Niebożęta

Okładka książki Niebożęta autora Urszula Stokłosa, 9788362247905
Okładka książki Niebożęta
Urszula Stokłosa Wydawnictwo: JanKa literatura piękna
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2023-05-15
Data 1. wyd. pol.:
2023-05-15
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362247905
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niebożęta w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Niebożęta



książek na półce przeczytane 1289 napisanych opinii 738

Oceny książki Niebożęta

Średnia ocen
7,5 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Niebożęta

avatar
35
11

Na półkach:

Książka ciekawa, wg mnie jednak postacie, szczególnie Jaśka zbyt płytko przedstawione, czegoś mi tu brakowało. Trochę też męczyło mnie to przeskakiwanie datami. Ale ogólnie - polecam.

Książka ciekawa, wg mnie jednak postacie, szczególnie Jaśka zbyt płytko przedstawione, czegoś mi tu brakowało. Trochę też męczyło mnie to przeskakiwanie datami. Ale ogólnie - polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1534
1531

Na półkach:

„(...) ciął zdecydowanie i wytrwale, aż w końcu sznur ustąpił, uwalniając ciało wujka. Spadło jak kamień z serca”.

Lubię taplać się w nielinearnych historiach, z których każdy czytelnik wysupła zupełnie inne frapujące elementy przywołujące kadry z przeszłości. "Niebożęta" Urszuli Stokłosy traktują o zawoalowanych relacjach międzyludzkich, molestowaniu, różnych zaburzeniach i zmowie milczenia pomiędzy czworgiem przyjaciół z dzieciństwa, których nazwała zgodnie z ich zainteresowaniami i przywarami : Serduszkiem, Paciorkiem, Bułą oraz Bratem. Dość dodać, że idealnie wpasowują się w nomenklaturę niebożęt.
Nie zabraknie ludzi niewydolnych wychowawczo, tajemnicy przemilczanej przez wiele lat, która ma być wskrzeszona do istnienia za sprawą wyzwalającego samobójstwa znanego i szanowanego w hermetycznej społeczności wujka Jaśka. Autorka gra kliszami i stereotypami. Zajmująco okrasza doznania zapachami, jakie w gorzkim jak piołun podarunku niesie życie. Kreśli zdania o wzorcach zachowań uwarunkowanych wspólnotą doswiadczeń. Peroruje o spirali kłamstw i manipulacji, które wbijają się w ciało jak drzazga. Subtelnie podejmuje się rozpisania wpływu socjalizacji pierwotnej na dalszy wektor dróg. Fabuła tej panoramicznej opowieści jest prosta, ale nie prostacka. Niestety. Przez to, że lubię taplać się w skutkach, smuteczkach, bez trudu przewidziałam sekwencję zdarzeń. To właściwie jedyny zarzut, jaki mam do fabuły.
Z czułością i subtelnością odmalowuje wspomnianych wcześniej przegrywów życiowych. Nie liczcie na rodzierajace serce sceny. Ciekawy widok na tożsamość,straty zrzucające kamień z serca, fobie, natręctwa,rolę miłości, język, ciało oraz odpowiedzialność za arbitralne decyzje kładzące się cieniem na reszcie paranteli. Stokłosa odwołuje się do swojej małej Ojczyzny-Żywca. Jednego z moich moich ukochanych miejsc na mapie kraju. Miło było dzięki autorce wrócić pamięcią do najpiękniejszych miesięcy jestestwa. Najbardziej ujmuje jednoznacznie pozytywna postać babki i pies, którego obecność jak plaster na rany. Spoiwem dla postaci jest przekaz transgeneracyjny, prozaiczne istnienie, śmierć, która spieszy by zabić, marzenia konające na rękach i brak należytej opieki- nie tylko systemowej, ale przede wszystkim rodzinnej. "Niebożęta" składają się z efemerycznych dojmujących migawek i bolesnych, egzystencjalnych chwil zapisanych na ławce pamięci. Wrażliwość Urszuli Stokłosy i mnogość scen przypominały mi po wielokroć "Las" autorstwa czeskiej prozaiczki Aleny Mornštajnovej.

„(...) ciął zdecydowanie i wytrwale, aż w końcu sznur ustąpił, uwalniając ciało wujka. Spadło jak kamień z serca”.

Lubię taplać się w nielinearnych historiach, z których każdy czytelnik wysupła zupełnie inne frapujące elementy przywołujące kadry z przeszłości. "Niebożęta" Urszuli Stokłosy traktują o zawoalowanych relacjach międzyludzkich, molestowaniu, różnych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1591
1466

Na półkach:

Książka napisana ładnym językiem subtelna, pełna empatii i zrozumienia dla różnych sposobów przeżywania świata i doświadczania go. Niestety po Rdzy, Dygocie i Śladach Jakuba Małeckiego mam przy tego typu książkach poczucie wtórności. Tematyka i sposób kreacji postaci nie wydały mi się niczym nowym. Bohaterowie byli jacyś senni i bierni, raczej mało wyraziści. Ich historie nie pozostawiły we mnie żadnej refleksji , po prosu sobie płynęły.

Książka napisana ładnym językiem subtelna, pełna empatii i zrozumienia dla różnych sposobów przeżywania świata i doświadczania go. Niestety po Rdzy, Dygocie i Śladach Jakuba Małeckiego mam przy tego typu książkach poczucie wtórności. Tematyka i sposób kreacji postaci nie wydały mi się niczym nowym. Bohaterowie byli jacyś senni i bierni, raczej mało wyraziści. Ich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Niebożęta na półkach głównych
  • 52
  • 30
  • 2
11 użytkowników ma tytuł Niebożęta na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Urszula Stokłosa
Urszula Stokłosa
Urszula Stokłosa urodziła się w 1990 roku w Żywcu. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim. Obecnie mieszka w Unterhaching - niewielkiej miejscowości pod Monachium. Prywatnie - szczęśliwa żona, zawodowo - zadowolona z życia pomoc domowa. Lubi dobrą literaturę i podróże, a przy tym obserwować i rozmyślać. Oprócz kilku ludzi, kocha swojego psa i swoje roślinki. Nie wyobraża sobie życia bez kawy, za to spokojnie mogłaby się obejść bez słodyczy i internetu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kundle Katarzyna Groniec
Kundle
Katarzyna Groniec
o debiucie literackim piosenkarki dowiedziałem się przypadkiem z programu I PR, gdzie recenzentka zachwycała się treścią. a że wtrąciła jeszcze, że akcja książki dzieje się na śląsku, musiałem sprawdzić. _______ i rzeczywiście, akcja tej mikropowieści toczy się na śląsku, w okolicach Toszka. losy bohaterów przeplatają się wzajemnie i są powiązane z faktami historycznymi. osią tych wydarzeń jest legenda o św. Jerzym, która metaforycznie konweniuje z poszczególnymi bohaterami. _______ mnie najbardziej podobała się postać Goryla. uważam, że został świetnie przedstawiony, a język śląski jakim się posługiwał dodawał mu wiarygodności. również początkowe sceny w kościele przypomniały mi dzieciństwo, a dokładnie upominanie przez księdza dzieciaków. ksiądz z powieści robił to w dokładnie taki sam sposób jak ksiądz, który mnie uczył religii. _______ byłem pełen obaw czy #katarzynagroniec wiarygodnie odda swój śląski charakter. obawy okazały się jednak nie potrzebne, bo świetnie czyta się tę książkę mnie jako Ślązakowi. cieszę się również, że to śląski Śląsk, a nie polski został ukazany w treści. #kundle pewnie dlatego, że bohaterowie byli jakby bez rodowodu, istnieli, żyli, ale nikt ich poważnie nie traktował. czekam na kolejną śląską powieść autorki, która pięknym językiem daje upust swojej wrażliwości. lubię teksty piosenek Kasi, teraz polubiłem i książki.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na66 miesięcy temu
Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili Virginia Woolf
Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili
Virginia Woolf Edgar Allan Poe Chimamanda Ngozi Adichie Sándor Márai Oksana Zabużko Marguerite Yourcenar Margaret Atwood Herta Müller Ludmiła Ulicka Dino Buzzati Tove Jansson Selma Lagerlöf Radka Denemarková Charlotte Perkins Gilman Ingeborg Bachmann Clarice Lispector Cora Sandel Han Kang Agnieszka Szpila Lucia Berlin Xi Xi
Zazwyczaj nie sięgam po antologie – zdecydowanie wolę spójne, dłuższe narracje niż mozaikę krótszych form. Ten zbiór opowiadań miał być jednak ciekawą podróżą przez literackie głosy kobiet z różnych epok i krajów. Wszystko to dzieki omawianiu go na DKK, jako ksiazka miesiaca. Temat przewodni wydaje się jasny – kobieta – ale zestawienie tekstów okazało się dla mnie chaotyczne i trudne do uchwycenia w całość. Brakowało mi spójności i przemyślanej kolejności, zastanawiałam się, kto dokonywał wyboru i czym się kierował. Czytałam więc tę książkę z mieszanymi uczuciami. Część opowiadań była dla mnie zwyczajnie blada, nie zostawiła śladu. Ale wśród nich znalazłam też prawdziwe perełki – jak „Żółta tapeta” Charlotte Perkins Gilman, tekst niepokojący, mocny i poruszający temat depresji poporodowej. To studium choroby, bagatelizowanej przez otoczenie, zepchniętej do kategorii kobiecego kaprysu – opowiadanie, które robi ogromne wrażenie i zostaje z czytelnikiem na długo. Podsumowując: całość odebrałam trochę jak posiłek – sycący, ale niekoniecznie apetyczny na tyle, by prosić o dokładkę. Antologia ma swoje mocne strony i daje szansę poznania różnych głosów literackich, ale dla mnie pozostaje lekturą bardziej w kategorii „raz spróbować”, niż do której będę wracać.
Viola_MBJ - awatar Viola_MBJ
ocenił na67 miesięcy temu
Przeciwciało Ewa Szawul
Przeciwciało
Ewa Szawul
„Tymczasem kurczyłam się, zajmowałam coraz mniej miejsca w świecie, co niosło nadzieję, że nareszcie się schowam i znajdę sposób, jak radzić sobie z tym całym badziewiem”. Z życiem, bo je miała na myśli czternastoletnia Luśka chora na anoreksję. Chociaż w 1987 roku, w którym zaczęła się akcja powieści, medycyna nic nie wiedziała o tej chorobie. Ówcześnie leczono ją od strony organizmu, a nie psychiki. Jej przebieg i pobyt w szpitalu psychiatrycznym poznawałam dzięki pierwszoosobowej narracji zagubionej i przerażonej nastolatki. Drugą bardzo ważną postacią była jej matka Maryla. Niespełna pięćdziesięcioletnia kobieta w okresie menopauzy. Jej spojrzenie w narracji zewnętrznej naprzemiennie wplatanej w wypowiedzi córki, razem budowały powoli obraz skomplikowanego mechanizmu zależności funkcjonujących w ich trzyosobowej rodzinie wraz z ojcem Luśki, a mężem Maryli. Skomplikowanych relacji między matką a córką, ciałem a psychiką oraz warunkami dorastania w przeszłości a teraźniejszością budującą przyszłość. To, co misternie utkała autorka, stało się wnikliwą analizą materii tego zjawiska. W pierwszej warstwie widać było przede wszystkim cierpienie fizyczne nastoletniej córki i jej matki. Luśki męczącej się z chorobą i Maryli cierpiącej z powodu pierwszych objawów menopauzy. Pod nią kryła się dużo grubsza warstwa psychologiczna obu bohaterek. Wątek tłumaczący przyczynę objawów fizycznych – głód miłości u obu, chociaż u każdej innego charakteru i pochodzenia. Córce brakowało uważności i obecności matki, a Maryli miłości mężczyzny, którego kochała. To w tej sferze autorka położyła nacisk na uwypuklenie skutków spowodowanych wyborami życiowymi. Zdecydowanie odcięła jakość życia od determinującego wszystko „parszywego” losu, przypadkowości czy fatalnego przeznaczenia. W efekcie obie podjęły świadomie (matka) lub nieświadome (córka) decyzje, które wpłynęły na ich życie. Zupełnie nie spodziewając się, że ich ciała zaprotestują. W pojmowaniu obu były dla nich „antyciałami”, które zbuntowały się chorobą lub nasilonymi objawami menopauzy. W mniemaniu Maryli babską powłoką, „która nigdy nie daje spokoju. Najpierw pokwita, przerasta, potem kiełkuje do porodu, a po porodzie dźwiga wszystkie bóle dziecka, które wydało na świat. W końcu zaczyna wysychać, a to wysychanie, to obumieranie rodzi ból podwójny, bo nie nosi już w sobie ani śladu nadziei”. Autorka wykorzystała najwrażliwsze etapy w rozwoju psychofizycznym człowieka – dojrzewanie i przekwitanie, w których ciało łatwo może przekroczyć krytyczny punkt własnej odporności i załamać się w prawidłowym funkcjonowaniu. Dobrostan nazywany szczęściem, do którego każdy dąży, a który w tym momencie nie może być osiągnięty, rodząc głód. Dosłowny i metaforyczny. Ten ostatni sposób wyrazu bardzo często wykorzystywany przez autorkę, by nadać opowieści plastyczności obrazów i opisów zarówno rzeczywistych, jak i abstrakcyjnych, budowanych językiem emocji sięgającym do doświadczeń i skojarzeń czytającego. Przewijał się w tej bolesnej historii jeszcze jeden istotny wątek. Dziedzictwo międzypokoleniowej traumy. Maryla była sierotą wojenną wychowaną w sierocińcu z pozrywanymi więziami z rodzeństwem. Silna psychicznie zawsze posługiwała się rozumem, spychając emocje w podświadomość, bo „kto wtedy cierpiał na choroby okresu dojrzewania? Wszyscy marzyli o jednym – żeby jak najszybciej się stamtąd wydostać, wrócić do domu, którego najczęściej już wcale nie było, bo zniszczyła go wojna”. Kobietą niedopuszczającą innej drogi w budowaniu bezpiecznego życia. Ten ochronny pragmatyzm przed skaleczeniem, zniszczeniem i destrukcją stosowała w wychowaniu Luśki, obserwując jednak z przerażeniem, że „córka zaczęła odtwarzać jej wojenny los”. Tym samym wykluczając zbudowanie zdrowej z nią relacji, mimo że „coś w Luśce przypominało jej krzyk, który starała się przez lata odpamiętać”. Autorka celnie ukazała, jak nastolatkowie radzą sobie albo nie ze zniewalającym, oplatającym i duszącym ich wolność stylem wychowania wyrosłym na własnych doświadczeniach rodziców. Pokazała dwa kierunki próby poradzenia sobie z toksyczną relacją rodzica – ucieczka w chorobę lub podjęcie walki poprzez odcięcie się od niego. Luśka wypróbowała obie drogi, decydując się ostatecznie na tę drugą, bo zrozumiała to, czego nie chciała matka - „trzeba było się rozdzielić, żeby każda mogła przeżyć własną historię, w innej konfiguracji nic nie było możliwe. Inaczej byłybyśmy pozlepiane przy brzegu, jedna by ciągnęła drugą, jedna drugą dusiła niewłaściwym ułożeniem. Byłyśmy z jednego ciała, ale nie mogłyśmy żyć bez odłączenia, bo byłam odrębną strukturą, nie kopią”. Do tego balastu dołączali wszyscy napotkani w życiu toksyczni ludzie, bo „nie tylko ci w nas siedzą, co w genach, wszystkich się ze sobą zgarnia, wstrętnych, okrutnych, złych ludzi. Unoszą się w nas, zatruwają jak odpady chemiczne”. Wbrew pozorom opowieść nie była depresyjna. Pomimo ogromnego bólu przeżywanego przez Luśkę, jej rodziców i bohaterów drugoplanowych, autorka zrównoważyła to wskazówką w postaci pozytywnego przesłania w tej powieści – miłość leczy, a ciało nie jest naszym wrogiem, lecz sygnalistą jej braku. Wystarczy go słuchać i dobrze wybierać. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na71 rok temu
Głodni Iwona Bassa
Głodni
Iwona Bassa
To niezwykłe połączenie wyjątkowo oryginalnego języka (czasami lirycznego, poetyckiego, erudycyjnego, zaskakującego skojarzeniami) z tematyką społeczną. I nie! Nie jest to znowu polskie męczeństwo biedy, chociaż o niej i o wykluczeniu społecznym też traktuje. Ale na szczęście, właśnie poprzez nieoczywistą formę i konstrukcję, nie zalewa nas bólem, nie szantażuje. Ani nie ocenia narratorki i Wojtusia, ani ich nie wywyższa, nie romantyzuje. Sięga głębiej. A we mnie niemalże przez całą powieść krążyło pytanie: „Co to za dziewczyna, co to za chłopak, skąd się tacy wzięli?” Pewnie z młodości, gdy wszystko wydaje się możliwe, gdy chcemy go chłonąć we wszystkich wymiarach, a zabawa z nim i w nim wydaje się, że będzie beztrosko trwać. Tylko umyka gdzieś ten moment, żeby wiedzieć, kiedy skończyć. Pewnie z miłości, może bardziej fascynacji tą innością, pozorną wolnością, wyzbyciem się społecznych ograniczeń. Tylko w tym zakochaniu, które rozum odbiera, za późno przychodzi obudzenie, że to niszczące, niedobre. Pewnie z pochopnego podejmowania decyzji bez myślenia o konsekwencjach, jak taka decyzja zmieni nasze życie na zawsze i nie będzie już odwrotu. Bo to książka, która nie daje nadziei. Szczególnie, gdy dodamy do tego zbiurokratyzowany system, na czele z koszmarnym prawem (chyba wreszcie zostało zmienione),że samotna matka dziecka z niepełnosprawnością, biorąca zasiłek nie może podjąć legalnej pracy. Nieludzkie prawo. Złościłam się na narratorkę, tak bardzo chciałam, żeby się „ogarnęła”, przerwała tę jazdę na dno egzystencji. Bo pewnie sporo było takich momentów, że mogła to zrobić. Niestety, z jakąś niewyobrażalną beztroską, z kompletnym brakiem wyobraźni, wręcz instynktu samozachowawczego, zniszczyła sobie sama życie.
Agatonik - awatar Agatonik
ocenił na81 rok temu
Katar duszy Joanna Bartoń
Katar duszy
Joanna Bartoń
Tytuł książki Joanny Bartoń niesie całkiem sporo interpretacyjnych możliwości, jego pojemność jest wprost nieograniczona, co, jak się przekonujemy, autorka potrafi umiejętnie wykorzystać. Jakie czynniki zainfekowały delikatne jestestwo Anny, zatruwając jej radość życia i utrudniając codzienne funkcjonowanie, przywołując suicydalne myśli, a nawet wyzwalając Annę z depresyjnego stuporu na ten ułamek czasu, w którym mogła spróbować wcielić je w życie. Z początku wydaje się, że mamy do czynienia z prostą, schematyczną powieścią obyczajową, jakich wiele. Stopniowo jednak bohaterka szerzej uchyla nam drzwi do własnego „ja”, przy tym jest nieprawdopodobnie szczera, co zaskakuje, gdyż odsłania przed nami intymną sferę życia, a w dodatku niczego nie retuszuje, ani jednej myśli, czynu czy wyobrażenia. Są one często dość żenujące, prowokacyjne, wręcz rebelianckie. Trudno – ta powieść jest dziennikiem, ile w nim rysu autobiograficznego, jak wiele zaś fantazji… kogo to obchodzi. Całość jest na wskroś autentyczna, możemy bez trudu dopatrzeć się podobieństw, paraleli, elementów żywcem wyjętych z naszego osobistego podwórka, co jeszcze mocniej wiąże nas z całą historią. Anna lada moment przekroczy umowną niełatwą granicę czterdziestki. Znacie powiedzenie „rycząca czterdziestka”? Stan, kiedy usilnie chce się zatrzymać młodość, nie pozwolić wskoczyć czwórce przed zero. Anna mieszka z rodzicami, nie ma dzieci, ani stałego partnera. Ma za to duże libido, które przysparza jej problemów, za sobą próbę samobójczą i pobyt w szpitalu, do tego talent literacki, który rozwija, wydając kolejne książki. A także silną potrzebę uwierzenia w coś, co nada sens jej życiu, będzie motywatorem, strażnikiem, a czasem również plastrem na zaognione rany. Mamy przed sobą kobietę taką, jak my, trochę zagubioną, ale też przekorną, poszukującą spełnienia, ambitną, jednak samotną. Kotwicą, której chwyta się Anna, by nie opaść na ciemne, ponure dno depresji, jest wiara w Boga. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jej poprzednia postawa, jak najdalsza od Boga, a jeszcze dalsza od instytucji go reprezentującej czyli Kościoła, krytyczna, sceptyczna, a nawet wojująca. Czyli nawrócenie, sytuacja jeszcze całkiem niedawno dla Anny niepojęta i niemożliwa. Idąc tym tropem Joanna Bartoń mogła bardzo łatwo zabrnąć w ślepą uliczkę patetyzmu i dydaktyzmu. Byłaby to żałosna porażka. Tymczasem nasza bohaterka, chwytając się mocno wiary, musi jednocześnie ciągle walczyć ze słabościami ducha i ciała, z pokusami, z pożądaniem. Emocje, jakie nią miotają siłą rzeczy udzielają się także nam. Każdy upadek, odstąpienie od zasad, uchwycenie przynęty, okupuje wyrzutami sumienia i oczekiwaniem boskiej kary. Kiedy ojciec ulega koszmarnemu wypadkowi, Anna nie tylko obwinia siebie, ale też urąga niesprawiedliwemu Bogu. Jakież to ludzkie i bliskie wielu z nas, jesteśmy tylko ludźmi, nie ustajemy w wysiłkach poprawy i żalu za błędy, co nie przeszkadza nam ich powtarzać raz po raz. Anna chce być dobrym człowiekiem. Angażuje się spontanicznie w pomoc kobiecie z marginesu, omija z dala żonatych mężczyzn, a przynajmniej usiłuje omijać, bezgranicznie kocha ojca, matkę i siostrę, jednak stale błądzi, ulega i podejmuje pochopne decyzje. Ujmuje nas jej bezwzględna szczerość, wzrusza dreptanie w miejscu, przekonuje naprzemienne rzucanie się w życie i wypisywanie z niego, wycofywanie do skorupy własnego wnętrza, by lizać rany. Lubimy ją za dosadność wyrażania emocji i bezpośredniość połączone z delikatnością i podatnością na zranienie. Jest kobietą z krwi i kości, w której mieszkają pospołu anioł i diabeł, walcząc stale o pierwszeństwo. Poruszono tu jeszcze jedną kwestię, z którą nie spotykamy się na co dzień, gdyż jako czytelnicy jesteśmy zwykle po drugiej stronie i niewiele wiemy o procesie wydawniczym oraz pułapkach czyhających na autorów. Anna przeprowadza nas przez ów labirynt, przez oczekiwania wydawców, marketingowe chwyty, niepewność oczekiwania na czytelników na targach książki, emocje związane z recenzjami ukazującymi się w przestrzeni publicznej. Samo życie. Ciężka praca, konieczność zawarcia kompromisu między ambicją i pisarską intuicją a wymaganiami rynku. Ile procent życia i osobowości Anny da się przełożyć na odautorskie wyznanie – nie wiemy. Możemy się domyślać, że sporo. To kolejna kwestia, nad którą warto się pochylić. Pisarz często odkłada tarczę, odsłania przyłbicę i wystawia się na ciosy otoczenia, czerpiąc pełnymi garściami ze swojej biografii i wrażliwości. Media społecznościowe skróciły dystans między twórcą i odbiorcą, konsekwencje tej bliskiej relacji zasługują na naszą refleksję. „Katar duszy” na wielu poziomach dotyka naszej codzienności, testuje naszą wrażliwość i domaga się uważności. To powieść niepokorna. Już myślimy, że wpadnie w wydeptaną koleinę banału, gdy nagle skręca i wywija koziołka, kopiąc nas w splot słoneczny. Odzwierciedla nasz trudny, człowieczy charakter, pełen komplikacji, niekonsekwencji, pragnień i lęku przed ich realizacją, a także sferę seksualno-emocjonalną, funkcjonującą jakby samoistnie, opierającą się zdrowemu rozsądkowi, dając pierwszeństwo instynktom i tak zwanej „chemii”. Nie rozstrzygamy tutaj jednoznacznie żadnej kwestii, nie oceniamy, nie nadajemy sztywnych kwantyfikatorów problemom tak doniosłym jak eutanazja, zdrada, próba samobójcza, zdrowie psychiczne, relacje pomiędzy kapłanem i wiernymi, pomoc charytatywna czy uczciwość lekarza wobec pacjenta przy informowaniu go i diagnozie i beznadziejnym rokowaniu albo praktykowanie wiary. Każdy z nas ma własne doświadczenia i przemyślenia, one zaś z pewnością nałożą się na powieściową narrację i długo jeszcze będą rezonowały. Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na82 miesiące temu
Wszystkie me daremne żale Miriam Toews
Wszystkie me daremne żale
Miriam Toews
Czytałem opinie innych czytelników i można dostrzec, że opinie są podzielone. Mnie ta książka wciągnęła od pierwszych stron. Jest poruszająca i porywająca. Pomimo iż porusza trudny temat samobójstwa, to nie zawiera nadmiernego dramatyzmu. I ma w sobie pewną lekkość. Zachęciła mnie do sięgnięcia po inne tytuły tej kanadyjskiej pisarki. Dziękuję panu Mariuszowi Gądkowi za tłumaczenie tej książki i wydawnictwu Czarne za jej wydanie. I choć uwielbiam reportaże, to rozumiem dlaczego tak wiele osób lubuje się w powieściach. Przyjemnie jest zanurzyć się, choć na chwilę w rzeczywistości innego człowieka. Człowieka, który początkowo jest nam obcy, ale jeśli powieść jest dobrze napisana, staje się bliższy i bliższy. Kilka cytatów: "Przyjaciółka oznajmiła, że bardzo się o mnie martwi, że to wszystko, przez co przeszłam, musi być okropne i że w jej opinii "śmierć z własnej ręki" to zawsze grzech. Zawsze. Z powodu cierpienia, jakie sprawia żyjącym. Zapytałam ją, co w takim razie z wszystkimi ludźmi cierpiącymi z powodu dupków, którzy żyją. Czy te dupki popełniają grzech, nie kończąc ze sobą?" "Żyć z moją matką to jak żyć z Kubusiem Puchatkiem. Przeżywa mnóstwo przygód, za sprawą swojej prostoduszności pakuje się w przeróżne kłopoty, a wszystkim jej perypetiom towarzyszy zwykle łagodna dawka filozofii." Chciałbym też podzielić się czymś więcej, wiem, że są ludzie, którzy uważają samobójców za egoistów. Nie uważam, żeby samobójstwo było wyjściem i nie pochwalam go. Znam jednak to uczucie niekończącego się bólu, i wiem jak to jest chcieć przestać istnieć, bo ten ból jest nie do wytrzymania, nawet jeśli nie jest fizyczny. Nie wszystkie rany są w końcu dla oka widoczne. Niektórym udaje się, przynajmniej w jakimś stopniu pokonać, na tyle, że mogą żyć i pracować dalej, niektórym nie. Ocenianie jest czymś najprostszym w takim przypadku. Zrozumienie, a przynajmniej brak oceny i choć trochę empatii wymaga wysiłku. Wielka szkoda, że nie każdego na to stać i niektórzy tak łatwo dają sobie prawo do oceniania takich osób.
Blue - awatar Blue
ocenił na72 miesiące temu
Pożałowania godne zwierzę Robin McLean
Pożałowania godne zwierzę
Robin McLean
Zbiór opowiadań Robin McLean, Pożałowania godne zwierzę, to literatura gęsta, duszna i bezlitosna, która osadza się w czytelniku niczym pył na pustyni Nevada. Moja ocena to solidne 7/10 – to proza dla tych, którzy nie boją się literackiego brutalizmu i chcą zajrzeć pod podszewkę cywilizacji. Kontekst i motywy literackie McLean wpisuje się w nurt współczesnego amerykańskiego gotyku i „dark pastoral”, gdzie natura nie jest kojącą idyllą, lecz surowym sędzią. Autorka, mieszkająca na co dzień w izolacji w górach Nevady, przenosi to doświadczenie dzikości na karty książki. Centralnym motywem, jak sugeruje sam tytuł (zaczerpnięty z Szekspira),jest człowiek jako zwierzę – istota odarta z konwenansów, kierowana pierwotnymi instynktami, strachem i agresją. McLean bada granice między moralnością a przetrwaniem, zadając niewygodne pytanie: co z nas zostaje, gdy znikają światła wielkiego miasta? Bohaterowie McLean to ludzie „pomiędzy” – wyrzutkowie, dezerterzy, osoby borykające się z traumą lub po prostu tacy, których życie zepchnęło na margines. W jednym z opowiadań śledzimy losy mordercy uciekającego przez mroźne pustkowia, w innym obserwujemy napięcia w grupie żołnierzy. To postaci nakreślone ostrym rylcem, często niesympatyczne, ale fascynująco autentyczne w swoim zagubieniu. Tłem dla ich zmagań jest amerykański interior: surowy, bezkresny i obojętny na ludzki los. Natura u McLean nie jest dekoracją; to aktywny gracz, który rzuca bohaterom wyzwanie, obnażając ich słabości. Styl i warsztat To, co wyróżnia ten zbiór, to unikalny styl. Autorka operuje krótkimi, rwanymi zdaniami, które budują niesamowite napięcie. Jej język jest szorstki, wręcz fizyczny – czytelnik niemal czuje chłód śniegu i zapach potu. McLean potrafi w jednym akapicie przejść od turpistycznego opisu rzeczywistości do niemal poetyckiej metafory. To sprawia, że lektura jest intensywna, ale też wymagająca; nie da się przez te teksty „przebiec” bez pełnego skupienia. Dlaczego 7/10? Ocena ta wynika z faktu, że choć warsztatowo książka jest niemal bezbłędna, to jej emocjonalna jednostajność może być przytłaczająca. Nagromadzenie mroku, przemocy i nihilizmu sprawia, że czytanie całego zbioru jednym ciągiem bywa męczące. Brakuje tu choćby odrobiny światła, która pozwoliłaby wybrzmieć ciemności jeszcze mocniej. Niektóre opowiadania wydają się też zbyt enigmatyczne, pozostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu informacyjnego. „Człowiek to tylko takie pożałowania godne, nagie, dwunogie zwierzę”. Podsumowując, Pożałowania godne zwierzę to proza wysokiej próby dla koneserów literackiej ekstremy. Robin McLean stworzyła portret ludzkości, który jest równie odrzucający, co fascynujący. To lektura, która boli, ale jednocześnie zachwyca swoją bezkompromisowością i siłą wyrazu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Pod prąd Oleg Serebrian
Pod prąd
Oleg Serebrian
Tym razem trafiła w moje dłonie powieść mołdawskiego pisarza. Pomijając zapewnienia przedstawicielki Wydawnictwa, od której w ciemno kupuję książki, że to wielowątkowa i przejmująca historia z wielkimi wydarzeniami w tle, zdałem sobie sprawę, że jeszcze Mołdawianina ani Mołdawianki nie czytałem. No to hop. Czasy współczesne i wyspa Uznam (i już się „robi ciekawie”, bo z Bukowiny na wyspę to jednak spory kawałek drogi). Przyjeżdża na nią Woldemar Skawronsky, który poszukuje informacji o swoich przodkach, a właściciel jednym – znanym w jego rodzinie, pochodzącym z Bukowiny baronie Aleksie von Randa. A zatem już same nazwiska bohaterów i miejsca, w których "dzieje się akcja” (Berlin, Świnoujście, Estonia i północna Bukowina) podpowiadają, że mamy do czynienia z niezwykłą mieszanką kultur i narodowości. Im głębiej Woldemar wchodzi w opowieść o wuju, tym bardziej powieść staje się zagmatwana. Skoro jednak autor ujawnia, jak skończyła się historia Randy, powstaje pytanie, co musi się wydarzyć, aby powieść wciągnęła? I wówczas Serebian wyciąga asa z rękawa – baron okazuje się genialnym matematykiem, który pracował w owianym złą sławą Peenemünde. Ciągnął się za nim obyczajowy skandal, który w czasach III Rzeszy mógł skończyć się dla niego śmiercią z różowym trójkątem na ramieniu (czyżby nawiązanie do postaci Alana Turinga?). Właśnie wtedy w dłonie Woldemora trafiają dzienniki Randy, a opowieść zaczyna się od nowa. Jest to zatem historia o miłości zakazanej, odkrywaniu własnej tożsamości i duszy „skażonej” geniuszem. Von Randa daje się uwieść nazistom ale – i tu muszę trochę pogrymasić – ten wątek został przez Serebriana potraktowany nieco po macoszemu. Aleks zdaje się nie dostrzegać okrucieństw wojny, i choć nie darzy wojskowych sympatią, zbyt łatwo „daje się namówić” na to, by dla nich pracować. Wiążą się z tym przywileje, to jasne, ale Aleks to nie materialista (choć wychowany w luksusach),raczej marzyciel, wieczny chłopiec. Dodatkowo dzięki wprowadzeniu wątku jego przyjaciela żydowskiego pochodzenia, udało się autorowi „uratować” duszę barona przed ostatecznym czytelniczym potępieniem. Randa zachowuje honor. Wciąż jednak mam wrażenie, że Serebrian „prześlizgnął się” nad motywami, którymi kierował się bohater, by wziąć udział w badaniach nad cudowną bronią szaleńca z wąsikiem. Ale to drobiazg. Wielowymiarową „Pod prąd” czyta się piorunująco szybko. Bo Serebrian potrafi przykuć czytelnika do kart powieści. Jest to zdecydowanie wzruszająca książka o przyjaźni przeradzającej się w miłość, opowiadająca o nostalgicznych zachwytach nad prostotą życia, długich spacerach po wydmach, podczas których obrazy układają się w całość, na twarzy czuć promienie słońca, a głowę wypełnia muzyka Vivaldiego. Gdzieś pobrzmiewa mannowska „Śmierć w Wenecji” – baron to Gustaw von Aschenbach, jest też chłopięcy odpowiednik Tadzia, są plaże i prażące słońce. Polecam! Przekład Radosławy Janowskiej-Lascar, okładka z bzem - Urszula Koza
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na71 miesiąc temu
Z punktu widzenia ziemniaka Filip Zawada
Z punktu widzenia ziemniaka
Filip Zawada
"Jeśli czegoś szukasz to znajdziesz nawet jak tego nie ma" "Kiedy zaczyna brakować rozsądku pozostaje tylko pomylić się" "Rozterki to też może być sposób na życie" "Nie musisz nic kończyć. Inni to zrobią za Ciebie". To tylko nieliczne z wielu, wielu przemyśleń Ziemniaka - głównego bohatera tej książki. "Z punktu widzenia Ziemniaka" to książka o rysunkowym Ziemniaku. Książka ma bardzo ciekawą firmę, bo nie jest zwykłym albumem z rysunkami. Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza to krótkie historyjki "z życia wzięte" z rozmów autora ze swoim dzieckiem. Z tych historyjek dowiemy się, jak powstał proces tworzenia Ziemniaka, skąd wziął się na niego pomysł i jak z rysunków tworzonych "do szuflady" stały się popularne i częścią tej książki. Historyjki są krótkie i nie ma ich za wiele, ale i tak możemy być świadkami nie tylko ciekawych rozmów dorosłego z dzieckiem, które jest na etapie poznawania świata i zadawania mnóstwa pytań, ale także procesu powstawania Ziemniaka. Druga część to już strefa Ziemniaka. Znaczną część książki zajmują rysunki przedstawiające tytułowego Ziemniaka, a do tych rysunków dołączone są jego przemyślenia. Rysunki są proste, czasami zabawnie przedstawiają naszego głównego bohatera, ale tą prostotą przyciąga uwagę. Autor za pomocą Ziemniaka porusza wbrew pozorom wiele ważnych tematów. Nie jest to tylko "Zabawne rysunkowe warzywo". Autor za pomocą tych rysunków i krótkich tekstów, które je uzupełniają, nawiązuje do zwykłej ludzkiej codzienności. Te krótkie teksty mówią o ludziach i ich problemach, o miłości, o marzeniach i wiele podobnych. Z tymi tekstami można utożsamiać się mniej lub bardziej, ale skłaniają nawet do chwilowej refleksji. Książka zdecydowanie do przeczytania na jeden raz, ponieważ nie ma za dużo tekstu. Jest inna niż wszystkie, które do tej pory czytałam, ale zdecydowanie można zwrócić na nią uwagę. Takie rysunkowe treści zapadają w pamięci i na pewno są przyjemne w odbiorze, nawet jeśli poruszają różnorodne temat, a bohater składa się jedynie z kilku kresek. Te kilka kresek zasłużenie przeniosły się z lodówki autora do szerszej publiczności.
Papierowa_ksiazka - awatar Papierowa_ksiazka
oceniła na78 miesięcy temu

Cytaty z książki Niebożęta

Więcej
Urszula Stokłosa Niebożęta Zobacz więcej
Więcej