
Pasja według G.H.

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- A Paixão segundo G.H.
- Data wydania:
- 2024-10-16
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-10-16
- Data 1. wydania:
- 2009-06-01
- Liczba stron:
- 224
- Czas czytania
- 3 godz. 44 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368180176
- Tłumacz:
- Gabriel Borowski, Wojciech Sawala
Jedna z najbardziej radykalnych, a zarazem najdoskonalszych książek Clarice Lispector. W 1988 roku włączona do wydawanej pod patronatem UNESCO serii „Arquivos Collection”, w której ukazują się najwybitniejsze dzieła literatury latynoamerykańskiej.
Mieszkanka luksusowego apartamentu w Rio de Janeiro postanawia posprzątać pokój opuszczony przez czarną służącą, która zwolniła się z pracy. Gdy przekracza próg pomieszczenia, uświadamia sobie, że toczące się w nim do niedawna życie w niczym nie przypominało jej własnego. Rozgląda się wokół i dostrzega na ścianie karykaturalny rysunek. Domyśla się, że to wiadomość zostawiona dla niej przez służącą. I że dziewczyna, której imię i twarz przypomina sobie z największym trudem, nienawidziła jej.
A potem otwiera szafę i zamiera z przerażenia – w jej stronę sunie powoli odpychający owad. Karaluch ucieleśniający wszystko, czego bohaterka nie chce i czego się boi.
"Pasja według G.H." to opowieść „o spotkaniu z radykalną innością – pisze w posłowiu do książki Wojciech Sawala. – Chodzi tu zarówno o Innego, którego na co dzień nie widzimy, a którego kosztem żyjemy, jak i o Innego, którym sami w istocie jesteśmy, choć paradoksalnie, by stać się ludźmi, musimy tej własnej wewnętrznej inności się wyprzeć”.
Fascynująca podróż do granic literatury, języka i tego, co w naszym codziennym doświadczeniu – tym społecznym i tym ogólnoludzkim –uznajemy za oczywiste i niepodlegające dyskusji.
Kup Pasja według G.H. w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Pasja według G.H.
Poznaj innych czytelników
284 użytkowników ma tytuł Pasja według G.H. na półkach głównych- Chcę przeczytać 209
- Przeczytane 73
- Teraz czytam 2
- Posiadam 20
- 2025 9
- Ulubione 3
- Literatura brazylijska 2
- Ebook 2
- Z biblioteki 2
- Brazylia 2







































OPINIE i DYSKUSJE o książce Pasja według G.H.
Ona podaje mi dłoń, prowadzi przez apartament mieszczący się na szczycie, wilgotny, rześki, zalany niby blaskiem księżyca, zawieszeni w eterze, jak na Lapucie i dalej po zigguracie, wyżej, gdzie pokój służącej opuszczony, suchy w nieruchomym palącym słońcu, jak minaret. Na ścianie białej i światło białe, przedziwny rysunek jedynie, czarnym węglem; unoszące się jakby postacie, jakby powoli wydobywały się z głębi, by skroplić się na powierzchni. Karaluch olbrzymi pełznie wewnątrz uchylonej szafy. I staje się iluminacja. Ziemia to Słońce. Ona pragnie bym był przy niej, mówi kochanie, wstrząs, miażdżenie, nieprzebrane piaski nawarstwiają się wśród ruin, podróż do wnętrza przez złoża i ery, diamentowy płaskowyż, w głębiny; jestem gadem na pustyni, rybą w oceanie, komórką, eksplozją gwiazdy, w raju albo piekle, w jądrze, larwy żerujące w mięsie. Przejście przez wrota otwierające się i zamykające ze zgrzytem do JUŻ, TERAZ. Brakuje słów, słowa nie istnieją, obojętność by nadać czemuś tożsamość, opada maska, istota a nie persona, na łonie natury, więzy wzajemnej dzikości, staję się światem. Gdy jesteś światem kieruje tobą czuły radar, a to że jestem wypływa ze źródła o wiele wcześniejszego niż to, że jestem człowiekiem, z czegoś o wiele od człowieczeństwa większego. Miłość to żywa materia. Co istnieje między liczbą jeden a dwa, między nutami - zabłąkany milczący wiatr, otwierający się kwiat, oddech wszechświata; Ona puszcza moją dłoń, dalej pójdzie sama przez okrucieństwo, pokusy pustyni i życia, może wybrać wolność czy podążać za swym losem i wypełnić przeznaczenie, poznać Tajemnicę, odnaleźć siebie. Karaluchy nie mają wyboru, nie błądzą, wynurzają się niezauważalnie z nieskończoności i ku niej zmierzają. Nastała noc i wraz z nią wilgoć, rośliny rosną, skały jakby płaczą, perliście szemrze święta rzeka. Zmyłem z siebie odurzenie zmysłów. Napięcie opada nagle jak urywający się szum. Nie rozumiem co mówię, wielbię. Wszedłem w język ognia. Lament zamienia się w taniec. Kosmicznie wieczna radość zawarta w chwili i błogostan wiodą mnie po paciorkach dżapamali w eteryczny owal sennego zapomnienia.
Ona podaje mi dłoń, prowadzi przez apartament mieszczący się na szczycie, wilgotny, rześki, zalany niby blaskiem księżyca, zawieszeni w eterze, jak na Lapucie i dalej po zigguracie, wyżej, gdzie pokój służącej opuszczony, suchy w nieruchomym palącym słońcu, jak minaret. Na ścianie białej i światło białe, przedziwny rysunek jedynie, czarnym węglem; unoszące się jakby...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toClarice Lispector nie napisała powieści, lecz doświadczenie. "Pasja według G.H." to literacki labirynt, w którym każda ściana zdaje się być lustrem odbijającym nie obraz, lecz pustkę; nie odbicie, lecz to, co nie daje się nazwać. To powieść, która nie tyle opowiada historię, co przeżywa sama siebie na oczach czytelnika. A może lepiej powiedzieć: przeżywa czytelnika. Od pierwszych zdań staje się jasne, że nie jesteśmy tutaj, by śledzić fabułę, lecz by stanąć naprzeciwko nagiego istnienia.
Lispector porzuca klasyczną narrację. Pozornie banalny początek – kobieta wchodzi do pokoju swojej służącej – przekształca się w głęboką podróż metafizyczną. Pojawienie się karalucha nie jest wydarzeniem sensacyjnym, lecz symbolem, katalizatorem, momentem objawienia. G.H. – bohaterka, której imię sprowadza się do inicjałów, jakby autorka chciała ją pozbawić tożsamości – doznaje wstrząsu, który wywołuje erozję jej racjonalnego świata. Zamiast postępu narracyjnego, mamy tu spiralę introspekcji, zstępowanie w głąb bytu, gdzie każde słowo ociera się o granice wypowiedzialnego.
Język Lispector jest zarazem aforyzmiczny i medytacyjny, brutalny i liryczny. To styl, który wymyka się prostym kategoriom. Nie służy on przekazywaniu treści – sam w sobie jest treścią. Frazy często się powtarzają, zakreślają kręgi wokół tematów, jakby język próbował sam siebie przekonać do sensu, którego nie ma. Ale to właśnie ten brak sensu, to obnażenie pustki pod powierzchnią słów, staje się źródłem duchowego przebudzenia.
Trzeba podkreślić, że nie jest to lektura łatwa. To książka, która zrywa kontrakt z czytelnikiem szukającym przyjemności, linearności czy klasycznego katharsis. Zamiast tego oferuje napięcie, które nie znajduje rozwiązania, oraz pytania, które nie potrzebują odpowiedzi, ponieważ same w sobie są transformujące. Czytelnik, który podąży za Lispector, nie wyjdzie z tej podróży bez szwanku. Ale może – paradoksalnie – zyska większą jasność.
G.H. nie walczy z karaluchem. Nie ucieka od niego. Patrzy. Obserwuje. I w tym geście skupienia, niemal kontemplacyjnego zapatrzenia, następuje coś na kształt mistycznego połączenia. Karaluch, brzydki, odpychający, staje się lustrem, w którym bohaterka dostrzega siebie – nie tę ukształtowaną przez społeczeństwo i język, ale tę pierwotną, nagą, pozbawioną formy. To spotkanie z absolutnym Innym, które wymusza destrukcję ego. Lispector pisze: „Ujrzałam, kim jestem, i zadrżałam.”
Ta książka rezonuje z filozofią egzystencjalizmu, choć nie daje się w nią łatwo wpisać. Jest zbyt indywidualna, zbyt osobista, zbyt intymna. G.H. nie poszukuje sensu, lecz doświadcza bezsensu jako formy transcendencji. To nie Sartre'owskie piekło drugiego człowieka, lecz pustka, która pozostaje, gdy wszelkie pojęcia i kategorie się rozsypią. Gdy G.H. zjada wnętrzności karalucha – moment równie obrzydliwy, co symboliczny – dokonuje aktu radykalnego utożsamienia. Nie ma już podmiotu i przedmiotu. Jest tylko bycie.
"Pasja według G.H." można odczytywać jako duchowe ćwiczenie. Nie w sensie religijnym, ale w sensie pierwotnym – jako ćwiczenie ducha. To tekst, który nieustannie konfrontuje czytelnika z jego własną nagością, z niepewnością istnienia. To także dzieło pisane przez kobietę o kobiecie, lecz wymykające się jakimkolwiek ramom genderowym czy społecznym. To nie opowieść o kobiecie, ale o człowieku, który zostaje zredukowany do samego aktu istnienia.
Lispector nie osądza. Nie moralizuje. Ona obserwuje. I zaprasza czytelnika do współuczestnictwa w tym akcie obserwacji. To literatura jako doświadczenie graniczne, gdzie czytanie staje się formą medytacji, może nawet inicjacji. Powieść, która nie tylko się czyta, ale która czyta czytelnika.
To nie przypadek, że wielu uznaje Lispector za jedną z najbardziej niezwykłych pisarek XX wieku. Jej proza nie mieści się w żadnym kanonie – raczej ten kanon rozsadza od środka. "Pasja według G.H." jest tego najczystszym przykładem: książką, która wciąga jak czarna dziura, by na końcu nie zostawić nic – poza echem słów, które odbijają się w świadomości jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony.
Ostatecznie, ta powieść to wezwanie: porzuć siebie, by ujrzeć siebie naprawdę. A być może – by zrozumieć, że nic nie ma do zrozumienia. I że właśnie w tym tkwi początek prawdziwej wolności.
Clarice Lispector stworzyła dzieło, które jest jak modlitwa bez boga – pulsująca, drgająca w ciele i umyśle, domagająca się uważności. "Pasja według G.H." nie ma zakończenia – bo nie może go mieć. Bo każdy, kto ją przeczyta, dopisuje swój własny koniec – lub raczej: swoje własne milczenie.
To nie tylko książka. To wydarzenie. Wstrząs. Otchłań. Oczyszczenie.
Clarice Lispector nie napisała powieści, lecz doświadczenie. "Pasja według G.H." to literacki labirynt, w którym każda ściana zdaje się być lustrem odbijającym nie obraz, lecz pustkę; nie odbicie, lecz to, co nie daje się nazwać. To powieść, która nie tyle opowiada historię, co przeżywa sama siebie na oczach czytelnika. A może lepiej powiedzieć: przeżywa czytelnika. Od...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPani Lispector, zabiła mi Pani ćwieka.
Bo choć książkę przeczytałam jakiś czas temu, do dziś nie potrafię określić o czym ona tak naprawdę jest.
Może o Bogu, może o karaluchu, a może o inności i przemianie.
I gdyby na każdy z tych tematów napisała Pani oddzielny esej, nie miałabym pretensji. Wszystko byłoby czytelne. Ale w formie połączonej , jak dla mnie, jest to proza kompletnie niezrozumiała. Właściwym określeniem będzie słowo NIEPOJĘTA.
Ciekawe, czy tylko dla mnie?
Pani Lispector, zabiła mi Pani ćwieka.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBo choć książkę przeczytałam jakiś czas temu, do dziś nie potrafię określić o czym ona tak naprawdę jest.
Może o Bogu, może o karaluchu, a może o inności i przemianie.
I gdyby na każdy z tych tematów napisała Pani oddzielny esej, nie miałabym pretensji. Wszystko byłoby czytelne. Ale w formie połączonej , jak dla mnie, jest to proza...
Uff, ciężka i brudna to książka. A jednocześnie tak pięknie napisana, że czytelnik nie wie, czy powinien wykręcać się z obrzydzenia, czy piać z zachwytu nad stylem pisania.
Uff, ciężka i brudna to książka. A jednocześnie tak pięknie napisana, że czytelnik nie wie, czy powinien wykręcać się z obrzydzenia, czy piać z zachwytu nad stylem pisania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedna z najbardziej nieprzyjemnych książek, jakie ostatnio czytałem.
Nieprzyjemnych nie dlatego, że fatalnie napisanych, naiwnych, bądź głupich.
Wprost przeciwnie: to rzecz napisana wizjonersko, mistyczna, dotykająca najgłębszych dylematów istnienia. A także niezrozumiała, wymagająca niesamowitego skupienia, momentami nudna i chaotyczna.
Taka jest właśnie "Pasja według G.H".
Fabuła: Z pracy zwalnia się służąca pewnej brazylijskiej rzeźbiarki. Zaskoczona faktem, jak mało wiedziała o swojej podwładnej, artystka wchodzi do pokoju, który zajmowała służąca. Nigdy wcześniej w nim nie była. Otwiera szafę, w której dostrzega karalucha. Później go zjada. I w zasadzie to tyle.
O bohaterce wiemy niewiele - ma kontakt z socjetą brazylijskiej stolicy, jest znaną i powszechnie szanowaną rzeźbiarką. Mieszka na ostatnim, 13 piętrze jednego z apartamentowców Rio de Janeiro. Nie znamy nawet jej imienia i nazwiska, a jedynie inicjały - tytułowe G.H. Znamienne jest to, że nawet wspomniana sprzątaczka wspomniana jest imieniem (Janair),natomiast główna bohaterka pozostaje anonimowa, zupełnie jakby Lispector chciała ją uczynić przedstawicielką większej grupy osób (artystów? zagubionych w życiu? kobiet?).
Cała ta sytuacja, zaskoczenie panującym w pokoju porządkiem, wymiana spojrzeń z karaluchem i wiszący na ścianie portret kobiety, z którego wysuwa wniosek, że Janair jej nie znosiła, wytrącają bohaterkę z równowagi. Cała książka jest zapisem jej myśli, spomiędzy których od czasu do czasu wycieka kropelka fabuły, tak pieczołowicie posklejana przeze mnie w pierwszym akapicie.
Już pierwszy rozdział to niezły mindfuck. To podróż przez umysłowy labirynt narratorki; pełen odnóg i zakamarków. Gdyby w głowie Lispector (yyy, narratorki) znajdował się ocean, trudno byłoby znaleźć choć jedno maleńkie miejsce, w którym nie szaleje sztorm. Myśli przelewają się z jednej strony na drugą, pączkują i przeobrażają się w inne - nie zawsze w ciągu logicznym - nachodzą na siebie, znikają i powracają.
Ta kotłowanina z początku fascynuje. Chłonąłem każde słowo, starałem się podążać tropem wyznaczonym przez książkę i naśladować jej rytm.
Po jakimś czasie odczułem znużenie, a mniej więcej od połowy książki wręcz niechęć. Narracja jest bardzo męcząca, najpierw mnie pochłonęła, a później przytłoczyła całkowicie.
Dlatego właśnie lektura "Pasji według G.H." to podróż, która wymaga pełni uwagi. Nie wiem, czy w ogóle jest możliwe dotrwanie do końca z pełną koncentracją. O ile z początku pejzaż myślowy narratorki jest w miarę przejrzysty, z każdą kolejną stroną wkrada się w niego więcej chaosu. A gdy dochodzą do tego aspekty religijne, mistyczne, trudno się w tym wszystkim połapać.
W każdym razie, miłośnicy cytatów poczują się jak w niebie. Pasja to cytat na cytacie, wystarczy otworzyć książkę w losowym miejscu i już możemy się poczuć jakbyśmy pili wódkę z Paulo Coelho na plaży w Copacabanie.
Z tą różnicą, że Lispector nie zważa na to, czy ktoś ją z rozumie. Nie chce nauczać, dawać rad, ani być wzorem, chce tylko opisać przemianę, która w niej zaszła. Nic więcej.
Wróćmy jednak do cytatów. Przeprowadziłem w tym celu pewien eksperyment: otwarłem książkę na chybił-trafił, spisując poniżej napotkane bon moty. Oto trzy próbki losowych cytatów.
Najpierw, wyszła mi strona 132:
"Kiedy ktoś jest swoim własnym jądrem, nie ma w nim już żadnych rozbieżności".
Strona 87:
"Kiedyś poczułam już na ustach oczy pewnego mężczyzny i czując sól na języku, odkryłam, że płacze".
Strona 65:
"Cofałam się w głąb siebie z suchym wstrętem, grzęzłam stulecie po stuleciu w szlamie - to był szlam, nawet nie zaschnięte już błoto, tylko wciąż mokry, nadal żywy muł, szlam, w którym z dokuczliwą niespiesznością wiły się korzenie mojej tożsamości".
Niektóre z nich są naprawdę świetne. Najbardziej utkwił mi w pamięci ten:
"Tchórzostwo to we mnie pole tak rozległe, że godzę się na nie tylko dzięki wielkiej odwadze".
Jeśli nadal nie jesteście pewni, czy to książka dla Was, sprawdźcie poniższy akapit. Jest on myślę reprezentatywny. Dokładnie tak wygląda cała książka, a szczególnie jej druga połowa:
"Posłuchaj bez strachu i cierpienia: w tym, co jest Bogiem, tkwi obojętność tak wielka i żywotna, że ja, nie mogąc znieść komórki tego Boga, ją uczłowieczyłam. Wiem, że koszmarnie niebezpiecznie jest odkryć, że taki Bóg ma w sobie moc tego, co bezosobowe - bo wiem, wiem przecież, że to mogłoby oznaczać unicestwienie tego, czego chciało się zaznać!
I jest tak, jakby przyszłość miała już nie zaistnieć. A my nic nie możemy, niczego nie mamy".
Jest to jeden wielki strumień świadomości, tyle że ukierunkowany do wewnątrz. Nie opisuje prawie w ogóle wydarzeń wokół bohaterki, będziemy za to wiedzieć, co ona myśli:
"Dopiero teraz wiem, że miałam wszystko, ale na odwrót: poświęcałam się każdemu szczegółowi swojego "nie". Drobiazgowo nie będąc, udowadniałam sobie, że jestem".
"Obezwładniło mnie wspomnienie nieobecnej służącej. Chciałam przypomnieć sobie jej twarz, ale ku mojemu zdumieniu nie potrafiłam. Udało jej się wykluczyć mnie z mojego domu, jakby zamknęła przede mną drzwi i wygnała mnie z mieszkania".
"Choć byłam w środku, w jakimś sensie wciąż znajdowałam się na zewnątrz. Jakby nie był on dość głęboki, by mnie pomieścić, przez co kawałki mnie zostały na korytarzu".
"A wtedy, nim cokolwiek zrozumiałam, moje serce osiwiało, tak jak siwieją włosy".
45 stron zajmuje opisanie szoku po wejściu do pokoju służącej, otwarciu szafy i ujrzeniu w niej żywego karalucha. Dlatego to nie jest książka dla każdego. To jest w zasadzie książka dla mało kogo.
Narratorka zwraca się bezpośrednio do czytelnika, prosi, by trzymać ją za rękę, spoufala się… w ten sposób łatwiej jej opisywać swój stan i zaglądać w głąb siebie. Może to forma autoterapii?
A im więcej białej mazi tryskało z przytrzaśniętego drzwiami szafy karalucha, tym głębszej religijnej ekstazy doznawała narratorka.
Pytanie, które nie dawało mi spokoju, to: kim jest tytułowa G.H.? Czy to alter ego autorki, która w jednostronicowym wstępie podpisała się również inicjałami, sugerując jakby, że utożsamia się z G.H.? Niektórzy twierdzą, że to metafora całej ludzkości (od słów "genero humano" - "rodzaj ludzki").
Sama Lispector odżegnuje się od utożsamiania jej z G.H. Przyznaje wprawdzie, że podczas pisania Pasji (rok 1963) miała bardzo trudny moment w swoim życiu miłosnym i rodzinnym, ale podkreśliła stanowczo, że książka nie ma z tym nic wspólnego i w żaden sposób nie odzwierciedla jej osobistych przeżyć. Inna sprawa, na ile można wierzyć Lispector, która w nielicznych wywiadach przedstawiała nieraz sprzeczne wersje tej samej historii, twierdząc na przykład, że miała beztroskie, szczęśliwe dzieciństwo, by po latach przyznać w innej rozmowie, że spędziła je w ubóstwie i głodzie. „Nigdy nie kłamię dzieciom” – mówiła.
A dorosłym, Clarice?
Chcę jeszcze wspomnieć o pewnym ciekawym zabiegu stylistycznym, który zastosowała Lispector: otóż pierwsze zdanie każdego nowego rozdziału jest zarazem ostatnim zdaniem poprzedniego. Jest to próba spojenia chaotycznego ciągu myśli.
"Między dwiema nutami istnieje jakaś inna nuta, między dwoma faktami istnieje jakiś inny fakt, między dwoma ziarnkami piasku, choćby i najmocniej złączonymi, istnieje jakiś odstęp, przestrzeń, istnieje jakieś czucie, które jest między czuciem - w szczelinach pierwotnej materii kryje się tajemnicza, ognista linia, która jest oddechem świata, a o nieustanne oddychanie świata słyszymy i określamy jako ciszę".
To jest trudna książka. Nie potrafię w pełni zrozumieć, co chciała przekazać Lispector. Być może w ogóle nie da się tego zrozumieć, bo ułomny język nie jest w stanie przekazać tej gonitwy myśli. U Lispector język pręży się i wygina, wymykając wszelkim próbom okiełznania. Jest jak obślizgła trampolina, na której nie sposób ustać, ale z której możemy wybić się w inną przestrzeń i dostrzec rzeczy wcześniej niedostrzegalne, w innej perspektywie, wielkości i znaczeniu.
Warto zmierzyć się z tym wyzwaniem chociażby dlatego. Dać się natrzeć tym szorstkim pumeksem, który pozbywszy się zrogowaciałej warstwy skóry, może pomóc także czytelnikowi w podróży, której się najbardziej boimy: do wnętrza nas samych.
Fascynująca podróż do granic literatury - oznajmia tył okładki. Dla mnie była to - niestety - podróż do granic cierpliwości.
Klaustrofobiczna, neurotyczna, labiryntowa, bardzo wymagająca i absolutnie nietuzinkowa.
Jedna z najbardziej nieprzyjemnych książek, jakie ostatnio czytałem.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNieprzyjemnych nie dlatego, że fatalnie napisanych, naiwnych, bądź głupich.
Wprost przeciwnie: to rzecz napisana wizjonersko, mistyczna, dotykająca najgłębszych dylematów istnienia. A także niezrozumiała, wymagająca niesamowitego skupienia, momentami nudna i chaotyczna.
Taka jest właśnie "Pasja według...
Nie czytałem do tej pory książki, której autorka ostrzega własnych czytelników, że powinni oni być oczytani, zanim zabiorą się za jej powieść. Nie mogę nie przyznać autorce racji, bo jest to pozycja wyjątkowo hermetyczna, a w czasie jej lektury wielokrotnie nie wiedziałem już o czym czytam, bądź zastanawiałem się, czy płynące przed moimi oczami zdania nie są bełkotem. A jednak przeczytanie tej książki przyniosło mi pewną satysfakcję, chociaż przemieszaną z ulgą.
G.H. jest artystką o ugruntowanej pozycji w elitarnych kręgach. Jest osobą spełnioną. Jej wyjątkowy status pozwala jej żyć życiem niezależnej kobiety z dala od struktur patriarchatu. Pewnego dnia G.H. odwiedza pokój swojej zwolnionej służącej i w swojej karykaturze na ścianie odkrywa, że służąca ją nienawidziła. Następnie odkrywa w szafie karalucha.
Skutkiem tego odkrycia jest załamanie nerwowe (?). A jego skutkiem jest rozpad wyobrażenia kobiety na temat własnej osoby. Z jednej strony staje się w ten sposób wolna, a z drugiej traci oparcie w życiu.
"Moje przewidywania warunkowały zawczasu, co zobaczę. (...) Moje przewidywania zamykały mi świat".
"Żyłam dotąd w świecie uczłowieczonym, a moralność obaliło mi to, co czysto żywe?
Bo świat w pełni żywy ma w sobie piekielną moc."
I ta książka też ma w sobie piekielną moc. Ale przechodzenie przez to piekło pozostawia nas z mieszanymi uczuciami. Zaczyna się więc od rozdziałów o rozpadzie własnej osobowości, ale kończy się na głębokiej mistyce, w której karaluch staje się czymś w rodzaju istoty świata - samego absolutu. Oprócz ontologii mamy tu głębokie przeświadczenie, że istnieje jakieś sedno życia, przed którym rozum kapituluje. Ale w tym momencie brakuje mi zwyczajnie wiedzy, żeby dalej na ten temat pisać.
Kiedy skończyłem tę książkę, to towarzyszyła mi ulga a nie tęsknota. Mimo wszystko było warto, ale niech potencjalni czytelnicy wiedzą, na co się piszą. Jeśli nic z tej powieści nie zrozumieliście, to nie musicie się wstydzić: czasami nie czułem się lepiej.
Nie potrafię ocenić tej powieści. Moja ocena odzwierciedla wyłącznie moje samopoczucie po jej przeczytaniu.
Nie czytałem do tej pory książki, której autorka ostrzega własnych czytelników, że powinni oni być oczytani, zanim zabiorą się za jej powieść. Nie mogę nie przyznać autorce racji, bo jest to pozycja wyjątkowo hermetyczna, a w czasie jej lektury wielokrotnie nie wiedziałem już o czym czytam, bądź zastanawiałem się, czy płynące przed moimi oczami zdania nie są bełkotem. A...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzykro mi, ale nie da się tego czytać...
Przykro mi, ale nie da się tego czytać...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy rozpoczynałam lekturę powieści autorstwa Clarice Lispector pt.: „Pasja według G.H.”, wydanej nakładem Wydawnictwa Filtry w przekładzie Gabriela Borowskiego i Wojciecha Sawala, totalnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Do tej pory identyfikowałam klasykę literatury latynoamerykańskiej z utworami podejmującymi tematykę społeczną, obyczajową lub egzystencjalną, ale autorka udowodniła mi, że jej twórczość opiera się wszelkim możliwym schematom. A to wszystko za sprawą jednego, małego karalucha.
🪳
Niechciany lokator pokoju opuszczonego przez czarnoskórą służącą wywołuje skrajne emocje i staje się pretekstem do niekończących się rozważać o naturze lęku, wartości życia, nieuniknionej śmierci, istocie wiary i przewartościowanym uczuciu, które kiedyś było tylko słowem, a w nowych okolicznościach stało się ciałem. Piękna to i trudna zarazem lektura, a wszechobecne na jej kartach cierpienie fizyczne i duchowe bohaterki rzeczywiście ma wiele wspólnego z pasją, w jej gatunkowym ujęciu. Żeby móc poczuć choć namiastkę tego, co dzieje się we wnętrzu Naszej narratorki, trzeba zacząć słuchać i zrobić przestrzeń dla tego niezwykłego wyznania.
🪳
Jeśli spodziewacie się klasycznej narracji, będącej kolejną fabularyzowaną opowieścią o ludzkich losach, to „Pasja według G.H.” na pewno Was zaskoczy. Temu nietypowemu monologowi głównej bohaterki bliżej raczej do swoistego résumé z biegu jej życia, sprowokowanego pozornie błahym wydarzeniem, które na Naszych oczach urasta do takich rozmiarów, że sami zaczynamy zastanawiać się nad tym, jak zareagowalibyśmy będąc na miejscu tej mocno doświadczonej przez los kobiety.
🪳
Choć zdaję sobie sprawę, że „Pasja według G.H.” nie jest dla każdego i wymaga nie lada zaangażowania od czytelnika, który musi podążać za tokiem niesztampowego myślenia bohaterki, to gorąco zachęcam Was do tego intelektualnego wysiłku, bo to właśnie on pozwala Nam dotknąć tego, co niewyrażalne, zajrzeć w głąb siebie i odkryć, jakie lęki tkwią w Naszym wnętrzu. W końcu każdy skrywa gdzieś w sobie wstręt do takiego czy innego karalucha.
🪳
Polecam!
Kiedy rozpoczynałam lekturę powieści autorstwa Clarice Lispector pt.: „Pasja według G.H.”, wydanej nakładem Wydawnictwa Filtry w przekładzie Gabriela Borowskiego i Wojciecha Sawala, totalnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Do tej pory identyfikowałam klasykę literatury latynoamerykańskiej z utworami podejmującymi tematykę społeczną, obyczajową lub egzystencjalną, ale...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyznaję bez bicia, że tym razem moja kochana Clarice Lispector mnie pokonała. Sam tłumacz, Wojciech Sawala, pisze, że tekst ten jest „fascynujący, ale irytujący, egzystencjalnie dokuczliwy”. Egzystencjalna dokuczliwość jest dla mnie ok, ale poziom wsobności w tej minipowieści jest dla mnie nieznośny. Być może jest to „wina” nieprzetłumaczalności tekstu, być może, jak twierdzi tłumacz, zbyt wiele kontekstów przepadło przy przekładzie na język polski. Jednak dywagacje, że w portugalskim słowo „karaluch” jest rodzaju żeńskiego i to ma kolosalne znaczenie dla tekstu, to jest już dla mnie za wiele. Bohaterka, w największym skrócie, wobec spotkania z karaczanem, snuje egzystencjalne rozważania. Płynie monolog wewnętrzny. To jest szalone. To jest radykalne. To jest postpostmodernistyczne. To chce być totalne, ale dla mnie jest dziwaczne i niezrozumiałe. Momentami wręcz niesmaczne.
Przyznaję bez bicia, że tym razem moja kochana Clarice Lispector mnie pokonała. Sam tłumacz, Wojciech Sawala, pisze, że tekst ten jest „fascynujący, ale irytujący, egzystencjalnie dokuczliwy”. Egzystencjalna dokuczliwość jest dla mnie ok, ale poziom wsobności w tej minipowieści jest dla mnie nieznośny. Być może jest to „wina” nieprzetłumaczalności tekstu, być może, jak...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZjedlibyście kiedyś wnętrzności karalucha?
Z pozoru książkę Lispector można by zamknąć w trzech zdaniach. Tytułowa G.H., zamożna, atrakcyjna rzeźbiarka, z nudów postanawia posprzątać pokój po służącej, która zwolniła się dnia poprzedniego. W progu orientuje się, że dziewczyna zostawiła jej karykaturalny rysunek na ścianie – przerażający akt nienawiści do chlebodawczyni i ślad obcego życia kwitnącego tuż pod jej nosem. Zanim biedaczce udaje się nieco oswoić z odkryciem, z uchylonej szafy wypełza tłusty, odrażający karaczan…
Odłóżmy jednak pozory na bok. W ciągu tych kilku minut, może godzin, G.H. cofa się bowiem o 3000 lat, wędruje po ruinach starożytnych cywilizacji, staje się okiem jaszczurki. Dzięki karaluchowi, tej małej, ale jakże wytrzymałej, przedwiecznej niemal formie życia, kobieta wnika do samego jądra boskości i dzikości w sobie. Przez całą swoją drogę-pasję trzyma się kurczowo niezidentyfikowanej dłoni – jej ludzkiej miłości, przywiązania do świata, jaki zna. Przechodzi przez piekło, które piekłem wydaje się tylko przez jej strach, aż wreszcie próbuje „zakazanego” owocu życia. Możecie się domyślić, co to za pyszny owoc.
Próbując opisać niewypowiadalne, Lispector obnaża ułomność formy, w jakiej żyjemy. Od mikroskopijnego życia pędzi prosto ku metafizyce. Wypruwa na wierzch to, co wypierane – czarną służącą, wstrętnego robala, a przede wszystkim naszą wewnętrzną ohydę, tworząc z niej piękny manifest życia. Pisze chaotycznie i bez upiększeń, tym mocniej działają stosowane przez nią zabiegi – ostatnie zdania każdego rozdziału powtarza na początku kolejnego, tworząc coś jakby modlitwę, rzuca w eter pytania bez odpowiedzi, błądzi jak w transie.
Na początku trudno mi było oswoić się z narracją Lispector. Myślałam „o co chodzi tej babie, czy nie można tego powiedzieć prościej?”. Aż wreszcie kompletnie wsiąkłam i znalazłam się po drugiej stronie – zachwycona. I nie, prościej chyba nie można.
Zjedlibyście kiedyś wnętrzności karalucha?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pozoru książkę Lispector można by zamknąć w trzech zdaniach. Tytułowa G.H., zamożna, atrakcyjna rzeźbiarka, z nudów postanawia posprzątać pokój po służącej, która zwolniła się dnia poprzedniego. W progu orientuje się, że dziewczyna zostawiła jej karykaturalny rysunek na ścianie – przerażający akt nienawiści do chlebodawczyni i...