rozwińzwiń

Sztandary Imperium

Okładka książki Sztandary Imperium autora Radomir Darmiła, Witold Dworakowski, 9788366767591
Okładka książki Sztandary Imperium
Radomir DarmiłaWitold Dworakowski Wydawnictwo: Wydawnictwo Alegoria fantasy, science fiction
480 str. 8 godz. 0 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Sztandary Imperium
Data wydania:
2024-06-05
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-05
Liczba stron:
480
Czas czytania
8 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366767591
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sztandary Imperium w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Sztandary Imperium



książek na półce przeczytane 3401 napisanych opinii 527

Oceny książki Sztandary Imperium

Średnia ocen
7,1 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sztandary Imperium

avatar
79
1

Na półkach: ,

Jestem pozytywnie zaskoczona. Do tej pory miałam raczej niezbyt przyjemne spotkania z książkami selfpub, jednak brak nachalności ze strony autora na targach skłonił mnie do zakupu.
Tutaj jest całkiem przyjemna historia, bohaterowie zachowują się sensownie, spójnie. Nie można doszukać się dziur logicznych. Opowieść płynie dość wartko, pokazywana oczami kilkorga bohaterów. O dziwo, jest to powieść jednotomowa, chociaż z chęcią przeczytałabym więcej.
Lekka i niezobowiązująca.

Jestem pozytywnie zaskoczona. Do tej pory miałam raczej niezbyt przyjemne spotkania z książkami selfpub, jednak brak nachalności ze strony autora na targach skłonił mnie do zakupu.
Tutaj jest całkiem przyjemna historia, bohaterowie zachowują się sensownie, spójnie. Nie można doszukać się dziur logicznych. Opowieść płynie dość wartko, pokazywana oczami kilkorga bohaterów. O...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
599
260

Na półkach: , , , , , ,

Alternatywna rzeczywistość. Przed tysiącami lat jeden z przedstawicieli gatunku elfów porywa do swojego świata ludzi. Początkowo gatunek człowieczy pełnił rolę elfiego niewolnika, lecz z czasem, dzięki wyjątkowemu poczuciu asymilacji w nowych warunkach, ludzie odnaleźli się w nowej sytuacji. Kilkanaście setek lat później posiadają swoje odrębne terytorium przez elfy nazywane Rezerwatem. I choć górujące nad rasą ludzką elfy nieustannie prowadzą swoją własną obserwację, ludzie bezustannie marzą, by móc się spod ich jarzma wyzwolić. Tymczasem cesarz tłumi bunt pojedynczej prowincji, jednocześnie próbuje odnaleźć kobietę, która według przepowiedni może pomóc mu w pozyskaniu niezależności od elfów.

Nie lubię elfich motywów w powieści i filmie. Uważam, że temat jest już mocno wyeksploatowany, natomiast z chęcią odkrywam naprawdę fajne pomysły na elfią rasę. W przypadku tej książki tak było. Zamysł był dobry, nie powielający schematów, a przedstawiający elfy jako potężne, ale jednak stojące w dużej opozycji do rasy ludzi. I tyle. Bo w dużej mierze niczego więcej interesującego nie ma. Elfy się nie mieszają w sprawy ludzi, prowadzą tylko obserwacje. Nie odnalazłam tu żadnego zrywu tej rasy, szkoda.
Autorzy w swojej powieści zawarli dość sporo bohaterów. Bardzo szeroko również opisali sceny batalistyczne, starć czy oblężeń. O ile akcenty wojenne są bardzo wnikliwie dopracowane, o tyle główna bohaterka drażni jak nie wiem! Choć przyznaję, początkowo nic na to nie wskazywało. Wraz z rozwojem powieści, kiedy Anna może już jawnie używać swej mocy, staje się wyjątkowo pyskata i gderliwa, zwłaszcza w stosunku do porucznika Izbergena. Idąc analogicznie, sam porucznik również staje się inną osobą po bliższym poznaniu Anny, tym bardziej, że zaczyna sobie zbyt wiele wyobrażać po zawarciu tej znajomości.

Wątek buntowników potraktowany po macoszemu, nad czym ubolewam, ponieważ Autorzy mieli bardzo dużo czasu na opisanie jak Barucco zebrał swoją armię. W zasadzie jest niewielka nic przewodnia wraz z początkiem wjazdu wojsk Imperium do miasta, a następnie na skutek nieprzewidzianych okoliczności oblężenie, oraz ucieczka marszałka. Ale brakuje mi większego skupienia nad tym tematem.

Nie jest to książka tragiczna, czytałam do połowy z zainteresowaniem, od połowy do końca raczej z zamiarem zakończenia, ale bez początkowego porywu. "Sztandary Imperium" jest bardzo patetyczną książką, ze wzniosłymi ideałami, w które szczerze wierzy cesarz Imperium - Dwemurio. I właśnie przez tą wszechobecną w książce wzniosłość, szczególnie jeśli chodzi o postać kobiety, której imperator poszukuje, koniec może wydawać się w porównaniu do reszty taki szary, zwyczajny... Nie pasujący do poprzednich wzniosłości.

Alternatywna rzeczywistość. Przed tysiącami lat jeden z przedstawicieli gatunku elfów porywa do swojego świata ludzi. Początkowo gatunek człowieczy pełnił rolę elfiego niewolnika, lecz z czasem, dzięki wyjątkowemu poczuciu asymilacji w nowych warunkach, ludzie odnaleźli się w nowej sytuacji. Kilkanaście setek lat później posiadają swoje odrębne terytorium przez elfy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
263
233

Na półkach: , ,

"- Parszywy dzień - dodał. - Tysiąc naszych leży w polu... Co najmniej tysiąc... Ech, ale waszych więcej, bo w końcu to myśmy wygrali. Taaak. Wielkie zwycięstwo. Brach Dorchen będzie chciał całą zasługę wziąć na siebie, bo i pogoda piękna, i wiatr, i jeszcze te kule ognia, z których połowa poszła w ziemię... Ech. No, ale wielkie zwycięstwo, wiadomo. Każdy zapieje, że bez niego to by krew w piach, czy coś... I takie tam. Taaak."

No dzień dobry!
Zaczynam entuzjastycznie, bo strasznie się cieszę, że udało mi się w końcu przebrnąć przez książkę, o której dzisiaj Wam opowiem. I niech Was nie zwiedzie fakt, że trochę przyszło mi się z nią namęczyć, bo poziom jest naprawdę wysoki. Po prostu nałożyły się tu dwie rzeczy, które na dobrą sprawę już osobno spowolniałyby moje tempo czytania, a w połączeniu stanowiły zabójczą dawkę. Po pierwsze - złapał mnie mały zastój. Od początku roku pochłaniam rekordowe ilości książek i musiał w końcu nastąpić ten moment wciśnięcia hamulca. Po drugie - klimat powieści. Jest magia, są elfy, niby samo gęste, ale jednak wszystko utrzymane w wojennej tematyce przepychanek politycznych, z takim trochę historycznym zacięciem, co na ogół średnio mi leży. Tutaj świetnie to się zgrywa i nie mam na co narzekać, ale i tak sprawiło, że wstrzymałam nieco konie. 😉 Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo o ile pierwsza połowa faktycznie wycięła mi kilka dni z życia i czytałam dosłownie po 30, 40 stron na jednym posiedzeniu, nie mogąc przemóc się na więcej, tak w końcu jak już "kliknęło" i udało mi się w pełni zaangażować, pochłonęłam resztę na raz. Do tego jednak zaraz dojdziemy, skupmy się może na początek na tym, o czym w ogóle są "Sztandary imperium".

"- Sierżant Derek Izbergen! - ryknął, zadzierając głowę. - Gdzie wy się, do cholery, włóczycie! Wiecie, ile was musiałem szukać? Pół dnia!
- Ślepik, odpowiedzcie Maciasowi! - półgłosem rzucił Derek.
- Sierżant Izbergen uprzejmie zawiadyma, że w żopie mo, jak dałgo goście szukoli! I prosy jeszczy, by gonec zgrzecznoł, bo iknacy na piechte wrócy!
- I niech się nie drze..."

Dziś cytatów będzie więcej, bo nie mogłam się zdecydować. 😁 Generalnie, ciężko mi opisać fabułę, bo ilość wątków tutaj jest mnoga. Mamy elfy, wróżeczki (Śmigłaska jest fantastyczna!) i wrogóżki (😉). Jest Cesarz Kente, który chce zjednoczyć wszystkie państwa pod tytułowym sztandarem Imperium i przy okazji odnaleźć tajemniczą kobietę, którą może być niejaka Anna, panna de jakaśtam, absolutnie-nie-czarownica. Ją z kolei, nieco wbrew woli, pod swoje skrzydła przygarnia porucznik Derek. I dość szybko przekazuje na nauki w ręce uzdrowicielki Milezji. To chyba wystarczający opis, żeby nie przeradzać tego wpisu w streszczenie, no i nie zdradzić za dużo, a jednocześnie przybliżyć z jakiego rodzaju historią mamy do czynienia.

"- Wbrew pozorom samo strzelanie mnie nie rajcuje. Co innego zabijanie. Bez zabijania spać nie mogę.
- Strasznieście złośliwi.
- Kiedy naprawdę. Jak w dzień komuś gardła nie poderżnę, to śnią mi się potem koszmary. Tęcze i puchate króliczki."

Jak już zdążyłam wspomnieć, początki nie były łatwe. Sam wstęp szczególnie mnie przeczołgał i wystraszył, bo był dla mnie tak naszpikowany ni to militarną, ni to archaiczną terminologią, że trochę zwątpiłam w powodzenie tej misji. O ile na przykład u Magdaleny Kozak w jej "Nocarzu" ten szorstki, wojskowy język w żaden sposób mi nie wadził, tak tutaj poszedł zgrzyt, ale to może przez to, że jestem totalnie zielona w takich klimatach i unikam ich jak ognia. Dla miłośników scen batalistycznych będzie idealny, tak coś czuję. Na szczęście, potem jest już tylko lepiej. Choć nie ukrywam, te wszystkie utarczki, polityczne intrygi i cała reszta średnio mnie w tym wszystkim ciekawiły. Mnie na dobrą sprawę interesował tylko wątek Anny i Dereka, który szczęśliwie cały czas wybijał się na pierwszy plan i zgrabnie spinał z pomniejszymi odnogami tej historii.

"- Derek, czego ty się spodziewasz? Że ta twoja branka co, z wdzięczności rzuci ci się potem na szyję?
- To inwestycja. Potrzebuję żony, a żona, co umie czarować...
- Jaka tam żona, Derek! - zezłościła się Milezja. - Cholera! Ty naprawdę chcesz ją stąd zabrać? I co, wozić z taborem przez pół świata?
- To takie dziwne? Inni wożą.
- Owszem. Inni. A wiesz, dlaczego chciałam z tobą wchodzić w spółkę, Derek? Właśnie z tobą? Bo nie byłeś jak inni."

Na co chciałabym zwrócić jeszcze uwagę, podsumowując cały ten wywód - choć część wątków uważam za zbędne i można byłoby książkę nieco skrócić, bez utraty na jakości, to jestem zdecydowanie usatysfakcjonowana lekturą. Wątek miłosny świetnie rozegrany i w mojej opinii wszystko wypadło wystarczająco realistycznie, mimo kilku dziur - do wybaczenia. Trochę miejscami zakłuły mnie w oczy literówki, których wychwyciłam więcej niż zazwyczaj, ale to dość bogata objętościowo historia (prawie 500 stron, niezbyt dużym, ścisłym drukiem) i mogły się zdarzyć pewne przeoczenia. Zakończenie sprawia wrażenie częściowo otwartego - jestem szczerze zaciekawiona, czy coś jeszcze z tego będzie, czy jednak autorzy powiedzą basta po tym tomie - świat przedstawiony prezentuje się o tyle ciekawie, że dałoby się sporo na nim ugrać. No i niektóre niespodziewane nawiązania też miło połechtały, uwielbiam takie smaczki.

Cały, oryginalny wpis tutaj:
https://www.instagram.com/p/DIbInA5NMEr/

"- Parszywy dzień - dodał. - Tysiąc naszych leży w polu... Co najmniej tysiąc... Ech, ale waszych więcej, bo w końcu to myśmy wygrali. Taaak. Wielkie zwycięstwo. Brach Dorchen będzie chciał całą zasługę wziąć na siebie, bo i pogoda piękna, i wiatr, i jeszcze te kule ognia, z których połowa poszła w ziemię... Ech. No, ale wielkie zwycięstwo, wiadomo. Każdy zapieje, że bez...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

51 użytkowników ma tytuł Sztandary Imperium na półkach głównych
  • 30
  • 21
11 użytkowników ma tytuł Sztandary Imperium na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Sztandary Imperium

Inne książki autora

Witold Dworakowski
Witold Dworakowski
Rocznik 1989. Dolnoślązak w ogóle, wałbrzyszanin w szczególe. A także dumny użytkownik na forum literackim Weryfikatorium. Pisze odkąd pamięta. Na klawiaturze też, bo takie czasy nastały, ale preferuje metodę kartka-długopis-fotel-koc. W efekcie powstają historie mniej lub bardziej fantastyczne, zawieszone gdzieś między sensacja, przygodą, horrorem i tajemnicą. Między „Hyperionem”, „Przestrzenią Objawienia”, Panem Samochodzikiem i „Gwiezdnymi Wojnami”. Ta ścieżka zaprowadziła go na łamy miesięcznika „Science Fiction, Fantasy i Horror” i magazynu „Esensja”. I pewnie zawiedzie w inne ciekawe miejsca. Zawsze na wiosnę włącza mu się pociąg do roweru, który trwa aż po późną jesień – wtedy trasy w stylu „660 km wzdłuż wschodniej granicy Polski” naprawdę nie są niczym dziwnym. Między jednym wypadem a drugim szwenda się pieszo po szlakach w Sudetach. Albo gra w gry. Filmy ogląda. Memy. A nawet to i owo przeczyta.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cieniobójcy. Księga II. Żniwa Mateusz Żuchowski
Cieniobójcy. Księga II. Żniwa
Mateusz Żuchowski
★★⁠★⁠★★★⁠★⁠☆⁠☆☆ [ współpraca reklamowa ] "Żniwa" to druga część trylogii. I tak jak pierwsza część była typowym wprowadzeniem w ten fantastyczny świat to tym razem dostajemy o wiele wiele więcej walk, krwi i trupów - czyli zdecydowanie więcej akcji. Była ona bardzo dynamiczna. Autor daje nam sporo nowych informacji i wątków, ale rozjaśnia nam się też sporo spraw z poprzedniego tomu. Na początku musiałam się wkręcić w styl pisania autorka, całą narrację, na nowo zaangażować się w całą historię i przypomnieć sobie wszystkie postacie, bo jest ich tutaj naprawdę sporo, ale po paru rozdziałach gdy to już się stało to ze sporym zaciekawieniem czytałam o wszystkich przeżyciach bohaterów - a tych przeżyć było mnóstwo. Tworzyły się nowe układy, relacje, bohaterowie walczyli między sobą, ale też sami ze sobą. Końcówka całkowicie mnie zaskoczyła. Totalnie nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji i takich informacji, ale wyszło to zdecydowanie na plus tej historii. Była to dla mnie książka momentami trudna do odbioru, zdążyło się że któryś fragment musiałam przeczytać dwa razy żeby ogarnąć co się wydarzyło, jednak sama fabuła i poprowadzenie wątków było ciekawe i zdecydowanie angażujące. Z przyjemnością sięgnę po kolejną część, bo jestem na maksa ciekawa jak to dalej się rozwinie i co jeszcze spotka bohaterów.
Monika - awatar Monika
oceniła na74 miesiące temu
Mirabelium. Pierwsze Ogniwo Amon Lewandowsky
Mirabelium. Pierwsze Ogniwo
Amon Lewandowsky
Jakiś czas temu obiecałem sobie, że jeśli mam czytać kryminały, to będą to tylko te historyczne. Tymczasem w moje ręce trafił pierwszy tom Mirabelium, który jest historią detektywistyczną, ale zmieszaną z fantasy, a na dodatek mocno osadzoną w słowiańskich wierzeniach i mitologii i co mnie bardzo zdziwiło, takie połączenie wyjątkowo przypadło mi do gustu. Wszystko w tym debiucie zagrało i spędziłem z Pierwszym ogniwem fantastyczne kilka godzin. Gdzieś przeczytałem, że książkę można zaliczyć do gatunku crime fantasy i że jest to stylistyka coraz bardziej popularna wśród pisarzy i czytelników. Cóż, będę musiał się rozeznać w temacie, bo jeśli mam trafiać na takie powieści warto się im przyjrzeć szerzej. Sam wątek kryminalny nie był tu dla mnie jednak najważniejszy. To co mnie w książce Amona Lewandowskiego urzekło to wykreowany świat pełen magii, rusałek, wiedźm, żerców i kogo tylko można mieć na myśli, jeśli już wplatamy w  opowieść tego typu istoty. To jest historia spod znaku czarów i miecza i ten drugi element też jest bardzo interesujący. Ktoś kogoś ściga, gdzieś tam pojawia się widmo wojny. Wszystko to spaja klamrą całą intrygę i nadaje tekstowi wiarygodności i wielowymiarowości, wszak nie każdy para się się tu sztukami tajemnymi. Mocnym akcentem jest zakończenie, mocno niespodziewane, co tylko dodaje pierwszej części tego cyklu plusów. Jestem bardzo ciekaw jak się potoczą dalsze losy Mojmira i czy rzeczywiście na Mirabelium nadciąga zagłada. Na moje szczęście na kolejną odsłonę serii nie muszę czekać, już ją mam w swoich rękach, więc zabieram się do czytania, a Was zachęcam do sięgnięcia po ten debiut, bo naprawdę warto!!! Za książkę dziękuję @wydawnictwo_novaeres
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na89 miesięcy temu
Za kamień i za ciemność Sonia Korta
Za kamień i za ciemność
Sonia Korta Piotr T. Dudek
Po kilku latach wróciłam do historii, która za pierwszym razem zrobiła na mnie przeogromne wrażenie. Za drugim… hmm, nic się nie zmieniło. Nadal było wspaniale, mrocznie, obskurnie i epicko! To opowieść niczym ruchome piaski! Wejdziesz, wciągnie cię, może kiedyś wypuści, ale zostanie z tobą na długo, jak piach w zakamarkach Twoich ulubionych skarpetek. Wyobraź sobie, że schodzisz po krętych schodach. Po drodze nie ma żadnych drzwi, które dałyby ci choćby iluzję ucieczki czy schronienia. Idziesz w dół, a im dalej, tym ciemniej, gęściej i bardziej niepokojąco. To historia tak wielowątkowa, tak głęboko zanurzona w strukturach jednego miasta, że opisanie jej w kilku zdaniach graniczy z niemożliwością. Mamy tu potomka obalonej dynastii (Razaguela),który żyje na marginesie Baraghody, miasta niegdyś należącego do jego rodu, a dziś miejsca skorumpowanego, gnijącego i z każdym dniem coraz mroczniejszego. Musi on nie tylko przetrwać w przestrzeni, gdzie samo jego nazwisko czyni go wrogiem publicznym, lecz także zmierzyć się z ciężarem rodzinnego dziedzictwa, ugrzęznąć w politycznym bagnie i balansować na granicy świata ludzi oraz bogów. Ale to nie jedyny wątek, jaki dostajemy. Jest tu także podziemny lud, którego losy obserwujemy z perspektywy Rafiego Szczurołapa. Schodząc jeszcze głębiej, spotkasz Króla Szczurów, a patrząc na Baraghodę jego oczami, zobaczysz czystą ciemność, okrucieństwo i niesprawiedliwość. I co najważniejsze: Poczujesz na własnej skórze przebiegające po tobie szczury i poznasz najsłodszego, najwierniejszego i najinteligentniejszego przedstawiciela tego gatunku. Największą zaletą tej historii jest to, jak głęboko autorzy wchodzą w psychikę postaci, które nie są ani czarne, ani białe. Są ludzcy: skrzywdzeni, niejednoznaczni, uwikłani, empatyczni, egoistyczni, mściwi, czy zdolni do litości. Nie znajdziemy tu klasycznych herosów ani jednoznacznych złoczyńców, lecz ludzi niosących ciężar własnych historii. Postacie drugoplanowe nie są jedynie tłem czy figurami przesuwanymi po planszy. Każda z nich dostaje swoje pięć minut, dzięki czemu nawet najbardziej epizodyczne role zapadają w pamięć. Powieść jest gęsta od poruszanych tematów, a jednocześnie niezwykle uporządkowana. Nie znajdziesz tu chaosu ani zagubienia. Każdy z bohaterów weźmie cię za rękę i poprowadzi własną ścieżką. I choć książka wymaga skupienia, nie zgubisz się w tej wielowątkowości. Wszystko jest tu kompletne! Jedno wynika z drugiego, prowadząc do logicznej, misternie utkanej całości. „Za kamień i za ciemność” redefiniowała moje pojęcie polskiego dark fantasy. To dzieło dopracowane, monumentalne i intensywne emocjonalnie. I choć bardzo chciałabym opowiedzieć wam szczegółowo, jak piękna jest ta historia, wiem, że żadne moje słowa nie oddadzą tego, co ta książka ze mną zrobiła. Wróciłam do niej po kilku latach... i krócej jeszcze nie jeden raz.
TropemCiszy - awatar TropemCiszy
ocenił na1028 dni temu
Cieniobójcy. Księga I. Ziarno Mateusz Żuchowski
Cieniobójcy. Księga I. Ziarno
Mateusz Żuchowski
Wszechnoc przykryła świat, a ludzie przetrwali dzięki mocy ochronnej z kamieni. Kamienie dają magię, która stanowi ochronę przed niebezpieczeństwami czyhającymi w ciemności. Oprócz kamieni, mieszkańców miast, miasteczek i wsi chronią cieniobójcy. Wśród nich znalazł się Rhyan, młody cieniobójca, który z dnia na dzień zostaje postawiony przed zadaniem utworzenia własnego oddziału. Cienie nie są jednak jedynym zagrożeniem. Zagrożenie czyha również wewnątrz. Ryan jest młody, arogancki, ale stworzenie własnego oddziału staje się dla niego trudnym wyzwaniem. Nie każdy chce ryzykować swoje życie w walce z cienia mi. Na szczęście do pomocy ma przyjaciółkę, która potrafi wybawić go z opresji, a jednocześnie w nią wpędzić. Z innego zakątka ziemi, król Tannaer walczy z wrogami, którzy zadali mu niewyobrażalny cios. Cios, który oznacza tylko jedno - wojnę. Za to Ren, dziewczyna z traumą, odkrywa w sobie moc, która zmusza ją do opuszczenia rodzinnego miasta wprost do Gildii, gdzie pod okiem Arcymistrza zgłębi wiedzę o swojej mocy i kamieniach. Rozdziały zaczynają się opisami mocy kamieni, "magów", którzy czerpią moc z tych kamieni czy innych zagadnień ze świata bohaterów. To na pewno pozwala czytelnikowi odnaleźć się w opisanym przez autora świecie, a także poznać ważne zagadnienia. W książce toczą się osobne wątki, króla Tennaera, Rhyana i Ren. Każdy wątek skupia się na przedstawieniu postaci, jej przeszłości, teraźniejszości i problemu, z jakim się mierzą. Wątki, mimo że jeszcze nie do końca się łączą, to postacie zaczynają do nich pomału przenikać, przez co zaczyna klarować się ich wspólna historia. Postacie są różnorodne, charakterystyczne i zapadają w pamięci. Są ważnymi elementami całej opowieści. Pierwszy tom jest swojego rodzaju wprowadzeniem do serii. Autor opisuje miejsce, w którym toczy się akcja, jego trudną historię, a także bardzo dobrze przedstawia bohaterów. Jest to bardzo dobra historia, wciągająca, która jak coś czuję, nabierze jeszcze rozpędu, mimo że i tak w tym tomie już sporo się dzieje. Akcja jest nieprzewidywalna, a mimo wszechobecnej magii opowieść wydaje się rzeczywista.
Papierowa_ksiazka - awatar Papierowa_ksiazka
oceniła na81 rok temu
Droga honoru Henryk Tur
Droga honoru
Henryk Tur
Lektura skończona! Recenzja gotowa! ,,Droga honoru", Henryk Tur. Drageus Publishing House 2024. Pięć tytułów w tomie, ale cztery opowieści. Kroczmy więc drogą honoru zgodnie z kolejnością zdarzeń i... z należytą czujnością (z toporem w garści). *** ,,Droga honoru" Strony 9-76 Solidne wprowadzenie, oj powiało Tolkienem. Po wprowadzeniu właściwy początek czyli ciekawski Frodo z ochroniarzami i przygodnymi krasnoludami rusza w tajemnicze góry. Stop! Jaki Frodo? Jakie krasnoludy? Dzielny student - badacz i dwóch wynajętych najemników spotykają wyprawę - pielgrzymkę twardych ludzi gór w zbrojach. Niezobowiązująca przygoda wędrówki w nieznane. Witaj przygodo! Atak przerośniętymi wron, atak dzikusów dosiadających wilki. Witaj mroczna przygodo! Co będzie dalej? Póki co, podoba mi się ta wyprawa (dlatego biorę w niej udział). ;) No nic, trza nam maszerować dalej. Tylko sakwę poprawię i sprawdzę czy miecz gładko z pochwy wychodzi. Ruszamy! Strony 76-124 ,,Rudi, ten świat jest za duży dla ciebie, lepiej więc zawsze mieć się na baczności i być gotowym." Eksploracja opuszczonego kompleksu zawsze ma w sobie potencjał fabularny. No i te powabne opary tajemnicy. (Pamiętam rozczarowanie sprzed kilkudziesięciu lat nikłymi rozmiarami ,,Księgi Mazarbul" z ,,Władcy pierścieni".) O! Proch istnieje! A samopałów brak. Oczywiście kusze wystarczą. Torgas potrafi rzucić ciętą uwagę, ale... Nie ufam mu. Czytam dalej. Strony 124-237 Pisemny przekaz z dawnych czasów! Są bębny! Groźny cień. Skarb. Użycie bojowe prochu! Moja teoria o wolniejszym spalaniu prochu jako przyczynie braku ręcznej broni palnej... spaliła na panewce (lubię ten zwrot). Istotnie przyczyną jest charakterystyczny (nieśpieszny) postęp technologiczny. [Wtrącenie - niezmiennie zachwyca mnie możliwość internetowej debaty, z autorem, w czasie lektury. Wiem, autora taka sytuacja może mniej zachwycać. :) ] Ruggi! Tylko nie Ruggi! Teraz krwawszy klimat starego Conana od Howarda. Teraz przemawia skrwawiona stal! Podziemia, bezbożne karły, agresywne małpoludy, mordercze olbrzymy, mutanty, szalony kapłan... Hej! Cośmy usiekli to nasze! Z drogi honoru nie zboczyliśmy. Piszę w pierwszej osobie liczbie mnogiej, bo przecież tam byłem (i co z tego, że,,tylko" jako czytelnik?). Tutułowa ,,Droga honoru" za mną, teraz czekają mnie jeszcze cztery tytuły zamieszczone w tomie. Pół tysiąca stron kolejnych przygód tuż za rogiem. To co? Ruszamy dalej? ,,Ilhalani" Strony 241-310 Dwie damy z łukami w niebezpiecznym lesie. Feministyczne fantasy? ;) Poczytamy zobaczymy. Czyli z małpoluda można wyhodować zmutowanego olbrzyma. Interesujące. Czytam dalej. O! Do drużyny dołącza męski mężczyzna. Z młotem. Czyli długotrwały brak wojny totalnej zamraża postęp technologiczny. ,,Wojna jest matką najlepszych wynalazków, gdy zaś nie ma wojen..." Właśnie nadchodzi wojna totalna. ,,Virig-a-mud" Strony 313-541 Bezpośredni ciąg dalszy poprzedniej historii czyli dzielne niewiasty kontunują swe zmagania z siłami zła. Rodzi się drużyna. Bycza kawaleria. Dosłownie bycza. Zrzucanie bomb z przerośniętych wron kolejnym bojowym użyciem prochu. Armia zła maszeruje. Nie podoba mi się antybalarska retoryka. To twarde niziołki z charakterem. Katapulty miotają ładunki prochu, a pole minowe pokazuje w eksplozjach swój potencjał. Proch i topór... Tak, smakuje miło takie połączenie. ,,Nie powstrzymacie rozwoju, Viridio. - Nie - zgodziła się tirianka - ale możemy go hamować, blokować przez długie lata." Tortury i bezczeszczenie zwłok. Czytam dalej. Czy za sto stron pojawią się armaty? Strony 541-620 Ostatni szturm. Śmierć zbiera żniwo. Koniec bitwy. Relacja z kampanii. Trochę zbyt romantyczna ścieźka pobitewna. Trochę. Koniec będący początkiem nowej przygody. Czytam dalej. Jeszcze dwa tytuły w tomie. Jeszcze ponad sto stron. Sporo miejsca na kolejne przejawy ewolucji bojowego zastosowania prochu. ,,Litiv Davo" Strony 623-693 Skarb i trzech łotrów (fanatyk religijny, żołdak i kat),z których każdy ma morderczy plan względem pozostałej dwójki. Krótko i klimatycznie. ,,Ludzie że wsi muszą umrzeć" Strony 697-727 Deszczową porą można usłyszeć różne opowieści... Przypowieść o strachu, okrucieństwie i drugiej szansie w ciepło-gorzkiej tonacji. *** Ponad 700 stron fantasy dalekiej od lekkiego tonu. Jest chciwość, fantyzm i mord. Jest i magia, ale z boku i ustępuje pola brutalnej sile ostrza miecza i grotu strzały oraz... rosnącej potędze prochu. Tak, docenić trzeba odrobinę prochu to i tam. Dla militarne skrzywionych, mała gra autora z czytelnikiem w zgadywanie ścieżek ewolucji uzbrojenia ma swój smak (dojdą do bombardier i samopałów czy nie dojdą?). Geograficznie gdzieś pomiędzy Środziemiem a Cymerią. Czy coś uwiera? Hmm... Jakoś mi jedna z panien nie przypasowała. Wiadomo, w fantasy od dawna równouprawnienie, ale ja trochę konserwatywny (z racji wieku) jestem. Podsumowanie. Kawał (solidny kawał) polskiej fantasy w której każdy znajdzie coś dla siebie, a tytułowa ,,Droga honoru" to międzynarodowa pierwsza liga.
Ponoc_Emeryt - awatar Ponoc_Emeryt
ocenił na82 miesiące temu
Gwardia Słonecznej Paweł Kopijer
Gwardia Słonecznej
Paweł Kopijer
Wychowywany przez parę uzdrowicieli Dein marzy o wstąpieniu do elitarnej Gwardii Słonecznej. Jednak opiekujący się nim Leśniad z nieznanego chłopakowi powodu blokuje mu możliwość startu w Turnieju Wolnych Ostrzy, będącym pierwszym etapem eliminacji kandydatów do Gwardii. Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, Leśniad zabiera swojego podopiecznego w góry i zapowiada, że przed młodzieńcem egzamin ze sztuki wojennej oraz taktyki. Przekazuje mu też zasady, którymi będzie się musiał kierować oraz to… że zwycięstwo nie będzie łatwe, ale najważniejsze, by i z porażki wyciągnął wnioski. Dein musi stoczyć trzy pojedynki z trzema różnymi przeciwnikami, walczącymi innym stylem i mającym różne umiejętności. Nie wszystko idzie po myśli młodzieńca, ale Leśniad jest zadowolony i ogłasza, że nauczył go wszystkiego, czego mógł, i że od teraz najlepszym nauczycielem będzie życie. Chłopak dostaje też pozwolenie na udział w turnieju. Uskrzydlony tą ostatnią nowiną Dein postanawia skompletować jak najlepszy ekwipunek, a to nie należy do najtańszych i najprostszych zadań. Robi jednak, co może, by te przeszkody nie uniemożliwiły mu realizacji marzenia… Równolegle toczą się losy Morienne, wnuczki władcy Myriadii. Dziewczyna stara się sprostać wymaganiom dziadka, równocześnie dążąc do spełnienia własnych marzeń o odniesieniu sukcesu jako członek armii. Nie idzie jej najlepiej, bo nie może wyprzeć się swojego pochodzenia i często jest postrzegana przez pryzmat szlachectwa. W pewnym momencie zostaje wezwana przez dziadka, przez co nie może być razem z resztą oddziału. Pech chce, że akurat w tym momencie następuje atak i wojownicy zostają zdziesiątkowani. Nie obywa się bez oskarżeń pod adresem Morienne, że celowo wybrała właśnie ten moment na wizytę w mieście. To sprawia, że postanawia pójść własną drogą i zgłasza się do turnieju… Niestety pech jej nie opuszcza i przeddzień walki ktoś kradnie jej znacznik oraz pieniądze, za które mogłaby w trybie pilnym zamówić duplikat. Niespodziewanie z pomocą przychodzi Dein, który przypomina sobie o pewnym punkcie w regulaminie turnieju… Tylko, czy jego pomoc wystarczy…? Jaki wpływ na Deina mieli jego opiekunowie? Dlaczego Leśniad blokował start Deina w turnieju? Czym jest Gwardia Słonecznej? Co poza pochodzeniem utrudnia życie Morienne? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce… To samo uniwersum, nowa trylogia, nowe postaci i… nowi ulubieńcy. Jeszcze niedawno, gdyby ktoś mnie zapytał o faworyta, prawdopodobnie wskazałabym kogoś innego, ale teraz wybieram Deina. Zaimponował mi tym, że mimo młodego wieku wie, co chce robić, nie tracąc żadnej okazji, by nauczyć się wszystkiego, co tylko możliwe, i przy okazji ćwicząc pamięć. Częściowo jest to zasługą jego opiekunów, częściowo Leśniada, a częściowo… genów. Dlaczego? Tego Wam nie zdradzę Nie oznacza to jednak, że nie zauważam pozostałych postaci, w tym Morienne czy Leśniada, bowiem często jest tak, że decyzja jednej osoby wpływa na losy pozostałych. W sumie wpływ Leśniada, choć pojawiał się tylko epizodycznie jest chyba największy, bo gdyby nie jego nauki, to losy sporej części mieszkańców Dwuświata potoczyłyby się zupełnie inaczej. Mamy więc dowód, że każda informacja i choćby nie wiem jak prozaiczna umiejętność czy decyzja ma wpływ zarówno na nas, jak i na innych. Warto więc czasami zatrzymać się choć na chwilę i pomyśleć: czy to naprawdę jest nam potrzebne? Względnie: czy musimy tak pędzić? Wszak jak dojedziemy nieco później lub wyjedziemy ciut wcześniej, to osiągniemy ten sam efekt, ale w bezpieczniejszy sposób… Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi
LibraCzyta - awatar LibraCzyta
oceniła na921 dni temu
W imię Boga Dominika Skoczeń
W imię Boga
Dominika Skoczeń
„W imię Boga” Dominiki Skoczeń to debiut, który najmocniej działa wtedy, gdy patrzy się na niego jak na świadomie zaprojektowane otwarcie większej historii, a nie zamkniętą opowieść. Książka osadzona jest na pograniczu fantasy i antyutopii, z wyraźnym naciskiem na społeczny porządek oparty o religijną instytucję, hierarchię „czystości” oraz konsekwencje życia w systemie kastowym. Autorka miała konkretny pomysł na fundament świata: teologia jako narzędzie władzy, segregacja jako „porządek moralny”, a do tego element „mocy” (primiony) wpleciony w strukturę społeczną tak, by nie był tylko ozdobą, ale mechanizmem różnicującym ludzi i przywileje. Jednym z najmocniejszych elementów tej powieści jest konsekwentnie zaprojektowany świat przedstawiony. Tremoriał nie zapada w pamięć jako malownicza sceneria, lecz jako precyzyjnie skonstruowany organizm społeczny - miasto, którego struktura przestrzenna odzwierciedla hierarchię władzy i statusu. Każda jego część rządzi się odmiennymi zasadami, posiada własny rytm życia, język i obyczajowość, a podziały klasowe nie pełnią roli tła, lecz stanowią realną siłę napędową konfliktów. Na uwagę zasługuje również warstwa klimatyczna utworu. Autorka umiejętnie balansuje między tonacją zbliżoną do powieści społecznej o historyzującym sznycie a narracją o wyraźnie sensacyjnym napięciu, które z czasem nabiera tempa. Początkowe partie rozwijają się spokojnie, z dbałością o szczegół i kontekst, jednak gdy fabuła osiąga właściwy rytm, narracja staje się płynna i angażująca, sprawiając, że kolejne rozdziały czyta się z rosnącym zainteresowaniem. Ważnym filarem odbioru jest też para głównych bohaterów i ich dynamika. Relacja między nimi jest jednym z motorów przyjemności z lektury: pojawia się tu humor, sprzeczki, tarcia wynikające z różnic doświadczeń i pozycji. Jednocześnie warto zaznaczyć, że wątek uczuciowy ma raczej charakter drugoplanowy, często bardziej wpływa na motywacje i temperaturę scen niż dominuje konstrukcję fabuły. Jeśli chodzi o słabsze strony: tempo i proporcje. Rozwlekły początek oraz drobiazgowość opisów, które czasem mogą być odbierane jako budowanie wiarygodności, a czasem męczyć, gdy detale spowalniają narrację albo „dokładają” ekspozycji zbyt wprost. Drugim punktem zapalnym jest niedosyt wyjaśnień - zwłaszcza w kwestiach kluczowych dla świata. Czułam, że elementy takie jak primiony, różnice pomiędzy grupami społecznymi czy reguły działania instytucji religijnej są zarysowane na tyle sugestywnie, że rozbudzają ciekawość, ale nie zawsze są domknięte. Z jednej strony to buduje napięcie i chęć sięgnięcia po kontynuację, z drugiej rodzi frustrację: „dostaję zagadkę, ale nie dostaję satysfakcjonującego kawałka odpowiedzi”. Z tym łączy się też odbiór finału - z jednej strony jestem zachwycona jego „otwarciem” i efektem emocjonalnym, z drugiej uważam go za zbyt urwany przystanek. Trzecia sprawa to sama protagonistka. Laila bywa celowo „trudna”: wyniosła, uformowana przez dogmat, czasem irytująca, często naiwna w zderzeniu z rzeczywistością. I tu paradoksalnie widać siłę konstrukcji: to postać charakterystyczna, a jej przemiana jest ważną osią. Tyle że nie każdy może mieć cierpliwość do bohaterki, która długo myśli kategoriami systemu, zanim zacznie go kwestionować. Jeśli ktoś oczekuje natychmiastowej empatii i szybkiej ewolucji - może się odbić. Jeśli ktoś lubi obserwować, jak światopogląd pęka powoli, pod naciskiem doświadczeń - dostanie coś satysfakcjonującego. Pod względem stylistycznym jest to proza świadomie ukształtowana - momentami bardziej podniosła, nasycona leksyką i składnią, które mają budować wrażenie historycznej głębi oraz podkreślać kulturową odrębność świata przedstawionego. Taki wybór językowy wzmacnia atmosferę i sprzyja immersji: miałam poczucie obcowania z rzeczywistością posiadającą własną tradycję, obyczaj i porządek symboliczny. Opisy architektury, ceremoniału czy codziennych praktyk społecznych tworzą sugestywną panoramę miasta i jego mieszkańców. Jednocześnie ta dbałość o detal bywa obciążeniem dla dynamiki narracyjnej. Rozbudowane partie ekspozycyjne, drobiazgowe opisy przedmiotów, strojów czy obrzędów oraz rozciągnięte sceny dialogowe chwilami spowalniają tempo akcji, zwłaszcza w pierwszej części powieści. Stosunkowo duża objętość tomu przy jednocześnie wyraźnej, dużej czcionce oraz format wydania sprawiają wrażenie książki „rozciągniętej” objętościowo. Z kolei w warstwie dodatków brakuje elementu, który mógłby istotnie wzmocnić orientację w przestrzeni - mapy miasta i okolic. Przy tak silnie zarysowanej topografii oraz znaczeniu podziałów przestrzennych, wizualne dopełnienie w postaci planu Tremoriału byłoby naturalnym i funkcjonalnym uzupełnieniem. W mojej ocenie „W imię Boga” wypada najlepiej jako debiut z bardzo mocnym szkieletem świata i tematów, który momentami potyka się o własną drobiazgowość. To książka, która potrafi dać czytelnikowi przyjemność z zanurzenia w systemie społecznym i religijnym, ale stawia wymagania: trzeba zaakceptować, że to tom pierwszy, że część rzeczy jest tylko zasygnalizowana, i że rytm nie wszędzie jest równy. Jeśli jednak ktoś lubi fantastykę, która nie ucieka od pytań o władzę, klasę i moralność, a przy okazji buduje intrygę na przyszłość - to będzie odpowiednia książka dla Was. Z dużym uznaniem za konstrukcję świata i konsekwencję tematyczną, z rezerwą wobec momentów przegadanych i tego, jak wiele odpowiedzi zostaje odłożonych na później. Jeśli drugi tom dopnie część obietnic - ta historia ma potencjał, żeby wyraźnie urosnąć.
Marta Bazylczuk - awatar Marta Bazylczuk
ocenił na71 miesiąc temu
Kyna Michał Kubacki
Kyna
Michał Kubacki
„Kyna” Michał Kubacki “Kyna”, to powieść fantasy autorstwa Michała Kubackiego. Akcja książki toczy się głównie w Londynie i od razu widać, że autor świetnie zna tę metropolię, a jego bohaterowie sprawnie się po niej przemieszczają. Tytułowa Kyna, to piękna młoda kobieta, która ma kilkaset lat (nie, tu nie ma żadnej sprzeczności 😉). Czarnowłosa i czarująca. Jest czarodziejką, a może czarownicą? Hmmm, tak naprawdę jest wiedźmą z Kręgu Władających, która mieszka w Londynie i prowadzi stylowy salon fryzjerski na szczycie wzgórza Muswell Hill w Londynie. Stylowe wyposażenie salonu fryzjerskiego pochodzi z XIX wieku. Sztos! Jak to wszędzie na świecie bywa, dostajemy z różnych zakątków naszego globu informacje o wyczerpujących się zasobach naturalnych surowców, czy też źródeł energii. Oczywiście, czarownic to również dotyczy. Czarownice, tak samo jak samochody, muszą co jakiś czas „zatankować”, albo zaczerpnąć mocy ze specjalnych źródeł, a to jest im niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. W Londynie źródła mocy są już niestety na wyczerpaniu, a do korzystania z nich pretenduje kilka grup o czarodziejskich potrzebach. I oczywiście próbują się nawzajem zwalczać, aby w pełni zawładnąć niezbędnym im do życia źródłom mocy. Kyna należy do Kręgu Władających, ale są też inne konkurujące grupy, np. Gałąź Wierzby. I jest też Niebieski Mag, nieznany osobnik, z którym kojarzą się niewyjaśnione zaginięcia czarownic. „Kyna” Michała Kubackiego, to powieść pełna akcji, czarodziejskich zaklęć, elementów współpracy i konkurencji, a nawet walki i składania ofiar wśród czarownej grupy osobników, i która to powieść pozwala zanurzyć się w świat magii i odetchnąć od codziennych trosk. Nie jest to jednak świat bezpieczny ani dla wiedźm, ani dla ludzi. Krąg Władających świetnie dogaduje się z ludźmi, korzysta z ich innowacyjnych pomysłów i wynalazków, sami je czasami ludziom podsuwają. Gałęzie Wierzby wręcz przeciwnie, pragną się ludzi pozbyć przeprowadzając specjalnie w tym celu zaprojektowaną Operację Bedlam. Michał Kubacki dość zgrabnie poprowadził fabułę książki, wprowadzając elementy tajemnic, magii i czarów, przemycając do treści trochę historii, a także przybliżając nam topografię wybranych dzielnic Londynu oraz współczesną technologię. I czyta się książkę szybko, kolejne strony odkrywają nowe tajemnice Kyny i jej przyjaciół, albo wrogów. Jednak zakończenie nie jest jednoznaczne, autor nie zakończył niektórych wątków i to wydaje się zapowiedzią ich kontynuacji w następnym tomie, który również chętnie przeczytam. Oczywiście polecam „Kynę” Michała Kubackiego wszystkim miłośnikom fantasy. Czeka was dobra lektura i przyjemnie spędzony z nią czas. Za książkę dziękuję Wydawnictwo Odesfa
anodro - awatar anodro
ocenił na89 miesięcy temu

Cytaty z książki Sztandary Imperium

Więcej
Witold Dworakowski Sztandary Imperium Zobacz więcej
Witold Dworakowski Sztandary Imperium Zobacz więcej
Witold Dworakowski Sztandary Imperium Zobacz więcej
Więcej