibliofilów, takich, którzy mają - skromnie mówiąc: niczym ja - całe ściany w książkach, a ich treści w sercu. Analogie do Borgesa - jak najbardziej zasadne. Ktoś tu przyjechał do Urugwaju, żeby zwrócić książkę komuś, kto wysłał ją do koleżanki z Cambridge, ale ta umarła, zanim ją otrzymała. Nie bez znaczenia jest, że zginęła ona pod kołami samochodu, zaczytana w poezjach Emily Dickinson… A sprawa wiąże się z pewnym, dość oryginalnym, miłośnikiem książek z Ameryki Płd. i - krótko - samej wykładowczyni. Ten przelotny romans miał nie byle jakie skutki - książkowe. Potem ten ktoś uciekł od życia w ustronne miejsce, gdzie warunki życia kompletnie prymitywne a swój dom… Ale nie, to trzeba doczytać, wraz z buzującymi emocjami. Fabuła jest nieco banalna - ukazana tu miłość do książek z pewnością taką nie jest. Rzadko można spotkać się z tak oryginalnym podejściem do zadrukowanych stronic, razem sklejonych bądź zszytych - tych przedmiotów fascynacji nas wszystkich na LC. Niemniej jednak z bólem, jakiego tu zaznają książki - a my razem z nimi - trzeba się pogodzić, bo on niejako egzystencjalny… Idealna lektura na lato; lekka a inteligentna, kulturowo głęboka. Książkożercy - do lektury! Nieco cytatów - a wszystkie o książkach..! “Odkąd sięgam pamięcią, kupowałem książkę za książką. Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie. Nigdy nie jest to suma poszczególnych książek”. “Nie potrafię zasiąść do czytania książki, nie mając jednocześnie 20 innych, aby uzupełnić na przykład interpretację jednego rozdziału. Nie znam większego szczęścia niż pogrążyć się na kilka godzin dziennie w ludzkim czasie, który inaczej byłby dla mnie obcy”. “Książka, której nie można znaleźć, to książka, która nie istnieje”. “Wyjaśnił mi, ile pracy wkłada w to, żeby nie zestawiać na tej samej półce dwóch autorów skłóconych ze sobą. Na przykład nie ośmielał się umieścić książki Borgesa obok książki Garcii Lorki”. “Zobaczył na łóżku około 20 książek skrupulatnie ułożonych w taki sposób, że odtwarzały wraz z wypukłościami ludzką sylwetkę. Zapewnia, że można było wyróżnić głowę otoczoną małymi książeczkami w czerwonych okładkach, tors, kształt rąk i nóg. Kobieta? Mężczyzna? Sobowtór?”. “Zadawałem sobie wielokrotnie pytanie, po co trzymam książki, które tylko w jakiejś dalekiej przyszłości mogą mi się przydać, tytuły odległe od moich zwykłych zainteresowań, takie, które kiedyś przeczytałem i które przez wiele lat nie otworzą ponownie swoich stron może nawet nigdy! Ale jak pozbyć się na przykład +Zewu krwi+, nie niszcząc jednocześnie jednej z cegieł dzieciństwa czy +Greka Zorby+, który pieczęcią płaczu położył kres mojej młodości”. “Myślę, że nie weźmie mi za złe, jeżeli powtórzę jedno z jego wyrażeń, nieco wulgarnych: +Ja się pieprzę z każdą książką, a jeżeli nie zostawiam na niej śladu, to znaczy że nie mam orgazmu+. Mnie natomiast gryzmolenie zawsze wydawało się barbarzyństwem”. “Zła proza, gdy towarzyszy jej dobry koncert, może wydawać się znacznie lepsza, niż jest. (...) Lubię, jak podczas lektury Goethego rozbrzmiewa w tle któraś z oper Wagnera lub powiedzmy kiedy Baudelaire'owi towarzyszy Debussy. To część podróży i mogę pana zapewnić, że przyjemność jest wówczas większa, pod każdym względem. Może pan wie, że kiedy czytamy po cichu, emitujemy dźwięk liter na nieuchwytnej częstotliwości”. “Żartowaliśmy, mówiąc, żeby dodawać świece tylko do dzieł poprzedzających wynalazek światła elektrycznego. (...) Nigdy w odniesieniu do autorów z 20. wieku, bo w takim wypadku zapalał światło elektryczne i, oczywiście, zmieniał też muzykę”. “Dla bibliofila każda myśl o ogniu jest jak marzenie, który obraca się w popiół. To coś, o czym wiemy, że się czai, jest realne i może nas na zawsze zniszczyć. Unikamy nawet wzmianki o nim, mając nadzieję, że w ten sposób nie wywołamy wilka z lasu”. “Pozostawiamy kolegę siedzącego w salonie, a kiedy wracamy, znajdujemy go niezmiennie stojącego i węszącego wśród naszych książek”. “Ale nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką im się wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem. – Ile ma pan tu książek? – spytałem. –Prawdę mówiąc, straciłem rachubę. Ale przypuszczam, że około 18 tysięcy”. “Widziałem książki podłożone pod zbyt krótką nogę stołu, przekształcone w stolik nocny, spiętrzone w kształcie wieży i przykryte serwetką; wiele słowników prasowało i przyciskało przedmioty znacznie częściej, niż były otwierane, i niemało książek przechowywało listy, pieniądze i sekrety ukryte na regałach. Ludzie też mogą zmieniać przeznaczenie książek”. “Tłucze się wazon, psuje ekspres do kawy czy telewizor. Tymczasem książka nie niszczy się tak szybko, chyba że przyczynia się do tego właściciel, wyrywając z niej kartki czy ją paląc”. “Za czasów ostatniej argentyńskiej dyktatury wojskowej ludzie nierzadko palili swoje książki w toaletach i wannach czy zakopywali je w ogródkach. Mając do wyboru książki lub własne życie, stawali się katami”. “Książki (...) szły do nieba zamienione w popiół, który rozwiewał się w powietrzu. Stosunki ludzkości z tymi trwałymi przedmiotami, zdolnymi przekroczyć jeden wiek, dwa, dwadzieścia, pokonać, że tak powiem, piasek czasu, nigdy nie były niewinne”. “Kiedy babcia widziała jak czytam w łóżku, za każdym razem powtarzała mi: +Zostaw to, książki są niebezpieczne+. Przez wiele lat uważałem ją za ignorantkę, ale czas dowiódł rozsądku mojej niemieckiej babki”. “Książka zaczynała rozmiękać w deszczu, rozpłaszczać się na płycie z czarnego marmuru, zsuwać ku powolnej, lecz pogodnej śmierci, jak statek cicho zawijający do portu”. “Często jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki niż zdobyć nową. Nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której już nie będziemy czytali, ale która zachowuje, w samym brzmieniu tytułu, jakąś dawną i być może utraconą emocję”. “Nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką się im wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem”. “Nie będzie mógł znów powiedzieć jakiemuś zachwyconemu gościowi: +Nie, nie przeczytałem ich wszystkich. Towarzyszą mi od wielu lat. Mam coś, co na pewno się panu spodoba+. Ale może powiedzieć: +Są nadal moimi przyjaciółmi. Dają mi schronienie. Cień latem. Osłaniają mnie od wiatrów. Książki są moim domem+”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na87 miesięcy temu
Uczta Babette Karen Blixen
Uczta Babette
Karen Blixen
Wybitne opowiadania! Każde zupełnie odmienne, a czyta się je z niesłabnącym zaciekawieniem od początku do końca. Po czym trzeba złapać oddech — chwilę zadumy nad kolejami życia bohaterów, nieuchronnością czy zrządzeniem wręcz losu, jakimś przedziwnym domknięciem, klamrą ( p r z e z n a c z e n i e m ?) — tudzież przemyśleć odniesienia do cytowanych lektur po swojemu. To daje radość. Radość z czytania, odkrytych kontekstów. K.Blixen, prócz kunsztownego języka (wielka wartość tego zbioru),obdarza nas mądrością prawdziwie dojrzałej pisarki (to jej ostatnia książka). A więc w odpowiednich miejscach stawia właściwą ocenę, w kilku słowach plastycznie opisuje bohaterów, a los ludzki przedstawia jak w przypowieściach, alegorycznie i w majestacie Siły Wyższej, z którą się Człowiek mierzy. Wreszcie pada parę genialnych konstatacji — zupełnie odkrywczych — przynajmniej dla mnie. Przypuszczam, że tam gdzie młodość może K.Blixen nie dowierzać, deprecjonować, kwestionować jej logikę (przejrzałam kilka wcześniejszych recenzji :) — tam starszy czytelnik zostaje olśniony orientując się, jak dziwaczny czasem determinizm każe podejmować zgoła paradoksalne decyzje. A jednak pozostają one w zgodzie z sumieniem i rozumiemy, że były wręcz konieczne. Kto zdecydował o losie tych osobliwych bohaterów — oni sami czy ,,tak musiało się zdarzyć’’, by wszystko miało sens, i pozostało nieprzeniknione.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na107 miesięcy temu
Niech wieje dobry wiatr Linda Olsson
Niech wieje dobry wiatr
Linda Olsson
"Niech wieje dobry wiatr, niech sypie biały śnieg..." Linda Olsson stworzyła przepiękną poetycką opowieść o życiu, samotności i prawdziwej przyjaźni, jaka może połączyć dwoje ludzi bez względu na wiek, majątek, status społeczny, czy wykształcenie. 30-letnia Veronika wynajmuje dom w małej szwedzkiej wiosce, na uboczu, aby tam odzyskać równowagę po traumatycznych przeżyciach, jakich niedawno doświadczyła. Ma zamiar napisać tutaj swoją drugą książkę, na którą pomysł od jakiegoś czasu kiełkuje w jej pamięci. Jedyną bliską sąsiadką pisarki jest Astrid - starsza, trochę zdziwaczała kobieta uznawana we wsi za wiedźmę. Pierwsze spotkanie tych dwóch kobiet różniących się od siebie niczym lód i woda nie zwiastuje wcale silnej więzi, jaka z czasem połączy obie bohaterki. Okazuje się jednak, że tak różne osobowości, które dzieli różnica pokoleń mają ze sobą wiele wspólnego i mogą pomóc sobie nawzajem. Veronika odzyskuje spokój duszy, leczy rany, jakich ostatnio doświadczyła i zaczyna inaczej postrzegać otaczający ją świat. Wycofana i ekscentryczna Astrid powoli ponownie otwiera się na świat i ludzi, wspólne rozmowy pomagają jej oczyścić się z tłumionej nienawiści, pokonać lęki i wyprzeć złe wspomnienia, które całkowicie zawładnęły jej umysłem. Przywykła do samotności staruszka zaczyna doceniać obecność drugiej osoby, niezobowiązującą pomoc, miłe gesty i życzliwe słowa. Veronika doświadcza wiele dobroci i otrzymuje całe pokłady życiowej mądrości uczestnicząc w rozrachunku swojej sąsiadki z życiem. "Niech wieje dobry wiatr" to słodko gorzka opowieść niosąca wiarę w drugiego człowieka i nadzieję na spokojne życie bez nienawiści, lęków i wyrzutów sumienia. Historia jest pięknie napisana, a właściwie namalowana słowem. Autorka tworzy prawdziwie liryczne pejzaże, których dopełniają tajemnicze i magiczne, melodyjnie brzmiące, szwedzkie cytaty oraz całe fragmenty wierszy najpierw podane w oryginale, a potem przetłumaczone. Przeżyciom obu kobiet towarzyszy nastrojowa muzyka i... smak poziomek. Pani Olsson jest doskonałą obserwatorką nie tylko otaczającej przyrody, ale i ludzkich uczuć. O takich sprawach jak śmierć, czy wykorzystywanie seksualne dziecka pisze z ogromną delikatnością i taktem. I może właśnie dzięki tej subtelności dostarcza czytelnikowi tak wielu emocji i wzruszeń, że trudno się z nimi zmierzyć. Powieść jest dogłębnie przemyślana, nic jej nie brakuje, ani nie ma w niej nic zanadto. Pozostaję pod ogromnym wrażeniem tej opowieści. Jest to jedna z niewielu historii, do których na pewno powrócę i jedna z tych książek, dla których znajdzie się na stałe miejsce w mojej biblioteczce. Sięgnijcie koniecznie po tę powieść, a sami się przekonacie, jak trudne może być życie i jak ogromne emocje. Polecam.
Mońcia_POCZYTAJKA - awatar Mońcia_POCZYTAJKA
oceniła na99 lat temu

Cytaty z książki Czyste radości mojego życia

Więcej
Jan Smid Czyste radości mojego życia Zobacz więcej
Jan Smid Czyste radości mojego życia Zobacz więcej
Więcej