rozwińzwiń

W rajskiej dolinie wśród zielska

Okładka książki W rajskiej dolinie wśród zielska autora Jacek Hugo-Bader, 9788375361179
Okładka książki W rajskiej dolinie wśród zielska
Jacek Hugo-Bader Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
397 str. 6 godz. 37 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reportaż
Data wydania:
2010-02-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-02-01
Liczba stron:
397
Czas czytania
6 godz. 37 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375361179
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup W rajskiej dolinie wśród zielska w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

W rajskiej dolinie wśród zielska



książek na półce przeczytane 14647 napisanych opinii 425

Oceny książki W rajskiej dolinie wśród zielska

Średnia ocen
7,6 / 10
1861 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce W rajskiej dolinie wśród zielska

avatar
331
168

Na półkach:

Dawniej bardzo interesowały mnie wszelkie tematy około rosyjskie, toteż szukałam wiedzy w tym obszarze m.in. w książkach. Tak trafiłam na pozycję autorstwa pana Jacka - W rajskiej dolinie wśród zielska. Myślę, że gdyby nie audiobook, raczej nigdy nie skończyłabym tej książki. Była ona napisana dosyć nierówno - jedne fragmenty były naprawdę ciekawe, inne natomiast mało dla mnie interesujące. Spodziewałam się raczej przedstawienia codzienności życia w Rosji, a nie zawsze to dostawałam. Wielokrotnie w trakcie czytania, czy słuchania wyłączałam się i ciężko było mi coś więcej wynieść. Nie twierdzę jednak, że jest to słaba pozycja, raczej skierowana do osób, które naprawdę są wkręcone w te klimaty, a nie dopiero chcące poszerzyć swoją wiedzę. Być może kiedyś nadrobię inne pozycje z trylogii rosyjskiej.

Dawniej bardzo interesowały mnie wszelkie tematy około rosyjskie, toteż szukałam wiedzy w tym obszarze m.in. w książkach. Tak trafiłam na pozycję autorstwa pana Jacka - W rajskiej dolinie wśród zielska. Myślę, że gdyby nie audiobook, raczej nigdy nie skończyłabym tej książki. Była ona napisana dosyć nierówno - jedne fragmenty były naprawdę ciekawe, inne natomiast mało dla...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1575
1562

Na półkach: , ,

Dobrze jest czasem wrócić reportażowo do miejsc i okoliczności, które wydarzyły się wiele lat temu. Tym razem wpadła mi do ręki wiekowa już książka Jacka Hugo-Badera poświęcona życiu w państwach poradzieckich. Składa się z szeregu reportaży pisanych przez autora w latach 90. dwudziestego wieku. Autor ma niezwykły dar nawiązywania kontaktu z ludźmi, dlatego potrafił dotknąć przestrzeni poradzieckiej i namówić na zwierzenia nie tylko Rosjan, ale też Tatarów, Ukraińców, Żydów, Kirgizów i sporo innych nacji. Książka świetnie pokazuje, jak ludzie czuli się w kilka lat po upadku ZSRR – pewnym paradoksem jest to, że wielu z nich tęskniło za dawnymi "dobrymi czasami", które napawały ich dumą i pewnego rodzaju nostalgią, natomiast rozum podpowiadał im, że to, co było, nie było dobre, choć teraźniejszość wcale łatwa nie jest, a przyszłość rysuje się w niewiadomych barwach. Autor pokazuje ludzi, ich biedy i bezradność, poczucie obawy o to, co ich czeka. Przedstawia kraje i republiki do cna przeżarte korupcją, zdegenerowane elity urzędnicze, próbuje uchwycić to, w jaki sposób zwykły człowiek jest w stanie odnaleźć się w czasach chaosu i przemian. Czytając, próbowałem sobie rysować postać Rosjanina albo człowieka sowieckiego, próbując zrozumieć, czemu tak mocno broni tak trudnej, brutalnej przeszłości. Gdzieś na końcu książki był moment, gdy syn pyta ojca czy ma wstąpić do partii komunistycznej – a było to w czasach, kiedy ZSRR jeszcze istniało – i ojciec, były więzień polityczny, który kilkanaście lat spędził w łagrach, podpowiada mu, że to dobra decyzja. Nie mogę tego zrozumieć, i chyba nigdy nie pojmę.

Dobrze jest czasem wrócić reportażowo do miejsc i okoliczności, które wydarzyły się wiele lat temu. Tym razem wpadła mi do ręki wiekowa już książka Jacka Hugo-Badera poświęcona życiu w państwach poradzieckich. Składa się z szeregu reportaży pisanych przez autora w latach 90. dwudziestego wieku. Autor ma niezwykły dar nawiązywania kontaktu z ludźmi, dlatego potrafił dotknąć...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
976
306

Na półkach: ,

W rajskiej dolinie wśród zielska to książka, która w sposób niezwykle barwny i sugestywny oddaje radziecką rzeczywistość — surową, absurdalną, momentami tragiczną, a jednocześnie hipnotyzującą. Hugo-Bader pisze tak, że czytelnik niemal czuje zapachy, chłód i ciężar tamtego świata. To reportaż, który nie daje prostych ocen, ale zostaje w głowie na długo. Zdecydowanie polecam.

W rajskiej dolinie wśród zielska to książka, która w sposób niezwykle barwny i sugestywny oddaje radziecką rzeczywistość — surową, absurdalną, momentami tragiczną, a jednocześnie hipnotyzującą. Hugo-Bader pisze tak, że czytelnik niemal czuje zapachy, chłód i ciężar tamtego świata. To reportaż, który nie daje prostych ocen, ale zostaje w głowie na długo. Zdecydowanie polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

5254 użytkowników ma tytuł W rajskiej dolinie wśród zielska na półkach głównych
  • 2 973
  • 2 204
  • 77
925 użytkowników ma tytuł W rajskiej dolinie wśród zielska na półkach dodatkowych
  • 657
  • 95
  • 74
  • 30
  • 28
  • 22
  • 19

Tagi i tematy do książki W rajskiej dolinie wśród zielska

Inne książki autora

Okładka książki Patrząc na Wschód Piotr Brysacz, Wojciech Górecki, Jacek Hugo-Bader, Maciej Jastrzębski, Michał Książek, Jędrzej Morawiecki, Włodzimierz Pawluczuk, Wacław Radziwinowicz, Magdalena Skopek, Wojciech Śmieja, Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk
Ocena 7,3
Patrząc na Wschód Piotr Brysacz, Wojciech Górecki, Jacek Hugo-Bader, Maciej Jastrzębski, Michał Książek, Jędrzej Morawiecki, Włodzimierz Pawluczuk, Wacław Radziwinowicz, Magdalena Skopek, Wojciech Śmieja, Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk
Jacek Hugo-Bader
Jacek Hugo-Bader
Polski dziennikarz i autor reportaży. Z wykształcenia pedagog. Od 1990 roku jest związany z "Gazetą Wyborczą", ale wcześniej imał się różnych zajęć (m.in. był nauczycielem, socjoterapeutą, ładowaczem na kolei czy sprzedawcą w "spożywczaku"). Autor kilku książek. Jedna z nich, napisana w 2009 "Biała Gorączka", otrzymała nagrodę "Bursztynowego Motyla", wyróżnienie przyznawane dla uczczenia wielkiego polskiego podróżnika, Arkadego Fiedlera. Powstałe w 2011 roku "Dzienniki kołymskie" były czytane w radiowej Trójce (od poniedziałku do piątku o 11:50) przez samego autora. Jacek Hugo-Bader, wraz z Pawłem Łozińskim (synem Marcela Łozińskiego) był scenarzystą i reżyserem serii dokumentalnej wyprodukowanej przez TVN pt. "Jacek Hugo-Bader. Korespondent z Polszy" (2007). Był także autorem jednego z odcinków cyklu dokumentalnego pt. "Nasz spis powszechny" (2002) oraz dokumentu nt. miejsc zamieszkiwanych niegdyś przez polskich Żydów, zatytułowanego "Ślad po mezuzie" (1998).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gottland Mariusz Szczygieł
Gottland
Mariusz Szczygieł
Książka o pewnym marginalnym kraju napisana przez przedstawiciela innego marginalnego kraju. Tak mniej więcej zwykł mawiać o sobie i o przedmiocie swoich czeskich reportaży Mariusz Szczygieł. Jak już się niejednokrotnie przekonałem, Polacy wbrew wielowiekowej bliskości geograficznej zdają się niewiele wiedzieć o swoich południowych sąsiadach. I ja, mimo własnej nieskrywanej czechofilii, w trakcie lektury "Gottland" zacząłem umieszczać siebie w tej kategorii. Wraz z każdym kolejnym rozdziałem tego dobrze udokumentowanego, a jednocześnie pisanego lekkim piórem reportażu uświadamiałem sobie, jak mało wiem o českých lidech. Ze wspomnień, zapisów rozmów, wycinków prasowych, raportów przeróżnych służb, własnych przeżyć i refleksji autor maluje potret Czechów w trudnym XX wieku, trwających jakby wbrew kaprysom historii i chwytających się mało heroicznych strategii przetrwania. Poznajemy historię rodziny Batów w jej pogoni za realizacją kapitalistycznego snu i marzenia o modernizacji, perypetie gwiazdy przedwojennego kina Lidy Baarovej, której los wybrał rolę kochanki Goebbelsa, tragiczną historię budowy największego pomnika Stalina na świecie, zmagania przeciwników komunistycznej władzy, która nie chciała uznać dziejowych prawideł odwilży i po śmierci radzieckiego Ojca Narodów była jeszcze bardziej zamordystyczna niż wcześniej, perypetie czeskiego słowika Karola Gotta, Heleny Vondraćkovej i Marty Kubišovej brutalnie zepchniętej na bocznicę nie tylko publicznego ale i prywatnego życia, zmagania siostrzenicy Kafki z jego niełatwym dziedzictwem i setki tysięcy Czechów, którzy mimo, że nikt oficjalnie nie zakazał im wypowiadać pewnych słów, sami wiedzieli co można mówić, a czego nawet nie powinni byli pomyśleć. Tekst sam płynie, bo mimo niewątpliwego ciężaru tematycznego, Mariusz Szczygieł pisze lekko i zabawnie, tworzy nieoczywiste połączenia, zaskakuje bystrością spojrzenia. Polecam tę książkę wszystkim, którzy o Czechach nic nie wiedzą, a jeszcze bardziej tym, którzy myślą, że nic co ceskie nie jest im obce.
Marcin Piątkowski - awatar Marcin Piątkowski
ocenił na84 dni temu
Zrób sobie raj Mariusz Szczygieł
Zrób sobie raj
Mariusz Szczygieł
Mariusz Szczygieł to człowiek instytucja, którego nie trzeba przedstawiać: dziennikarz, publicysta, aktywista ale dla mnie przede wszystkim pisarz. Zaskarbił moje serce serią „Antologia polskiego reportażu” w której porwał mnie swoimi komentarzami do wydarzeń z blisko stu lat, którymi swego czasu żyła cała Polska i z czasem odchodziły w zapomnienie. Miałem kilkukrotnie przyjemność towarzyszyć autorowi podczas spotkań z czytelnikami i właśnie na jednym z nich nabyłem „ Zrób sobie raj”, którą zamiast z miejsca przeczytać odłożyłem głęboko na półkę. Szczęśliwie wpadła w moje ręce bo zaczął się weekend a w porę nie zaopatrzyłem się w biblioteczne łupy i tako oko zostałem sam na sam z zapomnianą książką. Uważana za kontynuacje wielokrotnie nagradzanego Gottlandu przybliża nam Czechów z ich całym dobrodziejstwem. Z wadami i pozytywami, z wartościami i obawami, które mogły z początku odbierać jako dziwaczne ale z czasem po zastanowieniu stały się bliższe i zrozumiałe. Nie ma w książce tematów tabu: jest mowa o śmierci i przemijaniu, o podejściu do seksu religii (przypadkowe zestawienie…),do upadłego szczęśliwie systemu ale też o cierni jaką pozostawił w naszych sąsiadach nasza interwencja pod oczywiście wodzą wierchuszki z Moskwy na ich kraj w 1968r. Musieliśmy spełniać oczywiście rozkazy i nie było szans na inną postawę ale niesmak został aż do teraz mimo ponad półwiecza od tych pamiętnych chwil. Książka to nic innego jak reportaż i wywiad jednocześnie, który Szczygieł osobiście przeprowadził z szeregiem rozmówców. Ludzie, którzy tworzyli i często jeszcze tworzą awangardę czeskiej kultury. Są nimi min. malarze, rzeźbiarze, fotograficy, którzy często szli pod prąd co nie było łatwe w czasach w których każdy przejaw nieposłuszeństwa był z surowością tępiony i karany. Cierpliwość i determinacja sprawiły, że i tak świat się o nich upomniał i często zrobili światowe kariery ale będąc już u schyłku swojej aktywności zawodowej. Na szczęście kultura nie zna obecnie granic o czym zapominamy jak całkiem niedawno trzeba było się martwić nie tylko o byt ale swoje bezpieczeństwo w swoim własnym kraju. Szczygieł ma tą rzadką umiejętność prowadzenia rozmowy (kto nie pamięta pierwszego polsatowskiego talkshowa),kiedy potrafi wciągnąć rozmówcę w partnerski dialog i odkrywanie nieodkrytych kart z jego życiorysu. Czytelnik ma okazję uczestniczyć w niej jako niewidzialny bohater. Nie musi zadawać pytań bo prowadzący wywiad doskonale sprawdza się w tej roli i to co najważniejsze jest pokazane a jeszcze inne niedopowiedziane i to jest tajemnica sukcesu jego relacji z gościem. Odniosłem wrażeni, że Czesi są zagadką. Stereotypy, które nad nimi ciążą wcale nie mają pokrycia w rzeczywistości a im więcej będziemy o nich wiedzieć tym łatwiej przyjdzie nam ich zrozumieć. A na pewno warto tak jak i warto przyswoić sobie tą ale inne książki tego wyjątkowego człowieka jakim w moich oczach jest niewątpliwie pan Mariusz.
Krzysztof Stefański - awatar Krzysztof Stefański
ocenił na91 miesiąc temu
Dobre miejsce do umierania Wojciech Jagielski
Dobre miejsce do umierania
Wojciech Jagielski
W czasie jednej ze swoich podróży, opisanych w książce, Wojciech Jagielski odwiedził katolikosa Wazgena I i zapytał go, czy można było uniknąć wojen na Kaukazie. Otrzymał wtedy niezwykle trafną odpowiedź: „każdej wojny można uniknąć, bo jej źródło tkwi w nas samych — w naszej pogardzie wobec innych i niecierpliwości wobec cudzych poglądów”. To niezwykle mądre i uniwersalne przesłanie, które doskonale podsumowuje istotę reportażu „Dobre miejsce do umierania”. Autor perfekcyjnie oddaje skomplikowaną tożsamość narodów kaukaskich, gdzie zamiast granic geograficznych wciąż istnieją niewidzialne linie frontu. Dziś może jest to mniej widoczne, ale przez większość lat dziewięćdziesiątych Kaukaz pogrążony był w konfliktach — i to między narodami, których na tym niewielkim obszarze mieszka ponad sto. Łączy ich wiele, ale równie dużo dzieli. Na Kaukazie niczego się nie zapomina; dawne krzywdy, nawet sprzed setek lat, są wciąż żywe i aktualne, bo tu przeszłość nieustannie wpływa na teraźniejszość. Choć książka powstała blisko dwadzieścia lat temu, wciąż pozostaje aktualna. Jagielski, przemierzając Kaukaz w czasach ciągłych konfliktów, opowiada tak naprawdę o uniwersalnych mechanizmach, które można zauważyć w wielu miejscach na świecie. Wynika z niej ważna przestroga: pokój nie jest nam dany raz na zawsze, lecz jest zadaniem, o które musimy nieustannie zabiegać. Ta refleksja czyni z „Dobrego miejsca do umierania” lekturę nie tylko o przeszłości Kaukazu, ale i o wyzwaniach współczesnego świata.
Arek - awatar Arek
ocenił na83 miesiące temu
14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji Igor T. Miecik
14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji
Igor T. Miecik
"14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji" Autor: Igor T. Miecik. Moja ocena: 8/10. "14:57 do Czyty" to zbiór reportaży, które w zwięzły, ale niezwykle treściwy sposób ukazują rzeczywistość współczesnej Rosji. Igor T. Miecik doskonale radzi sobie z oddaniem klimatu miejsc, które opisuje, a jego styl jest przystępny i wciągający. Autor nie tylko prowadzi nas przez różne zakątki tego ogromnego kraju, ale przede wszystkim ukazuje losy ludzi, którzy w nim żyją, co stanowi główną siłę tej publikacji. To właśnie człowiek jest w centrum reportaży Miecika. Autor z wyczuciem opisuje zarówno codzienne życie zwykłych obywateli, jak i historie jednostek w ekstremalnych sytuacjach. Każdy reportaż jest pełen emocji i detali, które sprawiają, że opisywane wydarzenia stają się bliskie czytelnikowi. Dzięki temu łatwo można się zanurzyć w rzeczywistości, która na pierwszy rzut oka może wydawać się nam odległa i obca, a jednak, za sprawą pióra Miecika, staje się zrozumiała i angażująca. Język autora jest lekki, choć opisywane tematy często dotykają trudnych i złożonych zagadnień. Zwięzłość książki, zamiast być jej wadą, działa na jej korzyść – każda historia jest przemyślana, dopracowana, bez zbędnych opisów i dygresji. Miecik nie stara się udziwniać rzeczywistości, ale pokazuje ją taką, jaka jest – brutalną, pełną kontrastów, a czasem wręcz surrealistyczną. Cennym elementem książki jest właśnie ten ludzki aspekt, który przewija się w każdym z reportaży. Miecik nie tylko opisuje Rosję jako kraj, ale też jako przestrzeń pełną ludzkich dramatów, marzeń i dążeń. To właśnie dzięki temu podejściu "14:57 do Czyty" staje się publikacją żywą, poruszającą, a zarazem otwierającą oczy na skomplikowaną rzeczywistość współczesnej Rosji. Podsumowując, książka Igora T. Miecika to wartościowa pozycja dla wszystkich, którzy interesują się Rosją i jej współczesnymi realiami. Choć nie jest to długa lektura, to dzięki bogactwu zawartych w niej historii pozostaje w pamięci na długo. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Polecam! ** 22:51 * 25.02.2025 * 19/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na81 rok temu
81:1. Opowieści z Wysp Owczych Marcin Michalski
81:1. Opowieści z Wysp Owczych
Marcin Michalski Maciej Wasielewski
"81:1. Opowieści z Wysp Owczych" Autorzy: Maciej Wasielewski, Marcin Michalski Moja ocena: 8/10 "81:1. Opowieści z Wysp Owczych" to zbiór reportaży, który w fascynujący sposób przybliża czytelnikowi ten mało znany, odległy region Europy. Wyspy Owcze, leżące na skraju kontynentu, charakteryzują się surowym, nordyckim klimatem, który został doskonale oddany przez autorów. Wasielewski i Michalski w umiejętny sposób przedstawiają zarówno ludzi, jak i miejsca, które odwiedzają. Każda historia, pełna lokalnych barw i unikalnych detali, daje wgląd w życie mieszkańców Wysp Owczych – ich kulturę, codzienne wyzwania i nieoczywiste piękno otaczającego ich świata. Wielowątkowy charakter tej książki sprawia, że nie można się nudzić – każda opowieść zaskakuje czymś nowym, a różnorodność perspektyw nadaje całości głębi. Atutem tej publikacji jest również fakt, że rejon Wysp Owczych nie jest zbyt często opisywany w polskich reportażach. Autorzy stawiają na oryginalność i zabierają czytelnika w podróż po miejscach, które wciąż pozostają tajemnicą dla wielu. Dzięki temu książka zyskuje wyjątkową wartość – nie tylko jako zbiór ciekawych opowieści, ale także jako okazja do lepszego poznania tego odległego zakątka świata. Polecam tę książkę każdemu, kto szuka nietuzinkowych reportaży i chce odkryć życie w jednym z najmniej opisanych regionów Europy. ** 22:07 * 16.03.2025 * 24/52 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na81 rok temu
Dom żółwia. Zanzibar Małgorzata Szejnert
Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert
(2011) Ludzie i domy Zanzibaru. Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*. Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów. Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce). Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie. ______________________ * Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków. ** Krótka historia Zanzibaru: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa) *** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people). • Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze. Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką). Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego. Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu). • Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**. _______________________ * W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat. ** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011] https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu) • ‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU „– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby? – Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329). „Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu. Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?]. […] W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu. Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie. Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze). To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu? (Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają). • To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna. Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu. Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności. _______________________ * Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej. • UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną). Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na69 miesięcy temu

Cytaty z książki W rajskiej dolinie wśród zielska

Więcej
Jacek Hugo-Bader W rajskiej dolinie wśród zielska Zobacz więcej
Jacek Hugo-Bader W rajskiej dolinie wśród zielska Zobacz więcej
Jacek Hugo-Bader W rajskiej dolinie wśród zielska Zobacz więcej
Więcej