
Love song

- Kategoria:
- literatura obyczajowa, romans
- Format:
- papier
- Seria:
- Seria prozatorska pod redakcją Piotra Mareckiego
- Data wydania:
- 2024-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-01-01
- Liczba stron:
- 120
- Czas czytania
- 2 godz. 0 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788367713450
XY i Zet wsiadają do tego samego autobusu. Z racji katastrofy niskiego kalibru, obydwoje zmuszeni są do spędzenia nocy na Przystanku Niebo. Kiedy wspólne picie niebieskiego detergentu zyskuje znamiona relacji, XY po raz pierwszy sięga po słowo kochać. Skutki tej decyzji są szybkie i namacalne. Pod językiem pojawia się szkło, podróże stają się proste, a powroty nieaktualne. Do łask wracają słodycze i polne ceremonie. Z czasem pojawia się też choroba, dancing oraz pies Silver.
„Love song” to opowieść o uczuciu, które redefiniuje zastany krajobraz. Ulokowana w niej dwójka bohaterów koresponduje z naturą, społecznością i tkanką miejską, w której została umieszczona. Jako byty bardziej eteryczne niż ludzkie, często stają się niewidocznym motorem dla reszty obrazów, współtworząc z nimi nieprzerwaną animacje.
Story zakłada, że są zakochani.
Kup Love song w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Love song
Poznaj innych czytelników
73 użytkowników ma tytuł Love song na półkach głównych- Przeczytane 52
- Chcę przeczytać 21
- 2024 8
- Posiadam 4
- Studia 1
- Obyczajowa 1
- Poezja 1
- Literatura i dramat 1
- Ebooki 1
- Legimi 1




























OPINIE i DYSKUSJE o książce Love song
Choć na ogół nie jestem zwolenniczką tak abstrakcyjnych, surrealistycznych powieści, w tej się odnalazłam. Autorka bawi się formą w sposób niespodziewanie przyjemny, pochłaniający i co najważniejsze nieprzysłaniający treści.
Myślę, że każdy zinterpretuje wydarzenia i ich znaczenie na swój sposób, w zależności od własnych doświadczeń, emocji i przekonań.
Choć na ogół nie jestem zwolenniczką tak abstrakcyjnych, surrealistycznych powieści, w tej się odnalazłam. Autorka bawi się formą w sposób niespodziewanie przyjemny, pochłaniający i co najważniejsze nieprzysłaniający treści.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMyślę, że każdy zinterpretuje wydarzenia i ich znaczenie na swój sposób, w zależności od własnych doświadczeń, emocji i przekonań.
„Jak bardzo jest ciszą?
Jak bardzo jest krzykiem?”
„Love Song” to pieśń zaskoczenia. Nie powieść, nawet nie mikro powieść, gdyż fabularnie niemal nic się tu nie składa w całość. Może proza poetycka? W takim razie wysoce eksperymentująca ze słowem, z logiką, z sensem… Porwana, poszarpana, złożona jakby z przypadkowych, wyciągniętych z kapelusza fragmentów, niekiedy na granicy jakiegokolwiek zrozumienia.
Jest Ona – Zet, i jest On – dużo młodszy XY. Ich spotkanie to czysty przypadek. Najpierw dachowanie autobusu w kurzu drogi, później wspólna rozmowa, trochę wyznań, które ułatwia przekazywana sobie z ręki do ręki flaszka bezalkoholowego piwa podrasowanego sporządzonym na spirytusie niebieskim płynem do szyb. Ryzykowne picie kończy się mało romantycznym popuszczeniem w majtki i czkaniem. Tak właśnie Karolina Krasny, całkiem świadomie, zderza z sobą co i rusz piękno i brzydotę, małość i wielkość, łącząc wzruszenie i obrzydzenie w jedno, bardzo mieszane uczucie.
Co my tutaj zatem mamy?
Dadaizm pozbawiony wszelkich reguł, harcujący dowolnie ze słowem, by szokować, zrywać z ustalonym porządkiem, burzyć…
Kubizm, grający z przestrzenią i materią, wykrzywiający perspektywę zlepek dziwacznych form…
Kreatywność formy, eliminująca potrzebę treści do minimum, zastępując ją hasłami generującymi skrajne emocje…
A jednak jest coś w tej prozie, co nie pozwala jej odłożyć, zlekceważyć, choć przecież i pisać o niej niełatwo, objaśnić się nie da, a istoty można się zaledwie domyślać, przeczuwać jej potencjał. Autorka przestrzega nas: „Ta książka nie będzie kompletna. W jej szczelinach urośnie las. Las będzie piękniejszy od słów.”
Są fragmenty, które chciałoby się natychmiast zanotować, by do nich wracać, gdyż po prostu zachwycają subtelną celnością.
„Kiedy opisywała, jak kruszono jej świat, zrozumiał, że przecież ją zna. Że dzielą ten sam smutek, na który on nie zna słów. Wie tylko, że nie jest okrągły. Okrągła rzecz nikomu nie zrobiłaby krzywdy.”
Bohaterowie rozumieją się niejako podprogowo, samymi zakończeniami nerwów. Tak też i sama lektura przemawia do czytelnika. Bardziej ją czujemy aniżeli jesteśmy w stanie przeanalizować rozumowo. Ale dotyka nas mocno, a nawet nieraz wali obuchem przez głowę dosadnym porównaniem. To proza przepełniona doznaniami zmysłów. Aromatem, fakturą dostępną opuszkom palców, barwą, jej zmiennością, dziwnością, nieprzystawalnością, odczuciem ciepła lub chłodu, pieszczoty albo bólu, twardym, miękkim, chropawym. Jakby nie dość było spojrzenia, wszystko trzeba zbadać dokładnie, odczuć i opisać, może zostanie na dłużej. Zet w miłosnym geście wsuwa mężczyźnie „pod język kawałek szkła. XY zachwiał się na chudych nogach, bo huknęła w nim bezsilność i słodka krew.” Taka właśnie jest miłość, boleśnie słodką pulsującą energią. Niestraszna ona jednak Zet, która wszak „przeżyła już wszystko (…) każda rzecz, którą kochała, zdążyła już rozpaść się w cudzych palcach.” Także i to uczucie zaczyna się od cierpienia, to ono przewija się pośród chwil spełnienia i uniesienia, zawsze w pogotowiu, przycupnięte na progu.
Człowiek brzmi dumnie, składa się jednak zarówno z miękkich, atłasowych powierzchni, jak i cuchnących wydzielin. Wszystko, co wychodzi spod jego ręki, a więc także sztuka, przypomina jego samego, raz uwodząc delikatną czułością, innym zaś razem raniąc dosłownością. Potrafić zbudować z tego niejednorodnego materiału opowieść, która nas na chwilę zatrzyma, to już wiele. I ta rzecz doskonale się udała młodej autorce, Karolinie Krasny. Nie bała się wychylić z bezpiecznej strefy komfortu, narazić swoim śmiałym literackim eksperymentem na niezrozumienie. Pokazała nam te wszystkie niemierzalne możliwości tkwiące w języku. Jak jest zdolny wyginać się w akrobatycznych układach ze słów, jak stoi na głowie, mrugając do nas filuternie, jakby mówił: to jeszcze nic, dajcie mi się tylko rozgrzać, rozhulać…
Zet mówi: „Zestarzałam się w biegu. Rozwarstwiłam się na trzy sposoby, z czego tylko dwa jestem w stanie zrozumieć.” – a my podskórnie wiemy, jakie to uczucie, choć objąć je słowami nie sposób.
Love, jak to love – gwałtownie się zaczyna, kończy zaś niepostrzeżenie, kiedy coraz więcej przestrzeni między kochankami zajmuje brak. „Tylko brak wie, że bez nas nie byłoby gry, że bez nas nie byłoby tak śmiesznie (…) „Jest tyle dróg innych niż miłość”, śpiewało im słońce, gdy kończyło być okrągłe.”
Egzemplarz zawdzięczam: https://sztukater.pl/
„Jak bardzo jest ciszą?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak bardzo jest krzykiem?”
„Love Song” to pieśń zaskoczenia. Nie powieść, nawet nie mikro powieść, gdyż fabularnie niemal nic się tu nie składa w całość. Może proza poetycka? W takim razie wysoce eksperymentująca ze słowem, z logiką, z sensem… Porwana, poszarpana, złożona jakby z przypadkowych, wyciągniętych z kapelusza fragmentów, niekiedy na...
Ech. Może i coś by z tego było, ale na litość, czytam kolejne krzaki językowe (które celnie punktowała Zuzanna Sala) i się zastanawiam, czy ta książka nie miała redaktora? Przecież Marta Syrwid jest świetną redaktorką haartu. Sprawdzam - za redakcję odpowiadała nieznana mi osoba, po krótkim riserczu dowiaduję się, że jest to jakiś krytyk literacki zajmujący się poezją. Co to za pomysł, żeby krytyk literacki był redaktorem? I to krytyk literacki od poezji, redaktorem prozy? No gratulacje za decyzję (autorki? wydawnictwa? typowe w haarcie zagranie środowiskowo-towarzyskie? niechęć do zapłacenia redaktorowi z prawdziwego zdarzenia?). Przecież tu jest potencjał (skille językowe, wrażliwość),ale został on zabity, a debiut autorki koncertowo zniszczony przez nieudolną redakcję albo jej brak, jak mniemam). Ocena naciągana w obecnym kształcie ksiazki. Przy właściwie przeprowadzonej redakcji, mogłaby oscylować nawet między 6 a 7
Ech. Może i coś by z tego było, ale na litość, czytam kolejne krzaki językowe (które celnie punktowała Zuzanna Sala) i się zastanawiam, czy ta książka nie miała redaktora? Przecież Marta Syrwid jest świetną redaktorką haartu. Sprawdzam - za redakcję odpowiadała nieznana mi osoba, po krótkim riserczu dowiaduję się, że jest to jakiś krytyk literacki zajmujący się poezją. Co...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(ważny dopisek na końcu)
Ogólnie i bardzo bezpośrednio, to takie... pierdololo w odmianie wrażliwej dla (chyba?) nowszych pokoleń nazywanych różnymi literkami.
Czyli broń boże rozbudowanej fabuły czy nawet standardowego jej utkania, ani też jakichkolwiek intelektualnych wyzwań, za to dużo prostoty, popularnego podejścia języka w sensie humoru/absurdu/logiki memów itd. Takie tiktokowanie poetyckie próbujące robić prozę we wrażliwym sosie. Dla mnie średnio strawne po kilkunastu stronach i nudne, bo sprawia wrażenie pisania dla półdebili (jakby autorka silnie starała się nie rzucać żadnych wyzwań umysłowych czy to fabułą, czy budowaniem świata przedstawionego i postaci).
Żeński (niemal bezpośredni) odpowiednik Górniaka (ale mniej/brak wulgarności),czyli w zasadzie fabuła eeetam, a kieruje się w stronę języka, humoru.
Ani to powieść, ani mikropowieść; nazwałbym to tekstem prozą pisanym przez kogoś, kto raczej na pewno pisze wiersze.
Porównanie do Górniaka to raczej wada niż zaleta, bo o ile zaletą jest inność i niektóre pomysły, to fabularnie, typowo powieściowo nie ma tu niemal nic. Sama wrażliwość na poziomie zdań pasuje bardziej do poezji, zwłaszcza jeśli jest tak pusta (beztreściowa fabularnie) jak tutaj.
Love song to typ pisania, którego wystarczy przeczytać jedną kartkę czy wręcz kilka zdań i już się wie co będzie w całości, ponieważ niezmiennie operuje to podobnym językiem, humorem, a historyjka (fabuła to za duże słowo) nie zaskoczy i raczej nie wyjdzie poza coś w rodzaju elo-komiksowości jak u Górniaka.
Jest to trochę pisanie w stylu specyficznej logiki języka Masłowskiej. Dla mnie jest to nudne, zbyt się upowszechniło (i w literaturze nowej i w internecie); ot, taka poza wpadająca w kalkę; coś jak jeden typ humoru powtarzany cały czas. Dużo tego zauważyłem w poezji najnowszej. Elo-poza języka i logiki wywodu, często stosowana w internetowym sosie.
Nie widzę w tym wyrażania prawdziwego-ej siebie, chyba, że ktoś już tak został przeorany "mainstreamową kulturą", że traci indywidualność na rzecz owej elo-pozy.
Bo wygląda to, czy to w mikropowieściach Górniaka, czy w tym Love song, czy w tomikach poetów młodych, których niemal nikt nie czyta, jak literacki konformizm. Trochę w tonie inwestowania przez korporacje w reklamy plotące o indywidualności. Wyraź siebie, bądź wolny, bądź sobą = kupuj colę (bo inni!) i wtedy uśmiechaj się... jak wszyscy (!). Dlatego nie kupuję tego języka i uciekania od fabuły w stronę nieco komiksowego elo, gdzie (improwizuję) postać może się nazywać Postać, mieć za przyjaciela tłuste pomięte opakowanie po frytkach o imieniu Smuteczqu, szukać zaginionej cioci Miłości i jej pieska Dobra a wszystko to (skoro brak fabuły) oczywiście w jakiejś prostej podróży, w której spotyka kapsle, Upadłe Nadzieje i dilera ketchupu z mefedronem. Tak, wiem, grosteska, absurd są fajne. Ale trzeba umieć je robić, a tu cała książeczka jest w drażniącej mnie pseudologicznej pozie bazującej na wow! wrażliwe.
Co jeszcze zanotowałem podczas lektury (która może zająć i 1-1.5h, bo jest to bardzo krótkie, ale nie dziwota; jak się nie ma za wiele do powiedzenia...)?
Maniera zbyt częstych metafor - oczywiste poetyczne pochodzenie, jak i całego języka, które chce spowodować w nas Emocje za pomocą postaci-Postaci XY i Zet.
Wniosek ostatni?
W obranej konwencji (czyli fabuła kaput i ojej jaki to ja mam wrażliwy poetycki język) jest to dobre, ale jako że samą konwencję cenię nisko, to w skali ogólnej to miałki tekst, który nie trafia w ambitną literaturę, ale krótką, łatwą i niezbyt wymagającą intelektualnie, bazującą raczej na prostocie i wczuciu + obowiązkowo poza/humor już tu długo opisywany. Mnie osobiście to nudzi. Szkoda, bo przecież takimi środkami też można zbudować ciekawą fabułę. Zamiast tego mamy wspomniane już... pierdololo (nie przepraszam, bo to doskonale opisuje tą książeczkę udającą powieść).
Wspomnę na koniec o 2 raczej nowych krótkich powieściach polskich, pisanych przez poetki (oczywiście starsze pokolenie względem autorki tego, czy Górniaka),które napisały świetne książki i umiejętnie wrażliwością poetycką i językiem zbudowały wciągającą historię:
Białe noce (Honek) i Łakome (Lebda).
Ps. Mam nadzieję, że Górniak w trzeciej, zapowiadanej książce zrobi coś ciekawszego niż komiksowość i elo-poza (chociaż tytuł już wskazuje, że nie bardzo). Wspominam o nim tu tyle razy, bo Love song Karoliny Krasny traktuję jako zbieżny z nim sposób pisania, który ma problemy z fabułą, ale bardzo "chce" przez co łatwo wpada w pewne opisane tu, jak dla mnie-czytelnika, pułapki.
PS.
Przyjmuję po paru dniach po przeczytaniu i napisaniu opinii, że bardzo możliwe, że jest ona zbyt surowa i książka z odpowiednim podejściem może zaoferować znacznie więcej, nawet mi, co zresztą wiele razy czułem skupiając się na poziomie zdań, akapitów, nie całości. Muszę więc ocenić ją wyżej (4-5/10, chwilami sporo więcej),bo 3/10 jest chyba przesadnie krzywdzące. Jeśli komuś nie przeszkadza to co odczytuję jako wady takiego pisania, ma potencjalnie bardzo fajną książkę z kolorowym językiem.
(ważny dopisek na końcu)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOgólnie i bardzo bezpośrednio, to takie... pierdololo w odmianie wrażliwej dla (chyba?) nowszych pokoleń nazywanych różnymi literkami.
Czyli broń boże rozbudowanej fabuły czy nawet standardowego jej utkania, ani też jakichkolwiek intelektualnych wyzwań, za to dużo prostoty, popularnego podejścia języka w sensie humoru/absurdu/logiki memów itd. Takie...
Bardzo mocno urzeka mnie język tej książki: plastyczny, czasem inteligentny, czasem, co mocno czuję, będący ćwiczeniem stylistycznym. Tak też odbieram tę próbę - jako ćwiczenie.
Sama fabuła jest miałka, niedopracowana, trudno w nią uwierzyć, czasem jest zbyt kombinacyjna, czasem wydumana do bólu. Udawana, inspirowana innymi twórcami, dużo zdolniejszymi niż Autorka. To nie zarzut. To fakt.
Bardzo mocno doceniam jednak giętki, sprężysty język, który skrzy się siłą i mocą, młodością i żądzą życia. Tak, tak właśnie go odczuwam.
Kilka razy udało mi się zaśmiać w trakcie lektury, ale nigdy nie nad fabułą, a zawsze nad zlepkami słów, nad próbkami zdań, nad ekwilibrystyką znaczeniową.
Nie umiem zatem patrzeć na "Love song" inaczej niż jak na próbę, trening, wprawkę językową.
To, co miało być osnową i treścią, jest tylko cieniem, który jako tło, realizuje językowe zwycięstwa Autorki. Bo te zdecydowanie mają miejsce, czasem nawet w duchu Andre Bretona, a to już komplement. Jednak nic ponad to. Nic.
Bardzo mocno urzeka mnie język tej książki: plastyczny, czasem inteligentny, czasem, co mocno czuję, będący ćwiczeniem stylistycznym. Tak też odbieram tę próbę - jako ćwiczenie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama fabuła jest miałka, niedopracowana, trudno w nią uwierzyć, czasem jest zbyt kombinacyjna, czasem wydumana do bólu. Udawana, inspirowana innymi twórcami, dużo zdolniejszymi niż Autorka. To nie...
Książka o miłości. Więcej nie wiadomo. A jednak jest to podobne do wielu tego rodzaju książek o miłości, gdzie nie wiadomo nic więcej, niż że wiadomo, że się taką książeczkę przeczytało. Czyli istnieje recepta na takie pisanie. Istnieje recepta na taką magię, na takie poetyzowanie świata. Dlatego nie wierzę tej prozie. Że nie potrafi trafić na własną drogę. Że coś udaje.
Książka o miłości. Więcej nie wiadomo. A jednak jest to podobne do wielu tego rodzaju książek o miłości, gdzie nie wiadomo nic więcej, niż że wiadomo, że się taką książeczkę przeczytało. Czyli istnieje recepta na takie pisanie. Istnieje recepta na taką magię, na takie poetyzowanie świata. Dlatego nie wierzę tej prozie. Że nie potrafi trafić na własną drogę. Że coś udaje.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWartki Weird. Lubię sposób, w jaki ta książka uruchamia mi wyobraźnię.
Wartki Weird. Lubię sposób, w jaki ta książka uruchamia mi wyobraźnię.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomita!
Znakomita!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo totrzeba umieć się w niej zgubić
trzeba umieć się w niej zgubić
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka w poetyce opisów abstrakcyjnej rzeźby w powiatowym muzeum sztuki współczesnej. Kilka zdań dobrych, melodycznych
Książka w poetyce opisów abstrakcyjnej rzeźby w powiatowym muzeum sztuki współczesnej. Kilka zdań dobrych, melodycznych
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to