Wiele postaci zawartych i opisanych w tej antologii to autorzy wymyśleni przez Pessoę w czasach wczesnej młodości, by nie powiedzieć w dzieciństwie. Znakomita ich część też nie napisała wiele więcej niż umieszczono w niniejszej książce. Pozostaje to jednak bez znaczenia, bo choć upada megalomański mit monstrualnie płodnego poety, to w dalszym ciągu pozostaje prawda o genialnym poecie, którego trzy heteronimy stworzyły dzieło wielkie. [Wojciech Charchalis]
Kup Heteronimy. Utwory wybrane w ulubionej księgarnii
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Zapadł na chorobę, podczas której odczuwanie siebie samego niczym nieusuwalny cierń zatruwa całą radość życia i wywołuje tęsknotę za czymś nieokreślonym. Jednak tylko to coś może zmyć metafizyczny brud, nagromadzony pod podszewką udawanego i przez to bardzo ułomnego życia. Sam do końca nie wiem, czy byłem świadkiem przerażającej iluzji, wewnętrznie znieczulonego stanu duszy, który z człowieka szalonego zrobił porządnego obywatela. Pewne jest to, że słowa Fernanda Pessoi rozbijają się o samotność, z którą przyszło mu się mierzyć przez całe życie.
"Spokojny czekam na to, czego nie znam- Przyszłość swoją, wszystkiego. Na końcu wielka cisza, tylko morze Będzie obmywać nicość".
Powiało portugalską melancholią, spokojem niebycia a nawet oceaniczną wolnością. Tam, gdzie potrzaskane pojęcia Przestrzeni i Czasu leżą na dnie, tam odgrywany przez świat spektakl boli jakoś mniej. O tym pisze wieczny marzyciel, z przewrotną satyrą zagląda w zaułki człowieczeństwa, którego za żadne skarby nie potrafi w siebie wmusić. Jego umysł z pozoru wygląda na spętanego kajdanami epoki, jednak wydaje mi się tak oddalony od wszystkich stworzonych przez ludzi wieków i tysiącleci, że mam wrażenie jakbym przestawał z poetą żyjącym jedynie wtedy, kiedy śni. Niewątpliwie to zasługa bólu istnienia wczesnych heteronimów Pessoi. Wszystkie one zostały przeznaczone do przeróżnych zadań, jednak lekki niesmak do życia połączył je wspólną duchową nicią.
Fernando Pessoa ma skłonność do poszukiwania przyczyn wszelkich rzeczy. Zdaje sobie sprawę z tego, że nic nie jest tym, czym się wydaje. Stojąca w kontrze do niechęci świadomego odczuwania dociekliwość jest obsesją, skupiskiem zantagonizowanych wszechświatów, z których żaden nie stanowi alternatywy dla przeczulonego portugalskiego poety. A drzwi do nich wszystkich stoją szeroko otwarte, wyważyła je abstrakcja Pessoi. Z nudy i samotności, jako przejaw szaleństwa i odkłamywania siebie samego, niepozbawionego humorystycznej nuty. Heteronimy przy tym wyglądają jak nanizane na pamięć byty, fragmenty tożsamości poety, zlepki z jego życia i poszukiwacze... czegoś. Tylko czego? Miłości? Szczęścia? Fałszywie wyglądającej wielkości?
To jest jak przebywanie pośród dni permanentnie umierających, czytanie poezji Pessoi to wędrówka w poszukiwaniu bogów, w których on sam nie wierzył. Za to wzywanie wszelkich sił życia i śmierci jest jakby stawaniem przed niewiadomym. Bo to wszystko jest straszliwie niepewne, pachnie tragedią a nawet piekłem. Sam Pessoa twierdzi, że złe jest lepsze od nieznanego i trudno mu nie przyznać racji. Cielesność go zapewne męczy i wpędza w okrutne koszmary. Emocjonalne stany portugalskiego twórcy są często tak niejasne, że można jako zabawę potraktować ich rozpoznawanie i katalogowanie, tak niewiele padającego na wszystko światła. Fernando Pessoa jest dla mnie wciąż studnią bez dna, kopalnią pomysłów do wszelkich dotyczących Bytu debat.
Zapadł na chorobę, podczas której odczuwanie siebie samego niczym nieusuwalny cierń zatruwa całą radość życia i wywołuje tęsknotę za czymś nieokreślonym. Jednak tylko to coś może zmyć metafizyczny brud, nagromadzony pod podszewką udawanego i przez to bardzo ułomnego życia. Sam do końca nie wiem, czy byłem świadkiem przerażającej iluzji, wewnętrznie znieczulonego stanu...
OPINIE i DYSKUSJE o książce Heteronimy. Utwory wybrane
Zapadł na chorobę, podczas której odczuwanie siebie samego niczym nieusuwalny cierń zatruwa całą radość życia i wywołuje tęsknotę za czymś nieokreślonym. Jednak tylko to coś może zmyć metafizyczny brud, nagromadzony pod podszewką udawanego i przez to bardzo ułomnego życia. Sam do końca nie wiem, czy byłem świadkiem przerażającej iluzji, wewnętrznie znieczulonego stanu duszy, który z człowieka szalonego zrobił porządnego obywatela. Pewne jest to, że słowa Fernanda Pessoi rozbijają się o samotność, z którą przyszło mu się mierzyć przez całe życie.
"Spokojny czekam na to, czego nie znam-
Przyszłość swoją, wszystkiego.
Na końcu wielka cisza, tylko morze
Będzie obmywać nicość".
Powiało portugalską melancholią, spokojem niebycia a nawet oceaniczną wolnością. Tam, gdzie potrzaskane pojęcia Przestrzeni i Czasu leżą na dnie, tam odgrywany przez świat spektakl boli jakoś mniej. O tym pisze wieczny marzyciel, z przewrotną satyrą zagląda w zaułki człowieczeństwa, którego za żadne skarby nie potrafi w siebie wmusić. Jego umysł z pozoru wygląda na spętanego kajdanami epoki, jednak wydaje mi się tak oddalony od wszystkich stworzonych przez ludzi wieków i tysiącleci, że mam wrażenie jakbym przestawał z poetą żyjącym jedynie wtedy, kiedy śni. Niewątpliwie to zasługa bólu istnienia wczesnych heteronimów Pessoi. Wszystkie one zostały przeznaczone do przeróżnych zadań, jednak lekki niesmak do życia połączył je wspólną duchową nicią.
Fernando Pessoa ma skłonność do poszukiwania przyczyn wszelkich rzeczy. Zdaje sobie sprawę z tego, że nic nie jest tym, czym się wydaje. Stojąca w kontrze do niechęci świadomego odczuwania dociekliwość jest obsesją, skupiskiem zantagonizowanych wszechświatów, z których żaden nie stanowi alternatywy dla przeczulonego portugalskiego poety. A drzwi do nich wszystkich stoją szeroko otwarte, wyważyła je abstrakcja Pessoi. Z nudy i samotności, jako przejaw szaleństwa i odkłamywania siebie samego, niepozbawionego humorystycznej nuty. Heteronimy przy tym wyglądają jak nanizane na pamięć byty, fragmenty tożsamości poety, zlepki z jego życia i poszukiwacze... czegoś. Tylko czego? Miłości? Szczęścia? Fałszywie wyglądającej wielkości?
To jest jak przebywanie pośród dni permanentnie umierających, czytanie poezji Pessoi to wędrówka w poszukiwaniu bogów, w których on sam nie wierzył. Za to wzywanie wszelkich sił życia i śmierci jest jakby stawaniem przed niewiadomym. Bo to wszystko jest straszliwie niepewne, pachnie tragedią a nawet piekłem. Sam Pessoa twierdzi, że złe jest lepsze od nieznanego i trudno mu nie przyznać racji. Cielesność go zapewne męczy i wpędza w okrutne koszmary. Emocjonalne stany portugalskiego twórcy są często tak niejasne, że można jako zabawę potraktować ich rozpoznawanie i katalogowanie, tak niewiele padającego na wszystko światła. Fernando Pessoa jest dla mnie wciąż studnią bez dna, kopalnią pomysłów do wszelkich dotyczących Bytu debat.
Zapadł na chorobę, podczas której odczuwanie siebie samego niczym nieusuwalny cierń zatruwa całą radość życia i wywołuje tęsknotę za czymś nieokreślonym. Jednak tylko to coś może zmyć metafizyczny brud, nagromadzony pod podszewką udawanego i przez to bardzo ułomnego życia. Sam do końca nie wiem, czy byłem świadkiem przerażającej iluzji, wewnętrznie znieczulonego stanu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to