Kilka dni lata. Wysepka szczęścia

Okładka książki Kilka dni lata. Wysepka szczęścia autora Christophe Chabouté, 9788396327987
Okładka książki Kilka dni lata. Wysepka szczęścia
Christophe Chabouté Wydawnictwo: Kurc komiksy
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Quelques jours d'été + Un îlot de bonheur
Data wydania:
2022-05-30
Data 1. wyd. pol.:
2022-05-30
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396327987
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kilka dni lata. Wysepka szczęścia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kilka dni lata. Wysepka szczęścia

Średnia ocen
6,8 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kilka dni lata. Wysepka szczęścia

avatar
20
9

Na półkach:

Jest to komiks z pewnością bardzo prosty w swoim przekazie. Dobrze było przysiąść do niego, choć spodziewałem się czegoś nieco ciekawszego. Szkoda, że nie było więcej dialogów, na pewno podniosłoby to moją ocenę.

Jest to komiks z pewnością bardzo prosty w swoim przekazie. Dobrze było przysiąść do niego, choć spodziewałem się czegoś nieco ciekawszego. Szkoda, że nie było więcej dialogów, na pewno podniosłoby to moją ocenę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
675
86

Na półkach: ,

Zgodzę się z innymi opiniami, jakoby historia nie była porywająca ani odkrywcza, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. To mały, ciepły komiks, stanowiący przyjemną, choć bardzo krótką odskocznię.

Świetne rysunki.

Zgodzę się z innymi opiniami, jakoby historia nie była porywająca ani odkrywcza, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. To mały, ciepły komiks, stanowiący przyjemną, choć bardzo krótką odskocznię.

Świetne rysunki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1377
1376

Na półkach: ,

Historie idealnie dla przypadkowego odbiorcy, żeby się przekonał, że komiks to nie tylko lasery z tyłka i klasyka PRL-u. Historie przez które przejdziesz bezboleśnie w dwadzieścia minut, pomyślisz, że rysunki ładne i przyznasz rację, że warto dbać o relacje. Dawno nie czytałem czegoś tak banalnego. Szkoda życia i papieru

Historie idealnie dla przypadkowego odbiorcy, żeby się przekonał, że komiks to nie tylko lasery z tyłka i klasyka PRL-u. Historie przez które przejdziesz bezboleśnie w dwadzieścia minut, pomyślisz, że rysunki ładne i przyznasz rację, że warto dbać o relacje. Dawno nie czytałem czegoś tak banalnego. Szkoda życia i papieru

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

28 użytkowników ma tytuł Kilka dni lata. Wysepka szczęścia na półkach głównych
  • 22
  • 6
12 użytkowników ma tytuł Kilka dni lata. Wysepka szczęścia na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Christophe Chabouté
Christophe Chabouté
Francuski twórca komiksów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Powrót pszczołojada Aimée de Jongh
Powrót pszczołojada
Aimée de Jongh
Aimée de Jongh zobrazowała poczucie winy oraz jego destrukcyjny wpływ na życie Simona, który nigdy nie przepracował traum z przeszłości, przez co zmuszony jest obecnie skonfrontować się z własnymi dylematami bez odpowiedniego wsparcia. Byłoby mu łatwiej, gdyby stanął do walki z jednym przeciwnikiem. Niemniej, snucie podobnych rozważań nie ma większego sensu, skoro w „Powrocie pszczołojada” tragedie zostają zwielokrotnione, a granice między nimi wyraźnie zatarte, dzięki czemu łatwiej dojść do wniosku o ich wzajemnym oddziaływaniu na kondycję psychiczną człowieka. Samobójstwo nieznanej kobiety, dramatyczny finał sprzeczki ze szkolnym kolegą oraz widmo bankructwa z powodu nierentowności rodzinnej księgarni łączy błędne przekonanie Simona o odpowiedzialności za każde z tych zdarzeń, mimo że nie mógł im zapobiec. Wykształcił w sobie mechanizm zaprzeczenia traumie, w związku z czym nie widzi potrzeby skorzystania z fachowej pomocy. Wspomniany problem dostrzega autorka, która do świata Simona wprowadza tajemniczą Reginę, aby przypomnieć bohaterowi o mądrości płynącej z obserwacji pszczołojadów w okresie jego dorastania. Im dalej w las, tym więcej drzew, co idealnie opisuje rozwój wydarzeń z niedawno poznaną dziewczyną oraz przewrotny finał komiksu o potrzebie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Aimée de Jongh poprowadziła swój debiut sprawną ręką, o czym świadczy graficzne dopracowanie angażującej fabuły z intrygującą końcówką. Przez chwilę rozważałem, czy na korzyść ilustracji nie zadziałałoby dodanie im barw, jednak po zamknięciu oczu i wyobrażeniu sobie potencjalnej kolorystyki doszedłem do wniosku, że efekt byłby groteskowy, a co mogłoby przekreślić „Powrót pszczołojada” w oczach wielu czytelników.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na71 rok temu
Uwodzenie. Historia architektoniczno-kryminalna Lucas Harari
Uwodzenie. Historia architektoniczno-kryminalna
Lucas Harari
Katalog wydawnictwa Centrum Architektury nie był dla mnie do tej pory miejscem, gdzie szukałam informacji o interesujących komiksach (dotąd wzbogacałam się tam o ciekawe pozycje dotyczące architektury właśnie i mogę je szczerze polecić). Teraz się to zmieni na pewno. Polecałam już wam świetną pozycję Beton. Ciemna strona budowania, a teraz dodam do tego rewelacyjną, choć zupełnie inną pozycję, czyli graficzną powieść Lucasa Harariego Uwodzenie. Historia kryminalno-architektoniczna. To zachwycająca, ale specyficzna historia, która trafi do odbiorców potrafiących docenić zarówno kunszt edytorski, jak i konkretną inspirację architektoniczną, a przede wszystkim niespieszną narrację, w której klimat budowany jest przez często zupełnie nieme sceny. Kto szuka wartkich dialogów - będzie zawiedziony, ale miłośnicy czytania z komiksowych kadrów mogą się tą pozycją zachwycać. Fabularny punkt wyjścia to zapiski wysłane przez byłego studenta architektury z Paryża, który miał obsesję na punkcie term z Vals. Gnany potrzebą zobaczenia i zbadania tego miejsca, opuszcza miasto i eksploruje przestrzeń kompleksu termalnego oraz okolice, wsłuchując się też w tajemniczą legendę. Akcja toczy się niespiesznie, ale napięcie wręcz iskrzy, choć nie w spektakularnym, a raczej hitchcockowskim stylu. Nieuchwytne poczucie zagrożenia, klaustrofobiczność uporządkowanej przestrzeni, nocny bezruch - to wszystko tworzy niesamowitą aurę. Wiele w tej historii niedopowiedzeń i symboli. Jak choćby tajemnicza dziewczyna o znaczącym imieniu Ondine (wszak Ondyny to mitologiczne nimfy wodne). Labirynt gładkich brył tworzących korytarze momentami kojarzyć się może z przerażającymi pustymi korytarzami hotelu z Lśnienia. Nawet panująca w kadrach cisza, odrzucenie słów na rzecz spokojnego ruchu doskonale buduje tę oniryczną, opartą na sugestiach i niedopowiedzeniach historię. W tej publikacji ogromne znaczenie mają właśnie obrazy i Harari genialnie wykorzystuje specyfikę komiksowego medium do budowania niemal filmowej narracji. Czytelnik widzi tutaj ruch i bezruch zarazem, krzyczące słowa i wymowne milczenie. A wizualnie... to jest dopiero uwodzenie. Efekt ziarnistości, operowanie - poza czernią - ledwie dwoma barwami w różnych odcieniach i za pomocą ich natężenia oddawanie emocjonalnej warstwy wydarzeń. Do tego namacalność symetrycznych linii architektury teram (oddanych równie dobrze jak na zdjęciach). Autor przykuwa uwagę i zmusza czytelnika do niespiesznego "czytania", a wręcz studiowania poszczególnych kadrów. Dzięki temu narzuca tempo lektury i tą niespiesznością buduje napięcie. To niesamowita graficzna opowieść dla otwartego na niespieszność odbiorcy. Z klimatem bliskim historiom grozy Kinga, psychotycznej aurze filmów Hitchcocka czy zawieszonych w niedopowiedzeniach filmów Lyncha. Specyficzna, ale warta uwagi, zapadająca w pamięci publikacja. Wysmakowana pod względem edytorskim i z intrygującym scenariuszem. Historia, która uwodzi nie tylko tytułem.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na79 miesięcy temu
Mały astronauta Jean-Paul Eid
Mały astronauta
Jean-Paul Eid
"Mały astronauta" to pierwszy komiks wydawnictwa Lost In Time, który kupiłem już jakiś czas temu. Czemu? Bowiem moi bliscy przyjaciele mają adoptowaną córkę z dziecięcym porażeniem mózgowym, a właśnie o tym jest historia, którą Jean-Paul Eid przedstawił nam na kartach swego komiksu. Z jednej strony wiedziałem czego się spodziewać, bowiem wiele razy przebywałem w towarzystwie takich osób, z drugiej córka przyjaciół jest o wiele bardziej sprawna, choć w ogromnej mierze osiągnęła to dzięki ich wręcz morderczej determinacji i tytanicznej pracy, która trwa nieprzerwanie od wielu lat. Naprawdę wielu. Bohater tej opowieści obrazuje nam jednak mniej radosną wersję, gdzie dziecko nie mówi, nie chodzi, a jedynie się uśmiecha. Centralną postacią jest Tom, zaś jego historię w formie wspomnień, poznajemy dzięki jego dorosłej siostrze, która odwiedziła ich stary dom, obecnie wystawiony przez inną rodzinę na sprzedaż. Wędrując z pomieszczenia do pomieszczenia powoli powraca do czasów narodzin brata oraz kolejnych lat, kiedy to wykryto u niego chorobę i z nią walczono. Przedstawia na swój własny sposób jakie piekło przechodzili jej rodzice, jak życie całej rodziny diametralnie się zmieniło i ile trudności czekało ich na nowej wyboistej drodze. Tak, to jest groza, ale nawet w niej da się odnaleźć radość. Wiem, co mówię bo wielokrotnie widziałem to u moich przyjaciół i ich córki. Przyznam się też otwarcie, że sam nie wiem czy dałbym radę. Wiecie, nie mogę mieć dzieci, wraz z żoną przegraliśmy walkę o nie, ale nie jestem pewien czy gdybym został postawiony w tej sytuacji co moi przyjaciele lub postacie zobrazowane w komiksie to podołałbym tym wyzwaniom. Nie mam zamiaru kłamać i udawać, że byłoby inaczej. Na pewno podjąłbym walkę, ale czy w niej wytrwał? Nie jestem pewien. Dlaczego? Bo to naprawdę mordercza i nieraz niekończąca się bitwa. Wieczna wojna, która nie wiesz jak długo potrwa, bo nie u każdego jest happy end. Być może część z was, którzy czytają to co napisałem, zacznie na mnie wieszać psy, wyzywać od tchórzy i tak dalej, ale widziałem przez lata jak to wygląda, a byłem jedynie obserwatorem. I to takim, który nigdy nie mógł mieć i nigdy nie będzie mógł posiadać własnych dzieci. Zatem mogę uchodzić w oczach innych za wygodnego i w pełni to rozumiem. Nie zmienia to jednak faktu, że takie dzieci mają szansę na szczęśliwe życie, a część z nich, co widzę po córce przyjaciół, może nawet być w ogromnym stopniu samodzielna. Jednak jak wspomniałem - to wymaga wręcz morderczej walki, a nie każdy jest na nią gotów. "Mały astronauta" również i ten aspekt przedstawia. Owszem, rodzice Toma walczą, ale nawet oni mieli chwile słabości czy poznali tych, którzy zaczęli się poddawać. Mieli szczęście, bo nie zostali sami, stale otrzymywali wsparcie, a to dodawało im sił. Niestety nie zawsze tak jest i często rodzice dzieci niepełnosprawnych pozostają sami w tej walce, a leczenie i rehabilitacja słono kosztują. O tym też mówi ten komiks. Dla mnie ta opowieść to arcydzieło, choć trudne i bolesne, ale dzięki temu prawdziwe. Pięknie zilustrowane, ale przede wszystkim wspaniale opowiedziane, przedstawiające nierówną walkę o jak największą sprawność własnego dziecka, które przecież kiedyś dorośnie. A przynajmniej każdy rodzic ma taką nadzieję. Komiks też bardzo dobrze obrazuje, że dla dzieci wiele barier po prostu nie istnieje. One są ciekawskie, chcą się bawić i poznawać świat. Pragną doświadczać, a to czy ktoś jest na wózku czy chodzi samodzielnie najczęściej nie ma znaczenia. Dopiero kiedy doroślejemy zaczynamy zapominać o tej niewinności, dlatego warto ją w sobie pielęgnować, bo potrafi nas uchronić przed złem, które sami często tworzymy. "Mały astronauta" to komiks potrzebny. Powinien go przeczytać każdy niezależnie od tego czy ma dzieci, czy ich nie posiada. To opowieść o nauce rozmawiania z innymi, walce o każdy dzień i choć jeden uśmiech. O wygrywaniu małych bitew, które dodają nam sił, gdy zaczyna ich brakować. Choć zdaję sobie sprawę, że nie każdemu uda się przetrwać wojnę, to ostatecznie pozostają wspomnienia, które potrafią nas zabrać w podróż po cichym kosmosie. MOJA OCENA - 10!/10
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na101 rok temu
Pewna historia Gipi
Pewna historia
Gipi
Pewna historia należy do rodzaju komiksów ambitnych, o których nie do końca wiem, co sądzić. Jeśli ktoś wciąż jeszcze myśli, że komiks jako medium, to głupiutkie i proste historyjki obrazkowe, niech spróbuje zmierzyć się z tym albumem Gipiego. Sięgnęłam po niego w bibliotece spontanicznie. Nie znałam autora, nic nie słyszałam o tytule. Postanowiłam spróbować i niewątpliwie trafiłam na coś innego. Pewna historia to opowieść o pisarzu z problemami, który ostatecznie ląduje w szpitalu psychiatrycznym po jakiejś zapaści związanej z niedookreślonym kryzysem emocjonalnym. Niewiele tu wiadomo na pewno. Opowieść wyłania się z poszarpanych migawek – chwili obecnej i retrospekcji. Najwięcej jest wyobrażeń głównego bohatera i wspomnień wojennych jego dziadka, które są powiązane z listami jakie wysyłał do rodziny z frontu, a którymi pisarz się fascynował. Są także punkty widzenia innych osób dookoła – lekarzy w szpitalu, czy jego córki. 🌌 Forma a treść Autor używa kilku stylów rysunku, żeby opowiedzieć te fragmenty. Niektóre momenty wykonane są niechlujnymi szkicami, a niektóre wyglądają na namalowane akwarelami. W efekcie komiks jest jednocześnie i ładny i brzydki. I taki ma w sumie być, ma zadawać pytania, zmuszać do zastanowienia, a nie olśniewać kreską. Forma jest tu głównym środkiem do wywarcia wrażenia na czytelniku i zmuszenia go do zastanowienia. Ja zadaję sobie jednak pytanie, czy to nie jest jednak jej przerost nad treścią. Jak na mój gust, Gipi daje za dużo powietrza i przestrzeni czytelnikowi. Za dużo tu puzzli w kolorze nieba, za mało kształtów, których można się chwycić. Opowieść przez to traci na wyrazistości. Ma niby skupiać uwagę na dramatycznych doświadczeniach wojennych dziadka, nadawać im największą wagę w kształtowaniu problemów psychicznych wnuka. Wizja to jednak rozmyta i zagmatwana. A jednak pewna historia jest komiksem na tyle innym, że mimo wszystko warto po niego sięgnąć. Najlepiej wyrobić sobie własne zdanie na temat tej opowieści i sposobów użytych przez autora do prowadzenia narracji. Mi one nie do końca podeszły, ale niewątpliwie autor miał na to swój pomysł.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na66 miesięcy temu
Księżycowy jeleń Yoann Kavege
Księżycowy jeleń
Yoann Kavege
Wydawało mi się, że jestem dość na bieżąco z różnymi wydawanymi w Polsce komiksami. A jednak Księżycowy jeleń mi jakoś umknął. Na szczęście ten niepozorny komiks niszowego wydawnictwa dostałam w prezencie urodzinowym i… od razu zwrócił moją uwagę. W tej minimalistycznej historii, w której prawie w ogóle nie ma tekstu śledzimy losy małego jelonka – kosmonauty oraz ścigającej go istoty. Możemy się jedynie domyślać, że dziwna istota chce zabrać jelonkowi chroniony przez niego artefakt. Nie znamy jednak motywu pościgu, ani czym ten artefakt jest. I oczywiście, że czytelnik jest po stronie uroczego uciekającego jelonka. 🦌 Nie wszystko oczywiste Jednak później okazuje się to, co się okazuje i czytelnik zmienia spojrzenie na ucieczkę oraz samych bohaterów. Nie będę spoilować, bo ten plot twist jest największą zaletą tego komiksu. I przyznaję, że autor ciekawie wykorzystuje tutaj urok jelonka oraz fakt, że ten ucieka przed kimś, kto chce mu najwyraźniej zrobić krzywdę. Księżycowy jeleń jest ładnie narysowany i choć jest to w sumie prosta oraz krótka historia, to jest ciekawa. Końcówka robi tu robotę. Poza tym minimalizm także robi wrażenie. W całym komiksie jest nie więcej niż dziesięć dymków z tekstami, ale to w sumie wystarcza żeby nakreślić przyczyny pościgu oraz większą historię. 🦌 Minimalizm pobudza wyobraźnię Wprawdzie szczegółów musimy się domyślić sami, ale to akurat wcale nie jest żaden minus, bo pozostawia pole do popisu wyobraźni i zadawania pytań. Np. dlaczego akurat księżycowy? I dlaczego antropomorficzny jelonek – dziecko? Czyżby właśnie dlatego, żeby zwabić czytelnika w pułapkę współczucia? Niby prosta historyjka, a jednak zadaje też kilka filozoficznych pytań. Np. autor zdaje się pytać o to, czy to co miło wygląda na pewno jest tym, czym się wydaje. Pozory lubią mylić. Zadaje też pytanie o wartość życia we wszechświecie. Czy za wszelką cenę można dążyć do ciszy? Samą ciszę zresztą też zapewne można rozpatrywać jako symbol, niekoniecznie wprost. Ale nie napisze już nic więcej, bo nie chcę psuć zabawy tym, którzy zdecydują się przeczytać tę historyjkę.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na81 rok temu
Visa tranzytowa Nicolas de Crécy
Visa tranzytowa
Nicolas de Crécy
Visa Tranzytowa. Przyznam szczerze, że miałem spore oczekiwania wobec tego komiksu. Sam temat zapowiadał się niezwykle intrygująco: rok 1986, dwudziestoletni Nicolas i jego kuzyn pakują się w starego Citroëna Visę i ruszają w szaloną podróż do Turcji. Po drodze czekają ich malownicze widoki innych krajów, spotkania z różnymi ludźmi i przygody raz przyjemne, raz dramatyczne. I teraz pytanie: kto z nas nie chciałby w młodości przeżyć takiej eskapady? Brzmi jak gotowy przepis na fascynującą historię. No i cóż… trochę się zawiodłem. Ale tylko połowicznie. Pierwsza część komiksu to prawdziwa perełka: klimat podróży, piękne pejzaże za dnia, a w nocy poczucie niepokoju, czasem wręcz grozy i „parszywe noce”, które potrafią wrzucić ciarki. To działa świetnie, wciąga i pozwala poczuć ducha tamtych czasów. Problem zaczyna się w drugiej połowie gdy pojawiają się wątki poboczne, które wybijają z rytmu, są momentami zbyt odjechane i niestety mocno kontrastują z tym, co działało na początku. Zamiast spójnej opowieści o podróży, dostajemy fragmenty, które sprawiają wrażenie przekombinowanych. Bywa nudno, czasem ciężko przebrnąć, a czasem odechciewa się czytać. Na szczęście potem historia wraca na właściwe tory i podróż znów nabiera barw. Wizualnie? Specyficznie. Ilustracje potrafią zachwycić, szczególnie wtedy, gdy przedstawiają widoki i atmosferę drogi. Ale nie zawsze są czytelne, czasami są mocno chaotyczne. Na szczęście przez większość czasu spełniają swoje zadanie i rzeczywiście potrafią uderzyć widokami. Visa Tranzytowa to dzieło zdecydowanie nietypowe. Ma świetne momenty, ale też fragmenty, które wyraźnie odstają i psują ogólny odbiór. Czy warto sięgnąć? Tak, choć trzeba być przygotowanym na dziwne pomysły. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DONudNsjCec/?igsh=MTNpd2Q3amJ6ZTFpYw==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na77 miesięcy temu
Dom Paco Roca
Dom
Paco Roca
Ciepła, pełna nostalgii graficzna opowieść o pewnej hiszpańskiej rodzinie; o czasie, przemijaniu i pamięci. Rok po śmierci seniora rodu trójka dorosłych już dzieci, ustabilizowanych życiowo, Vincente, Jose i Carla, odwiedza dom na wsi i musi podjąć decyzję co z nim zrobić. Pierwszym pomysłem jest sprzedaż. Ale odżywają wspomnienia o rodzicach, wspólnej pracy przy budowie i urządzaniu domu. Młodzi przywołują w pamięci weekendowe wyjazdy, pobyty wakacyjne, letnie zabawy. Także niekoniecznie lubiane zajęcia. Ich ojciec kochał wiejską siedzibę, nie umiał żyć bezczynnie, pracował bez wytchnienia, angażując do pomocy żonę i dzieci. Majsterkował, uprawiał ogród, pucował samochód. „Praca to było jego jedyne hobby”. Odwiedzając teraz dom na wsi rodzina widzi jak ważne jest dla nich to miejsce. Oczywiście, nie obywa się bez sporów między rodzeństwem, ale stopniowo czują się razem coraz lepiej, miło spędzają czas, pracując i biesiadując. Od sąsiada dowiadują się także o ostatnich latach ojca, który na emeryturze zamieszkał tam na stałe. Zanosi się na to, że dom jednak zostanie w rodzinie; będzie służył jako miejsce spotkań i wspomnień. To wzruszająca książka autobiograficzna. O normalnym życiu i awansie społecznym. Czyta się dobrze: grafika jest przyjemna, bogata w detale, kolorystyka stonowana, postaci dobrze zróżnicowane, plany czasowe także. Fajna, ciepła lektura
Mikila - awatar Mikila
oceniła na729 dni temu
ALCAZAR Simon Lamouret
ALCAZAR
Simon Lamouret
Kiedy trafiłam na informację, że Centrum Architektury wydaje także komiksy i postanowiłam sprawdzić, jakie rejony tematyczne eksplorują wybrane przez wydawcę publikacje, nie spodziewałam się, na jak fascynujące lektury trafię. Najpierw zachwyciłam się komiksową prezentacją śledztwa z sprawie... lobby betonowego, potem surrealistyczną historią związaną z fascynującym obiektem architektonicznym, teraz zaś chwyciłam za Alcazar Simona Lamoureta. Pierwszym, na co zwróciłam uwagę, sięgając po tę pozycję, są kolory. Publikacja jest właściwie monochromatyczna czy też - precyzyjniej - duochromatyczna. Poza oczywiście czernią kreski autor posługuje się wyłącznie odcieniami niebieskiego i oranżu w różnym natężeniu, co odpowiada jego subiektywnym wrażeniom z pobytu w Bangalore i doskonale wprowadza czytelnika w klimat miejsca. Można niemal poczuć żar lejący się z nieba czy budowlany pył, co intensyfikuje wrażenia płynące z lektury. Autor zresztą zaczyna swoją opowieść od obrazów właśnie, od kadrów pozbawionych dialogów, stanowiących doskonałą introdukcję do historii i osadzającą ją w miejscu i czasie. Obrazuje ledwie wycinek Bangalore, ale sugestywnie buduje atmosferę miejsca i oddaje jego specyfikę - przestrzeni tłocznej, dusznej, gorącej, tętniącej życiem i atakującej wszystkie zmysły (choć doświadczamy jej tylko oczami). Historia przedstawiona w opowieści jest jednocześnie realna i metaforyczna. Z jednej strony Lamouret stawia na troje bohaterów, konkretyzując wokół nich życie "na budowie", jednocześnie zatrzymuje ich także w sferze symbolu, personifikując w ich losach rzeczywistość najniżej postawionych pracowników indyjskiego rynku deweloperskiego. Troje biednych, niewykształconych ludzi ze wsi przybywa do miasta, by zarobić pieniądze na spłatę długów. Ich oczami i z ich perspektywy poznajemy "życie" na terenie powstającego budynku, w jakim oni sami nigdy nie będą mogli zamieszkać. Ta historia za pomocą konkretnej opowieści i konkretnych, ciekawie nakreślonych scen obrazuje patologię rynku budowlanego. Zobaczymy tu nepotyzm, wyzysk, niefrasobliwe podejście do pracowników. Poznamy trudy życia ludzi z najniższych warstw drabiny społecznej, pracujących bez ochrony, bez uprawnień i często bez umiejętności, kierowanych przez ludzi niekompetentnych i nastawionych na wyzysk. Zobaczymy oszustwa finansowe, łapówkarstwo, manipulację, wyzysk. Ale też prostych, poczciwych ludzi, którzy starają się wspierać i stają za sobą murem. Rosnąca budowla, przyciągająca coraz to nowych pracowników z różnych grup wyznaniowych i etnicznych, staje się prawdziwą wieżą Babel, w której mieszają się języki i kultury, a czytelnik może to obserwować jak w preparacie pod mikroskopem. Jest więc to komiks interesujący zarówno z punktu widzenia budowlanego, jak i kulturowego, a przede wszystkim świetnie opowiedziana historia. Storytelling na wysokim poziomie - rozpisany na komiksowe kadry i dialogi - sprawia, że Alcazar czyta się rewelacyjnie, choć to w gruncie rzeczy momentami przygnębiająca opowieść z podnoszącymi na duchu momentami. Jest niezwykła w swej zwyczajności, a przy tym stwarza szerokie pole do refleksji społecznych i kulturowych. Autor z uwagą pochyla się nad ubogimi ludźmi z krajów, w których brak jest nie tyle regulacji rynku budowlanego, ile realnych narzędzi kontroli pracy i ochrony pracowników. Jednocześnie zwraca uwagę na los tych, którzy często znikają z naszego pola widzenia. To przemyślana i świetnie przygotowana publikacja, która nie tylko bawi, ale przede wszystkim daje do myślenia.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na77 miesięcy temu
Kosmata pułapka Josh Simmons
Kosmata pułapka
Josh Simmons
Powiedzmy sobie wprost - z opowiadaniami nigdy nie było mi za bardzo po drodze. Szczególnie problematyczne są dla mnie antologie, w których zamieszczone są opowiadania kilku/kilkunastu autorów. Ciężko mi się wtedy przestawić na różne style, w dosyć krótkim czasie czytania. Trochę lepiej ma się sytuacja, gdy zapoznaje się ze zbiorem jednego autora. Wtedy jestem w stanie wczuć się w jego stylistykę, przez co odbiór całości jest dla mnie łatwiejszy. Nie miałem natomiast do tej pory przyjemności czytać żadnego zbioru w formie graficznej. W końcu jednak nastał ten moment i sięgnąłem po "Kosmatą Pułapkę", autorstwa Josha Simmonsa. Jeżeli jesteście ciekawi jak się w nim odnalazłem i jakie były moje wrażenia po zakończeniu lektury, to zapraszam do opinii. "Kosmata Pułapka" to zbiór jedenastu krótkich form, oscylujących wokół szeroko pojętej grozy wymieszanej ze sporą dawką czarnej komedii, groteski, postapo czy produkcji spod znaku XXX. Wszystko to natomiast skąpane w takiej ilości psychodeli, że przez większość czasu łapałem się za głowę, zastanawiając się, co autor zażywał podczas tworzenia tego komiksu... Doskonałym przykładem tego o czym pisałem powyżej, jest otwierające album opowiadanie "W Krainie Magii". Niby zwyczajnie rozpoczynająca się historia spod znaku fantasy, która jednak szybko zmienia się w twór, ociekającą scenami gore i perwersją, w którym nie ma żadnej taryfy ulgowej dla nikogo. Jest brutalnie i dosadnie. Nie jest to rzecz dla ludzi o słabych żołądkach. Jednocześnie stanowi ona świetne wprowadzenie do symfonii zgorszenia, jaką ma w planach zaserwować nam autor w dalszej części komiksu. Żeby nie być gołosłownym, to przytoczę w tym miejscu "Znamię Nietoperza", czyli wariację Josha Simmonsa, w temacie jednej z najbardziej rozpoznawalnych ikon superbohaterskiego świata, Batmana. Opowieść, w której jesteśmy świadkami jego psychicznego upadku, tego jak krok po kroku staje się tym, z czym walczył całe swoje życie. Oczywiście wszystko ubrane jest w odpowiednią, groteskową szatę. Natomiast jeszcze ciekawiej robi się, gdy na scenę wkracza postapo, wymieszane z klimatem, rodem z mitologii Lovecrafta, w opowiadaniu "Noc Jibblerów". Czego my tu nie mamy. Chata na odludziu, tajemnicze istoty, walka o przetrwanie plus olbrzymia dawka czarnego humoru. Tak, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to jest moja ulubiona historia z tego albumu. Mrocznie i weirdowo robi się natomiast w "Głowie Psa", "Zmutowanej" i "Lesie Demonów". W tych trzech krótkich opowieściach, najważniejszą rolę odgrywają niedopowiedzenia, które pozostawiają wyobraźni czytelnika pełne pole do popisu. Jednak kwintesencją groteski, czarnej komedii, grozy i tego wszystkiego co możemy znaleźć w omawianym albumie, jest opowiadanie "Zbrojny F..t". Co tam się w nim wyprawia, to klękajcie narody. Aż brak mi słów, żeby to opisać. Trzeba je po prostu przeczytać, inaczej się nie da. Jeżeli zaś chodzi o grafiki, to tutaj mam wrażenie, że zdania mogą być mocno podzielone. Mnie osobiście prace Josha Simmonsa nie do końca przekonały, chyba jednak wolę bardziej rozbudowane kadry. Aczkolwiek kilka historii, jak chociażby "Głowa Psa", "Jezus Chrystus" czy "Zmutowana" prezentowały się całkiem zacnie i ucieszyły moje oko. Podobnie może mieć się sprawa z odbiorem komiksu. Chodzi mi głównie o formę przekazu, która jest bardzo dosadna i nie każdemu może przypasować. Ja akurat nie miałem z nią problemu, raczej wywoływała u mnie sporego banana na twarzy, ale myślę, że część osób może poczuć się lekko zniesmaczona. Podsumowując, fabularnie odnalazłem wspólny język z "Kosmatą Pułapką", wizualnie - tutaj sprawa dyskusyjna, ale ogólnie jako całość jest, że tak powiem kolokwialnie, git. Przynajmniej dla mnie. Bo zdaję sobie sprawę, że narracja stosowana przez autora, może okazać się dla niektórych czytelników ścianą nie do przebicia... Tyle ode mnie!!! Do usłyszenia!!! Za egzemplarz do opinii dziękuję Timof Comics.
Kilka_Zdań_O - awatar Kilka_Zdań_O
ocenił na83 lata temu
Hołd dla ziemi Joe Sacco
Hołd dla ziemi
Joe Sacco
Odkrycie masowych dziecięcych grobów w Kanadzie w 2021 r. zwróciło moją uwagę na kwestię traktowania rdzennych mieszkańców w Kanadzie. Lektura książki „27 śmierci Toby’ego Obeda” w głównej mierze skupiała się na traktowaniu dzieci w szkołach z internatem. Z kolei „Hołd na Ziemi” ujawnia, że problem jest bardziej obszerny. Ten komiksowy reportaż skupia się na relacjach ludzi jakich Joe Sacco spotkał w czasie swojego pobytu w Kanadzie. Są to przede wszystkim rdzenni mieszkańcy Kanady reprezentujący różne warstwy społeczne. Są tu zarówno działacze społeczni, przedsiębiorcy, jak i zwykli ludzie. Przedstawiają różne poglądy i punkty widzenia. Dzięki temu nie ma tutaj demonizowania czy gloryfikowania różnych zjawisk, ale po prostu zostają zaprezentowane fakty i to czytelnik musi je ocenić. W pewnym momencie jednak taka forma zaczyna się robić męcząca. Na pewnym etapie straciłem więź emocjonalną z opisywanymi wydarzeniami i tłumaczenia kolejnych układów rdzennych mieszkańców z rządem zaczęły mnie nużyć. Rysunki to przede wszystkim zaprezentowanie rozmówców i ilustrowanie ich opowieści. Stanowią one raczej dodatek do historii niż jej integralną część. Ułatwiają jednakże one pokazanie pewnych zjawisk, a także dawnych zdarzeń, które nie mogły być uwiecznione na fotografiach. Lektura tego komiksu nie jest tak wstrząsająca jak zapoznanie się z książką „27 śmierci Toby’ego Obeda”. Jednakże poszerza horyzonty zarówno jeśli chodzi o obyczaje rdzennych mieszkańców Kanady, jak i współczesną sytuację gospodarczą tego kraju. Warto przeczytać, żeby dowiedzieć się trochę więcej, chociaż nie jest to lekka lektura.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na71 rok temu
Gniew Javier Olivares
Gniew
Javier Olivares Santiago García
Iliada to historia z wszech miar fantastyczna, a Olivares i Garcia absolutnie jej nie opowiadają, a bardziej rozkładają na czynniki pierwsze, ukazując mechanizmu przemocy, które nam towarzyszą od zarania dziejów. To komiks o gniewie, jaki emocji pierwotnej i destrukcyjnej, na którym narodziła się polityka i sposób myślenia o władzy. Historia czerpie z klasyki i tak punktem wyjścia historii jest odmowa obrażonego przez Agamemnona Achillesa do walki. Na kartach komiksu czuć zmęczenie ludzi wojną i to jak wzniosłe obietnice przyblakły, tracąc swoją moc sprawczą i tutaj następuje polis autorów, ponieważ doskonale ukazują te pęknięcia w fasadach bohaterów i chwila gdy wspólnota się rozpada. Achilles w tym albumie jest pozbawiony swojego romantyzmu. Nie jest też wyidealizowanym bohaterem, a wręcz staje się ofiarą konsekwencji swoich decyzji, a odmowa nie daje mu ulgi, a wręcz tylko pogłębia katastrofę. Graficzne jest dość nietypowo, nieco skromnie czy nawet ascetycznie, nawet brutalne sceny przedstawianie. Muszę przyznać, ze dla mnie te plansze były niemal kopią antycznych waz i naczyń, lecz dla mnie najmocniejszy punt tego albumu, to grafika zmuszająca do zatrzymania refleksji. Historia nie jest przyozdobiona klasycznym patosem, ona jest bardziej niewygodna, prowokująca, która pokazuje jąkać cenę płaci się za dumę, władzę i niezdolność do kompromisu. Po przeczytaniu rodzą się pytania, które są aktualne zarówno w realiach komiksu jak i tych nas otaczających. Zainteresowani mitem, historią idei i ciemnymi fundamentami społecznej tożsamości, album to pozycja absolutnie obowiązkowa. „Gniew” nie celebruje bohaterstwa, on pokazuje cenę, jaką płaci się za to, że uczyniliśmy gniew swoim początkiem.

kulturowa_anihilacja - awatar kulturowa_anihilacja
oceniła na93 miesiące temu
Węgiel i Krzem Mathieu Bablet
Węgiel i Krzem
Mathieu Bablet
Krzyś w poszukiwaniu dobrego komiksowego s-f. Oto komiks o płaczących androidach, uznany za jeden z lepszych komiksów s-f ostatnich lat. Mamy tu twarde SF z bardzo konkretnymi założeniami: ludzkość tworzy sztuczną inteligencję na swoje podobieństwo, wgrywa całą dostępną ludziom wiedzę, coby stworzyć androidy do opieki i towarzystwa dla ludzi starszych. Naukowcy pracujący nad tymi istotami wierzą jednak w ich większy potencjał i dają im możliwość wyjścia poza przeznaczoną im ścieżkę. Ale zaraz później historia przyspiesza, rozrasta się, skacze w przyszłość i demonstruje imponującą skalę i pomysłowość. Na początku imponują założenia komiksu i zaangażowanie w zbudowanie spójnej wizji świata, choć wybija z rytmu nadmiar dość naiwnie moralizatorskich komentarzy. Później komiks robi się ciut all over the place, poszatkowanie historii wybija, ale ostatecznie komiks zwycięża. Duże przeskoki w czasie pokazują ciekawą i niejednoznaczną wizję przyszłości, choć na pewno nie jest to wizja na wskroś optymistyczna. Ale punkt wyjścia związany ze sztuczną inteligencją z czasem okazuje się bardziej sposobem na pokazanie pewnych zmian i zjawisk, aniżeli motywem głównych rozważań. Jest momentami naprawdę ponuro i dystopijnie, ale w pewien romantyczny sposób. Jest to też (a może przede wszystkim) komiks o relacji dwóch androidów: Węgla i Krzemienia. O obietnicach i o konfrontacji własnych potrzeb z potrzebami innych. Jest to relacja bardzo wyrazista, silna, zmienna i fascynująca. Im dłużej mija czasu od lektury, tym głębiej ten komiks we mnie wchodzi. Pełno tu goryczy, rozczarowania i piękna. Będzie czytane ponownie. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na86 miesięcy temu
Męska skóra Hubert Boulard
Męska skóra
Hubert Boulard Frédéric Leutelier
Motyw kobiet ukrywających się w przebraniach mężczyzn jest stary jak świat. Często przewijał się w twórczości Williama Szekspira czy w baśniach. Czy komiks Huberta i Zanzima jest w stanie dodać coś nowego do tego motywu? Akcja rozgrywa się w czasach renesansu we Włoszech. Młoda dziewczyna Bianca ma zostać wydana za mąż za bliżej jej nieznanego Giovanniego. Matka chrzestny ujawnia dziewczynie sekret – w jej rodzinie od pokoleń kobiety przekazują sobie tzw. „męską skórę”, czyli idealne przebrania pozwalające zamienić się w mężczyznę. Bianca postanawia więc przebrać się za młodzieńca, aby bliżej poznać swojego przyszłego męża. Głównym tematem komiksu jest pewna hipokryzja i różnica w traktowaniu mężczyzn i kobiet. Teoretycznie wszyscy we włoskim mieście są bardzo bogobojni, ale w rzeczywistości folgują sobie w zakazanych barach, a w rodzinie dochodzi do przemocy domowej. Na dodatek kobiety za te same przewinienia są karane o wiele surowiej niż mężczyźni. Dzięki przebieraniu się za Lorenza Bianca może to odczuć na własnej skórze. Przez to rozwija się jako postać i staje się bardzo niezależna. Należy przy tym pamiętać, że jest to baśń. Pewne uproszczenia mogą być irytujące jak chociażby Lorenzo, któremu niemal wszystko się udaje, ale jest to element konwencji. Przy tym też jest to dosyć ironiczna baśń, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę co tak naprawdę prowadzi tutaj do szczęśliwego zakończenia. Rysunki pozornie wydają się bardzo proste. Jednakże wraz z kolejnymi stronami można dojrzeć tutaj nawiązania do sztuki średniowiecznej czy renesansu. W pamięć zapadł mi kadr z kazaniem brata głównej bohaterki. Historia ta prawdopodobnie nie wnosi nic nowego do wyświechtanego motywu, ale jest bardzo sprawnie opowiedziana. Niestety przedstawione tu problemy są dalej zbyt aktualne i być może o pewnych sprawach trzeba przypominać, aby historia nie powtarzała się.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na85 miesięcy temu

Cytaty z książki Kilka dni lata. Wysepka szczęścia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kilka dni lata. Wysepka szczęścia