Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2

Okładka książki Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2 autorstwa Samuel Pepys
Okładka książki Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2 autorstwa Samuel Pepys
Samuel Pepys Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy biografia, autobiografia, pamiętnik
459 str. 7 godz. 39 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Diary of Samuel Pepys
Data wydania:
1954-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1954-01-01
Liczba stron:
459
Czas czytania
7 godz. 39 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Maria Dąbrowska

Ta książka nie posiada jeszcze opisu.

Średnia ocen
4,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2

Średnia ocen
4,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2

avatar
242
240

Na półkach:

Drugi gruby tom i nadal mi się podoba. Nawet bardziej. Pożar Londynu wydaje się ciekawszy niż epidemia. I refleksja, że przez 400 lat życie niewiele się zmieniło. Urzędnicy nadal są niedbali albo przekupni. A finanse państw stale na granicy katastrofy. Jedyny wielki postęp tu widoczny to długość życia. W książce pełno dzieci, które krótko po urodzeniu umierają.
Nie wiem tylko, czy jest to dobra lektura na lato. Samuel ciągle pracuje, czerpie zadowolenie z pracy, ciągle siedzi w biurze...

Drugi gruby tom i nadal mi się podoba. Nawet bardziej. Pożar Londynu wydaje się ciekawszy niż epidemia. I refleksja, że przez 400 lat życie niewiele się zmieniło. Urzędnicy nadal są niedbali albo przekupni. A finanse państw stale na granicy katastrofy. Jedyny wielki postęp tu widoczny to długość życia. W książce pełno dzieci, które krótko po urodzeniu umierają.
Nie wiem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
583
201

Na półkach: ,

Kompendium wiedzy o kulturze, obyczajach i stylu życia w XVII-wiecznej Anglii, a przy tym po prostu niezwykle fascynująca i wciągająca lektura.

Kompendium wiedzy o kulturze, obyczajach i stylu życia w XVII-wiecznej Anglii, a przy tym po prostu niezwykle fascynująca i wciągająca lektura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
122
95

Na półkach:

Miejscami może być nużący, ale poza tym dobry i zaskakujący opis życia w XVII Anglii.

Pokazuje strach ówczesnych ludzi przed chorobami, dość swobodny stosunek do wierności małżeńskiej i takie zwykłe walki o pieniądze i wpływy (także z rodziną)

Miejscami może być nużący, ale poza tym dobry i zaskakujący opis życia w XVII Anglii.

Pokazuje strach ówczesnych ludzi przed chorobami, dość swobodny stosunek do wierności małżeńskiej i takie zwykłe walki o pieniądze i wpływy (także z rodziną)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

205 użytkowników ma tytuł Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2 na półkach głównych
  • 157
  • 43
  • 5
36 użytkowników ma tytuł Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2 na półkach dodatkowych
  • 22
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Samuel Pepys
Samuel Pepys
Angielski urzędnik państwowy, sekretarz Urzędu Marynarki oraz szef kancelarii Tajnej Rady Królewskiej. Sławę przyniosły mu pamiętniki pisane w latach 1660-1669.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2 przeczytali również

Król życia Jan Parandowski
Król życia
Jan Parandowski
Kiedy Oscar Wilde spotkał żebraka w zdeformowanym kapeluszu i postrzępionym garniturze, zaprowadził go do najlepszego krawca w Londynie, aby ten uszył mu… strój żebraczy z prawdziwego zdarzenia, biorąc za wzór przedstawienia z dawnych malowideł rodzajowych. Nie wiem, czy ta anegdota przytoczona przez Jana Parandowskiego jest prawdziwa, ale jeśli nawet nie, to należało ją wymyślić, aby zademonstrować się, czym był estetyzm w późnowiktoriańskiej Anglii. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że estetyzm Wilde’a w podejściu do ludzkiej nędzy był wyłącznie pochodną jego dandysowskiej osobowości. Krył się bowiem za nim całkiem pokaźny korpus poglądów społeczno-politycznych, wywodzących się mniej lub bardziej pośrednio od księcia anarchistów, Piotra Kropotkina, według których każda działalność charytatywna służy wyłącznie utrwalaniu systemu kapitalistycznego. Ten wymiar aktywności Wilde’a został całkowicie pominięty w biografii Parandowskiego, z czego jednak nie sposób czynić jej zarzutu, wszak mamy do czynienia z powieścią, a ta korzysta w sposób uprawniony z pełni wolności, jaką zapewnia licentia poetica. I chyba wolność indywidualna jest jej głównym tematem: wolność ekspresji w sztuce i w życiu. Można nawet przyjść, że Oscar Wilde był męczennikiem tak rozumianej wolności (przebiegowi procesu Wilde’a, pobytowi w więzieniu i poniewierce powięziennej poświęcona jest większa część powieści). Była to wolność pojmowana na sposób lewicowo-liberalny, a więc należy się dziwić, że „Dusza człowieka w socjalizmie”, autorstwa Wilde’a właśnie, wciąż nie doczekała się wysokonakładowych wznowień. Może się jeszcze doczeka, poczekajmy… Chyba się trochę zagalopowałem. Piszę to w pierwszej osobie liczby mnogiej, choć mnie akurat model kultury liberalno-lewicowej nie za bardzo odpowiada. Oczywiście, nie wpływa to na moją ocenę „Portretu Doriana Graya” czy „Ballady o więzieniu w Reading”. No i bardzo sobie cenię bon moty Lorda Paradoksa. Jednym z nich zakończę ten krótki komentarz do „Króla życia”: Kiedy rozlegną się trąby na sąd ostateczny, udajmy, że ich nie słyszymy.
diaz - awatar diaz
ocenił na74 lata temu
Schulz pod kluczem Wiesław Budzyński
Schulz pod kluczem
Wiesław Budzyński
Odkąd prowadzę bloga sporo czytałam o przynajmniej tych dwu sztandarowych książkach Bruno Schulza, jakimi są : "Sklepy cynamonowe" i "Sanatorium pod klepsydrą", ale ich Autor nadal był mi zupełnie nie znany/ do liceum chodziłam w latach 60-tych, nie studiowałam polonistyki ani literaturoznawstwa więc chyba jestem jakoś wytłumaczona/. Toteż, gdy zobaczyłam książkę Wiesława Budzyńskiego - zaintrygowana nią - zdecydowałam się dołączyć ją do innych nabywanych książek. I w ten sposób za mizerne, chyba, 5 zł stałam się posiadaczką, jak się okazało nie tylko dobrze i estetycznie wydanej, ale przede wszystkim doskonale, bo rzetelnie i błyskotliwie napisanej, i przynajmniej dla mnie odkrywczej biografii mistrza z Drohobycza na Kresach - dzisiaj Ukraina. Po przeczytaniu tej fascynującej, oddziaływujacej na moją wyobrażnię a przy tym czytającej się jak bardzo dobra powieść, opowieści Wiesława Budzyskiego syn niezamożnego kupca bławatnego z Drohobycza, Jakuba Schulza, po którym odziedziczył słabe zdrowie i szczupłą przygarbioną sylwetkę, ale równocześnie nadzwyczajną inteligencję, wyobraźnię i marzycielstwo a także dowcip i poczucie humoru zrobił się dla mnie nagle kimś znajomym. Wiesław Budzyński pozwala czytelnikowi poznać Bruno Schulza poprzez cytowanie wypowiedzi osób, które go znały oraz fragmentów listów, z tych, które zachowały się, a jego kontakty korespondencyjne były szerokie i bogate w treść. Autor przywołuje w swej książce również Jerzego Ficowskiego, który poczynił wiele starań, by odnaleźć spuściznę epistolograficzną, literacką i rysowniczą, która niestety poniosła ogromne straty wskutek działań totalitaryzmów XX wieku. Z książki i snutych wspomnień , a także fragmentów listów wyłania się czytelnikowi wielce dramatyczna postać. Człowiek pełen kompleksów i zahamowań, niedostosowany do życia, uważany przez innych za dziwoląga, którego jedynym pragnieniem było być wolnym i móc pisać. A to nie było mu dane, gdyż by utrzymać swą matkę, chorą siostrę i jej syna musiał wykonywać znienawidzony zawód nauczyciela rysunków. Gdy nie otrzymał upragnionego urlopu w jednym z listów pisał :"[...]nadal hałastra będzie wyprawiała harce na moich nerwach. [...] Nerwy moje rozbiegły się siecią po całej pracowni robót ręcznych, rozprzestrzeniły się po podłodze, wytapetowały ściany i oplotły gęstąplecionką warsztaty i kowadło..." Drugim bohaterem książkiWiesława Budzyńskiego - równie intrygującym - jest miasteczko Drohobycz na Kresach, na tle którego ukazuje on Bruno Schulza. Wielonarodowy, barwny w tamtym czasie Drohobycz, w którym ten czuł się najlepiej, i którego nie chciał opuszczać....nawet dla Józefy Szelińskiej, nazywanej przez siebie narzeczoną, tego nie zrobił i nie przeniósł się do Warszawy. Drohobycz, w którym się urodził, żył, tworzył i w końcu znalazł tragiczną śmierć z rąk SS-mana, i pozbawiony został pośmiertnego miejsca. Drohobycz, ktróry nigdy go nie znał tak do końca i nie docenił, w którym dzisiaj mało kto wie kim Bruno Schulz był. "Schulz pod kluczem" to świetnie i szybko się czytająca biografia nietuzinkowego człowieka, ale również miasta, które przechodziło jak on różne koleje losu, co zubożyło je pod każdym względem . Książka jest zaopatrzona w stare zdjęcia Drohobycza i rysunki Bruno Schulza, w tym jego autoportrety co dodatkowo podnosi jej wartość a poza tym mnóstwo przypisów, z których dokładnie poznajemy osoby, których wspomnienia pojawiają się na jej kartach. A Drohobycz, jak się okazuje był rodzinnym miastem wielu znakomitości..........znanych, mniej znanych i zupełnie nie znanych.
natanna - awatar natanna
oceniła na88 lat temu
Kozietulski i inni Marian Brandys
Kozietulski i inni
Marian Brandys
Czy ktoś pamięta jeszcze pisarza, reportażystę, prozaika, eseistę ( 1912-1998 ) i jego książki ? Żyd, (jego bratem był Kazimierz Brandys ) jego rodzice posiadali bank w Łodzi, otrzymał elitarne wykształcenie w jednej z najlepszych męskich szkół w Europie. Podczas II wojny światowej w stopniu porucznika po bitwie pod Kockiem dostał się do niemieckiej niewoli i do 1945 przebywał w różnych Oflagach. Po wojnie wstąpił do PPR, a następnie do PZPR i rozpoczął pracę w sądownictwie wojskowym. Pisał reportaże w stylu socrealizmu popierające władze komunistyczne. W 1966 r wystąpił z PZPR w ramach protestu po usunięciu z niej L. Kołakowskiego. Pod koniec lat 70. XX wieku związał się z opozycją demokratyczną. W 1976 r sygnatariusz tzw. Memoriału 101. 20. 08. 1980 r. podpisał apel 64 wzywający władze do podjęcia dialogu z robotnikami. Kolejny przykład intelektualisty, który przeszedł drogę od fascynacji komunizmem do zaangażowania w opozycję. W czasach PRL jego dzieła historyczne kształtowały świadomość narodową, będąc alternatywą dla zafałszowanej komunistycznej propagandy !!! Autor stał się mistrzem eseju historycznego, ukazywał postacie drugoplanowe z naciskiem na anegdotę i autentyczność ludzkich przeżyć. Pisał bez patosu, ale za to z humorem i głęboką analizą psychologiczną postaci. Był ceniony za umiejętność łączenia rzetelnej wiedzy historycznej z przystępną formą reportażu. Rekomendowana książka wydana w 1967 r. to uznany esej historyczny o losach 1 Pułku Gwardii Cesarskiej w epoce napoleońskiej. Styl pisarski autora często porównywany jest do stylu Pawła Jasienicy. Prace autora wypełniały lukę w popularnej wiedzy historycznej młodego pokolenia Polaków... piszę z autopsji !!! Dla wielu osób książka ma status kultowy i w swojej kategorii - literatury faktu o tematyce napoleońskiej- uchodzi za dzieło wybitne i niezrównane, dlatego... POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na104 dni temu
Ja, Michał z Montaigne Józef Hen
Ja, Michał z Montaigne
Józef Hen
Mamy tutaj "próbę" myślenia renesansowego humanisty o silnych korzeniach umysłowych. Inspiracji i natchnienia szuka w twórcach antycznych i myślicielach politycznych oraz sztandarowych dziełach literackich.Możemy tutaj spotkać przekazy stoików, Platona, Machiavelliego i wielu innych oraz sporo cytatów z Prób. Montaigne poddawany był spartańskiemu wychowaniu umysłowemu co stworzyło go tak niepowtarzalnym światłym człowiekiem, wyprzedzającym swoje czasy. W swym realizmie i daleko posuniętym racjonalizmie spotyka się z wieloma myślicielami m.in. filozofią Barucha de Spinozy ( Etyka, Traktat polityczny). Zamyka się w wieży aby odsunąć się od zgiełku a tam niczym antyczny filozof studiować, tworzyć i w dalszym ciągu pracować nad sobą. Tytułowy Michał za swoje zasługi został "Saint". Całe życie walczył o człowieka, wartości i prawa, również reformacje sądownictwa w dobie inkwizycji. Mamy tutaj cały przekrój, biografia jest też pretekstem aby odsłonić kawałek historii odległych dziejów Francji i szerzej. Język profesora jest niespotykany, piękny i kwiecisty a książka niczym dialog z samym sobą zmusza do myślenia. Wymagający, nieśpieszny, potrzeba czasu i spokoju aby się wgryźć w meandry wykładu profesora. Książka jest lekturą obowiązkową dla każdego humanisty. Jeżeli ktoś będzie kiedyś we Francji :-) to bardzo polecam zwiedzić wyspę Saint-Michel. O Mont-Saint-Michel mówi się, że to granitowa i tajemnicza wyspa na Atlantyku, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jej tajemniczość przypisuje się występującej tu gęstej szarej mgle, która otacza gotycką budowlę dawnego opactwa benedyktynów.
Scarlett - awatar Scarlett
ocenił na81 rok temu
Alfabet wspomnień Antoni Słonimski
Alfabet wspomnień
Antoni Słonimski
Trudno nie polubić „Alfabetu wspomnień”, w którym autor robi subiektywny przegląd swoich bliższych i dalszych znajomych, uwzględniając też paru takich, których osobiście nie spotkał lecz wspomnienia są warci, na przykład w anegdocie. Anegdot zresztą - jak to u Słonimskiego - jest sporo, a bardzo osobiste podejście do przywoływanych osób i zjawisk, od laurek poprzez wątpliwości aż po potępianie w czambuł, stanowią o atrakcyjności książki. Czy mam jakieś zastrzeżenia - owszem, pominięcia, choćby wynikające z przyjętej przez autora zasady, że nie będzie pisał o nadal, czyli w roku 1975, żyjących ludziach. Czyli na przykład o Jarosławie Iwaszkiewiczu, Irenie Krzywickiej i kilku innych, także z młodszych pokoleń, których aktywność na pewno śledził i wiele ciekawego miałby do powiedzenia. Natomiast fakt, że osobnego hasła nie ma w „Alfabecie” Maria Morska* po prostu mnie wkurzył, zwłaszcza że wzmianki o niej są, a jej zdjęcie otwiera sekcję Pikadorczycy i Skamandryci. Nie chodzi jedynie o ich wieloletnią miłość, o której wiedzieli wszyscy im współcześni - choć niektórzy utrzymywali, że była platoniczna - ale o jej rolę aktorki, feministki i środowiskowej Muzy. Chętnie poczytałabym też o zdolnej plastyczce, Janinie Konarskiej, ale prawdę mówiąc na obecność żony Słonimskiego w jego „Alfabecie” za bardzo nie liczyłam. Hasła są bardzo różnej długości. Do tych najkrótszych należy Beck Józef. Słonimski przyznaje, że się z nim przyjaźnił, pisze: „… zerwaliśmy przyjaźń po sprawie brzeskiej. Po sprawie Zaolzia napisałem w Kronice ‚Mądry Polak po S k o d z i e’. Gdy Beck miał swoje słynne przemówienie w maju 1939r., uściskałem się z nim serdecznie. Nie piszę historii. Sprawy to dawne, zawiłe, bolesne. Nie mnie sądzić o nim jako o polityku.” Jest to, moim zdaniem, przykład tego, co wówczas o Becku można było napisać, dotykając choć nie interpretując zawirowań epoki. Z kolei inne króciutkie hasło, „Czeszer Mec. Pierwszy Polak pochodzenia mojżeszowego, który dostał literacką nagrodę Nobla: ożenił się z wdową po Reymoncie” ma enigmatyczno-sarkastyczny posmak. Jest wyrazem uszczypliwości pod adresem nagrody dla Reymonta (a nie dla Żeromskiego, któremu zdaniem środowisk literackich Nobel dużo bardziej się należał). Ale wobec zamordowanego w getcie żydowskiego prawnika, Czeszera, taki wpis specjalnie elegancki nie jest. Zwłaszcza że zanim trafił do getta, zapobiegawcza żona zdążyła się już z nim, swoim trzecim małżonkiem, rozwieść. W każdym razie Mecenas Czeszer literatem nie był. Za to z dużą estymą pisze Słonimski w „Alfabecie” o Itziku Mangerze, poznanym w Londynie, jak go nazywa „najwybitniejszym liryku piszącym w języku jidysz”. Pięknie opisuje jak się porozumiewali - on nie znał żydowskiego, Manger polskiego, choć kiedyś obaj mieszkali w tym samym mieście, Warszawie, jak tłumaczył jego lirykę, jak go ekspediował do Polski na uroczystość odsłonięcia pomnika bohaterów getta. Manger należał „do nie istniejących już plemion małomiasteczkowych Żydów Europy wschodniej”. Trochę o nim myślałem - wyznaje Słonimski - gdy w Elegii miasteczek żydowskich (1947 rok) pisałem: „Już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą, zegarmistrz filozofem, fryzjer trubadurem”. Sam Słonimski duszy sentymentalnego liryka chyba nie miał. Był przede wszystkim, jak trafnie go nazwała autorka jego doskonałej biografii, heretykiem na ambonie.** Lubił pouczać, wyzłośliwiać się, dogryzać, wykłócać się o swoje … Nawet jeśli kogoś darzył głęboką sympatią, starał się nadmiernie nie rozczulać. Czy kogoś w „Alfabecie” skrzywdził? No cóż, pisząc na przykład o Ferdynandzie Goetlu nie szczędzi słów obrzydzenia przytaczając jego faszystowskie pogróżki, kierowane bezpośrednio do niego. Ale choć o kolaborację z hitlerowcami go wprost nie oskarża, także go z tego zarzutu nie oczyszcza, jak robi to na przykład hasło w Wikipedii. Ograniczyłam się do paru, nietypowych moim zdaniem, przykładów, bo „Alfabet” każdy musi sam smakować, najlepiej wielokrotnie, po pewnym czasie - już niekoniecznie ciągiem, lecz wedle zapotrzebowania, na wyrywki. Na koniec jeszcze dwa cytaty z dość obszernego hasła Powrót. Dlaczego po jedenastu latach emigracji, pod koniec pobytu piastując prestiżowe i intratne funkcje w UNESCO i w londyńskim Polskim Instytucie, podjął Antoni Słonimski decyzję o przeprowadzce do zrujnowanej i nie całkiem niepodległej ojczyzny? Jest to interesująca, wieloaspektowa opowieść. Wybrałam z niej argumenty dla mnie bardzo przekonujące: „Obracałem się w Londynie w środowisku ludzi wybitnych i atrakcyjnych, ale nie jako partner równorzędny, lecz jako intruz. Niebłahą stanowiła przeszkodę bariera językowa. Mówiłem po angielsku poprawnie, ale bez finezji” „Przez pięć lat od 1946 do 1951 r. nie pisałem. Pogrążałem się coraz beznadziejniej w rutynę i obowiązki życia urzędniczego. Czułem, że jeszcze rok, dwa a zabraknie mi nie tylko siły wyrwania się z tego trybu życia, ale przestanę być pisarzem.” * Moją irytację na nieobecność w „Alfabecie wspomnień” Marii Morskiej (1895-1945) wzmogły daremne próby dotarcia do jej jedynej biografii, Hanna Faryna-Paszkiewicz: Opium życia. ** Joanna Kuciel-Frydryszak: Słonimski. Heretyk na ambonie.
Nina - awatar Nina
oceniła na81 rok temu
Spiżowa brama Tadeusz Breza
Spiżowa brama
Tadeusz Breza
Maraton po Watykanie O książce Tadeusza Brezy „Spiżowa brama”, wydanej w 1960 roku, słyszałam już w szkole średniej, zatem przed potopem to było. Chyba nawet znałam ludzi, którzy ją czytali lub próbowali czytać. Na studiach gdzieś mi mignęła, by wreszcie w XXI wieku trafić do moich rąk. Książka w wersji „kieszonkowej” z 1968 liczy sobie ponad 700 stron małej czcionki. Jestem szczęśliwa, że dobrnęłam do końca. To był istny maraton, z punktami spożywczymi na trasie. Tu człek się zatrzymał, tu uzupełnił płyny, zjadł batona energetyzującego (tak to się nazywa?),przyśpieszył i metę osiągnął. Ale powoli… wszystko powoli. Zacznijmy od formy. Podtytuł książki „Notatnik rzymski”, prolog „Od autora” i pierwsza data „6 czerwca 56” od razu sugeruje, że nie będziemy mieć do czynienia z tradycyjną powieścią. To rzeczywiście zbiór różnego typu tekstów. Mamy więc klasyczne notatki jak w klasycznym „dzienniku” dzień po dniu, krótkie, bez komentarzy albo same komentarze na określony temat (np. relacje z pobytu w Fiuggi). Są też reportaże, obszerne opisy wydarzeń minionych i w miarę współczesnych (np. historia krwi św. Januarego w Neapolu),powroty do historii (np. dzieje obrazu „Uczta w domu Leviego” Veronese’a),liczne rozważania filozoficzne, ale przede wszystkim mamy tu obraz Watykanu z ostatnich lat panowania papieża Piusa XII, który „sprzyjał Hitlerowi i potępiał komunistów”, ale sporo dobrego też zrobił. Nie, o religii, wierze, Bogu niczego w tej książce nie znajdziecie. Przespacerujecie się natomiast po siedzibach papieży, bo do Castel Gandolfo też zajrzycie. Poznacie schemat zależności patriarchalnej, kto komu podlega i dlaczego. Poznacie wielu ówczesnych duchownych na różnych stopniach owej zależności. Pojawi się też kardynał Wyszyński, ale… uwaga… niewiele o nim. Po wypuszczeniu z internowania dogadał się przecież z komunistami, a komunizm w ujęciu watykańskim, był złem najgorszym. Jednym słowem – ziemski świat katolickiego państwa. Narrator wydaje się być nim nawet zafascynowany. Spotyka się z księżmi, bierze udział w wielu uroczystościach, zwiedza zakony. I notuje. Każdy swój krok, każdą znaczniejszą rozmowę. Bardzo stara się być obiektywny, ale nie do końca mu to wychodzi. Liczne dygresje w trakcie snucia opowieści np. o małżeństwie Bellandii powodują, iż książka rozrasta się do dużych rozmiarów i chwilami czytelnika nuży… Ale wyobraźmy sobie początek lat sześćdziesiątych, kiedy ukazuje się na rynku czytelniczym…. Zapewne jest wielkim wydarzeniem. Opisuje niedostępny dla przeciętnego Polaka Watykan. Wprowadza w tajniki zarządzania, mianowania, ba, opisuje cały przebieg czynności związanych ze śmiercią papieża, z balsamowaniem na czele, które praktycznie jest jedynym skandalem w całej opowieści. Nie spodziewajcie się zatem rewelacji, jak to bywa we współczesnych książkach o Kościele Katolickim. Nie spodziewajcie się udokumentowanych przypisami drastycznych sytuacji, opinii czy słów. To nie dokument. To epicka relacja o tym, co się komuś zdarzyło, co ktoś pomyślał, zapisał. I przygotujcie się na trudne czytanie….
gks - awatar gks
ocenił na811 miesięcy temu
Dziennik 1933-1945 Victor Klemperer
Dziennik 1933-1945
Victor Klemperer
12 lat "1000-letniej III Rzeszy" zaobserwowane, doświadczone i zanotowane, oczami, umysłem i niezmiennie ryzykowną pracą kronikarską ocalonego - narastająco ponura proza każdego dnia nazistowskiego szaleństwa, nienawiści i wreszcie upadku... zapiski z okresu od 10 marca 1933 w piątek wieczorem do 10 maja 1945 w czwartek przed południem... *** 10 marca 1933 30 stycznia Hitler został kanclerzem. To, co przed sobotą wyborczą (5 III) nazywałem terrorem, było łagodnym preludium . Mamy obecnie dokładną powtórkę - tylko znak jest inny: swastyka - sytuacji z 1918. Znowu zadziwia zupełny brak oporu, łatwość, z jaką wszystko się załamuje. Co się stało z Bawarią, gdzie jest Reichsbanner (związek socjaldemokratów na rzecz obrony Republiki, po 1933 r. zakazany),itd., itd? W dodatku na osiem dni przed wyborami coś tak grubymi nićmi szyte jak pożar Reichstagu. Nie potrafię sobie wyobrazić, że ktokolwiek naprawdę wierzy w komunistycznych sprawców, a nie, że była to opłacona robota narodowych socjalistów. Później - dzikie zakazy i gwałty. No i do tego na ulicach, w radiu etc. niczym nieograniczona propaganda. W sobotę, 4., słyszałem fragment przemówienia, które Hitler wygłaszał w Królewcu. Byłem akurat koło dworca. Oświetlony fronton hotelu, przed budynkiem szpaler z pochodniami. Także na balkonach, na słupach z głośnikami ludzie z pochodniami i flagami ze swastyką. Rozumiałem tylko pojedyncze słowa. Ale ten ton! Pełen namaszczenia ryk, naprawdę ryk, niczym jakiegoś klechy. - W niedzielę ja głosowałem na demokratów, Eva (żona) na Centrum. 17 marca 1933 Wybrane informacje: „Na mocy zarządzenia Kanclerza Rzeszy zwolniono pięciu więźniów skazanych latem przez sąd specjalny w Beuthen za zabicie komunistycznego polskiego powstańca”. (Skazano ich na karę śmierci!) - Saksoński komisarz nadzorujący wymiar sprawiedliwości (Manfred von Killinger, osobiście brał udział w wielu przestępstwach) zarządza, że należy usunąć z bibliotek więziennych destrukcyjną truciznę: pisma marksistowskie i pacyfistyczne; że odbywanie kary musi znowu służyć karaniu, wychowywaniu, zadośćuczynieniu; że długoterminowe umowy na druk formularzy, zawarte z firmą Kaden, która drukowała również „Volkszeitung”, tracą swoją moc. Itd., itd. - W afrykańskiej kolonii francuskiej bodaj więcej jest państwa prawa niż pod takimi jak tutaj rządami. - Przypomina mi się nowela Ricardy Huch: Pewien pobożny człowiek chodzi wszędzie za grzesznikiem i czeka, że Bóg go ukarze. Czeka na próżno. Czasem obawiam się, że ze mną będzie jak z tym pobożnym człowiekiem. To naprawdę nie jest frazes: nie potrafię się pozbyć uczucia obrzydzenia i wstydu. I nikt nie protestuje. Wszyscy się trzęsą ze strachu, chowają po kątach. 3 kwietnie 1933 Nie wierzę już w psychikę narodów. Wszystko, co uważałem za nieniemieckie: brutalność, niesprawiedliwość, obłudę, zbiorową histerię - wszystko to kwitnie tutaj. 14 listopada 1933 Głosowałem w niedzielę. Na pytanie plebiscytowe odpowiedziałem „nie”, i na karcie wyborczej do Reichstagu* też napisałem „nie”. Eva oddała obie karty czyste. *12 listopada miało miejsce referendum w sprawie wystąpienia z Niemiec Ligi Narodów oraz wybory do Reichstagu. Udział w wyborach wynosił 95,3%, NSDAP otrzymała 95% głosów. 7 lutego 1934 [...] już 24 II kończy się semestr. A kończy się, bo studenci muszą odbyć „Arbeitsdienst” (Służbę Pracy),albowiem reżim za swoich prawdziwych wrogów - wrogów, których zwalcza - uważa edukację, naukę, oświatę. 13 marca 1936 Hitler powiedział niedawno: „Nie jestem dyktatorem, ja tylko uprościłem demokrację”. 13 sierpnia 1936 Olimpiada, która właśnie dobiega końca, przejmuje mnie wstrętem z dwu powodów. Po pierwsze dlatego, że obecnie w sposób irracjonalny przecenia się sport. Honor jakiegoś narodu zależy od tego, czy jego reprezentant skoczy dziesięć centymetrów wyżej niż reprezentanci innych narodów. Nawiasem mówiąc, najwyżej skoczył Murzyn z USA, a srebrny medal dla Niemiec zdobyła w szermierce Żydówka, Helen Meyer (nie wiem, co jest większym bezwstydem: to, że wystąpiła jako Niemka reprezentująca Trzecią Rzeszę czy to, że jej osiągnięcie przypisano Trzeciej Rzeszy). W „Berliner Illustrierte” z 6 VIII ukazał się artykuł jakiegoś dra Kurta Zentnera, zupełnie poważny i, że tak powiem, pedagogiczny: „Kto się przygląda, nie ma szans. (Tylko twardy trening prowadzi do celu)”. itd, itp, etc... Die Sprache lügt nicht - Die Tagebücher von Victor Klemperer (2004),reż. Stan Neumann
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na101 miesiąc temu
W moim obcym kraju. Dziennik więzienny 1944 Hans Fallada
W moim obcym kraju. Dziennik więzienny 1944
Hans Fallada
Nie jest to ani dziennik ani nie do końca więzienny. Pisane jest to jak dziennik, z kolejnymi datami, ale treścią są wspomnienia z okresu od "przejęcia władzy" w 1933 roku do - mniej więcej - połowy wojny. Przy tym wspomnienia te są raczej zbiorem dość oderwanych obrazków a nie chronologicznym i kompletnym zapisem. Do tego w kilku miejscach połączonych z literacką fikcją, stanowiącą oddzielne opowiadania. Fallada nie był, technicznie rzecz biorąc, w więzieniu tylko raczej w areszcie a ściślej jeszcze pod obserwacją psychiatryczną w czasie kiedy to pisał. Co nie zmienia tego faktu, że jego pobyty w różnych miejscach odosobnień - jak świadczy jego skrócona biografia - były okresami niezwykle płodnymi dla niego jako pisarza. To ciekawe, bo chyba nie był on jedynym podobnie reagującym pisarzem. Ogólnie ciekawy jest opis sytuacji w Niemczech po "przejęciu władzy": dwuwładza a potem nawet trójwładza, przy czym relacje między władzami są mocno niezdefiniowane. Do tego masa ludzi ("marcowy spad") przyłączająca się do nazistów w celu osiągniecia osobistych zysków - czasem w sposób maskowany ale czasem wprost jawnie. Najbardziej jednak dają do myślenia sytuacje rozterki i rozdarcia. Fallada był niechętny narodowym socjalistom, ale nie był żadnym aktywnym opozycjonistą. I widać jak próbuje, będąc przeciw, ułożyć sobie jednak możliwie najlepiej życie zawodowe i osobiste w tej sytuacji. Co nieuchronnie stawia go wielokrotnie w sytuacjach, które dziś, po fakcie, uznalibyśmy za kompromitujące. Ale po fakcie bardzo łatwo oceniać. W kilku miejscach dotykały mnie ewidentne dowody na to, że antyżydowska propaganda nazistowska nie pozostawała bez wpływu nawet na ludzi takich jak Fallada, którego przed "przejęciem władzy" nazwano by wprost filosemitą. A jednak, także i u niego pojawiają się myśli, które dziś wyglądają bardzo paskudnie a przynajmniej pokazujące kompletne niezrozumienie sytuacji Żydów w Trzeciej Rzeszy. Daje do myślenia także, nie będący może głównym zagadnieniem, ale jednak pojawiający się w kilkunastu miejscach, konflikt pomiędzy własnym poczuciem sprawiedliwości i prawdy a wbudowanym w zasadzie w naszą kulturę poczuciem patriotyzmu, przynależności do narodu i państwa. Czy należało się cieszyć z wielkich sukcesów niemieckiej armii a płakać z powodu jej późniejszych klęsk? I czy w ogóle można się cieszyć z klęsk "mojej obcej" armii? PS. Z tych kilku wyróżniających się literackich opowiadań najlepszy jest opis życia i przetrwania ludzi okrywających się, których dziś chyba nazwać by należało "preppersami". Okazuje się, że wszystko, także i przetrwanie, ma swoją cenę - czasem bardzo wysoką. Preppersi - koniecznie!
Zbigniew_Malinowski - awatar Zbigniew_Malinowski
ocenił na74 lata temu
Kręgi obcości. Opowieść autobiograficzna Michał Głowiński
Kręgi obcości. Opowieść autobiograficzna
Michał Głowiński
Bardzo lubie tego autora, przeczytalem "Czarne sezony" i "Carska filizanke" i uwazam go za niedoscignionego mistrza jezyka polskiego. "Kregi obcosci" sa troche inne, to nie jest literatura, to sa po prostu dosc pokazne pamietniki. W roku 2010 z pewnoscia odbilo sie duzym echem to, ze autor dokonal w pamietnikach "coming outu", i, choc temat jest traktowany powaznie, jednak ciagle tylko pobieznie. Najwyrazniej, tak jak wszystkie osoby z tego pokolenia oraz generalnie wiekszosc ludzi w Polsce, nie wiedzial jak o tym opowiedziec, czul sie w temacie niezrecznie, to sa wlasnie te kregi obcosci w Polsce. Natomiast, jak sam zauwazyl, dyskusje na tematy zydowskie juz sa w Polsce znormalizowane, akurat w tych sprawach jestesmy juz na innym etapie. Pamietniki Glowinskiego to podroz w wiekszosci po Polsce Ludowej, wspanialy choc "dołujący" przekroj tego co tam sie dzialo, szczegolnie wartosciowy dla osob ktore urodzily sie po 1980. Ta epoka nie byla jednolita i warto miec tego swiadomosc. Generalnie, wydaje mi sie jednak, ze Glowinski planowal cos bardziej osobistego i nie calkiem mu sie to udalo, owszem, te osobiste momenty sa, ale jednak autor zawsze zachowuje elegancki dystans. Jego zaufanie do czytelnika jest ograniczone przez jego wlasne doswiadczenia zyciowe. Poniewaz jest profesorem polonistyki nie czuje sie "uprawniony" by pisac np. o muzyce klasycznej czy sztuce, a wielka szkoda, bo wlasnie w ten sposob poznalibysmy go blizej. Czytelnik musi wczuc sie w jego sytuacje, dziecka ocalonego z Zaglady, potem wyrastajacego w stalinizmie. I zawsze te na kazdym kroku powracajace (i jakze bardzo polskie!) przykrosci ktore go spotykaja, nawet w okresie w ktorym otrzymywal nagrody.
Witoldzio - awatar Witoldzio
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dziennik Samuela Pepysa. Tom 2