Na żywo z lombardu

Okładka książki Na żywo z lombardu autora Marek Wolski, 9788395752063
Okładka książki Na żywo z lombardu
Marek Wolski Wydawnictwo: WYDAŁEM literatura obyczajowa, romans
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura obyczajowa, romans
Format:
papier
Data wydania:
2021-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2021-09-01
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395752063
Średnia ocen

5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na żywo z lombardu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Na żywo z lombardu

Średnia ocen
5,6 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Na żywo z lombardu

avatar
262
103

Na półkach:

Dyrdymały na 5 minut do tramwaju/autobusu, ani to zabawne, ani smutne, jeśli masz Legimi to można się skusić, ale jak masz wydać na to pieniądze to lepiej przelej je na psiaki.

Dyrdymały na 5 minut do tramwaju/autobusu, ani to zabawne, ani smutne, jeśli masz Legimi to można się skusić, ale jak masz wydać na to pieniądze to lepiej przelej je na psiaki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3
3

Na półkach:

Jak już wyszedł notatnik, to powinny być dodane puste strony, żeby dopisać swoje przemyślenia z podróży tramwajem po mieście. To jest chyba najbardziej miejska książka. Brud życia stolicy kapie z każdej strony.

Jak już wyszedł notatnik, to powinny być dodane puste strony, żeby dopisać swoje przemyślenia z podróży tramwajem po mieście. To jest chyba najbardziej miejska książka. Brud życia stolicy kapie z każdej strony.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
145
20

Na półkach:

Nie wiem dlaczego książka ma tak niską opinię ponieważ jest... naprawdę świetna! Krótkie formy, doskonale odwzorowany język ulicy, bohaterowie z duszą - to wszystko powoduje, że podczas czytania czułam się jakbym to ja siedziała za ladą w lombardzie i rozmawiała z tymi ludźmi. Dla mnie must read :)

Nie wiem dlaczego książka ma tak niską opinię ponieważ jest... naprawdę świetna! Krótkie formy, doskonale odwzorowany język ulicy, bohaterowie z duszą - to wszystko powoduje, że podczas czytania czułam się jakbym to ja siedziała za ladą w lombardzie i rozmawiała z tymi ludźmi. Dla mnie must read :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

80 użytkowników ma tytuł Na żywo z lombardu na półkach głównych
  • 55
  • 25
17 użytkowników ma tytuł Na żywo z lombardu na półkach dodatkowych
  • 10
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czułość Piotr Fiedler
Czułość
Piotr Fiedler
to piekielnie mocna książka. ogień ziejący z jej stron podgrzewa tygiel, w którym wszystko co najgorsze na tym świecie wrze i unosi się na powierzchni zachęcając do spróbowania ekstraktu z życia o smaku YOLO. główny bohater, Franciszek Czuły - znany także jako Sully, prawie czterdziestolatek, mieszkaniec Wsiawy, z zamiłowania poeta, wykonujący zawód przeważnie szklankowego w barze Piach na Zbawixie i czasami asytetnta kierownika produkcji filmowej, szuka miłości w wielkim mieście.  konstrukcja tej powieści trochę mnie rozczarowała przewidywalnością, ponieważ główny bohater przeważnie wciąga kreski długie jak pas startowy, na zejściu pali blunty, do tego wlewa w siebie morze alkoholu, a jego długi kutas, którym się chwali na lewo i prawo stoi mu jak drągal, przez co  non stop rucha laski i czasami facetów. i najgorsze jest to, że prawie każdą udaje mu się wyhaczyć nie stosując przy tym jakiś mega sztuczek. po kilku opisach takich ekscesów zastanawiałem się kiedy dostanie kosza, kiedy zarazi się jakimś syfem, bo rucha bez gumy i czasami kiedy laska ma okres, kiedy mu się to znudzi. ale jemu się to nie nudzi. nie próbuje zmieniać swojego życia, tylko pikuje coraz niżej i niżej wielokrotnie osiągając nadir swojego upodlenia, do którego później dorabia ideologię w postaci moralnych rozkmin. ksiazka jest opasła, ale szybko się czyta. Wsiawa pokazana od strony Zbawixu, zalana gównem z zapchanych rur w ubikacjach Piachu, które doskonale pasuje do rynsztoka i pływającego w nim kurestwa. tak, tacy ludzie, takie kobiety, tacy mężczyźni funkcjonują w rzeczywistym świecie co czyni powieść realistyczną. nie polecam wrażliwym i świętojebliwym damulkom z prowincji, bo jeszcze się zgorszą i nie nigdy nie pozwolą ściągnąć swojego simlocka.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na726 dni temu
Wielkie Księstwo Groteski Szczepan Twardoch
Wielkie Księstwo Groteski
Szczepan Twardoch
Szczepan Twardoch w swojej zbiorowej publikacji Wielkie Księstwo Groteski zabiera czytelnika w podróż po świecie, który jest równie fascynujący, co odpychający. Autor, znany z bezkompromisowego podejścia do śląskiej tożsamości i męskości, tym razem serwuje nam literacki kolaż, w którym granica między powagą a absurdem ulega całkowitemu zatarciu. Tytułowe "księstwo" to przestrzeń mentalna, w której polskie mity narodowe, historyczne traumy i codzienna przaśność zostają przepuszczone przez filtr krzywego zwierciadła. Twardoch nie bierze jeńców – drwi z patosu, demaskuje hipokryzję elit i z niemal chirurgiczną precyzją obnaża śmieszność naszych narodowych kompleksów. Estetyka brzydoty i siła języka Największą zaletą tej pozycji jest bez wątpienia językowa wirtuozja. Twardoch operuje frazą gęstą, mięsistą i niezwykle plastyczną. Potrafi zachwycić opisem najprostszej czynności, nadając jej rangę metafizycznego wydarzenia, by za chwilę sprowadzić czytelnika na ziemię brutalnym kolokwializmem. To właśnie ten kontrast buduje specyficzną atmosferę groteski – z jednej strony czujemy podziw dla kunsztu autora, z drugiej zaś odczuwamy fizyczny niemal dyskomfort płynący z opisywanej brzydoty świata przedstawionego. Autor świetnie radzi sobie z krótką formą, potrafiąc w kilku akapitach zawrzeć trafną diagnozę społeczną, która uderza celniej niż opasłe tomiszcza socjologiczne. Mimo niewątpliwego talentu Twardocha, wystawiam ocenę 6/10, co wynika z kilku istotnych mankamentów tej publikacji: Wtórność motywów: Dla stałych czytelników autora Wielkie Księstwo Groteski może wydać się zbiorem recyklingowanych pomysłów. Tematy śląskości, broni, samochodów i "męskiego" postrzegania świata powracają tu w formie, która momentami nuży. Autokreacja ponad treść: Czasem odnosi się wrażenie, że dla Twardocha ważniejsze od samej opowieści jest budowanie wizerunku "autora przekornego". Ta poza bywa męcząca i sprawia, że treść staje się jedynie pretekstem do popisu ego. Nierówny poziom: Jak to w zbiorach bywa, obok tekstów genialnych i błyskotliwych, znajdziemy tu fragmenty słabsze, sprawiające wrażenie pisanych "do szuflady" lub na szybko, co zaburza rytm lektury. Wielkie Księstwo Groteski to pozycja obowiązkowa dla fanów twórczości Twardocha, którzy wybaczą mu każdą manierę za cenę jego stylu. Jednak dla kogoś szukającego świeżości i nowych literackich lądów, może to być lektura rozczarowująca. To książka inteligentna, złośliwa i momentami bardzo celna, ale jednocześnie uwięziona w bańce własnej doskonałości, co odbiera jej szansę na bycie dziełem naprawdę przełomowym.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Dwa psy przeżyły Piotr Szmidt
Dwa psy przeżyły
Piotr Szmidt
kolejny raper napisał książkę, na szczęście nie autobiografię łechtającą swój narcyzm i wybujałe ego, tylko książkę, którą da się czytać, w którą da się porządnie wkręcić i przepaść na wiele godzin. ale żeby radość z pochłaniania tekstu udzieliła się czytelnikowi, musi on wcześniej poznać osobowość oraz styl pisania rapera Mesa najlepiej z piosenek bądź felietonów warszawskiej gazety. inaczej będzie miał wrażenie, że to grafomańska nowomowa i odłoży lekturę po pierwszym rozdziale. historia przedstawiona w książce traktuje o producencie muzycznym, trzydziestoparoletnim Walterze, który nie potrafiąc się dostosować do świata w którym żyje, postanawia dostosować świat do swojego życia. a świat ten to Warszawa XXI wieku, w którym lajki, suby, shery, wyświetlenia etc. sterują ludźmi wyznaczając wartości oraz standardy życia. styl pisania rapera może na początku zniechęcić, bo wydaje się przekombinowany oraz za bardzo zakręcony rozpraszającą wielowątkowością. dużo w nim nowomowy, zbędnych wtrąceń z angielskiego, które są pewnie crossem stylu pisania tekstów hip hopowych jak i punchline'ów, mogących śmiało upokorzyć przeciwnika w niejednej bitwie freestajlowej. Mes czasami na siłę chce przekonać czytelnika, że włada wielkim zasobem słów, że używa metafor jeżących włos na głowie i to jest moim zdaniem nie potrzebne, ponieważ wiadomo, że raper taki jak on, niejeden słownik języka polskiego wciągał nosem. na szczęście, gdy tylko przyzwyczaimy się do techniki jaką zaproponował autor w opowiadanej historii, #dwapsyprzeżyły wchodzą w umysł idealnie. cieszy mnie to, że rapowanie, pisane tekstów piosenek solidnie zagruntowało fundamenty do tworzenia literatury. to chyba naturalna kolej rzeczy, bo przecież rap się kiedyś skończy. cieszy mnie również to, że Piotrek ma spory bagaż doświadczeń jeśli chodzi o osobę publiczną i nie odbije mu palma jak tym szaro burym i ponurym instapisarzom, których w jednej chwili ktoś zauważy, a którzy to później nie potrafią odnaleźć równowagi pomiędzy rzeczywistością, a blichtrem stołecznej imprezy z czerwonym dywanem. cieszę się Piotrek, że pokazałeś nas Ślązaków z dobrej strony mimo, że przeżycia Waltera (śląskie imię) mogły zawierać wątki autobiograficzne niekoniecznie miłe. dziękuję także za dużą ilość follow-up'ów z polskiego hip-hopu. tego moim zdaniem brakuje polskiej literaturze. przyznaj Piotrek, że Walter to twoje alter-ego? też mam ochotę czasami kogoś kropnąć.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na61 miesiąc temu
Bowie w Warszawie Dorota Masłowska
Bowie w Warszawie
Dorota Masłowska
Dorota Masłowska przyzwyczaiła czytelników do tego, że jej literatura to językowy poligon, na którym polszczyzna wygina się, trzeszczy i odsłania swoje najkomiczniejsze, a zarazem najsmutniejsze oblicza. W dramacie „Bowie w Warszawie” autorka bierze na warsztat legendarną, niemal mityczną wizytę Davida Bowiego na Dworcu Gdańskim w 1976 roku. Jednak każdy, kto spodziewa się biograficznej opowieści o ikonie rocka, srodze się zawiedzie. Bowie jest tu jedynie pretekstem, nieuchwytnym fantomem przemykającym w tle szarej, dusznej rzeczywistości gierkowskiej Polski. Przyznaję tej pozycji ocenę 6/10 – to błyskotliwy popis stylu, który jednak pozostawia pewien niedosyt treściowy. Siłą dramatu jest bez wątpienia warstwa językowa. Masłowska z maestrią rekonstruuje (i parodiuje) peerelowski żargon, urzędową nowomowę oraz bełkotliwą codzienność tamtej epoki. Świat przedstawiony to Polska „bitkowa” i „octowa”, pogrążona w absurdzie i marazmie, w której pojawienie się kogoś tak egzotycznego jak Bowie wydaje się błędem w matriksie. Autorka świetnie kreśli galerię postaci: od milicjanta próbującego rozwikłać zagadkę „Damskiego Rozpruwacza”, po zagubione kobiety marzące o wielkim świecie. Masłowska drwi z narodowych kompleksów i martyrologii, robiąc to z właściwym sobie, drapieżnym humorem. Wizualna strona wydania (z ilustracjami Mariusza Wilczyńskiego) dodaje całości onirycznego, niepokojącego klimatu, który idealnie współgra z tekstem. To utwór, który świetnie sprawdza się jako scenariusz teatralny, dając ogromne pole do popisu reżyserom i scenografom w kreowaniu surrealistycznej wizji Warszawy lat 70. Skąd zatem tylko szóstka? „Bowie w Warszawie” sprawia wrażenie utworu nieco błahego, zwłaszcza w zestawieniu z wcześniejszymi dokonaniami autorki, takimi jak „Inni ludzie”. Intryga kryminalna, która ma spajać poszczególne sceny, jest pretekstowa i rozmywa się w językowych fajerwerkach. Po lekturze pozostaje wrażenie, że Masłowska bawi się formą dla samej zabawy, a pod spodem brakuje głębszego fundamentu, który nadałby tej opowieści większy ciężar gatunkowy. Bowie jako symbol wolności i inności zostaje tu tak bardzo zmarginalizowany, że staje się niemal nieistotny, co może budzić irytację u czytelników liczących na mocniejszy dialog z jego legendą. Podsumowując, „Bowie w Warszawie” to rzetelne 6/10 – lektura obowiązkowa dla fanów językowego słuchu Masłowskiej, ale pozycja drugoplanowa w jej dorobku. To efektowny, literacki teledysk o polskiej brzydocie i marzeniach o kolorowym Zachodzie, który błyszczy przez chwilę, by po ostatniej stronie pozostawić czytelnika z poczuciem niedosytu i pytaniem: „czy to już wszystko?”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na613 dni temu
Książka o przyjaźni Maciej Marcisz
Książka o przyjaźni
Maciej Marcisz
Maciej Marcisz nadał swojej drugiej powieści bezpretensjonalny tytuł „Książka o przyjaźni”, ale ja mam wątpliwość, czy to rzeczywiście rzecz o przyjaźni prawdziwej, czy raczej o jakimś o niej wyobrażeniu. O ludziach, którzy lubują się samą myślą o tym, że są w relacji przyjacielskiej, ale tak naprawdę służy im ona tylko do kreowania takiego obrazu samych siebie, jaki chcieliby uzyskać, by wydawać się wyjątkowymi. Drugi człowiek, którego tak chętnie nazywają przyjacielem potrzebny jest, by przeglądać się w jego oczach i mieć poczucie, że stają się wymarzoną wersją siebie. Ta książka podobała mi się właśnie dlatego, że autor ujął temat przyjaźni w sposób nieoczywisty, a nawet niejako ją zdeprecjonował. Oto trójka bohaterów odnajduje siebie w trudnym dla nich momencie- kiedy zaczynają naukę w szkole średniej. Michała i Dorotę łączy swoisty snobizm czytelniczy, a Kasia dołącza do ich relacji niejako na przyczepkę. Wspólnie przeżywają pierwsze doświadczenia życiowe, szukają swojej tożsamości, spędzają ze sobą sporo czasu. Miałam jednak wrażenie, że ich związek podszyty jest rywalizacją o to, które jest bardziej interesujące, a jednocześnie dużo w im udawania i nieujawniania prawdy o sobie. Sam fakt, że moment rozpoczęcia dorosłego życia osłabia tę przyjaźń, a nawet pojawia się w nim chęć odizolowania się od dawnych znajomych stawia szczerość tej relacji pod znakiem zapytania. Marcisz stawia tu pytanie, które ja postawiłam sobie już dawno. Czy przyjaźń z lat szkolnych ma okres przydatności do spożycia, czy może się przeterminować? I czy da się reanimować marniejące uczucia? Kiedy drogi życiowe bohaterów zaczynają się rozjeżdżać, kiedy w ich życiu pojawiają się nowi ludzie, a marzenia z lat młodości więdną, bo nie udało się ich spełnić- może wtedy należy wkroczyć na inną ścieżkę i pozwolić wygasnąć relacjom z przeszłości? Przełomowym momentem w historii przyjaźni trojga bohaterów staje się krępująca sytuacja ujawnienia na grupowym czacie tajemnicy dotyczącej jednej z osób obecnych na spotkaniu po latach. Los ich i tak już nadwątlonej przyjaźni wisi na włosku, ale paradoksalnie będzie to punkt zwrotny w życiu całej trójki. Każde z nich będzie musiało wreszcie spojrzeć na siebie z dystansem i pogodzić się z myślą, że prawdziwe życie niewiele ma wspólnego z fantazjami i wyobrażeniami snutymi w wieku lat kilkunastu. To początek ich dorosłości, a co z przyjaźnią? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba przeczytać „Książkę o przyjaźni” do samego końca.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na73 dni temu

Cytaty z książki Na żywo z lombardu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Na żywo z lombardu