Masoni. Architekci nowoczesnego świata
(2020)
[The Craft: How the Freemasons Made the Modern World (Rzemiosło. Jak Wolnomularze zbudowali nowoczesny świat)]
„Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest zamiar pokazania struktur ludzkiego doświadczenia, które są o wiele bardziej skomplikowane, niż mogłoby to wyniknąć z masońskich narracji tożsamościowych czy cynicznych obsesji na punkcie nepotyzmu wśród wolnomularzy. Zamiast spłaszczać te struktury poprzez spoglądanie na rozległy krajobraz historii masonerii z góry, postanowiłem zanurzyć się w konkretne epoki i miejsca na całym świecie, które odegrały w tej historii szczególnie istotną rolę. Determinującą zasadą był dla mnie fakt, że masoneria nigdy nie mogła całkowicie odseparować się od otaczającego społeczeństwa. Organizacja ta powstała w szczególnych warunkach XVII i XVII wieku w Wielkiej Brytanii i – nie zmieniając się przy tym zbyt drastycznie – przystosowywała się do napotykanych po drodze okoliczności. Interesują mnie właśnie te interakcje pomiędzy wolnomularstwem i społeczeństwem: masoneria, wraz z całym swoim idealizmem i hermetycznością, pomogła ukształtować naszą współczesność” (str. 21-22).
„Idea masonerii objawia się na tak wiele różnych sposobów na całym świecie i sami masoni są wierni tak wielu kolidującym ze sobą kodeksom i instytucjom, że potrzebna byłaby w takim przypadku nieustannie uaktualniana i wielotomowa encyklopedia” (str. 415). Zamiast tego, otrzymujemy ogólny rys historyczny.
To nie jest książka dla czytelników Jima Marrsa, wyznawców Davida Icke’a czy sympatyków Alexa Jonesa. Temat prezentowany jest bez koloryzowania, niedomówień i zbędnej sensacji: Dickie (1963) rozprawia się z fałszywą legendą starożytnego bractwa, przekazującego swoje sekrety od czasów biblijnych i budowy piramid; opowiada o początkach i genezie, najważniejszych odłamach, istotnych wydarzeniach – kształtujących bieg dziejów*, a także samą masonerię, o jej ewolucji i kryzysach.
(Szkoda, że nie omawia choćby pokrótce, co tak w zasadzie robi się w ramach samodoskonalenia: co poza pogaduchami i odprawianiem ceremonii dzieje się za drzwiami zamkniętych zgromadzeń).
_______________
* Podtytuł jest zdecydowanie na wyrost. Masoni mieli wpływ na działania elit, nierzadko je tworzyli (lub współtworzyli),ale nie zawsze byli decyzyjni – często stali po prostu obok, w roli obserwatorów, nierzadko nie mieli nic do gadania, spotykali się też z prześladowaniem. Inspirowali, ale podlegali też wpływom i naciskom.
•
Te partie tekstu, które dotyczą biografii i większych wydarzeń historycznych, czyta się na ogół dobrze, natomiast kiedy zagłębiamy się w sprawy wewnętrzne – zaczynają się schody. Te strony przyswaja się dosyć opornie, z odczuwalnym znużeniem. Stylistycznie tłumaczenie kuleje, a liczne błędny merytoryczne i nieszczęśliwe skróty myślowe, obniżają wartość pozycji. Można z niej wynieść wiele istotnych informacji, ale to co trafia do naszych rąk, to zaledwie produkt beta, kwalifikujący się do ponownej redakcji.
Każdy rozdział zaczyna się od wprowadzenia i ogólnego zarysu, potem cofamy się w czasie i zapoznajemy ze sprawą krok po kroku: następuje chronologiczne omówienie zagadnienia, jego genezy i konsekwencji. To może się podobać, i przywodzi na myśl cykliczne filmy dokumentalne z BBC.
Miejscami Dickie wplata nieco humoru, ale zdarza się to na tyle rzadko, że czytelnik może czuć się trochę zdezorientowany.
Naciągane 6/10 – po solidnej redakcji i dodaniu przypisów, oraz kilku dodatkowych rozdziałów o Europie Środkowej i Wschodniej, a także Ameryce Łacińskiej oraz wypowiedzi samych masonów, które ubarwiłby tekst, ocena mogłaby być wyższa.
Mam takie subiektywne odczucie, że znacznie lepiej napisałby tę książkę Niall Ferguson (1964).
•
Od czasu do czasu, na kartach książki pojawia się Kościół. Dickie zachowuje pełny obiektywizm: otwarcie pisze o grzechach inkwizycji, o sympatyzowaniu z reżimami, popieraniu oszustów, naiwności i płynącym zeń gorzkim smaku kompromitacji (za którym nie idzie żadna samokrytyka),szczuciu na humanistów, utrwalaniu postaw regresywnych oraz innych, równie negatywnych poczynaniach, mających na celu poszerzenie sfery wpływu. Uszczypliwie wspomina też o problemie z pedofilią.
•
BONUS:
Masoneria – historia, rytuały i całkiem jawne tajemnice | prof. Tadeusz Cegielski [podcast Radio Naukowe, 2022]
https://www.youtube.com/watch?v=MWPOvf2YHiw&pp=ygURdGFkZXVzeiBjZWdpZWxza2k%3D
(Tadeusz Cegielski, ojciec Maxa – pisarza i radiowca; aktywny mason, wielokrotnie zabierał głos w sprawie wolnomularstwa, zawsze z klasą i erudycją).
Tajne związki i stowarzyszenia – Herman i Georg Schreiber (2005)
Tytuł oryginału – Geheimbünde von der Antike bis zur Gegenwart – lepiej oddaje treść książki. Autorzy piszą o organizacjach i bractwach na przestrzeni tysiącleci, od antyku po współczesność.
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/tajne-zwiazki-i-stowarzyszenia/opinia/15672037
W kręgu Hermesa Trismegistosa – Kazimierz Banek (2013)
Bardzo dobra, niewielka objętościowo książka, wydana w małym nakładzie, opowiadająca o genezie tytułowego bóstwa, wspominanego przez profesora Dickie’ego; traktuje o korzeniach hermetyzmu i jego wpływie kulturowym, a ponadto porusza szereg innych, bardzo ciekawych zagadnień.
•
UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. I z 2021, tłum. Aleksandra Ożarowska):
Str. 15 – „nadal jest to bractwo składające się wyłącznie z mężczyzn […]” – stosunkowo szybko, bo już kilkadziesiąt lat po utworzeniu pierwszych bractw, zaczęły powstawać żeńskie loże masońskie. Kilka stron dalej (str. 22) Dickie zapowiada, że podejmie temat kobiet, i w dalszych rozdziałach kompletnie sobie przeczy: na str. 104-107 porusza przypadek nieokreślonego płciowo członka, który mógł być zarówno kobietą, mężczyzną jak i – co w tekście nie pada – hermafrodytą*. Na str. 108-112, 125-127, 151, 241, 243, 385, 424 oraz 429-434 mowa jest o formalnych żeńskich lożach, będących odwzorowaniem męskich. Podawane są także przykłady czarnych, żeńskich stowarzyszeń wzorowanych na masońskich. Internet także podaje rozliczne przykłady: „W dniu 4 listopada 2000 r. odbyło się zapalenie świateł pierwszej loży kobiecej w Polsce. Loża przyjęła nazwę PROMETEA na Wschodzie Warszawy i pracuje w Rycie Szkockim Dawnym i Uznanym. Jest 349 lożą Wielkiej Żeńskiej Loży Francuskiej, największej tego typu obediencji na świecie, liczącej ponad 10.000 sióstr” (https://wolnomularstwo.pl/obediencje/grande-loge-feminine-de-france/prometea-pierwsza-polska-loza-kobieca/). Ponowne zapewnienie o braku żeńskich członków pada na str. 21. Profesor Dickie pisze wprawdzie, że nie wszyscy te loże akceptowali, ale między poszczególnymi grupami było tak wiele różnic, a każda rozumiała to hobby na swój sposób, tworząc własne odłamy, z własnymi zasadami… z kolei tych stricte żeńskich zakonów funkcjonowało naprawdę sporo, i nadal związują się nowe, więc z logicznego punktu widzenia informacja jest po prostu fałszywa.
* Sekcja zwłok wykazała, że był mężczyzną, a przynajmniej takie informacje przekazano do wiadomości publicznej (str. 127). To, czy był miłośnikiem hobby znanego dziś jako drag queen, a mającego swe korzenie w starożytności, czy też osobą uprawiającą cross-dressing, pozostaje kwestią otwartą. Obojnactwo ma różne oblicza, genitalia mogą przypominać męskie, mimo iż wewnętrznie osoba jest kobietą lub odwrotnie. Z uwagi na rzadkość przypadłości, na porodówkach wielokrotnie dochodziło do pomyłek które były przyczyną wielu tragedii: kiedy dziecko z defektem, sugerującym inną płeć niż faktyczna, w konsekwencji błędnego rozpoznania, wychowywane było niezgodnie ze stanem rzeczywistym i własną autoidentyfikacją – która potwierdzała się dopiero na etapie dojrzewania. (Np. dziecku ze szczątkowym prąciem, wychowywanemu jak dziewczynka, zaczynały rosnąć wąsy; był taki smutny przypadek okaleczonego chłopca, na siłę wciskanego w spódniczki i sukienki, któremu amputowano fallusa – mimo iż budowa narządów wewnętrznych wskazywała, że nie jest płci żeńskiej, a jego zachowanie zdradzało inną identyfikację).
Str. 15 (i dalej) – cowan (tj. niewykwalifikowany kamieniarz),polski odpowiednik to profan.
Str. 18 – „Nie byli bowiem obywatelami żadnego państwa ani niczyimi poddanymi” – byli. Nieszczęśliwy skrót myślowy, autorowi chodzi o to, że przynależność do masonerii nie wiązała się z żadnym konkretnym obywatelstwem ani służbą określonemu dworowi, że był to ruch ponadnarodowy.
Str. 39 – „Reformacja podzieliła Europę na wskroś. Aż do 1517 roku Kościół rzymskokatolicki stanowił jedyną drogę do Boga i jedyny gwarant władzy królewskiej. Rzym zajmował pewne miejsce w centrum świat chrześcijańskiego […].
Potem jednak przyszedł czas na atak Lutra, w wyniku którego narodził się protestantyzm, a chrześcijaństwo został nieodwracalnie podzielone”, rozłam w chrześcijaństwie nie rozpoczął się od awantury z Marcinem Lutrem i postępującej reformacji (1517). Europa była podzielona od dawna, papieże trzymali za mordę cały Zachód, ale Ruś i Bałkany funkcjonowały w obrządku wschodnim – za symboliczną datę wielkiej schizmy uznaje Anno Domini 1054. Wcześniej miały miejsce schizma akacjańska (484–519) i schizma Focjusza (861–867),a przed reformacją mieliśmy okres, w którym do tytułu głowy Kościoła katolickiego rościło sobie dwóch-trzech papieży (1378-1417),za którymi stały określone stronnictwa.
IV wyprawa krzyżowa skończyła się złupieniem i zajęciem Konstantynopola, w miejsce Bizancjum (formalnie: Imperium Romanum) pojawiło się Cesarstwo Łacińskie (Imperium Romaniae) które funkcjonowało w latach 1204-1261. „Za dalekosiężny skutek IV wyprawy krzyżowej (wraz z Cesarstwem Łacińskim i wymuszoną unią kościelną) uważa się pogłębienie rozłamu między chrześcijańskim Wschodem a Zachodem. Dotychczasowa niechęć przerodziła się w nienawiść i rozszerzyła swój zasięg z plebsu Cesarstwa Bizantyjskiego na bizantyjską hierarchię duchowną” (https://pl.wikipedia.org/wiki/IV_wyprawa_krzy%C5%BCowa).
Poza tym, chrześcijanie od początku nie byli jednolitą grupą, dzielili się na masę sekt i odłamów, wielu wyznawców było niezrzeszonych i dopiero Konstantyn Wielki (272-337) doszedł do wniosku, że aby był z tego jakiś pożytek polityczny, trzeba to ujednolicić.
Takie skróty myślowe, czynione przez historyka, wypadają wyjątkowo kiepsko. Tu powinno być konkretnie napisane, że chodzi od rozłam na łonie Kościoła katolickiego (a zatem nie dotyczący całej Europy, a jedynie zachodu kontynentu).
Str. 96 – greckie i egipskie „legendy” – chodzi oczywiście o mity, a zatem historie fikcyjne; kabalistyka pojawia się w tekście jako „starożytna żydowska tradycja mistycznej interpretacji” – w istocie ma rodowód średniowieczny.
Str. 100 – „Rycerze Czarnego Orła mieli na celu znalezienie kamienia, który zapewniłby szczęście uniwersalne i przekształcałby metal nieszlachetny w złoto – zarówno w formie stałej, jak i gotowej do wypicia” – w piwo?
Str. 147 – „Przestudiował – do pewnego stopnia – historię wolnomularstwa i uważał, że jakieś piec tysięcy lat temu założono je, aby zachęcić ludzi do podążania prawdziwa ścieżka chrześcijaństwa” – XIX stulecie minus 5 tysiącleci równa się 3100 r. przed narodzinami Chrystusa… No chyba że mówimy o jakichś wcześniejszych wcieleniach. Albo „chrześcijaństwo” jest jakimś skrótem myślowym, pod którym kryje się etyka bliska tej nowotestamentowej.
Str. 156 – „Po tym jak w 1860 roku Włochy stały się częścią zjednoczonych Włoch […]” – jak to rozumieć? Półwysep Apeniński, Italia?
Str. 161-162 – „Łatwo zauważyć, czemu Washington chciał symbolicznie ukazać aspiracje nowego narodu: dla współczesnych mu osób nawet jego posagowa postura wskazywała jego wyjątkową pozycję” – A nie wynika z B (brak logiki) plus o jeden zaimek dzierżawczy za dużo.
Str. 206-207 – Dickie streszcza tu pseudonaukowy bełkot, ale robi to tak, że młodszy odbiorca może nie wychwycić wszystkich absurdów: 1) Egipcjanie nie byli czarni (Nubia, południowa część królestwa, była zamieszkana przez czarnych Kuszytów, ale to tereny egipskiego wpływu kulturowego, podległa kraina w środkowym biegu Nilu); 2) Etiopczycy (Abisyńczycy) są ludnością mieszaną (co oddaje stara nazwa kraju),nie wytworzyli religii przypominającej chrześcijaństwo, oni je po prostu przyjęli (chrystianizacja królestwa Aksum rozpoczęła się w połowie IV wieku); 3) Madian (Midian) nie była afrykańskim, etiopskim (a zatem czarnym) królestwem – Madianici byli Semitami i zamieszkiwali północno-zachodnią część Arabii.
Str. 209 – Nigeria to nie „kraina”, jest to sztuczny twór epoki kolonialnej, biorący nazwę od rzeki Niger.
Str. 212 – „wstrząsane konwulsjami ciała poległych [...]” – jeśli faktycznie byli martwi, nie dochodziło raczej do masowych skurczów mięśni. (Po śmierci mózgu, kiedy świadomość wygasa, ciało z punktu widzenia biologii jest wciąż żywe, może drżeć, mogą zachodzić pewne odruchy, ale najczęściej znajduje się w bezruchu).
Str. 255-292, 441 (oraz 7) – w okresie kolonialnym (i aż do 2018) Prajagradź (Prayagraj) nazywał się Allahabad.
Str. 265 – masońska inicjacja w Kalkucie, Anno Domini 1612 – pomylono chyba rok: pierwsze loże sformowano pod koniec XVII stulecia, a sama Kalkuta została założona dopiero w 1690 (wcześniej istniała wioska Kalikata, od której nazwę bierze brytyjska Kalkuta).
Str. 277 – wojna burska 1899-1902 – de facto II wojna burska (pierwsza miała miejsce w latach 1880-1881). To co pisze autor, jest brytyjską wersją historii. Wielka Brytania, działając z pozycji siły, podbiła młode burskie republiki. Jest tu trochę obiektywizmu, nagich faktów, ale i wybielanie Imperium.
Str. 278 – w tekście mamy Afrykanów, ale chodzi o Afrykanerów (Burów).
Str. 363 – „To właśnie to futurystyczne społeczeństwo zostało uroczo skarykaturowane w kreskówce Flintstonowie, opowiadającej o rodzinie z przedmieścia żyjącej w epoce kamienia pełnej przezabawnie anachronicznych technologii. Rzecz jasna, Fred Flintstone i jego przyjaciel Barney Rubble regularnie wyrywali się z domu od swoich żon – gospodyń domowych uwielbiających zakupy – i udawali się do Loży Wodnych Bawołów, co było ukłonem w stronę amerykańskiej obsesji na punkcie masonerii”, combo:
Futurystyczne społeczeństwo pokazuje inna kreskówka, z tego samego studia: Jetsonowie [The Jetsons] (1962-1963, 1985-1987). Flintstonowie [The Flintstones] (1960-1966) oddają realia końcówki lat 50. i pierwszej połowy kolejnej dekady, kojarzą się z sitcomem The Honeymooners (1955-1956),które były podstawą dla Miodowych lat (1998-2004). Mamy tutaj konsumencie społeczeństwo wzorowane na amerykańskim, korzystające z udogodnień znanych twórcom (i to właśnie w tej animacji bawi).
Klub Wodnych Bawołów, bardziej niż z masonerią, kojarzy się z bractwami powoływanymi do życia dla zabawy, w barach i na uczelniach, powiązanymi z lokalnymi klubami sportowymi (https://flintstones.fandom.com/wiki/Loyal_Order_of_Water_Buffaloes).
Str. 368 – „Francja była największą siłą w większości Bliskiego Wschodu […]” – obecność Francuzów w regionie ograniczała się do mandatu Syrii i Libanu po I wojnie światowej, wcześniej Napoleon próbował zawojować mamelucki Egipt (1798),ale finalnie zawładnął nim Albion. Zdecydowanie więcej do powiedzenia mieli Brytyjczycy, którzy rozdawali karty niemalże wszędzie: w Arabii, Iraku, Egipcie, Palestynie, na Cyprze, oraz mieli wpływ na politykę Persji. Francuzi organizowali średniowieczne krucjaty, trochę rozrabiali na terenie Lewantu, ale nie mieli nigdy dominującej pozycji.
Str. 406 – „(Jest to odniesienie do […] zmiażdżenia przez radziecką inwazję Praskiej Wiosny w 1968 roku)” – to była interwencja Związku Radzieckiego i państw „wasalnych” – NRD, Bułgarii, Węgier i Polski – w ramach Układu Warszawskiego.
+
UWAGI TECHNICZNE: str. 14 i dalsze – braterstwo (bractwo? Tłumaczka używa słowa „braterstwo” jak synonimu bractwa lub praktyki stowarzyszeniowej, które nie ma chyba konkretnego odpowiednika w polskim); str. 20 – reszta nas („reszta z nas” lub bez „nas”); str. 20 – ich-ich (drugie do skasowania); str. 25 – poproszony (tu: proszony); str. 51 – zbędne „jednak” (zdanie nie neguje wcześniejszego); str. 55 – pokolenie (dekady, „pokolenia” użyto tak, jakby to była miara czasu...); str. 59 – gospody (grupy z… autor wymienia loże zgromadzone w jednym lokalu, których nazwy wywodzą się od miejsc spotkań); str. 66 – fragmentów-fragmentów; str. 69 – geometrycznie (perspektywicznie); str. 75 – wyznań faworyzowanych (wyznania faworyzowanego); str. 79 – interesowało (interesowano?); str. 80 – zamiast kropki powinien być średnik (zamiast dwóch zdań – jedno z wtrąceniem); str. 104 – „Francuskie władze wybaczyły mu te ekscesy, dopiero gdy zaczął szantażować je kompromitującymi dokumentami” – przecinek powinien być po „dopiero”; str. 121 – zagłębiał się w pracach (?); str. 147 – w tekście pada, że kotlarze wywodzą się „prawdopodobnie” od trinitari, dalej jednak nie ma już żadnego trybu przypuszczającego i padają konkretne informacje (w takim wypadku, to ostrożne „prawdopodobnie” powinno zostać pominięte); str. 149 – dobre gadane (dobrą gadane); str. 151 – chęciom (tu: życzeniom, pragnieniom); str. 171 – „Morzem Śródziemnomorskim” (Morzem Śródziemnym); str. 189 – jednak (zbędne – do skasowania); str. 201 – zbędne „ich”; Str. 203 – „Prince Hall bezskutecznie próbował pojednać się z białą masonerią w Stanach Zjednoczonych do końca swych dni” (Prince Hall bezskutecznie, do końca swych dni, próbował pojednać się z białą masonerią w Stanach Zjednoczonych – inny szyk zdania byłby korzystniejszy); str. 211 – sprawiedliwości (niesprawiedliwości); str. 213 – zbędne „tę”; str. 220 – ich-ich (drugie „ich” do skasowania); str. str. 248 – swoje-swojego („swojego” zbędne); str. 250 – „odnośnie do wyznań” (odnośnie wyznań); str. 257 – jego (jej – loża r.ż.); str. 258 – zbędne „nawet”; str. 268 – „Kiedy zatem Rudyard Kipling został masonem, wolnomularstwo było na swojej długiej i powolnej drodze dostosowania się do panujących wokół warunków” (Kiedy zatem Rudyard Kipling został masonem, wolnomularstwo było na swojej długiej i powolnej drodze adaptacji do panujących wokół warunków – wystarczy zmienić dwa wyrazy na jeden adekwatny, i zdanie nie jest już kalekie); str. 290 – pominięte „on”; str. 291 – brakuje słowa „była”; str. 294 – „Żydzi w tajemnicy świętowali »swoją Wielkanoc« ofiarą z chrześcijańskiego dziecka, którego krew była dodawana do mac przygotowywanych na Paschę” – skoro wspomniano już o jakie święto chodzi końcówka („przygotowywanych na Paschę”) jest zbędna; str. 307 – „lubował się brutalnością” (lubował się w brutalności, cechował się brutalnością); str. 314 – rozpowiadał (tu: rozpowszechniał); str. 323 – nie-Żydzi (nie-Niemcy lub Żydzi – pomyłka tłumaczki?); str. 330 – prędko (tu: szybko); str. 343 – „jego niechęć do wolnomularstwa zawsze była podporządkowana jego strategicznym celom […]” (drugie „jego” do skasowania); str. 347 – loży (lóż); str. 361 – wszechobecne oko (wszechwidzące); str. 366 – „Domniemany model [świątyni Salomona]” – tj. makieta przedstawiająca artystyczną wizję świątyni; str. 385 – przeciwko (przeciwny); str. 388 – jego-jego (drugie zbędne, oczywistym jest, że ekstradycja odnosi się do tej konkretnej jednostki); str. 395 (podpis pod fotografią) – Tink Anselśi (Tina Anselmi); str. 400 – „dlaczego kobiety są takie inne […]” (tu, z uwagi na konstrukcję zdania: takie odmienne); str. 409 – swoich-swego (pierwsze powinno być zastąpione przez „tych”); str. 415 – „w mieście Hammerfest w Norwegii, głęboko na kole podbiegunowym” (daleko za kołem podbiegunowym/kręgiem polarnym – mowa o równoleżniku, wyimaginowanym kręgu).
OPINIE i DYSKUSJE o książce O wilkach i ludziach
Bardzo ciekawa pozycja. W końcu ktoś podaje jakieś konkrety z życia wilków, jak się komunikują, jakie maja zwyczaje, trochę ich biologii, trochę uwarunkowań, sposoby polowania. Książka odnosi się do wilków w USA, więc przy okazji dowiadujemy się dużo (jak dla mnie za dużo) o Indianach, o tym jak przez całe dekady wilki i ludzie żyli obok siebie, zanim nie zakłócił tego biały człowiek. Do tego trochę historii. Tyle o pierwszej części. Druga moim zdaniem jest zbyteczna. Autor dzieli się chyba każdą zmianką jaką znalazł o wilkach. Wierszyki dziecięce, poglądy starożytnych, straszaki kościoła katolickiego, wierzenia, mistycyzm. Czyta się to jak bardzo, bardzo obszerną rozprawkę. Książka łatwoczytalna, ale mocno przegadana.
Bardzo ciekawa pozycja. W końcu ktoś podaje jakieś konkrety z życia wilków, jak się komunikują, jakie maja zwyczaje, trochę ich biologii, trochę uwarunkowań, sposoby polowania. Książka odnosi się do wilków w USA, więc przy okazji dowiadujemy się dużo (jak dla mnie za dużo) o Indianach, o tym jak przez całe dekady wilki i ludzie żyli obok siebie, zanim nie zakłócił tego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyczerpująco i dobrze opisana historia losów wilków i ludzi z przewagą okrucieństwa człowieka nad innymi w ekosystemie. Z pewnością po przeczytaniu tej książki z większym szacunkiem i zrozumieniem można popatrzeć na wilki.
Polecam.
Wyczerpująco i dobrze opisana historia losów wilków i ludzi z przewagą okrucieństwa człowieka nad innymi w ekosystemie. Z pewnością po przeczytaniu tej książki z większym szacunkiem i zrozumieniem można popatrzeć na wilki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam.
Książkę bardziej zmęczyłam niż przeczytałam. Doceniam ogrom pracy jaki autor włożył w dotarcie do materiału źródłowego, ale niestety pan Lopez nie potrafił tego wszystkiego skleić w jeden ciekawy tekst. Największy zarzut mam do tytułu, który według mnie powinien brzmieć "O ludziach i wilkach" bo książka opowiada o nas - jak my postrzegamy wilki i jak je traktujemy. O samych zwierzętach dowiemy się naprawdę niewiele.
Książkę bardziej zmęczyłam niż przeczytałam. Doceniam ogrom pracy jaki autor włożył w dotarcie do materiału źródłowego, ale niestety pan Lopez nie potrafił tego wszystkiego skleić w jeden ciekawy tekst. Największy zarzut mam do tytułu, który według mnie powinien brzmieć "O ludziach i wilkach" bo książka opowiada o nas - jak my postrzegamy wilki i jak je traktujemy. O samych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo rzeczowe opracowanie na temat wilka -jego biologii , ale również miejsca w świecie człowieka. Autor zebrał w jednej książce obawy ludzi w stosunku do wilka oraz też rzeczy ,które ludzkość czerpała z jego natury. Nie ocenia, ale zabiera nas w fascynującą podróż , by poznać to zwierzę i istnienie cywilizacji w jego kontekście.
Bardzo rzeczowe opracowanie na temat wilka -jego biologii , ale również miejsca w świecie człowieka. Autor zebrał w jednej książce obawy ludzi w stosunku do wilka oraz też rzeczy ,które ludzkość czerpała z jego natury. Nie ocenia, ale zabiera nas w fascynującą podróż , by poznać to zwierzę i istnienie cywilizacji w jego kontekście.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie tego się spodziewałam. Sądziłam, że jednak będzie więcej o wilkach, a nie o tematach pobocznych. No trochę szkoda.
Nie tego się spodziewałam. Sądziłam, że jednak będzie więcej o wilkach, a nie o tematach pobocznych. No trochę szkoda.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo lubie takie opowiesci, kiedy cos co z pozoru jest w swiecie natury i biologii, okazuje sie wpisane w ludzka kulture i imaginarium do szpiku kosci. Tak w naszych glowach jest z wilkami, ktore od najdawniejszych czasow sa nosnikami symboli, strachow, pragnien. Rdzenni Amerykanie i mieszkancy Polnocy porownywali sie do nich jako do zrecznych mysliwych, ludzie Zachodu wyniesli go na makabryczny piedestal jako stracha i zagrozenie i bezmyslnie wytepili prawie co do jednego.
Wystarczy popatrzec na wspolczesne dyskusje zwiazane z ponownym pojawieniem sie wilkow w Europie aby zrozumiec, ze ta dyskusja nie jest oparta na faktach, a wilk w niej jest bardziej konstruktem wyobrazni i archetypem, niz zwierzeciem ze swoja natura, trybem zycia i faktycznym wplywem na srodowisko i nasze, ludzkie hodowle zwierzat gospodarskich.
Barry Lopez swietnie ten krajobraz odmalowuje, zaczynajac od biologii, idac przez historie wilczo-ludzka i nasze basnie i mitologie, archetypy i wyobrazenia.
ALE, nie wiedziec czemu, meczylam te ksiazke dlugie miesiace, zaczynalam kilka razy od poczatku, utykalam na rozdzialach, nie moglam przebrnac...
Bardzo lubie takie opowiesci, kiedy cos co z pozoru jest w swiecie natury i biologii, okazuje sie wpisane w ludzka kulture i imaginarium do szpiku kosci. Tak w naszych glowach jest z wilkami, ktore od najdawniejszych czasow sa nosnikami symboli, strachow, pragnien. Rdzenni Amerykanie i mieszkancy Polnocy porownywali sie do nich jako do zrecznych mysliwych, ludzie Zachodu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Po uwzględnieniu wszystkich zastrzeżeń nasuwa się spostrzeżenie, że najważniejszym i najniebezpieczniejszym związkiem wilka z innym stworzeniem jest jego relacja z człowiekiem.”
„O wilkach i ludziach” to kompendium wiedzy zarówno o wilkach jak i o ludziach i o bestialskich zachowaniach zwłaszcza tych drugich. To książka o tym jak bardzo człowiek chcąc być cywilizowanym skazywał inne istoty i ludzi na śmierć (w bardziej bądź mniej kreatywny sposób). Lopez w swoim dziele zawarł nie tylko wiedzę naukową, swoje własne spostrzeżenia, ale również przetrząsnął historię świata, by pokazać istnienie wilka w świecie realnym i tym magicznym oraz jego wyobrażenia wśród ludzi zarówno średniowiecza i epok wcześniejszych, jak i nam współczesnym. Lopez traktuje wilki jako pewien sposób ukazania tego jak bardzo zagubiliśmy więź, która łączy nas z naturą. Tu Lopez posiłkuje się wiedzą Rdzennych Mieszkańców Ameryki i ta wiedza powinna być, normą z jaką traktujemy świat fauny i flory. Jedynie czego zabrakło mi w książce to przypisu przy słowie Eskimos, ja rozumiem że książka jest z 1975 roku, ale sam jeden przypis tłumaczący dlaczego nie ma w książce słowa Inuita byłoby po prostu miłe.
Ale wracając do Lopeza, ja tę książkę kocham i kocham to jak Lopez patrzył na świat i jak o tym świecie pisał. A książka wzruszyła mnie już przy samej dedykacji.
„Po uwzględnieniu wszystkich zastrzeżeń nasuwa się spostrzeżenie, że najważniejszym i najniebezpieczniejszym związkiem wilka z innym stworzeniem jest jego relacja z człowiekiem.”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„O wilkach i ludziach” to kompendium wiedzy zarówno o wilkach jak i o ludziach i o bestialskich zachowaniach zwłaszcza tych drugich. To książka o tym jak bardzo człowiek chcąc być cywilizowanym...
"O WILKACH I LUDZIACH" BARRY LOPEZ
Wiadomo, że wilki wywołują całe spektrum emocji: od strachu po podziw i przywiązanie.
Genialna lektura dotycząca wilków.
Przyznam szczerze, że jeszcze nie czytałam tak rzetelnej i mega ciekawej pozycji o tych zwierzętach.
Autor jest podróżnikiem i pisarzem amerykańskiego pochodzenia.
Kocha podróże czego dowodem może być fakt, że zwiedził on ponad osiemdziesiąt krajów.
Lektura, którą oddał w nasze ręce pełna jest przemyśleń, faktów i prawdy, chociaż nie za bardzo dla ludzi wygodnej.
Poznamy też historię wilków dzięki przytaczanym baśniom, podaniom ludowym czy mitom.
Obejrzymy kilka ilustracji, szkiców i zdjęć związanych z tymi zwierzętami.
To przecież wilki oskarżone są o mordowanie innych zwierząt, plądrowanie i ataki na ludzi.
Zadziwiające, że jakoś w tym wszystkim nie widzimy zachowania, bezkarności i okrucieństwa ludzi.
Przecież my też hodujemy zwierzęta, aby je zjeść, albo sprzedawać z zyskiem z rodowodem,
Polujemy na zwierzęta dla rozrywki czy trofeum i urządzamy mordercze bitwy zwierząt.
Bawimy się w Boga odbierając zwierzętom życie, czasem dla zabawy a czasami dla własnej próżności. Kto dał nam do tego prawo ?
Strasznym jest jak wielką krzywdę człowiek wyrządził wilkom na przestrzeni lat.
Widząc statystyki i liczby zawarte w nich mamy pełen obraz okrucieństwa człowieka.
Chcąc wytępić dany gatunek ludzie nie cofną się przed niczym.
Straszna prawda o nas samych.
Serdecznie zachęcam WAS do przeczytania i obejrzenia tej książki.
Jestem pewna, że po tej lekturze Wasze spojrzenie na wilki będzie zupełnie inne.
"O WILKACH I LUDZIACH" BARRY LOPEZ
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiadomo, że wilki wywołują całe spektrum emocji: od strachu po podziw i przywiązanie.
Genialna lektura dotycząca wilków.
Przyznam szczerze, że jeszcze nie czytałam tak rzetelnej i mega ciekawej pozycji o tych zwierzętach.
Autor jest podróżnikiem i pisarzem amerykańskiego pochodzenia.
Kocha podróże czego dowodem może być fakt, że zwiedził...
Nie wiedziałem czego się spodziewać, bo książkę kupiłem bez większego wnikania w to czym tak właściwie jest, ot spodobała mi się okładka a jej oceny były całkiem niezłe. Nie żałuję, książka wspaniale "płynie" po pełnej smutku historii wilka, bo jak to zwykle bywa, człowiek jest tym co powinno wzbudzać największą odrazę i strach, jednak sprytnie potrafimy transferować te uczucia na przypadkowe istoty w tym przypadku oberwało się wilkom.
Nie wiedziałem czego się spodziewać, bo książkę kupiłem bez większego wnikania w to czym tak właściwie jest, ot spodobała mi się okładka a jej oceny były całkiem niezłe. Nie żałuję, książka wspaniale "płynie" po pełnej smutku historii wilka, bo jak to zwykle bywa, człowiek jest tym co powinno wzbudzać największą odrazę i strach, jednak sprytnie potrafimy transferować te...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozwala spojrzeć na wilka jak na zwierzę, oduczyć się antropomorfizacji jego zachowań. Boli gdy czyta się, co człowiek zrobił temu gatunkowi.
Pozwala spojrzeć na wilka jak na zwierzę, oduczyć się antropomorfizacji jego zachowań. Boli gdy czyta się, co człowiek zrobił temu gatunkowi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to