rozwińzwiń

Blade Runner 2019 (TOM 1)

Okładka książki Blade Runner 2019 (TOM 1) autora Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson, 9788328150089
Okładka książki Blade Runner 2019 (TOM 1)
Michael GreenAndres Guinaldo Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Blade Runner 2019 (tom 1) Seria: BLADE RUNNER komiksy
344 str. 5 godz. 44 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Blade Runner 2019 (tom 1)
Seria:
BLADE RUNNER
Data wydania:
2021-10-13
Data 1. wyd. pol.:
2021-10-13
Data 1. wydania:
2019-11-20
Liczba stron:
344
Czas czytania
5 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328150089
Tłumacz:
Maria Jaszczurowska
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Blade Runner 2019 (TOM 1) w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Blade Runner 2019 (TOM 1)



książek na półce przeczytane 1757 napisanych opinii 729

Oceny książki Blade Runner 2019 (TOM 1)

Średnia ocen
7,3 / 10
134 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Blade Runner 2019 (TOM 1)

avatar
939
807

Na półkach:

Jeśli kochacie klimat filmu Ridleya Scotta, ten komiks Was zachwyci. „Blade Runner 2019” to pozycja obowiązkowa dla każdego fana cyberpunka.
​Co zachwyca najbardziej?
​Klimat: Deszczowe, neonowe Los Angeles wygląda obłędnie – rysunki idealnie oddają gęstą atmosferę oryginału.
​Ash: Nowa bohaterka jest charyzmatyczna, twarda i intrygująca. To postać z krwi i kości, którą polubiłem od pierwszej strony.
​Fabuła: Scenariusz Michaela Greena (współtwórcy filmu Blade Runner 2049) gwarantuje najwyższą jakość i historię, która realnie pogłębia to uniwersum, a nie jest tylko marną kopią.
​To stylowy, mroczny i niesamowicie wciągający kryminał sci-fi. Czyta się jednym tchem! Gorąco polecam!

Jeśli kochacie klimat filmu Ridleya Scotta, ten komiks Was zachwyci. „Blade Runner 2019” to pozycja obowiązkowa dla każdego fana cyberpunka.
​Co zachwyca najbardziej?
​Klimat: Deszczowe, neonowe Los Angeles wygląda obłędnie – rysunki idealnie oddają gęstą atmosferę oryginału.
​Ash: Nowa bohaterka jest charyzmatyczna, twarda i intrygująca. To postać z krwi i kości, którą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1757
729

Na półkach:

Wzięłam się za ten komiks bez jakichś większych oczekiwań i jestem nim zachwycona!🥰 To jest takie retrofuturystyczne, w klimatach cyberpunka i neo-noir. Obrazki hipnotyzują, te detale! Tło świata, w którym bohaterowie żyją wprawiają w zachwyt. Jest ponuro, deszczowo, przygnębiająco, drapacze chmur i neony. Przepadłam!

Ash jest bezwzględną łowczynią replikantów i w tym, co robi jest świetna!Nie bez powodu zyskała status bezdusznej i budzi postrach w świecie androidów. Zostaje wynajęta do rozgryzienia zagadki zniknięcia żony i córki Aleksandra Selwyna, czyli potentata biznesowego i przyjaciela Tyrella. Podejrzana sprawa zaprowadzi Ash w brudne, smrodliwe, toczone zgnilizną rejony Los Angeles. Do jakiej prawdy się dokopie?

Ta historia potrafi zaskoczyć czytelnika! Nieoczywista intryga kryminalna. I jakie zwroty akcji! Nie brakuje tu pościgów. Nudy tu nie ma!

Uwielbiam kreację głównej bohaterki! Mistrzostwo! Po prostu wymiata! Twarda facetka niczym samotna wilczyca. Wiecznie w płaszczu, ta jej postawa... i wzrok, który zabijałby gdyby mógł! Skrywająca mroczne sekrety... Czujecie to? Baaardzo na plus jest wewnętrzna, moralna przemiana Ash w obliczu nowej percepcji rzeczywistości.

Skłania do refleksji, że nie wszystko jest takie czarno-białe. Co czyni nas ludźmi?

Świetnie się przy tym bawiłam! Mam chrapkę na kolejne tomy!

Wzięłam się za ten komiks bez jakichś większych oczekiwań i jestem nim zachwycona!🥰 To jest takie retrofuturystyczne, w klimatach cyberpunka i neo-noir. Obrazki hipnotyzują, te detale! Tło świata, w którym bohaterowie żyją wprawiają w zachwyt. Jest ponuro, deszczowo, przygnębiająco, drapacze chmur i neony. Przepadłam!

Ash jest bezwzględną łowczynią replikantów i w tym, co...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
646
595

Na półkach:

Ciekawa opowieść ze świata BR pokazująca jego nieznane miejsca. To właściwie trzy oddzielne historie, ale bardzo powiązane. Pierwsza najbardziej "śledcza", druga pokazuje miejsca nieznane z filmów (i choć kilka kadrów super to chciałoby się większe zróżnicowanie od LA),a trzecia to dobre domknięcie z możliwością odwiedzin znanego miejsca...
Główna bohaterka na tyle ciekawa (choć wiele jej nie poznajemy i trochę za mało ma miejsca, by w pełni się rozwinąć),że chętnie prześledzę jej dalsze losy.
Graficznie bez ekstazy, ale z odpowiednim oddaniem klimatu. Chociaż chciałoby się więcej miękkości w stylu Meada, a mniej ostrych kresek jak z Marvela.
Dla fanów BR pozycja zdecydowanie warta uwagi!

Ciekawa opowieść ze świata BR pokazująca jego nieznane miejsca. To właściwie trzy oddzielne historie, ale bardzo powiązane. Pierwsza najbardziej "śledcza", druga pokazuje miejsca nieznane z filmów (i choć kilka kadrów super to chciałoby się większe zróżnicowanie od LA),a trzecia to dobre domknięcie z możliwością odwiedzin znanego miejsca...
Główna bohaterka na tyle ciekawa...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

234 użytkowników ma tytuł Blade Runner 2019 (TOM 1) na półkach głównych
  • 152
  • 82
108 użytkowników ma tytuł Blade Runner 2019 (TOM 1) na półkach dodatkowych
  • 51
  • 26
  • 11
  • 5
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Blade Runner 2019 (TOM 1)

Inne książki autora

Okładka książki Blade Runner 2029 (TOM 2) Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson
Ocena 7,4
Blade Runner 2029 (TOM 2) Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson
Okładka książki Blade Runner 2019 Vol. 3: Home again, Home again Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson, Marco Lesko
Ocena 7,3
Blade Runner 2019 Vol. 3: Home again, Home again Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson, Marco Lesko
Okładka książki Blade Runner 2019 Vol. 2: Off World Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson
Ocena 6,9
Blade Runner 2019 Vol. 2: Off World Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson
Okładka książki Blade Runner 2019 Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson
Ocena 6,0
Blade Runner 2019 Michael Green, Andres Guinaldo, Mike Johnson
Okładka książki Superman / Batman: W poszukiwaniu kryptonitu Shane Davis, Michael Green, Mike Johnson
Ocena 0,0
Superman / Batman: W poszukiwaniu kryptonitu Shane Davis, Michael Green, Mike Johnson
Okładka książki Superman / Batman: Najwspanialsze światy Rafael Albuquerque, Ed Benes, John Dell, Michael Green, Mike Johnson, Rags Morales
Ocena 0,0
Superman / Batman: Najwspanialsze światy Rafael Albuquerque, Ed Benes, John Dell, Michael Green, Mike Johnson, Rags Morales

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Batman: Świat Tomasz Kołodziejczak
Batman: Świat
Tomasz Kołodziejczak Brian Azzarello Piotr Kowalski (rysownik) Paco Roca Lee Bermejo Nicola Mari Mathieu Gabella Alessandro Bilotta Benjamin von Eckartsberg Thierry Martin Thomas von Kummant Stepan Kopriva Michal Suchánek Ertan Ergil Ethem Onur Bilgiç Alberto Chimal Rulo Valdés Carlos Estefan Pedro Mauro Inpyo Jeon Xu Xiaodong Lu Xiaotong Qiu Kun Kirill Kutuzov Egor Prutov Natalia Zaidova Okadaya Yuichi JaeKwang Park Jung Gi Kim
Gdy słyszę hasło “Batman”, jednym z pierwszych skojarzeń jakie mam to Gotham. Rodzinne miasto mrocznego rycerza, które poprzysiągł oczyścić ze wszelkiej maści złoczyńców. Co by się stało gdyby plugawi przestępcy tej stolicy zbrodni uniwersum DC, do spółki z zagraniczymi kolegami, postanowią rozszerzyć terytorium swojej działalności? Czy Bruce Wayne podniesie rękawicę i ruszy na pomoc Światu? Owocem tego genialnego w swej prostocie pomysłu jest wydany w 2021 r. komiks “Batman: ŚWIAT”. Poproszono 14 zespołów z 14 różnych krajów, by stworzyli krótkie historie o przygodach Nietoperza. Każda z nich rozgrywa się w rodzimym kraju twórców i posiada swój unikalny styl wizualny. Miłym smaczkiem jest stworzenie nie tylko unikatowych historii, ale i unikatowych okładek do wydań w każdym z 14 państw. Pora odpowiedzieć na pytanie, jakie efekty przyniosła owa globalna kooperacja? Ciężko jest na to jednoznacznie odpowiedzieć. Sam pomysł jest w mojej ocenie absolutnie fantastyczny, bo daje unikatową szansę na poznanie artystów z tak egzotycznych państw jak np. Brazylia, Meksyk czy Korea Południowa. Jednakże poziom tych prac jest zwyczajnie dość nierówny. Od razu zaznaczę, że moim zdaniem warunkiem udanego komiksu superbohaterskiego nie jest koniecznie wartka akcja. Dowodem na to, jest fakt, iż niezwykle do gustu przypadły mi historie z Francji, Hiszpanii, czy Rosji gdzie poznajemy Batmana od nieco innej storny niż zazwyczaj. Jeśli jednak miałbym docenić mocniejszą akcję, to z pewnością Niemcy, Włochy i Meksyk byłyby na podium. Dodam, iż zarówno pierwsza jak i druga grupa mają dla mnie wspólny mianownik w postaci naprawdę dobrej kreski. Jedne są dość “proste” wizualnie, inne wprost przeciwnie. Wszystkie jednak mają w sobie coś co niezwykle mnie urzekło. Co z pozostałymi lokacjami? Wobec strony wizualnej pozostanę neutralny, ponieważ ani mnie nie urzekła ani nie była zachęcająca. Natomiast fabuła… tu było albo dosyć przeciętnie, albo zwyczajnie nudno. Niby kilkanascie stron to niedużo na rozwnięcie fabuły i ciężko o dłużyzny, a mimo to miałem wrażenie, że np. Polski wątek ciągnie się w nieskończoność i tylko czekałem aż się skończy. Podsumowując, choć efekt bywa różny to sam pomysł ma ogromny potencjał i warto zapoznać się z tym albumem, chociażby po to by zobaczyć co zagraniczni twórcy mają do zaoferowania. Mam nadzieję, że ta koncepcja będzie kontynuowana i za jakiś czas zobaczymy podobną kompilacje z następnymi państwami.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na72 lata temu
Spider-Man. Historia Życia Mark Bagley
Spider-Man. Historia Życia
Mark Bagley Chip Zdarsky
„Spider-Man: Historia życia” to jeden z najbardziej oryginalnych komiksów o Pająku, jakie powstały. Punkt wyjścia jest prosty, a jednocześnie genialny: co jeśli Spider-Man starzałby się normalnie, dekada po dekadzie, od lat 60. aż po współczesność? Bez resetów, bez wiecznej młodości, bez cofania czasu. Fabuła prowadzi Petera Parkera przez kolejne etapy życia. Zaczynamy w latach 60, od klasycznych początków Spider-Mana, a potem każda kolejna historia rozgrywa się w następnej dekadzie. Peter dorasta, zakłada rodzinę, mierzy się z polityką, wojną, technologią i coraz cięższym brzemieniem odpowiedzialności. Jego decyzje mają konsekwencje, a czas działa dokładnie tak jak w prawdziwym życiu, nie pyta o zgodę. To, co robi ten komiks wyjątkowym, to skupienie się na człowieku, a nie ikonie. Spider-Man nie jest tu wiecznie tym samym bohaterem. Zmienia się jego charakter, podejście do heroizmu, relacje z bliskimi i samym światem. Pojawiają się znani wrogowie i kluczowe wydarzenia z historii Marvela, ale pokazane w zupełnie nowym, dojrzalszym kontekście. Powiem wprost: to jest naprawdę bardzo fajny komiks. Aż się nie spodziewałem, że wciągnie mnie tak bardzo. Jest mądry, emocjonalny, momentami gorzki, ale cholernie satysfakcjonujący. To Spider-Man dla czytelników, którzy dorośli razem z nim. Ocena: 9/10 Świetny pomysł, świetne wykonanie i historia, która zostaje w głowie długo po przeczytaniu. Jeśli znasz Spider-Mana, musisz to przeczytać. Jeśli nie znasz, to i tak dobry start.
GeekPiotr - awatar GeekPiotr
ocenił na92 miesiące temu
Cyberpunk 2077: Gdzie jest Johnny? Bartosz Sztybor
Cyberpunk 2077: Gdzie jest Johnny?
Bartosz Sztybor Giannis Milonogiannis
Nie grałem jeszcze w „Cyberpunk 2077”, ale komiksowa inkarnacja stworzonej przez CD Projekt Red gry nie jest mi obca. Kolejne albumy nie stały jak dotąd na szczególnie równym poziomie, nie czytałem ich też w kolejności wydawania, ale całościowo seria jawi się jako interesujące spojrzenie na ten podgatunek fantastyki, od którego wzięła nazwę. „Gdzie jest Johnny” to trzeci tom cyklu, ale pierwszy, do którego scenariusz napisał Bartosz Sztybor. Bardzo cenię jego komiksowego „Wiedźmina”, więc był to dobry prognostyk przed lekturą. Walczący z wielkimi korporacjami dziennikarz bada temat zniszczenia centrali jednej z nich. W ruinach znaleziono kilkanaście zwłok, a jednym ze zmarłych ma być sam zamachowiec, legendarny Johnny Silverhand. Sprawa okazuje się o wiele bardziej skomplikowana, niż można było przypuszczać, a tropy wiodą na górę korporacyjnego łańcucha pokarmowego. Gdy zaś w grę wchodzą grzechy popełnione przez grube ryby, ryzyko wykładniczo wzrasta. Fabuła omawianego komiksu nie jest przesadnie skomplikowana, ale bądźmy szczerzy – trudno jest zmieścić złożoną opowieść na niespełna siedemdziesięciu stronach. Mimo tego Sztybor zdołał zaproponować czytelnikowi opowieść, która całkiem angażuje. Traktuje ona o prywatnej wojnie pewnego dziennikarza z rządzącymi Night City korporacjami a może się podobać zwłaszcza ze względu na wyczuwalną autentyczność działań protagonisty. Jego motywacja jest iście idealistyczna, innymi słowy wyraźnie czuć, że typ ma prawdziwą misję i jakkolwiek może jest to odrobinę naiwne, to z drugiej strony natychmiast buduje sympatię między bohaterem a czytelnikiem. A o to w sumie chodzi. Opowieści snutej przez Sztybora momentami nieco szkodzi wspomniana wyżej niewielka objętość całego komiksu – widać to zwłaszcza w momentach interakcji głównego bohatera z innymi postaciami. Są one zazwyczaj ledwo ruszone i zarysowane o wiele słabiej, niż na to zasługują. Tymczasem kilkoro z nich ma spory potencjał i chciałoby się przeczytać o nich zdecydowanie więcej. W tym kontekście wydaje się, że rozbudowanie albumu o kilka zeszytów byłoby krokiem w pełni uzasadnionym. Szkoda, że wydawca nie przeznaczył na tę fabułę większej liczby stron. Bardzo podobało mi się w tym komiksie to, że Sztybor zdołał udanie zaprezentować bezwzględność wielkich korporacji przyszłości. Dla nich nieistotne jest ludzkie życie – człowiek stanowi jedynie drobny trybik w ich strukturach, a każdy pracownik jest uprzedmiotowiony i zastępowalny - obraz tak skonstruowanego świata jest mało optymistyczny, ale zarazem niezwykle sugestywny. Na szczęście, zwłaszcza dla mieszkańców Night City, autor nie pozostawia świata przedstawionego bez promyczka nadziei, a są nim działania tak ideowych ludzi, jak główny bohater tego albumu. Fabuła angażuje, ale ilustracje stoją o co najmniej jeden szczebel niżej. Styl rysowania Milonogiannisa określiłbym jako bardzo prosty, w wielu miejscach zdecydowanie zbyt uproszczony i umowny. Brakuje tu detali, brakuje solidnego wypełnienia tła, to zaś nie pozwala na pełne wniknięcie w interesujący przecież i pełen wielu różnych niuansów świat przedstawiony. Trzeci tom z serii „Cyberpunk 2077” jest komiksem, który balansuje gdzieś na granicy określenia go jako „dobry”. Na mnie zrobił pozytywne wrażenie, choć nie ustrzegł się kilku zauważalnych mankamentów, spośród których najbardziej rzuca się w oczy skrótowość. Ostatecznie dał mi kwadrans przyjemnej rozrywki, z tego też względu ostatecznie oceniam go pozytywnie. W mojej opinii jest to najlepszy z trzech początkowych albumów wydanych pod szyldem tej marki. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/09/cyberpunk-2077-tom-3-gdzie-jest-johnny.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na67 miesięcy temu
Cyberpunk 2077: Twój głos Marcin Blacha
Cyberpunk 2077: Twój głos
Marcin Blacha Aleksandra Motyka
"ℂ𝕪𝕓𝕖𝕣𝕡𝕦𝕟𝕜 2077. 𝕋𝕨𝕠́𝕛 𝕘ł𝕠𝕤" - Aleksandra Motyka, Marcin Blacha, Danijel Žežlej, Krzysztof Ostrowski, Jarek Obważanek Wydawnictwo @darkhorsecomics ☕☕☕☕☕/5 ✨Opis Podczas kontroli torów pracownik techniczny metra jest świadkiem starcia gangsterów z pewną tajemniczą kobietą, która w desperacji prosi go o przechowanie czipa. Mężczyzna chce poznać prawdę o przedziwnym wydarzeniu i tożsamość intrygującej dziewczyny. Wyrusza w podróż przez najmroczniejsze zaułki Night City. W trakcie poszukiwań spotka szalonych cyberpunków, pracowników bezwzględnych korporacji i słynnego Johnny’ego Silverhanda. ✨Recenzja Twórcy komiksu zrobili naprawdę świetną robotę. Choć zeszyt w dużej mierze składa się głównie z grafik, to jednak daje to naprawdę ciekawy punkt widzenia. Z racji że komiks został stworzony przez 3 artystów, każda grafika choć spójna, zawiera styl każdego z nich. Niektóre arty są wykonane w tonacji wyostrzonej, inne przygaszone. Sama historia, jest niezwykle interesująca. Główny bohater, co ciekawe, nigdy nie poznamy jego tożsamości, jest zwykłym mieszkańcem Night City. Jeśli kojarzycie Cyberpunk 2077, to wiecie, że to miasto jest niezwykle niebezpieczne. Trzeba w nim uważać na siebie na każdym kroku. Sam tytuł "Twój głos", choć na początku nic nam nie mówi, to zakończenie, wszystko wyjaśnia, pokazując jak łatwo można manipulować człowiekiem, by nie zorientował się gdzie jest rzeczywistość prawdziwa, a gdzie wirtualna.
coffe_for_book - awatar coffe_for_book
ocenił na86 miesięcy temu
Batman: Imposter Andrea Sorrentino
Batman: Imposter
Andrea Sorrentino Mattson Tomlin
Bruce stracił rodziców, ale zawsze mógł liczyć na Alfreda, a jako Batman miał po swojej stronie Gordona. Batman Imposter z linii DC Black Label oferuje odmienną historię Człowieka-Nietoperza. Na pierwszy rzut oka to niepozorne zmiany, a jednak nadaje jakże mroczny, pesymistyczny wydźwięk całej historii. Wyobraźmy sobie wspaniałomyślnego i pomocnego Alfreda, który ma dość rozkapryszonego i wiecznie wściekłego panicza! Jest zdesperowany do tego stopnia, że oczekuje od psychiatry przepisania leków Bruce’owi! W ostatecznym rozrachunku rezygnuje z pracy, bo w końcu nie jest niańką, tylko lokajem! Gdy czytałem ten komiks i widziałem samotnego Bruce’a w wielkiej pustej rezydencji, to wręcz ściskało mnie za serce. Batman zawsze był samotnikiem, głównie polegał na sobie, ale w tej odsłonie jest jeszcze bardziej osamotniony, w zasadzie opuszczony przez wszystkich. Do tego stopnia, że na samym początku widać, że nawet za bardzo nie zależy mu na życiu. Na dodatek wcale tak sprawnie sobie nie radzi z przestępcami. Ledwo co historia się zaczyna, a już w ramach jego interwencji kasjer obrywa kulkę, ginie kierowca, a on sam otrzymuje kilka strzałów w pierś, tak że prawie się wykrwawia. I w takim stanie trafia pod drzwi pani doktor Leslie. [...] Batman Imposter to jedna z niewielu komiksowych pozycji, o których mógłbym naprawdę bardzo wiele napisać. Nie wspomniałem co prawda o pani detektyw Blair Wong, która jest ważną postacią dla fabuły, a na dodatek wiele ją łączy z Bruce’em. Mało tego postacie epizodyczne są wręcz wybitne! Choćby niepozorny Otis Flannegan wypadł bardzo poruszającą. Podczas czytania tego komiksu kilka razy się wzruszyłem, a i nie raz serce mnie zabolało, ale co się dziwić, gdy Alfred wykrzykuje takie rzeczy. Wielokrotnie miałem poczucie, że Gotham w tym komiksie jest jeszcze mroczniejsze i bardziej przygnębiające, że nie ma tu nadziei. Wiele obiecywałem sobie po tym komiksie, a ostatecznie i tak zaskoczył mnie pod każdym względem! Nie wyobrażam sobie, aby w pierwszej dziesiątce mojej topki najlepszych komiksów wszech czasów nie znalazło się miejsce dla Batmana Impostera! Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/w-cieniu-gotham-recenzja-komiksu-batman-imposter/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na93 miesiące temu
Cyberpunk 2077: Sny wielkiego miasta Bartosz Sztybor
Cyberpunk 2077: Sny wielkiego miasta
Bartosz Sztybor Filipe Andrade Alessio Fioriniello
Nieco ponad pół roku po premierze trzeciego tomu „Cyberpunk 2077” Egmont wydał kolejną część serii (oba komiksy ukazały się w 2022 roku). Jak się okazało, po raz kolejny otrzymaliśmy niezależną opowieść, która jest przy okazji bardzo krótka. Poprzednim razem skutkowało to tym, że niektóre wątki z potencjałem nie miały wystarczająco wiele miejsca, aby odpowiednio wybrzmieć. To rodziło obawy, że „Sny wielkiego miasta” również okażą się zbyt skrótowe. Ale czy faktycznie było się czego obawiać? Dwoje młodych drobnych przestępców próbuje odnaleźć własną drogę do szczęścia w futurystycznym mieście grzechu. Kradną i sprzedają cyberwszczepy, celebrują drobne zwycięstwa, relaksują się w wirtualnych światach. Ona pragnie wejść na szczyt przestępczego półświatka, ale on nie ma takich ambicji. Chce znaleźć swój kawałek nieba na ziemi. Tylko czy w mieście takim jak Night City jest to w ogóle możliwe? W „Snach wielkiego miasta” scenarzyście świetnie wyszło pokazanie, jak różne mogą być ludzkie priorytety i jak wiele dysonansu powoduje przebywanie obok siebie dwóch ludzi o zupełnie różnych celach życiowych. Choć ich ścieżki mogą przez pewien czas biec równolegle, ostatecznie nie ma szans, by dotarli do tego samego miejsca i w nim pozostali, ciesząc się wspólnie osiągniętym celem. Dla kogoś zawsze będzie to za mało, zawsze będzie chciał sięgnąć po więcej, a to nie zawsze kończy się dobrze. Sztybor bardzo trafnie pokazuje ten mechanizm na kartach omawianego komiksu. Fabuła opiera się na przenikaniu się dwóch, pozornie niezwiązanych ze sobą wątków. Oba są generalnie nieskomplikowane i raczej mało zaskakujące, ale Sztybor dobrze rozrysował je na płaszczyźnie psychologicznej. Napięcia narastające między bohaterami są wyraźnie wyczuwalne i bardzo wiarygodne, co sprzyja głębszemu wejściu czytelnika w opowieść – jeśli nie w sympatyzowanie z bohaterami, to przynajmniej w zrozumienie ich motywacji. To niezwykle ważny element każdego dzieła literackiego – tutaj jest położony na niego wyczuwalny nacisk i jest to zarazem jedna z największych zalet szóstego tomu komiksowego „Cyberpunka 2077”. Jak przystało na komiks osadzony w podgatunku cyberpunk, znaczącą rolę odgrywa w nim technologia. Jest ona istotna między innymi w relacji dwójki głównych bohaterów – staje się katalizatorem chęci zmiany i ma ogromny wpływ na to, w jakim kierunku potoczą się ich ścieżki. Ten wpływ może być zarówno destrukcyjny, jak i budujący – to od konkretnej osoby zależy, w jaki sposób wykorzysta stale rosnące możliwości, jakie niesie z sobą rozwój cywilizacyjny. To motyw, który zawsze towarzyszył cyberpunkowi, a który Bartosz Sztybor potrafi twórczo wykorzystać. Styl rysowania, jaki prezentują Filipe Andrade i Alessio Fiorinello, dobrze współgra z charakterem tego albumu. Zależnie od toczącego się wątku, widzimy albo ilustracje utrzymane w wyrazistym, neonowym (klasyka gatunku!) klimacie, albo stonowane i spokojne, kolorowane pastelowymi barwami. Prace obu artystów płynnie się przenikają, uzupełniając się wzajemnie i udanie wizualizując pomysły scenarzysty. Po przeczytaniu trzeciego tomu serii uznałem go za najlepszy z dotychczas wydanych. Teraz sytuacja się zmienia – „Sny wielkiego miasta” stoją szczebel wyżej niż „Gdzie jest Johnny”. To komiks jeszcze krótszy niż poprzednia część cyklu, ale jednocześnie bardziej dopracowany – trafnie wpisuje się w cyberpunkowe pytania i niepokoje. Stanowi bardzo treściwą lekturę, a jej jakość pozytywnie rokuje na przyszłość franczyzy. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/09/cyberpunk-2077-tom-4-sny-wielkiego.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na76 miesięcy temu
Wiedźmin. Wiedźmi lament Bartosz Sztybor
Wiedźmin. Wiedźmi lament
Bartosz Sztybor Vanesa R. Del Rey
Geralt schwytał Laimę odpowiedzialną za śmierć kilku mężczyzn w wiosce. Społeczność dostała poczucie sprawiedliwości, a zbrodniarka spłonęła na stosie. Geralt szuka nowego zlecenia, jednak pojawiają się u niego poczucie winy i koszmary. Starając się to zignorować, podejmuje się odszukania córki miejscowego bogacza. To, co z początku było misją ratunkową, obiera zupełnie inny tor... Nie da się stłumić tego, co siedzi gdzieś w głębi duszy... Wiedźmi lament to już szósty tom komiksów osadzonych w tym mrocznym świecie. Nie licząc oczywiście adaptacji opowiadań oraz tego zbioru starszych komiksów. Mamy tu do czynienia z Geraltem, który na kartach komiksu boryka się z poczuciem winy. Wszystko od momentu śmierci Laimy na stosie. Czym są Laimy? Są to wiedźmy, do których udają się ciężarne kobiety. Pomagają między innymi ulżeć w cierpieniu kobiecie, która straciła dziecko. Robią to poprzez jej opętanie. Tutaj była również odpowiedzialna za śmierć pięciu typa. Laima spłonęła więc wszystko git? No nie do końca 1. Geralt ma koszmary i jest gnębiony przez poczucie winy 2. Córka bogacza nie ma zamiaru wracać, póki nie zapanuje nad emocjami z pomocą dwóch innych typiar. (W lesie są dwie kobiety, które pomagają sobie radzić innym osobom z emocjami i tym, co w nich tkwi. Oferują również pomoc Geraltowi. To wygląda trochę jak terapia grupowa) 3. Po jej powrocie do ojca okazuje się, że w okolicy dzieją się okropne rzeczy, o których Geralt nie miał pojęcia 4. Laima dalej żyje... Teraz trochę poważniej Podczas czytania od razu nasuwa się jedna myśl. Ten komiks jest zbudowany tak, by wzbudzać w czytelniku niepokój. Czy to przez historię, która nie należy do najprzyjemniejszych, czy przez same rysunki. Te kojarzą mi się z rysowaniem węglem. Dominują ciemne i zimne barwy, a krawędzie rysunków są ostre i nierówne. No i do tego dochodzą głosy, które cały czas szepczą do Geralta Komiks porusza wiele trudnych tematów, takich jak przemoc wobec kobiet i własnej rodziny oraz traktowanie ludzkiego ciała jak towaru. Są one niestety konieczne dla przedstawionej historii. Świat Wiedźmina jest naprawdę mroczny i brutalny... a jednocześnie podobny do naszego... Czytało się go dobrze, ale kilka rzeczy mi nie pasowało. Jedną z nich jest Geralt, który prawie na początku rozmowy podchodzi do gróźb (chyba, że to ja źle coś wyłapałem) Ciężko mi ocenić ten komiks. Fabularnie mi się podobał, zwłaszcza to zwrócenie uwagi na problemy, o których trzeba mówić oraz przedstawiony motyw terapii. Jednak moim zdaniem są tu lekkie zgrzyty jak właśnie postępowanie głównego bohatera. No i nie do końca siadły mi rysunki, ale to już moje osobiste preferencje odnośnie stylu wykonania. Był tu za duży chaos. Twarze na niektórych stronach wyglądały naprawdę dziwnie. No kreska jest najsłabszą stroną Wiedźmiego Lamentu i potrafi mocno zaważyć na jego ocenie Na ten moment umieszczę go poniżej Dzieci Lisicy, czyli na ostatnim miejscu
Berylek - awatar Berylek
ocenił na62 miesiące temu
Batman: Trzech Jokerów Geoff Johns
Batman: Trzech Jokerów
Geoff Johns Jason Fabok
Geoff Johns to jeden z moich ulubionych scenarzystów komiksowych, który potrafi napisać wciągające, emocjonujące i inteligentne historie rozrywkowe, a do tego nigdy nie zszedł poniżej pewnego poziomu, ponieważ nawet jego najsłabsze tytuły można określić mianem całkiem dobrych. Tworzone przez tego autora komiksy superbohaterskie charakteryzują się ciekawymi fabułami pełnymi interesujących pomysłów, dobrze napisanymi dialogami, trafnym humorem, dogłębnym zrozumieniem charakteru i osobowości danego bohatera/danej bohaterki, a także idealnym wyważeniem proporcji pomiędzy akcją a spokojniejszymi momentami nastawionymi na rozwijanie relacji między postaciami. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że twórczość Johnsa to nie jest ten sam poziom, co większość komiksów stworzonych przez Alana Moore'a i prawdopodobnie nigdy nie uda mu się napisać przełomowej historii na miarę dokonań Maga z Northampton. Porównanie tych dwóch scenarzystów: jednego bardzo dobrego a drugiego wybitnego, który zasłużenie posiada status żywej legendy jest zasadne o tyle, że Geoff Johns dwa razy próbował skonfrontować się z dorobkiem Alana Moore'a i przy okazji udowodnić wszystkim zainteresowanym, że jest zdolny do stworzenia dzieła dorównującego tym, za które odpowiedzialny był jego starszy kolega po fachu. W obu przypadkach przyjął podobną taktykę napisania kontynuacji do utworów, za które odpowiadał pierwszy Mag, wśród scenarzystów komiksowych (lub pierwszy scenarzysta komiksowy pośród Magów). I tak w "Zegarze Zagłady" mamy możliwość powrotu do świata "Strażników", natomiast "Trzech Jokerów" wykorzystuje wątki, których początki sięgają "Zabójczego Żartu". Z koncepcją, że największy wróg Człowieka Nietoperza nie jest jednym złoczyńcą, ale trzema po raz pierwszy można się było spotkać w "Wojnie Darkseida", czyli wątku fabularnym, który finalizował staż Geoffa Johnsa przy pisaniu scenariuszy do Ligii Sprawiedliwości w okresie znanym jako "New 52" (po polsku "Nowe DC Comics") i dotyczył konfrontacji pomiędzy największymi ziemskimi superbohaterami i superbohaterkami oraz wspierającymi ich bóstwami z Nowej Genezy, a władcą Apokolips. Wówczas to Batman tymczasowo stał się Bogiem Wiedzy dzięki temu, że udało mu się zasiąść na Tronie Mobiusa, czyli niesamowicie zaawansowanym wszystkowiedzącym urządzeniu, zdolnym udzielić informacji na każdy zadany temat. Na pytanie Mrocznego Rycerza dotyczące prawdziwej tożsamości Błazeńskiego Księcia Zbrodni otrzymał zaskakującą odpowiedź, że nie ma jednego Jokera, ponieważ jest ich trzech. Aż chciałoby się zakrzyknąć "Omne Trinum Perfectum!!!" (Batman szepnął wtedy "Niemożliwe!", ale pewnie pomyślał coś w stylu "O k*rw@, ja p*****lę!!!") i od razu przekonać się czy ten zaskakujący pomysł ma satysfakcjonujące uzasadnienie, ale z rozwiązaniem zagadki trzeba było poczekać kilka lat, aż w końcu Geoff Johns ukończył scenariusz do niniejszej pozycji. Co ciekawe, w omawianym komiksie scenarzysta ani razu nie odwołał się do wydarzeń, które zainicjowały główny wątek tej historii tak, że całą opowieść można przeczytać i nie zdawać sobie sprawy, że wszystko zaczęło się od sytuacji, kiedy to Człowiek Nietoperz posadził swoją batdupę na fotelu znającym odpowiedź na każde pytanie. Zawiązanie akcji recenzowanego komiksu następuje w momencie, kiedy w tym samym czasie, ale w różnych miejscach Joker popełnia trzy dobrze udokumentowane przestępstwa, które natychmiast stają się szeroko komentowane we wszelkiego rodzaju mediach. Mroczny Rycerz próbuje ustalić naturę tego dziwnego zjawiska. Czy mamy do czynienia z sobowtórami? Klonami? Jokerami z alternatywnych rzeczywistości, a może faktycznie od samego początku mierzył się z wyjątkowo paskudnymi trojaczkami? W śledztwie Człowiek Nietoperz wspomagany jest przez Batgirl i Red Hooda, czyli tych członków Batrodziny, którzy zostali najbardziej skrzywdzeni przez Błazeńskiego Księcia Zbrodni i z tego powodu mierzą się z mniej i bardziej przepracowanymi traumami. Próba odnalezienia i powstrzymania trzech Jokerów prowadzi naszych bohaterów i bohaterkę do odkrycia niejasnego powiązania jakie nemezis Batmana posiada z Joe Chillem, czyli mordercą rodziców Bruce'a Wayne'a. Z omawianym tytułem wiązałem obawy, że tym razem Geoff Johns przeliczył się, kiedy mierzył siły na zamiary i jego ambitny projekt okaże się spektakularnym niepowodzeniem. Z tego też powodu zwlekałem z przeczytaniem "Trzech Jokerów". Dopiero powtórna lektura "Zabójczego Żartu", który jest jednym z moich ulubionych komiksów o Batmanie i zarazem najlepszym, w jakim występuje Joker zmotywowała mnie do tego, żeby w końcu zapoznać się z niniejszą pozycją. Może było to spowodowane tym, że nastawiłem się mentalnie na kompletną porażkę i oczekiwania względem tego utworu miałem raczej niewielkie. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy brnąłem przez meandry fabuły, ponieważ po lekturze całości jestem autentycznie zachwycony tym tytułem. Uważam, że jest to jeden z najlepszych komiksów superbohaterskich, jaki powstał w przeciągu kilku ostatnich lat i koncentruje się na Batmanie, jego rodzinie oraz arcywrogu. Geoff Johns w "Trzech Jokerach" według mnie wykorzystał cały swój potencjał twórczy i stworzył historię, która intryguje i w moim przypadku przeczytałem całą opowieść za jednym posiedzeniem. Nie jest to dzieło tak przełomowe i redefiniujące gatunek superbohaterskich historii obrazkowych jak "Zabójczy Żart", ale tym razem do tego wysokiego poziomu niewiele mu brakuje. Johns nie naśladuje ślepo stylu Moore'a, ale wyraźnie widać gdzie czerpał inspiracje, a gdzie posiłkował się własnym wypracowanym warsztatem. Omawiany tytuł nie jest tak przepełniony symboliką jak u Maga z Northampton, ale imponuje tym, że scenarzysta panuje nad wszystkimi zainicjowanymi w komiksie wątkami, które mają satysfakcjonujące zakończenie w finale. Każda istotniejsza postać, która pojawiła się w tym komiksie pełni konkretną funkcję i bardzo dobrze wywiązuje się z powierzonej roli, oprócz wyjątkowo zmarnowanej szansy większego wykorzystania Komisarza Gordona, który przecież też mocno ucierpiał z powodu Jokera w przeszłości i to nie raz, ale w tym komiksie niestety jest jedynie postacią drugoplanową, co jest jedną z niewielu wad tego tytułu. Natomiast pochwalić należy prowadzenie bohaterów i bohaterek pod względem psychologicznym, ponieważ tutaj scenarzysta wzorcowo wywiązuje się z powierzonego mu zadania i ani razu nie czułem, żeby jakaś postać zachowywała się nienaturalnie. Motywacje, które kierują postaciami są dobrze ugruntowane w ich charakterach i przeżyciach, a w trakcie rozwoju akcji posiadane przez nich przekonania są spójne z dokonaniami, dzięki czemu mamy do czynienia z konsekwentnym portretowaniem postaci. Niektórym może się nie spodobać sposób ukazania Batmana, który trochę różni się od tego jak jest przedstawiany w innych tytułach, ale mnie ta jego wersja jak najbardziej odpowiada, ponieważ podkreśla, że dla Mrocznego Rycerza codzienna i conocna walka z przestępczością w Gotham jest ważniejsza nawet od postępowania zgodnie z wymiarem sprawiedliwości. Zakończenie komiksu to jedna z jego największych zalet i byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak Johnsowi udało się się stworzyć tak bardzo angażujący, emocjonalny i satysfakcjonujący finał, a jednocześnie dodać od siebie kilka naprawdę interesujących pomysłów, które być może zostaną rozwinięte w przyszłych projektach. Aczkolwiek dla wielu osób wyjaśnienie zjawiska trzech Jokerów może się wydać rozczarowujące, zwłaszcza, że ich obecność nie zdominowała komiksu (co w zależności od osobistych preferencji może być zarówno wadą jak i zaletą),ale ja jestem niezmiernie usatysfakcjonowany tym, jak z tego problemu, który jakby nie patrzeć sam stworzył, wybrnął scenarzysta. Według mnie wątku więcej niż jednego Błazeńskiego Księcia Zbrodni nie dałoby się lepiej przedstawić i rozwiązać. No może Alan Moore byłby w stanie, gdyby nie jego resentyment względem Wydawnictwa DC. Kolejna z zalet omawianej pozycji, czyli pewne różnice w zachowaniu wszystkich trzech Jokerów, przez co każdy z nich jest definiowany innym terminem: przestępca, komik i klaun, to jednocześnie błyskotliwy metakomentarz dotyczący tego jak komiksowe postacie na przestrzeni wielu lat musiały mieć modyfikowane charaktery, żeby nadążyć za zmianami i trendami zachodzącymi w społeczeństwie. Również scenarzysta "Zabójczego Żartu" wykorzystał tę technikę, żeby zwrócić uwagę na niekończący się cykl walki pomiędzy superbohaterem, a jego największymi przeciwnikami, który powtarza się tak długo, jak długo trwa zainteresowanie czytelników i czytelniczek, przez co każda ostateczna potyczka staje się tylko jednym z wielu ogniw w nieskończonym łańcuchu. Jeżeli chodzi o warstwę graficzną to muszę przyznać, że styl rysunków powinien się spodobać nawet tym osobom, które będą rozczarowane fabułą tego utworu. Jason Fabok to obecnie jeden z najlepszych rysowników tworzących dla Wydawnictwa DC i w recenzowanej pozycji wspiął się na wyżyny swojego talentu. Grafiki przez niego stworzone są fenomenalne i znacząco wzbogacają całą opowieść o wyjątkową atmosferę. Według mnie ten artysta dorównuje talentem niezapomnianemu Brianowi Bollandowi, przy czym wypracował własny, bardzo realistyczny styl rysunku. Recenzowany tytuł to z pewnością jeden z najpiękniejszych komiksów, jakie narysowano. Podsumowując tę dosyć długą recenzję "Batman: Trzech Jokerów" zarówno pod względem scenariusza i rysunków jest pozycją wybitną, która mnie przyniosła ogrom czytelniczego zadowolenia. Geoff Johns zmierzył się ze spuścizną Alana Moore'a i chociaż trochę mu zabrakło, żeby dorównać Magowi z Northampton, to tym razem był już całkiem blisko zamierzonego celu i wrócił stamtąd z tarczą. Dla mnie to najlepszy komiks superbohaterski od wielu lat, a także drugi w kolejności, jeżeli chodzi o najbardziej udane wykorzystanie postaci Jokera (a raczej Jokerów). Na pierwszym miejscu oczywiście uplasował się "Zabójczy Żart" i prawdopodobnie to się już nigdy nie zmieni.
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na101 miesiąc temu
Batman: Knightfall. Prolog Dennis O'Neil
Batman: Knightfall. Prolog
Dennis O'Neil Joe Quesada Chuck Dixon Tom Grindberg Graham Nolan Jim Aparo Doug Moench
Pierwszy tom legendarnego „Knightfall" przenosi nas w czasy, które dla wielu fanów Batmana jawią się jako prawdziwie złote. Dla mnie były to ponadto chwile, w których kształtował się mój popkulturowy gust, a saga o upadku Nietoperza silnie oddziaływała na chłonny umysł kilkunastolatka. Wtedy taka fabuła była prawdziwym szokiem, ale czy możliwe jest, by miała taką samą siłę rażenia również po latach? Wydanie przez Egmont kompletnej (w końcu!) opowieści o tych wydarzeniach jest dobrym momentem, by to sprawdzić. Podczas swojej kariery jako pogromca zbrodni w Gotham City Batman mierzył się z wieloma groźnymi przeciwnikami. Nic jednak nie przygotowało go na starcie z kimś, kto zna wszystkie jego słabości i doskonale wie, jak je wykorzystać. „Knightfall” to komiks kultowy, który w końcu ukazuje się w Polsce w kompletnej formie. Tytuł albumu mówi jasno, czego możemy się po nim spodziewać. To faktycznie jest „Prolog”, który buduje tło pod sądne dni Zamaskowanego Krzyżowca. Album zawiera kilka historii, które poznaliśmy już dzięki bardzo ważnemu dla popularyzacji amerykańskiego komiksu w Polsce wydawnictwu TM-Semic. Te najbardziej rozpoznawalne opowieści to bez wątpienia „Venom” i „Miecz Azraela”. Czytane prawie trzydzieści lat temu robiły spore wrażenie. Teraz, w 2025 roku, trącą nieco myszką, ale nie tak, jak się tego obawiałem. Są dobrze poprowadzone, zachowały też wystarczająco dużo uroku i emocjonalnego ciężaru, by uznać je za klasyczne. Czym różni się obecne wydanie od tego, które trzy dekady temu czytaliśmy co miesiąc w zeszytach? Tym razem mamy okazję zapoznać się z kompletną historią, a nie z jej wycinkiem. Z jednej strony na pewno jest to doskonała wiadomość, ale trzeba przyznać, że takie rozwiązanie ma też pewne wady. W wydaniu zeszytowym otrzymaliśmy świetnie zbalansowaną esencję – zeszyty o największym ciężarze emocjonalnym. W wydaniu kompletnym wszystko jest zdecydowanie bardziej rozciągnięte. Dla mniej cierpliwych czytelników taki stan rzeczy może być wyzwaniem. Myślę jednak, że fani Nietoperza będą jednomyślni – to dokładnie taka forma, o jakiej marzyli od lat. Tempo rozwoju tej historii nie jest szczególnie szybkie, jednak w moim odczuciu nie jest to absolutnie żaden problem. Katharsis Batmana – Bane – wprowadzany jest powoli. Co więcej, na kartach tego tomu mamy okazję poznać jego przeszłość i dowiedzieć się, jakie wydarzenia wykuły w nim tę niesamowitą twardość, która go cechuje. To doskonale buduje postać tego niezwykle ważnego i charakterystycznego villaina. Jego plan, zakładający powolne zmiękczanie Mrocznego Rycerza, doprowadzenie go na skraj wytrzymałości, dopiero kiełkuje, ale scenarzyści udanie zarysowują jego kolejne etapy. Jego zwieńczenie nastąpi w kolejnych tomach, ale już tutaj jego skala robi wrażenie. Ilustracje są elementem, który ewidentnie zestarzał się najmocniej. Dziś już się tak nie rysuje, co jednak nie oznacza, że mamy do czynienia z graficznymi abominacjami. Chodzi mi po prostu o to, że rzecz jest rysowana dość monotonnie. Brakuje tu jakiegoś błysku – wszystko jest tworzone jakby od jednego szablonu. Jedynym wyjątkiem jest mroczna (także pod kątem graficznym) opowieść o uprowadzeniu syna Jamesa Gordona. To jednak ledwie dwuzeszytówka, która nie podnosi całości, jeśli oceniamy ją pod kątem plastycznym. Trzydzieści lat temu nie zwracałem na styl graficzny aż takiej uwagi, dziś jednak element ten miejscami dość mocno mi podczas lektury zgrzytał. Czy tyle czasu po premierze „Knightfall” nadal robi wrażenie? Oczywiście, że tak! Przeze mnie przemawia jednak wieloletni fan Nietoperza, obiektywnie rzecz biorąc (na tyle, na ile potrafię),owszem – mamy do czynienia z komiksem z poprzedniej epoki, jednak ewidentnie trzyma on poziom i proponuje czytelnikowi opowieść o naprawdę dużym kalibrze. Te wydarzenia naznaczyły Batmana i tkwią w nim do dziś – choćby dlatego warto się z nimi zapoznać. I choć prawdziwa jazda zacznie się w kolejnych tomach, to „Prolog” stanowi całkiem udane otwarcie tej monumentalnej opowieści. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/batman-knightfall-tom-1-prolog-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na87 miesięcy temu

Cytaty z książki Blade Runner 2019 (TOM 1)

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Blade Runner 2019 (TOM 1)