Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę

Okładka książki Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę autorstwa Andrea Broccardo, Kieron Gillen, Angel Unzueta
Okładka książki Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę autorstwa Andrea Broccardo, Kieron Gillen, Angel Unzueta
Kieron GillenAngel Unzueta Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Star Wars Komiks (tom 33) Seria: Kanon Star Wars - komiksy [Egmont] komiksy
132 str. 2 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Star Wars Komiks (tom 33)
Seria:
Kanon Star Wars - komiksy [Egmont]
Data wydania:
2021-09-22
Data 1. wyd. pol.:
2021-09-22
Liczba stron:
132
Czas czytania
2 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328149458
Tłumacz:
Jacek Drewnowski
Seria książek dla miłośników komiksu i fanów świata Star Wars. Do 148 stron z najnowszymi komiksami Star Wars, wydawanymi od 2015 roku przez wydawnictwo Marvel Comics. W każdym tomie prezentowane są zamknięte opowieści obrazkowe, tworzone przez najlepszych scenarzystów i rysowników. Wszystkie komiksy w magazynie należą do obowiązującego kanonu uniwersum Gwiezdnych wojen i wzbogacają dzieje odległej galaktyki o nowe przygody bohaterów i czarnych charakterów, zarówno znanych z oryginalnej trylogii o zmaganiach Rebelii z Imperium, jak i z nowych filmów o walce Ruchu Oporu z Najwyższym Porządkiem.

Mimo jednej z największych klęsk Rebelii, Leia Organa i inni przywódcy i bohaterowie Sojuszu nie załamują rąk. Z pomocą nowych sprzymierzeńców gotowi są podjąć działania zaczepne i znowu przenieść walkę na terytorium wroga, by uderzyć Imperium tam, gdzie naprawdę zaboli. Przy okazji nadarza się okazja do odwetu za haniebną zdradę ze strony królowej planety Shu-Torun...
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę

Średnia ocen
6,6 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę

avatar
171
161

Na półkach: ,

„Zemsta za zdradę” to mroczniejszy i bardziej emocjonalny tom komiksowej serii Star Wars. Historia skupia się na konsekwencjach zdrady i pokazuje, jak cienka bywa granica między sprawiedliwością a pragnieniem odwetu. To opowieść, w której emocje bohaterów są równie ważne jak sama akcja.

Fabuła rozwija się wokół konfliktów wewnętrznych i utraconego zaufania. Bohaterowie muszą zmierzyć się z poczuciem winy, gniewem oraz potrzebą wyrównania rachunków. Zemsta nie jest tu pokazana jako coś bohaterskiego, lecz jako siła, która może prowadzić do kolejnych strat i błędnych decyzji.

Tempo historii jest dobrze wyważone obok dynamicznych scen walki pojawiają się momenty ciszy i refleksji. Dzięki temu czytelnik lepiej rozumie motywacje postaci i skutki ich działań. Komiks nie stawia prostych odpowiedzi, lecz zmusza do zastanowienia się nad tym, czy zemsta rzeczywiście przynosi ulgę.

Warstwa graficzna podkreśla ciężki klimat opowieści. Dominują ciemniejsze barwy i ostre kontrasty, które wzmacniają napięcie i poczucie zagrożenia. Kadry są czytelne, a emocje bohaterów wyraźnie zaznaczone w mimice i gestach.

Podsumowując:
„Zemsta za zdradę” to tom skierowany do czytelników, którzy lubią bardziej poważne i psychologiczne historie w świecie Star Wars. Pokazuje, że największe bitwy często toczą się nie w kosmosie, lecz wewnątrz bohaterów.

„Zemsta za zdradę” to mroczniejszy i bardziej emocjonalny tom komiksowej serii Star Wars. Historia skupia się na konsekwencjach zdrady i pokazuje, jak cienka bywa granica między sprawiedliwością a pragnieniem odwetu. To opowieść, w której emocje bohaterów są równie ważne jak sama akcja.

Fabuła rozwija się wokół konfliktów wewnętrznych i utraconego zaufania. Bohaterowie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1401
1352

Na półkach:

Gwiezdne Wojny są marką nieśmiertelną, jednak dla mnie obecnie już zbyt mocno wyeksploatowaną. Wracam nadal do pewnych gier z tego uniwersum, w tym głównie do Jedi Academy oraz Battlefront 2 (tego starego),wracam do części filmów i komiksów, ale z nowymi odsłonami mam pewien kłopot. Z jednej strony to wszystko już było, z drugiej mamy znacznie większy poziom głupoty niż zwykle. Ja wiem, że to uniwersum nigdy nie było blisko z logiką, jednak pewnych granic się nie przekraczało. Tymczasem obecne komiksy są jak filmowe epizody VII-IX, gdzie głupota goni głupotę.

Teoretycznie całość ma sens. Leia i Rebelia chcą zemsty na księżniczce Trios, władczyni Shu-Torun i przy okazji mocno nadwyrężyć ekonomię Imperium. Oczywiście mamy gadkę propagandową, gdzie usprawiedliwia się całą akcję i wcale nie chodzi tutaj o zemstę. Aha, jasne. Zatem Rebelia zbiera drużynę, rusza na łowy ostatecznie lądując na planecie, której stabilność jest sztucznie utrzymywana. Tak, Shu-Torun bez pomocny bardzo zaawansowanej technologii w zasadzie rozpadłaby się na kawałki, zatem Leia i jej ekipa chcą tą technologie uszkodzić. Nie ma to rozwalić planety, ale zmusi jej mieszkańców do opuszczenia ich macierzystego świata (cóż za szlachetność). Jednak jak zwykle w tego opowieściach bywa, coś musi pójść nie tak.

Wydaje wam się, że na końcu powyższego akapitu dałem spoiler? Otóż nie, bo tego wszystkiego dowiadujemy się na początku komiksu. Cała reszta to po prostu rozwinięcie tego na zasadzie - odgrzejmy starego kotleta, którego nie ma sensu doprawiać, bo ludzie i tak go kupią. Na tym właśnie polega problem tego tomu. Nawet nie próbuje eksperymentować, bawić się z czytelnikiem czy go zwodzić. Nie. Od razu wywala się kawę na ławę i nikt z scenarzystów nie przejmuje się jej obrzydliwym zapachem. Wygląda ładnie? Wygląda, to po co drążyć temat.

Męczy mnie to w obecnych historiach Star Wars i poważnie zastanawiam się czy będę się brał za nowe komiksy z tego uniwersum w przyszłym roku. W tym jeszcze chcę poczytać obecne serie, ale nie ukrywam mego zmęczenia notorycznym wałkowaniem dosłownie tego samego. Z podobnych pobudek porzuciłem już wiele serii w uniwersach Marvel czy DC, bo po prostu nie było tam absolutnie niczego nowego. Boję się, że Star Wars dosięgła ta sama choroba. Szkoda.

Gwiezdne Wojny są marką nieśmiertelną, jednak dla mnie obecnie już zbyt mocno wyeksploatowaną. Wracam nadal do pewnych gier z tego uniwersum, w tym głównie do Jedi Academy oraz Battlefront 2 (tego starego),wracam do części filmów i komiksów, ale z nowymi odsłonami mam pewien kłopot. Z jednej strony to wszystko już było, z drugiej mamy znacznie większy poziom głupoty niż...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
376
89

Na półkach:

Jeden z lepszych tomów. Wysoka stawka i napięcie od początku do końca. Rzadko kiedy, jakiś komiks wywołuje u mnie tego typu doznania.

Jeden z lepszych tomów. Wysoka stawka i napięcie od początku do końca. Rzadko kiedy, jakiś komiks wywołuje u mnie tego typu doznania.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

66 użytkowników ma tytuł Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę na półkach głównych
  • 52
  • 14
50 użytkowników ma tytuł Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę na półkach dodatkowych
  • 28
  • 6
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Przeznaczenie X - Grzechy Sinistera Al Ewing, Kieron Gillen, Paco Medina, Lucas Werneck, Andrea di Vito
Ocena 5,0
Przeznaczenie X - Grzechy Sinistera Al Ewing, Kieron Gillen, Paco Medina, Lucas Werneck, Andrea di Vito
Okładka książki Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men Michele Bandini, Kieron Gillen, Lucas Werneck
Ocena 6,9
Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men Michele Bandini, Kieron Gillen, Lucas Werneck
Okładka książki Sądny dzień Ivan Fiorelli, Kieron Gillen, Valerio Schiti, Dustin Weaver
Ocena 6,6
Sądny dzień Ivan Fiorelli, Kieron Gillen, Valerio Schiti, Dustin Weaver
Okładka książki Przedwieczni Kieron Gillen, Esad Ribić, Guiu Vilanova
Ocena 6,8
Przedwieczni Kieron Gillen, Esad Ribić, Guiu Vilanova
Okładka książki We Called Them Giants Kieron Gillen, Stephanie Hans
Ocena 5,0
We Called Them Giants Kieron Gillen, Stephanie Hans
Okładka książki Raz i na zawsze, tom 5: Jałowa ziemia Kieron Gillen, Dan Mora
Ocena 7,1
Raz i na zawsze, tom 5: Jałowa ziemia Kieron Gillen, Dan Mora
Okładka książki Star Wars: Z pewnego punktu widzenia. 40 opowiadań na 40-lecie Nowej nadziei Ben Acker, Renée Ahdieh, Tom Angleberger, Ben Blacker, Jeffrey Brown, Pierce Brown, Meg Cabot, Rae Carson, Adam Christopher, Zoraida Córdova, Delilah S. Dawson, Kelly Sue DeConnick, Paul Dini, Ian Doescher, Ashley Eckstein, Matt Fraction, Alexander Freed, Jason Fry, Kieron Gillen, Christie Golden, Claudia Gray, Pablo Hidalgo, Emily Kate Johnston, Paul S. Kemp, Mur Lafferty, Ken Liu, Griffin McElroy, John Jackson Miller, Nnedi Okorafor, Daniel José Older, Mallory Ortberg, Beth Revis, Madeleine Roux, Greg Rucka, Gary D. Schmidt, Cavan Scott, Charles Soule, Sabaa Tahir, Elizabeth Wein, Glen Weldon, Richard William Wheaton, Gary Whitta
Ocena 6,7
Star Wars: Z pewnego punktu widzenia. 40 opowiadań na 40-lecie Nowej nadziei Ben Acker, Renée Ahdieh, Tom Angleberger, Ben Blacker, Jeffrey Brown, Pierce Brown, Meg Cabot, Rae Carson, Adam Christopher, Zoraida Córdova, Delilah S. Dawson, Kelly Sue DeConnick, Paul Dini, Ian Doescher, Ashley Eckstein, Matt Fraction, Alexander Freed, Jason Fry, Kieron Gillen, Christie Golden, Claudia Gray, Pablo Hidalgo, Emily Kate Johnston, Paul S. Kemp, Mur Lafferty, Ken Liu, Griffin McElroy, John Jackson Miller, Nnedi Okorafor, Daniel José Older, Mallory Ortberg, Beth Revis, Madeleine Roux, Greg Rucka, Gary D. Schmidt, Cavan Scott, Charles Soule, Sabaa Tahir, Elizabeth Wein, Glen Weldon, Richard William Wheaton, Gary Whitta

Czytelnicy Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę przeczytali również

Star Wars Komiks: Tom 9: Cztery opowieści Duane Swierczynski
Star Wars Komiks: Tom 9: Cztery opowieści
Duane Swierczynski Chuck Wendig Roland Boschi Cullen Bunn Leonard Kirk Jody Houser Fernando Blanco Andrea Broccardo Ario Anindito Andres Mossa
https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma Czas od poprzedniego, majowego wydania magazynu Star Wars Komiks zleciał jak z bicza strzelił. W moje ręce trafił kolejny zeszyt tym razem zawierający cztery krótsze niż zazwyczaj historie z naszego ulubionego uniwersum. Niestety szału nie ma. Historie zawarte w tym albumie prezentują nieznacznie, ale jednak, zróżnicowany poziom pod względem graficznym i scenariuszowym. To w zasadzie równia pochyła, zaczynamy od najlepszego komiksu "Technologiczny terror" kończąc na totalnej porażce w postaci "Misji specjalnej". Ta ostatnia opowieść poświęcona kolejnej przygodzie Poe Damerona jest tak mało znacząca i ciekawa, a w dodatku niezwykle paskudnie narysowana, że ciężko przez to przebrnąć, brr. Równie mało znacząca jest świetnie zapowiadająca się historia "Cassian i K-2SO" mająca ogromny potencjał, ale zmarnowana kiepskim scenariuszem. Dwie opowieści, w których występuje Darth Vader całkowicie mnie zadowoliły, może nie są to jakieś pogłębione scenariusze zdradzające wcześniej nam nieznane fakty z życia bohaterów, ale wypadają całkiem przyzwoicie. Reasumując - pozycja bardzo nieobowiązkowa. https://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2020/08/cztery-opowiesci-ze-swiata-star-wars.html
GrzegorzIgnacy - awatar GrzegorzIgnacy
ocenił na65 lat temu
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 1: Szczęście i los Alyssa Wong
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 1: Szczęście i los
Alyssa Wong Marika Cresta
Reaktywowane komiksowe „Gwiezdne wojny” to rozrywka przeznaczona przede wszystkim dla wiernych fanów wykreowanej przez George’a Lucasa marki. Komiksy trzech głównych serii („Star Wars”, „Darth Vader” i „Łowcy nagród”) były jak dotąd (na wysokości dwóch tomów zbiorczych każdej z nich) co najmniej przyzwoite, więc kontynuowanie tego trendu na łamach „Doktor Aphry” jawiło się wręcz jako obowiązek. Czy twórcom faktycznie udało się i kolejny cykl trzyma poziom? Na celownik Chelli Aphry trafia wyjątkowo interesujący artefakt. Pierścienie z Vaale są rzekomo przeklęte, ale pani archeolog nie wierzy w przesądy. Odnalezienie tych przedmiotów może być niezwykle opłacalne, ale wiodąca ku nim droga jest zarazem bardzo niebezpieczna. Aphra, jeśli chce odnieść sukces, musi zebrać taką drużynę, której niegroźne będą najciemniejsze zakamarki galaktyki. W swojej czytelniczej podróży jako fan uniwersum „Gwiezdnych wojen” dotarłem w końcu do początku czwartej dużej komiksowej serii. Egmont zaczął je wydawać w 2021 roku (choć omawiany album to akurat początek roku 2022) i ukazują się do dzisiaj. Nie czytałem ich na bieżąco, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Wracając jednak do meritum, „Doktor Aphra”, bo to o niej traktuje ta recenzja, z założenia jest tytułem lżejszym w wydźwięku. Tytułowa postać to pani archeolog o dość giętkim kręgosłupie moralnym. Wystarczy powiedzieć, że współpracowała m.in. z Darthem Vaderem i zakończyła ową kolaborację żywa. Poza tym ma tendencję do elastycznego podchodzenia do kwestii zaufania, co potrafi zrazić do niej najbliższych współpracowników. Taką kreuje ją Alyssa Wong. Na szczęście do tego zestawu niezbyt pozytywnych cech dodane jest coś ponad. W innym przypadku mielibyśmy do czynienia z kimś w rodzaju Jacka z Baśni, tyle że w spódnicy – bohaterką antypatyczną i irytującą. Tak jednak nie jest, bo Aphra ma w sobie niezaprzeczalny łotrzykowski urok, który sprawia, że możemy przymknąć oko na jej niezbyt kryształowy charakter. „Szczęście i los” jest komiksem, który skupia się przede wszystkim na akcji i rozrywce. I w zasadzie jest to wszystko całkiem angażujące – scenarzystka raczej nie nagina zbyt mocno zasad logiki, oferując nam po prostu atrakcyjną, całkiem emocjonującą historię, czerpiącą pełnymi garściami z przygód Indiany Jonesa, Lary Croft i Nathana Drake’a. Różnicą jest to, że omawiany komiks osadzony jest w kosmosie, ale jeśli chodzi o jego ducha, mamy do czynienia dokładnie z tym, o czym pisałem. Czy to źle? Absolutnie nie – jeśli czerpać inspirację, to od najlepszych. Przy okazji nie ma żadnej szansy, by ktokolwiek uznał, że Wong bezmyślnie kopiuje innych. Autorce do tego daleko, a zaproponowana przez nią opowieść po prostu bawi. Jakkolwiek warstwa fabularna robi dobre wrażenie, tak ilustracje niestety nieco odstają. Nie zawsze, ale Marika Cresta bywa niedokładna. Twarze, sylwetki, tła – te elementy w trakcie lektury potrafią się nieco „rozjechać”. To z kolei nie sprzyja płynności lektury. Negatywne wrażenie rozpływa się na szczęście w scenach akcji, które są generalnie przejrzyste (a to potrafi być sporą bolączką komiksów stricte rozrywkowych) i całkiem efektowne. Czwarta główna seria „Star Wars” od Marvela rozpoczyna się w całkiem dobrym stylu. Dostaliśmy komiks stricte przygodowy i rozrywkowy, który nie razi jednak zbytnio uproszczeniami i fabularnymi wytrychami. To rozrywka, która nie obraża inteligencji czytelnika i dobrze wpisuje się w Expanded Universe. Bawiłem się nieźle i mam nadzieję, że kolejne tomy tej serii będą równie angażujące. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/star-wars-doktor-aphra-tom-1-szczescie.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na68 miesięcy temu
Star Wars Komiks: Tom 3: Walka o kryształy Salvador Larroca
Star Wars Komiks: Tom 3: Walka o kryształy
Salvador Larroca Kieron Gillen
„Star Wars Komiks: Tom 3 Walka o kryształy” to opowieść osadzona między wydarzeniami z klasycznej trylogii, koncentrująca się na działaniach Imperium i rebelii w kontekście jednego z najcenniejszych strategicznych zasobów galaktyki: kryształów kyber. W tym tomie Kieron Gillen pokazuje, jak wojna o władzę sięga nie tylko planet i flot, ale też samego rdzenia tego, co daje moc broniom i mieczom świetlnym. Gillen umiejętnie łączy polityczną intrygę z akcją Rebelia staje przed trudnym wyborem, a bohaterowie muszą zdecydować, czy zwycięstwo usprawiedliwia ryzyko i ofiary. Komiks zmusza czytelnika do zadania pytania: czym różni się poświęcenie od manipulacji? Autor nie idealizuje żadnej strony konfliktu, pokazując, że nawet „dobra sprawa” może prowadzić do moralnych kompromisów. Rysunki Salvadora Larroki są charakterystyczne dla jego stylu: bardzo realistyczne, z dużą dbałością o szczegół i ekspresję postaci. Kadry są dynamiczne i filmowe trudno oprzeć się wrażeniu, że ogląda się storyboard do niepowstałego filmu Star Wars. Szczególnie dobrze wypadają sceny z udziałem Imperium: monumentalne wnętrza, sterylność technologii i kontrast między ogromem przestrzeni a małością jednostki. Tom jest przystępny dla czytelnika, który zna świat Star Wars, ale też wystarczająco samodzielny, by mogła się nim zainteresować osoba, która nie czytała poprzednich części. Nie ma tu dłużyzn to historia nastawiona na konsekwencje decyzji, nie na efektowne fajerwerki. Podsumowanie? To dojrzała i przemyślana historia o tym, czym kosztem zdobywa się siłę. Fani Star Wars znajdą tu zarówno emocjonującą akcję, jak i temat zmuszający do refleksji.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na65 miesięcy temu
Star Wars. Tom 2: Operacja Gwiezdny Blask Charles Soule
Star Wars. Tom 2: Operacja Gwiezdny Blask
Charles Soule Ramon Rosanas Jan Bazaldua
Pierwszy tom nowej inkarnacji „Star Wars” zrobił naprawdę dobre wrażenie, przywołując ducha klasycznej filmowej trylogii. Po jego lekturze byłem dobrej myśli co do kontynuacji, zwłaszcza, że na stanowisku scenarzysty pozostała ta sama osoba – Charles Soule. Czy coś mogło pójść nie tak? Oczywiście, że tak, ale na szczęście nie tym razem. „Operacja Gwiezdny Blask” jest dobra, choć mogła być jeszcze lepsza. Omawiany komiks to w zasadzie dwie oddzielne opowieści. Pierwsza, zatytułowana „Wola Tarkina” opowiada o losie protegowanej tytułowego moffa i przybliża nam tę nader interesującą postać. Druga, „Operacja Gwiezdny Blask”, to historia walki o przetrwanie Rebelii w obliczu odkrycia przez Imperium sposobu kodowania wiadomości organizacji dowodzonej przez Leię Organę i Mon Mothmę. Poprzednio do gustu bardzo mocno przypadł mi pomysł imperialnego statku, na którym służą żołnierze mający osobiste porachunki z Rebelią. Tym razem autor kreatywnie rozwija tę ideę, dodając do niej nowe elementy. Szczególnie dobrze wypada tu znakomita kreacja kapitan okrętu. Ellian Zahra to świetnie napisana postać, z gatunku tych „z krwi i kości”. Jej przeszłość, naznaczona atakiem Rebelii, w którym straciła oboje rodziców, wpłynęła na późniejsze poczynania i zdeterminowała dążenia. Gdyby nie ta tragedia, nie byłoby chęci odegrania się na Rebelii i późniejszej więzi z wielkim moffem. Protegowana Tarkina jawi się jako ktoś, kto potrafi dążyć do wyznaczonych celów z ogromną determinacją, ale jednocześnie nie bezrefleksyjnie. Soule kreśli to wszystko pewną ręką, dzięki czemu łatwiej jest zrozumieć, dlaczego kobieta tak mocno stara się przypodobać przełożonym. Większa część albumu to jednak tytułowa „Operacja Gwiezdny Blask” i to jest już komiks zauważalnie inny. Największy nacisk został w nim położony na akcję i to ona stoi na pierwszym planie w drugiej części woluminu. Ta zmiana nastroju jest początkowo odrobinę konfundująca i rozczarowująca, bo po emocjonalnych ciężarach dostajemy po prostu kosmiczną bitwę, jednak gdy pierwszy szok mija, okazuje się, że Soule także ten wątek prowadzi sprawnie i rzetelnie. Problemy, które mnoży przed Sojuszem Rebeliantów nie sprawiają wrażenia wydumanych i nie są jedynie wypełnieniem fabularnych białych kart Sagi. Choć wiemy, że opowieść musi skończyć się dobrze (wszak fabuła ulokowana jest między Epizodami V i VI, a co za tym idzie – główni bohaterowie muszą przeżyć),to i tak czuć w tym komiksie stawkę. A to nie było wcale takie oczywiste. Charles Soule ma dobrą rękę do postaci – o imperialnej komandor pisałem dwa akapity wyżej, ale także w późniejszej fazie albumu trafiają się osoby przyciągające wzrok. Dla mnie kimś takim był zwłaszcza Lando Calrissian, który na własne oczy zobaczył, że Rebelia potrafi być bardzo bezwzględna, także w stosunku do własnych sojuszników. Podoba mi się takie przypomnienie, że na wojnie nikt nie może pozostać stuprocentowo niewinny. Scenarzysta świetnie oddaje targające bohaterami – zarówno Landem, jak i innymi postaciami - emocje. Wybory, przed którymi stają, naprawdę wiele ważą. W materii scenariusza lepsze wrażenie robią dwa pierwsze zeszyty i tak samo prezentuje się warstwa graficzna. Ramon Rosanas rysuje w dość ostrym, ale zarazem precyzyjnym stylu, który przypadł mi do gustu. Gorzej prezentuje się kreska Jan Bazalduy, która jest uproszczona i momentami przypomina opowieści dla dzieci. Niespecjalnie wychodzi jej rysowanie twarzy – kilka postaci wygląda momentami inaczej niż się do tego przyzwyczailiśmy (Lando, Leia),co niestety rzuca się w oczy. Gdyby cały album utrzymany był na poziomie pierwszych dwóch zeszytów, wtedy mówilibyśmy o jednym z najlepszych komiksów w uniwersum „Star Wars”. Ale jego charakter zmienia się ze skierowanego wewnątrz na bardziej rozrywkowy, i wówczas opowieść nieco traci na jakości. Nadal mamy jednak do czynienia z tytułem dobrym, który dla fanów marki „Star Wars” będzie (dla mnie był) satysfakcjonującą lekturą. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/07/star-wars-tom-2-operacja-gwiezdny-blask.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na710 miesięcy temu
Star Wars: Vader na celowniku Robbie Thompson
Star Wars: Vader na celowniku
Robbie Thompson Clayton Cowles
Recenzja komiksu „Star Wars: Vader na celowniku” „Star Wars: Vader na celowniku” to kolejna odsłona komiksowego uniwersum Gwiezdnych Wojen, która skupia się na jednej z najbardziej kultowych postaci w historii popkultury – Darth Vaderze. Historia ta, stworzona przez Grega Paka i zilustrowana przez Rafaela Ienko, oferuje spojrzenie na mrocznego Lorda Sithów w sytuacji, w której nawet on staje się celem polowania. Czy Vader, znany z nieustępliwości i brutalnej siły, może znaleźć się w sytuacji zagrożenia? Fabuła Akcja komiksu rozgrywa się w czasach pomiędzy filmami „Imperium Kontratakuje” a „Powrót Jedi”. Darth Vader, jako prawa ręka Imperatora, nadal ściga rebeliantów, siejąc grozę w całej galaktyce. Tym razem jednak role się odwracają – to on staje się celem dobrze zorganizowanego i śmiertelnie niebezpiecznego polowania. Historię napędza konflikt między Vaderem a grupą łowców nagród oraz rebeliantów, którzy próbują wykorzystać rzadką okazję, aby pozbyć się jednej z największych ikon Imperium. Mimo że Vader wydaje się niezłomny i niepokonany, twórcy sprawnie budują napięcie, ukazując go w sytuacjach, które wymagają zarówno sprytu, jak i surowej siły. Styl i warstwa wizualna Rysunki Rafaela Ienko są jedną z najmocniejszych stron tego komiksu. Styl graficzny łączy dynamiczne ujęcia z mrocznym, ponurym klimatem, który idealnie oddaje charakter Vadera. Kadry pełne detali podkreślają monumentalną postać Lorda Sithów, a jednocześnie pozwalają poczuć intensywność starć i napięcia. Kolorystyka komiksu doskonale współgra z fabułą – ciemne, metaliczne barwy są dominantą, co nadaje całości ciężki, imperialny nastrój. Kontrastujące czerwone światło miecza Vadera przyciąga uwagę i podkreśla jego dominację. Charakterystyka postaci Greg Pak świetnie uchwycił esencję Dartha Vadera – jest on jednocześnie przerażającym wojownikiem, bezwzględnym dowódcą i postacią o skomplikowanym wnętrzu. Pomimo że Vader jest tu głównym „antybohaterem”, czytelnik może odczuwać fascynację jego determinacją i zdolnościami, nawet w obliczu przeważających sił przeciwnika. Warto także zauważyć, że postaci drugoplanowe, choć nie dorównują charyzmie Vadera, są interesujące i różnorodne. Ich motywacje – od zemsty po próbę przetrwania – wzbogacają historię i sprawiają, że fabuła jest bardziej złożona. Mocne strony Doskonałe oddanie postaci Vadera: Jego charakter, zdolności i mroczna aura są przedstawione z niezwykłą starannością. Dynamika akcji: Komiks pełen jest spektakularnych scen walki, które wciągają czytelnika. Warstwa graficzna: Rysunki i kolorystyka idealnie współgrają z fabułą, oddając klimat Gwiezdnych Wojen. Słabe strony Przewidywalność fabuły: Chociaż historia jest wciągająca, niektóre wątki wydają się mało oryginalne, szczególnie dla fanów, którzy znają uniwersum na wylot. Brak pogłębienia niektórych postaci: W kontekście ich relacji z Vaderem postaci poboczne mogłyby zostać bardziej rozwinięte. Podsumowanie „Star Wars: Vader na celowniku” to solidny dodatek do komiksowego świata Gwiezdnych Wojen, który szczególnie spodoba się fanom mrocznego Lorda Sithów. Choć fabuła nie zawsze zaskakuje, to sposób, w jaki Vader został przedstawiony, oraz widowiskowe ilustracje sprawiają, że komiks dostarcza satysfakcjonującej rozrywki. To pozycja, która pozwala jeszcze lepiej zrozumieć grozę i potęgę Dartha Vadera, a jednocześnie pokazuje, że nawet najpotężniejsi mogą znaleźć się w niebezpieczeństwie.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień
Greg Pak Raffaele Ienco
W najsłynniejszej popkulturowej Galaktyce, tak dobrej i urozmaiconej swymi treściami jak tylko można sobie wymarzyć, a mowa tu o niepodrabialnych, totalnie sztosowo-oryginalnych Gwiezdnych Wojnach, każdy kto choć raz oglądał jeden z głównych filmów tego Uniwersum (zapewne jest to w większości któryś z tytułów Klasycznej Trylogii),idę o zakład iż... co najmniej lubi, ale podbiję stawkę i założę się o wszystkie pieniądze świata, że przeważa tu ,,uwielbia”, ten moment, gdy głośne fanfary 20th Century Fox, a po nich ładujące swoje wprost pompatycznie niemożliwe, z dużą dozą energii te dwadzieścia czy więcej sekund charakterystycznego dźwięku otwierającego starwarsowy film, z wypływającym zza widza, jakby wprost z nieskończonej przestrzeni Galaktyki, ku miriadom jasnych punkcików emblematem "Star Wars", rozbrzmiewają. To jedno z najoryginalniejszych ,,doznań”, jakie sympatyk danego motywu, Świata, wymiaru rozrywki, którym się pasjonuje, może doświadczyć. Nie da się zapomnieć, wyrzucić z najgłębszych warstw pamięci i naszego wewnętrznego Ja tych czarnych lekko rozciągniętych liter z żółtymi obwódkami dookoła, które układają się w znak Star Wars, które jak po niewidzialnej taśmie mkną ku przygodzie, przeciągając nas na swoją stronę Mocy, zapraszając do wspólnej podróży. Po prostu nie da! Ikoniczne otwarcie epizodowych (tych z Sagi Skywalkerów) filmów Star Wars wraz z obłędnym logotypem, to ekwiwalent idealnie opracowanej franczyzy we współczesnej linii ciągle ewoluującego przemysłu rozrywkowego, który nie dość że potrafić zarabiać miliardy, to i naznacza swoją wyjątkowością naszą kulturę, wnikając do wspólnej cywilizacyjnej świadomości. Owe intro graficzno-muzyczne, to taki naznaczony ,,zębem czasu”, wszechwieczny znak rozpoznawczy marki „George’a Lucasa”, który jako jej ,,założyciel” i jeden z demiurgów dających kopa do wrzucenia pierwszego, i potem coraz wyższego i wyższego, biegu gałęzi kinematografii w zakresie powstawania filmów sci-fi/space opera i fantasy oraz temu podobne, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości w historii światowej popkultury, ba!, w historii… jakiejkolwiek działalności kulturalnej cywilizacji! Co ciekawe z Papą Lucasem bywa jednak dość specyficznie: to taki skomplikowany zarówno jako artysta i jako osoba prowadząca własne prywatne życie człowiek – można go określić jako geniusza niepozbawionego wad. I jedną z tych wad, choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie, jest to, że George w 2012 roku zdecydował się ,,sprzedać” swoje ukochane ,,dziecko”, markę Star Wars, globalnemu korpo-liderowi w rozrywce istniejącej w każdym segmencie ,,zawsze i wszędzie, o każdej porze”, Disneyowi. Być może ta decyzja była pokierowana chęcią odpoczynku u naszego mistrza Sci-Fi Space Opera, a także nastawienie się na inne prywatne wyzwania i niezrealizowane do końca projekty, oraz na poświęcenie większej ilości czasu rodzinie. I tak, mamy 2025 rok, a niedługo minie 15 lat odkąd teoretycznie ,,starłorsy” (według wielu ,,płaczków” i malkontentów) przestały być ,,starłorsami”, bo przecież ,,pożarła je korpo-chciwa Myszka Miki, a takowy nowy wymiar Gwiezdnych Wojen zwany Kanonem, tak niepotrzebnie nieustannie ewoluuje, ciągle i ciągle staje przed nami otworem, masowo zalewając nas przeważnie średniawej jakości treściami" - tak to mogą narzekać tylko ci ,,nie otwarci na rozbudowę Uniwersum w nowym kierunku" fani! To właśnie niszczy tą materię rozrywki, dziurawi jak sito wspaniałą, oddaną sympatykom Galaktykę! Tak, to, co było przed 2012-2014 rokiem w macierzy wszystkiego, co powstawało w Galaktyce nazwano te naście lat temu ,,Legendami”. Takowe Legendy, bądź inaczej to określając jako ,,Stary Kanon” - ów ,,skończony" Świat SW miał pozostać ,,sam sobie”, nietknięty i nierozwijany, co przez wielu z nas do dziś uważane jest za błąd, za częściowe wyrzucenie budowanej od 1977 do 2012-2014 roku bazy informacyjnej GW do kosza, na krutacki śmietnik zapomnienia. Jednakże plusem rozwijanego w niesłychanie intensywny sposób, któremu towarzyszą dziwnie fluktuujące spadki jakości i wydźwięku budowanych produktów, Świata Star Wars z ramienia Nowego Kanonu, jest różnorodność, ilość i łatwa oraz szybka dostępność rozmaitych gwiezdnowojennych treści. Szczególnie wartko opracowywane są nowe rozwiązania w sferze komiksowej, gdzie szczególną uwagę przyciąga fanów seria komiksów pisanych i rysowanych z cholernie ,,mięsistym i konkretnym pazurem”, ot zacięciem i instynktem rodem z talentu pokroju G. Lucasa czy D. Karpyshyna i J. Luceno, opowiadających o rozmaitych, solidnie rozgałęzionych przygodach osoby Dartha Vadera. I jedną z takowych cykli jest mini-seria ,,Star Wars – Darth Vader”, opracowywana w większości wydań/tomów przez G. Paka oraz towarzyszących mu artystów. Dotychczas padł w ,,objęcia moich czytelniczych zmysłów” pierwszy, pilotowy komiks cyklu: ,,Mroczne serce Sithów”, który okazał się prywatnie dla mnie czymś dużo lepszym niż zwyczajną historią z Kanonu SW. Teraz zasiadłem do tomu drugiego: ,,Prosto w ogień”, którego twórcami podobnie jak u poprzednika są m.in.: Greg Pak oraz Raffaele Ienco. Także przy tym rozdaniu… i dobrze, że tak się okazało, bo miałem wręcz świetne, pozytywne wibracje mocy przed jego rozpoczęciem, całość komiksu równie totalnie chillowo, pod każdym względem, w każdym aspekcie jego starwarsowej zgodności i zwykłej budowy tej narracji, siadła mi na gusta ,,totalistycznie zajebiaszczo". W przypadku sequela ,,Mrocznego Serca Sithów” mogę wtrącić pewne określenie opisujące to, jak płynnie scalił się on z tym, co opowiadał i jak zakończył tom 1, także jak konsekwentnie wprowadził intuicyjnie budowane treści do Kanonu, i to owinięte wokół nie byle jakiej persony: niezrównanego Lorda Vadera: ,,nie wyczuwam żadnych zakłóceń mocy w Galaktyce produktów Star Wars; panuje stosunkowo przyjazna równowaga w Mocy; fandom powinien być zadowolony budowaną przez dwa pierwsze tomy serią ‘Star Wars – Darth Vader’ linią informacji i danych”. Dzięki takim opowieściom jak niniejszym omawiany i recenzowany tom 2, marka Lucasa przynajmniej w sferze komiksowo-powieściowej funkcjonuje jak w idealnie dostrojonym szwajcarskim zegarku, a dzięki takiej skromnej ,,poprawności twórczej w tylko tej serii!” Galaktyka może płynąć w kierunku wyznaczonych przez fanów, licznych artystów pracujących dla jej całokształtu, oraz ,,korpo-ludków” Organu Dowodzącego ,,Disney'a” i ,,Lucasfilm Ltd.” celów. Owe rozdanie, co warto zaznaczyć, intryguje, ba raczej o wiele bardziej inspiruje!, każdego kto po nie sięgnie już na starcie swą elegancką i wytwornie mroczną a kolorystycznie (pod względem intensywności barw) głęboką i wciągającą okładką: z przodu jak i tyłu. To głównie na przedzie znajduje się, co zabrzmi trochę dziwnie, ale sądzę taka jest po prostu prawda: cała osnowa tego, o co będzie chodzić w fabule i narracji tomu. Bo nie ma to jak świetne i mocno konkretne przedstawienie na przedzie prezentującym komiks, to, jak zawzięcie w jego około 140 stronach treści będą walczyć w targanej zawirowaniami Mocy relacji między sobą Sidious i jego ,,niby-uczeń” Darth Vader, i co się będzie w związku z tym rozgrywać: z kim, jak, kiedy i gdzie. I to relacji podstępnej, nietuzinkowej, wręcz przesiąkniętej fluidami zdrady, zawiści, podstępu. I żeby było ciekawie to, co w tym aspekcie głównego wątku historii ,,Prosto w ogień” się wydarzyło, nie było stricte strona w stronę bezpośrednie. Stopniowo, strona w stronę, kadr w kadr, Sidious za pomocą swojego sprytnego planu, no i Vader – a czemu by nie – ci dwaj potężni użytkownicy Mocy próbowali chytrze – a dla czytelnika z sosem suspensu na dokładkę – coraz bardziej sobie zagrażać, z różną dozą stosowanych chwytów. I takie wydania jak nie tylko ów tom, ale i poprzednik (sądzę zapewne kolejne z serii również) są Kanonowi potrzebne: tak pokazuje się to, co nie ukazywały bezpośrednio treści filmowe czy serialowe GW. No bo nie da się nie kryć fanowskiego zaskoczenia tym, jak bardzo wielowymiarowa, okazuje się jednak więź, będąca na granicy rozerwania w Mocy, między ,,gagatkami” Sidiousem i Vaderem. Totalny sztos i pozytywny obłęd dla fana razem wzięte: idealne rozszerzenie dla malkontentów, którzy uznają tylko ,,cud Klasyki SW”, i nic poza tym. Po zapoznaniu się z tytułami cyklu większość zmieni zdanie, co do ,,błazenady” i ,,niepotrzebności” Nowego Kanonu dla tak słynnej marki. Po prostu Pak i Ienco i inni, zrobili tu bezcenną dla Galaktyki robotę! ,,Prosto w ogień” to przykład idealnej żonglerki rysunkiem, ustawieniem kadrów, i stopniowym zwiększaniem intensywności narracji i suspensowości w fabule. Bo jak tu inaczej określić rzekłbym ów drobiazgowy, pełny życia, wręcz – i tu odważna opinia z mojej strony – idealny (bo iście marvelowski, żywy i patosowo-heroiczny, mięsisty) dla Uniwersum Star Wars, które lubi w medium komiksowym i powieściowym twórczą i artystyczną dokładność, a co za tym idzie szczerość w realizacji komiksów czy treści kreowanej prozą styl rysunkowy oraz jego doprecyzowane techniki. Niniejszym wtłoczona konturem, dopełniona kolorem, doprecyzowana tuszem historia, w której aż kipi emocjonalnym rozdarciem Vadera stylizacja graficzna i owa techniczna dokładność i estetyka - te elementy obrazu w komiksie są perfekcyjne dla tego rodzaju narracji, w której przeważa (i to zdecydowanie!) opowieść rysunkiem ponad tym co daje scenariusz. Taką narrację, ten mocno intensywny, szarpany, z masą retrospekcji z perspektywy postaci ,,upadłego w mrok” Anakina, lecz starającego podnieść swoją duszę z popiołów ciemności i odrodzić jako Fenix, prezentuje wydanie ,,Prosto w Ogień” – te cholerne około 140 stron, które przekazują więcej emocji i informacji o ewolucji naszych charakterów: sylwetki Palpatine’a i Vadera, niż, sądzę szczerze, robi to niejedna książka z ,,Legend” czy z ,,Kanonu” lub starwarsowy film z Klasycznej Trylogii. Jak to się mówi, gdy często dokonuje się dość trudnych decyzji, koniec końców nasze działania wiążą się dla nas z określonymi skutkami, które mogą lub nie nas przekreślić bądź ustawić naszą przyszłość w wybranych dla nas elementach, relacjach jako tą dobrą lub złą. W tomie 2 serii o Vaderze, taką fluktuację wydarzeń, wir emocji, od których aż drżała Moc, a czytelnik (przynajmniej tak to wyglądało u mnie) miał na twarzy uśmiech satysfakcji od ucha do ucha, przeżył sam ,,powód” owej mroczno-suspensowo-thrillerkowej opowieści. Niegdyś Anakin, a teraz w większości Lord Vader musiał dokonać odpowiedniego wyboru: czy pozostawić swoje Ja Ciemnej Stronie, bądź mimo wszystko starać się zachowywać pozory ,,mrocznego Sitha” i jednak ,,po cichu” opierać się mrokowi i walczyć o odrodzenie i katharsis wtedy, gdy nadejdzie ten odpowiedni moment?! Sądzę, że to w tym komiksie, zarówno dla Kanonu i ogólnych treści Galaktyki Star Wars, Vader zdecydował się nie dać za wygraną, dać powoli ponieść się promykowi Światła, które lekko zaczyna się w nim rozpalać. Pogoń Ochiego z Bestoona za nim samym, w końcu konfrontacja między tymi śmiałkami i ponowna wzajemna ,,gonitwa” i ocieranie się o ,,kontakt” z Imperatorem – tak Vader rozpoczął swą krucjatę, w której zwycięsko wyszedł w ,,Powrocie Jedi”, finale filmów Klasycznej Trylogii Star Wars. ,,Prosto w Ogień" powinno się pamiętać dość długo; niebywałe, mocne, Gwiezdnym Wojnom potrzebne!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na97 miesięcy temu
Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia Jesus Saiz
Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia
Jesus Saiz Charles Soule
Twórcy opowieści poszerzających uniwersum „Star Wars” mają szerokie spektrum zainteresowań – Expanded Universe operuje w ramach różnych konwencji, opowiada o różnych bohaterach, a historie rozciągają się na przestrzeni wielu tysięcy lat. Koniec końców autorzy najczęściej wracają jednak do postaci najbardziej rozpoznawalnych. I w sumie nic w tym dziwnego – to właśnie one uczyniły to uniwersum tak kasowym i kultowym. Nowe rozpoczęcie serii zatytułowanej po prostu „Star Wars”, to właśnie taki komiks – poruszający się na znanym wszystkim poletku. Po bitwie o Hoth flota Rebelii ulega rozproszeniu. Darth Vader robi wszystko, żeby dostać w swoje ręce Luke’a Skywalkera, właśnie dowiedział się, że jest synem potężnego lorda Sithów. Z kolei Leia Organa planuje uwolnienie Hana Solo, który został zamrożony w karbonicie, i którego los pozostaje niepewny. W misji ratunkowej wspiera ją Lando Calrissian, ale gubernator Miasta w Chmurach musi najpierw pokonać uprzedzenia nowych towarzyszy związane z tym, że chwilę temu, działając pod sporą presją, był zmuszony współpracować z Imperium Galaktycznym. Czy można powiedzieć jeszcze coś nowego w ramach świata mieszczącego w sobie tyle różnych historii? Nie jest to na pewno łatwe zadanie, ale Charles Soule dwoi się i troi, żeby fani byli zadowoleni. „Ścieżka przeznaczenia” to album z wyraźnie wyczuwalnym przygodowym sznytem. Powiedziałbym, że to typowy przedstawiciel nurtu „komiksu nowej przygody”, a to sprawia, że godnie reprezentuje markę „Star Wars”, przywołuje bowiem na myśl filmy klasycznej trylogii. To się chwali. „Ścieżka przeznaczenia” charakteryzuje się przede wszystkim wartką akcją. Na szczęście w żadnym momencie nie popada ona w przesadę – wszystko mieści się w rozsądnych (jak na gatunek) granicach. Można było mieć pewne obawy, czy scenarzysta wybrnie z sytuacji, gdy na scenie nie ma jednego z głównych motorów franczyzy, czyli Hana Solo (on przebywa akurat na „urlopie” w karbonicie). Ostatecznie okazało się, że pozostałe postaci są w stanie ponieść na własnych barkach angażującą opowieść. Uwagę zwraca zwłaszcza Calrissian, który w pewnym sensie przejmuje rolę drużynowego łobuza, autor jednak wzbogaca go charakterologicznie, bo widzimy takiego Landa, który wraca po ludzi, za których był odpowiedzialny na Bespinie. Podoba mi się, że niektóre motywy zawarte w tym komiksie znacząco wykraczają poza standardowe postrzeganie danych rzeczy. Wspomnę chociażby o Imperium – w akcie polowania na organizację Lei Organy i Mon Mothmy korzysta ono ze statku, którego załogę tworzą ludzie, którzy w czasie konfliktu stracili bliskich na zniszczonej Gwieździe Śmierci i mają z Rebelią osobiste porachunki. W porównaniu ze standardowym pokazywaniem każdego funkcjonariusza Imperium jako faszystowskiego złola, jest to godny odnotowania postęp. Ilustracje są ładne i przejrzyste, utrzymane w nowoczesnym stylu. Dobrze sprawdzają się zarówno w scenach statycznych, jak i tych, kiedy akcja znacząco przyspiesza. Jesus Saiz nie gubi ani skupienia, ani szczegółów, co daje satysfakcjonujące efekty. Istotne jest też to, że artysta nie eksperymentuje z fizys bohaterów. Ci, których dobrze znamy, rzeczywiście przypominają siebie – jest to w mojej opinii istotny element franczyz, zwłaszcza tych, które rozpoczynały się filmami i płynnie przeszły na terytoria innych mediów. Inauguracja nowej serii w ramach „Star Wars” to komiks udany, który godnie reprezentuje markę. Fani znajdą w nim sporo dla siebie i z całą pewnością nie będą rozczarowani jego poziomem. To nowa opowieść, ale jej duch jest nam doskonale znany – to lekka i angażująca przygoda. Jestem zadowolony, mam też nadzieję, że kolejne tomy utrzymają ten poziom. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-tom-1-sciezka-przeznaczenia.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na710 miesięcy temu
Star Wars Komiks: Tom 2: Doctor Aphra: Gigantyczny zysk Kieron Gillen
Star Wars Komiks: Tom 2: Doctor Aphra: Gigantyczny zysk
Kieron Gillen Chris Eliopoulos Will Sliney Kev Walker Jordie Bellaire Marc Laming
„Doctor Aphra: Gigantyczny zysk” to tom, który pokazuje, dlaczego Doctor Aphra należy do najbardziej oryginalnych i nieprzewidywalnych postaci w uniwersum Star Wars. Kieron Gillen tworzy historię pełną zuchwałych planów, czarnego humoru i moralnej ambiwalencji, daleko odbiegającą od klasycznego podziału na dobro i zło. Bohaterka archeolożka, oszustka i oportunistka działa zawsze dla własnej korzyści. Nie ma w niej heroizmu znanego z Rebelii ani sztywnej lojalności charakterystycznej dla Imperium. Jej świat to szara strefa, w której liczy się zysk, inteligencja oraz odrobina szczęścia. Fabuła opiera się na ryzykownej próbie zdobycia i sprzedania artefaktu o ogromnej wartości. Każdy krok Aphry przyciąga nie tylko potencjalnych kupców, ale też śmiertelnie niebezpiecznych przeciwników. Narracja Gillena jest szybka i błyskotliwa. Dialogi pełne są ironii, a sytuacje graniczą z absurdem w pozytywnym sensie. Komiks utrzymuje równowagę między akcją a charakterystyką postaci: Aphra ma wady, ale są one tak ludzkie, że czytelnik kibicuje jej, nawet wiedząc, że działa kosztem innych. Rysunki (w tym prace Chrisa Eliopoulosa) świetnie oddają ton opowieści — lekko przesadzony, dynamiczny, momentami wręcz kreskówkowy, ale zawsze stylowy. Świat przedstawiony jest barwny, jednak nieprzesadzony: galaktyka Star Wars pozostaje tu miejscem pełnym ryzyka i nieczystości moralnej. To tom, który wyróżnia się na tle innych komiksów z serii, bo nie próbuje być patetyczny. Zamiast tego proponuje historię o wolności wolności wyboru, błędów i konsekwencji.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na75 miesięcy temu
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 2: Cel: Valance Ethan Sacks
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 2: Cel: Valance
Ethan Sacks Paolo Villanelli
Pierwsza odsłona „Łowców nagród”, trzeciej dużej komiksowej serii „Star Wars”, była zaskakująco udanym komiksem. Tak, był to tytuł nastawiony właściwie wyłącznie na akcję, ale z czasem okazało się, że potrafi ona naprawdę zaangażować. Dlatego fakt, że przy „dwójce” pracowali ci sami twórcy, dawał jej już na starcie pewien handicap. Na szczęście udało się go nie zaprzepaścić. Valance musi dostarczyć bardzo cenny, ludzki ładunek w miejsce, które uważa za bezpieczne. Nie jest łatwo tego dokonać, mając na ogonie dwójkę morderczych droidów, ale łowca nagród niejednokrotnie udowadniał, że potrafi wyjść cało z tarapatów. To jednak nie jedyne zagrożenie, z jakim Valance musi się zmierzyć. Oddając przysługę pewnej osobie, trafia w sam środek potyczki między statkiem Rebelii a piratami. Konflikt, jak się okazuje, ma drugie dno. Fabuła omawianego albumu to bezpośrednia kontynuacja „Najgroźniejszych w Galaktyce”, dlatego zdecydowanie warto mieć ten komiks wcześniej na koncie. Wyłapiemy więcej smaczków i nawiązań, nie będziemy też mieli problemów, by płynnie wejść w opowieść. A ta jest utrzymana w podobnym stylu, co poprzednio – na pierwszym planie stoi akcja i to ona stanowi tu główną atrakcję. Pod tym względem można być zatem usatysfakcjonowanym, bo „Cel: Valance” jest dynamiczny w ten dobry, przemyślany sposób. Ethan Sacks dobrze wie, że akcyjność musi być obudowana choć trochę interesującą fabułą, na szczęście w tym przypadku tak właśnie jest. Sprzyja temu między innymi wprowadzenie scen retrospekcyjnych – one rozbudowują przeszłość Beilerta Valance’a i tworzą więź na linii czytelnik-bohater. Szybko przekonujemy się, że nie mamy do czynienia z tępym byłym imperialnym trepem, ale kimś, kto miał swoje marzenia i cele, a czyj los potoczył się inaczej, niż powinien. Powoli dowiadujemy się, dlaczego Valance przebranżowił się z pilota TIE na łowcę nagród i nie powiem, jest to interesująca czytelnicza droga. Komiks jest też interesujący z tego względu, że zagłębia się w zaułki, w których Expanded Universe za często nie bywał. Obcujemy z pospolitymi przestępcami, gangsterami i łowcami nagród, czyli postaciami, dla których przemoc jest codziennością. To ta mroczniejsza strona Uniwersum, więc wgląd za jej kulisy jest tym bardziej ciekawy, czasami nawet pasjonujący. Warto wspomnieć, że „Cel: Valance” to w istocie trzy krótkie opowieści zebrane w jednym tomie. Każda z nich przykuwa uwagę, mnie jednak najbardziej spodobał się motyw mało krystalicznego dowódcy statku Rebelii. To ciekawe przypomnienie, że po każdej stronie konfliktu można znaleźć prawdziwe szumowiny. Ilustracje to dzieło tego samego rysownika co poprzednio, ale tym razem wypadają one jakby lepiej. Villianelliemu udało się uniknąć dużego wizualnego chaosu w scenach akcyjnych, który był bolączką „Najgroźniejszych z Galaktyce”. Teraz są one bardziej przejrzyste, choć pojedyncze spadki formy nadal się zdarzają. Nie wpływają jednak istotnie na pozytywną ocenę całości pod względem graficznym. Druga odsłona „Łowców nagród” to komiks udany. Pod względem jakościowym prezentuje się podobnie, co jego poprzednik, a co za tym idzie, śmiało można powiedzieć, że jest to lektura prosta, akcyjna, ale także całkiem jakościowa. Ja jestem z takiego stanu rzeczy zadowolony, bo solidnych „akcyjniaków środka” wcale nie ma aż tak wiele. Oby kolejne tomy utrzymały ten poziom. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/07/star-wars-owcy-nagrod-tom-2-cel-valance.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na79 miesięcy temu
Star Wars Komiks: Tom 5: Poe Dameron: Legenda odnaleziona Charles Soule
Star Wars Komiks: Tom 5: Poe Dameron: Legenda odnaleziona
Charles Soule Angel Unzueta
https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma/ Nie będę ukrywał, że ostatnie wydania dwumiesięcznika "Star Wars Komiks" były dla mnie zawodem. Po mało ciekawej "Walce o kryształy" i zupełnie rozczarowującej "Kapitan Phasmie" już zupełnie sceptycznie podszedłem do opowieści z cyklu o Poe Dameronie. I tu zaskoczenie, "Legenda odnaleziona" okazała się nad wyraz dobra! Opowieść zaprezentowana przez scenarzystę Charlesa Soule'a i ilustratora Angela Unzeutę rozgrywa się niedługo przed wydarzeniami zaprezentowanymi w "Przebudzeniu Mocy" - VII części filmowej sagi Star Wars. Poe Dameron, za sprawą Lei Organy, zaangażowany zostaje do pomocy w odbiciu z neimoidiańskiego więzienia Lora San Tekki. Ten nobliwy starzec, będący galaktycznym archeologiem i badaczem historii Jedi, zostaje pojmany w skarbcu jednego z neimoidiańskich baronów. Jak możemy się domyślić udał się tam w celu zdobycia wiedzy niezbędnej do zgłębienia m.in. tajników Mocy. Lor San Tekka nie spodziewa się, że jego osoba znajdzie się w centrum sporego zamieszania. Nie tylko Leia Organa chce nawiązać z nim kontakt, także złowrogi Najwyższy Porządek wiele odda za możliwość dorwania go w swoje ręce. Świetny plan obmyślony przez księżniczkę, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, dość mocno komplikuje się, do gry wkracza jeszcze trzecia, zupełnie nieprzewidywalna siła. Historia jest absolutnie kapitalna! Już dawno komiks mnie tak nie wciągnął. Mamy tu opowieść w klimacie heist movie. Jest świetnie strzeżony skarbiec, skarb do zdobycia, genialny plan oraz wszystkie możliwe komplikacje i zaskakujące zwroty akcji. Nie ma jednak dobrej opowieści bez bohaterów. Poe Dameron sprawdza się jako sprytny i zuchwały awanturnik, księżniczka Leia to jak zawsze czarująca i inteligentna przywódczyni - niepozbawiona sprytu karcianego szulera, ale nie zapominajmy o "tych złych". Chciwi konkurujący ze sobą o klientów neimoidiańscy baronowie Paw Maccon i Reya oraz szalona, pełna furii komandor Malarus czy nikczemny Terex to interesująco zarysowani przeciwnicy, zdeterminowani by osiągnąć cel. Dobrze z akcją zgrywa się także tło, postacie drugoplanowe mają swoją rolę, dowiadujemy się co nieco o nastrojach panujących w szeregach bojowników Lei Organy, uroczy jest także wątek droidów (aż mi się łezka zakręciła). Pod względem graficznym nie do końca "Legenda odnaleziona" spełniła moje oczekiwania. Odniosłem wrażenie, że ilustrator doskonale radzi sobie z oddaniem charakteru obcych - wypadali na prawdę fajnie, niestety już tego nie mogę powiedzieć o rysunkach ludzi. To jednak tylko drobny mankament, cała opowieść wynagradza te drobne minusy i warta jest przeczytania. https://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2019/10/star-wars-komiks-legenda-odnaleziona.html
GrzegorzIgnacy - awatar GrzegorzIgnacy
ocenił na76 lat temu
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 1: Najgroźniejsi w galaktyce Ethan Sacks
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 1: Najgroźniejsi w galaktyce
Ethan Sacks Paolo Villanelli
Spośród wszystkich „Star Warsowych” serii, które Egmont zaczął wydawać około 2021 roku, najłatwiejsza do sklasyfikowania wydawała się ta zatytułowana „Łowcy nagród”. To musiał być tytuł nastawiony na akcję, pościgi i eksplozje. Jedyną niewiadomą pozostawało to, czy będzie to wszystko połączone tak, by czytelnik nie miał poczucia zmarnowanego czasu przy lekturze, ale raczej by zapomniał o otaczającym świecie i zanurzył się w wir przygody. Wiele lat temu Valance, Bossk i Boba Fett brali udział w dowodzonej przez Nakano Lash misji, która zakończyła się sromotną klęską i zdradą liderki. Od tamtej pory łowcy nagród chcą dorwać Nautolankę, która wówczas uszła z życiem, i wyciągnąć wobec niej konsekwencje. Prawda o tamtych wydarzeniach okazuje się jednak bardziej skomplikowana, niż można się było spodziewać, a nowe fakty mogą wpłynąć na los części Galaktyki. Od razu rozwieję ewentualne wątpliwości – tak, ten album wygląda dokładnie tak, jak napisałem we wstępie. To kipiący akcją kosmiczny sensacyjniak, który imponuje tempem opowieści. Cały czas coś się dzieje – ktoś kogoś ściga i ostrzeliwuje, a trup ściele się gęsto. „Najgroźniejsi w galaktyce” wyglądają jak przeniesiony na medium komiksowe film z Van Dammem. I dobrze być tego faktu świadomym zanim zaczniemy lekturę. Posłuży to odpowiedniej kalibracji oczekiwań. Najważniejsze, że ta ciągła akcja jest w znacznej mierze naprawdę angażująca. Ethan Sacks trzyma imponujące tempo właściwie na całej przestrzeni albumu, co w komiksie o takim charakterze jak ten jest, nie ukrywajmy, sporą zaletą. Ale akcja powinna być obudowana także interesującą fabułą – jak rzecz ma się w tym aspekcie? Jest zaskakująco dobrze. Opowieść nie tylko ma ręce i nogi, ale posiada też kilka ciekawych zakrętów – scenarzysta odkrywa kolejne fabularne karty stopniowo, dzięki czemu z każdym kolejnym zeszytem zyskujemy coraz szerszy ogląd sytuacji i orientujemy się w napięciach między bohaterami. Nie wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Z kolei jeśli chodzi o bohaterów, to tym najważniejszym można nazwać Beilerta Valance’a. To były żołnierz Imperium a obecnie łowca nagród, którego dręczą nierozwiązane sprawy z przeszłości. Autor daje mu całkiem ciekawy, choć przyznajmy – niespecjalnie rozbudowany background, dzięki czemu jest to ktoś, kogo dążeniom możemy kibicować. Reszta stawki to także łowcy nagród, którzy nawet jeśli stanowią bardziej tło, to w kolejnych zeszytach wchodzą z Valancem w interesujące interakcje, dzięki czemu ich perypetie śledzi się ze sporym zainteresowaniem. Pod względem graficznym komiks prezentuje się na pewno bardzo nowocześnie. Kadry są dynamiczne i efektowne, ale często sprawiają wrażenie zbyt komputerowych. Włoski rysownik gubi się też w momentach żywej akcji, a tych, pamiętajmy, jest tu naprawdę sporo. Ilustracje stają się wtedy chaotyczne i zbyt przeładowane, co nie sprzyja płynności lektury. Trzecia duża seria ulokowana w świecie „Star Wars” rozpoczęła się z przytupem. Mamy do czynienia z komiksem angażującym, który utrzymuje zainteresowanie czytelnika od początku do końca. Trzeba mieć oczywiście świadomość, że nie obcujemy ze sztuką wyższą, ale fantastyką stricte rozrywkową, ale jeśli nam to nie przeszkadza, to seans z tym tytułem powinien być satysfakcjonujący. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/07/star-wars-owcy-nagrod-tom-1.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na79 miesięcy temu

Cytaty z książki Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę

Więcej

Zdrada zostawia ranę, którą zemsta rzadko potrafi naprawdę zagoić.

Zdrada zostawia ranę, którą zemsta rzadko potrafi naprawdę zagoić.

Kieron Gillen Star Wars Komiks: Tom 13: Zemsta za zdradę Zobacz więcej
Więcej