Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel

Okładka książki Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel autora Andrzej Gawliński, 9788396418890
Okładka książki Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel
Andrzej Gawliński Wydawnictwo: Wydawnictwo Kryminalistyczne Seria: Polscy seryjni mordercy reportaż
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Polscy seryjni mordercy
Data wydania:
2023-12-12
Data 1. wyd. pol.:
2023-12-12
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396418890
Średnia ocen

8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel

Średnia ocen
8,1 / 10
41 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel

avatar
89
16

Na półkach:

Książka opiera się przede wszystkim na aktach, w mniejszym stopniu na materiałach prasowych. Jest to zarazem największy plus jak i minus tej książki- głos ma przede wszystkim sprawca, który swoje okrucieństwa przedstawia w sposób pozbawiony emocji. Niewiele jest z kolei o emocjach rodzin i bliskich zamordowanych, a także o presji i emocjach samych policjantów, którzy niecodzienne mają do czynienia z takim zwyrodnialcem. Poza opisem schwytania w Poznaniu, osobiście brakuje mi opisu samego śledztwa. Sprawa działa się w bardzo trudnym momencie dla służb (przełom polityczny 1989),co zapewne przełożyło się na pracę policji i długość samego śledztwa (pomimo kilkukrotnego nagłośnienia sprawy w MK 997, który wówczas miał bardzo dużą widownię, a także pomimo tego, że sam Kwaśniak był policji dobrze znany). Książkę czyta się szybko, bo jest w niej sporo powtórzeń. Relacja mordercy jest wstrząsająca, opisy morderstw i gwałtów szczegółowe. Niesamowicie cynicznie wypada porównanie opinii Kwaśniaka z więzienia (grzeczny, ułożony, wstydził się swoich napaści seksualnych) z poźniejszym opisem zbrodni na małych "chłopaczkach'.
Reasumując: książka "Dusiciel" to bardzo mocna pozycja true crime, ale dla uzyskania jeszcze szerszego obrazu można było więcej opisać tło tamtych wydarzeń.

Książka opiera się przede wszystkim na aktach, w mniejszym stopniu na materiałach prasowych. Jest to zarazem największy plus jak i minus tej książki- głos ma przede wszystkim sprawca, który swoje okrucieństwa przedstawia w sposób pozbawiony emocji. Niewiele jest z kolei o emocjach rodzin i bliskich zamordowanych, a także o presji i emocjach samych policjantów, którzy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
291
51

Na półkach:

7.5

7.5

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
156
14

Na półkach:

Mocna książka o mordercy dzieci, gdzie była mowa w 997 w latach 90

Mocna książka o mordercy dzieci, gdzie była mowa w 997 w latach 90

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

118 użytkowników ma tytuł Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel na półkach głównych
  • 71
  • 47
29 użytkowników ma tytuł Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel na półkach dodatkowych
  • 16
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Andrzej Gawliński
Andrzej Gawliński
Doktor nauk prawnych, kryminalistyk i suicydolog. Dyrektor Centrum Kryminalistyki i Medycyny Sądowej. Adiunkt w Katedrze Kryminologii i Kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Członek m.in. Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego, Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, Autor kilkunastu publikacji naukowych z zakresu kryminalistyki, medycyny sądowej i prawa. Specjalizuje się w samobójstwach oraz kryminalistycznej i sądowo-lekarskiej rekonstrukcji zdarzenia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Martwy punkt. Sprawa zabójstwa Iwony Cygan Mateusz Baczyński
Martwy punkt. Sprawa zabójstwa Iwony Cygan
Mateusz Baczyński
Wyjątkowo nie wypowiem się nt. książki ale komentarzy internetowych odnośnie tej książki. Otóż każdy, kto przeczytał książkę i przyjmuje do wiadomości tezy w niej zawarte jest: 1) Opłacony przez panów "Klapa" 2) Opłacony przez adwokatów panów "Klapa" 3) Działa na zlecenie (nie wiadomo czyje, ale prawdopodobnie panów "Klapa"; brak info czy odpłatnie czy gratis) 4) Opłacił ich autor książki. 5) Działa na zlecenie autora książki (nie wiadomo czy odpłatnie czy nie) Najbardziej absurdalne wersje, które wyczytałam: 1) Adwokaci panów "Klapa" opłacają internetowe komentarze. Bo przecież sąd śledzi internetowe komentarze i na ich podstawie wydaje wyroki, a adwokaci sponsorują klientom kampanie marketingowe. 2) Politycy na najwyższych szczeblach władzy zlecili zabójstwo, a teraz chronią wykonawców, czyli panów "Klapa". Panowie "Klapa" jawią się z książek, podcastów i komentarzy niczym Al Capone, Don Corleone i P. Escobar w jednym. Trzęsą okoliczną policją, prokuraturą, a nawet mają bliskie związki z politykami wszystkich opcji politycznych, którzy przez ostatnie 27 lat rządzili w Polsce. Nikt ich nie ruszy. A pieniądze na opłacanie rzeszy ludzi nigdy im się nie kończą. Całe miasto milczy, bo piśnięcie słówkiem grozi śmiercią, a pan, na którego zeznaniach oparło się oskarżenie, wciąż żyje. I to jest w tej historii najdziwniejsze, bo każdy kto umarł nie ze starości, w ciągu ostatnich 27 lat i wypowiedział kiedykolwiek słowo Iwona "coś wiedział", więc go zabili, żeby nie powiedział czegoś więcej. Internetowi specjaliści nigdy nie zawodzą. Znają się absolutnie na wszystkim i żadna teoria spiskowa im niestraszna.
arantxa - awatar arantxa
oceniła na81 rok temu
Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel Mikołaj Kołyszko
Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel
Mikołaj Kołyszko
Mikołaj Kołyszko, Historia Anneliese Michel przez bardzo długi okres czasu, była dla wielu, po prostu jeszcze jedną filmową opowieścią z gatunku Grozy. Ani lepszą, ani gorszą, choć na faktach, w które zdrowy rozsądek nakazywał oczywiście wątpić, bo też, jak właściwie dojść do faktów? Jak być pewnym, że fakty te nie zostały sfabrykowane? Cóż, myślę, że owa historia właśnie taką by pozostała, podobnie jak cykl „Amityville”, filmy o małżeństwie Warren, czy choćby „Egzorcysta” Blatty’ego, gdyby nie niezwykły reportaż Mikołaja Kołyszki. Reportaż, który we wciągający sposób zakwestionował punkt widzenia przyjęty przez pewne stronnictwa w kościele, a zarazem, funkcjonujący w tak zwanej opinii publicznej w związku z rzeczonym, a wymienionym wcześniej, obrazem kinowym. Przy czym, jasno określę, reportaż Kołyszki, wydał mi się w wielu momentach, czasami (i tylko czasami) nierówny. I o dziwo, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, a mija już rok, odkąd zapoznałem się z całością podkastu, wcale nie upatruję w tym żadnej usterki. Ani nie traktuję owej nierówności, którą wyczuwam, jako wady. Po prostu, z niektórymi poglądami Mikołaja Kołyszki nie do końca się zgadzam. Inne dywagacje, wydają mi się w przedmiocie sprawy Annaliese zbędne. Lecz jak każdy odbiorca, patrzę z określonej perspektywy. I to owa perspektywa, dyktuje warunki osądu. Nie uzurpuję sobie prawa do ostatecznej oceny. I jako całość, traktuję reportaż o Egzorcyzmie Annaliese Michele, jako niezwykły przykład, śmiem powiedzieć pokaz dziennikarstwa, które w naszym świecie zanika. Jest to dziennikarstwo nie tylko zaangażowane, uczciwe, podlegające prawom dyskusji, a przede wszystkim, RZETELNE. I także, w żaden sposób nie neguję faktu, że każdy kto zapragnie większego zagłębienia w omawiany temat, znajdzie w podcaście Mikołaja potrzebną strawę i wyjdzie z tego czerwonego, naszpikowanego argumentami merytorycznymi pokoju zdecydowanie mądrzejszy, bardziej świadomy, z większą wiedzą. Jasno też muszę podkreślić. Rzetelność Mikołaja, nie wynika wyłącznie z jego własnej wiedzy. Tam, gdzie jest potrzeba, Kołyszko sięga po argumentację specjalistów, osób przygotowanych, a przy tym, komentujących bez założenia określonej tezy, a co za tym idzie, moim zdaniem bezstronnych. Swoją drogą, muszę i traktuję ów reportaż, jako formę ciekawej socjologicznej edukacji dla mnie, jako dla odbiorcy. To zdaje się element, którego Mikołaj Kołyszko, kompletnie moim zdaniem nie miał w planie. A może miał? Zaczynam dostrzegać, zupełnie obok tematu, jeszcze jeden aspekt. Jako autor grozy i jej odbiorca codzienny, spostrzegam pewien mechanizm. Mechanizm ten, wykorzystywany przez twórców kinowych w sposób nie do końca uczciwy, znany jest od lat. Nie odkrywam tu Ameryki, przynajmniej pozornie. Bo w momencie gdy mamy do czynienia z filmem o procesie, toczącym się w sądzie, z ludzkim dramatem, z rzeczywistym sporem… Który jest odgrywany nie 1:1, lecz w formie fabularyzowanej burleski z udziałem aktorów… Gdzie kino odzwierciedla punkt widzenia tylko jednej strony… Warto się zastanowić, czy uczciwe jest pokazywanie takich rzeczy w kinie. Ja, „Egzorcyzmy Emily Rose” oglądałem z wypiekami. To było dla mnie arcydzieło suspensu. Dzisiaj, nie jestem w stanie spojrzeć na ten film i nigdy już chyba po niego nie sięgnę, uosabia dla mnie bowiem wszystko, czym karmi się Hollywood, a co, pomimo oczywistego klimatu, nie powinno mieć miejsca (co dopiero mówić o celowości powstania). Wyjaśnię. Za pomocą celuloidu, który, jak wiadomo, potęguje w odbiorcy emocje, na zasadzie użycia odnoszącego się do emocji języka obrazu, sugestywności muzyki, gry aktorskiej, stworzona swoistą rozprawkę na temat zasadności wydarzeń, które miały miejsce i wyborów, które zostały podjęte. Fakty? Argumenty logiczne? Tu nie ma na podobne miejsca. Stworzono bowiem trwający prawie dwie godziny pastisz paradokumentu. I tak. Razi mnie silnie powoływanie się na to, że dotyczy to faktów. Bo to okropna, pozbawiona taktu fikcja i taką dla mnie pozostanie. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę oczywisty fakt komercyjnego sukcesu dzieła, które w związku z tym oddziaływać mogło na znacznie większą rzeszę ludzi, niż jakikolwiek dokument w tym temacie stworzony. Ale nie o filmie chciałem mówić, tylko o reportażu Mikołaja Kołyszki. Reportażu, który dotyka w sposób kompleksowy i komplementarny, problemu nawiedzenia, czy egzorcyzmu. Problemu Rituale Romanum, czyli zasad, które powinien przyjąć ksiądz wykonując egzorcyzm. Wreszcie, przytacza bardzo podobne historie z naszego, silnie katolickiego i własnego podwórka. Pierwsze co rzuciło mi się w momencie, gdy zacząłem podcast słuchać, to fakt, że nie byłem w stanie oderwać się od jego treści. Kołyszko, jest bowiem rozmówcą przebiegłym i ciekawym. W sposób, mam wrażenie, wynikający z autentycznego zainteresowania tematem. Wreszcie jakichś naturalnych, przyrodzonych zdolności gawędziarskich. Mało tego. Ma się wrażenie, że głębokość rozmowy sprawia, że przechodzą Cię ciarki po plecach. Poruszając się płynnie pomiędzy przykazaniem kościelnym, medycyną (w tym psychiatryczną),polityką Kościoła w czasach powojennych i zdaniem na temat zagadnień ze strony episkopatu niemieckiego z rzeczonego okresu, Kołyszko udowadnia swoje kompetencje do badania sprawy tak złożonej i niezwykłej, jak sprawa AM. To co może nie do końca mi się podobało, to sięganie po elementy, dla mnie przynajmniej, będące na tyle odległymi tematycznie od przytaczanej historii, że nie mającymi znaczenia dla Problemu. Zdaję sobie jednak sprawę, że ja także patrzę wyłącznie przez określony pryzmat. Pryzmat historyka, politologa, domorosłego badacza kultury i religijności. Nie jestem religioznawcą, wobec tego, dla mnie? Założenia buddyzmu w zakresie opętań, dywagacje na temat opętanych w kulturze Braminów, to wszystko jest ciekawe, lecz do sprawy opętanej dziewczyny z Niemiec? Nic moim zdaniem nie wnosi. Ale. Religioznawca pewnie by się na to ostatnie zdanie oburzył. I także może mieć rację. Moim zdaniem jednak, o wiele bardziej istotne dla sprawy ma kwestia tego, jak Kościół powinien podejść do zagadnienia Rituale Romanum, czyli do swoich liturgicznych zadań, które są przytoczone tutaj, zgodnie z panującą wtedy metodą i jako nieoderwane od historii czy polityki Kościoła. Skupienie się na tym problemie, pozwala wyprowadzić jakiś wniosek na temat zachowań księży, którzy dokonywali swoich czynności na młodej i zdecydowanie cierpiącej dziewczynie. Czy uważam, że reportażowi Kołyszki tego brakuje, albo jest tych elementów za mało? Hell No. Są to momenty po prostu najbardziej dla mnie ciekawe i najmocniej je chłonąłem (tuż obok soczyście przetłumaczonych i omówionych fragmentów nagrań audio). Także wyjaśnienie medyczne, zwłaszcza w związku z odczuwaną przez mnie kontrowersją w kontekście filmu o Emily Rose, stanowi najważniejszy fragment całego dzieła. Praca Mikołaja Kołyszki jest nie tylko ciekawa, ale wręcz przełomowa, bazująca na wiedzy i sposobie podejścia osoby traktującej swoją pracę poważnie i silnie w nią zaangażowanej. Nie jestem do końca pewny, po wysłuchaniu całego podkastu, czy Mikołaj Kołyszko ma rację. Nie było mnie tam. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy faktycznie wnioski podjęte przez Mikołaja, albo czy wszystkie z tych wniosków, są właściwe. Ale on, wielokrotnie to podkreślając, także nie jest. I myślę, trochę idąc za Sokratesem, że to stanowi wartość najbardziej w temacie reportażu Kołyszki dodaną. Jarek Klonowski, Studio Grozy
jaroslawklonowski - awatar jaroslawklonowski
ocenił na109 miesięcy temu
Zbrodnia i śmierć z miłości. Historie zakochanych morderców i kanibali Renata Kuryłowicz
Zbrodnia i śmierć z miłości. Historie zakochanych morderców i kanibali
Renata Kuryłowicz
Zbrodnia z miłości od lat jest romantyzowana – pojawia się w literaturze, muzyce, filmach… Łatwiej nam ją zrozumieć, czy nawet usprawiedliwić. Renata Kuryłowicz w swojej książce „Zbrodnia i śmierć z miłości. Historie zakochanych morderców i kanibali” pokazuje, że nawet prawo przez wieki patrzyło na takie czyny z przymrużeniem oka i sama próbuje pokazać, że nie ma nic pięknego w takich przestępstwach. Opisy poszczególnych spraw są dosyć pobieżne (czego można się było domyślić po zobaczeniu rozmiaru publikacji),jednak pełne szczegółów, czyli tego, co fani true crime lubią najbardziej. Choć trzeba przyznać, że autorka sięgnęła po takie sprawy, które mogą być niekomfortowe do czytania. Na szczęście całość jest napisana naprawdę dobrze i zaskakująco (zważywszy na temat) lekko i z elementami humorystycznymi, które doskonale równoważą ciężki kaliber opowieści. Oczywiście, jeżeli o sprawach kryminalnych czytacie, to sporo tu opisanych już zapewne znacie, ale być może poznacie jakieś dodatkowe szczegóły. Z wstydem przyznaję, że wcześniej nie słuchałam podcastów autorki (ale obiecuję to nadrobić),więc nie wiem, czy o opisywanych zbrodniach już na swoim kanale opowiadała - jeśli tak, to pewnie będzie to świetnie uzupełnienie książki. A jeśli nie, a któryś rozdział was szczególnie zainteresował, to jestem przekonana, że ktoś inny już nagrał o tym odcinek, który w pełni zaspokoi waszą true crime’ową ciekawość. „Zbrodnia i śmierć z miłości” ląduje na mojej kryminalno-reportażowej półce, a teraz czekam na kolejną książkę Renaty Kuryłowicz – „Jeffrey Dahmer bez cenzury. Narodziny mordercy i kanibala”. Więcej recenzji na profilu https://www.instagram.com/sczytalim/
Ania - awatar Ania
oceniła na78 dni temu
Szpital. Jak przetrwałam tajne eksperymenty na dzieciach w Aston Hall Barbara O'Hare
Szpital. Jak przetrwałam tajne eksperymenty na dzieciach w Aston Hall
Barbara O'Hare
Aston Hall, XVII-wieczna posiadłość, która po wojnie została zamieniona w państwowy szpital. W latach 60. i 70. autokratyczne rządy sprawował tam dr Kenneth Milner. Dla świata – wybitny psychiatra specjalizujący się w leczeniu „trudnych” dzieci, w rzeczywistości – sadysta, p*dofil i psychopata. Jedną z „metod leczenia” opracowaną przez doktora Milnera było podawanie dzieciom leków kosmicznych dawek odurzających i zwiotczających, by można było bez problemu molestować je w zamkniętym pokoju. W razie gdyby któreś z dzieci mimo wszystko coś zauważyło, Milner wmawiał im, że były molestowane przez członka rodziny i że podczas „terapii” po prostu dogrzebały się do ukrytych wspomnień. Bezczelne, ale skuteczne, do tego stopnia, że eksperymenty doktora Milnera trwały ponad dekadę i nikt nie podjął interwencji w tej sprawie. Najbardziej dołujące było dla mnie chyba nie to, że taki człowiek jak Milner robił złe rzeczy (bo zboczeńcy zawsze istnieli i istnieją),ale fakt, że poza samym Milnerem w procederze brały udział inne osoby, przede wszystkim personel szpitala, pielęgniarki, sanitariusze itp., i NIKT nic z tym nie zrobił, nie zgłosił tego wyżej. A że, jak większość p*dofili, Milner wybierał na swoje ofiary dzieci zaniedbane, niechciane, opuszczone, nie było też opcji, by interweniowali ich rodzice, których albo nie było, albo generalnie mieli to gdzieś. Bo przecież dzieci kłamią i konfabulują. O sprawie Aston Hall słyszałam już przedtem, chyba było to przy okazji podcastu Sommer Sanchez, gdzie opowiadała ona o wspomnieniach innego pacjenta doktora Milnera – był to chłopiec. Chciałam przekonać się, czy to, co opisuje Barbara O’Hare jest zgodne z zeznaniami chłopca, ale w sumie od razu pożałowałam, że tę książkę wypożyczyłam. Są takie fabuły, przy których zastanawiamy się, czy autor naprawdę nie ma litości, skoro nęka swojego bohatera tak ogromną ilością nieszczęść, że wydaje się to już w sumie mało prawdopodobne. Kręcimy wtedy nosem i mówimy „ile można?”. Takie same myśli miałam w głowie podczas czytania książki Barbary O’Hare – problem w tym, że to nie jest fikcja, tak po prostu wyglądało życie tej kobiety od samego początku do momentu, gdy dorosła. Chociaż pisana językiem prostym, nie jest to książka łatwa, przede wszystkim przez bezmiar cierpienia dziecka, który musimy znosić. To opowieść nie tylko o szpitalu, ale także o przemocy ze strony ojca, porzuceniu przez matkę, zaniedbaniu przez państwo, koszmarze rodziny zastępczej i domu dziecka… Za każdym razem, gdy mamy nadzieję, że los Barbary w końcu się odmieni i że dorośli wreszcie się o nią zatroszczą, przeżywamy frustrujące, bolesne rozczarowanie. Widać, że O’Hare nie jest ani dziennikarką ani pisarką, ale też czuć, że ma talent i być może gdyby nie okoliczności, w jakich spędziła swoje dzieciństwo, mogłaby zrobić karierę jako autorka poczytnych książek. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak trudne dla niej było napisanie tych wspomnień, ale też dobrze, że to zrobiła. W literaturze i filmie wciąż pokutuje obraz dziecka krzywdzonego jako dickensowskiej ofiary z oczkami jelonka Bambi – a przecież oprawca w realnym świecie najczęściej skrupia się na dzieciach uważanych za agresywne, źle wychowane, które kradną, biją się, szukają ucieczki w używkach, robią różne rzeczy zbyt wcześnie. Takie dzieci bywają przez ludzi ignorowane, spychane na margines, i przez to nikt im nie pomaga.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na62 miesiące temu

Cytaty z książki Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dusiciel. Tadeusz Kwaśniak - morderca gwałciciel