Najdłuższa podróż

Okładka książki Najdłuższa podróż autora Oksana Zabużko, 9788326841279
Okładka książki Najdłuższa podróż
Oksana Zabużko Wydawnictwo: Agora literatura piękna
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Найдовша подорож
Data wydania:
2023-01-25
Data 1. wyd. pol.:
2023-01-25
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788326841279
Tłumacz:
Katarzyna Kotyńska
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Najdłuższa podróż w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Najdłuższa podróż



książek na półce przeczytane 1604 napisanych opinii 1503

Oceny książki Najdłuższa podróż

Średnia ocen
7,5 / 10
137 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Najdłuższa podróż

avatar
1525
1500

Na półkach:

Ten celny esej, stworzony w Polsce przez ukraińską pisarkę “na gorąco” - zaraz po agresji raszystów w 2022 r., polecałbym licznym rodakom, w dużej części opętanym ruską narracją, czy raczej: jej uległym…

Ale też i nie mam złudzeń, by ta, bądź co bądź dość łopatologiczna pozycja, dotarła do zaczadzonych milionem bredni na tematy ukraińskie. A szkoda…

Szkoda, bo to w zasadzie wyczerpujące, acz pobieżne, kompendium tematu, poczynając od początku, czyli od pierwszej “wewnętrznej” agresji Rosji w Krymie i Donbasie w 2014 r. (a sięgające i jeszcze wcześniej).

Rzecz opisana nie językiem nudnego politologicznego wykładu, tylko wspaniałym literackim stylem, miejscami wręcz poetyckim i z prawdziwie historiozoficznym rozmachem.

Ktoś, kto nie wie niczego o historii Ukrainy, pozna tu najważniejsze fakty, choć cała rzecz wydała mi się skierowana raczej do odbiorców Zachodu. Oczytany polski czytelnik, obserwator wydarzeń ostatnich kilkunastu lat, w zasadzie ma tę wiedzę, jaką tu Zabużko przekazuje. Choć i ja - po studiach historycznych, od dawna zafascynowany Ukrainą, krajem najbliższym nam pod każdym niemal względem - co nieco się dowiedziałem…

Autorka, co w pełni zrozumiałe, nie kryje emocji, tych zdrowych. Raczej tu żal, że świat nie chce czy nie potrafi przynajmniej zrozumieć ukraińskiego punktu widzenia wobec obawy przed cieniem Kremla, z ignorancją co do istoty “wiecznej Rosji” połączoną, co dominuje nad wszystkim…

Analizując historię, Zabużko sięga głębiej, nie cofając się i przed takimi ocenami: “Znamy cenę tego spróchniałego zombie-potwora: to my (nasi przodkowie) swego czasu, na złość Polsce i Turcji, ulepiliśmy go i postawiliśmy na nogi, a potem jeszcze przez wieki dokarmialiśmy własną siłą - najpierw dobrowolnie, a potem pod przymusem, bo we wszelkie sojusze z Moskwą łatwiej wejść, niż z nich wyjść, zgodnie z zasadami grup kryminalnych”.

“To ukraińskie kozactwo budowało sławę rosyjskiej armii jako niezwyciężonej w wyprawach tureckich (...) i od tamtej pory szkielet tej armii - korpus oficerski niższego i średniego szczebla - czy to za carów, czy to za bolszewików, trzymał się na Ukraińcach właśnie, bo walczyć nasi zawsze potrafili”.

A zarazem z jednego wynika drugie: “Rosjanie to tak naprawdę nie naród, tylko, zgodnie z trafnym określeniem Astolphe'a de Custina, więzienie narodów: państwo-garnizon, gdzie służba w wojsku nigdy szczególnie nie różniła się od kary więzienia”.

“Cała rosyjska tradycja kulturowa trzech ostatnich stuleci starannie, z pokolenia na pokolenie, pracowała nad przywłaszczeniem sobie Ukrainy – jej historii, jej kultury, a nawet jej narodu”. W tym kontekście Autorka obok Putina słusznie, niestety, przypomina – “w przeciwieństwie do niego nawet całkiem utalentowanych” – Michaiła Bułhakowa i Josifa Brodskiego”. Podkreśla też, że w 1863 roku zakazano druków w języku ukraińskim a +ukrainofilstwo+ nieco później stało się przestępstwem”.

Zasadny jest także zarzut wobec jak zawsze wszystkowiedzącej Europy: “Na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku duzi, dorośli panowie nieostrożnie wykreślili nas z listy Heglowskich +narodów historycznych+”.

Bardzo tu precyzyjnie pokazane przeistoczenie się Związku Sowieckiego w rzekomo inny kraj, czyli Rosję, czy jak to wtedy zwali: Wspólnotę Niepodległych Państw (niezłe to autoszyderstwo)…

“Partia komunistyczna stała się kozłem ofiarnym, którego skupione wokół KGB elity chętnie złożyły na ołtarzu - ściągnęła ona na siebie całą nienawiść ludu i całe historyczne zło, które dzięki temu samoczynnie ulokowało się w przeszłości - a tak zwane organa, które właśnie były instytucją bezpośrednio odpowiedzialną za zbrodnie radzieckiego totalitaryzmu, mogły znów, jak za Stalina, paradować w nimbie rycerzy porządku i sprawiedliwości”.

Autorka przypomina że 23 dni przed ogłoszeniem niepodległości przez Ukrainę (w 1991 roku) George Bush senior pouczał w Kijowie parlament jeszcze sowieckiej Ukrainy, że musi ona podążać ku wolności w ślad za przyszłą odnowioną Rosją, nie odstępując jej ani na krok. “Niech się dziecko cieszy, tylko broń jądrową ma oddać dorosłym, jeśli nie chce, żeby dorośli pogrozili mu paluszkiem”.

“Tym samym: rozpad ZSRR był - i wciąż pozostaje – przypadkowym ekscesem, przykrym błędem, który wyskoczył w procesie przekazywania władzy i który łatwo będzie naprawić, jak nie dziś to jutro, jak tylko zdarzy się wolna chwila”.

Według autorki stało się to podczas przewrotu w 1993 roku: “Jelcyn stał się takim tresowanym misiem, jakim w 2014 roku miał się stać Janukowycz, gdyby udało mu się rozpędzić Majdan”. “A rosyjskie służby specjalne przejęły monopol na władzę, zamierzając nigdy więcej jej już nie oddać”.

Zabużko podkreśla też, że całą przestrzeń informacyjną Ukrainy Rosja przejęła jeszcze w latach 90. - telewizję, rynek książek i prasę. Tłumaczy to tak: “Ograniczaliśmy się, niczym wypuszczeni z więzienia, do minimalnych oczekiwań osoby poturbowanej: żeby państwo zostawiło nas spokoju – a resztą to już zajmiemy się sami. Nasze media przechodziły na rosyjski i coraz częściej wybrzmiewała teza o +wspólnej przestrzeni kulturalnej+ – wypełnianej rosyjskimi serialami ku czci gliniarzy i czekistów i
wulgarną rozrywką upichconą przez moskiewskich producentów”.

Do tego dochodził rozpowszechnianie mitu, że: “Tuż za rogatkami Unii Europejskiej dojrzewa jakaś groźna +biała Somalia+, którą, rzecz jasna w imię bezpieczeństwa międzynarodowego, powinna się zaopiekować Rosja. Włożenie tego ludziom do głów nie było takie proste po tym, jak cały świat zachwycał się naszym niewiarygodnie pięknym pomarańczowym majdanem, na którym przez dwa miesiące kilkumilionowy tłum nie stłukł ani jednej szyby, i nawet przestępczość spadła w mieście dziesięciokrotnie – ale jak pokazały w 2014 roku reakcje wspólnoty międzynarodowej na +ukraiński kryzys+ Rosja poradziła sobie z tym zadaniem. Nawet nie chcę myśleć ile taka +operacja specjalna+ mogła kosztować w przeliczeniu na rosyjskie niewyasfaltowane drogi i niezgazyfikowane miasta”.

Bardzo tu wiele m. in. o tym, jak skutecznie rosyjska propaganda przygotowywała wojnę w 2022 roku, pod względem "nadbudowy" - choć nie "bazy", bo tu dramat - czyli w agresji propagandowej i działań FSB.

“Jednak tu wszystko jak u Czechowa – jeśli w pierwszym akcie na scenie wisi strzelba, to przed piątym aktem musi wypalić (...) – i oto wreszcie strzelba wypaliła”.

“W rosyjskiej świadomości masa +tłum+, figuruje wyłącznie jako siła negatywna niszcząca: skoro protestuje +sama+, bez nadzoru policji i +dziesiętników+ – to zwyczajnie musi rozbijać witryny, palić samochody i ciągnąć ze sklepów naręcza zrabowanego dobra mniej więcej tak, jak zachowują się teraz w supermarketach w okupowanych ukraińskich wsiach rosyjscy sołdaci. Rosyjska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego doskonale odnalazła się w roli +duchowego departamentu+ Kremla”.

“Jak z oburzeniem krzyczała matka rosyjskiego żołnierza, który skarżył się jej z Ukrainy na ostrzał ze strony zbrojnych sił Ukrainy: +Was na 'oczyszczanie terenu' posyłali, a nie na wojnę!+”.

“Oto czym jest ta wojna: tęsknotą zwapniałego mózgu obumarłej, niezdolnej do rozwoju formy historycznej – za własną młodością. Płacz głodnego wampira, któremu odcięto dopływ świeżej krwi, pretensje potwora Frankensteina do jego twórcy: jak to tak ,ty beze mnie możesz istnieć, a ja bez ciebie nie...?”.

“W wersji na eksport ta technologia zadziałała doskonale. W Europie mit +rozdartej Ukrainy+ zdążył do 2014 roku wyprzeć wszelką inną o niej wiedzę (w której i tak nie było dużo). Można było do utraty głosu opowiadać, że w kraju, w którym niemal dwie trzecie ludności wskazuje ukraiński jako swój język ojczysty, a ponad dwie trzecie periodyków ukazuje się wręcz przeciwnie, po rosyjsku, dyskryminowana jest właśnie ta ukraińskojęzyczna większość. Suchy prowiant dla rosyjskich +oddziałów pokojowych+ przygotowano w ilościach prawdziwie przemysłowych: w lutym 2022 roku Rosjanie z nim właśnie weszli do Ukrainy, wyprodukowanym w 2014, z terminem przydatności 1 rok”.

Podoba mi się ta duma, narodowa duma, gdy Zabużko podkreśla: “Ziścił się ten wers hymnu narodowego, w którym sto pięćdziesiąt lat temu obiecaliśmy +pokazać+ komuś nieokreślonemu, +że jesteśmy bracia, z kozackiego rodu+: udowodniliśmy, pokazaliśmy ku największemu chyba własnemu zdziwieniu”.

A ja przypominam, nie bez satysfakcji, że po niecałych 4 latach od napaści z 22 czerwca 1941 r., Sowiety już były w Berlinie… Oto kontekst prawdziwej klęski Putina w Ukrainie - z Kozakami nie wygra, a to i nasza korzyść; widzi to jasno, kto nie stracił wzroku, zaślepiony.

Jednym z najważniejszych czynników przebudzenia Ukraińców jest oddolny charakter zjawiska. “I tak musi to kiedyś zostać zapisane w podręcznikach: decyzja, że Ukraina będzie się bronić, przyszła +z dołu+, jako wynik praktycznego plebiscytu. Dla władz kraju był to tylko test na słuch polityczny – kto +nie dosłyszał+, wypadł z procesu politycznego”.

Wszystkie swe argumenty Zabużko słusznie uznaje za kwestię "innego poziomu rozwoju cywilizacyjnego" Rosji i Ukrainy”. I jedno z setek uzasadnień tej różnicy:
“Wydajność na najlepszych na świecie czarnoziemów Ukrainy była siedmiokrotnie wyższa niż za czasów Sowietów. Wolność jest siedmiokrotnie bardziej wydajna niż niewolnictwo” .

Wydaje się, że Europa - jak zawsze w strachu przed Niedźwiedziem Północy - niczego nie może pojąć. “Pamiętam, jak wzdrygnął się niegdyś pierwszy niemiecki dziennikarz, któremu powiedziałam w wywiadzie, że oficer KGB rządzący Rosją to tak, jakby oficer Gestapo stał na czele Niemiec: czyli, upewnił się wstrząśnięty, tak mam napisać?– ale ostatecznie nie napisał”.

“Już po raz trzeci (sic!) w ciągu ostatnich 20 lat jestem świadkiem, jak Zachód +odkrywa dla siebie Ukrainę+. W 2004 po pomarańczowej rewolucji, w 2014 po Euromajdanie i w 2022 – po 24 lutego, kiedy Ukraina po raz trzeci w tym stuleciu burzy Kremlowi scenariusz jej ponownego wzięcia pańszczyźnianą niewolę. (...) I za każdym razem zachodni eksperci nie omieszkają ze świeżą siłą się nim zadziwić, i to tymi samymi słowami, jak to bywa przy zaburzeniach pamięci krótkotrwałej: Patrzcie, kto by pomyślał, Ukraińcy to dorosły naród! mają społeczeństwo obywatelskie! są gotowi walczyć o własną wolność! patrzcie, oni walczą! och, to niesamowite, oni zwyciężają!”. Oto gorzka istota stosunku świata do walczącej Ukrainy….

Czyż nie i naszego? Może dlatego parę słów prawdy kieruje Autorka i do nas. “Dla Polaków, którzy przyjęli ponad 3 miliony ukraińskich uchodźców, to nie jest już "cudza wojna", jak przez poprzednie 8 lat – teraz dotyka ona całego polskiego społeczeństwa na głębokość historycznie całkiem nieodległej, jeszcze niezagojonej traumy zbiorowej”.

“Spośród wszystkich krajów świata nigdzie nie mogliby nas zrozumieć lepiej: w lustrze naszej wojny Polacy na nowo rozpoznają siebie, jak ja w lustrze hotelowej łazienki”. Obawiam się tylko, że to już przeszłość, spłynęło po nas - “jak woda po kaczce”....

I jeszcze trafna uwaga wobec narzekających na “Ruskich” w tramwaju czy na ulicach, jakby niektórzy do dziś nie byli w stanie pojąć, że można być rosyjskojęzycznym, a mieć świadomość ukraińską i antyrosyjską. “Żeby odróżnić po rosyjskiej wymowie Ukraińca od Rosjanina, trzeba być jednym albo drugim, inni tej różnicy nie wychwycą, nawet Polacy jej nie słyszą”.

PS Nie zauważyłem, by Zabużko popełniła szkaradny grzech autopromocji. Jeśli już, to - ze zrozumiałymi emocjami - promuje dzielnie walczący w samoobronie własny kraj, co niegdyś było także i udziałem Polski.

Szczęśliwie dla nas, nie ma tu nic o “szantażu Wołyniem”, czyli żądaniu przeprosin jako rzekomego warunku wszystkiego z naszej strony, choć prezydent Poroszenko już w 2014 roku prosił o przebaczenie i w Sejmie, i przed Pomnikiem Ofiar Wołynia w Warszawie. Jakimś trafem temat nie był wtedy w polskich mediach przesadnie nagłośniony. W efekcie kompletnie nie zaistniał w polskiej świadomości. BTW: ciekawe dlaczego komuna nagłośniła gest Brandta z 1970 r., ukrywając za to skrzętnie, co w sumie zrozumiałe dwa lata po Marcu, przed którym to pomnikiem ukląkł….

Ten celny esej, stworzony w Polsce przez ukraińską pisarkę “na gorąco” - zaraz po agresji raszystów w 2022 r., polecałbym licznym rodakom, w dużej części opętanym ruską narracją, czy raczej: jej uległym…

Ale też i nie mam złudzeń, by ta, bądź co bądź dość łopatologiczna pozycja, dotarła do zaczadzonych milionem bredni na tematy ukraińskie. A szkoda…

Szkoda, bo to w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
16709
3139

Na półkach: ,

Powieść Oksany Zabużko, Najdłuższa podróż, to literackie arcydzieło, które wymyka się prostym definicjom gatunkowym, stanowiąc skrzyżowanie intymnego eseju, historycznej analizy i żarliwego manifestu. Moja ocena to zasłużone 8/10 – to książka, która nie tylko informuje, ale przede wszystkim wstrząsa sumieniem czytelnika, zmuszając do przewartościowania wszystkiego, co wiemy o Europie Wschodniej. Zabużko, dysponująca jednym z najpotężniejszych głosów współczesnej literatury ukraińskiej, stworzyła dzieło o ogromnej sile rażenia, w którym erudycja spotyka się z czystą, ludzką pasją.

Poetyckość: Język jako oręż
Największym atutem tej publikacji jest jej niesłychana poetyckość. Zabużko nie pisze suchym językiem faktograficznym; ona maluje słowem, budując gęste, wielopiętrowe zdania, które wciągają czytelnika niczym nurt wezbranej rzeki. Jej styl jest nasycony metaforami, które tną rzeczywistość z chirurgiczną precyzją. Autorka potrafi w jednym akapicie przejść od intymnego wspomnienia o zapachu domu, do monumentalnej metafory losów całego narodu.

Ta poetyckość nie służy jednak estetyzacji cierpienia, lecz jest jedynym sposobem, by oddać niewyrażalne. Zabużko operuje rytmem i barwą języka w sposób, który sprawia, że nawet najbardziej bolesne fragmenty o wojnie i zniszczeniu nabierają wymiaru tragicznego piękna. To proza zmysłowa – niemal czujemy chłód schronów i pył obracanych w gruzy miast. Język staje się tutaj narzędziem oporu przeciwko zapomnieniu i dehumanizacji.

Fabuła: Podróż przez czas i traumę
Choć Najdłuższa podróż nie posiada klasycznej fabuły opartej na linearnym ciągu zdarzeń, jej struktura narracyjna jest przemyślana i niezwykle wciągająca. Tytułowa podróż to nie tylko fizyczne przemieszczanie się autorki w obliczu wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 roku, ale przede wszystkim intelektualna i duchowa wyprawa w głąb wieków. Zabużko splata wątki autobiograficzne z szeroką panoramą historyczną, pokazując, że obecna tragedia jest tylko kolejnym rozdziałem w długiej historii rosyjskiego imperializmu.

Fabuła tej książki to proces odkrywania przyczyn. Autorka prowadzi nas przez labirynty ukraińskiej tożsamości, analizuje błędy Zachodu i obnaża mechanizmy manipulacji, które doprowadziły do punktu, w którym się znaleźliśmy. To "podróż" od osobistego szoku i niedowierzania, przez gniew, aż po głęboką, analityczną refleksję nad naturą zła i wolności. Dynamika tekstu wynika z napięcia między tym, co dzieje się „tu i teraz” – na froncie i w sercu uchodźczyni – a tym, co zapisane w genach i literaturze narodowej.

Dlaczego 8/10?
Ocena osiem odzwierciedla mój ogromny podziw dla intelektualnej odwagi Zabużko. Autorka nie boi się trudnych pytań i nie szuka łatwych pocieszeń. Jej diagnozy są ostre jak brzytwa, a sposób, w jaki łączy kulturę wysoką z brutalną rzeczywistością wojenną, jest mistrzowski. Dlaczego nie pełna dziesiątka? Momentami gęstość wywodu i specyficzny, "zabużkowski" styl długich, dygresyjnych zdań mogą być dla czytelnika wyzwaniem, wymagającym wielokrotnego powracania do tej samej strony, by w pełni uchwycić sens myśli. To literatura, która nie daje się „skonsumować” szybko; ona żąda od nas wysiłku.

Najdłuższa podróż to jedna z najważniejszych książek naszych czasów. Oksana Zabużko udowadnia, że literatura jest w stanie nazwać to, co polityka jedynie opisuje. To rzetelny, bolesny i przepięknie napisany portret narodu, który odmawia zejścia ze sceny historii. To lektura, która zmienia optykę i zostaje w czytelniku na zawsze

Powieść Oksany Zabużko, Najdłuższa podróż, to literackie arcydzieło, które wymyka się prostym definicjom gatunkowym, stanowiąc skrzyżowanie intymnego eseju, historycznej analizy i żarliwego manifestu. Moja ocena to zasłużone 8/10 – to książka, która nie tylko informuje, ale przede wszystkim wstrząsa sumieniem czytelnika, zmuszając do przewartościowania wszystkiego, co wiemy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
88
79

Na półkach: ,

Z wielką przyjemnością i pożytkiem przeczytałem „Najdłuższą podróż”. Ten zbiorek składa się z trzech esejów – trzech etapów podróży w głąb dziejów stosunków ukraińsko-rosyjskich. Etap pierwszy to sprawozdanie z okoliczności wybuchu pełnoskalowej wojny z Rosją w lutym 2022 r.; drugi etap to historia Ukrainy od przyjęcia w sierpniu 1991 r. przez parlament deklaracji niepodległości; trzeci etap to losy relacji między Kijowem a Moskwą od ugody perejasławskiej w 1654 r. Zabużko w swoich rozważaniach posługuje się pojęciem połudy. Połuda to rodzaj czaru rzucanego na oczy bohaterów ukraińskich baśni, sprawiającego, że widzą oni rzeczywistość nie taką, jaka ona jest, tylko taką, jaką każą im widzieć czarcie moce. Rosyjska połuda wciąż rządzi w przestrzeni informacyjnej globalnej wioski. Jej ofiarami jest międzynarodowa opinia publiczna wraz ze swoimi elitami. Jest coś perwersyjnego w przenikliwości politycznej tej urodziwej kobiety, rozstawiającej po kątach guru kampusów akademickich, choćby – z jednej strony – Chomsky’ego, a – z drugiej Mearsheimera.

Z wielką przyjemnością i pożytkiem przeczytałem „Najdłuższą podróż”. Ten zbiorek składa się z trzech esejów – trzech etapów podróży w głąb dziejów stosunków ukraińsko-rosyjskich. Etap pierwszy to sprawozdanie z okoliczności wybuchu pełnoskalowej wojny z Rosją w lutym 2022 r.; drugi etap to historia Ukrainy od przyjęcia w sierpniu 1991 r. przez parlament deklaracji...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

348 użytkowników ma tytuł Najdłuższa podróż na półkach głównych
  • 183
  • 165
55 użytkowników ma tytuł Najdłuższa podróż na półkach dodatkowych
  • 23
  • 14
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili Chimamanda Ngozi Adichie, Margaret Atwood, Ingeborg Bachmann, Lucia Berlin, Dino Buzzati, Radka Denemarková, Tove Jansson, Han Kang, Selma Lagerlöf, Clarice Lispector, Sándor Márai, Herta Müller, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, Cora Sandel, Agnieszka Szpila, Ludmiła Ulicka, Virginia Woolf, Xi Xi, Marguerite Yourcenar, Oksana Zabużko
Ocena 6,8
Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili Chimamanda Ngozi Adichie, Margaret Atwood, Ingeborg Bachmann, Lucia Berlin, Dino Buzzati, Radka Denemarková, Tove Jansson, Han Kang, Selma Lagerlöf, Clarice Lispector, Sándor Márai, Herta Müller, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, Cora Sandel, Agnieszka Szpila, Ludmiła Ulicka, Virginia Woolf, Xi Xi, Marguerite Yourcenar, Oksana Zabużko
Oksana Zabużko
Oksana Zabużko
Ukraińska pisarka, poetka i eseistka. Uzyskała tytuł doktora filozofii na Uniwersytecie Kijowskim (1987). Wykładała filologię ukraińską na uniwersytetach w USA. Na stałe mieszka w Kijowie. Największą sławę przyniosła jej powieść Badania terenowe nad ukraińskim seksem, wydana w 1996 i przetłumaczone na węgierski, czeski, niemiecki, francuski, a w 2003 roku na polski.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ñameryka Martín Caparrós
Ñameryka
Martín Caparrós
Opus magnum Martina Caparrosa. Przegląd w formie mikroreportaży i mikrowywiadów z rozmaitymi osobami żyjącymi w państwach reprezentujacych hiszpańskojęzyczną Amerykę (Południową, Środkową i Miami). Każdy opis kraju zawiera ponadto obszerny rys historyczny i jeszcze obszerniejszą analizę socjologiczną. Kopalnia informacji o regionie, który większość z czytelników zna jedynie z wyjazdów turystycznych. Mamy oto prezentację wszystkich po kolei państw, którą zaczyna się od mikro-wywiadów. Rozmów z osobami z jak najszerszych kręgów społecznych. Profesor, kierowca, przemytnik, starsza pani, prostytutka, gangster, żebrak, bankier, robotnik, bezrobotny, ofiara, kat….. Te mikro-wywiady oczywiście nie dają kompletnego przekroju społecznego kolejnych regionów, ale rozpiętość punktów widzenia jest zaiste imponująca. Na końcu odzywa się sam Caparos, opowiadając ogólnie, co wie o historii, gospodarce, dziejach politycznych czy perspektywach poszczególnych krajów. Te eseje są z tego wszystkiego najsłabszą częścią reportażu, głównie z powodu ich rozwlekłości i przeładowania faktami trudnymi do spamiętania. Ale wywiady! To naprawdę mistrzostwo świata, taka metoda ukazania problemów społecznych na przykładach problemów pojedynczego człowieka. Od szczegółu do uogólnienia! Od człowieka do zarysu problematyki społecznej! Jeszcze nie spotkałam się z tak ciekawą metodą pisania reportażu, polegająca na odsłonięciu wprost „kuchni” reportażysty. Każdy kraj jest inny i ma nieco inne problemy. Wspólną ich cechą jest jednak nadmierna dominacja potężnego sąsiada z północy, drapieżnego kapitału i przemocowego państwa, które wspiera interesy swoich obywateli, traktując Amerykę Łacińską jako jedną wielką kolonię.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na929 dni temu
Siedem opadłych piór. Rasizm, śmierć i brutalne prawdy o Kanadzie Tanya Talaga
Siedem opadłych piór. Rasizm, śmierć i brutalne prawdy o Kanadzie
Tanya Talaga
Tanya Talaga jest kanadyjską dziennikarką śledczą pracującą w „The Toronto Star”. W 2015 roku wraz ze swoim zespołem zdobyła nagrodę National Newspaper Award za serię tekstów o zaginionych oraz zamordowanych rdzennych kobietach i dziewczętach. Los rdzennych mieszkańców Kanady nazywanych ludnością Pierwszych Narodów (First Nations) nie jest dziennikarce obojętny, gdyż jej rodzina od strony matki należy do tej społeczności. Babcia dziennikarki doświadczyła koszmaru przymusowego uczęszczania do szkoły rezydencjalnej oddalonej o setki kilometrów od rodzinnego domu. Autorka tego oskarżycielskiego reportażu wychowywała się i dorastała w rezerwacie. Ciekawostką jest polskie nazwisko, które nosi. Tanya Talaga jest córką Polaka i rdzennej Kanadyjki. Sytuacja Indian kanadyjskich jest niestety niełatwa o czym można się przekonać czytając „Siedem opadłych piór. Rasizm, śmierć i brutalne prawdy o Kanadzie”. W podtytule znajdują się mocne zarzuty wobec rządu Kanady oraz białych Kanadyjczyków, ale każdy, kto przeczyta ten bardzo profesjonalnie napisany reportaż przyzna, że te określenia są w pełni uzasadnione. Impulsem do napisania książki była seria niewyjaśnionych przez policję śmierci nastolatków pochodzących ze społeczności Indian i uczęszczających do szkoły w Thunder Bay. W latach 2000–2011 większość ofiar utonęła, a ponieważ w ich organizmach na ogół wykrywano alkohol policja umarzała sprawy, traktując je jako nieszczęśliwe wypadki. Jednak, gdy opiekunowie zgłaszali zaginięcia dzieci, policja rozpoczynała poszukiwania dopiero po trzech dniach od zawiadomienia. Ponieważ policja wyraźnie bagatelizuje te tragiczne śmierci mnożą się pytania i wątpliwości. Nie sposób nie zastanawiać się dlaczego te dzieci sięgają po używki? Wyrwane ze swoich macierzystych habitatów, narażone na przemoc i rasistowskie ataki, pozbawione wzorców, autorytetów i emocjonalnego wsparcia, często nie potrafią się odnaleźć w miejskiej dżungli i są łatwym łupem dla handlarzy śmiercią. Tytuł reportażu nawiązuje do obrazu, który znany malarz, wywodzący się z jednego z rdzennych plemion, poświęcił pierwszym siedmiorgu zmarłym nastolatkom. Kopia obrazu umieszczona została na okładce książki. Autorka nie skupia się jednak tylko na wspomnianych utonięciach, ale cofając się do XIXw. wprowadza czytelników w działania białych mieszkańców Kanady i uchwalanych przez kolejne rządy systemowych uregulowań legislacyjnych, które w majestacie prawa stały się narzędziami do represjonowania rdzennych mieszkańców tego państwa. Wyobraźmy sobie rodziny, którym zabierano dzieci siłą, po to by wychować je zgodnie z koncepcją edukacyjną białych. Kultura rdzennych mieszkańców nie cieszyła się poważaniem, również języki Pierwszych Narodów nie były uważane za godne zachowania. Zamykanie Indian kanadyjskich w rezerwatach nie było jedynym przejawem rasizmu. Współcześnie stosowane są bardziej wysublimowane metody a jedną ze skuteczniejszych jest ograniczanie rdzennej ludności dostępu do nowoczesnej edukacji, nowoczesnego leczenia i innych osiągnięć cywilizacyjnych. Tanya Talaga pisze mi.in. o szkołach, w których kształcono dzieci dosłownie przymusowo wyrwane z domów rodzinnych. Umieszczano je w tzw. szkołach rezydencjalnych, w których spotykały się z przemocą, rasizmem, nadużyciami seksualnymi. W sześciu placówkach tego typu prowadzono na dzieciach eksperymenty głodowe bez wiedzy i zgody ich rodziców. Dzieci utrzymywano w stanie niedożywienia, a następnie karmiono jedzeniem z eksperymentalnymi dodatkami i obserwowano reakcje organizmu. Przez sto trzydzieści lat kolejne pokolenia rdzennych dzieci zaznawały w tym systemie oświaty wiele cierpienia. Efektem tego jest międzypokoleniowa trauma i epidemia samobójstw wśród nieletnich. Trudno uwierzyć, że ostatnią taką placówkę zamknięto w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Dzięki tej książce widzimy, że polityka kolonialna kolejnych rządów Kanady skutecznie przyczyniała się do zagłady tubylców, co autorka bez ogródek nazywa ludobójstwem kulturowym. Czytelnik może dowiedzieć się także jak współcześnie wygląda sytuacja rdzennych mieszkańców tego kraju. Z jakimi problemami się zmagają i z jakimi ograniczeniami wciąż muszą się liczyć. Choć obecny rząd deklaruje dobrą wolę i wielokrotnie zapowiadał poprawę sytuacji, to na ogół kończyło się na deklaracjach. Konieczne są działania oddolne społeczności First Nations oraz nagłaśnianie problemu na arenie międzynarodowej tak, aby społeczność międzynarodowa wywierała presję na rządy Kanady i kontrolowała przestrzeganie praw człowieka w tym kraju. Dla mnie bardzo bulwersujące były opisywane przez Tanye Talagę codzienne okrucieństwa zwykłych ludzi wobec Indian np.: wciąganie młodych kobiet do samochodów w środku miasta, w biały dzień, wywożenie ich do lasu i zbiorowe gwałcenie albo obrzucanie Indian śmieciami wyrzucanymi z pędzących samochodów, wyzywanie czy rzucanie w idących chodnikiem ludzi ciężkimi przedmiotami np. hakami holowniczymi. Niestety w tym kraju istnieje na takie akty barbarzyństwa przyzwolenie. Ofiary boją się odwetu i nie zgłaszają tego typu ekscesów na policję. A jeśli zgłoszą, policja sprawy umarza z powodu niewykrycia sprawców, których wcale nawet nie próbuje odnaleźć i ukarać. Warto przeczytać ten poruszający i przerażający reportaż, który pokazuje Kanadę w zupełnie nowym, zaskakującym świetle. WYZWANIE CZYTELNICZE - SIERPIEŃ 2025 - PRZECZYTAM KSIĄŻKĘ Z LICZBĄ W TYTULE. (3)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na107 miesięcy temu
Plon Tara June Winch
Plon
Tara June Winch
Bohaterowie to członkowie rodziny Gondiwindi, należącej do rdzennej ludności Australii, których losy splatają się wokół postaci zmarłego nestora rodu, Alberta „Maku” Gondiwindi. To on, przeczuwając nadchodzący koniec, postanawia spisać słownik swojego języka, wiradjuri, by ocalić od zapomnienia nie tylko słowa, ale całą historię i tożsamość swojego ludu. Główną bohaterką jest jego wnuczka, August, która po latach spędzonych na emigracji w Europie powraca do rodzinnego miasteczka na pogrzeb dziadka. Fabuła „Plonu” Tary June Winch to wielowarstwowa, bolesna i zarazem uzdrawiająca podróż przez pokoleniowe traumy, kolonialną przemoc oraz walkę o ziemię, którą chciwe korporacje próbują odebrać prawowitym właścicielom. Moja ocena tej książki to solidne 7/10. Szybki werdykt brzmi: to przejmująca i literacko wysmakowana opowieść o tym, że język jest ostatnim szańcem wolności, a jego odzyskanie to jedyny sposób na scalenie rozbitej duszy narodu. Tara June Winch napisała powieść ważną, która w równej mierze jest rodzinną sagą, co politycznym manifestem ubranym w szaty pięknej prozy. Największym atutem książki jest jej unikalna struktura. Autorka przeplata współczesną narrację o August z rozdziałami słownika wiradjuri tworzonego przez dziadka Alberta oraz listami misjonarza z początku XX wieku. Ta mozaika pozwala czytelnikowi zrozumieć, że język nie jest tylko narzędziem komunikacji, ale naczyniem przechowującym duchowość, historię i relację z ziemią. Słowa w „Plonie” mają wagę fizyczną – bolą, gdy są odbierane, i leczą, gdy wracają do ust prawowitych spadkobierców. Tożsamość i dziedzictwo: Winch z ogromną wrażliwością opisuje poczucie wykorzenienia August i jej powolne wrastanie z powrotem w kulturę przodków. Krytyka kolonializmu: Listy wielebnego Greenleafa stanowią fascynujące, choć przerażające świadectwo „dobrych chęci”, które niszczyły rdzenne społeczności skuteczniej niż otwarta przemoc. Związek z naturą: Opisy australijskiego krajobrazu są nasycone metafizyką – ziemia w tej powieści żyje, pamięta i cierpi razem z ludźmi. Ciężar dziedzictwa Warsztatowo jest to proza bardzo ambitna, choć momentami jej polifoniczna struktura może wydawać się nieco rwana. Wprowadzenie słownika, choć koncepcyjnie genialne, niekiedy spowalnia dynamikę śledztwa August dotyczącego zaginionej siostry i walki o dom, co sprawia, że tempo lektury bywa nierówne. Mimo to, siła emocjonalna zakończenia i piękno języka autorki rekompensują te drobne przestoje. Myśl przewodnia tej książki mogłaby brzmieć: Naród, który traci swój język, traci klucz do własnej przyszłości, ale dopóki żyje choć jedno słowo, nadzieja na plon pozostaje żywa. Plon” to lektura dla tych, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki. To książka, która wymaga skupienia, ale w zamian oferuje głęboki wgląd w duszę współczesnej Australii i uniwersalną prawdę o sile korzeni. To hołd dla przodków i przestroga przed światem, który w imię zysku chce zrównać z ziemią wszystko, co święte i niewymierne.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Rubież. Reportaż wędrowny Ewa Pluta
Rubież. Reportaż wędrowny
Ewa Pluta
W swojej zawartości „Rubież. Reportaż wędrowny” Ewy Pluty to mozaika spotkań, krajobrazów i trudnych pytań, które autorka zbiera podczas swojej wędrówki wzdłuż wschodniej granicy Polski. To zapis drogi przez Podlasie, Lubelszczyznę i bieszczadzkie bezdroża, gdzie rytm marszu wyznacza tempo odkrywania kolejnych warstw rzeczywistości pogranicza. Książka nie jest jednak klasycznym dziennikiem podróży; to głęboki, wielowarstwowy reportaż o miejscach, które z malowniczych „końców świata” stały się linią frontu politycznego i humanitarnego napięcia, trwale zmieniając życie ich mieszkańców. Pluta z wielką wrażliwością kreśli portret współczesnej granicy, gdzie sielankowy krajobraz brutalnie zderza się z rzeczywistością kryzysu uchodźczego. Reporterka rozmawia z rolnikami, właścicielami agroturystyk i aktywistami, pokazując, jak ich codzienność została zdominowana przez obecność wojska, druty kolczaste i nieustanny dźwięk helikopterów. Autorka stawia pytania o granice empatii i gościnności w świecie, który nagle został podzielony na „nas” i „obcych”, a pas przygraniczny stał się strefą wyłączoną nie tylko z turystyki, ale momentami i z normalności. Styl Ewy Pluty jest surowy, a jednocześnie niesłychanie plastyczny. Opisy przyrody – dzikiej, nieprzeniknionej puszczy i bagien – budują duszny, niemal klaustrofobiczny klimat. Natura w „Rubieży” nie jest tylko tłem; to świadek dramatów i milczący wspólnik tych, którzy próbują przetrwać w pasie przygranicznym. Autorka świetnie oddaje kontrast między spokojnym nurtem Bugu a poczuciem osaczenia wywołanym przez wszechobecne kontrole drogowe i militaryzację regionu, która wdarła się w intymność wiejskiego życia. Książka ta jest ważnym głosem w dyskusji o polskiej tożsamości i bezpieczeństwie. Pluta unika czarno-białych podziałów, pozwalając wybrzmieć różnym perspektywom – od lęku przed nieznanym, po bezinteresowną chęć niesienia pomocy. „Rubież” to reportaż o pęknięciu: w krajobrazie, w prawie i w ludzkich sercach. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, co dzieje się na obrzeżach naszej rzeczywistości, i jak to wpływa na naszą wspólną przyszłość. Po odłożeniu tej książki granica przestaje być tylko kreską na mapie, a staje się żywą, bolącą raną.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na72 miesiące temu
Wszystkie szczęśliwe rodziny Hervé Le Tellier
Wszystkie szczęśliwe rodziny
Hervé Le Tellier
„Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, ale każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób” – ten słynny tołstojowski cytat staje się dla Hervé Le Telliera punktem wyjścia do intymnej, bolesnej, a zarazem błyskotliwej wiwisekcji własnych korzeni. 🎭 Bohaterowie i ich sytuacja: Anatomia braku W swojej autobiograficznej opowieści „Wszystkie szczęśliwe rodziny”, laureat Nagrody Goncurta nie kreuje fikcyjnych bytów, lecz staje twarzą w twarz z duchami własnej przeszłości. Głównym bohaterem jest on sam – dorosły mężczyzna, intelektualista, który z chirurgiczną precyzją rekonstruuje obraz swojego dzieciństwa. Obok niego pojawiają się postacie tragiczne w swojej zwyczajności: matka, kobieta emocjonalnie niestabilna, uwięziona w pułapce własnych lęków i niespełnień, oraz ojczym, człowiek surowy i odległy. Sytuacja, w której osadzona jest narracja, to proces „odkochiwania się” od własnej rodziny. Le Tellier opisuje dom, w którym nie było wielkich tragedii, bicia czy głodu, a jednak panował w nim dojmujący chłód i brak autentycznej więzi. To studium rodziny, która z zewnątrz wyglądała na poprawną, a od środka gniła w milczeniu i wzajemnym niezrozumieniu. Autor pokazuje moment, w którym jako młody człowiek decyduje się na emocjonalną emigrację, by przetrwać i ocalić własną tożsamość przed toksycznym wpływem najbliższych. Największą zaletą tej prozy jest jej niezwykła dyscyplina formalna. Le Tellier, członek legendarnej grupy OuLiPo, unika taniego sentymentalizmu i epatowania cierpieniem. Zamiast tego serwuje nam tekst rzetelny, nasycony wyrafinowaną ironią i czarnym humorem, który staje się tarczą chroniącą przed rozpaczą. Autor potrafi o sprawach najtrudniejszych pisać z lekkością, która nie odbiera im powagi, a wręcz dodaje im uniwersalnego wymiaru. Styl jest kunsztowny, pełen błyskotliwych aforyzmów i literackich gier. Le Tellier mistrzowsko operuje dystansem; patrzy na małego Hervé jak na postać z powieści, co pozwala mu na bezlitosną szczerość wobec rodziców, ale i wobec samego siebie. To rzadki przykład autobiografii, która zamiast być terapią dla autora, staje się wysokiej próby literaturą dla czytelnika. Przyznając ocenę 8/10, należy zauważyć, że ta właśnie analityczna chłodność, będąca siłą książki, może dla części odbiorców stanowić barierę. Czytelnicy szukający w literaturze o rodzinie wielkich emocjonalnych uniesień i katharsis mogą poczuć się rozczarowani intelektualnym dystansem autora. Momentami narracja staje się zbyt fragmentaryczna, co sprawia, że niektóre wątki (np. relacje z rodzeństwem) wydają się jedynie naszkicowane, pozostawiając lekki niedosyt w kwestii pełnego obrazu domowego ekosystemu. „Wszystkie szczęśliwe rodziny” to rzetelny, błyskotliwy i głęboko poruszający portret wyzwalania się z więzów krwi. Hervé Le Tellier udowadnia, że nieszczęście nie musi być głośne, by trwale naznaczyć człowieka. To książka dla tych, którzy cenią literaturę jako narzędzie do precyzyjnego badania prawdy o nas samych, nawet jeśli ta prawda bywa niewygodna. Wybitna lekcja stylu i odwagi.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec Jerzy Haszczyński
Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec
Jerzy Haszczyński
Inne Niemcy Tytuł „Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec” jednoznacznie nawiązuje do powieści Kurta Vonneguta. Nie jest to raczej przypadek, choć tytułowy reportaż jako tako odnosi się po prostu do największej rzeźni w Europie. Jednak w naszym zbiorze tekstów Jerzego Haszczyńskiego znajdziemy dużo więcej. Wątki polskie w Niemczech? Jest. Różnice między wschodem i zachodem Niemiec? Jeszcze jak. Podobieństwa dawnego NRD do Polski? Oczywiście. A wszystko w imigrancko-prawicowym sosie. Co ciekawe reportaże Haszczyńskiego nie tylko potrafią cofnąć nas w czasie do I Wojny Światowej, to także reportaże powtarzane przez autora. Autor odwiedza niektóre osoby i miejsca ponownie, porównując je. Czasem komuś się polepszyło, ktoś inny już nie chce rozmawiać, a kto inny jak skała stoi niezmieniony. Takie reportaże są niezwykle interesujące, bo można porównywać tabelki i cyferki z urzędów statystycznych, ale choćby taki ograniczony porównawczy wycinek rzeczywistości potrafi mieć dużą wartość. Sam autor w jednym wywiadzie powiedział, że właśnie powrót do tych starych tematów skłoniła go do napisania tej książki, a inne reportaże już przyszły same. Niestety mamy jedynie te napisane w okolicach 2020 roku. Te starsze trzeba znaleźć już samemu. Pierwszy reportaż zajmuje się dziećmi polskich pracowników przymusowych z II Wojny Światowej. Dzieci polskich mężczyzn i niemieckich kobiet w państwie poważnie myślącej o eugenice to przerażająca myśl dla obu stron – dla nazistów przerażonych zanieczyszczeniem krwi i Polaków przerażonych tym, co z dziećmi zrobią. Nie będę odkrywał tu szczegółów, bo jest tam więcej, również osobistych kwestii. Mogę powiedzieć tylko, że bardzo często motyw szukania rodziców nie kończy się w rzeczywistości tak słodko. Najciekawsze w tym reportażu było jednak tzw. zniemczanie obiecujących aryjsko ojców. Czego się nie robi dla zachowania twarzy? Innym nieoczywistym reportażem jest ten o muzułmańskich fascynacjach niemieckich nastolatek. Czytane Koranu, czy marzenie o hierarchicznej i bezpiecznej rodzinie nie może być przecież niebezpieczne? Gorzej, jak zrobi się coś w kierunku urzeczywistnienia tych marzeń i ucieknie do Państwa Islamskiego… A jak z każdą fazą – te bardzo szybko zanikają w strefie wojny. Nie jest to jedyny tekst zabierający nas geograficznie z Niemiec. W jednym z reportaży poznajemy kulisy hymnu arabskiej wiosny i jej autora, które nie są tak romantyczne, jak mogłoby się wydawać. Te podróże zabierają nas nie tylko do krajów muzułmańskich, a również na Litwę i do Polski. Haszczyński szuka prawdziwego grobu lub zwłok niesławnej Róży Luksemburg z komentarzem na temat niemieckiej lewicy. Wśród tych poszukiwań znajduje też inne tematy, jak korzenie Angeli Merkel, które prowadzą oczywiście do Polski. Czy Niemcy wiedzą o tych korzeniach, albo ich je obchodzą? Czy to jak z dziadkiem Tuska z Wermachtu? A może po prostu każdy wielki Niemiec lub kanclerz musi mieć związki z Polską? Jak Nietzsche albo Bismarck. Wielki nihilista robił to, by denerwować narodowe mieszczaństwo. I dziś w świecie „końca historii” i wzmożonej imigracji znów nacjonaliści są widoczni. W wielu swoich reportażach Jerzy Haszczyński pochyla się nad jedną zauważalną zmianą od swoich poprzednich tekstów. W Niemczech pojawili się prawicowi ekstremiści, politycy z wypowiedziami nieodróżnialnymi od Hitlera, czy właśnie AfD (niem: Alternative für Deutschland, pl: Alternatywa dla Niemiec). Autor zadaje pytanie dlaczego i skąd się wzięli? To, że schizofrenik dokona zbrodni, wyobrażając sobie ludobójstwo nawet połowy Niemców i wszystkiego na wschód po Pacyfik (sic!),jeszcze nic nie znaczy. Zastanawiające jest otoczenie i jak ono reaguje. A raczej, czego nie zrobiło i do czego dopuściło. A na wschodzie, wyzyskiwanym przez Zachód tak samo jak Polska w latach 90., rośnie frustracja. Frustracja, którą wykorzystują wpierw postkomuniści, a potem ugrupowania prawicowe. Brzmi znajomo? Nawet bardziej osobiste historie bywają podobne. Nie należy jednak popadać w zbytnie upodobnianie. PRL był jednym z najbardziej liberalnych politycznie państw bloku wschodniego. Wiele innych demoludów, w tym NRD nie miało tego luksusu, a jedynie ten gospodarczy dla uspokojenia ludności. Z tego powodu pierwsze protesty to dopiero 1989. Ze wschodem ostatecznie anektowanym i bez własnych większych tradycji politycznych ponad postkomunistów. Polska pod tym względem, stety niestety wyszła chyba nieco lepiej. Haszczyński skupia się na podobieństwach, a te różnice jedynie zaznacza. W reportażach Haszczynskiego można też dostrzec inne podobieństwa między Polską a Niemcami. Szczególnie w tytułowym reportażu – „Rzeźnia numer jeden”, który zostawiłem na koniec. Reżyser Bong Joon-ho twierdził, że kiedy opowiada swoje historie, mówi do swojego narodu – do Koreańczyków. Jednak okazuje się, że na twórczość oskarowego reżysera widownie innych narodów reagują podobnie. Po odkryciu tego stwierdził, że oni też są jednym narodem. Że wszyscy jesteśmy narodem kapitalistów. I o tym problemie opowiada ten reportaż. Ofiarami gastarbeitu w Niemczech okazują się Polacy, ale to model imigranckiej taniej siły roboczej kapitalizmu. Działa równie dobrze w Polsce. Po prostu kto inny jest ofiarą. A kapitalizm, jak by powiedział Marks, wzbudza tylko poczucie alienacji, tranzakcyjności relacji, myślenie w kategoriach gry o sumie zerowej i wyzysk. I o tym właśnie jest „Rzeźnia numer jeden”. O ironio wiele z powyższych tematów wydaje się bardzo lewicowych, albo proniemieckich. Nic bardziej mylnego – niektórzy twierdzą, że Jerzy Haszczyński należy do prawego skrzydła „Rzeczypospolitej”. Bo jak zawsze, często lewica i prawica dostrzega podobne problemy, ale daje inne rozwiązania. Jednak poza polityką – zrozumienie drugiego człowieka może mieć wartość samą w sobie. A autor pozwala wyjść nam poza stereotypy i zobaczyć, że w Niemczech też są ludzie. Tak, jak sprawa w rzeźni sprawiła, że Niemcy dostrzegli ich w gastarbeiterach. I tak Niemcy mają swój ordnung, ale i on ma swoje problemy. Problemy, które ironicznie wynikają u nich z zaufania do państwa, a u nas z jego braku. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na86 miesięcy temu
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia
Ishbel Szatrawska
Żywot i śmierć pana Hersha Libkina z Sacramento w stanie Kalifornia” autorstwa Ishbel Szatrawskiej to jedna z tych pozycji na polskiej scenie dramaturgicznej, które uderzają w czytelnika z siłą antycznej tragedii, pozostając przy tym boleśnie nowoczesnymi. Przyznanie tej publikacji oceny 8/10 odzwierciedla jej literacki kunszt, odwagę w przełamywaniu tabu oraz niezwykłą sprawność w operowaniu językiem, choć jednocześnie wskazuje na pewną emocjonalną duszność, która może przytłoczyć mniej przygotowanego odbiorcę. Bohater tragiczny w cieniu Hollywood Historia Hersha Libkina to wielowarstwowa odyseja, która zaczyna się w wileńskim getcie, prowadzi przez piekło nazistowskich obozów koncentracyjnych, by ostatecznie osiąść w powojennym, pozornie słonecznym Sacramento. Szatrawska kreśli portret człowieka, który przetrwał Zagładę, ale nie potrafi uciec przed własną tożsamością i traumą. Hersh to postać tragiczna w pełnym tego słowa znaczeniu – ocalały z Holokaustu Żyd, a zarazem homoseksualista, który w purytańskiej Ameryce lat 50. musi mierzyć się z nowym rodzajem wykluczenia i paranoi czasów maccartyzmu. Autorka mistrzowsko operuje kontrastem. Z jednej strony mamy brutalne wspomnienia z Europy, z drugiej – plastikowy, lśniący świat amerykańskiego snu, w którym Hersh próbuje odnaleźć swoje miejsce jako aspirujący aktor. Ta dualizm jest fundamentem dramatu; pokazuje, że wolność wywalczona po wojnie była dla wielu jedynie kolejną klatką, tym razem zbudowaną z oczekiwań społecznych i konieczności ukrywania prawdy o sobie. Konstrukcja i język: Teatr w głowie czytelnika Siłą tekstu Szatrawskiej jest jego rytm. Dramat czyta się jak partyturę – dialogi są cięte, dynamiczne, pełne niedopowiedzeń i napięcia. Autorka rezygnuje z tradycyjnej, linearnej narracji na rzecz poszatkowanych scen, które przenikają się nawzajem, tworząc mozaikę pamięci bohatera. Taki zabieg pozwala czytelnikowi poczuć dezorientację Hersha, dla którego przeszłość nigdy nie jest naprawdę „była” – ona wciąż trwa, manifestując się w lękach, gestach i niemożności nawiązania szczerej relacji z otoczeniem. Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki Szatrawska traktuje postacie drugoplanowe. Każda z nich, od agentów FBI po bliskich Hersha, reprezentuje inny aspekt opresji lub niezrozumienia, z jakimi boryka się główny bohater. Nie są to jednak płaskie figury; to pełnokrwiste postaci, które swoimi działaniami dopełniają obrazu świata, w którym ocalenie życia nie oznaczało ocalenia duszy. Ocena 8/10 wynika z faktu, że „Żywot i śmierć pana Hersha Libkina...” to dzieło niemal kompletne, ale niezwykle wymagające. Gęstość traumy, którą serwuje autorka, bywa momentami paraliżująca. Czytelnik może odnieść wrażenie, że tragizm bohatera jest tak skumulowany, iż nie pozostawia miejsca na najmniejszy oddech, co w odbiorze literackim może być wyczerpujące. Ponadto, specyficzna forma dramatu sprawia, że pełnię swojego potencjału tekst ten osiąga prawdopodobnie dopiero na deskach teatru, gdzie warstwa wizualna i aktorska mogą wypełnić luki między słowami. Ishbel Szatrawska napisała tekst ważny, niewygodny i olśniewający językowo. To rozliczenie z mitami – zarówno tym o amerykańskim raju, jak i tym o „czystym” cierpieniu ofiar wojny. Hersh Libkin to bohater, który zostaje z nami na długo po lekturze, zmuszając do refleksji nad tym, ile warte jest życie w kłamstwie i jak wielką cenę płaci się za próbę bycia sobą w czasach, które premiują konformizm. To wybitna literatura, która zasługuje na szerokie uznanie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na817 dni temu
Najskrytsza pamięć ludzi Mohamed Mbougar Sarr
Najskrytsza pamięć ludzi
Mohamed Mbougar Sarr
Powieść Mohameda Mbougara Sarra, Najskrytsza pamięć ludzi, to literackie zjawisko, które zasłużenie zdobyło Nagrodę Goncourtów, stając się jednym z najważniejszych głosów współczesnej frankofonii. Moja ocena to entuzjastyczne 8/10 – to książka totalna, labiryntowa i oszałamiająca swoją erudycją, choć wymagająca od czytelnika pełnego zaangażowania i intelektualnej czujności. Punktem wyjścia jest historia Diégane’a Latyra Faye’a, młodego senegalskiego pisarza mieszkającego w Paryżu, który trafia na trop legendarnej, niemal mitycznej książki z 1938 roku pt. Labyrinthe de l'inhumain (Labirynt nieludzkości). Jej autor, T.C. Elimane, okrzyknięty niegdyś „czarnoskórym Rimbaudem”, zniknął z radaru opinii publicznej po skandalu związanym z oskarżeniami o plagiat. Faye staje się obsesyjnym poszukiwaczem prawdy o Elimane’u, co rzuca go w wir podróży przez trzy kontynenty (Afrykę, Europę i Amerykę Południową) oraz przez tragiczne karty historii XX wieku – od kolonializmu, przez II wojnę światową, aż po współczesność. Sarr konstruuje swoją powieść jako szkatułkową narrację. Głosy bohaterów, listy, wywiady i fragmenty odnalezionych tekstów nakładają się na siebie, tworząc gęstą strukturę. To nie jest tylko opowieść o człowieku; to opowieść o samej literaturze, o jej niszczycielskiej sile i o tym, jak pisanie może stać się zarówno przekleństwem, jak i jedyną formą ocalenia. Największym atutem powieści jest sposób, w jaki Sarr mierzy się z problematyką postkolonialną. Robi to jednak bez publicystycznego zacięcia. Interesuje go relacja między pisarzem afrykańskim a „zachodnim kanonem”. Czy autor z Senegalu musi zawsze pisać o swojej „afrykańskości”, by zostać dostrzeżonym w Paryżu? Elimane jest tu symbolem buntu przeciwko takiemu szufladkowaniu, ale i ofiarą systemu, który najpierw go wykreował na egzotyczną ciekawostkę, a potem brutalnie zniszczył. Autor z niezwykłą swobodą porusza się między stylami. Potrafi być ironiczny, gdy opisuje paryskie salony literackie, by za chwilę uderzyć w ton niemal mityczny, gdy akcja przenosi się do Senegalu. Najskrytsza pamięć ludzi to hołd dla wielkich mistrzów: od Roberto Bolaño (któremu książka jest dedykowana),przez Borgesa, aż po Yambo Ouologuema. Sarr gra z czytelnikiem, ukrywając liczne nawiązania i sprawiając, że lektura staje się procesem odkrywania kolejnych warstw znaczeń. Ocena odzwierciedla mój podziw dla odwagi stylistycznej Sarra. To książka napisana z niesamowitym rozmachem, gęsta od idei i emocji. Jednak ta gęstość bywa momentami wyzwaniem. Dla czytelnika nieprzyzwyczajonego do narracji nielinearnej, liczne dygresje i długaśne zdania (momentami przypominające styl Prousta) mogą być barierą nie do przebicia. Niektóre partie tekstu wydają się niemal przeładowane znaczeniami, co sprawia, że tempo lektury znacząco spada. Jest to jednak cena, którą warto zapłacić za obcowanie z literaturą tak wysokiej próby. Najskrytsza pamięć ludzi to powieść o „poszukiwaniu absolutnego tekstu”, która sama pretenduje do tego miana. Mohamed Mbougar Sarr udowodnił, że literatura wciąż ma moc budowania mostów nad przepaściami historii i kultury. To książka bolesna, piękna i niezwykle inteligentna. Jeśli szukasz lektury, która nie pozwoli Ci zasnąć i zmusi do przemyślenia wszystkiego, co wiesz o sztuce pisania, Sarr będzie Twoim najlepszym przewodnikiem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939 Grzegorz Piątek
Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920-1939
Grzegorz Piątek
Mam mieszane uczucia po lekturze. Podzielę komentarz na wady i zalety tej publikacji. Zalety: - dobrze przedstawiona geneza portu i miasta Gdyni, opis rozwoju od małej wioski, po nowoczesne miasto portowe, znaczenie w przedwojennej Polsce i zaprezentowanie przekroju społecznego Gdyni. - liczne fotografie miasta, portu i poszczególnych budynków z lat 20, 30-tych z opisami, co pozwala lepiej wczuć się w opowieść o historii Gdyni. - autor jest architektem, dzięki czemu dostajemy profesjonalny opis stylów różnych budynków które pojawiły się w Gdyni w tamtym czasie Wady : Ogólna poprawność polityczna bijąca z tej książki. Przesadą byłoby twierdzenie że z każdej kartki, ale jednak często rozbrzmiewająca. - książkę miałem ochotę rzucić po pierwszej stronie, bo autor rozpoczyna ją opowieścią o młodej dziewczynie, która czuła się mężczyzną i ostatecznie "zmieniła płeć". Później podobno już jako chłop, ożeniła się i miała dzieci (???). I rzecz ma miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym a nie w XXI wieku. Co to ma wspólnego z przedwojenną Gdynią? Ano to że zawiedziony chłopak, który kochał się w tej dziewczynie, aby zapomnieć o nieszczęśliwej miłości wyjechał do Gdyni. Rozpoczynając książkę taką historyjką dziwnej treści, autor chciał chyba przyciągnąć uwagę lewicowo usposobionej młodzieży... - lewacka nowomowa bijąca z kart książki. Często można spotkać frazy w stylu "wyborczynie i wyborcy", "mieszkanki i mieszkańcy", "polityczki i politycy". Posługiwanie się takimi formami irytuje i wygląda karykaturalnie. Tak jakby autor miał czytelników za ludzi ograniczonych umysłowo i nie wiedział że w języku polskim, kiedy podaje się np. nazwę jakiegoś zawodu w rodzaju męskim odnosi się to i do kobiet i do mężczyzn. - ubolewanie nad "antysemityzmem" w przedwojennej Polsce. Oczywiście według autora niechęć do Żydów była całkowicie bezpodstawna i wynikała tylko i wyłącznie z uprzedzeń. Dla Piątka zwalczanie żydowskiego handlu i np. ograniczenia osiedlania dla Żydów w Gdyni były czymś karygodnym i są powodem do wstydu. Musiały się też pojawić wzmianki o późniejszym holokauscie ku przestrodze. Jakżeby inaczej. - widoczna niechęć autora do endecji, która była przed wojną wiodącą siłą polityczną w Polsce, szczególnie zachodniej, czyli także w Gdyni. Piątek pisząc o wyborach w Gdyni i komentując kampanie polityczne różnych partii, narodowcom poświęca krótki fragment który nie zawiera istoty rzeczy, tylko jest pogardliwym komentarzem. Zapewne, gdyby nie te wszystkie aspekty, które ja postrzegam jako wady, książka nie dostałaby "prestiżowego" Paszportu Polityki i nagrody literackiej Nike gazety Wyborczej. Zresztą widząc te "odznaczenia" i polecajkę pseudohistoryka Adama Leszczyńskiego na tylnej okładce, wiedziałem mniej więcej czego się spodziewać. Mimo tych mankamentów uważam że warto po tę książkę sięgnąć. Jeśli wyrzucimy z niej całą lewacką otoczkę i tropicielstwo "antysemityzmu" to dostajemy całkiem dobrze napisaną historię przedwojennej Gdyni.
Banita - awatar Banita
oceniła na610 dni temu
Na ziemi Izraela Amos Oz
Na ziemi Izraela
Amos Oz
Na ziemi Izraela Autor: Amos Oz Moja ocena: ★★★★★★★★★☆ (9/10) „Na ziemi Izraela” to wyjątkowa i niezwykle wartościowa publikacja, w której Amos Oz podejmuje próbę opisania izraelskiej rzeczywistości w sposób daleki od uproszczeń i publicystycznych skrótów myślowych. Autor oddaje głos ludziom reprezentującym bardzo różne środowiska, poglądy i doświadczenia, dzięki czemu czytelnik otrzymuje wielowymiarowy obraz kraju naznaczonego konfliktem, historią i sprzecznościami. Siłą tej książki jest perspektywa — spokojna, refleksyjna i empatyczna. Oz nie moralizuje, nie narzuca interpretacji, lecz uważnie słucha i pozwala bohaterom mówić własnym głosem. To właśnie ta optyka, często niezrozumiała lub upraszczana w zachodnim dyskursie, czyni lekturę tak cenną. Autor pokazuje Izrael jako przestrzeń napięć, kompromisów i codziennych wyborów, a nie jedynie jako symbol konfliktu politycznego. Język książki jest klarowny, oszczędny i bardzo precyzyjny, co dodatkowo wzmacnia przekaz. Każdy rozdział wnosi coś istotnego i skłania do refleksji nad tożsamością, historią oraz trudnym procesem współistnienia różnych narracji w jednym państwie. To lektura wymagająca uważności, ale jednocześnie niezwykle satysfakcjonująca intelektualnie. „Na ziemi Izraela” to książka zdecydowanie warta przeczytania — szczególnie dla osób, które chcą zrozumieć Bliski Wschód nie przez pryzmat nagłówków, lecz ludzkich historii i rozmów. Jedna z tych publikacji, które zostają z czytelnikiem na długo po zakończeniu lektury. 📖 12:48 · 27.12.2025 · 117/2025
Paweł - awatar Paweł
ocenił na93 miesiące temu
Ruda Kejla Isaac Bashevis Singer
Ruda Kejla
Isaac Bashevis Singer
W młodości zaczytywałam się w prozie Izaaka Bashevisa Singera. Jako świat żydowskiej Warszawy był dla mnie czymś magnetycznym, pełnym życia i barw. Zanurzałam się w nim oczarowana bogactwem kultury żydowskiej, zwyczajów i licznych świąt, których opisy na długo zostały w mej pamięci. Zapragnęłam to przeżyć raz jeszcze, dlatego sięgnęłam po książkę "Ruda Kejla", której pierwszy polski przekład ukazał się zaledwie kilka lat temu, bo w 2022 roku. Widzimy w tej powieści Warszawę, której już nie ma. Ulica Krochmalna, gdzie czytelnik czuje zapach rynsztoku i słyszy gwar jidysz to centrum żydowskiego półświatka, miejsce pełne kontrastów, gdzie obok siebie żyją pobożni Żydzi, biedni rzemieślnicy oraz przedstawiciele półświatka. Tam też poznajemy Rudą Kejlę, byłą prostytutkę oraz jej męża Jarmego, złodzieja, który właśnie wyszedł z więzienia. Para ma marzenia aby zacząć uczciwe, spokojne życie, najchętniej za oceanem, jednak jak się okazuje przeszłość nie daje im o sobie zapomnieć. Trudno zmienić swoje życie, gdy jest się uwięzionym w klatce własnych instynktów, nawyków i społecznych oczekiwań. Dla mnie "Ruda Kejla" to przede wszystkim opowieść o przejmującej samotności. Choć warszawskie ulice tętnią życiem, krzykiem handlarzy czy szmerem modlitw to nad wszystkim postaciami unosi bezwzględne uczucie osamotnienia. Bohaterka, mimo swoich relacji z mężczyznami pozostaje w gruncie rzeczy sama ze swoimi lękami. To samotność kogoś, kto czuje, że nigdzie tak naprawdę nie pasuje, ani do świata porządnych ludzi, ani do rynsztoka, z którego próbuje się wyrwać. Głównym motywem, który uderza podczas czytania jest całkowita niemożność zmiany własnego życia. Autor ukazuje bohaterów, którzy szarpią się z losem, planują nowe otwarcie, chcą być kim innym, by ostatecznie wrócić do punktu wyjścia. Widzimy postacie, którym brakuje siły, by zerwać ze starymi nawykami, co pokazuje, że środowisko w którym żyjemy, bezlitośnie determinuje to kim jesteśmy. Izaak Bashevis Singer pokazuje, że dom, ulica na której dorastamy, ludzie z którymi się na co dzień spotykamy wbijają nas w konkretne role, będące niewidzialnym więzieniem, w którym tkwimy. "Ruda Kejla" to lektura, która zostawia czytelnika z pytaniem, czy faktycznie mamy jakikolwiek wpływ na swoje życie. To mocna, surowa książka, która przypomniała mi jak brutalnie prawdziwa potrafi być proza autora. Polecam! Audiobook (czytał Marcin Popczyński)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Najdłuższa podróż

Więcej
Oksana Zabużko Najdłuższa podróż Zobacz więcej
Oksana Zabużko Najdłuższa podróż Zobacz więcej
Oksana Zabużko Najdłuższa podróż Zobacz więcej
Więcej