Cztery Drogi Tommi Kinnunen 7,4

Jak przewrotnie skonstruowana jest ta książka.
Zaczyna się jak klasyczna kobieca saga, silne kobiece bohaterki, babka, córka i synowa. W tle Finlandia z jej surowością, wojna z jej dramatyzmem, ciągłe borykanie się z trudnościami. Życie surowe i bardzo mało w nim radości. Jednak podskórnie płynie wątek, który, przynajmniej dla mnie, jest najważniejszym wątkiem tej opowieści, a debiutujący tą książką autor, Tommi Kinnunen, bardzo sprawnie zarządza dramaturgią.
Generalnie mam problem z sagami kobiecymi. Wiemy, że kobiety miały ciężko, że wykazywały się heroizmem, były odważnie, dzielne i silne. Jednak najczęściej z tych sag wycięte są postacie męskie. W tych opowieściach mężczyźni albo piją, albo są przemocowcami, a już na bank zawsze czmychają przed odpowiedzialnością. Przecież to nie jest prawdziwy obraz życia. Nie można wszystkich mężczyzn ani kobiet wrzucać do jednego wora. Co jak nie literatura ma niuansować, rozbijać schematy, pokazywać człowieka w całej jego złożoności.
Tommi Kinnunen „zwodzi” nas konwencją kobiecej sagi, ale od początku daje subtelne sygnały, zostawia tropy. Ciekawe jest w tej książce spostrzeżenie, że wbrew czasom i społecznym normom, paradoksalnie, to kobietom łatwiej było się wyrwać na niezależność. To dosyć nietypowe ujęcie tematu. Zresztą wielokrotnie podczas czytania miałam wrażenie, że autor pcha mnie w banał, a on za każdym razem robił twist.
Nie chcę za dużo zdradzać, żeby nie zabrać nikomu przyjemności z lektury. Warto czytać uważnie i do samego końca. Bo najciekawszą postacią w tej książce jest jednak mężczyzna, Onni.
I już ani słowa więcej.
Podsumowując, „Cztery drogi” to powieść dobrze napisana, nie stawia oporu w czytaniu, a na koniec, jak każda szanująca się książka łapie nas za gardło.
(Dobrze wiedzieć, że Finlandia zniosła penalizację homoseksualistów w 1971 roku (w tym samym roku kobiety dostały prawa wyborcze w Szwajcarii).