rozwińzwiń

Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy

Okładka książki Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy autora Andres Genolet, Madibek Musabekov, Charles Soule, Andrea di Vito, 9788328164536
Okładka książki Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy
Charles SouleAndrea di Vito Wydawnictwo: Story House Egmont Cykl: Star Wars (2020 - 2024) (tom 6) Seria: Kanon Star Wars - komiksy (miękka okładka) [Egmont] komiksy
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Star Wars (2020 - 2024) (tom 6)
Seria:
Kanon Star Wars - komiksy (miękka okładka) [Egmont]
Tytuł oryginału:
Star Wars: Vol. 6: Quests Of The Force
Data wydania:
2024-06-19
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-19
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328164536
Tłumacz:
Bartosz Czartoryski
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy

Średnia ocen
6,8 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy

Sortuj:
avatar
384
54

Na półkach: ,

Super narysowany, ale bardzo nudny komiks.

Super narysowany, ale bardzo nudny komiks.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
684
607

Na półkach:

W szóstym już tomie serii Star Wars noszącym tytuł "Poszukiwania Mocy" kontynuujemy przygodę z poprzednich odsłon (szok, naprawdę Grzegorz?). Uwięzieni w Bezprzestrzeni bohaterowie muszą znaleźć sposób ucieczki z tego zapomnianego przez Galaktykę miejsca. Z pomocą przychodzą im pomysłowość Chewbaccy oraz stary silnik ścieżki Nihilów. Luke wytrwale dąży do poznania tajników Mocy, jego "zdobyczny" miecz świetlny zaczyna zawodzić, przyszedł czas na skonstruowanie czegoś własne, ale do tego potrzebny jest kryształ kyber...

I tutaj bez bicia przyznam, że pomimo pretekstowej fabuły i wiadomego jej zakończenia czytało mi się ten album bardzo dobrze. Sporo tu się dzieje, a i poszukiwania Luke'a są fajne bo coraz mniej w nim tej naiwności, którą aż kipiał w poprzednich tomach.

W szóstym już tomie serii Star Wars noszącym tytuł "Poszukiwania Mocy" kontynuujemy przygodę z poprzednich odsłon (szok, naprawdę Grzegorz?). Uwięzieni w Bezprzestrzeni bohaterowie muszą znaleźć sposób ucieczki z tego zapomnianego przez Galaktykę miejsca. Z pomocą przychodzą im pomysłowość Chewbaccy oraz stary silnik ścieżki Nihilów. Luke wytrwale dąży do poznania tajników...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

46 użytkowników ma tytuł Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy na półkach głównych
  • 31
  • 15
37 użytkowników ma tytuł Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy na półkach dodatkowych
  • 15
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy

Inne książki autora

Okładka książki Star Wars: Wielka Republika: Opowieść światła i życia Zoraida Córdova, Tessa Gratton, Claudia Gray, Justina Ireland, Lydia Kang, George Mann, Daniel José Older, Cavan Scott, Charles Soule
Ocena 5,3
Star Wars: Wielka Republika: Opowieść światła i życia Zoraida Córdova, Tessa Gratton, Claudia Gray, Justina Ireland, Lydia Kang, George Mann, Daniel José Older, Cavan Scott, Charles Soule
Okładka książki Star Wars: Tom 9: Ścieżka światła Jethro Morales, Madibek Musabekov, Charles Soule
Ocena 6,1
Star Wars: Tom 9: Ścieżka światła Jethro Morales, Madibek Musabekov, Charles Soule
Okładka książki Star Wars: Legacy of Vader Vol. 1 - The Reign of Kylo Ren Derrick Chew, Stefano Raffaele, Luke Ross, Charles Soule
Ocena 7,0
Star Wars: Legacy of Vader Vol. 1 - The Reign of Kylo Ren Derrick Chew, Stefano Raffaele, Luke Ross, Charles Soule
Okładka książki Star Wars: Tom 8: Sith i Skywalker Steven Cummings, Jethro Morales, Madibek Musabekov, Ibraim Roberson, Charles Soule
Ocena 6,3
Star Wars: Tom 8: Sith i Skywalker Steven Cummings, Jethro Morales, Madibek Musabekov, Ibraim Roberson, Charles Soule
Okładka książki Star Wars: Wielka Republika. Cienie Gwiezdnego Blasku Marika Cresta, David Messina, Jethro Morales, Ibraim Roberson, Charles Soule
Ocena 6,8
Star Wars: Wielka Republika. Cienie Gwiezdnego Blasku Marika Cresta, David Messina, Jethro Morales, Ibraim Roberson, Charles Soule
Okładka książki Star Wars: Tom 7: Mroczne droidy Madibek Musabekov, Charles Soule
Ocena 6,3
Star Wars: Tom 7: Mroczne droidy Madibek Musabekov, Charles Soule
Charles Soule
Charles Soule
Pochodzący z Brooklynu w Nowym Jorku pisarz, autor scenariuszy komiksowych, muzyk i prawnik. jego debiutem była autorska seria „Letter 44” wydana w 2013 roku przez Oni Press (rys. Alberto Albuquerque). Później pisał scenariusze dla DC Comics (między innymi o Potworze z Bagien i Wonder Woman) oraz dla Marvel Comics, gdzie tworzył fabuły komiksów o She-Hulk, Wolverine czy Thunderbolts.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 6: Piekło na Bestine Alessandro Miracolo
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 6: Piekło na Bestine
Alessandro Miracolo Ethan Sacks Paolo Villanelli
Recenzja książki „Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 6: Piekło na Bestine” – Ethan Sacks, Paolo Villanelli W galaktyce nie ma miejsca na słabość, a życie łowcy nagród to niekończąca się walka o przetrwanie. W szóstym tomie serii „Łowcy Nagród” Beilert Valance trafia w sam środek piekła – zarówno dosłownie, jak i w przenośni. Czy ta część utrzymuje napięcie i dostarcza solidnej rozrywki? Fabuła Po dramatycznych wydarzeniach związanych z atakiem na „Vermilliona”, Beilert Valance nadal pozostaje pod kontrolą Imperium. Jako członek elitarnej jednostki Dartha Vadera wykonuje zadania, które są zarówno brutalne, jak i bezwzględne. Jego kolejna misja prowadzi go na Bestine – oceaniczną planetę, która staje się areną walki o przetrwanie. Tymczasem T’onga i jej ekipa łowców nagród nie zamierzają się poddać. Szukając sposobu na uwolnienie Valance’a spod jarzma Imperium, wplątują się w kolejne śmiertelnie niebezpieczne starcie, które może zdecydować o ich dalszym losie. Czy zespół będzie w stanie zrealizować swój plan, zanim będzie za późno? Wrażenia Ethan Sacks po raz kolejny dostarcza intensywnej i pełnej napięcia opowieści. Wątki Imperium, Szkarłatnego Świtu i niezależnych łowców nagród zaczynają się coraz bardziej splatać, prowadząc do emocjonujących konfrontacji. Valance, który od początku serii przeszedł ogromną metamorfozę, znajduje się teraz w punkcie krytycznym – uwięziony między lojalnością a pragnieniem wolności. Komiks pełen jest dynamicznych scen akcji i dramatycznych decyzji, które trzymają w napięciu. Relacja między członkami drużyny T’ongi pogłębia się, dodając historii emocjonalnego ładunku. Paolo Villanelli ponownie zachwyca warstwą wizualną. Sceny akcji są efektowne, a szczegółowe ilustracje Bestine i jej wodnego krajobrazu nadają tej części unikalny klimat. Kolorystyka podkreśla surowość świata, w którym nie ma miejsca na słabość. Podsumowanie „Piekło na Bestine” to kolejny mocny punkt serii „Łowcy Nagród”. Akcja jest intensywna, bohaterowie przechodzą ciekawe zmiany, a konflikt pomiędzy Imperium, Szkarłatnym Świtem i niezależnymi łowcami staje się coraz bardziej złożony. Jeśli śledziłeś serię do tej pory, ten tom na pewno dostarczy Ci emocji i solidnej rozrywki.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 6: Ascendent Natacha Bustos
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 6: Ascendent
Natacha Bustos Minkyu Jung Alyssa Wong
Recenzja komiksu "Star Wars: Doktor Aphra. Tom 6: Ascendent" Szósty tom serii Star Wars: Doktor Aphra, zatytułowany Ascendent, kontynuuje opowieść o niezwykle przebiegłej i nieprzewidywalnej archeolożce, której losy splatają się z potężną i tajemniczą technologią. Alyssa Wong ponownie serwuje nam dynamiczną fabułę pełną akcji, zdrad i mistycznych zagadek. Fabuła Po wydarzeniach z poprzedniego tomu Aphra nadal zmaga się z konsekwencjami kontaktu z Wieczną Iskrą. Ścigana przez dawnych wrogów i niepewna własnego losu, zmuszona jest odnaleźć sposób na przejęcie kontroli nad swoim ciałem i umysłem. W międzyczasie coraz głębiej zanurza się w tajemnice organizacji Ascendent – grupy posługującej się starożytną technologią, przypominającą moce Jedi i Sithów. Aphra, jak zawsze balansująca na granicy geniuszu i szaleństwa, staje przed decyzją, która może odmienić nie tylko jej życie, ale i losy galaktyki. Styl i narracja Alyssa Wong ponownie udowadnia, że doskonale rozumie postać Aphry i potrafi przedstawić ją w sposób wielowymiarowy. Historia jest pełna intryg i napięcia, a bohaterka musi zmierzyć się nie tylko z fizycznym zagrożeniem, ale także własnymi demonami. Dialogi są błyskotliwe, a narracja dynamiczna, co sprawia, że komiks czyta się z dużym zaangażowaniem. Warstwa graficzna Minkyu Jung i nowi artyści pracujący nad tym tomem dostarczają czytelnikom wysokiej jakości ilustracje, które znakomicie oddają zarówno emocje postaci, jak i kosmiczne krajobrazy oraz futurystyczną estetykę technologii Ascendentu. Kolorystyka Rachelle Rosenberg ponownie doskonale buduje klimat opowieści, podkreślając różnicę między mistycznym aspektem fabuły a brutalnym światem, w którym przyszło żyć Aphrze. Plusy i minusy Plusy: Wciągająca fabuła, łącząca technologię i mistycyzm w stylu Star Wars. Świetnie ukazana ewolucja głównej bohaterki i jej wewnętrzne konflikty. Dynamiczne i efektowne sceny akcji. Dobrze zarysowane relacje między postaciami. Minusy: Historia miejscami może wydawać się skomplikowana dla osób, które nie śledziły poprzednich tomów. Niektóre wątki poboczne mogłyby zostać bardziej rozwinięte. Podsumowanie Star Wars: Doktor Aphra. Tom 6: Ascendent to kolejny świetny rozdział w historii archeolożki, która wciąż wymyka się wszelkim schematom. Komiks dostarcza zarówno akcji, jak i głębszej refleksji nad postacią Aphry oraz jej miejscem w świecie Star Wars. Dla fanów serii jest to pozycja obowiązkowa, a dla nowych czytelników – interesujące wprowadzenie do niezwykłej postaci i jej galaktycznych przygód.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Sana Starros. Sprawy rodzinne Justina Ireland
Star Wars: Sana Starros. Sprawy rodzinne
Justina Ireland Pere Pérez
Recenzja komiksu „Star Wars: Sana Starros. Sprawy rodzinne” „Star Wars: Sana Starros. Sprawy rodzinne” to komiks, który przybliża czytelnikom postać Sany Starros – charyzmatycznej przemytniczki i awanturniczki, znanej z głównej serii komiksów Star Wars. Stworzony przez Justinę Ireland z dynamicznymi ilustracjami autorstwa Pere Pereza, komiks rozwija historię tej postaci, eksplorując jej przeszłość oraz złożone relacje rodzinne. Fabuła Historia rozpoczyna się, gdy Sana powraca na swoją rodzinną planetę po długiej nieobecności, zmuszona do konfrontacji z członkami swojej rodziny. Spotkanie to nie jest jednak okazją do wspomnień czy pojednania, ponieważ szybko wychodzą na jaw konflikty z przeszłości oraz nowe niebezpieczeństwa, które zagrażają nie tylko jej, ale całemu klanowi Starrosów. Sana zostaje wciągnięta w wir wydarzeń, w których musi stawić czoła zarówno wrogom zewnętrznym, jak i własnym demonom. W tle pojawiają się tajemnice, które mogą zmienić jej spojrzenie na rodzinę i własną tożsamość. Bohaterowie Sana Starros: Centralna postać komiksu jest pełna sprzeczności – odważna, przebiegła i lojalna wobec najbliższych, ale jednocześnie zmaga się z trudnymi relacjami rodzinnymi i własnymi błędami z przeszłości. Rodzina Starrosów: W tle pojawia się barwny zestaw postaci, w tym członkowie rodziny Sany, którzy reprezentują różne podejścia do życia w galaktyce. Ich konflikty i relacje stanowią emocjonalny trzon historii. Antagoniści: Wrogowie rodziny Starrosów to zarówno dawne znajomości, jak i nowe zagrożenia, które stanowią dla bohaterów wyzwanie. Styl i narracja Justina Ireland zręcznie łączy akcję z elementami dramatycznymi, nadając opowieści osobisty wymiar. Wątki rodzinne i emocjonalne są dobrze zrównoważone z dynamicznymi scenami walk i przemytniczych eskapad. Pere Perez dostarcza ilustracje pełne energii i szczegółów. Postacie są ekspresyjne, a sceny akcji płynne i dynamiczne. Kolorystyka, stworzona przez utalentowanych kolorystów, dodaje historii galaktycznego klimatu – od ciepłych, rodzinnych przestrzeni po mroczne, niebezpieczne zakątki. Mocne strony Rozwój postaci Sany Starros: Komiks pogłębia postać znaną z innych historii, ukazując jej bardziej ludzką stronę i relacje z rodziną. Wątki rodzinne: Motywy rodzinnych konfliktów i pojednań dodają historii emocjonalnej głębi. Dynamika akcji i dialogów: Historia jest dobrze wyważona między refleksją a akcją, co sprawia, że czyta się ją z przyjemnością. Słabe strony Znajomość uniwersum wymagana: Czytelnicy niezaznajomieni z postacią Sany mogą mieć trudności z pełnym docenieniem jej historii. Przewidywalność: Niektóre wątki fabularne są schematyczne i mogą wydawać się znajome dla fanów klasycznych opowieści Gwiezdnych Wojen. Podsumowanie „Star Wars: Sana Starros. Sprawy rodzinne” to emocjonująca opowieść, która rozwija postać jednej z bardziej intrygujących drugoplanowych bohaterek uniwersum Gwiezdnych Wojen. Dzięki wyrazistym postaciom, świetnym dialogom i dynamicznej warstwie wizualnej, komiks ten przypadnie do gustu fanom Gwiezdnych Wojen, szczególnie tym, którzy cenią historie skupione na osobistych relacjach i rodzinnych konfliktach.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na61 rok temu
Star Wars: Lando: Wszystko albo nic Paolo Villanelli
Star Wars: Lando: Wszystko albo nic
Paolo Villanelli Rodney Barnes
Zawadiackich przemytników w „Gwiezdnych wojnach” nigdy za wiele. Pewnie dlatego wiele lat temu we franczyzie pojawił się Lando Calrissian. Jakkolwiek w filmach nie odegrał aż tak znaczącej roli jak na przykład Han Solo, to i tak zyskał sympatię fanów. Nie bez powodu. Ten luzak i kobieciarz ma naprawdę dużo uroku i zwyczajnie nie da się go nie lubić. Bardzo żałuję, że film „Solo” nie osiągnął sukcesu, bo gdyby tak się stało, otwarta droga do solowego filmowego „Lando” stałaby otworem. Nie ma jednak tego złego. Nadal mamy komiksy. A ten ostatni, którego głównym bohaterem jest nasz ulubiony (tudzież drugi ulubiony) przemytnik we franczyzie, robi robotę. Lando zostaje wynajęty do pomocy w rebelii. Nie, nie tej, którą wszyscy doskonale znamy. Chodzi o bunt uciskanych pracowników pewnej fabryki droidów. Oczywiście, żeby przekonać przemytnika do pomocy, potrzebne są kredyty, bo we wszechświecie nie ma niczego za darmo, a zwłaszcza najemnego blastera. Kiedy jednak udaje się dogadać wszystkie szczegóły, akcja rusza do przodu i już się nie zatrzymuje. Komiksy typu „Lando” opierają się w znacznej mierze na charyzmatycznych głównych bohaterach. I można powiedzieć, że Calrissian ma wszystkie pożądane przez czytelników biorących takie albumy na warsztat cechy – jest bezczelny, pewny siebie, czasami wręcz wyszczekany, potrafi też wykazać się brawurą i odwagą, co więcej – nie kłania się wiązkom laserowym i zawsze znajdzie wyjście z trudnej sytuacji. Czyli wszystko jest na swoim miejscu? W zasadzie tak, choć są w tym komiksie momenty, w których Lando zaczyna czytelnika lekko irytować, popadając w tak męczące samouwielbienie, że zaczyna to w tym aspekcie przypominać postać Jacka z Baśni. A to nie jest porównanie z gatunku tych korzystnych. Na szczęście komiks jest na tyle krótki, że rzecz nie przekształca się w wadę na tyle znaczącą, by zauważalnie obniżyć ocenę całości. Jeśli z kolei przyjrzymy się fabule, to bez problemu dostrzeżemy jej główną cechę – akcyjność! Tak – to właśnie akcja stoi we „Wszystko albo nic” na pierwszym planie i właściwie ani na moment nie zwalnia. Taki stan rzeczy mógłby być rozczarowujący, gdyby nie fakt, że czytamy komiks z Lando Calrissianem. On wręcz musiał być sensacyjny, szybki oraz akcyjny, i właśnie taki jest. Na szczęście jest przy tym całkiem angażujący, bo opowieść rozpisana jest dobrze, czuć w niej dramaturgię i stawkę. Nie zawsze tego szukam w komiksie, ale tym razem naprawdę trudno było spodziewać się czegoś innego. Na kartach „Wszystko albo nic” bardzo dobrze zarysowane są relacje między bohaterami. Widać to zwłaszcza w dialogach między Lando a towarzyszącym mu robotem, L3. Maszyna ma ustawioną kobiecą osobowość i nieustannie dogryza swojemu pracodawcy-partnerowi. Lando oczywiście nie pozostaje dłużny, a wynikają z tego one-linery z tak zwanym „jajem”. To zawsze była siła komiksów, książek i filmów spod znaku „Star wars” – ta nienachalna szczypta humoru, która równoważyła poważny wydźwięk poszczególnych opowieści. Warstwa graficzna zdecydowanie robi robotę. W komiksie takim jak ten ilustracje powinny być dynamiczne i ładne – i takie w istocie są. Na każdym kroku podkreślają akcyjność fabuły i robią to tak, że naprawdę chce się przerzucać kolejne kartki. Bardzo mi się podoba także to, w jaki sposób włoski artysta portretuje Landa – to wykapany Donald Glover, a co za tym idzie, czuję się, jakbym oglądał kolejną część filmu. O to właśnie chodzi. Sięgając po „Wszystko albo nic” spodziewałem się doświadczyć przygody w bardzo lekkostrawnym stylu i po lekturze całego albumu mogę śmiało powiedzieć, że dokładnie to otrzymałem. „Lando” to komiks, który najlepiej określa potoczne słowo „fajny”. Tak, być może takie stwierdzenie to pójście po linii najmniejszego oporu, ale cóż poradzę, skoro właśnie taki jest ten album. To rozrywka, która łatwo wchodzi i pozwala zrelaksować się po ciężkim dniu. Ja jestem zadowolony. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/02/star-wars-lando-wszystko-albo-nic.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na61 rok temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 7: Nieokiełznana Moc Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 7: Nieokiełznana Moc
Greg Pak Adam Gorham Raffaele Ienco
Recenzja: Darth Vader, Tom 7 – Nieokiełznana Moc Już sam tytuł – „Nieokiełznana Moc” – brzmi jak obietnica szaleństwa, gniewu i katastrofy. I trzeba przyznać: to jeden z tych tomów, które uderzają w samo serce konfliktu Dartha Vadera – nie tego galaktycznego, ale wewnętrznego. Tutaj Moc nie jest już narzędziem – to wręcz niebezpieczny żywioł, którego nawet Vader nie potrafi kontrolować. 🧠 Vader na granicy utraty kontroli W tym tomie widzimy coś, co rzadko się zdarza: Darth Vader chwiejący się emocjonalnie. Jego potęga zaczyna działać przeciwko niemu. Przez długie tomy widzieliśmy go jako żelaznego kata Imperatora – nie do ruszenia, bezlitosnego, zimnego. Ale teraz – jego przeszłość, wspomnienia o Padmé, obecność Sabé i pęknięcia w relacji z Palpatinem zaczynają zbierać żniwo. W skrócie: Vader przestaje panować nad sobą, a Moc staje się nie tyle darem, co przekleństwem. 👥 Sabé, Aphra i dylemat lojalności Wątek Sabé jest kontynuowany i zyskuje nową głębię. Jej lojalność wobec Vadera (czy może raczej: wobec Anakina Skywalkera, którego wciąż widzi pod maską) zostaje wystawiona na ciężką próbę. To nie jest już tylko emocjonalne napięcie – to realna gra o wpływy, wybory moralne i zagrożenie życia. Dodatkowo pojawia się doktor Aphra, co zawsze oznacza jedno – chaos. Jej relacja z Vaderem to klasyczna dynamika: ona wie za dużo, on nie ufa nikomu. I to czyni ich duet fascynującym – jest napięcie, sarkazm i nieprzewidywalność. 🎨 Styl graficzny – chaos jako estetyka Graficznie ten tom jest burzliwy. Rysunki są bardziej dynamiczne niż wcześniej, często celowo „rozedrgane”, z dziwnymi perspektywami, co świetnie podkreśla destabilizację Vadera. To nie jest komiks o równowadze – to wizualny wyraz kryzysu. Niektóre kadry z wykorzystaniem mocy są wręcz psychodeliczne – i dobrze! Wreszcie widać, że Moc to nie tylko telekineza i duszenie z odległości, ale też coś bardziej nieuchwytnego, groźnego, wręcz… pierwotnego. ✅ Plusy: Vader w najciekawszej wersji – rozdarty, niepewny, niebezpieczny. Sabé zyskuje jeszcze większą głębię – to nie jest już tylko echo Padmé. Powrót Aphry – świeża energia i odrobina czarnego humoru. Moc pokazana jako dziki, destrukcyjny żywioł. ❌ Minusy: Narracja chwilami może być chaotyczna – jakby celowo gubiła tropy. Nie każdemu może się spodobać „niestabilny” Vader – to nie jest jego klasyczna wersja. Wątek główny trochę rozmywa się w emocjonalnych napięciach.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Kylo Ren. Początki Will Sliney
Star Wars: Kylo Ren. Początki
Will Sliney Charles Soule Guru-eFX
W opinii wielu (większości?) fanów, trylogia sequeli „Star Wars” nie tylko nie dorównała klasycznym Epizodom IV, V i VI, ale ustępuje również trzem prequelom. Czy rzeczywiście jest słabsza? W mojej opinii owszem, ale muszę w tym miejscu dodać, że można w niej znaleźć kilka elementów, które miały pewien potencjał. Szkoda, że dopiero tytuły z Expanded Universe rozwijają te wątki i postaci, a same filmy w wielu aspektach były rozczarowujące. Tak to jednak wygląda i obecnie jedyne co możemy zrobić jako fani, to starać się czerpać z tych książek i komiksów tyle przyjemności, ile się da. Jak wypada w tym kontekście „Kylo Ren. Początki”? Sprawdźmy. Ben Solo czuje ogromną presję oczekiwań. Jako syn bohaterów Rebelii i siostrzeniec ostatniego Rycerza Jedi, wydaje się mieć z góry wyznaczoną drogę. Jednak on sam nie czuje wcale pewności co do tego, jaką ścieżką chce podążać. Dziedzictwo przodków to nie tylko jasne strony a gdzieś w cieniu czai się… gniew. Postać Kylo Rena jest jednym z tych jaśniejszych punktów trzech sequeli. Filmy niestety ledwie zarysowały jego rys psychologiczny (najbardziej próbowano to uczynić w najlepszym z nich, czyli „Ostatnim Jedi”) i dopiero teraz, w poświęconym mu komiksie, autorzy próbują ten stan rzeczy zmienić. I trzeba przyznać, że wychodzi im to całkiem nieźle. Nie mamy jednak do czynienia z albumem wolnym od wad. Najbardziej rzuca się w oczy to, że album złożony jest z ledwie czterech zeszytów. Soule dwoi się i troi, by zmieścić na dostępnych stronach jak najwięcej. Siłą rzeczy momentami do opowieści wkrada się jednak skrótowość. Kolejne wątki są zatem dość krótkie, ale nie można za to mieć większych zastrzeżeń w materii ich jakości. Autor całkiem dobrze pokazuje to, w jaki sposób Ben Solo zmienia swoje priorytety. Nie ucieknę od tego – na wybrzmienie pewnych kwestii przydałoby się nieco więcej stron, ale i tak bohater prezentuje się tu o wiele (podkreślę - o wiele) lepiej niż w filmach. Czuć, że mamy do czynienia z postacią z krwi i kości, napędzaną pragnieniem wyjścia poza oczekiwania innych. Chce odnaleźć własną ścieżkę – niekoniecznie powiązaną z przeszłością i niekoniecznie taką, jaką jego najbliżsi uznaliby za odpowiednią. „Star Wars” to także franczyza, w której istotna jest satysfakcjonująca warstwa rozrywkowa, a na tym polu omawiany komiks także sprawdza się dobrze. Wszystko toczy się szybko (tak – to znów te cztery zeszyty),poza tym autor próbuje łatać fabularne dziury pozostawione przez filmy. Pojawia się zatem Snoke (jego akurat mogłoby być więcej – jest kimś interesującym),są też Rycerze Ren, którzy w końcu przestają być jedynie odległymi i niejasnymi figurami, zyskują za to prawdziwą tożsamość. To się chwali, tym bardziej, że absolutnie nie mamy do czynienia z kalką Sithów. Chętnie poczytałbym o nich więcej. Jakkolwiek „Kylo Ren. Początki” nie jest albumem idealnym, to w moim odczuciu stanowi udane uzupełnienie Epizodów VII, VIII i IX, całościowo prezentując się od nich zauważalnie lepiej (o ile możemy oczywiście tak lekko porównywać przedstawicieli dwóch różnych mediów). Z przyjemnością przeczytałbym kolejne komiksy poświęcone Kylo Renowi, bo nadal jest to postać o sporym potencjale, jednak na tę chwilę wygląda na to, że takowe nie są w planach osób decyzyjnych. Oby to się jeszcze kiedyś zmieniło, bo lektura była nadspodziewanie przyjemna. To dobry przykład na to, jak medium komiksowe potrafi tchnąć nowe życie w nie w pełni wykorzystane filmowe postaci. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-kylo-ren-poczatki-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na79 miesięcy temu
Star Wars: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 2. Marc Guggenheim
Star Wars: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 2.
Marc Guggenheim David Messina Paul Fry
Recenzja: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 2 Wydawnictwo Marvel / Egmont Polska Po niezłej jazdzie bez trzymanki w tomie pierwszym, Han i Chewie wracają – z większymi problemami, bardziej pokręconymi postaciami i misją, która jeszcze mocniej balansuje między „genialnym planem” a „kompletnym chaosem”. To kontynuacja, która podkręca tempo, podbija stawkę i jeszcze raz przypomina, dlaczego Han Solo to jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci w galaktyce. ⚙️ Fabuła i klimat: W tomie drugim wszystko robi się trochę bardziej osobiste. Nadal mamy strzelaniny, przekręty, pościgi i typowy humor, ale między tymi sekwencjami widać też nieco więcej emocjonalnej głębi – szczególnie jeśli chodzi o relacje i przeszłość Hana. To nie dramat psychologiczny, ale fajnie, że scenariusz daje miejsce na coś więcej niż tylko przekomarzanie się i ucieczki. Co ciekawe – pojawiają się nowe postacie, które dodają historii pikanterii, ale też kilka znajomych twarzy, które mogą zaskoczyć. Scenarzysta nie boi się sięgać po motywy, które balansują między legendą a rzeczywistością, i robi to całkiem zgrabnie. 🎨 Warstwa graficzna: David Messina znów trzyma poziom. Rysunki są czytelne, dynamiczne, a kadrowanie dodaje historii tempa. Świetnie wypadają też sceny akcji – czuć energię i zagrożenie. Styl nadal jest bardzo "marvelowy", ale to działa. Kolory dobrze oddają nastrój scen – od kantyn po bardziej mroczne zakamarki galaktyki. 🤔 Minusiki? Podobnie jak w pierwszym tomie – nie ma tu wielkich filozofii. To nadal lekka, przygodowa historia w duchu klasycznego Star Wars, więc jeśli ktoś liczy na coś ambitniejszego, może poczuć niedosyt. Momentami można też odnieść wrażenie, że bohaterowie wychodzą z opresji trochę zbyt łatwo – ale hej, to Han Solo. On zawsze jakoś się wywinie.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na611 miesięcy temu
Star Wars: Darth Maul. Syn Dathomiry Jeremy Barlow
Star Wars: Darth Maul. Syn Dathomiry
Jeremy Barlow Juan Frigeri
Recenzja komiksu "Star Wars: Darth Maul. Syn Dathomiry" "Darth Maul: Syn Dathomiry" to wyjątkowy komiks w uniwersum Gwiezdnych Wojen, oparty na niewykorzystanych scenariuszach z serialu animowanego "The Clone Wars". Historia koncentruje się na jednej z najbardziej enigmatycznych i fascynujących postaci w świecie "Star Wars" – Darth Maulu – ukazując jego walkę o przetrwanie i zemstę. Fabuła i kontekst Historia rozpoczyna się w momencie, gdy Darth Maul, były uczeń Dartha Sidiousa, zostaje schwytany przez swojego dawnego mistrza po dramatycznych wydarzeniach na Mandalorze. Komiks rozwija jego losy, prezentując zawiłą rozgrywkę między Maulem, Sidiousem, generałem Grievousem, hrabią Dooku i Matką Talzin – przywódczynią Sióstr Nocy i biologiczną matką Maula. W miarę jak intryga się rozwija, czytelnik odkrywa, że Maul staje się graczem w grze Sidiousa, który planuje ostateczne zniszczenie Dathomiry i Sióstr Nocy. Komiks oferuje fascynującą mieszankę polityki, zdrady, bitew i mistycyzmu, eksplorując wątki mocy, magii i osobistych ambicji. Postacie Darth Maul: Ukazany jako postać zarówno tragiczna, jak i potężna. Jego żądza zemsty i pragnienie niezależności czynią go bardziej złożonym bohaterem niż tylko narzędziem Sidiousa. Matka Talzin: Postać kluczowa dla fabuły, symbolizująca mistycyzm i potęgę Sióstr Nocy. Jej relacja z Maulem dodaje głębi całej opowieści. Darth Sidious i hrabia Dooku: Stanowią przeciwieństwo Maula – mistrzowie manipulacji i zdrady, którzy konsekwentnie realizują swoje cele. Warstwa wizualna Rysunki w "Synu Dathomiry" są dynamiczne i pełne szczegółów. Artysta wspaniale uchwycił dramatyzm i intensywność walk oraz mroczny klimat Dathomiry. Kolorystyka, w szczególności ciemne tony i jaskrawe akcenty magii Sióstr Nocy, tworzy aurę tajemnicy i grozy. Kadry bitew są spektakularne, a twarze postaci wyrażają emocje z dużą precyzją. Tematyka Komiks wciąga czytelnika w bardziej skomplikowane i mroczne aspekty uniwersum Gwiezdnych Wojen. Zamiast typowej walki dobra ze złem, obserwujemy starcie sił mroku. To opowieść o zdradzie, lojalności, ambicji i nieustającej walce o władzę. Dla kogo jest ten komiks? "Syn Dathomiry" jest obowiązkową lekturą dla fanów Dartha Maula, którzy chcą dowiedzieć się więcej o jego losach poza filmami i serialem. Dla fanów "The Clone Wars" komiks stanowi idealne uzupełnienie i rozwinięcie wątków porzuconych w serialu. Podsumowanie "Star Wars: Darth Maul. Syn Dathomiry" to emocjonująca, dobrze napisana i pięknie zilustrowana opowieść, która wnosi nową głębię do postaci Dartha Maula i jego roli w galaktyce. Komiks doskonale łączy akcję z psychologicznym portretem bohatera, tworząc historię, która zachwyca zarówno wizualnie, jak i fabularnie.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Kanan. Ostatni padawan Pepe Larraz
Star Wars: Kanan. Ostatni padawan
Pepe Larraz Greg Weisman Andrea Broccardo Jacopo Camagni
Postać Kanana Jarrusa wprowadzona została do uniwersum Gwiezdnych Wojen w serialu animowanym "Rebelianci". Przyznam bez bicia, że sam serial, jak i postać rycerza Jedi, nie od razu przypadły mi do gustu. Kanan wydawał mi się pozbawiony charyzmy, niezdecydowany, nijaki. No i Jedi z blasterem? "So uncivilized", jak mawia mistrz Obi-Wan Kenobi. Tymczasem lektura komiksu pozwala zrozumieć rozterki Kanana, które widoczne były w serialu animowanym. Ta swego rodzaju komiksowa biografia Jedi (niepełna) ukazuje jego trudne dzieciństwo, naznaczone rywalizacją w Zakonie z innymi młodzikami oraz Wojnami Klonów. Ten świeżo upieczony padawan od razu zostaje rzucony w wir brutalnych działań zbrojnych. Potrafi jednak pogłębiać swoje relacje z klonami oraz wzmacniać więź ze swoją mistrzynią – Depą Billabą. U schyłku Wojen Klonów młody Jedi walczy o przetrwanie, najpierw uciekając przed Rozkazem 66, a później wiodąc żywot galaktycznego włóczykija, niekoniecznie parającego się legalnymi zajęciami. W końcu zmuszony jest zmienić swoją tożsamość i wkroczyć na ścieżkę, na której zabraknie miejsca dla osób znających jego dziedzictwo. Komiks zręcznie łączy losy Kanana w szeregach Rebelii z czasami dawnymi, kiedy służył Zakonowi Jedi jako Caleb Dume. Zastosowano więc retrospekcje, które absolutnie nie zaburzają narracji. Należy też pochwalić staranną kreskę i żywe kolory. Wysoka estetyka komiksu widoczna jest szczególnie w scenach walki, zarówno na lądzie, jak i w kosmosie. Pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów serialu "Rebelianci".
Dominik Sobczyk - awatar Dominik Sobczyk
ocenił na810 miesięcy temu
Star Wars: Tom 5: Droga do zwycięstwa Charles Soule
Star Wars: Tom 5: Droga do zwycięstwa
Charles Soule Ramon Rosanas
Recenzja komiksu "Star Wars: Tom 5: Droga do zwycięstwa" Piąty tom serii „Star Wars” kontynuuje wydarzenia rozgrywające się pomiędzy „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi”, zbliżając Rebelię do ostatecznego starcia z Imperium. Bohaterowie, wciąż podzieleni i osłabieni wcześniejszymi wydarzeniami, muszą znaleźć sposób, by odbudować swoje siły i przygotować się na decydujące uderzenie. Fabuła koncentruje się na Leii, Luke’u i Lando, którzy próbują skonsolidować rozproszoną flotę Rebelii, jednocześnie mierząc się z nowymi zagrożeniami. Imperium, choć osłabione, nie zamierza łatwo oddać kontroli nad galaktyką, a komandor Zahra nadal jest zaciekłym wrogiem Sojuszu. Dodatkowo Luke Skywalker staje przed kolejnymi próbami zrozumienia swojego przeznaczenia jako Jedi i przygotowuje się do konfrontacji, która zadecyduje o jego przyszłości. Tom ten łączy dynamiczną akcję z politycznymi intrygami i rozwojem postaci. Widać wyraźnie, jak bohaterowie dojrzewają i ewoluują w obliczu nadchodzącej bitwy. Leia umacnia się jako liderka, Lando stara się zyskać pełne zaufanie Rebelii, a Luke stopniowo staje się bardziej świadomy swojej roli w nadchodzącym konflikcie. Pod względem wizualnym komiks prezentuje solidny poziom. Sceny bitewne są efektowne i pełne detali, a rysunki dobrze oddają emocje postaci. Kolorystyka i dynamika kadrów budują napięcie, szczególnie w momentach kluczowych dla fabuły. „Droga do zwycięstwa” to ważny etap w historii Gwiezdnych Wojen, prowadzący bezpośrednio do wydarzeń z „Powrotu Jedi”. To tom, który skutecznie buduje atmosferę nadchodzącego finału, dostarczając zarówno emocjonujących scen akcji, jak i głębszego spojrzenia na przemiany bohaterów. Dla fanów sagi jest to pozycja obowiązkowa, która spaja wcześniejsze wątki i przygotowuje grunt pod ostateczne starcie z Imperium.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 5: Cień cienia Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 5: Cień cienia
Greg Pak Marco Castiello Raffaele Ienco
Recenzja: „Darth Vader, Tom 5 – Cień cienia” Jeśli wcześniejsze tomy pokazywały Dartha Vadera jako brutalną maszynę, wojownika, stratega i egzekutora Imperium, to w „Cieniu cienia” dostajemy coś więcej – Vadera jako gracza galaktycznej gry cieni. Tytuł jest trafiony – bo to tom o tym, co ukryte, niewypowiedziane i mroczne nawet według imperialnych standardów. Fabuła: intryga w cieniu Imperatora Po wydarzeniach z „Szkarłatnych Rządów”, Vader zaczyna coś podejrzewać – coś, co wykracza nawet poza plany Qi’ry czy zdrady wśród Imperium. Ktoś pociąga za sznurki... i niekoniecznie jest to Palpatine. Nadchodzi nowy cień, ukryty głęboko, niemalże ezoteryczny. A Vader – zamiast iść ścieżką ślepego wykonawcy – rusza, by zrozumieć. Tym razem akcja skupia się wokół śledztwa. Vader niczym mroczny detektyw przemierza galaktykę, by odkryć, kto próbuje manipulować wydarzeniami z ukrycia. W tle mamy organizację zwaną Cieniami, która działa niezależnie, w cieniu Imperium, Rebeliantów i Szkarłatnego Świtu. Kto za nią stoi? I co wie o Sithach? Styl i klimat Ten tom ma nieco inny rytm niż poprzednie. Mniej otwartej walki, więcej klimatu noir, skradania się w mroku, podsłuchów, ukrytych przesłań, cieni postaci i cieni dusz. Ale kiedy Vader walczy – to z przytłaczającą siłą. Nie ma tu żartów – przeciwnicy są coraz bardziej wyrafinowani, ale też bardziej metafizyczni. Rysunki znów mocne – nieco bardziej surrealistyczne miejscami, co pasuje do tematu „cieni w cieniu”. Czerń gra tu kluczową rolę – zarówno dosłownie, jak i symbolicznie. Plusy: Klimatyczna, intrygująca opowieść w duchu politycznego thrillera. Vader jako detektyw, a nie tylko zabójca – coś nowego. Tajemnicza organizacja „Cienie” – świeży, ciekawy wątek. Piękne, nastrojowe rysunki. Minusy: Mniej spektakularnych momentów akcji – to bardziej powolna, gęsta historia. Jeśli ktoś szuka „czystej siły”, może czuć niedosyt – to tom bardziej o napięciu niż o uderzeniu.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 1 Marc Guggenheim
Star Wars: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 1
Marc Guggenheim David Messina
Recenzja: Han Solo i Chewbacca. Za milion kredytów. Tom 1 Wydawnictwo Marvel / Egmont Polska Galaktyka jest ogromna, ale Han Solo i Chewbacca zawsze znajdą sposób, żeby wpakować się w kłopoty – najlepiej bardzo drogie i wyjątkowo niebezpieczne. Ten komiks to kwintesencja klimatu klasycznego Star Wars: szybka akcja, moralna szarość i oczywiście humor, który idealnie balansuje między przekomarzaniem się a groźbą blastera. 💥 Co działa? Scenarzysta Marc Guggenheim świetnie czuje charakter Hana – jego cwaniacki urok, dystans i tę wieczną niechęć do autorytetów. Chewbacca jak zwykle — lojalny, potężny i nieoceniony, chociaż ograniczony do ryku, który i tak potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc słów. Fabuła z kolei to typowy heist story w galaktycznym stylu: plan, który od początku jest skazany na chaos, podejrzane postacie i... niespodzianki z przeszłości, które mogą zmienić wszystko. 🎨 Rysunki? David Messina daje radę. Styl jest czysty, dynamiczny, idealnie pasuje do kosmicznej przygody. Plansze mają tempo, a ekspresje postaci — szczególnie Hana — robią robotę. Kolorystyka świetnie oddaje zarówno klimaty kantyn, jak i surowość imperialnych lokacji. 🤔 Co nie do końca zagrało? Dla fana, który zna filmy na pamięć, niektóre twisty mogą być przewidywalne. No i jeśli szukasz głębi w stylu „Andora” – to nie ten klimat. To raczej lekka, rozrywkowa jazda bez trzymanki, niż egzystencjalne rozważania nad losem Rebelii.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na611 miesięcy temu
Star Wars: Mroczne droidy. Drużyna D Marc Guggenheim
Star Wars: Mroczne droidy. Drużyna D
Marc Guggenheim Salva Espin
Komiksowe uniwersum „Star Wars” rozwija się w najlepsze. Obecnie ukazuje się kilka osobnych serii i chyba wszystkie z nich cieszą się uznaniem w oczach fanów. Od czasu do czasu pojawiają się też crossovery – wydania łączące i spajające rozproszone wątki, przypominające, że mamy do czynienia z jednym, wielkim światem. Należą do nich „Mroczne droidy”, omawiany album nie jest jednak jego tomem-matką, ale fabułą stojącą obok. Sprawdzę, jak prezentuje się ona w oczach czytelnika, dla którego jest to pierwszy kontakt z tym konkretnym eventem. R2-D2 robi co może, żeby pomóc C-3PO, którego wypaczyła szalejąca w galaktyce i zagrażająca mechanicznemu życiu Plaga. Mały astromech nie może jednak wyruszyć w misję sam, dlatego przystępuje do zbierania drużyny złożonej z innych droidów. Werbowane przez niego maszyny wyróżniają się trudnym charakterem i dość mrocznymi popędami, co ostatecznie może się okazać niezwykle przydatne w konfrontacji z czającym się na ich drodze zagrożeniem. Założenia fabularne całego crossoveru są takie, że tak zwana Plaga spowodowała zmianę zachowania droidów – stały się mordercze, ogarnięte trudną do powstrzymania chęcią buntu przeciwko organicznemu życiu. I tyle w zasadzie wystarczy wiedzieć, bo jakkolwiek początek „Drużyny D” stanowi kontynuację poprzednich wydarzeń, to ich znajomość nie jest potrzebna do zrozumienia zaserwowanej w tym albumie opowieści. Twórcy często starają się konstruować komiksy w taki sposób, by wejście w kolejne tomy przez kogoś „z zewnątrz” było możliwie jak najmniej problematyczne. Tak właśnie dzieje się w tym przypadku. Nie ma co ukrywać – „Drużyna D” jest w znacznej mierze nastawiona na akcję. Ale chyba nikt nie spodziewał się niczego innego, prawda? Najważniejsze jest to, że zawartość tego komiksu okazuje się całkiem angażująca. Nie uświadczymy w nim co prawda zbyt wielu fabularnych zaskoczeń, ale wszystko poprowadzono sprawnie (Guggenheim czuje „Gwiezdne Wojny”, co udowadniał już wcześniej),a opowieść ma kilka sympatycznych elementów. Tym, co najbardziej przypadło mi do gustu, jest kreatywne odwrócenie ról – droidy są w tym uniwersum zazwyczaj dodatkiem i pełnią określoną, często humorystyczną rolę. Rzadko aż tak mocno wychodzą na pierwszy plan. To dobry ruch, bo potrafią być charyzmatyczne, ciekawe i oczarowywać czytelnika swoją osobowością. Cała ta opowieść ma wyraźnie wyczuwalny przygodowy sznyt – właściwie na całej przestrzeni albumu fabuła poprowadzona jest lekko i z tak zwanym „jajem”, a to doskonale pasuje do charakteru franczyzy. Sytuacji sprzyja fakt, że Guggenheim potrafi nadać opisywanym wydarzeniom znaczenie. Mają one osobisty charakter dla R2-D2, a zawsze lepiej dla opowieści, kiedy wyraźnie można wyczuć stawkę, o jaką toczy się gra, bo dodaje to fabule psychologicznej wiarygodności. Tak właśnie jest w tym przypadku. Warto też wspomnieć, że autor nie stroni od dość mrocznego humoru – te droidy mają charakter, a teksty, którymi sypią, potrafią zaskoczyć cynizmem. W moje poczucie humoru taki styl trafia idealnie. Szkoda tylko, że końcówka albumu przynosi zawieszenie akcji i informację, że zakończenie poznamy gdzie indziej. To rozczarowujące, tym bardziej, że na okładce nie znajdziemy żadnego oznaczenia tomu sugerującego, że nie mamy do czynienia z zamkniętą całością. Ilustracje to element, który dobrze komponuje się z lekkością tej historii. Kolejne strony wypełniają przejrzyste kadry, narysowane ładną, miłą dla oka kreską, która sprawdza się co najmniej dobrze. Nawet w scenach konfrontacyjnych, kiedy droidy się, że tak powiem „naparzają”, wszystko jest doskonale widoczne i z łatwością rozróżnialne. To nie zawsze jest regułą w momentach bardziej akcyjnych, tym bardziej więc wypada złożyć wyrazy uznania panu Espinowi. Nawet wchodząc do świata „Mrocznych droidów” z nie tej strony co trzeba, nie ma absolutnie żadnej trudności z przyswojeniem fabuły „Drużyny D”. Jest to komiks sympatyczny i angażujący, kwintesencja tego, czym „Gwiezdne Wojny” powinny być – lekkiej zabawy ze szczyptą nieco poważniejszej tematyki. Podczas lektury bawiłem się dobrze i gdyby tylko nie to nieszczęsne zawieszenie akcji na końcu, byłoby jeszcze lepiej. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/05/star-wars-mroczne-droidy-druzyna-d.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0D3jabicRqqsCWcWfqK4fDvaqJSfsFUd3wugJfY1BLVT6FSpfPMPvENyEvoMg8ysMl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na710 miesięcy temu

Cytaty z książki Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Star Wars: Tom 6: Poszukiwania Mocy