Magia porwania

Okładka książki Magia porwania
Magdalena Madoń Wydawnictwo: Wydawnictwo AlterNatywne fantasy, science fiction
199 str. 3 godz. 19 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Wydawnictwo:
Wydawnictwo AlterNatywne
Data wydania:
2021-06-14
Data 1. wyd. pol.:
2021-06-14
Liczba stron:
199
Czas czytania
3 godz. 19 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366533042
Tagi:
Magdalena Madoń young adult fantastyka
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,7 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
638
633

Na półkach: ,

Hej !
"Magia porwania" jest powieścią fantastyczną, skierowaną do młodego czytelnika, ale nie tylko.

Bohaterka jest nastoletnia Karina, z problemami i niebyt tolerowana przez rówieśników. Startuje w konkursie biologicznym poznając smak przyjaźni. Kiedy zaczyna się jej lepiej żyć, wypadek w którym uczestniczy przekreśla wszystko.
Nagle znajduje się ona w innym świecie przepełnionym magią , nie wiedząc że została porwana.
Czy dziewczyna będzie umiała się odnaleźć w innej rzeczywistości? I czy uda jej się powrócić do dawnego, normalnego życia ?

Książka bardzo ciekawa, poruszająca temat problemów międzyludzkich i sposobie ich rozwiązywania.

Autorka ma lekkie pióro i książka jak najbardziej jest prosta w odbiorze.
Polecam ją jak najbardziej i czekam na kontynuację.

Hej !
"Magia porwania" jest powieścią fantastyczną, skierowaną do młodego czytelnika, ale nie tylko.

Bohaterka jest nastoletnia Karina, z problemami i niebyt tolerowana przez rówieśników. Startuje w konkursie biologicznym poznając smak przyjaźni. Kiedy zaczyna się jej lepiej żyć, wypadek w którym uczestniczy przekreśla wszystko.
Nagle znajduje się ona w innym świecie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1971
1477

Na półkach: , , , ,

Magia porwania przekonała mnie do siebie opisem, a po poznaniu fragmentu byłam niezwykle ciekawa ciągu dalszego. I muszę przyznać, że dawno nie miałam styczności z tak intrygującą i jednocześnie nieprzewidywalną fabułą.

http://zapatrzonawksiazki.pl/index.php/2021/06/24/magia-porwania-magdalena-madon/

Magia porwania przekonała mnie do siebie opisem, a po poznaniu fragmentu byłam niezwykle ciekawa ciągu dalszego. I muszę przyznać, że dawno nie miałam styczności z tak intrygującą i jednocześnie nieprzewidywalną fabułą.

http://zapatrzonawksiazki.pl/index.php/2021/06/24/magia-porwania-magdalena-madon/

Pokaż mimo to

avatar
62
62

Na półkach: , ,

Hej💛

Kolejna magiczna przygoda za mną! Niestety tym razem nie było aż tak kolorowo – choć świat wiedźm i magów bardzo przypadł mi do gustu, tak pierwsza połowa książki (konkretnie 92 strony) okazały się wyzwaniem. Nie dlatego, że traktowały o codzienności czternastoletniej dziewczyny, ale z uwagi na to, iż prawie nic nie wniosły do dalszej części historii. Okropnie żałuję, że autorka nie skoncentrowała się mocniej na magicznym świecie! Na nauce głównej bohaterki i stawianiu czoła Gersimie. W obecnym stanie „Magia porwania” nie jest dobrze wyważoną książką – czegoś jest zbyt dużo, a innych rzeczy zbyt mało. Na pewno sięgnę po kolejną powieść Magdaleny Madoń, ponieważ widać, że autorka ma potencjał. Po prostu ta historia nie pomogła w wykorzystaniu tego potencjału w 100%.

Tę powieść należy podzielić na dwie części – przed magicznym pojawieniem się w nieznanym dziewczynie świecie i po. To, co mamy „przed”, mało wiąże się z tym, co jest „po” – miałam wrażenie, że dużo czasu spędzamy z Kariną na mało istotnych rzeczach przez pierwsze 92 strony książki. Jasne, że kilka faktów warto wiedzieć o Karinie, ale… naprawdę szczerze uważam, że zamiast 92 stron wystarczyłoby 30-40. Przynajmniej w tej części serii – nie wiem, na ile wydarzenia z tego tomu (tych pierwszych 92 stron) będą przydatne i istotne dla kolejnych. Niemniej rozpatrując tę książkę jako osobny byt, pierwsze 92 strony są mało intrygujące i mają mały przekaz względem reszty powieści. Najważniejszy zdaje się być wypadek dziewczyny, który ma miejsce gdzieś około 80 strony. Wszystkie wcześniejsze wydarzenia, informacje i przeżycia dałoby się zmieścić na znacznie mniejszej ilości kartek, lub można by jeszcze bardziej pójść w retrospekcje i tym sposobem uczynić historię nieco ciekawszą.

Karina to zwyczajna nastolatka, którą nie wyróżnia zbyt wiele pośród innych – problemy w domu, problemy w szkole, zauroczenie chłopakiem. Dziewczynę można polubić – nie jest ani za ostra, ani za miałka, choć zdecydowanie zbyt szybko odnalazła się w „nowej” sytuacji, po wylądowaniu w nieznanej krainie. Oczekiwałabym nieco innej reakcji, niż ziewania. Później jest trochę płaczu, jednak pierwsza odpowiedź na porwanie zaskoczyła mnie niemało. Poza tym bohaterka bywała nieco marudna, ale nie na tyle, by to jakoś mocno irytowało.

Jeśli chodzi o świat „po”, to bardzo mi się podobał. Surowość i drastyczność niektórych bohaterów zdecydowanie przypadła mi do gustu. Z zaciekawieniem czytałam o wiedźmach, magii, elementach zapomnianej historii i nauce głównej bohaterki. Żałuję, że autorka nie skoncentrowała całej książki wkoło tych tematów! Wykreowany świat (po 92 stronie) pochłania czytelnika – nie wypuszcza ze swoich sideł. Jest całkiem dobrze przedstawiony i rozbudowany – intryguje. Zwyczajnie jest się ciekawym, co przydarzy się Karinie i gdzie zaprowadzą ją treningi z mistrzem.

Jedna z postaci drugoplanowych, które przypadły mi do gustu, to Gersima – i piszę to z pełną świadomością tego, że ma parszywy i zły charakter. Jest w niej coś… może sposób, w który została wykreowana? Podoba mi się jej ostrość i pewność siebie. Choć nieraz dręczyła Karinę, to i tak widzę w niej coś więcej, niż znęcającą się nad innymi, bezduszną i okrutną istotę. Mam słabość do złych wiedźm i nic na to nie poradzę. Czasami po prostu docenia się antybohaterów – Gersima jest tego świetnym przykładem. Sposób, w jaki trzymała wszystkich wkoło siebie żelazną ręką imponował.

Ze światem „przed” mam kilka problemów…

Jest jedna kwestia, która nieco mnie zaniepokoiła – nie będę ukrywać, że epizod pomiędzy główną bohaterką, a dojrzałym mężczyzną był co najmniej dziwny. Starszy lekarz wykazuje spore zainteresowanie Kariną, ona zresztą nim też, jednak coś w tej reakcji wydaje się… podejrzane. Jakby lekko przekraczało granice „zwyczajnej” znajomości i wchodziło na niebezpieczne tereny, w których postać Jana Potockiego nazwałabym zwykłym drapieżnikiem, polującym na bezbronne dzieci. Jeszcze nie jesteśmy w tych rejonach, ale niewiele brakowało. Poza tym rozważania Kariny „czy nie pozwoliła sobie na przesadną bliskość” z Potockim są nieco nie na miejscu. O czym ona w ogóle myśli? Jan Potocki to kardiochirurg – poznaje Karinę na oddziale szpitalnym, gdy bohaterka tam trafia. Relacja między nimi włączyła w mojej głowie czerwoną lampkę. Gdyby Karina miała 16-17 lat, to nie czułabym się aż tak… zaalarmowana. Natomiast ona 14, a on 40? Uuuu, nie. Podziękuję. Już same myśli Kariny są po prostu… niepokojące. Dodajmy do tego tak znaczącą różnicę wieku i nagle lecimy w bardzo złych kierunkach. Może autorka wcale nie chciała nadać tej znajomości takiego (podchodzącego pod chore zauroczenie) wydźwięku – wtedy jednak należałoby rozważyć sposób, w jaki przedstawiła relację między Kariną i Potockim.

Za to relacja między Kariną i mistrzem (świat „po”) jest zdecydowanie bardziej „zdrowa”, na ile w ogóle można tak powiedzieć. Podobało mi się to, jak dziewczyna powoli wsiąkała wiedzę i próbowała rozwinąć w sobie magię. Pomimo nieciekawej sytuacji, w której znalazła się Karina, jedna rzecz podnosiła na duchu. Niezbyt przesadna opiekuńczość mistrza ocieplała mi serce – w ogóle Cyryl sprawiał, że uśmiechałam się pod nosem.

Pewne kwestie, zwłaszcza na początku książki, są nieco zbyt rozdmuchane i dramatyczne. Przykładowo sprawy rodzinne – matka z córką na siebie krzyczą, nikt nikogo nie słucha, a gdy wychodzą sekrety z przeszłości, to nagle cały świat się wali. Tylko… to są chyba zbyt drastyczne reakcje – te podczas kłótni i te w momencie, gdy niespodziewane wiadomości wychodzą na jaw (nie chcę spoilerować, więc nie powiem dokładnie o co chodzi, ale dla zaznajomionych z lekturą, lub posiadających egzemplarz – strona 45/46 jest świetnym przykładem). Niekiedy akcja dzieje się zdecydowanie zbyt szybko – raz jest koniec świata, nagle względny spokój. Rozumiem, że autorka pisze o problemach młodzieży (wiek gimnazjalny to piekło), ale nie dajmy się zwariować. Zachowania głównej bohaterki i jej matki podchodzą pod chorobę dwubiegunową. Z drugiej strony nie dziwię się, że Pani Mruczek jest lekką histeryczką – w końcu ma 30 lat, a jej córka 15… tak, Pani Mruczek była bardzo młodą mamą, co ewidentnie odbiło się na jej stanie psychicznym.

Co jeszcze mnie mocno irytowało? Cóż, miałam ochotę wyrwać kartki z książki wszędzie tam, gdzie autorka używała zdrobnień typu: Beatka, Tereska, imprezka itp. O MÓJ ŚWIECIE, to było trudne. Tak, zakreśliłam czarnym jak smoła markerem te zdrobnienia i zapisałam na marginesie pełne imiona/nazwy, bo nie dawałam rady udźwignąć brzmienia tych słów. Nawet jeśli targetem książki są osoby młode, to nie widzę jak używanie takich zdrobnień ma zadziałać. Tereska bardziej pasuje to śliniącego się bobasa, niż wrednej dziewczyny z innej klasy. Przepraszam, ale dla mnie brzmi to zabawnie, gdy używamy „Tereski” i „Beatki”, by nazwać tego typu „suki”.

W książce zabrakło mi mocniejszych określeń. Autorka zdecydowała się użyć słowa „dziwka” kilka razy na kartach książki, ale jest ono tam zupełnie dziwacznie wpasowane. To tak, jakby umieścić pięć mniejszych roślin (powiedzmy bratków) w donicy z samymi wysokimi (przykładowo słonecznikami) – od razu widać, że coś jest nie tak, coś się gryzie. Gdyby autorka dodała kilka innych mocnych określeń, a nie siliła się na eufemizmy, to wyglądałoby to bardziej „naturalnie”. Obecnie kwestie wypowiadane przez wredne dziewczyny (i kilka innych postaci) brzmią nieautentycznie – sztucznie. Są oderwane od reszty książki, gdzie główna bohaterka jest niemal zupełną świętoszką i nie używa żadnych przekleństw, czy „złych” słów. Nawet nie o Karinę tu chodzi, ponieważ rozumiem, że autorka może chciała ją wykreować jako kogoś, kto takiego słownictwa nie używa. Okay, ale co z całą resztą? W „Magii Porwania” nikt nie przeklina, czy używa „gorszego” języka – nawet złe do szpiku kości postacie! Nikt mi nie powie, że młodzież (a już tym bardziej „źli” dorośli) nie używa słów: „k*rwa”, „ ja pier*ole” (i wszelkich pochodnych), „suka”, „szmata”, „ch*j” itp – to bardzo urocze, że Karina, jak i magiczne postacie, stronią od takiego słownictwa, ale wydaje się to jakoś nierealne i silnie wybielające. Jasne, że nie każdy młody człowiek (czy też dorosły) będzie używał wulgaryzmów w takim samym nasileniu, niemniej pisząc książkę o ludziach w tym wieku (i dla ludzi w tym wieku), aż prosi się o użycie (w kilku miejscach) podobnych określeń. Zwłaszcza, że niekiedy te pchane na siłę eufemizmy aż gryzą po oczach – tym bardziej, gdy skontrastujemy je ze słowem „dziwka” użytym kilka razy na początku lektury. Gdyby autorka nie użyła słowa „dziwka”, to bym aż tak mocno nie zwróciła uwagi na tę kwestię, lecz w chwili obecnej wysuwa się ona dość znacznie.

Jak można dobrze oddać klimat, przekazać innym młodym osobom (jeśli założymy, że książka jest też skierowana do gimnazjalistów), że wiemy o czym do nich piszemy i rozumiemy ich świat, jeśli w naszej komunikacji eliminujemy język dla tych osób zrozumiały i taki, którego lubią i chcą używać? Lub próbujemy brzmieć jak „oni”, ale nie wychodzi to zbyt dobrze? (Tak, piję tu do słowa „dziwka”, które wyskakiwało w dialogach jak Filip z konopii) Patrząc na język, Magdalena Madoń pisze bardziej dla kogoś w wieku 7-8 lat, a nie 14 (pomijając tą „dziwkę”). Przyjęcie, że młodzież stroni od wulgaryzmów, gdy chce się napisać książkę skierowaną właśnie do tej grupy ludzi, to nic więcej, jak tylko odpowiadanie na potrzeby dorosłych. Moje założenie jest takie: dla osób starszych młodzież nie powinna używać przekleństw, ale żeby nastolatkowie czuli się, że dorosły wie, o czym do nich mówi, to należy użyć kilku „złych” słów (tutaj jest to „dziwka”). Książka napisana w ogóle bez nich, a skierowana dla młodzieży, będzie bardzo odpowiadała osobom dorosłym, które tę książkę kupią, tylko raczej nie przemówi do osób młodych, dla których technicznie została napisana. Za to, gdy użyje się tylko jednego „złego” słowa w kilku miejscach, to wychodzi to… cringe’owo. Magdalena Madoń chyba chciała zadowolić wszystkich, jednak z tego rzadko wychodzi coś dobrego.

W moim odczuciu „Magia Porwania” to lektura, którą dobra babcia kupi wnuczce na prezent, albo ciocia przyjeżdżająca z innej części kraju, jako zachętę do czytania. Dokładnie chodzi mi o to, że raczej to nie jest książka, po którą młody człowiek sięgnie sam lub za namową innych, gdyż zrobi się na jej punkcie hype pośród tej grupy. Magdalena Madoń nie mówi tym samym językiem, co młodzież. To jest książka, którą ktoś dorosły podaruje osobie młodszej z nadzieją, że coś do tej młodej osoby trafi – w końcu autorka poniekąd stara się użyć języka, którym niekiedy posługuje się młodzież (ta „dziwka” naprawdę mocno weszła mi w głowę. Po prostu nie rozumiem, dlaczego w jednej chwili autorka decyduje się użyć takiego słowa, a później sili się na nie wiadomo jakie inne sformułowania, byle nie wstawić mocniejszych określeń).

Jeśli ktoś chce przekazać informacje osobom młodym, to uważam, że powinien być przygotowany na używanie nieco innego języka. Lub po prostu postawić na jedną opcję – albo czasem używamy „złych” słów i nadajemy postaciom odpowiedni charakter, albo ich unikamy i koncentrujemy się na innych aspektach budowania postaci, nie przez język. Przy wybraniu pierwszej możliwości warto by było nieco rozszerzyć ilość „brzydkich” słów. Obecnie i okrutna wiedźma (w świecie „po”) używa słowa „dziwka” i wredne dziewczyny ze szkoły (w świecie „przed”). To trochę psuje ich postacie – czy nie ma innych uwłaczających określeń? Czy cały czas musimy wertować to samo słowo? Jest tyle innych możliwości, które jednocześnie nie są nienaturalnie wyglądającymi eufemizmami…

W żadnym razie nie twierdzę, że bohaterowie mają cały czas przeklinać na kartach książki! Po prostu warto by było rozważyć użycie czegoś bardziej autentycznego i nieco mniej drewnianego. Czegoś, co młodzi ludzie używają między sobą i czego będą używać, choćby dorośli mieli się pociąć i wystrzelać nawzajem – młody wiek rządzi się swoimi prawami. Co nie znaczy też, że cały czas powinniśmy wkładać bohaterom to samo „brzydkie” słowo do ust – niezależnie, czy to dwie smarkule, czy potężna wiedźma. Warto rozważyć alternatywne opcje przy kontynuacji powieści. W „Magii porwania” w kilku miejscach aż się prosi o wstawienie wulgaryzmu – nie wiem dlaczego autorka tak silnie od nich stroniła, gdy „dziwkami” częstuje nas kilka razy.

Książkę czyta się dobrze. Jest lekka i całkiem przyjemna – mimo swoich wad. Szybka lektura na jeden lub dwa wieczory, z którą na luzie można spędzić czas. Jasno widać, że autorka ma potencjał – mam nadzieję, że go rozwinie. Czekam na drugą część przygód Kariny! Jestem ciekawa, na czym Magdalena Madoń skoncentruje się w następnym tomie i jakie zadania postawi Karinie. Nie będę ukrywać, że liczę na silniej zarysowany wątek miłosny – jestem ciekawa, czy autorka pójdzie w tym kierunku.

Moja ocena: 6/10

Hej💛

Kolejna magiczna przygoda za mną! Niestety tym razem nie było aż tak kolorowo – choć świat wiedźm i magów bardzo przypadł mi do gustu, tak pierwsza połowa książki (konkretnie 92 strony) okazały się wyzwaniem. Nie dlatego, że traktowały o codzienności czternastoletniej dziewczyny, ale z uwagi na to, iż prawie nic nie wniosły do dalszej części historii. Okropnie żałuję,...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
1266
251

Na półkach:

Tę powieść pragnę porównać do maślanej bułki z rodzynkami. Kojarzy mi się ona z moim dzieciństwem, beztroską, ale i wkraczaniem w dorosłość. Kiedy to zaczynamy twardo stąpać po ziemi, zapominając już o dziecięcych fantazjach. Owym słodkim smakiem bułki jest dla mnie owa kraina, do której trafia nasza bohaterka. Stworzenia z baśni nagle ożywają i wydawać by się mogło, że trafiamy do krainy marzeń. Jednak w tym wypadku pod osłoną owej słodyczy, kryje się owa chrupkość kruszonki, którą są problemy i zło z jakim styka się Karina. Rodzynkami są dla mnie elementy psychologicznie, które zostały poruszone w tej książce. Mianowicie samotność, odrzucenie, szukanie własnego miejsca i to co najważniejsze przyjaźni. Drożdżami są dla mnie elementy realistyczne, czyli społeczne i rodzinne. Autorka zwraca bowiem uwagę na rzeczy, z którymi borykają się dzisiejsi nastolatkowie tzn brak wspólnego czasu z rodzicami, relacje, które opierają się na internetowych znajomościach, wymagający rodzice, którzy pragną być ,, modni i idealni jako rodzina". Dodajmy do tego jeszcze emocje, które buzują w tym młodym ciele. Wrażliwość, niepewność i chęć zaimponowania innym. I choć książka posiada wady tj mało rozbudowany świat fantastyczny, to nie przeszkadzało mi to ze względu na to, że dominujący smak maślanej bułki, czyli realistyczne problemy i psychologia na wysokim poziomie. Cieszę, że mogłam objąć ją swym patronatem, bo to na prawdę bardzo wartościowa i mądra powieść nie tylko dla nastolatków, ale i ich rodziców.

Tę powieść pragnę porównać do maślanej bułki z rodzynkami. Kojarzy mi się ona z moim dzieciństwem, beztroską, ale i wkraczaniem w dorosłość. Kiedy to zaczynamy twardo stąpać po ziemi, zapominając już o dziecięcych fantazjach. Owym słodkim smakiem bułki jest dla mnie owa kraina, do której trafia nasza bohaterka. Stworzenia z baśni nagle ożywają i wydawać by się mogło, że...

więcej Pokaż mimo to

avatar
143
135

Na półkach: ,

W życiu 14-letniej Kariny nie dzieje się nic specjalnego, szkoła, znajomi, rodzina, kilka małych imprez – to wszystko, co przeżywa zwykły nastolatek. Ale dziewczyna pewnego dnia za sprawą porwania, trafia w miejsce, o którym nie miała zielonego pojęcia, w miejsce pełne magii. Czy uda jej się uwolnić?

„Tę książkę powinien przeczytać każdy nastolatek.” – tak głosi jedno zdanie na tylnej okładce. Oczywiście, czytajcie… Jeśli chcecie umrzeć z nudów w pierwszej części książki. A jeśli przeżyjecie, to w drugiej połowie zabije Was niedorzeczność.

No dobrze, może jestem odrobinę zbyt surowa… Książka ma 197 stron, na pierwszych stu nie dzieje się zupełnie nic. Nic a nic. Główna bohaterka chodzi do szkoły, spotyka się ze znajomymi, prowadzi z nimi i z rodzicami drętwe dialogi, w których zupełnie nie ma życia ani emocji, uczy się do konkursu z biologii… Gdzieś w międzyczasie ulega wypadkowi samochodowemu (to nie jest spojler), więc następne kilka stron spędzamy z nią w szpitalu, gdzie dzieje się jeszcze mniej (tutaj przez moment boję się, że zawiąże się jakiś patologiczny romans między CZTERNASTOLETNIĄ główną bohaterką, a lekarzem, który ma co najmniej 30 lat, jak mniemam. Na szczęście nic takiego się nie wydarza). I po tych pierwszych stu stronach docieramy do momentu, gdy Karina nagle budzi się ze snu i jest w obcym miejscu. Rozumiecie? Nic się wcześniej nie dzieje magicznego, ona po prostu wieczorem poszła spać, a później obudziła się gdzieś zupełnie indziej.

Tutaj zaczynają się SPOJLERY !!!

Karina prosto ze snu trafia do czyjejś celi lub pokoju, dokładnie już niestety nie pamiętam, wydaje mi się jednak, że była to cela. Budzi ją wrzask tej osoby, ona najzwyczajniej w świecie przeniosła się do czyjegoś łóżka. Krzyk oczywiście zaalarmował najpotężniejszą wiedźmę, która panuje nad miejscem, w którym się aktualnie znajdujemy, a ta oczywiści bierze naszą główną bohaterkę za szpiega. Zatrzymajmy się tutaj na moment… Mamy przed sobą przerażoną 15-letnią dziewczynę, która nie ma pojęcia, co się dookoła niej dzieje, nagle widzi, że magia istnieje, jest w piżamie, bo przecież jest środek nocy, w dodatku jest (najprawdopodobniej) w środku celi i nie jest w stanie nic złego zrobić. Tak… Dla najpotężniejszej wiedźmy jest to naprawdę groźny przeciwnik…

Oczywiście Karina od tego momentu traktowana jest jako więzień, a w międzyczasie pewien mistrz uczy jej czarów, aby ta mogła sprzątać i gotować w roli niewolnika. Powiedziane jest, że najpierw dziewczyna musi wydobyć z siebie magię, co przez długi, długi czas jej się nie udaje, a dopiero następnie mistrz będzie mógł zacząć uczyć jej zaklęć. W końcu jej się jednak udaje znaleźć w sobie magię, nauczyciel wysyła ją do łóżka, bo jest zmęczona, a na następny dzień dziewczyna idzie już sprzątać… Przecież dopiero miała uczyć się potrzebnych zaklęć…

Ale najbardziej niedorzeczna rzecz dzieje się na samym końcu. Przydarza się okazja do ucieczki, do której namawia ją jakiś gość, którego nie było wcześniej powodu zapamiętywać. Bohaterowie w takim razie uciekają, gdzieś tam biegną, jadą, aż w końcu natrafiają na jezioro, które musieliby przepłynąć, ale w ten sposób złapaliby ich strażnicy. Na szczęście pojawiają się syreny, które pomagają naszym uciekinierom, za sprawą eliksiru. chwilowo zyskać ogony, aby mogli przepłynąć dane jezioro bez wystawiania głowy na powierzchnię. Teraz uwaga, cytat: „Płynęli bez ustanku przez kilka dni albo i tygodni…” – dosłownie bez ustanku, nie jedli, nie spali, tylko płynęli. Dopłynęli do jakiegoś miejsca, gdzie strażnik powiedział syrenom, że mają zakaz wynurzania się przez 3 dni, tutaj pojawił się problem, bo eliksir traci moc i w pewnym momencie Karina nie daje rady i wypływa na powierzchnię. Strażnicy łapią główną bohaterkę i jej znajomka i wszyscy wracają do zamku. Następnego dnia ten gość, który pomagał Karinie uciec, bierze jakieś magiczne drewienka służące do teleportacji i przenosi ją w mgnienie oka do domu. TO NIE MÓGŁ TAK OD RAZU?!

Tutaj kończą się SPOJLERY!!!

Książka oprócz tego, że jest nieprzemyślana, została napisana koszmarnym językiem, ale żeby nie być gołosłowną, przytoczę Wam dwa fragmenty:

„Potem wywiązała się między nimi szalona paplanina na poziomie mało rozgarniętych uczennic gimnazjum.”

„Przez jakiś czas gadali o różnych sprawach, mądrych bądź skrajnie idiotycznych, po czym rodzice pojechali do pracy”.

Rzadko kiedy tak sądzę, ale akurat na taką grafomanię, naprawdę szkoda drzew. Książka powinna zostać poprawiona przez samą autorkę jeszcze kilka razy, zanim mogłaby ujrzeć jakiekolwiek światło dzienne. Stylistyka miejscami brzmi gorzej, niż gdyby to pisała nastolatka. Sama historia zupełnie się nie zgrywa, gołym okiem widać, że autorka nie miała pomysłu na przejścia między tym, co dzieje się w świecie realnym, a tym magicznym. Zdecydowanie jestem na nie i serdecznie nie polecam tej książki nikomu.
________
Na całość recenzji oraz dyskusję na temat książki zapraszam tutaj: https://atramentowaprzystan.blogspot.com/2021/09/magia-porwania-magdalena-madon.html

W życiu 14-letniej Kariny nie dzieje się nic specjalnego, szkoła, znajomi, rodzina, kilka małych imprez – to wszystko, co przeżywa zwykły nastolatek. Ale dziewczyna pewnego dnia za sprawą porwania, trafia w miejsce, o którym nie miała zielonego pojęcia, w miejsce pełne magii. Czy uda jej się uwolnić?

„Tę książkę powinien przeczytać każdy nastolatek.” – tak głosi jedno...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1115
893

Na półkach: , ,

Jakiś już czas temu, pewnego wieczora naszła mnie ochota na powieść fantastyczną. Ostatnio dość rzadko mam ochotę na ten gatunek (nad czym ubolewam), więc bez zastanowienia mój wybór padł na powieść Magdaleny Madoń. Magia porwania obiecywała mi, że spędzę przy niej dobrze czas i że jest to pozycja idealna dla nastolatków. Czy na pewno? O tym więcej w poniższej recenzji.

Karina ma czternaście lat i właśnie zmaga się z typowymi dla tego wieku problemami. Jej rówieśnicy raczej za nią nie przepadają i bardzo chętnie uprzykrzają jej każdy kolejny szkolny dzień. Przełom następuje w momencie, gdy dziewczyna startuje w konkursie z biologii - dzięki temu Karina poznaje prawdziwą przyjaźń. Jednak dobra passa nie może trwać zbyt długo. Koszmarny wypadek krzyżuje plany dziewczyny, a jej nowa rzeczywistość staje się coraz dziwniejsza. W końcu Karina zostaje porwana do zupełnie innego świata, przepełnionego magią… Czy uda jej się wrócić do swojego dawnego życia?

Pozwólcie, że zacznę od wszystkich plusów tej historii. Przede wszystkim główna bohaterka, która została bardzo dobrze wykreowana. Karinę polubiłam od pierwszej chwili i od tego samego momentu wciągnęłam się w jej historię, która zdecydowanie nie była usłana różami. Dziewczyna musiała zmagać się z brakiem sympatii ze strony rówieśników oraz dodatkowymi pretensjami w domu. Przyznam szczerze, że momentami odczuwałam względem tej bohaterki współczucie - nikt nie powinien doświadczać czegoś takiego, absolutnie nikt.

Kolejną zaletą tego tytułu jest pióro autorki. Magdalena Madoń pisze bardzo lekko i płynnie, dzięki czemu lektura tej pozycji staje się tylko i wyłącznie przyjemnością. Kolejne rozdziały przelatywały mi przed oczami w szybkim tempie, a ja sama nawet nie zauważyłam, kiedy upłynął mi czas poświęcony na tę lekturę. Co więcej: autorka bardzo sprawnie połączyła świat rzeczywisty z tym magicznym, któremu raczej daleko od realizmu.

Niestety, w powieści tej odnalazłam jeden minus, a mianowicie - ta książka jest za krótka. Choć akcja jest dynamiczna i wciągająca, to zakończenie sprawia, że zostaje ona jakby przerwana w połowie. Nie do końca przypadło mi to do gustu, ale jednocześnie dało ogromną nadzieję na to, że pojawi się kontynuacja - bardzo chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o świecie wykreowanym przez autorkę.

Podsumowując już moją opinię: Magia porwania to książka dobra, wciągająca i zdecydowanie godna polecenia. Raczej polecałabym ją czytelnikom, którzy nie mają za sobą zbyt wielu tytułów fantastycznych, bo w przeciwnym wypadku mogliby poczuć się znudzeni lub co gorsza - rozczarowani. Autorka zadbała o to, by pod przykrywką fantastyki przedstawić ważne problemy, z którymi zmagają się nastolatki.

Jeśli poszukujecie dobrej lektury na jesienny wieczór, która nie zajmie Wam za wiele czasu, a dostarczy rozrywki - sięgnijcie po Magię porwania i dajcie się oczarować.

Jakiś już czas temu, pewnego wieczora naszła mnie ochota na powieść fantastyczną. Ostatnio dość rzadko mam ochotę na ten gatunek (nad czym ubolewam), więc bez zastanowienia mój wybór padł na powieść Magdaleny Madoń. Magia porwania obiecywała mi, że spędzę przy niej dobrze czas i że jest to pozycja idealna dla nastolatków. Czy na pewno? O tym więcej w poniższej...

więcej Pokaż mimo to

avatar
111
110

Na półkach:

Karina to nieco zamknięta w sobie nastolatka, zmagająca się na co dzień z typowymi problemami w jej wieku. Choć pozornie ma wiele, to nie jest ona do końca szczęśliwa. Pomimo tego, że ma piękny, duży dom i bogatych rodziców, brakuje jej tak naprawdę najważniejszego – uwagi. Rodzice pracują i nie zawsze poświęcają jej tyle czasu i zrozumienia, ile dziewczyna by potrzebowała. Jakby tego było mało bohaterka na co dzień zmuszona jest zmagać się nieprzyjemnościami płynącymi ze strony rówieśników.

Pasją Kariny jest biologia, co również nie spotyka się ze zrozumieniem i wsparciem ze strony rodziców. Nie przeszkadza jej to jednak dążyć do celu i dziewczyna postanawia wystartować w konkursie z niniejszej dziedziny. Przy okazji jej sytuacja nieco się poprawia, a to za sprawą prawdziwej przyjaźni. Również rodzice zaczynają bardziej interesować się córką.

Autorka jednak pokazuje nam, że nic co dobre nie trwa wiecznie. Wszystko za sprawą pewnego wypadku, a następnie tajemniczego porwania, jakiego doświadcza dziewczyna. Początkowo przekonana jest, że porywacze zamierzają zażądać okupu jako, że posiada bogatych rodziców. Szybko jednak zaczyna rozumieć, że nie jest to zwykłe porwanie, gdyż niesie ono ze sobą wiele magii i tajemniczości.

Czym jest kraina, do której trafiła Karina?

Kim są osoby ją zamieszkujące? Czy wszyscy są dobrzy? A może ktoś będzie próbował skrzywdzić nastolatkę?

No i najważniejsze pytanie, jakim cudem dziewczyna się tam znalazła, skoro nawet sami mieszkańcy nie rozumieją jej pojawienia się?

Czy Karinie uda się wrócić do domu??

Tak wiele pytań, a odpowiedź znajdziecie w tej intrygującej, niespełna 200 stronicowej magicznej powieści.

„Magia porwania” to nie tylko historia o dorastaniu młodej osoby, która musi zmagać się z wieloma trudnościami. To także opowieść o wkraczaniu w dorosłość i uczeniu się życia i funkcjonowania w świecie. Dzięki elementom fantasy historia ta nabiera pewnej głębi i z pewnością może się ją dzięki temu nastolatkom czytać znacznie lepiej i ciekawiej, gdyż dla takiej grupy czytelników jest ona głównie dedykowana.

Jako, że ja do tej grupy już (zdawałoby się, że od wieków) nie należę, momentami czytało mi się tą książkę trochę ciężko. Zwłaszcza z początku trudne do przebrnięcia były dla mnie rozmowy o wszystkim i o niczym, które na tamten moment niewiele wnosiły dla mnie do fabuły. Jednak spoglądając teraz na całość należy przyznać, że część z nich miała tam swoją ważną rolę.

Co prawda nie jestem fanką tego typu literatury, bo ani nie przepadam za literaturą młodzieżową, ani też nie pałam miłością do fantasy, jednak pomijając ten fakt uważam, że książka niesie ze sobą pewną wartość i dla młodszej grupy czytelników, fascynujących się takim gatunkiem może stanowić prawdziwy rarytas.

Karina to nieco zamknięta w sobie nastolatka, zmagająca się na co dzień z typowymi problemami w jej wieku. Choć pozornie ma wiele, to nie jest ona do końca szczęśliwa. Pomimo tego, że ma piękny, duży dom i bogatych rodziców, brakuje jej tak naprawdę najważniejszego – uwagi. Rodzice pracują i nie zawsze poświęcają jej tyle czasu i zrozumienia, ile dziewczyna by potrzebowała....

więcej Pokaż mimo to

avatar
315
314

Na półkach: , , , ,

www.tinarecemzuje.pl
www.facebook.com/tinarecenzuje
www.instagram.com/tinarecenzuje

Dziękuję Wydawnictwu AlterNatywne za możliwość objęcia patronatu medialnego nad recenzowaną powieścią.

W dzisiejszej recenzji zapraszam Was doooo… świata magii! Dawno temu, niektóre z istniejących już państw znały i używały tajemnej mocy, jaką były czary. Dla innych nie było to tak oczywiste pojęcie, ponieważ go nie znali. Jednym z miejsc, gdzie zaklęcia nie były obce, co więcej tolerowano je była Dedera. Niezwykłość była tam mile widziana do czasu pewnego incydentu. Pewnego dnia, pewien władca z sąsiedniego państwa przybył z wizytą. Był przerażony tym, co zobaczył podczas odwiedzin, przerosło to jego wszelkie wyobrażenia. Zauważył, że ludność tutejsza używa czegoś, czego on i jego mieszkańcy nie znają – jakieś dziwnej mocy. Samo zjawisko uznał za twór szatana, który napędził go do prześladowania społeczności, a następnie sukcesywnie pozbawiania ich życia... Do czego doprowadziły zamieszki między państwami? Tego dowiecie się z debiutującej powieści Pani Magdaleny Madoń, pod tytułem „Magia porwania” (2021, wydawnictwo AlterNatywne).

Magdalena Madoń, debiutująca 24-letnia autorka powieści z gatunku young adult fantasy. Absolwenta szkoły muzycznej I stopnia w Kalwarii Zebrzydowskiej. Opanowała umiejętności gry na flecie poprzecznym. Dzięki licencjatowi z rachunkowości, przez pół roku pracowała w księgowości, jednak nie tego oczekiwała od życia, to też porzuciła pracę na rzecz zostania copywriterką. Ponadto od prawie dziesięciu lat gra w miejskiej orkiestrze Kalwarii Zebrzydowskiej, a od dwóch miesięcy także w zespole w Lanckoronie. Do głównych zainteresowań autorki można zaliczyć nie tylko czytanie książek, ale także zwierzęta, głównie koty, które uwielbia i jak sama twierdzi – z wzajemnością.

Nastoletnia Karina Mruczek jest zwykłą dziewczyną, która boryka się z problemami młodzieńczego wieku. Wiecznie zajęci pracą rodzice nie mają dla niej czasu, rówieśnicy nie zawsze są koleżeńscy, a oceny nie satysfakcjonują. Przełomowym wydarzeniem okazuje się być konkurs z biologii, dzięki któremu dziewczyna odkrywa, czym jest tak naprawdę przyjaźń. Gdy życie Kariny zaczyna nabierać pozytywnego wydźwięku, doznaje wypadku, po którym rzeczywistość wygląda jak w zakrzywionym zwierciadle. Nastolatka w tajemniczy sposób zostaje porwana do niesamowitej, a zarazem przerażającej magicznej krainy.

„Magia porwania” jest powieścią w głównej mierze o dorastaniu, problemach związanych z dojrzewaniem, a wszystko to zostało połączone między dwoma światami: tym realnym i tym niecodziennym. Każde z dwóch miejsc ma swoje wady i zalety, a odkrywanie siebie na nowo nie zawsze przychodzi łatwo. Twórczość jest na pewno oryginalna w swojej budowie, autorka płynnie, w sposób logiczny przechodzi z realności w mistycyzm. Samo przejście zostało umieszczone w kapitalnym momencie, kiedy to czytelnik przepadł w czytaniu i na dobrą sprawę można z nim zrobić wszystko, ponieważ jego fascynacja treścią sięga zenitu. W konsekwencji czego, ja, osoba, która nie przepada za fantastyką – wkręciłam się. Napiszę więcej, spodobało mi się.

Zaczynając czytać, miałam gdzieś daleko z tyłu głowy, że będzie to schematyczna powieść o dorastaniu, innymi słowy nuda. Jednak im dalej, tym fabuła była coraz bardziej wciągająca. Wartkość początkowo pozostawiała wiele do życzenia, jednak z czasem przyspiesza, zaczynają pojawiać się niespodziewane, aczkolwiek subtelne zwroty akcji, co dodaje powieści atrakcyjności. Nastrój książki jest początkowo tak życiowy, lekko przytłaczający, że pojawiają się mdłości, jednak cierpliwość popłaca, ponieważ trochę dalej zaczyna się istny kosmos. Miałam wrażenie, jakbym miała dwie powieści w jednym egzemplarzu.

Lekturę czyta się bardzo dobrze, momentami nawet rewelacyjnie. Pani Magdalena posiada lekkie, zrozumiałe pióro. Napięcie budowane jest z upływem stron, historia zapada w pamięci, a główną bohaterkę da się lubić, mimo przeciwności losu i młodego wieku, wie, czego chce od życia i dąży wytrwale do celu. Narracja została poprowadzona w trzeciej osobie.

„Magia porwania” Pani Magdaleny Madoń jest powieścią obyczajową ze wmieszaną fantastyką. Dlatego będzie to gratka zwłaszcza dla młodszych czytelników, ponieważ jest ukazany problem, w tym przypadku w głównej mierze skomplikowane kontakty międzyludzkie, oraz ich rozwiązanie przedstawione w sposób tradycyjny, oraz przełożone na styl mistyczny, czyli na sposób, który młodzież w większości przypadkach ceni. Twórczość liczy blisko dwustu stron oraz ogromne przesłanie. Całokształt dopełnia przepiękna, wręcz ujmująca okładka, która ma ogromną siłę przyciągania. Książka jest godna uwagi. Polecam.

www.tinarecemzuje.pl
www.facebook.com/tinarecenzuje
www.instagram.com/tinarecenzuje

Dziękuję Wydawnictwu AlterNatywne za możliwość objęcia patronatu medialnego nad recenzowaną powieścią.

W dzisiejszej recenzji zapraszam Was doooo… świata magii! Dawno temu, niektóre z istniejących już państw znały i używały tajemnej mocy, jaką były czary. Dla innych nie było to tak...

więcej Pokaż mimo to

avatar
287
284

Na półkach:

Nie tylko dla nastolatków – „Magia porwania” autorstwa Magdaleny Madoń

„Historia o dorastaniu, o trudnościach, jakie mogą spotkać każdego młodego człowieka.” Czy fantastyka w wykonaniu Magdaleny Madoń przypadła mi do gustu?

Bohaterką jest czternastoletnia Karina. Rodzice dają jej, mogłoby się wydawać wszystko, piękny dom, od którego bije bogactwo, zadbany ogród, kieszonkowe, ale czegoś jednak brakuje, brakuje rozumienia i zwykłej rozmowy. Koledzy ze szkoły jej dokuczają, nauka idzie przeciętnie. Jedynym przedmiotem, który ją interesuje, jest biologia. Uczy się jej pilnie, ponieważ chce wystartować w konkursie. W trakcie przygotowań poznaje prawdziwą przyjaźń. Niby wszystko zaczyna się układać, nawet rodzice zaczynają bardziej interesować się życiem córki. Pewnej nocy Karina zostaje porwana. Miejsce, do którego trafia, jest pełne magii i tajemniczości. Dlaczego została uprowadzona? Jakie będą tego konsekwencje?

"„Nigdy jej nie zadowolę”, pomyślała Karina. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczy. Może nawet powie, że jest ze mnie dumna."

Książka Magdaleny Madoń dedykowana jest głównie nastolatkom. Ja do nich nie należę, a z wielką chęcią śledziłam losy Kariny. Na okładce nie bez powodu widnieje magnolia. Poznamy tutaj historię m.in. rewolucji Pięciu Magnolii. Książkę przeczytałam raz dwa, lubię fantastykę, więc tym bardziej nie mogłam się oderwać od lektury. Pióro autorki jest lekkie i przyjemne. Niby fantastyka, ale moim zdaniem z tych „lżejszych”, jeśli tak to mogę ująć. Jeśli chcecie przeżyć niesamowitą historię, to polecam Wam. Nie zawiedziecie się. Madoń zadbała oto, aby książka była przyjemna w odbiorze przez czytelnika, nawet takiego, który do tej pory nie miał odwagi sięgnąć po literaturę z gatunku fantastyki. Warto dać temu gatunkowi szansę, tak jak ja dałam kilka lat temu i nie żałuję tego.

http://zaczytanyksiazkoholik.pl/recenzje-ksiazek/nie-tylko-dla-nastolatkow-magia-porwania-autorstwa-magdaleny-madon/

Nie tylko dla nastolatków – „Magia porwania” autorstwa Magdaleny Madoń

„Historia o dorastaniu, o trudnościach, jakie mogą spotkać każdego młodego człowieka.” Czy fantastyka w wykonaniu Magdaleny Madoń przypadła mi do gustu?

Bohaterką jest czternastoletnia Karina. Rodzice dają jej, mogłoby się wydawać wszystko, piękny dom, od którego bije bogactwo, zadbany ogród,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Świetnie wykreowany świat fantasy w Magii Porwania wciąga czytelnika niezwykłym klimatem, barwnymi postaciami i koncepcją fabularną opartą na współistnieniu oraz przenikaniu się uniwersów magicznych z niemagicznymi.
Przyjemna lektura, z niecierpliwością czekam na kolejną część.

Świetnie wykreowany świat fantasy w Magii Porwania wciąga czytelnika niezwykłym klimatem, barwnymi postaciami i koncepcją fabularną opartą na współistnieniu oraz przenikaniu się uniwersów magicznych z niemagicznymi.
Przyjemna lektura, z niecierpliwością czekam na kolejną część.

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Magia porwania


Reklama
zgłoś błąd