Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia

Okładka książki Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia autora Andrzej Gawliński, 9788396902955
Okładka książki Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia
Andrzej Gawliński Wydawnictwo: Wydawnictwo Kryminalistyczne Seria: Polscy seryjni mordercy reportaż
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Polscy seryjni mordercy
Data wydania:
2024-07-31
Data 1. wyd. pol.:
2024-07-31
Język:
polski
ISBN:
9788396902955
Średnia ocen

8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia

Średnia ocen
8,3 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia

Sortuj:
avatar
2608
2315

Na półkach:

W końcu po ponad roku przyszły mi nowe książki autora. I za tą wziąłem się jako pierwszą i oczywiście Pan Andrzej nie zawodzi. Reportaż jak zawsze jest kapitalny , a Krzysztof G. to kolejny skończony gnój bez serca. Na plus również to , że cała sprawa bardzo szybko się wyjaśniła , ale jednak szkoda tych wszystkich ofiar. Książkę również bardzo szybko się czyta(Nie ma nawet 200 stron) I przeczytałem w kilka godzin. Na plus także zdjęcia choć są brutalne jak w innych książkach. I od razu biorę się za kolejny reportaż

W końcu po ponad roku przyszły mi nowe książki autora. I za tą wziąłem się jako pierwszą i oczywiście Pan Andrzej nie zawodzi. Reportaż jak zawsze jest kapitalny , a Krzysztof G. to kolejny skończony gnój bez serca. Na plus również to , że cała sprawa bardzo szybko się wyjaśniła , ale jednak szkoda tych wszystkich ofiar. Książkę również bardzo szybko się czyta(Nie ma nawet...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia na półkach głównych
  • 59
  • 23
17 użytkowników ma tytuł Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia

Inne książki autora

Andrzej Gawliński
Andrzej Gawliński
Doktor nauk prawnych, kryminalistyk i suicydolog. Dyrektor Centrum Kryminalistyki i Medycyny Sądowej. Adiunkt w Katedrze Kryminologii i Kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Członek m.in. Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego, Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, Autor kilkunastu publikacji naukowych z zakresu kryminalistyki, medycyny sądowej i prawa. Specjalizuje się w samobójstwach oraz kryminalistycznej i sądowo-lekarskiej rekonstrukcji zdarzenia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Psychopata Harold Schechter
Psychopata
Harold Schechter
Ocena: 4/5 – złodziejka czasu Netflix rozbił bank serialem o Edzie Geinie. „Jak to tak? Takie bezeceństwa? Na co to komu?” – krzyczą jedni, drudzy klaszczą w dłonie, zachwyceni grą aktorską Churliego Hunnama. Należę do teamu „dobry serial”. 2/3 życia (tak, policzyłam) interesuję się kryminologią, ale nie łykam jak pelikan każdej produkcji o zbrodni. A „Monster. The Story of Ed Gein” to zwyczajnie dobra produkcja. I kiedy szukałam czegoś do zapełnienia emocjonalnej pustki, która rozdziera moje serce zawsze, gdy kończę oglądać jakiś serial, nagle mnie olśniło. Przecież od co najmniej od dwóch lat mam na swojej półce serów (czyli na półce z true crime o seryjniakach) książkę „Psychopata” Schactera. „Psychopata” Schectera wciąga od pierwszych stron. Autor świetnie odmalowuje życie po II wojnie światowej, samotność amerykańskiej prowincji, przestrzenie, w których nie widać sąsiada. Pokazuje, że małe społeczności mają swoje sekrety – w końcu wszyscy coś wiedzieli o Geinie (na przykład to, że trzyma w domu ludzkie głowy),ale gdy prawda wyszła na jaw, nagle szok i niedowierzanie, zawsze dziwny był, ale nikt się nie spodziewał... Nie ma się przy lekturze wrażenia przegadania czy koloryzowania. Podobno Schechter korzystał z wielu źródeł, ale niestety ich spisu nie podaje, więc nie można tego sprawdzić. Ten brak listy źródeł to moje główne „ale”. Poza tym Schechter przywołuje diagnozy Geina z procesu i pobytu w szpitalu – wiadomo, schizofrenik. Ale dla mnie to za mało. Amerykańska psychiatria tamtych lat była ograniczona, diagnozy sprowadzały się do etykiet i obserwacji. Brakuje głębszej analizy psychiki, impulsów i mechanizmów, które doprowadziły go do zbrodni. Tu drugie wiadomo – matka. Ale matka nie tłumaczy wszystkiego. Mimo to książka jest świetnie napisana i wciągająca. Pokazuje człowieka, którego historia fascynuje i przeraża. Gein nie był tylko sprawcą – był człowiekiem ukształtowanym przez epokę i społeczność, która wolała milczeć niż stawić czoła prawdzie. Jego ujawnienie otworzyło Amerykanom oczy na pewne tabu, których istnienia wcześniej nie chcieli przyjąć do wiadomości.
Papierowy_Morderca - awatar Papierowy_Morderca
oceniła na74 miesiące temu
Zbrodnia i śmierć z miłości. Historie zakochanych morderców i kanibali Renata Kuryłowicz
Zbrodnia i śmierć z miłości. Historie zakochanych morderców i kanibali
Renata Kuryłowicz
Zbrodnia z miłości od lat jest romantyzowana – pojawia się w literaturze, muzyce, filmach… Łatwiej nam ją zrozumieć, czy nawet usprawiedliwić. Renata Kuryłowicz w swojej książce „Zbrodnia i śmierć z miłości. Historie zakochanych morderców i kanibali” pokazuje, że nawet prawo przez wieki patrzyło na takie czyny z przymrużeniem oka i sama próbuje pokazać, że nie ma nic pięknego w takich przestępstwach. Opisy poszczególnych spraw są dosyć pobieżne (czego można się było domyślić po zobaczeniu rozmiaru publikacji),jednak pełne szczegółów, czyli tego, co fani true crime lubią najbardziej. Choć trzeba przyznać, że autorka sięgnęła po takie sprawy, które mogą być niekomfortowe do czytania. Na szczęście całość jest napisana naprawdę dobrze i zaskakująco (zważywszy na temat) lekko i z elementami humorystycznymi, które doskonale równoważą ciężki kaliber opowieści. Oczywiście, jeżeli o sprawach kryminalnych czytacie, to sporo tu opisanych już zapewne znacie, ale być może poznacie jakieś dodatkowe szczegóły. Z wstydem przyznaję, że wcześniej nie słuchałam podcastów autorki (ale obiecuję to nadrobić),więc nie wiem, czy o opisywanych zbrodniach już na swoim kanale opowiadała - jeśli tak, to pewnie będzie to świetnie uzupełnienie książki. A jeśli nie, a któryś rozdział was szczególnie zainteresował, to jestem przekonana, że ktoś inny już nagrał o tym odcinek, który w pełni zaspokoi waszą true crime’ową ciekawość. „Zbrodnia i śmierć z miłości” ląduje na mojej kryminalno-reportażowej półce, a teraz czekam na kolejną książkę Renaty Kuryłowicz – „Jeffrey Dahmer bez cenzury. Narodziny mordercy i kanibala”. Więcej recenzji na profilu https://www.instagram.com/sczytalim/
Ania - awatar Ania
oceniła na79 dni temu
Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel Mikołaj Kołyszko
Egzorcyzmy. Przerażająca historia Anneliese Michel
Mikołaj Kołyszko
Mikołaj Kołyszko, Historia Anneliese Michel przez bardzo długi okres czasu, była dla wielu, po prostu jeszcze jedną filmową opowieścią z gatunku Grozy. Ani lepszą, ani gorszą, choć na faktach, w które zdrowy rozsądek nakazywał oczywiście wątpić, bo też, jak właściwie dojść do faktów? Jak być pewnym, że fakty te nie zostały sfabrykowane? Cóż, myślę, że owa historia właśnie taką by pozostała, podobnie jak cykl „Amityville”, filmy o małżeństwie Warren, czy choćby „Egzorcysta” Blatty’ego, gdyby nie niezwykły reportaż Mikołaja Kołyszki. Reportaż, który we wciągający sposób zakwestionował punkt widzenia przyjęty przez pewne stronnictwa w kościele, a zarazem, funkcjonujący w tak zwanej opinii publicznej w związku z rzeczonym, a wymienionym wcześniej, obrazem kinowym. Przy czym, jasno określę, reportaż Kołyszki, wydał mi się w wielu momentach, czasami (i tylko czasami) nierówny. I o dziwo, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, a mija już rok, odkąd zapoznałem się z całością podkastu, wcale nie upatruję w tym żadnej usterki. Ani nie traktuję owej nierówności, którą wyczuwam, jako wady. Po prostu, z niektórymi poglądami Mikołaja Kołyszki nie do końca się zgadzam. Inne dywagacje, wydają mi się w przedmiocie sprawy Annaliese zbędne. Lecz jak każdy odbiorca, patrzę z określonej perspektywy. I to owa perspektywa, dyktuje warunki osądu. Nie uzurpuję sobie prawa do ostatecznej oceny. I jako całość, traktuję reportaż o Egzorcyzmie Annaliese Michele, jako niezwykły przykład, śmiem powiedzieć pokaz dziennikarstwa, które w naszym świecie zanika. Jest to dziennikarstwo nie tylko zaangażowane, uczciwe, podlegające prawom dyskusji, a przede wszystkim, RZETELNE. I także, w żaden sposób nie neguję faktu, że każdy kto zapragnie większego zagłębienia w omawiany temat, znajdzie w podcaście Mikołaja potrzebną strawę i wyjdzie z tego czerwonego, naszpikowanego argumentami merytorycznymi pokoju zdecydowanie mądrzejszy, bardziej świadomy, z większą wiedzą. Jasno też muszę podkreślić. Rzetelność Mikołaja, nie wynika wyłącznie z jego własnej wiedzy. Tam, gdzie jest potrzeba, Kołyszko sięga po argumentację specjalistów, osób przygotowanych, a przy tym, komentujących bez założenia określonej tezy, a co za tym idzie, moim zdaniem bezstronnych. Swoją drogą, muszę i traktuję ów reportaż, jako formę ciekawej socjologicznej edukacji dla mnie, jako dla odbiorcy. To zdaje się element, którego Mikołaj Kołyszko, kompletnie moim zdaniem nie miał w planie. A może miał? Zaczynam dostrzegać, zupełnie obok tematu, jeszcze jeden aspekt. Jako autor grozy i jej odbiorca codzienny, spostrzegam pewien mechanizm. Mechanizm ten, wykorzystywany przez twórców kinowych w sposób nie do końca uczciwy, znany jest od lat. Nie odkrywam tu Ameryki, przynajmniej pozornie. Bo w momencie gdy mamy do czynienia z filmem o procesie, toczącym się w sądzie, z ludzkim dramatem, z rzeczywistym sporem… Który jest odgrywany nie 1:1, lecz w formie fabularyzowanej burleski z udziałem aktorów… Gdzie kino odzwierciedla punkt widzenia tylko jednej strony… Warto się zastanowić, czy uczciwe jest pokazywanie takich rzeczy w kinie. Ja, „Egzorcyzmy Emily Rose” oglądałem z wypiekami. To było dla mnie arcydzieło suspensu. Dzisiaj, nie jestem w stanie spojrzeć na ten film i nigdy już chyba po niego nie sięgnę, uosabia dla mnie bowiem wszystko, czym karmi się Hollywood, a co, pomimo oczywistego klimatu, nie powinno mieć miejsca (co dopiero mówić o celowości powstania). Wyjaśnię. Za pomocą celuloidu, który, jak wiadomo, potęguje w odbiorcy emocje, na zasadzie użycia odnoszącego się do emocji języka obrazu, sugestywności muzyki, gry aktorskiej, stworzona swoistą rozprawkę na temat zasadności wydarzeń, które miały miejsce i wyborów, które zostały podjęte. Fakty? Argumenty logiczne? Tu nie ma na podobne miejsca. Stworzono bowiem trwający prawie dwie godziny pastisz paradokumentu. I tak. Razi mnie silnie powoływanie się na to, że dotyczy to faktów. Bo to okropna, pozbawiona taktu fikcja i taką dla mnie pozostanie. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę oczywisty fakt komercyjnego sukcesu dzieła, które w związku z tym oddziaływać mogło na znacznie większą rzeszę ludzi, niż jakikolwiek dokument w tym temacie stworzony. Ale nie o filmie chciałem mówić, tylko o reportażu Mikołaja Kołyszki. Reportażu, który dotyka w sposób kompleksowy i komplementarny, problemu nawiedzenia, czy egzorcyzmu. Problemu Rituale Romanum, czyli zasad, które powinien przyjąć ksiądz wykonując egzorcyzm. Wreszcie, przytacza bardzo podobne historie z naszego, silnie katolickiego i własnego podwórka. Pierwsze co rzuciło mi się w momencie, gdy zacząłem podcast słuchać, to fakt, że nie byłem w stanie oderwać się od jego treści. Kołyszko, jest bowiem rozmówcą przebiegłym i ciekawym. W sposób, mam wrażenie, wynikający z autentycznego zainteresowania tematem. Wreszcie jakichś naturalnych, przyrodzonych zdolności gawędziarskich. Mało tego. Ma się wrażenie, że głębokość rozmowy sprawia, że przechodzą Cię ciarki po plecach. Poruszając się płynnie pomiędzy przykazaniem kościelnym, medycyną (w tym psychiatryczną),polityką Kościoła w czasach powojennych i zdaniem na temat zagadnień ze strony episkopatu niemieckiego z rzeczonego okresu, Kołyszko udowadnia swoje kompetencje do badania sprawy tak złożonej i niezwykłej, jak sprawa AM. To co może nie do końca mi się podobało, to sięganie po elementy, dla mnie przynajmniej, będące na tyle odległymi tematycznie od przytaczanej historii, że nie mającymi znaczenia dla Problemu. Zdaję sobie jednak sprawę, że ja także patrzę wyłącznie przez określony pryzmat. Pryzmat historyka, politologa, domorosłego badacza kultury i religijności. Nie jestem religioznawcą, wobec tego, dla mnie? Założenia buddyzmu w zakresie opętań, dywagacje na temat opętanych w kulturze Braminów, to wszystko jest ciekawe, lecz do sprawy opętanej dziewczyny z Niemiec? Nic moim zdaniem nie wnosi. Ale. Religioznawca pewnie by się na to ostatnie zdanie oburzył. I także może mieć rację. Moim zdaniem jednak, o wiele bardziej istotne dla sprawy ma kwestia tego, jak Kościół powinien podejść do zagadnienia Rituale Romanum, czyli do swoich liturgicznych zadań, które są przytoczone tutaj, zgodnie z panującą wtedy metodą i jako nieoderwane od historii czy polityki Kościoła. Skupienie się na tym problemie, pozwala wyprowadzić jakiś wniosek na temat zachowań księży, którzy dokonywali swoich czynności na młodej i zdecydowanie cierpiącej dziewczynie. Czy uważam, że reportażowi Kołyszki tego brakuje, albo jest tych elementów za mało? Hell No. Są to momenty po prostu najbardziej dla mnie ciekawe i najmocniej je chłonąłem (tuż obok soczyście przetłumaczonych i omówionych fragmentów nagrań audio). Także wyjaśnienie medyczne, zwłaszcza w związku z odczuwaną przez mnie kontrowersją w kontekście filmu o Emily Rose, stanowi najważniejszy fragment całego dzieła. Praca Mikołaja Kołyszki jest nie tylko ciekawa, ale wręcz przełomowa, bazująca na wiedzy i sposobie podejścia osoby traktującej swoją pracę poważnie i silnie w nią zaangażowanej. Nie jestem do końca pewny, po wysłuchaniu całego podkastu, czy Mikołaj Kołyszko ma rację. Nie było mnie tam. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy faktycznie wnioski podjęte przez Mikołaja, albo czy wszystkie z tych wniosków, są właściwe. Ale on, wielokrotnie to podkreślając, także nie jest. I myślę, trochę idąc za Sokratesem, że to stanowi wartość najbardziej w temacie reportażu Kołyszki dodaną. Jarek Klonowski, Studio Grozy
jaroslawklonowski - awatar jaroslawklonowski
ocenił na109 miesięcy temu
Jak powstaje morderca. Zagadki psychopatycznych umysłów John E. Douglas
Jak powstaje morderca. Zagadki psychopatycznych umysłów
John E. Douglas Mark Olshaker
Współczesna kryminalistyka i profilowanie behawioralne nie istniałyby w obecnej formie, gdyby nie pionierska praca Johna E. Douglasa. W książce „Jak powstaje morderca. Zagadki psychopatycznych umysłów”, napisanej wspólnie z Markiem Olshakerem, autor zabiera nas w mroczną podróż do samych źródeł zła. Moja ocena to mocne 8/10 – to lektura obowiązkowa dla każdego fana true crime, która zamiast epatować tanią sensacją, skupia się na chłodnej, niemal klinicznej analizie procesów, które zmieniają człowieka w drapieżcę. Zawartość: Anatomia mroku Douglas, będący pierwowzorem głównego bohatera serialu „Mindhunter”, dzieli się swoim ogromnym doświadczeniem w badaniu najgroźniejszych przestępców w historii USA. Książka nie jest jednak tylko zbiorem drastycznych opisów. To przede wszystkim próba odpowiedzi na fundamentalne pytanie: czy mordercą człowiek się rodzi, czy nim staje? Autorzy analizują tzw. triadę Macdonald’a oraz wpływ wczesnodziecięcych traum na późniejszą eskalację przemocy. Mocną stroną publikacji jest jej metodologiczna rzetelność. Douglas tłumaczy, jak ewoluowało profilowanie – od intuicyjnych zgadywanek po zaawansowaną analizę miejsca zbrodni (tzw. signature vs modus operandi). Czytelnik dowiaduje się, jak drobne szczegóły, takie jak ułożenie ciała ofiary czy sposób zadawania ran, pozwalają zajrzeć do psychiki sprawcy i przewidzieć jego kolejne kroki. Mechanizmy zła i profilowanie Zamiast szukać dusznej atmosfery w literackich opisach, autorzy stawiają na psychologiczną dokumentację. Napięcie w książce wynika z konfrontacji z „potworami”, którzy często na co dzień udają wzorowych sąsiadów. Douglas opisuje swoje spotkania z seryjnymi mordercami z dystansem, ale i ogromną uważnością, co pozwala czytelnikowi zrozumieć, że psychopatia to nie tylko brak sumienia, to specyficzny, całkowicie odmienny sposób przetwarzania rzeczywistości. Najważniejsze wnioski i rady płynące z tej lektury to: Przeszłość jest kluczem: Douglas pokazuje, że niemal każdy seryjny morderca ma w życiorysie punkty zwrotne, które zdeterminowały jego losy. Rozróżniaj zachowanie od motywu: Najważniejszą lekcją jest zrozumienie różnicy między tym, jak sprawca działa, a dlaczego to robi – to właśnie motywacja (fantazja) jest stałym elementem jego profilu. Empatia jako narzędzie: Profiler musi potrafić myśleć jak drapieżca, nie tracąc przy tym własnego człowieczeństwa. Książka otrzymuje tak wysoką notę za bycie absolutnym klasykiem gatunku. To fundament wiedzy o kryminalistyce podany w sposób niezwykle przystępny i wciągający. Brakujące dwa punkty wynikają z faktu, że dla osób głęboko siedzących w tematyce true crime, niektóre przytaczane przypadki (jak Ed Kemper czy Ted Bundy) mogą wydawać się już wielokrotnie omówione w innych publikacjach Douglasa. Niemniej, synteza wiedzy zawarta w tym tomie jest nie do przecenienia. „Jak powstaje morderca” to fascynujący wgląd w najmroczniejsze zakamarki ludzkiego umysłu. Douglas i Olshaker stworzyli dzieło, które uczy nas, że zło rzadko pojawia się znikąd – zazwyczaj jest efektem długiego i bolesnego procesu, który profilowanie pozwala w porę przerwać.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Zrozumieć zbrodnię Ewa Ornacka
Zrozumieć zbrodnię
Ewa Ornacka
Dlaczego po stwierdzeniu choroby psychicznej u osoby, która dokonała zbrodni morderstwa, gwałtu czy pobicia, nie trafia ona w polskim systemie sądowniczym do więzienia, tylko na leczenie? Dlaczego nie ponosi ona odpowiedzialności karnej, jak każdy inny sprawca? Co go tłumaczy? Choroba? No dobra, ja mam nadciśnienie i o tym wiem, biorę leki, jak wypiję za dużo kawy to serducho mało mi z piersi nie wyskoczy. Wiem, przesadziłam z używkami, ponoszę konsekwencje swoich postępków złym samopoczuciem czy podenerwowaniem. A schizofrenik, który nie wziął leków i zabił bo słyszał głosy w czym niby jest lepszy? Zabił, niech odpowiada za swoje czyny. Niech nawet dostanie niższą karę ze względu na chorobę, ale skoro pozbawił życia czy zdrowia inną istotę żywą, ma za to ponieść konsekwencje. Dobrze, że głośno zostało w książce powiedziane o bezkarności polskich lekarzy psychiatrów. Podobnie, cieszę się, że zostały poruszone w reportażu pani Ornackiej kwestie związane z polskim sądownictwem i powiązanym z nim systemem wydawania opinii lekarskich, który też pozostawia sporo do życzenia. Całkowicie popieram pełną kontrolę, weryfikowanie pracowników przyjmowanych do pracy w sądach, policji, prokuraturze, więzieniach czy domach poprawczych co powinno być standardową procedurą rygorystycznie i systematycznie przestrzeganą i wykonywaną przez służby do tego wyznaczone i często rotowane na swoich stanowiskach, aby uniknąć korupcji, kolesiostwa czy innych układów. Reportaż dobry, odkrywający sekrety naszego umysłu, ale też odczarowujący choroby psychiczne i cały system z tym zagadnieniem powiązany. Polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na68 miesięcy temu
Jesionka dla trupa Piotr Mieśnik
Jesionka dla trupa
Piotr Mieśnik Magda Mieśnik
Magda i Piotr Mieśnikowie w swojej książce postanowili zajrzeć tam, skąd większość z nas odwraca wzrok z lękiem lub odrazą. „Jesionka dla trupa” to zbiór reportaży i rozmów z ludźmi, dla których śmierć jest codzienną rutyną, rzemiosłem i – co autorzy podkreślają z całą stanowczością – potężnym biznesem. To portret branży, która operuje na styku sacrum i profanum, gdzie wielkie emocje i żałoba zderzają się z chłodną kalkulacją zysków. Autorzy oddają głos grabarzom, balsamistom, właścicielom domów pogrzebowych oraz pracownikom krematoriów. Dzięki temu czytelnik otrzymuje obraz niezwykle plastyczny i surowy. Dowiadujemy się o technicznych aspektach przygotowania zwłok do pochówku, o tym, jak „ceruje się” ciało po sekcji, oraz o ewolucji estetyki pogrzebowej w Polsce. Mieśnikowie nie boją się pytań trudnych i niewygodnych, drążąc tematykę nadużyć, walki o „klienta” pod szpitalami czy specyficznego czarnego humoru, który dla pracowników branży jest jedynym sposobem na zachowanie zdrowia psychicznego. To pozycja bardzo solidna, która zaspokaja ciekawość, ale zachowuje odpowiedni dystans. Odwaga i bezpośredniość: Autorzy nie stosują eufemizmów. Piszą o rozkładzie, zapachu i fizjologii śmierci w sposób naturalistyczny, co może być wyzwaniem dla wrażliwszych czytelników, ale stanowi o autentyczności reportażu. Ludzki wymiar branży: Najciekawsze są momenty, w których Mieśnikowie przebijają się przez cynizm swoich rozmówców, pokazując ich jako ludzi, którzy mimo oswojenia ze śmiercią, wciąż potrafią być poruszeni tragedią. Dynamika narracji: Książka jest napisana stylem reporterskim – krótkie zdania, konkret, brak zbędnego patosu. Powoduje to, że przez te trudne tematy przechodzi się zaskakująco szybko. Pewnym mankamentem, który wpływa na ocenę, jest momentami zbyt duży nacisk na sensacyjność. Niektóre anegdoty wydają się dobrane pod kątem „szoku”, co sprawia, że szerszy kontekst społeczny czy etyczny schodzi czasem na drugi plan. „Jesionka dla trupa” to lektura, która odczarowuje tabu. Mieśnikowie pokazują, że śmierć to nie tylko koniec drogi, ale skomplikowana machina, w której każdy trybik ma swoją cenę. To książka dla osób o mocnych nerwach, które chcą zrozumieć, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami kaplic i prosektoriów. Choć bywa turpistyczna, ostatecznie uczy szacunku do życia i do tych, którzy wykonują tę niewdzięczną, a przecież niezbędną pracę.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na717 dni temu

Cytaty z książki Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Morderca z ogłoszenia. Krzysztof G. – Skorpion z Wrocławia