Avatar. Przewodnik ilustrowany

Okładka książki Avatar. Przewodnik ilustrowany autora Joshua Izzo, 9788383150420
Okładka książki Avatar. Przewodnik ilustrowany
Joshua Izzo Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk film, kino, telewizja
128 str. 2 godz. 8 min.
Kategoria:
film, kino, telewizja
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The World of Avatar: A Visual Exploration
Data wydania:
2022-10-14
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-14
Liczba stron:
128
Czas czytania
2 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383150420
Tłumacz:
Krzysztof Kietzman
Średnia ocen

8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Avatar. Przewodnik ilustrowany w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Avatar. Przewodnik ilustrowany

Średnia ocen
8,1 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Avatar. Przewodnik ilustrowany

Sortuj:
avatar
614
385

Na półkach: , , ,

Niskiej jakości grafiki.

Niskiej jakości grafiki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
980
390

Na półkach: ,

Ciekawy przewodnik. Wygląda pięknie i wizualnie robi duże wrażenie, jednak minusem jest fakt, że część ilustracji jest niewyraźna, słabej jakości. Mimo to z przyjemnością ogląda się świat Pandory i poznaje jej kolejne małe sekrety.

Ciekawy przewodnik. Wygląda pięknie i wizualnie robi duże wrażenie, jednak minusem jest fakt, że część ilustracji jest niewyraźna, słabej jakości. Mimo to z przyjemnością ogląda się świat Pandory i poznaje jej kolejne małe sekrety.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
501
500

Na półkach:

Istnieją takie produkcje, które zna każdy. Pomimo że minęło wielu lat od momentu stworzenia tego uniwersum, fascynacja nim nie przeminęła.
Avatar – bo o nim jest mowa – podbija od dawna serca miłośników Sci-Fi i nie tylko. Można powiedzieć, że jest to jedno z niewielu uniwersów, które bardzo dobrze się zestarzało. Czy po tylu latach, ten świat wciąż może czymś nas jeszcze zaskoczyć?
Pierwsza część przygód ujrzała światło dzienne 13 lat temu (25 grudnia 2009). Wiele osób mogło już zapomnieć o niektórych istotnych informacjach dotyczących tego świata. Tutaj z pomocą przychodzi Wydawnictwo Olesiejuk, które jakiś czas temu wydało przewodnik ilustrowany Avatar. Szczególnie warto sięgnąć po niego teraz, ze względu na wczorajszą (16 grudnia 2022) premierę filmu Avatar: Istota wody.

Jest to bardzo dobrze wydany, jak i przedstawiony zbiór najważniejszych aspektów poruszanych w tym uniwersum. Nasza przygoda rozpoczyna się od samego początku, czyli poznajemy geologię Pandory (księżyc, na którym żyją Na’vi). Pozycja pomimo tego, że dotyczy świata, który powstał już kilka lat temu, wciąż potrafi zaskoczyć. Przekazuje nieznane (lub mało znane) ciekawostki odnośnie fauny i flory oraz panujące tam zwyczaje. Ponadto zwraca uwagę na kilka szczegółów i smaczków z filmu, których dotychczas nie wyłapałam.

"Wiedzieliście, że awatarów można w bardzo łatwy sposób odróżnić od Na’vi? Ma on nadal ludzkie brwi oraz posiada po pięć palców (Na’vi mają tylko cztery)."

Cały przewodnik zawiera pełno takich ciekawych informacji i czasami rzeczywiście bardzo zaskakujących.

Oprócz samej treści aspekt wizualny także jest tutaj bardzo ważny. W końcu to przewodnik ilustrowany. Grafika zachwyca na takim samym poziomie co ujęcia w filmie. Naprawdę jest oszołamiająca. Niektóre miejsca wyglądają, jakby faktycznie były wyjęte z baśni.

Więcej na: CzasoStrefa

Istnieją takie produkcje, które zna każdy. Pomimo że minęło wielu lat od momentu stworzenia tego uniwersum, fascynacja nim nie przeminęła.
Avatar – bo o nim jest mowa – podbija od dawna serca miłośników Sci-Fi i nie tylko. Można powiedzieć, że jest to jedno z niewielu uniwersów, które bardzo dobrze się zestarzało. Czy po tylu latach, ten świat wciąż może czymś nas jeszcze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

41 użytkowników ma tytuł Avatar. Przewodnik ilustrowany na półkach głównych
  • 24
  • 17
15 użytkowników ma tytuł Avatar. Przewodnik ilustrowany na półkach dodatkowych
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Avatar. Przewodnik ilustrowany

Inne książki autora

Okładka książki Avatar: The Way of Water. The Visual Dictionary Zachary Berger, Dylan Cole, Joshua Izzo, Reymundo Perez, Ben Procter
Ocena 8,0
Avatar: The Way of Water. The Visual Dictionary Zachary Berger, Dylan Cole, Joshua Izzo, Reymundo Perez, Ben Procter

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Star Wars Art: Koncepty praca zbiorowa
Star Wars Art: Koncepty
praca zbiorowa
http://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2018/06/star-wars-koncepty-recenzja.html Wpadnij też na fejsa ;) https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma Duża część prac zebranych w Konceptach pojawiła się już w publikacjach towarzyszących premierom kolejnych odsłon sagi Skywalkerów. Właściwie większość już widziałem przedrukowaną w innych książkach tego typu, co więc stanowi o wartości tego konkretnego wydania? Czy jest to kolejny skok na kasę fanów? I tak, i nie. Dla osoby pragnącej zagłębić się w świat Gwiezdnych wojen, ale nie obeznanej z tematem książka ta jest świetnym wstępem, aby zachłysnąć się niezwykłymi wizjami twórców. Przekrój prac jest ogromny, mamy projekty niezwykłych postaci, kostiumów, statków kosmicznych, ale i lokacji tak charakterystycznych dla świata Lucasa i to nie tylko znanych z filmów, ale również seriali animowanych i gier komputerowych. Poznajemy dzieła osób bez których nie byłoby charakterystycznego hełmu Lorda Vadera czy duetu robotów R2-D2 i C-3PO. Dla zbieracza, takiego jak ja, nie jest to może pozycja obowiązkowa, na pewno stanowi syntezę tego co już wcześniej wydano, nie ogranicza się tylko do jednego filmu, daje nam wybrane dzieła, obrazy koncepcyjne, szkice i storyboardy ze wszystkie dotychczas wyprodukowanych. "Star Wars Art. Koncepty" to świetnie wydania książka zawierająca równie genialnie prace artystów takich jak chociażby Ralph McQuarrie, który dla późniejszych plastyków stał się niedoścignionym wzorem. Jego koncepty do Klasycznej Trylogii są kultowe. Nie zabrakło prac Erika Tiemensa, Ryana Churcha czy Douga Chianga bez których dzieł Trylogia Prequeli nie byłaby tak niezwykła wizualnie.
GrzegorzIgnacy - awatar GrzegorzIgnacy
ocenił na87 lat temu
Świat według Kiepskich. Zwariowana historia kultowego serialu Polsatu Jakub Jabłonka
Świat według Kiepskich. Zwariowana historia kultowego serialu Polsatu
Jakub Jabłonka Paweł Łęczuk
Książka „Świat według Kiepskich. Zwariowana historia kultowego serialu Polsatu” to obowiązkowa lektura dla każdego fana tego legendarnego sitcomu. Autorzy odsłaniają kulisy produkcji, serwując czytelnikom mnóstwo ciekawostek i anegdot, które rzucają nowe światło na proces powstawania serialu. Dużym atutem jest szczegółowe przedstawienie relacji między twórcami a obsadą (także między samymi aktorami i twórcami),a także obszerne fragmenty poświęcone pracy scenarzystów, bez których serial nie stałby się tak kultowy (legendarne teksty). Lektura tej książki to prawdziwa sentymentalna podróż pełna nostalgii, momentami wzruszająca, ale też przypominająca, dlaczego „Świat według Kiepskich” zapisał się w historii polskiej telewizji. Czytając, można na nowo docenić geniusz produkcji i ludzi, którzy ją tworzyli. Niestety, książka nie jest pozbawiona wad. Największym minusem jest oprawa graficzna wiele zdjęć nie pasuje do treści, a zamiast zakulisowych ujęć otrzymujemy głównie dobrze znane kadry z serialu. Drugim mankamentem jest fakt, że publikacja powstała już po śmierci Dariusza Gnatowskiego, Ryszarda Kotysa i innych osób związanych z produkcją. Zabrakło więc ich wspomnień i osobistych refleksji, co mogłoby jeszcze bardziej wzbogacić treść. Mimo tych drobnych niedociągnięć książka wciąż jest niezwykle wartościową pozycją, która pozwala lepiej zrozumieć fenomen „Świata według Kiepskich”. To pozycja, której nie może zabraknąć w biblioteczce prawdziwego fana serialu.
FastSnakePL - awatar FastSnakePL
ocenił na81 rok temu
Star Wars: Absolutnie wszystko co musisz wiedzieć Michael Kogge
Star Wars: Absolutnie wszystko co musisz wiedzieć
Michael Kogge Adam Bray Cole Horton Kerrie Dougherty
Ktoś kiedyś powiedział, że George Lucas, co wcale nie wydaje się dziwne... nie jest człowiekiem, że jest to swego rodzaju ,,abstrakcyjna forma życia, która została stworzona przez samo serce Wszechświata, i która ponad wszystko, zgodnie z superdeterministyczną wolą Kosmosu, miała narodzić się w tym a tym momencie, aby dać ludzkości Gwiezdne Wojny". Jak najbardziej jest to słuszny pogląd czy też stwierdzenie - ,,stwierdzenie”, bo wkład papu Lucasa w rozwój nie tylko swej marki, co jest logiczne, ale przede wszystkim w ewolucję i rozprzestrzenienie się gatunku fantastyki naukowej w filmie, a potem serialu i jeszcze jeszcze dalej w popkulturze, jest nie do opisania. Dobra nasza, że ta nadrzędna siła sprawcza postanowiła dać Światu George’a, który ze swojego na swój sposób mocno indywidualnego w przemyśle kinematograficznym myślącego umysłu był w stanie wykreować bodaj najsłynniejszą, najbardziej rozpoznawalną, tą mocno kojarzoną z przestrzenią kosmiczną, opowiadaną obecnie każdą możliwą formą rozrywki, markę kreującą fantastyczne fikcyjne Światy – przestrzenie osadzone w trzonie nurtu sci-fi z różnymi podgatunkami w tle… Markę i Światy zwane Gwiezdnymi Wojnami. Z osobą George’a Lucasa, jako jedną z najsłynniejszych, najbardziej rozpoznawalnych sylwetek (nie tylko w szeroko pojętej popkulturze, ale i w kategoriach zasług dla budowy dziedzictwa kulturowego ludzkości),jakie kiedykolwiek się narodziły, ba!, jakie kiedykolwiek się narodzą, wszystko to, co powstało pod sztandarem gwiezdnowojennej treści zawdzięcza się jemu, nawet jeśli założymy, że ,,jego dziecko”, jego franczyza obecnie licząca sobie 48 lat, po 2012 roku została kreowana przez twórców Disneya a George odtąd z Gwiezdnymi Wojnami przestał mieć cokolwiek wspólnego, w tym najbardziej ,,brak jakiejkolwiek kontroli” nad procesem realizacji planów marki. Nawet w 2025 roku ci, którzy pracują nad planem rozszerzania Kanonu Uniwersum SW poprzez tworzenie licznych seriali, filmów, książek, komiksów i całej masy ,,contentu” tego Świata, wciąż inspirują się ,,lucasowością!”, czyli niezrównanym Georgem Lucasem i wszystkim tym, co nam dał. Na papierze może i tak nie jest, ale w tak zwanym ,,realu” to już inna śpiewka: Pan Lucas wciąż nad gwiezdnowojennymi treściami czuwa – jeśli nie robi tego bezpośrednio, przynajmniej w rozwój Światów SW angażuje się na tyle, na ile jest w stanie. W ten sposób traktujemy ,,lucasowość” Gwiezdnych Wojen jako legendę, jako coś, co stworzyło wokół siebie mit, w który, co nie jest jakąś wydmuszką i szukaniem półprawd i sztucznego poklasku w kierunku marki Star Wars, wciąż i wciąż, i tak prawie po kres czasu, niestrudzenie wierzą zwykli ludzie jak i geecy na całym świecie, Mówiąc krótko Uniwersum „Star Wars” to jeden z najniezwyklejszych popkulturowych bytów, ot okrywających warstwą swej niezwykłości płaszczyzn rozrywki, jakie kiedykolwiek się narodziły. To fascynujący mikrokosmos relacji, który żyje niczym niezależny organizm, karmiąc się i rozwijając o tego typu zależność: trwanie w nieskończonej pętli bez początku i końca, w relacji popyt – podaż, gdzie chęć doświadczenia starwarsowego produktu nakłania jego twórców i inwestorów do tworzenia więcej, ale pod gust i w kierunku w miarę wyczekiwanej jakości treści, a to z kolei wprawia odbiorcę w nastrój jeszcze większej chęci konsumowania towarów spod znaku galaktycznych wojaży Gwiezdnych Wojen. Będę to powtarzał, czy pisał zawsze, gdy będę omawiał cokolwiek związanego z ukochanym pro-lucasowskim, funkcjonującym od 1977r., a od 2014 roku w tzw. Kanonicznym Świecie: Star Wars to nie tylko jakaś tam firma ba!, nawet i ,,Superkorpo”, ale przede wszystkim to ikona popkultury, marka, znak, potężny, jakby indywidualny i samowystarczalny ,,Świat rozrywki”, który będzie trwać w historii ludzkości ,,baaaaardzo, bardzo długo”. Wszechświat relacji, fantastycznych wątków, miriadów planet i licznych stworzeń, ponadczasowej idei dualistycznej, iście baśniowej, walki dobra ze złem - Wszechświat, który zdaje się jest w stanie mimo ostatnio słabego marketingu i braku powodzenia u fanów na całym świecie, nadal zaskakiwać ludzi w sposób przez nich nieoczekiwany, co samo z siebie z kolei doprowadza do tego, że Gwiezdne Wojny mogę się pochwalić jednym z najbardziej aktywnych i najliczniejszych fandomów w historii popkultury. Bo starwarsowi entuzjaści to symbol to, że poza ogólną sferą komiksu superbohaterskiego czy horror lub sci-fi mocne zainteresowanie danej osoby tym Uniwersum kojarzy się z ,,totalną nerdozą” i tą typową prawie tak samo mega geekowską jak w owych komiksach właśnie fascynacją. A z tej fascynacji rodzi się pasja do dzielenia się... swoją pasją – od zwykłych pogaduch między ,,starwarsowymi miłośnikami” np. na forach internetowych lub konwentach po tworzenie dość specyficznych, zatwierdzonych przez Lucasfilm Ltd. opracowań - ,,opracowań przez duże O”, dokładnie i z pomysłem projektowanych przez geeków, ale tych mających dodatkowo sporo wspólnego z marką poprzez styczność z nią w jej środowisku. W ten sposób powstała jedna, co uznaję ją również osobiście, z najdziwniejszych i najbardziej bogatych w typowe ciekawostki i dane ilościowe encyklopedii ilustrowanych dotyczących jakiegoś Świata tematycznego z danego gatunku/gałęzi popkultury. I do teraz, do momentu kreślenia tego tekstu, zastanawiam się ,,dlaczemuż to!” nie słyszałem o tym tytule dużo, dużo wcześniej, o tej pro-geekowskiej publikacji. Dziękować opatrzności, że ,,Star Wars. Absolutnie wszystko, co musisz wiedzieć”, jako ta specyficzna encyklopedia galaktycznych wojaży na Moc i Miecze Świetlne, wpadła w moje ręce. Do sięgnięcia po ,,Absolutnie wszystko…”, o której to encyklopedii w tej recenzjo-opinii mowa, nie ukrywam, najbardziej skłonił mnie krótki dokument pt. ,,Technologia Gwiezdnych Wojen” z 2007 roku, który obejrzałem gdzieś na jakimś playerze w sieci. Około 45 min dość ciekawych informacji, danych, materiałów archiwalnych i zakulisowych pokazujących to, jak rozwijał się ten Świat, ta Galaktyka!, w materii filmów w oparciu o użycie w nich odpowiednich, nowych technologii. To był krótki dokument, ale na tyle inspirujący, że coś mnie tchnęło do poszukiwań jakichś publikacji dotyczących tej marki, które omawiałaby jej rozwój, jej historię w oparciu o rozmaite tytułu dużego ekranu etc. – po prostu musiałem dostać w swoje fanowskie ręce jakąś encyklopedię, poradnik, album – coś o konkretnej dozie wiedzy, faktów, coś zwanego ,,omówieniem” lub ,,opracowaniem”. Długo szukać nie musiałem - ,,złoty strzał” sprawił, że ów przewodnik wydany w Polsce za pośrednictwem Egmont Polska znalazł się na liście zakupowej, po chwili w koszyku w jednej z księgarni internetowych, a po kilku dniach wpadł w moje wygłodniałe wiedzy ręce. I jako ten wierny pośród wiernych, ,,znerdziałych” fanów marki "Star Wars", geek, po dość długiej, wielodniowej łącznie lekturze tej publikacji, przyznaję to teraz, będę to mówił i pisał jutro i w przyszłości: nawet sama Moc to potwierdza, wraz ze mną, ,,Absolutnie wszystko…” spisało się na medal – ten chaos konstrukcyjny, te nalane obrazek koło obrazka, kadr po kadrze informacje, ta ich zaskakująca dziwnie rozmieszczona ilość – czuć w tym opracowaniu (mimo tego dziwnego chaosu!) prawdziwą pasję, naturalność tworzenia i pomysł! Czyli jak widać, da się zainteresować Gwiezdnymi Wojnami świeżo oraz niekonwencjonalnie, czyż nie? Da się wzniecić tą iskrę ciekawości tą marką u fana, który o niej trochę zapomniał? Tak, jak najbardziej da! Mimo iż w opracowaniu, które o ,,starwarsach” wydało w Polsce nasze jak zawsze w pełni przygotowane na wypuszczanie rozmaitych encyklopedii na rynek (bo ta firma robi to niezwykle dobrze!) wydawnictwo Egmont, a które ogólnie zostało napisane przez wielu autorów (M. Kogge, A. Bray etc.) jest praktycznie… wszystko, to nie każdy, kto doświadczy tej ,,specyficznej fanowskiej Biblii gwiezdnowojennych danych”, z tego jak to zostało zaprezentowane będzie na swój sposób zadowolony. Bo ta zabawa treściami i stylem ich przekazania w tym przypadku może zarówno przyprawić o ból głowy (tak, nie każdy z nas zaakceptuje w publikacji, mówiąc dość ironicznie głosem wielu narzekających geeków: nachalną nalaność pstrokatych dymków, różnych krzywizn, wzorków, gdzie wpisane są informacje czy dane tekstowe, także towarzyszących temu grafik wokoło czy na tle rozciągniętym zdjęciu z filmu lub kadrze z animacji, które to obecne są od pierwszej do ostatniej strony, niczym uciążliwe ,,reklamy popup"),jak i tego… bólu pozbawić: otwarty na wyzwania i nowości w postaci stylu przekazania starwarsowej wiedzy fan z wielką chęcią przyjmie na klatę tą fizyczną formę zagwozdek z Uniwersum, z sosem na finiszu w postaci prostych stosunkowo zdań i słów, które te dane tworzą. Generalnie odnosząc się do owych ciekawostek i tak zwanego fanowskiego ,,lore” – w opracowaniu zbiorowym ,,Absolutnie wszystko co musisz wiedzieć”, które tyczy się Galaktyki Star Wars tak szeroko tematycznie (od preprodukcji po gotowy produkt jak film, książka czy serial lub gra video!) jak tylko się da, mamy kawał solidnego rzemiosła ,,twórczo-encyklopedycznego”. Łopatologia stosowana każe mi to skomentować: jest nieźle, i chyba dużo dużo lepiej w niektórych segmentach, jak np. w tych dotyczących floty, armii, jak np. Armii Klonów, jej uzbrojenia czy stricte tego samego ale w odniesienia do Imperium lub Republiki lub Separatystów. To wlaśnie są te ,,ilościowo” najlepsze rozdziały - ,,ilościowo", bo zaskakujące nas sporymi danymi i liczbami. Natomiast ,,jakościowo", czyli pod względem ilości przekazanych informacji w encyklopedii i sposobie ich przekazania adekwatnych do tego co i odnośnie czego się przekazuje, góruje duży rozdział pracy, segment zwany ,,Dziwne i cudowne istoty”. Niepotrzebny natomiast był, stanowiący raczej materiał promocyjny niżeli dawkę tych ,,mięsistych” geekowskich informacji, cykl danych o ,,Nowej Erze” Galaktyki, czyli o wszystkim tym, co miał ukazać rozpoczynając opowieści Gwiezdnych Wojen w Sadze Skywalkerów w Nowej świeżej Trylogii film ,,Przebudzenie Mocy”, ot tytułowy Epizod VII Uniwersum. Te treści to jedynie drobna zachęta do zainteresowania się zupełnie nowym ,,lore” przez miłośników najlepszej w świecie ,,starwarsowości”. Zapoznając się z danymi ,,absolutnie!” poprawnej, ale nie aż tak doskonałej jak mogłoby się wydawać wydaniem tej znanej nam ,,galaktycznej encyklopedii" o dziedzictwie Lucasa i daleko, daleko poza - publikacją z nutką ,,graficznej pstrokatości”, niczym z albumu jakiejś zbierającej wycinki z kolorowych gazet małolaty, która to dość oryginalnie przedstawia nam podstawy i niekiedy krótkie i jakby rozszerzające Wszechświat marki, zaskakujące dane liczbowe i informacyjne, niczym jak z dokładnego typowo prowadzonego akademickiego podręcznika, pt. ,,Star Wars. Absolutnie wszystko co musisz wiedzieć”, faktycznie nie dość, że można poczuć się jak rozradowany poznawaniem w nowy nieznany sposób swojego ukochanego Uniwersum dzieciak, to w tej liczącej około 200 stron pracy można nabyć przydatnej (lecz tylko wybranym fanom rozumiejącym to Uniwersum) wiedzy. Nostalgicznie, kolorowo, urozmaicenie: niekiedy podawane dane w tym ,,absolutnym" opracowaniu wywoływały ten uśmiech na twarzy i zdziwienie typu ,,niesamowite, nie miałem o tym pojęcia. Taki szczegół a jak cieszy!”, niekiedy jednak jedynie wzbudzały śmiech i lekko ironiczne odczucia, jakby te a te dane o danym elemencie Star Wars się wiedziało. Kupcie, czytajcie, doświadczajcie, ale nie marudźcie!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na71 rok temu
Ghiblioteka. Nieoficjalny przewodnik po świecie filmów studia Ghibli Michael Leader
Ghiblioteka. Nieoficjalny przewodnik po świecie filmów studia Ghibli
Michael Leader
Nie będzie to recenzja filmów Ghibli (a szkoda, mogłabym ją zrobić),a oczywiście "Ghiblioteki", czyli nieoficjalnego przewodnikach po filmach tego studia. Książka, o ile dobrze mi wiadomo, powstała z podcastu autorów i prowadzi czytelnika przez wszystkie dzieła Studia Ghibli, a rakże zapewnia historię kryjącą się za nimi. Książka jest wydana bardzo porządnie, zawiera też liczne kolorowe kadry prosto z anime, a także fotografie i zdjęcia oryginalnych plakatów. Dzięki takim detalom lektura to czysta przyjemność. Zdecydowanie najciekawszym aspektem "Ghiblioteki" jest tło powstania samego studia, a także jego filmów. Choć większość informacji można znaleźć w internecie, trzeba wiedzieć, że nie każdy ma w sobie aż tyle samozaparcia, by to zrobić. Zebranie takich informacji w jednym miejscu sprawiło, że stały się one łatwiej dostępne dla osób, które jak ja nie lubią przebijać się przez liczne źródła. Książka zawiera też recenzje i przemyślenia samych autorów. Ten aspekt książki oceniam gorzej, gdyż zamiast recenzji chętnie przeczytałabym dokładniejsze analizy tych filnów. O ile niektóre fragmenty na temat konkretnych filmów zawierały właśnie szczegóły, którym warto się przyjrzeć, to wiele tego nie miało. Trzeba jednak zrozumieć, że książkę stworzyli fani i jak każdy mieli swoich faworytów. Choć można by tę książkę udoskonalić, nie można zaprzeczyć temu, że była to ciekawa lektura i powinna usatysfakcjonować fanów filmów Studia Ghibli, którzy (podobnie jak ja) nie przeprowadzili własnego śledztwa na temat studia i jego dzieł. Moja ocena to 7/10.
jednorozec_czyta - awatar jednorozec_czyta
oceniła na71 miesiąc temu
Krótka historia filmu. Kieszonkowy przewodnik po gatunkach, filmach, nurtach i technikach Ian Haydn Smith
Krótka historia filmu. Kieszonkowy przewodnik po gatunkach, filmach, nurtach i technikach
Ian Haydn Smith
NIEPEŁNA HISTORIA FILMU Ponieważ filmy to zaraz po literaturze moja największa pasja, z radości na przeczytanie kolejnej książki im poświęconej aż zacierałem ręce. Niesłusznie, jak się potem okazało, bo „Krótka historia filmu” to rzecz mocno niepełna. Na pewno nie kompleksowa. Właściwie to mocno ograniczona. Autor co prawda starał się ze wszystkim sił uczynić ją atrakcyjną dla laików, ale przez to jego książka stała się miszmaszem po macoszemu potraktowanych faktów, mocno subiektywnym na dodatek i bardzo chaotycznym, a nie o to obiecywała. Zanim jednak przejdę do konkretów, przyjrzyjmy się zawartości całości. publikacja podzielona została właściwie na cztery części. W pierwszej z nich zatytułowanej „Gatunki” mówione zostają najważniejsze typy filmów – westerny, musicale, horrory itd., aż po kino superbohaterskie – z wymienieniem kilku najważniejszych przedstawicieli. W drugiej dostajemy „Najważniejsze filmy” – pięćdziesiąt tytułów, które zdaniem autora są najważniejsze w dziejach kina, od „Nietolerancji” i „Generała”, przez „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” i „Łowcy androidów”, na „Między słowami” i „Aż poleje się krew” skończywszy. Potem dostajemy omówienie najważniejszych nurtów w kinie – niemiecki ekspresjonizm, kino surrealistyczne czy Dogma 95 – a wszystko wieńczy prezentacja kluczowych technik używanych przy kręceniu filmów, odkrywająca przed nami tajniki montażu równoległego, steadicamu czy technologii 3D. https://sztukater.pl/ksiazki/item/32338-krotka-historia-filmu.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na65 lat temu
Bohaterowie ostatniej akcji Nick de Semlyen
Bohaterowie ostatniej akcji
Nick de Semlyen
Pierwsze wrażenie? Negatywne. Po pierwsze tytuł, który utrwala błąd w tłumaczeniu filmu z Arnoldem z lat 90. 'Last action hero' to przecież "ostatni bohater kina akcji", a nie "bohater ostatniej akcji" - jakiej ostatniej?? Niestety, na tytule nie koniec. Przez duże fragmenty książki tłumaczenie jest na poziomie wczesnego Google Translate. Jednak niech minusy nie przesłonią plusów. Nick de Semlyen zabiera nas w podróż do fascynującej, ale już mocno odległej epoki, jaką były najlepsze lata amerykańskiego kina akcji. Poprzez biografie głównych gwiazdorów, jak Stallone, Arnold, Chuck Norris czy van Damme przedstawia niepowtarzalny klimat Hollywood przełomu lat 80 i 90. Kolejne mniej lub bardziej udane filmy tego okresu nie powstawały w próżni, a często jako reakcje na sukces lub porażkę rywala. Co ważne, autor doprowadza historie gwiazd kina akcji do dziś, co pozwala zobaczyć jak skończył Steven Seagal a co nagrał ostatnio Arnold. Jako dzieciak wychowany na wypożyczalniach VHS czy oglądanych na Polsacie "Szklanej pułapce", "Rambo" czy "Terminatorze" w pewnym momencie dałem się pochłonąć tej wspaniałej sentymentalnej podróży, zwłaszcza, że gdy już autor się rozkręci to błędy w tłumaczeniu przeszkadzają jakby mniej. :) Słowem, świetna lektura dla każdego fana kina akcji spod znaku mięśni Schwarzeneggera czy białego podkoszulka Bruce'a Willisa. :)
Bullshit_detector - awatar Bullshit_detector
ocenił na82 miesiące temu
Nikt Nikomu Nie Tłumaczy. „Świat według Kiepskich” w kulturze Olga Drenda
Nikt Nikomu Nie Tłumaczy. „Świat według Kiepskich” w kulturze
Olga Drenda Jacek Paśnik Michał Gliński Marta Płaza Karolina Graczyk
Kiedy dwoje tak wnikliwych obserwatorów polskiej codzienności i nostalgii jak Olga Drenda oraz Jacek Paśnik bierze na warsztat fenomen serialu Świat według Kiepskich, oczekiwania czytelnika automatycznie szybują pod sam sufit kamienicy przy Ćwiartki ¾. Efektem tej współpracy jest książka Nikt Nikomu Nie Tłumaczy, którą oceniam na 6/10. To pozycja wartościowa, ale momentami grzęznąca w teoretycznych rozważaniach, które mogą nieco przytłoczyć fanów poszukujących prostej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Ferdynand Kiepski stał się naszym narodowym lustrem. Autorzy słusznie zauważają, że przygody mieszkańców wrocławskiej kamienicy to nie tylko slapstickowa komedia o piciu piwa Mocny Full, ale przede wszystkim genialna satyra na polską transformację ustrojową. Drenda i Paśnik analizują serial jako zapis lęków, aspiracji i absurdów życia w „dzikim kapitalizmie”. Świat według Kiepskich w ich ujęciu to polska wersja teatru absurdu, gdzie bieda-estetyka lat 90. miesza się z ludową mądrością i surrealizmem. Analiza postaci – od bezrobotnego filozofa Ferdynanda, przez pragmatyczną Halinkę, aż po uosobienie drobnomieszczańskich kompleksów, czyli Mariana Paździocha – jest przeprowadzona z dużą błyskotliwością i kulturoznawczym zacięciem. Książka świetnie oddaje ewolucję serialu: od wczesnych, niemal punkowych odcinków, po późniejsze, bardziej oniryczne i filozoficzne epizody reżyserowane przez Okiła Khamidowa i Patricka Yokę. Autorzy trafnie punktują, jak serial stał się „bezpiecznym wentylem” dla społeczeństwa, które w krzywym zwierciadle Kiepskich mogło oswoić własne niedostatki. Skąd zatem tylko „szóstka”? Największym problemem publikacji jest jej momentami zbyt hermetyczny, akademicki język. Czytelnik, który liczył na kopalnię anegdot z planu czy ciekawostek o obsadzie, może poczuć się rozczarowany. Książka to raczej esej socjologiczny niż klasyczna biografia serialu. Niektóre interpretacje wydają się nazbyt naciągane, jakby autorzy za wszelką cenę chcieli dopisać głęboką filozofię do każdego żartu o „pośredniaku”. Brakuje tu nieco lekkości, którą charakteryzuje się sam serial – tekst bywa suchy i przeładowany odniesieniami do teorii kultury, co sprawia, że lektura staje się chwilami nużąca. Mimo tych mankamentów, Nikt Nikomu Nie Tłumaczy to ważny głos w dyskusji o polskiej popkulturze. Drenda i Paśnik udowadniają, że o „Kiepskich” warto i trzeba rozmawiać poważnie, bo bez zrozumienia Fenomenu Ferdka trudno zrozumieć dzisiejszą Polskę. To pozycja dla tych, którzy chcą spojrzeć na osiedle Kosmonautów nie przez pryzmat śmiechu z puszki, ale przez pryzmat skomplikowanej historii naszych zbiorowych wyobrażeń. Solidna lektura, choć wymagająca od czytelnika sporej cierpliwości do teoretycznych wycieczek.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na624 dni temu
Nieoficjalny przewodnik po Grze o tron Kim Renfro
Nieoficjalny przewodnik po Grze o tron
Kim Renfro
6/10⭐ [125/2k23] Niezależnie od tego czy poznaliście świat Westeros poprzez cyk Pieśni Lodu i Ognia, czy też z zapartym tchem czekaliście na kolejne odcinki monumentalnej pod względem rozmachu serialowej adaptacji, musicie przyznać, że fenomen GoT trwale zapisał się w historii high fantasy, jak i również szeroko pojmowanej popkulturze, zmieniając oblicze małego ekranu. Uniwersum pełne bezwzględnej walki o władze, nieokiełznanej namiętności oraz wyrafinowanych - lub też nie - intryg, przez lata rozpalało wyobraźnię milionów zaangażowanych odbiorców. Wśród nich była także stojąca za "Nieoficjalnym przewodnikiem po Grze o Tron" dziennikarka Kim Renfro, która postanowiła podzielić się ze światem swoją zajawką. Słabością żywioną wobec tego tytułu. "Siedemdziesięciu trzem odcinkom Gry o Tron zawdzięczamy niezapomniane powiedzenia, wzruszające monologi oraz wiele najlepszych chwil w historii telewizji. W serii wypełnionej po brzegi świetnie napisanymi kawałkami (nie, to nie jest odpowiedni moment, by wspominać o "niegrzecznej cipce") trudno wybrać najlepsze z najlepszych, gdy chodzi o słowną szermierkę i trafne filozoficzne spostrzeżenia składające się na najbardziej pamiętne fragmenty Gry o tron". "Nieoficjalny przewodnik po Grze o Tron" został napisany w nader przystępny sposób. Nie jest to jednak równoznaczne z tym, że powinny po niego sięgać osoby niezaznajomione z uniwersum. Przy czym nie chodzi mi wcale o mnogość zawiłych zależności pomiędzy poszczególnymi rodami oraz pojedynczymi bohaterami, lecz o fragmenty zawierające spojlery, których autorka nie szczędzi nam na przestrzeni całej książki - o czym zresztą sama wspomina na wstępie. To idealna pozycja by odświeżyć sobie pamięć pod względem zniuansowanych szczegółów pozwalających lepiej i dokładniej dostrzec różnice pomiędzy pierwowzorem a jego adaptacją (jak to miało miejsce w moim przypadku),bądź zaznajomić się z zakulisowymi anegdotkami jeśli wcześniej niezbyt uważnie śledziliśmy medialne wywiady lub wystąpienia twórców na konwentach. No właśnie. Choć od strony autorki bije wyczuwalny entuzjazm, nie sposób w zasadzie rozgraniczyć jej wkładu własnego od wykorzystanych przy pisaniu książki materiałów źródłowych, toteż finalnie otrzymujemy opracowanie złożone ze skondensowanych razem ciekawostek, zamiast dogłębnej analizy. Wszystko to zostało gdzieniegdzie okraszone uroczymi choć nieprzystającymi przecież do ducha GoT ilustracjami artystki Devin Elle Kurtz. Abstrahując od tego, przewodnik czytało się naprawdę dobrze i sprawnie. Na tyle że zapragnęłam sięgnąć ponownie po dzieła George'a R.R. Martina, jak i pokusić się o rewatch serialu. "- Zapytaj mnie za dziesięć lat - odpowiada z delikatnością w głosie. To samo mogliby powiedzieć fani, gdyby zapytano ich, co właściwie osiągnęła Gra o Tron (a czego nie zdołała osiągnąć) podczas ośmiu lat nadawania serialu. Dzień, tydzień, miesiąc - a nawet rok - to zbyt krótki okres, by zrozumieć, jaki wpływ wywarł ten gigantyczny serial na historię naszej kultury, ale z pewnością, podobnie jak fale spowodowane przez wbicie sztyletu między żebra Daenerys rozeszły się po całym uniwersum Gry o tron, w realnym świecie jego wpływ będzie odczuwalny przez następne dziesięciolecia". To jak, dacie się porwać zapiskom maestra?
Deppowa - awatar Deppowa
oceniła na62 lata temu

Cytaty z książki Avatar. Przewodnik ilustrowany

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Avatar. Przewodnik ilustrowany