rozwińzwiń

O wilkach i ludziach

Okładka książki O wilkach i ludziach autora Barry Lopez, 9788366671218
Okładka książki O wilkach i ludziach
Barry Lopez Wydawnictwo: Marginesy nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Of Wolves and Men
Data wydania:
2021-09-22
Data 1. wyd. pol.:
2021-09-22
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366671218
Tłumacz:
Jarosław Mikos
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup O wilkach i ludziach w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

O wilkach i ludziach



książek na półce przeczytane 1444 napisanych opinii 1437

Oceny książki O wilkach i ludziach

Średnia ocen
7,6 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce O wilkach i ludziach

avatar
229
149

Na półkach:

Bardzo ciekawa pozycja. W końcu ktoś podaje jakieś konkrety z życia wilków, jak się komunikują, jakie maja zwyczaje, trochę ich biologii, trochę uwarunkowań, sposoby polowania. Książka odnosi się do wilków w USA, więc przy okazji dowiadujemy się dużo (jak dla mnie za dużo) o Indianach, o tym jak przez całe dekady wilki i ludzie żyli obok siebie, zanim nie zakłócił tego biały człowiek. Do tego trochę historii. Tyle o pierwszej części. Druga moim zdaniem jest zbyteczna. Autor dzieli się chyba każdą zmianką jaką znalazł o wilkach. Wierszyki dziecięce, poglądy starożytnych, straszaki kościoła katolickiego, wierzenia, mistycyzm. Czyta się to jak bardzo, bardzo obszerną rozprawkę. Książka łatwoczytalna, ale mocno przegadana.

Bardzo ciekawa pozycja. W końcu ktoś podaje jakieś konkrety z życia wilków, jak się komunikują, jakie maja zwyczaje, trochę ich biologii, trochę uwarunkowań, sposoby polowania. Książka odnosi się do wilków w USA, więc przy okazji dowiadujemy się dużo (jak dla mnie za dużo) o Indianach, o tym jak przez całe dekady wilki i ludzie żyli obok siebie, zanim nie zakłócił tego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
414
228

Na półkach:

Wyczerpująco i dobrze opisana historia losów wilków i ludzi z przewagą okrucieństwa człowieka nad innymi w ekosystemie. Z pewnością po przeczytaniu tej książki z większym szacunkiem i zrozumieniem można popatrzeć na wilki.
Polecam.

Wyczerpująco i dobrze opisana historia losów wilków i ludzi z przewagą okrucieństwa człowieka nad innymi w ekosystemie. Z pewnością po przeczytaniu tej książki z większym szacunkiem i zrozumieniem można popatrzeć na wilki.
Polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
517
50

Na półkach: ,

Książkę bardziej zmęczyłam niż przeczytałam. Doceniam ogrom pracy jaki autor włożył w dotarcie do materiału źródłowego, ale niestety pan Lopez nie potrafił tego wszystkiego skleić w jeden ciekawy tekst. Największy zarzut mam do tytułu, który według mnie powinien brzmieć "O ludziach i wilkach" bo książka opowiada o nas - jak my postrzegamy wilki i jak je traktujemy. O samych zwierzętach dowiemy się naprawdę niewiele.

Książkę bardziej zmęczyłam niż przeczytałam. Doceniam ogrom pracy jaki autor włożył w dotarcie do materiału źródłowego, ale niestety pan Lopez nie potrafił tego wszystkiego skleić w jeden ciekawy tekst. Największy zarzut mam do tytułu, który według mnie powinien brzmieć "O ludziach i wilkach" bo książka opowiada o nas - jak my postrzegamy wilki i jak je traktujemy. O samych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

479 użytkowników ma tytuł O wilkach i ludziach na półkach głównych
  • 367
  • 106
  • 6
72 użytkowników ma tytuł O wilkach i ludziach na półkach dodatkowych
  • 46
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki O wilkach i ludziach

Inne książki autora

Barry Lopez
Barry Lopez
Barry Lopez (ur. jako Barry Holstun Brennan) - amerykański podróżnik, autor książek i eseista. Urodził się w Port Chester, w stanie Nowy Jork, ale dorastał w Kalifornii. Absolwent University of Notre Dame w Indianie, Uniwersytetu Nowojorskiego oraz Uniwersytetu Oregońskiego w mieście Eugene. Odwiedził ponad 80 krajów. Autor lub współautor kilkunastu książek. W 2019 r. ukazała się jego autobiografia. Jego artykuły dotyczące natury i podróży ukazywały się m.in. w "National Geographic" oraz "The Paris Review". Redakcja "San Francisco Chronicle" uznała go za "najwybitniejszego autora piszącego o przyrodzie". Członek Klubu Odkrywców (The Explorers Club). Wybrane publikacje: "Desert Notes: Reflections in the Eye of a Raven" (1976),"Lessons from the Wolverine" (1997),"bout This Life: Journeys on the Threshold of Memory" (1998),"Arctic Dreams: Imagination and Desire in a Northern Landscape" (1986, polskie wydanie: "Arktyczne marzenia", Wydawnictwo Marginesy, 2020),"Horizon" (2019). Dwukrotnie żonaty: 1. Sandra Leanders (1967-1998, rozwód); 2. Debra Gwartney (2007, 25.12.2020, jego śmierć).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Na zawsze w lodzie. Śladami tragicznej wyprawy Johna Franklina John Geiger
Na zawsze w lodzie. Śladami tragicznej wyprawy Johna Franklina
John Geiger Owen Beattie
Wizja wyprawy Johna Franklina oraz Francisa Croziera, przedstawiona w znanej powieści „Terror” Dana Simmonsa jest jedynie jednym z wielu spojrzeń na tragiczną historię, która rozegrała się na arktycznych wodach w XIX wieku. Odkrycia wraków HMS „Erebus” i HMS „Terror” rzuciły nowe światło na te wydarzenia, które przez dziesięciolecia pozostawały owiane tajemnicą. I o tym właśnie jest ta książka. W 2014 roku zespół badawczy, podążając za wskazówkami historycznymi i legendami, odnalazł wrak „Erebusa” na głębokości 11 metrów, co zaskoczyło wielu ekspertów, gdyż znajdował się on znacznie dalej na południe od wcześniej ustalonej lokalizacji. Dwa lata później, w 2016 roku, odkryto „Terrora” w Zatoce Wyspy Króla Williama, w znakomitym stanie zachowania, co dało naukowcom niepowtarzalną okazję do zbadania nie tylko okrętów, ale również losów ich załóg. Badania nad szczątkami odnalezionymi w lodzie ujawniły nie tylko trudne warunki, w jakich żyli i umierali marynarze, ale także ich ostateczne losy, które były jeszcze bardziej dramatyczne niż dotychczas sądzono. Oprócz odnalezienia ciał mężczyzn niebywale dobrze zakonserwowanych i piorunująco sugestywnie oddających dramatyzm misji, jakiej się podjęli, przeprowadzono również sekcje zwłok, które ujawniły przyczyny śmierci wielu członków załogi. Niektóre z tych informacji wstrząsnęły opinią publiczną, ukazując brutalne realia przetrwania w ekstremalnych warunkach arktycznych. Dzięki tym odkryciom historia Franklina i jego załogi przestała być jedynie legendą, a stała się rzeczywistością pełną cierpienia, odwagi i tragicznych wyborów. Publikacje dotyczące tych odkryć, szczegółowe analizy, przyciągnęły uwagę nie tylko badaczy, ale także szerokiego grona czytelników, pragnących poznać prawdę o jednej z najbardziej zagadkowych ekspedycji w historii. Prócz niepodważalnego waloru informacyjnego, jaki niesie za sobą niniejszy tytuł, autorzy oddają hołd uczestnikom tej wyprawy, podkreślając ich poświęcenie i zaangażowanie w naukowe badania. To nie tylko historia eksploracji, ale także refleksja nad losem ludzi, którzy ryzykowali życie dla postępu naukowego.
Joanie - awatar Joanie
ocenił na93 miesiące temu
Noc sów. Opowieści z lasu Jacek Karczewski
Noc sów. Opowieści z lasu
Jacek Karczewski
Jacek Karczewski w swojej książce „Noc sów. Opowieści z lasu” dokonuje czegoś znacznie wykraczającego poza ramy klasycznego atlasu ornitologicznego. To pasjonujący, literacki reportaż z pogranicza biologii, mitologii i osobistego wyznania miłości do natury. Karczewski, znany popularyzator przyrody, zabiera nas w podróż do świata, który większość z nas przesypia, a który tętni życiem, dramatem i niezwykłą inteligencją. To lektura, która zasługuje na mocne 8/10, ponieważ potrafi zmienić zwykły spacer po lesie w metafizyczne przeżycie. Biologia ubrana w emocje Autor nie zasypuje czytelnika suchymi faktami. Zamiast tego, buduje narrację wokół konkretnych spotkań i gatunków – od majestatycznego puchacza, przez tajemniczą płomykówkę, aż po maleńką sóweczkę. Karczewski posiada niezwykły dar personifikacji, który nie popada w infantylność; on po prostu pozwala nam dostrzec w sowach ich unikalne charaktery. Opisuje ich niesamowity słuch, bezszelestny lot i wzrok, który przebija mrok, ale robi to językiem pełnym podziwu i literackiego polotu. Dowiadujemy się o skomplikowanych rytuałach godowych i trudach wychowywania piskląt, co sprawia, że te nocne ptaki stają nam się bliskie niczym sąsiedzi zza miedzy. Sowa jako symbol i ofiara Książka nie ucieka od trudnych tematów. Karczewski analizuje nasz kulturowy lęk przed sowami, który przez wieki prowadził do ich prześladowań. Od zwiastunów śmierci po symbole mądrości – autor śledzi te tropy, by ostatecznie skonfrontować je z brutalną rzeczywistością współczesnych zagrożeń: zanikaniem siedlisk, zatruciami i zmianami klimatu. To właśnie ten aktywistyczny nerw sprawia, że „Noc sów” jest pozycją ważną. To nie tylko książka do podziwiania, ale wezwanie do uważności i ochrony tego, co wciąż mamy na wyciągnięcie ręki, a co tak łatwo możemy stracić. Dlaczego 8/10? Ocena osiem odzwierciedla mistrzostwo w popularyzowaniu nauki, choć niektórzy czytelnicy mogą poczuć lekki przesyt dygresyjnym stylem autora. Karczewski potrafi odpłynąć w stronę osobistych wspomnień, co dla jednych będzie atutem budującym klimat, dla innych zaś lekkim rozproszeniem głównego tematu. Niemniej jednak, rzadko zdarza się autor, który o piórach i szponach potrafi pisać z taką samą czułością, z jaką poeci piszą o miłości. „Noc sów” to literacki noktowizor. Jacek Karczewski udowadnia, że przyroda nie potrzebuje ulepszeń, by być fascynująca – potrzebuje jedynie kogoś, kto potrafi o niej opowiedzieć z pasją. To książka dla każdego, kto czuje, że w miejskim zgiełku stracił kontakt z rytmem ziemi. Po jej przeczytaniu już nigdy nie spojrzycie na ciemny las w ten sam sposób; będziecie nasłuchiwać, wypatrywać i – co najważniejsze – rozumieć. Osiem punktów za to, że po lekturze każdy z nas chce zostać choć trochę bardziej „sowolubny”
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin Barbara Demick
Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin
Barbara Demick
(2020) [Eat the Buddha: Life and Death in a Tibetan Town] „Niniejsza książka to przede wszystkim spisana historia mówiona, zebrana ze wspomnień Tybetańczyków z Ngawy” (str. 323) – miasta w powiecie o tej samej nazwie, położonego w autonomicznej prefekturze Tybetańskiej i Qiang Ngawa (Aba),w prowincji Syczuan, na terenie Płaskowyżu Tybetańskiego, na południu historycznego regionu Amdo. W trakcie gromadzenia materiałów, kolejnych rozmów i wyjazdów do Ngawy, zrodził się „[…] zamiar opowiedzenia jej dziejów przez historie życia zwykłych Tybetańczyków” (str. 353) – wraz z reporterką (1959),wsłuchujemy się w głosy dawnych i obecnych mieszkańców, reprezentujących różne generacje. Wielu z nich, pod wpływem sytuacji politycznej i z pobudek ekonomicznych, opuściło Tybet. Część bohaterów, nie godząc się z chińskimi rządami, odbiera sobie życie lub ginie w trakcie protestów*. Reportaż podzielono na cztery części: lata szalonych kampanii Mao (1958-1976, z uwzględnieniem wcześniejszych dekad chińskiej wojny domowej); okres reform i względnej liberalizacji pod kierownictwem Deng Xiaopinga (1976-1989); czas porzucenia nadziei o demokratyzacji, przy jednoczesnym utrzymaniu prężnego rozwoju gospodarczego (1990-2014); zamordystyczne rządy Xi Jinpinga, który nie zamierza zwolnić fotelu przewodniczącego (2014-2020)**. Zjadanie Buddy to typowy reportaż, ratujący od zapomnienia tragedie tysięcy Tybetańczyków. Skupia się na najtrudniejszych doświadczeniach i codziennych zmaganiach z opresyjnym systemem, oraz współżyciu z chińską większością, stopniowo zasiedlającą tereny etnicznie tybetańskie. Opowiada o dojmującym braku swobody, utrudniającym adoracje duchowego przywódcy***, zwykłe przemieszczenie czy wyjazd za granicę; pisze o prześladowaniach, nowoczesnej inwigilacji i wykluczeniu cyfrowym, marginalizacji języka oraz wymuszonej sinizacji. Odbywa się to przy jednoczesnej, stopniowej poprawie poziomu życia przeciętnego Tybetańczyka i zaawansowanych inwestycjach w infrastrukturę. Dziś, nikt nie niszczy już klasztorów – robi się z nich atrakcje turystyczne****. Tybetańczycy mogą awansować społecznie, uczyć się i rozwijać – pod warunkiem, że będą to robić w języku mandaryńskim. Przemyślane działania Partii prowadzą do stopniowego wynaradawiania, tracenia poczucia odrębności i wrastania w chińską codzienność*****. __________________________ * Najmocniej wybrzmiewa historia księżniczki Gonpo, córki króla Mei. Niektórym postaciom poświęcono więcej miejsca, innym mniej, a część tylko dopełniają obszerniejsze narracje. Jednak wszystkie są ważne. Opowieści mieszkańców Ngawy i okolicznych osad są równorzędne, wszyscy tworzą jedna społeczność dawnego królestwa. Część z nich uciekła do Indii, zasilając tybetańską społeczność skupioną wokół Dalajlamy, i to tam dzieliło się swoimi doświadczeniami (np. wspomniana Gonpo Tso). ** Siedzi tam do tej pory (stan na 2026),i chyba nigdzie się nie wybiera. *** „XIV Dalajlama zapowiada, że będzie żył 113 lat w obecnym wcieleniu, czyli odejdzie w roku 2048 lub 2049. 10 marca 2011 oświadczył, że »dobrowolnie rezygnuje ze swojej dalszej reinkarnacji« […]” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tenzin_Gjaco). **** W 2001 rząd przemianował Gyalthang (chiń. Zhongdian) w tybetańskiej autonomicznej prefekturze Diqing/Dêqên w Junanie na Shangri-La (!). ***** Nad Wisłą, po 123 latach zaborów, sytuacja Tybetańczyków powinna być szczególnie dobrze rozumiana. A jednak pogodziliśmy się z istnieniem ChRL, i zamiast destabilizować ten chory twór, jako Zachód, wykarmiliśmy go na własnej piersi. Ciekawostka: w Warszawie, na Woli, jest rondo Tybetu – pierwotnie to miało być rondo Wolnego Tybetu, ale ambasada ChRL zaprotestowała: Tybet nie może być wolny, musi być chiński. A my się do tego pokornie przychyliliśmy… (Ciekawostka w ciekawostce: przy rzeczonym rondzie, od strony Odolan, pobudowano patodeweloperskie osiedle Bliska Wola (de facto już na dalekiej Woli),które potocznie ochrzczono Hongkongiem, z uwagi na małe metraże i duże zagęszczenie… ale to już dziedzictwo pobrytyjskie, nie komunistyczne). • „Tematem mojej poprzedniej książki była Korea Północna*, która – przyznaję – intrygowała mnie częściowo dlatego, że była właściwie zamknięta dla gości z Zachodu Gdy już postanowiłam, że opisze jakieś tybetańskie miasto, skupiłam się na Ngawie. Chciałam się dowiedzieć, co aż tak szczególnego się tam znajduje, skoro rząd chiński chce to ukryć przed światem. Dlaczego tak wielu spośród mieszkańców Ngawy zdecydowało się unicestwić swoje ciało w jeden z najstraszniejszych możliwych sposobów?” (str. 9). „[Od 2009] Do listopada 2019 roku samospaliło się stu pięćdziesięciu sześciu Tybetańczyków; mniej więcej jedna trzecia z nich pochodziła z Ngawy lub jej okolic” (str. 265). __________________________ ** Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej [Nothing to Envy: Ordinary Lives in North Korea] (2009, wyd. polskie: 2010). Reportaż pochłonąłem przed 2013, z ogromnym zainteresowaniem, i niestety – nic na jego temat nie wynotowałem. Szczególnie zapadła mi pamięć historia topienia psa (celem późniejszego spożycia przez wygłodniałego chłopca-tułacza). Z perspektywy dwudziestoparolatka który oglądał Defiladę (1989) Fidyka z mieszaniną niedowierzania i fascynacji, i miał wówczas ogromny głód informacji nt. KRLD, była to książka świeża i miażdżąca. • Nie trzeba być sinologiem, aby zwrócić uwagę na szereg błędów dotyczących kwestii merytorycznych, istotnych z punktu widzenia przedstawianego tematu, oraz przemilczenia faktycznego statusu terenów etnicznie tybetańskich, a znajdujących się poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym (autonomii w ramach prefektur i powiatów)*. Obok błędów powstałych w translacji, tekst zawiera sporo powtórzeń, z rzadka zasadnych, i inne błędy konstrukcyjne (np. urwany wątek uciekiniera; brak daty początkowej mimo podania finalnej, która pada dopiero później; dublowanie informacji w sąsiadujących zdaniach). Mimo, iż do tekstu wkradło się trochę pomyłek, które powinny zniknąć w redakcji lub zostać sprostowane w przypisach, rdzeń pracy został wykonany dobrze. Barbara Demick zebrała istotne informacje, przedstawiła je ciekawie i zrozumiale, a druga Barbara, Gadomska, dobrze oddała jej myśli (6/10 – gdyby nie błędy merytoryczne, ocena byłaby o punkt wyższa). ________________________ * Dopiero w przypisach końcowych i słowniczku pojawia się formalna nazwa autonomicznej prefektury Ngawa. • „W którymś momencie Chińczycy odkryli, że w buddyjskich klasztorach można znaleźć nie tylko skarby cywilizacji tybetańskiej, ale także rzeczy potencjalnie nadające się do jedzenia. Bębny zrobione ze skór zwierzęcych dawało się zjeść pod warunkiem długiego gotowania – żołnierze wiedzieli jak to zrobić, bo zjedli już własne pasy, rzemienie karabinów, skórzane torby i lejce. Teraz jedli nawet figurki wykonane z mąki jęczmiennej i masła. Piszą o tym Jianglin Li i Mathew Akester, uczeni, którzy dokładnie zbadali ten okres na podstawie odnalezionego pamiętnika. Jedna z przytaczanych przez nich anegdot pochodzi z pamiętników Wu Faxiana, byłego komisarza politycznego pierwszej armii Mao. Pisze on: […] Zabrał ze sobą kilka małych (figurek) Buddów, umył je do czysta, a następnie zalał woda i ugotował. Wszystkie były zrobione z mąki i naprawdę dobrze smakowały. (…) […] Tybetańczycy, którzy przeżyli tamte czasy, mówią, że to, co Chińczycy jedli, to tormy, ofiary wotywne, które nie są właściwie figurkami Buddy. Jeśli jednak chodzi o Chińczyków, uważali oni, że dosłownie jedzą Buddę. Wiedzieli, że to świętokradztwo, ale mało ich to obchodziło” (str. 42-43)*. __________________________ * Tytuł książki to jednocześnie tytuł rozdziału drugiego (str. 31). • UWAGI (wyd. I z 2021, tłum. Barbara Gadomska): Z cyklu wydawca wie lepiej: „życie i śmierć w tybetańskim miasteczku” zmieniono na „życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin”, a jak komunikuje autorka już na początku, aspekt śmierci jest przejmujący i istotny. Gdyby nie polityka ChRL, nie byłoby śmierci z powodu głodu, kul, w wyniku prześladowań, nie byłoby samospaleń. Str. 7 – „Wschodnia część tybetańskiego płaskowyżu granicząca z prowincjami Syczuan, Qinghai, Gansu i Junan, jest teoretycznie dostępna dla każdego […]” – autorka wprowadza czytelnika w błąd: 1) wschodnia i południowa część Wyżyny Tybetańskiej znajduje się na terenie wymienionych prowincji; 2) odnośnie dostępności, chodzi jej o tę część Tybetu, która znajduje się poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym, i w większości funkcjonuje jako autonomiczne prefektury. (Na str. 10 prostuje tę informację, ale nie w sposób pełny). Tybetański Region Autonomiczny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tybet_(region)#/media/Plik:Historyczny_Tybet_Mapa-pl.png) to tylko południowo-zachodnia część historycznego Tybetu, który tworzą Amdo, Kham i Ü-Tsang, ponadto wpływy tybetańskie sięgają na drugą stronę Himalajów, do północnych Indii, Nepalu i Bhutanu, gdzie żyje ludność kulturowo i etnicznie bliska sąsiadom z Płaskowyżu. (Np. indyjski Ladakh to cześć historycznego Tybetu Zachodniego). Po obaleniu cesarstwa, chińscy nacjonaliści traktowali zachodnie prowincje zamieszkałe przez Tybetańczyków jako integralną cześć Chin. Po objęciu władzy, komuniści dokonali reorganizacji tych terytoriów, nadając części ziem status prefektur autonomicznych: ok. połowy prowincji Syczuan stanowią prefektury autonomiczne Garzê i Ngawa, gdzie znajduje się tytułowe miasteczko o tej samej nazwie (Ngawa przypisana jest również tybetańskiemu ludowi Qiang). Ponadto w syczuańskiej prefekturze Liangshan utworzono autonomiczny powiat Muli. Większość prowincji Qinghai, biorącej swą nazwę od jeziora, to prefektury autonomiczne: Mongolsko-Tybetańska Prefektura Autonomiczna Haixi, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Haibei, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Hainan, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Huangnan, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Yushu, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Golog (Golok, Guoluo). W prowincji Junan znajduje się Tybetańska Prefektura Autonomiczna Diqing, w Gansu Tybetańska Prefektura Autonomiczna Gannan i autonomiczny powiat Bairi (chiń. Tianzhu) w graniach miasta Wuwei. (Poza tym komuniści zajęli tę część Tybetu, która była niezależna, i utworzyli na jej obszarze Tybetański Region Autonomiczny). Podsumowując: nacjonaliści nie mieli interesu w odtwarzaniu niezależnego Tybetu w granicach etnicznych, (https://en.wikipedia.org/wiki/Kham#/media/File:Tibetischer_Kulturraum_Karte.png),a komunistom też nie było to na rękę, dlatego utrzymali granice z czasów cesarstwa i rządów Kuomintangu, dodatkowo dokonując aneksji Ngari, Ü-Tsang i zachodniego Khamu. Płaskowyż Tybetański (Wyżyna Tybetańska): „Granice Wyżyny Tybetańskiej są wyraźnie zarysowane przez potężne łańcuchy górskie. Na północy są to Kunlun, Ałtyn-Tag i Qilian Shan, na południu – Himalaje, na zachodzie – Pamir i Karakorum, na wschodzie – Hengduan Shan” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wy%C5%Bcyna_Tybeta%C5%84ska). Sięgają poza Chiny. Str. 16-17 – na mapie ChRL wyodrębniono Sinkiang i TRA… wziąwszy pod uwagę treść książki – nie ma to większego sensu. Mapa powinna ukazywać historyczny Tybet na tle obecnych prowincji ChRL i państw Subkontynentu Indyjskiego. Str. 30/75 – „rosyjski dżip”, „dżipa”, „rosyjskim dżipie”, „dżip” – ten „jeep” to najpewniej radziecki gazik (ГАЗ-69). Str. 31 – z kosmosu nie widać Wielkiego Muru… Str. 193 – błędne użycie terminu „Chiny kontynentalne” w rozumieniu Chin właściwych, etnicznych, w opozycji do Tybetu. Str. 195 – nie haracz, tylko mandat, ewentualnie łapówka za przymknięcie oka na „[…] zepsuty tylny reflektor albo niezapięty pas […]”. Str. 197 – „Nie miał pojęcia kto jest prezydentem Chin [sic!]” – przewodniczącym, w ChRL nie ma urzędu prezydenta. Str. 206 – zburzenie Drugiej Świątyni w Jerozolimie miało miejsce w roku 70, nie 66 (!). Str. 287 – „[…] zniósł ograniczenie kadencyjności stanowiska prezydenta […]” – przewodniczącego (vide uwaga do str. 197). W reportażu nie pojawia się ani razu nazwa Xikang (https://pl.wikipedia.org/wiki/Xikang),dotycząca prowincji istniejącej w latach 1939–1955, której zachód włączono do Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, a wschód do Syczuanu. Tam też znajduje się tytułowe miasteczko Ngawa. Str. 10 – Louisa Vuittona – jeśli Louis Vuitton czyta się „lui witą”, to jaki sens ma deklinacja, której się nie używa, zapisana w dodatku w błędy sposób?; str. 40 i dalej – Chiang Kai-Shek – transkrypcja skopiowana 1:1 z amerykańskiego oryginału, w Polsce przyjęła się forma Czang Kaj-szek; str. 42 – podmieniony dwukropek i kropka (w angielskich tytułach, po części głównej, stawia się dwukropek; w polskich kropkę); str. 65 – „[…] arystokracji i klasztorów, które także posiadały znaczne połacie ziemi” – użycie „także” sugeruje wspomnienie jakichś innych latyfundystów… ale nic takiego nie pada; str. 75 – stosy dokumenty (dokumentów); str. 81 i dalej – nazwę kampanii Wielki Skok Naprzód zapisano dużymi literami, w przypadku innych wymienionych tylko pierwszy człon jest z dużej (?); str. 99 – „[…] ich udział w Hongchengu został usankcjonowany przez Mao […]” – słowo „Hongcheng” zostało tu użyte tak, jakby oznaczało jakiś proces, czynność, praktykę… tymczasem jest to imię jednego z bohaterów książki, Honchenga Taszi, (zapewne przybrał je od rodzinnej miejscowości, o takiej praktyce czytamy w książce 2-3 razy),na str. 290 mowa o frakcji Czerwonej Gwardii „Hongcheng” – po przeczytaniu ok. 200 stron niejasność zyskuje sens (!); str. 116 – drugi raz to samo co str. wcześniej (115) nt. zniknięcia ulicznych handlarzy (błąd konstrukcyjny); str. 124 – z zaskoczeniem zobaczył (spostrzegł); str. 175 – wypełnionych kadzidłem (wypełnionych dymem z kadzidła); str. 220 – o tym, że Shenzhen leży nieopodal Hongkongu już było, a także o tym, że to tutaj w latach osiemdziesiątych rozpoczęto wdrażać kapitalizm (wcześniej pojawiły się i inne przypomnienia, ale były bardziej na miejscu); str. 230 – w domu-w domu; str. 236 – przykrycie głowy (nakrycie…); str. 253 – niego (nich); str. 277 – powtórzenie informacji o filii klasztoru założonej w ‘90 – zbędne, czytelnik raczej ma to w pamięci; str. 298 – powtórzenie informacji o udziale samobójców z Ngawy (1/3 całości),oraz że Meruma wzięła swą nazwę od dynastii Mei; str. 293 – niepotrzebne powtórzenie informacji o pobycie Cegjama w Indiach; str. 344 – region (regionu).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na61 miesiąc temu
Masoni. Architekci nowoczesnego świata John Dickie
Masoni. Architekci nowoczesnego świata
John Dickie
(2020) [The Craft: How the Freemasons Made the Modern World (Rzemiosło. Jak Wolnomularze zbudowali nowoczesny świat)] „Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest zamiar pokazania struktur ludzkiego doświadczenia, które są o wiele bardziej skomplikowane, niż mogłoby to wyniknąć z masońskich narracji tożsamościowych czy cynicznych obsesji na punkcie nepotyzmu wśród wolnomularzy. Zamiast spłaszczać te struktury poprzez spoglądanie na rozległy krajobraz historii masonerii z góry, postanowiłem zanurzyć się w konkretne epoki i miejsca na całym świecie, które odegrały w tej historii szczególnie istotną rolę. Determinującą zasadą był dla mnie fakt, że masoneria nigdy nie mogła całkowicie odseparować się od otaczającego społeczeństwa. Organizacja ta powstała w szczególnych warunkach XVII i XVII wieku w Wielkiej Brytanii i – nie zmieniając się przy tym zbyt drastycznie – przystosowywała się do napotykanych po drodze okoliczności. Interesują mnie właśnie te interakcje pomiędzy wolnomularstwem i społeczeństwem: masoneria, wraz z całym swoim idealizmem i hermetycznością, pomogła ukształtować naszą współczesność” (str. 21-22). „Idea masonerii objawia się na tak wiele różnych sposobów na całym świecie i sami masoni są wierni tak wielu kolidującym ze sobą kodeksom i instytucjom, że potrzebna byłaby w takim przypadku nieustannie uaktualniana i wielotomowa encyklopedia” (str. 415). Zamiast tego, otrzymujemy ogólny rys historyczny. To nie jest książka dla czytelników Jima Marrsa, wyznawców Davida Icke’a czy sympatyków Alexa Jonesa. Temat prezentowany jest bez koloryzowania, niedomówień i zbędnej sensacji: Dickie (1963) rozprawia się z fałszywą legendą starożytnego bractwa, przekazującego swoje sekrety od czasów biblijnych i budowy piramid; opowiada o początkach i genezie, najważniejszych odłamach, istotnych wydarzeniach – kształtujących bieg dziejów*, a także samą masonerię, o jej ewolucji i kryzysach. (Szkoda, że nie omawia choćby pokrótce, co tak w zasadzie robi się w ramach samodoskonalenia: co poza pogaduchami i odprawianiem ceremonii dzieje się za drzwiami zamkniętych zgromadzeń). _______________ * Podtytuł jest zdecydowanie na wyrost. Masoni mieli wpływ na działania elit, nierzadko je tworzyli (lub współtworzyli),ale nie zawsze byli decyzyjni – często stali po prostu obok, w roli obserwatorów, nierzadko nie mieli nic do gadania, spotykali się też z prześladowaniem. Inspirowali, ale podlegali też wpływom i naciskom. • Te partie tekstu, które dotyczą biografii i większych wydarzeń historycznych, czyta się na ogół dobrze, natomiast kiedy zagłębiamy się w sprawy wewnętrzne – zaczynają się schody. Te strony przyswaja się dosyć opornie, z odczuwalnym znużeniem. Stylistycznie tłumaczenie kuleje, a liczne błędny merytoryczne i nieszczęśliwe skróty myślowe, obniżają wartość pozycji. Można z niej wynieść wiele istotnych informacji, ale to co trafia do naszych rąk, to zaledwie produkt beta, kwalifikujący się do ponownej redakcji. Każdy rozdział zaczyna się od wprowadzenia i ogólnego zarysu, potem cofamy się w czasie i zapoznajemy ze sprawą krok po kroku: następuje chronologiczne omówienie zagadnienia, jego genezy i konsekwencji. To może się podobać, i przywodzi na myśl cykliczne filmy dokumentalne z BBC. Miejscami Dickie wplata nieco humoru, ale zdarza się to na tyle rzadko, że czytelnik może czuć się trochę zdezorientowany. Naciągane 6/10 – po solidnej redakcji i dodaniu przypisów, oraz kilku dodatkowych rozdziałów o Europie Środkowej i Wschodniej, a także Ameryce Łacińskiej oraz wypowiedzi samych masonów, które ubarwiłby tekst, ocena mogłaby być wyższa. Mam takie subiektywne odczucie, że znacznie lepiej napisałby tę książkę Niall Ferguson (1964). • Od czasu do czasu, na kartach książki pojawia się Kościół. Dickie zachowuje pełny obiektywizm: otwarcie pisze o grzechach inkwizycji, o sympatyzowaniu z reżimami, popieraniu oszustów, naiwności i płynącym zeń gorzkim smaku kompromitacji (za którym nie idzie żadna samokrytyka),szczuciu na humanistów, utrwalaniu postaw regresywnych oraz innych, równie negatywnych poczynaniach, mających na celu poszerzenie sfery wpływu. Uszczypliwie wspomina też o problemie z pedofilią. • BONUS: Masoneria – historia, rytuały i całkiem jawne tajemnice | prof. Tadeusz Cegielski [podcast Radio Naukowe, 2022] https://www.youtube.com/watch?v=MWPOvf2YHiw&pp=ygURdGFkZXVzeiBjZWdpZWxza2k%3D (Tadeusz Cegielski, ojciec Maxa – pisarza i radiowca; aktywny mason, wielokrotnie zabierał głos w sprawie wolnomularstwa, zawsze z klasą i erudycją). Tajne związki i stowarzyszenia – Herman i Georg Schreiber (2005) Tytuł oryginału – Geheimbünde von der Antike bis zur Gegenwart – lepiej oddaje treść książki. Autorzy piszą o organizacjach i bractwach na przestrzeni tysiącleci, od antyku po współczesność. https://lubimyczytac.pl/ksiazka/tajne-zwiazki-i-stowarzyszenia/opinia/15672037 W kręgu Hermesa Trismegistosa – Kazimierz Banek (2013) Bardzo dobra, niewielka objętościowo książka, wydana w małym nakładzie, opowiadająca o genezie tytułowego bóstwa, wspominanego przez profesora Dickie’ego; traktuje o korzeniach hermetyzmu i jego wpływie kulturowym, a ponadto porusza szereg innych, bardzo ciekawych zagadnień. • UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. I z 2021, tłum. Aleksandra Ożarowska): Str. 15 – „nadal jest to bractwo składające się wyłącznie z mężczyzn […]” – stosunkowo szybko, bo już kilkadziesiąt lat po utworzeniu pierwszych bractw, zaczęły powstawać żeńskie loże masońskie. Kilka stron dalej (str. 22) Dickie zapowiada, że podejmie temat kobiet, i w dalszych rozdziałach kompletnie sobie przeczy: na str. 104-107 porusza przypadek nieokreślonego płciowo członka, który mógł być zarówno kobietą, mężczyzną jak i – co w tekście nie pada – hermafrodytą*. Na str. 108-112, 125-127, 151, 241, 243, 385, 424 oraz 429-434 mowa jest o formalnych żeńskich lożach, będących odwzorowaniem męskich. Podawane są także przykłady czarnych, żeńskich stowarzyszeń wzorowanych na masońskich. Internet także podaje rozliczne przykłady: „W dniu 4 listopada 2000 r. odbyło się zapalenie świateł pierwszej loży kobiecej w Polsce. Loża przyjęła nazwę PROMETEA na Wschodzie Warszawy i pracuje w Rycie Szkockim Dawnym i Uznanym. Jest 349 lożą Wielkiej Żeńskiej Loży Francuskiej, największej tego typu obediencji na świecie, liczącej ponad 10.000 sióstr” (https://wolnomularstwo.pl/obediencje/grande-loge-feminine-de-france/prometea-pierwsza-polska-loza-kobieca/). Ponowne zapewnienie o braku żeńskich członków pada na str. 21. Profesor Dickie pisze wprawdzie, że nie wszyscy te loże akceptowali, ale między poszczególnymi grupami było tak wiele różnic, a każda rozumiała to hobby na swój sposób, tworząc własne odłamy, z własnymi zasadami… z kolei tych stricte żeńskich zakonów funkcjonowało naprawdę sporo, i nadal związują się nowe, więc z logicznego punktu widzenia informacja jest po prostu fałszywa. * Sekcja zwłok wykazała, że był mężczyzną, a przynajmniej takie informacje przekazano do wiadomości publicznej (str. 127). To, czy był miłośnikiem hobby znanego dziś jako drag queen, a mającego swe korzenie w starożytności, czy też osobą uprawiającą cross-dressing, pozostaje kwestią otwartą. Obojnactwo ma różne oblicza, genitalia mogą przypominać męskie, mimo iż wewnętrznie osoba jest kobietą lub odwrotnie. Z uwagi na rzadkość przypadłości, na porodówkach wielokrotnie dochodziło do pomyłek które były przyczyną wielu tragedii: kiedy dziecko z defektem, sugerującym inną płeć niż faktyczna, w konsekwencji błędnego rozpoznania, wychowywane było niezgodnie ze stanem rzeczywistym i własną autoidentyfikacją – która potwierdzała się dopiero na etapie dojrzewania. (Np. dziecku ze szczątkowym prąciem, wychowywanemu jak dziewczynka, zaczynały rosnąć wąsy; był taki smutny przypadek okaleczonego chłopca, na siłę wciskanego w spódniczki i sukienki, któremu amputowano fallusa – mimo iż budowa narządów wewnętrznych wskazywała, że nie jest płci żeńskiej, a jego zachowanie zdradzało inną identyfikację). Str. 15 (i dalej) – cowan (tj. niewykwalifikowany kamieniarz),polski odpowiednik to profan. Str. 18 – „Nie byli bowiem obywatelami żadnego państwa ani niczyimi poddanymi” – byli. Nieszczęśliwy skrót myślowy, autorowi chodzi o to, że przynależność do masonerii nie wiązała się z żadnym konkretnym obywatelstwem ani służbą określonemu dworowi, że był to ruch ponadnarodowy. Str. 39 – „Reformacja podzieliła Europę na wskroś. Aż do 1517 roku Kościół rzymskokatolicki stanowił jedyną drogę do Boga i jedyny gwarant władzy królewskiej. Rzym zajmował pewne miejsce w centrum świat chrześcijańskiego […]. Potem jednak przyszedł czas na atak Lutra, w wyniku którego narodził się protestantyzm, a chrześcijaństwo został nieodwracalnie podzielone”, rozłam w chrześcijaństwie nie rozpoczął się od awantury z Marcinem Lutrem i postępującej reformacji (1517). Europa była podzielona od dawna, papieże trzymali za mordę cały Zachód, ale Ruś i Bałkany funkcjonowały w obrządku wschodnim – za symboliczną datę wielkiej schizmy uznaje Anno Domini 1054. Wcześniej miały miejsce schizma akacjańska (484–519) i schizma Focjusza (861–867),a przed reformacją mieliśmy okres, w którym do tytułu głowy Kościoła katolickiego rościło sobie dwóch-trzech papieży (1378-1417),za którymi stały określone stronnictwa. IV wyprawa krzyżowa skończyła się złupieniem i zajęciem Konstantynopola, w miejsce Bizancjum (formalnie: Imperium Romanum) pojawiło się Cesarstwo Łacińskie (Imperium Romaniae) które funkcjonowało w latach 1204-1261. „Za dalekosiężny skutek IV wyprawy krzyżowej (wraz z Cesarstwem Łacińskim i wymuszoną unią kościelną) uważa się pogłębienie rozłamu między chrześcijańskim Wschodem a Zachodem. Dotychczasowa niechęć przerodziła się w nienawiść i rozszerzyła swój zasięg z plebsu Cesarstwa Bizantyjskiego na bizantyjską hierarchię duchowną” (https://pl.wikipedia.org/wiki/IV_wyprawa_krzy%C5%BCowa). Poza tym, chrześcijanie od początku nie byli jednolitą grupą, dzielili się na masę sekt i odłamów, wielu wyznawców było niezrzeszonych i dopiero Konstantyn Wielki (272-337) doszedł do wniosku, że aby był z tego jakiś pożytek polityczny, trzeba to ujednolicić. Takie skróty myślowe, czynione przez historyka, wypadają wyjątkowo kiepsko. Tu powinno być konkretnie napisane, że chodzi od rozłam na łonie Kościoła katolickiego (a zatem nie dotyczący całej Europy, a jedynie zachodu kontynentu). Str. 96 – greckie i egipskie „legendy” – chodzi oczywiście o mity, a zatem historie fikcyjne; kabalistyka pojawia się w tekście jako „starożytna żydowska tradycja mistycznej interpretacji” – w istocie ma rodowód średniowieczny. Str. 100 – „Rycerze Czarnego Orła mieli na celu znalezienie kamienia, który zapewniłby szczęście uniwersalne i przekształcałby metal nieszlachetny w złoto – zarówno w formie stałej, jak i gotowej do wypicia” – w piwo? Str. 147 – „Przestudiował – do pewnego stopnia – historię wolnomularstwa i uważał, że jakieś piec tysięcy lat temu założono je, aby zachęcić ludzi do podążania prawdziwa ścieżka chrześcijaństwa” – XIX stulecie minus 5 tysiącleci równa się 3100 r. przed narodzinami Chrystusa… No chyba że mówimy o jakichś wcześniejszych wcieleniach. Albo „chrześcijaństwo” jest jakimś skrótem myślowym, pod którym kryje się etyka bliska tej nowotestamentowej. Str. 156 – „Po tym jak w 1860 roku Włochy stały się częścią zjednoczonych Włoch […]” – jak to rozumieć? Półwysep Apeniński, Italia? Str. 161-162 – „Łatwo zauważyć, czemu Washington chciał symbolicznie ukazać aspiracje nowego narodu: dla współczesnych mu osób nawet jego posagowa postura wskazywała jego wyjątkową pozycję” – A nie wynika z B (brak logiki) plus o jeden zaimek dzierżawczy za dużo. Str. 206-207 – Dickie streszcza tu pseudonaukowy bełkot, ale robi to tak, że młodszy odbiorca może nie wychwycić wszystkich absurdów: 1) Egipcjanie nie byli czarni (Nubia, południowa część królestwa, była zamieszkana przez czarnych Kuszytów, ale to tereny egipskiego wpływu kulturowego, podległa kraina w środkowym biegu Nilu); 2) Etiopczycy (Abisyńczycy) są ludnością mieszaną (co oddaje stara nazwa kraju),nie wytworzyli religii przypominającej chrześcijaństwo, oni je po prostu przyjęli (chrystianizacja królestwa Aksum rozpoczęła się w połowie IV wieku); 3) Madian (Midian) nie była afrykańskim, etiopskim (a zatem czarnym) królestwem – Madianici byli Semitami i zamieszkiwali północno-zachodnią część Arabii. Str. 209 – Nigeria to nie „kraina”, jest to sztuczny twór epoki kolonialnej, biorący nazwę od rzeki Niger. Str. 212 – „wstrząsane konwulsjami ciała poległych [...]” – jeśli faktycznie byli martwi, nie dochodziło raczej do masowych skurczów mięśni. (Po śmierci mózgu, kiedy świadomość wygasa, ciało z punktu widzenia biologii jest wciąż żywe, może drżeć, mogą zachodzić pewne odruchy, ale najczęściej znajduje się w bezruchu). Str. 255-292, 441 (oraz 7) – w okresie kolonialnym (i aż do 2018) Prajagradź (Prayagraj) nazywał się Allahabad. Str. 265 – masońska inicjacja w Kalkucie, Anno Domini 1612 – pomylono chyba rok: pierwsze loże sformowano pod koniec XVII stulecia, a sama Kalkuta została założona dopiero w 1690 (wcześniej istniała wioska Kalikata, od której nazwę bierze brytyjska Kalkuta). Str. 277 – wojna burska 1899-1902 – de facto II wojna burska (pierwsza miała miejsce w latach 1880-1881). To co pisze autor, jest brytyjską wersją historii. Wielka Brytania, działając z pozycji siły, podbiła młode burskie republiki. Jest tu trochę obiektywizmu, nagich faktów, ale i wybielanie Imperium. Str. 278 – w tekście mamy Afrykanów, ale chodzi o Afrykanerów (Burów). Str. 363 – „To właśnie to futurystyczne społeczeństwo zostało uroczo skarykaturowane w kreskówce Flintstonowie, opowiadającej o rodzinie z przedmieścia żyjącej w epoce kamienia pełnej przezabawnie anachronicznych technologii. Rzecz jasna, Fred Flintstone i jego przyjaciel Barney Rubble regularnie wyrywali się z domu od swoich żon – gospodyń domowych uwielbiających zakupy – i udawali się do Loży Wodnych Bawołów, co było ukłonem w stronę amerykańskiej obsesji na punkcie masonerii”, combo: Futurystyczne społeczeństwo pokazuje inna kreskówka, z tego samego studia: Jetsonowie [The Jetsons] (1962-1963, 1985-1987). Flintstonowie [The Flintstones] (1960-1966) oddają realia końcówki lat 50. i pierwszej połowy kolejnej dekady, kojarzą się z sitcomem The Honeymooners (1955-1956),które były podstawą dla Miodowych lat (1998-2004). Mamy tutaj konsumencie społeczeństwo wzorowane na amerykańskim, korzystające z udogodnień znanych twórcom (i to właśnie w tej animacji bawi). Klub Wodnych Bawołów, bardziej niż z masonerią, kojarzy się z bractwami powoływanymi do życia dla zabawy, w barach i na uczelniach, powiązanymi z lokalnymi klubami sportowymi (https://flintstones.fandom.com/wiki/Loyal_Order_of_Water_Buffaloes). Str. 368 – „Francja była największą siłą w większości Bliskiego Wschodu […]” – obecność Francuzów w regionie ograniczała się do mandatu Syrii i Libanu po I wojnie światowej, wcześniej Napoleon próbował zawojować mamelucki Egipt (1798),ale finalnie zawładnął nim Albion. Zdecydowanie więcej do powiedzenia mieli Brytyjczycy, którzy rozdawali karty niemalże wszędzie: w Arabii, Iraku, Egipcie, Palestynie, na Cyprze, oraz mieli wpływ na politykę Persji. Francuzi organizowali średniowieczne krucjaty, trochę rozrabiali na terenie Lewantu, ale nie mieli nigdy dominującej pozycji. Str. 406 – „(Jest to odniesienie do […] zmiażdżenia przez radziecką inwazję Praskiej Wiosny w 1968 roku)” – to była interwencja Związku Radzieckiego i państw „wasalnych” – NRD, Bułgarii, Węgier i Polski – w ramach Układu Warszawskiego. + UWAGI TECHNICZNE: str. 14 i dalsze – braterstwo (bractwo? Tłumaczka używa słowa „braterstwo” jak synonimu bractwa lub praktyki stowarzyszeniowej, które nie ma chyba konkretnego odpowiednika w polskim); str. 20 – reszta nas („reszta z nas” lub bez „nas”); str. 20 – ich-ich (drugie do skasowania); str. 25 – poproszony (tu: proszony); str. 51 – zbędne „jednak” (zdanie nie neguje wcześniejszego); str. 55 – pokolenie (dekady, „pokolenia” użyto tak, jakby to była miara czasu...); str. 59 – gospody (grupy z… autor wymienia loże zgromadzone w jednym lokalu, których nazwy wywodzą się od miejsc spotkań); str. 66 – fragmentów-fragmentów; str. 69 – geometrycznie (perspektywicznie); str. 75 – wyznań faworyzowanych (wyznania faworyzowanego); str. 79 – interesowało (interesowano?); str. 80 – zamiast kropki powinien być średnik (zamiast dwóch zdań – jedno z wtrąceniem); str. 104 – „Francuskie władze wybaczyły mu te ekscesy, dopiero gdy zaczął szantażować je kompromitującymi dokumentami” – przecinek powinien być po „dopiero”; str. 121 – zagłębiał się w pracach (?); str. 147 – w tekście pada, że kotlarze wywodzą się „prawdopodobnie” od trinitari, dalej jednak nie ma już żadnego trybu przypuszczającego i padają konkretne informacje (w takim wypadku, to ostrożne „prawdopodobnie” powinno zostać pominięte); str. 149 – dobre gadane (dobrą gadane); str. 151 – chęciom (tu: życzeniom, pragnieniom); str. 171 – „Morzem Śródziemnomorskim” (Morzem Śródziemnym); str. 189 – jednak (zbędne – do skasowania); str. 201 – zbędne „ich”; Str. 203 – „Prince Hall bezskutecznie próbował pojednać się z białą masonerią w Stanach Zjednoczonych do końca swych dni” (Prince Hall bezskutecznie, do końca swych dni, próbował pojednać się z białą masonerią w Stanach Zjednoczonych – inny szyk zdania byłby korzystniejszy); str. 211 – sprawiedliwości (niesprawiedliwości); str. 213 – zbędne „tę”; str. 220 – ich-ich (drugie „ich” do skasowania); str. str. 248 – swoje-swojego („swojego” zbędne); str. 250 – „odnośnie do wyznań” (odnośnie wyznań); str. 257 – jego (jej – loża r.ż.); str. 258 – zbędne „nawet”; str. 268 – „Kiedy zatem Rudyard Kipling został masonem, wolnomularstwo było na swojej długiej i powolnej drodze dostosowania się do panujących wokół warunków” (Kiedy zatem Rudyard Kipling został masonem, wolnomularstwo było na swojej długiej i powolnej drodze adaptacji do panujących wokół warunków – wystarczy zmienić dwa wyrazy na jeden adekwatny, i zdanie nie jest już kalekie); str. 290 – pominięte „on”; str. 291 – brakuje słowa „była”; str. 294 – „Żydzi w tajemnicy świętowali »swoją Wielkanoc« ofiarą z chrześcijańskiego dziecka, którego krew była dodawana do mac przygotowywanych na Paschę” – skoro wspomniano już o jakie święto chodzi końcówka („przygotowywanych na Paschę”) jest zbędna; str. 307 – „lubował się brutalnością” (lubował się w brutalności, cechował się brutalnością); str. 314 – rozpowiadał (tu: rozpowszechniał); str. 323 – nie-Żydzi (nie-Niemcy lub Żydzi – pomyłka tłumaczki?); str. 330 – prędko (tu: szybko); str. 343 – „jego niechęć do wolnomularstwa zawsze była podporządkowana jego strategicznym celom […]” (drugie „jego” do skasowania); str. 347 – loży (lóż); str. 361 – wszechobecne oko (wszechwidzące); str. 366 – „Domniemany model [świątyni Salomona]” – tj. makieta przedstawiająca artystyczną wizję świątyni; str. 385 – przeciwko (przeciwny); str. 388 – jego-jego (drugie zbędne, oczywistym jest, że ekstradycja odnosi się do tej konkretnej jednostki); str. 395 (podpis pod fotografią) – Tink Anselśi (Tina Anselmi); str. 400 – „dlaczego kobiety są takie inne […]” (tu, z uwagi na konstrukcję zdania: takie odmienne); str. 409 – swoich-swego (pierwsze powinno być zastąpione przez „tych”); str. 415 – „w mieście Hammerfest w Norwegii, głęboko na kole podbiegunowym” (daleko za kołem podbiegunowym/kręgiem polarnym – mowa o równoleżniku, wyimaginowanym kręgu).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na62 lata temu
Brudne lata trzydzieste. Opowieści o wielkich burzach pyłowych Timothy Egan
Brudne lata trzydzieste. Opowieści o wielkich burzach pyłowych
Timothy Egan
W historii Stanów Zjednoczonych lata 30. XX wieku kojarzą się przede wszystkim z Wielkim Kryzysem. Czarny Czwartek i krach nowojorskiej giełdy w 1929 roku powszechnie przyjmowany jest jako kluczowy moment dla załamania się amerykańskiej ekonomii, co następnie uderzyło rykoszetem w resztę wciąż rachitycznych po I wojnie światowej gospodarek szeroko rozumianego Zachodu. Na fali rozlewającego się kryzysu, i związanego z nim zamętu politycznego, zyskali głównie wszelkiego rodzaju radykalni populiści, z których najbardziej znanym przykładem był oczywiście Adolf Hitler w Niemczech. Ale to było w Europie. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych szalejący kryzys przejawił się jako miliony osobistych tragedii - z dnia na dzień Amerykanie tracili oszczędności życia, następnie pracę, a w końcu poczucie własnej wartości. Ulice największych metropolii zapełnili mężczyźni dzierżący w bezczynnych dłoniach kartony z wypisaną prośbą o jakiekolwiek zatrudnienie. Nie lepiej było na amerykańskiej prowincji, gdzie kryzys uderzył w farmerów, gwałtownie zmniejszając ich dochody. Jakby tego było mało, kryzysowe lata trzydzieste zbiegły się w Stanach Zjednoczonych z ogromną katastrofa ekologiczną, którą nazwano Dust Bowl. Timothy Egan, amerykański pisarz i dziennikarz, zaprasza nas w swojej książce w samo serce pyłowego dustera. W sumie dobrze się złożyło, że sięgnąłem po „Brudne lata trzydzieste”, gdyż od dawna na mojej liście książek do przeczytania znajdują się „Grona gniewu” Steinbecka, więc teraz będę miał dokładniejszy ogląd, jakie było dziejowe tło tej jednej z najgłośniejszych powieści amerykańskiej literatury. Wydaje mi się jednak, że przypadek burz piaskowych z okresu Dust Bowl jest stosunkowo słabo znany poza samymi Stanami. Ja osobiście niewiele o nich słyszałem, więc lektura książki Egana była dla mnie bardzo odkrywcza. Swoją drogą zjawisko to nie jest nam tak całkowicie obce, gdyż dość regularnie znad Sahary docierają nad Europę masy powietrza, niosące ze sobą żółtawe drobinki pustynnego pyłu. To zmora głównie właścicieli samochodów, szczególnie tych wrażliwych na estetykę swojego pojazdu, ale - poza zapaskudzoną karoserią i zabrudzonymi szybami - zjawisko to raczej nie pociąga za sobą głębszych dla nas konsekwencji. Zupełnie inaczej było na amerykańskich Wielkich Równinach, gdzie w latach trzydziestych doszło do powstawania tzw. dusterów, a więc nawracających, potężnych burz pyłowych, które najmocniej dotknęły pogranicze stanów Teksas i Oklahoma (Panhandle),a także hrabstwa w Kansas, Nebrasce, Colorado i Nowym Meksyku. Ich apogeum była „Czarna Niedziela” z 14 kwietnia 1935 rok, gdy ogromne masy pyłu dotarły na Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Wielu Amerykanów mogło wtedy na własnej skórze poczuć armagedon, jaki rozgrywał się regularnie w innej części ich ogromnego kraju. Zatem temat do dziennikarskiej opowieści wydaje się być niezwykle interesujący. Jak poradził z nim sobie Timothy Egan? Myślę, że bardzo dobrze. Swoją opowieść o epoce brudnych lat trzydziestych roztacza na przykładzie kilkunastu wybranych bohaterów, żyjących w tamtym okresie. Warto przy okazji zwrócić uwagę, że choć książka ta ukazała się na polskim rynku całkiem niedawno (rok wydania 2021),to sam reportaż nie jest nowością wydawniczą, gdyż w Ameryce ukazał się w roku 2006. A więc autor „złapał” naprawdę ostatni moment, aby zebrać jeszcze wspomnienia ostatnich żyjących świadków tamtych traumatycznych wydarzeń. Z reguły mieli oni wtedy kilka lub kilkanaście lat, ale zachowali nie tylko własne wspomnienia, ale także wspomnienia swoich rodziców i dziadków, którym przyszło zmierzyć się z tą jedyną w swoim rodzaju ekologiczną katastrofą. W swojej opowieści Egan stosuje ujęcie chronologiczne, a więc zanim przechodzi do opisania samego zjawiska, najpierw dokładnie relacjonuje jego przyczyny. A w tym wypadku był to amerykański pęd do zagospodarowania interioru. Przed przybyciem do Nowego Świata Europejczyków, obszar Wielkich Równin był oceanem traw, na którym królowały liczne stada bizonów oraz polujący na nie Indianie. A jeśli konkwistadorzy przywieźli ze sobą cokolwiek dobrego, to był to z pewnością koń, o którego zaletach rychło przekonali się koczowniczy mieszkańcy Północnej Ameryki. To właśnie koń pozwolił Indianom opanować prerie i jeszcze bardziej pogłębił ich egzystencjalną więź ze stadami bizonów. I było tak do czasu, aż młode państwo amerykańskie rozpoczęło swoją ekspansję w głąb kontynentu. Szczytowym momentem tej ekspansji była druga połowa wieku XIX, gdy dzielono ogromne połacie wolnej ziemi między napływających imigrantów, a czerwonoskórych, ich dotychczasowych użytkowników, przymusowo spychano do rezerwatów. Jednak prawdziwe przyczyny późniejszego kryzysu ekologicznego leżą w gwałtownie postępującej mechanizacji rolnictwa, do której doszło na początku XX wieku (traktory, pługi, silniki elektryczne itp.). Rewolucja ta pozwalała farmerom zmienić rachubę prac z dni na godziny, a to z kolei przekładało się na wyższe plony, gdyż pojedyncze gospodarstwo mogło obrobić w tym samym czasie zdecydowanie większy areał gruntów. Wolnorynkowa gospodarka nastawiona na szybki zysk wkroczyła na Wielkie Równiny, co przy sprzyjającej koniunkturze lat 20. XX wieku, gdy wygłodniała Europa pragnęła pszenicznego ziarna, pozwoliło osiągać w ciągu kilku sezonów bajeczne wręcz zyski. Zdawałoby się, że oto powstał nowy spichlerz świata. Ale, jak wspomniałem na wstępie, przyszedł Wielki Kryzys, ceny ziarna spadały na łeb, na szyję, a obciążeni kredytami na zakupione maszyn rolnicy mieli do spłacenia kolejne raty pożyczek. Ich odpowiedzią było zatem zwiększenie ilości gruntów ornych Wielkich Równin, aby poprzez zwiększenie produkcji utrzymać dotychczasowe dochody. Zapewne ówczesna nauka ekonomiczna znała już teorie popytu i podaży, ale wiedza ta nie była jeszcze powszechna, a na pewno nie dotarła na głębokie południe Stanów Zjednoczonych, gdzie farmerzy, gwałtownie zwiększając produkcję, dodatkowo obniżali i tak już niskie ceny zboża, które potem zalegało w silosach i składniach kolejowych. Nikt go nie chciał, choć, paradoksalnie, wielkie miasta amerykańskie głodowały. Ale nie o tym w sumie miałem pisać. Katastrofalnym efektem zwiększenia areałów i rabunkowego wręcz rolnictwa była postępująca erozja słabych gleb preriowych. Resztę dopełniły prądy powietrza, które biegły z północy na południe, wzdłuż górskiego pasam Kordylierów. Gdy nastała susza, wiatr wzbijał w powietrze drobinki nieosłoniętej teraz roślinnością ziemi, przyspieszając jej erozję, co z kolei przełożyło się na kolejne tysiące ton piachu, ulatującego w powietrze. A co raz się wzbiło do góry, gdzieś musi przecież opaść. Słowa nigdy zapewne nie oddadzą w pełni grozy i uciążliwości tamtych lat, dlatego warto poszukać zdjęć z epoki dostępnych w sieci, które to dopiero pozwalają w pełni zrozumieć, czym był duster. Ale amerykański pisarz wielokrotnie daje opisowe wyobrażenia tego zjawiska, a słowa „pył”, „piach”, „brud” itp. wielokrotnie przewijają się w jego narracji. Tak sobie pomyślałem, że kolejne opisy pyłowej nawałnicy mogą wydawać się nieco kręceniem się w kółko ze strony pisarza, ale potem doszedłem do wniosku, że jednak jest to potrzebne, bo taka była przecież rzeczywistość ludzi zamieszkujących obszary dotknięte Dust Bowl. Wszędobylski pył był tam bowiem codziennością: był na polu/na dworze, był wewnątrz domu, był także w samym człowieku - w nosie, zatokach, płucach i innych organach wewnętrznych - co przekładało się na epidemię chorób układu oddechowego i podwyższony współczynnik śmiertelność, szczególnie pośród niemowląt i dzieci. Wydaje mi się, że autorowi udało się dostatecznie przekonując oddać uciążliwość opisywanego zjawiska, dzięki czemu jesteśmy w stanie lepiej wczuć się w życie w tak ekstremalnych warunkach. Sprzyja temu także to, iż Egan swoją opowieść oparł na losach autentycznych świadków tamtych wydarzeń. To zawsze przemawia do odbiorcy mocniej, gdy możemy towarzyszyć jednostkowemu bohaterowi, który przekazuje swoje uczucia, marzenia, sympatie lub popełniane błędy. Ujęcie statystyczne obdarłoby tę największą katastrofę ekologiczną w historii Stanów Zjednoczonych z jej niezwykłego dramatyzmu. Ciekawym pomysłem było także zamieszczenie pod koniec opowieści autentycznych fragmentów dziennika z epoki, autorstwa amerykańskiego farmera, Dona Hartwella, w których zapisywał on osobiste refleksje i przemyślenia związane z okresem Dust Bowl. Nadaje to zakończeniu mocno pesymistycznego wydźwięku, unaoczniając rozmiar ludzkiej tragedii, jaka miała ówcześnie miejsce. „Brudne lata trzydzieste” okazały się być bardzo przyjemną lekturą. Może pewne kwestie dałoby się nieco bardziej skondensować, ale nie sposób odmówić autorowi dużego talentu literackiego, który wykorzystał do odmalowania dramatu wywołanego przez krótkowzroczną działalność człowieka. Niestety, ale zakończenie opowieści o wielkich burzach piaskowych nie napawa optymizmem. Choć epoka wielkich dusterów odeszła (na razie) w zapomnienie, to jednak kolejne pokolenia mieszkańców Równin niewiele nauczyły się z lekcji, jaką Matka Natura dała ich przodkom. Pisarz relacjonuje, że aktualnie wiele farm korzysta ze stacji pomp, które wydobywają zapasy wody podziemnej z wielkiego zbiornika Ogallala, z którego woda wypompowywana jest szybciej niż jest w stanie w sposób naturalny się uzupełnić. A to może być zapowiedź kolejnej katastrofy, gdy zapas wody podskórnej po prostu zniknie. Zresztą co tu dużo mówić, skoro wiele z drzew nasadzonych w okresie New Deal (autor ma wyraźnie bardzo pozytywny stosunek do prezydenta Roosevelta),które miały chronić glebę przed podmuchami wiatru, zostało rychło wyciętych pod uprawy, gdy tylko spadł z nieba upragniony deszcz. Historia brudnych lat trzydziestych wymaga zatem ciągłego przypominania, szczególnie gdy na popularności zyskuje hasło „Drill, baby, drill”.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na84 miesiące temu
Świat według pszczół Sarah Hambro
Świat według pszczół
Sarah Hambro
„Świat według pszczół” autorstwa Sarah Hambro to fascynująca podróż przez świat tych małych stworzeń w czarno-żółte paski, która w sposób przystępny łączy biologię, historię, kulturę i ekologię. Książka jest odpowiedzią na rosnące zainteresowanie pszczelarstwem, ochroną środowiska oraz zdrowym stylem życia. Sarah Hambro, będąca dziennikarką z Oslo, podjęła się zadania przedstawienia pszczół w różnych kontekstach – biologicznym, historycznym i kulturowym, przedstawia ona głębsze spojrzenie na relację między ludźmi a tymi ważnymi owadami, ukazując ich znaczenie dla środowiska i naszego społeczeństwa. Jednak, jak sama podkreśla, nie jest to podręcznik pszczelarza ani oparta na własnych badaniach książka, a raczej zbiór ciekawostek, które rzucają nowe światło na pszczoły. Autorka zaczyna od przedstawienia biologii pszczół, opisując ich cykl życia, rolę w ulu oraz zorganizowanie roju. Przekazuje informacje fachowe, ale robi to w sposób przystępny, dzięki czemu czytelnik może z łatwością zanurzyć się w fascynującym świecie pszczół miodnych. Jednak tak jak zostało wcześniej wspomniane, „Świat według pszczół” to nie jest suchy podręcznik – jest to przede wszystkim zbiór ciekawostek, anegdot i refleksji na temat uczłowieczenia pszczół. Warto tutaj zaznaczyć, że książka jest podzielona na rozdziały i każdy z nich dotyczy innych zagadnień — od opisu „krótkiego życia pszczół” aż po zagadnienia związane z ewolucją czy leczniczego działania miodu. Hambro w swojej książce podkreśla, że nasza relacja z pszczołami sięga głęboko w naszą historię. Pszczoły, zwłaszcza te miodne, były nieodłączną częścią naszego życia przez wieki. Autorka przekonuje, że nasze rozumienie pszczół jest ściśle związane z naszym rozumieniem świata i samych siebie. W społeczeństwie pszczół odnajdujemy elementy naszego własnego społeczeństwa, przypisując pszczołom cechy moralne i od wieków wykorzystując je jako wzorce do naśladowania. Książka Sarah Hambro to także podróż przez historię poznawania pszczół. Autorka przedstawia kluczowe postacie, takie jak Arystoteles, Swammerdam, Huber i von Frisch, którzy mieli kluczowy wpływ na rozwój naszej wiedzy o tych owadach. Opisuje ich badania, odkrycia i czasem dziwaczne teorie, które były wyrazem ówczesnej niewiedzy i ograniczonych źródeł na temat pszczół. Interesującym aspektem książki jest także spojrzenie na kulturowe znaczenie pszczół. Autorka analizuje, jak pszczoły i miód wpisały się w naszą kulturę, od starożytności po współczesność. Równocześnie Hambro zwraca uwagę na obecne zagrożenia dla pszczół, takie jak klimat, rozwój zrównoważony i śmiertelność pszczół, apelując o bardziej odpowiedzialne podejście do tych istot. Publikacja ,,Świat według pszczół" autorstwa Sarah Hambro, mimo wielu ciekawych informacji na temat pszczół, niestety momentami traci się w narracji i stylistyce. Autorka stworzyła zbiór anegdot i ciekawostek, jednakże informacje fachowe są przerywane fragmentami bardziej literackimi, co prowadzi do pewnego rozproszenia treści. Podsumowując, "Świat według pszczół" autorstwa Sarah Hambro to książka skupiająca się na fascynującym świecie pszczół i ich znaczeniu dla ludzkości. Autorka eksploruje różnorodne aspekty życia pszczół, od ich biologii po wpływ na ekosystemy i gospodarkę. To książka, która zmusza nas do zastanowienia się nad naszym miejscem w przyrodzie i naszą odpowiedzialnością za ochronę tego kruchego ekosystemu.
WiktoriaKrawczyk Krawczyk - awatar WiktoriaKrawczyk Krawczyk
ocenił na72 lata temu
Czarne lato. Australia płonie Szymon Drobniak
Czarne lato. Australia płonie
Szymon Drobniak
(#planetaksiążek) Katastrofa jest już, a koniec świata właśnie się zaczął – to mało optymistyczne założenie przebija niemal z każdej strony książki Drobniaka i jest to zdecydowanie lektura, która boli i uwiera. Autor nie daje czytelnikowi złudnych nadziei – zgotowaliśmy sobie los, którego nie da się już odwrócić, a na który mocno zapracowaliśmy. To nie jest jednak tylko publicystyczny głos w sprawie katastrofy klimatycznej, całe zjawisko jest bowiem nakreślone z rożnych perspektyw, a punktem wyjścia są apokaliptyczne wręcz pożary, które nawiedziły Australię na przełomie 2019 i 2020 roku. Skala zniszczeń była niespotykana (choć autor stawia dramatyczną hipotezę, że to zaledwie przygrywka do jeszcze gorszych kataklizmów w niedalekiej przyszłości),a z ich konsekwencjami Australijczycy zmagają się do dziś. Drobniak poświęca jednak więcej miejsca niż samej katastrofie (co dla wielu czytelników jest pewną słabością książki) temu, co do niej doprowadziło. Tropiąc przyczyny sięga do historii kontynentu, dochodząc do mechanizmów współczesnej sceny politycznej – te partie książki są pozornie mniej ciekawe, niż portret znajdującego się na krawędzi zniszczenia świata przyrody, jednak bardzo dużo mówią o sposobie funkcjonowania nowoczesnego, bogatego państwa, jakim jest Australia. W tej demitologizacji wyobrażonego raju „Czarne lato” przypomina nieco „27 śmierci Toby'ego Obeda” Joanna Gierak-Onoszko, choć obaj autorzy skupiają się na zupełnie innych elementach. Siłą reportażu Drobniaka jest poczucie, że autor dobrze wie, o czym mówi – jest naukowcem, cechuje go analityczne spojrzenie i mimo w naturalny sposób narzucających się emocji udaje mu się zachować obiektywny ton – szkoda tylko, że sama książka... jest zbyt krótka, nie wszystkie wątki i motywy są bowiem równie pogłębione. Jakkolwiek to wciąż jeden z ciekawszych tekstów portretujących stopniowy zmierzch współczesnego świata, a przy okazji bardzo ciekawy obraz Australii – kraju nowoczesnego i bogatego, a równocześnie nie mogącego sprostać zagrożeniom o pierwotnym wręcz wymiarze oraz unikalnej przyrodzie, którą możemy bezpowrotnie utracić.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki O wilkach i ludziach

Więcej
Barry Lopez O wilkach i ludziach Zobacz więcej
Barry Lopez O wilkach i ludziach Zobacz więcej
Barry Lopez O wilkach i ludziach Zobacz więcej
Więcej