rozwińzwiń

Poezje zebrane: Ricardo Reis

Okładka książki Poezje zebrane: Ricardo Reis autora Fernando Pessoa, 9788363056629
Okładka książki Poezje zebrane: Ricardo Reis
Fernando Pessoa Wydawnictwo: Lokator Seria: Seria Anachroniczna poezja
228 str. 3 godz. 48 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Seria:
Seria Anachroniczna
Tytuł oryginału:
Poesia Ricardo Reis
Data wydania:
2019-11-19
Data 1. wyd. pol.:
2019-11-19
Liczba stron:
228
Czas czytania
3 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363056629
Tłumacz:
Wojciech Charchalis
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poezje zebrane: Ricardo Reis w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Poezje zebrane: Ricardo Reis

Średnia ocen
7,9 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Poezje zebrane: Ricardo Reis

avatar
391
238

Na półkach:

Ach, ten Pessoa.

Ach, ten Pessoa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
829
783

Na półkach: ,

Powiało styksowym chłodem tylko dlatego, żeby tym razem klasycyzujący Fernando Pessoa mógł ukazać całą wieczność z jej przypływami i odpływami. Poezja heteronimów jak zwykle mnie zaskoczyła, słowa Ricarda Reisa roztoczyły wizję spokojnego trwania i dopomogły w głębszym poznaniu siebie samego. Ten stoik i spóźniony neoklasyk zachwala byt, którego celem nie jest zapieranie tchu. Szuka trwałości i ładu, przeprowadza syntezę epikureizmu i stoicyzmu w imię refleksyjnego spojrzenia na smakowanie przemijania. Bo czymże innym są działania tego rozszczepionego umysłu, niż próbami wydobywania piękna i sensu w najmisterniejszym spektaklu świata, jakim jest dążenie ku śmierci. Nie musimy się jednak obawiać przemijalności w wydaniu Pessoi. Ponieważ ona ciągle zachowuje ciepło słońca znad Akropolu, a swoim jasnym i pogodnym spojrzeniem wypełnia chłodne chwile życia, dając im niebywałą przejrzystość. Tak więc z portugalskim poetą można bez niepokoju usiąść nad brzegiem rzeki zwanej życiem i po prostu wpatrywać się w jej nurt.

To była lekcja zostawania panem siebie, poskramiania swoich pragnień i odwracania od palących wspomnień. Wiersze Fernanda Pessoi mogą być latarnią dla poszukujących wolności, uciekających przed zgiełkiem świata i próbujących chwytać specyficzny rodzaj dekadentyzmu. Wyciągać po niego ręce, zachowując przy tym umiar w zaspokajaniu potrzeb. Studiowanie poezji Pessoi przypomina samotne medytacje, przerywane kierowanymi do fikcyjnej Lidii i Nerro zapewnieniami o tym, że czas wyjątkowo szybko zatrze nasze ślady. Płynąć strumieniem życia, to znaczy podążać ku nicości, która niczego nie pragnie. To być wiernym filozofii szachistów z okładki, pochylonym nad grą istnienia bez względu na przeżycia, ciągnione dla nas przez los.

W wiecznym cyklu zmiennych rzeczy próżno doszukiwać się zrozumienia otaczających nas zjawisk. Port wybiera żeglarza, a nie na odwrót. Gdy istnieje dzisiaj, nie warto mieć oczu utkwionych w przeszłość i przyszłość. Nadzieja na chaos brzmi dziwnie, jednak być może stanowi jedyne rozwiązanie uwikłania się w męczący porządek zorganizowanego biegu życia. Rozkosz tkwi w drobnych rzeczach, sprawiających regularne przyjemności.

"Kto mało chce, ma wszystko; kto nie chce nic,
Jest wolny; kto nic nie ma i nie pragnie,
Człowiek, równy jest Bogom"

Nie należy dopatrywać się w tych słowach smutku, bardziej już konieczności pozbycia się towarzyszącego nam zbyt często niepokoju. Odczuwać życie można na wiele sposobów, Fernando Pessoa ukazuje tylko jedną z dróg trwania.

Z afirmacji życia w wydaniu Pessoi wezmę jak zwykle to, co będzie dobre dla mojej pamięci. Ta filozofia nie jest mi obca, może tym razem poznałem ją bardziej uroczyście, od poetyckiej strony ujrzałem jej cichą wielkość. Bowiem o wyciszenie tutaj chodzi, o kult przemijania sprawowany z wielkim wyczuciem. Chociaż stare wiary już dawno zamieniły się w proch, to portugalski poeta nadal zaprzęga je w wielkim dziele odbudowy spokoju. Pomagają w tym dźwięki syringi i kojące zapewnienia Pessoi o tym, że można się obejść bez godzin. Wszechogarniający spokój będzie wyznaczać kierunek wersom Pessoi, wewnętrzna harmonia z pogranicza poddania się biegowi życia i zachowania niewzruszonego "ja". Cieszę się, że mogłem uczestniczyć w spotkaniu z wiecznością i poznać ją od tej cieplejszej strony.

Powiało styksowym chłodem tylko dlatego, żeby tym razem klasycyzujący Fernando Pessoa mógł ukazać całą wieczność z jej przypływami i odpływami. Poezja heteronimów jak zwykle mnie zaskoczyła, słowa Ricarda Reisa roztoczyły wizję spokojnego trwania i dopomogły w głębszym poznaniu siebie samego. Ten stoik i spóźniony neoklasyk zachwala byt, którego celem nie jest zapieranie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
892
198

Na półkach: ,

Poezja nie jest dla mnie, ale ze względu na Pessoę musiałam to mieć na swojej półce. Teksty głównie o poczuciu przymusu do życia.

Poezja nie jest dla mnie, ale ze względu na Pessoę musiałam to mieć na swojej półce. Teksty głównie o poczuciu przymusu do życia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

75 użytkowników ma tytuł Poezje zebrane: Ricardo Reis na półkach głównych
  • 48
  • 24
  • 3
25 użytkowników ma tytuł Poezje zebrane: Ricardo Reis na półkach dodatkowych
  • 13
  • 5
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Poezje zebrane: Ricardo Reis

Inne książki autora

Fernando Pessoa
Fernando Pessoa
Fernando António Nogueira Pessoa (ur. 13 czerwca 1888 w Lizbonie, zm. 30 listopada 1935) – portugalski poeta, pisarz, tłumacz, filozof. Uważany za jedną z najbardziej znaczących osobowości literackich XX wieku i jednego z największych poetów języka portugalskiego, który pisał równocześnie także w języku angielskim i francuskim. Publikował wiersze pod własnym nazwiskiem oraz kilkunastoma heteronimami, m.in. Alberto Caeiro, Ricardo Reis, Álvaro de Campos, Bernardo Soares. Wiele jego prac zostało opublikowanych w czasopismach literackich, m.in. w redagowanym przez samego Pessoę piśmie literackim „Athena”, „Contemporanea” i w wydawanym w Coimbrze magazynie „Presença”. Jedyną publikacją książkową wydaną za życia poety było Mensagem (Przesłanie). Dzieło, które wielu krytyków uważa za opus magnum pisarza, opublikowane pod heteronimem Bernardo Soares, Livro do Desassossego (Księga Niepokoju) zostało wydane dopiero w roku 1982, prawie 50 lat po śmierci autora.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Księga pocałunków. Poezje wybrane Jaroslav Seifert
Księga pocałunków. Poezje wybrane
Jaroslav Seifert
Zawsze kojarzyłem Czechów ze Szwejkiem, Hrabalem, czeskimi hokeistami, a tutaj taka miła niespodzianka. Od zawsze wiedziałem, że był czeski poeta, który dostał Nobla, ale z faktu, że na polskim rynku księgarskim był prawie nieobecny, uznałem, że Nobel Noblem, ale Seifert jest po prostu marnym poetą. To znaczy Seifert może być obiektywnie (po zważeniu i zmierzeniu jego wierszy) marnym poetą, ale ja jego poezję niewątpliwie kupiłem. Nawet reszty nie chciałem, chociaż płaciłem "grubymi". Co zajmuje Seiferta? W bardzo dużym uproszczeniu jedno miasto, czyli Praga. Początkowo, w okresie młodości chmurnej, kiedy nieco poszedł w awangardę, miasto postrzegał( w odróżnieniu od wsi) jako wytwór przebiegłości diabła, ale z czasem zmienił perspektywę i został "śpiewakiem Pragi", ale temu melodycznemu usposobieniu towarzyszył "na twarzy lekki żal, głęboki w sercu śmiech". Oto czym się zajmował Jaroslav Seifert: "Piękno" ( z czasów prób awangardowych) Mówi pani że ten manekin uśmiecha się ironicznie w kryształach witryny zakładu fryzjerskiego? Wiecznie piękny patrzy na zmarszczki starzejących się piękności które odwiedzają go dwa razy w tygodniu. I ten wiersz, trochę według mnie przekorny, bo głupio przytaczać wiersze z zimowym akcentem w czasach globalnego ocieplenia: Zakochani pośród śniegu Krople zamarzły koło nosów a pocałunek parą dyszy Dokoła czysta biel lotosów: napadał śnieg nie mącąc ciszy. Że zamilkł ptak i zamarzł może? W piszczałkach sopli sobie śpiewa Kochającego nic nie zmoże, nawet spojrzenie go rozgrzewa. Deszcze, lód, mrozy i zamiecie - czy kruche zdrowie to wytrzyma? Dla zakochanych to nic przecie, wobec miłości czym jest zima? Duży szacunek dla wspaniałej pracy Leszka Engelkinga, tłumacza i autora tekstu przybliżającego dorobek Jaroslava Seiferta.
werblista - awatar werblista
oceniła na91 rok temu
Heteronimy. Utwory wybrane Fernando Pessoa
Heteronimy. Utwory wybrane
Fernando Pessoa
Zapadł na chorobę, podczas której odczuwanie siebie samego niczym nieusuwalny cierń zatruwa całą radość życia i wywołuje tęsknotę za czymś nieokreślonym. Jednak tylko to coś może zmyć metafizyczny brud, nagromadzony pod podszewką udawanego i przez to bardzo ułomnego życia. Sam do końca nie wiem, czy byłem świadkiem przerażającej iluzji, wewnętrznie znieczulonego stanu duszy, który z człowieka szalonego zrobił porządnego obywatela. Pewne jest to, że słowa Fernanda Pessoi rozbijają się o samotność, z którą przyszło mu się mierzyć przez całe życie. "Spokojny czekam na to, czego nie znam- Przyszłość swoją, wszystkiego. Na końcu wielka cisza, tylko morze Będzie obmywać nicość". Powiało portugalską melancholią, spokojem niebycia a nawet oceaniczną wolnością. Tam, gdzie potrzaskane pojęcia Przestrzeni i Czasu leżą na dnie, tam odgrywany przez świat spektakl boli jakoś mniej. O tym pisze wieczny marzyciel, z przewrotną satyrą zagląda w zaułki człowieczeństwa, którego za żadne skarby nie potrafi w siebie wmusić. Jego umysł z pozoru wygląda na spętanego kajdanami epoki, jednak wydaje mi się tak oddalony od wszystkich stworzonych przez ludzi wieków i tysiącleci, że mam wrażenie jakbym przestawał z poetą żyjącym jedynie wtedy, kiedy śni. Niewątpliwie to zasługa bólu istnienia wczesnych heteronimów Pessoi. Wszystkie one zostały przeznaczone do przeróżnych zadań, jednak lekki niesmak do życia połączył je wspólną duchową nicią. Fernando Pessoa ma skłonność do poszukiwania przyczyn wszelkich rzeczy. Zdaje sobie sprawę z tego, że nic nie jest tym, czym się wydaje. Stojąca w kontrze do niechęci świadomego odczuwania dociekliwość jest obsesją, skupiskiem zantagonizowanych wszechświatów, z których żaden nie stanowi alternatywy dla przeczulonego portugalskiego poety. A drzwi do nich wszystkich stoją szeroko otwarte, wyważyła je abstrakcja Pessoi. Z nudy i samotności, jako przejaw szaleństwa i odkłamywania siebie samego, niepozbawionego humorystycznej nuty. Heteronimy przy tym wyglądają jak nanizane na pamięć byty, fragmenty tożsamości poety, zlepki z jego życia i poszukiwacze... czegoś. Tylko czego? Miłości? Szczęścia? Fałszywie wyglądającej wielkości? To jest jak przebywanie pośród dni permanentnie umierających, czytanie poezji Pessoi to wędrówka w poszukiwaniu bogów, w których on sam nie wierzył. Za to wzywanie wszelkich sił życia i śmierci jest jakby stawaniem przed niewiadomym. Bo to wszystko jest straszliwie niepewne, pachnie tragedią a nawet piekłem. Sam Pessoa twierdzi, że złe jest lepsze od nieznanego i trudno mu nie przyznać racji. Cielesność go zapewne męczy i wpędza w okrutne koszmary. Emocjonalne stany portugalskiego twórcy są często tak niejasne, że można jako zabawę potraktować ich rozpoznawanie i katalogowanie, tak niewiele padającego na wszystko światła. Fernando Pessoa jest dla mnie wciąż studnią bez dna, kopalnią pomysłów do wszelkich dotyczących Bytu debat.
czytający - awatar czytający
ocenił na93 lata temu
Poezje zebrane: Alberto Caeiro Fernando Pessoa
Poezje zebrane: Alberto Caeiro
Fernando Pessoa
Żałuję, że dopiero teraz przekroczyłem granice tradycyjnie określonych pojęć. Ponieważ to, co było wcześniej, oznaczało tylko nieśmiałe przymierzanie się do filozofii istnienia, w zakresie której moja wiedza zaledwie dorastała do czasu stworzonego przez Fernanda Pessoę. Wspominam o czasie, którego sam Pessoa zbytnio nie cenił. Jako przeciwnik klasycznego postrzegania zjawisk, wieszczył rychły upadek czwartego wymiaru. Jego poetycka wiedza o rzeczach przedstawiała świat jako widowisko, badające zewnętrzne i wewnętrzne przejawy życia. Jednak cała wymyślona przez niego rzeczywistość stanowi dla mnie podwaliny pod nową filozofię, bez podziałów na stany duszy i wiary w bezkres. Wszystko ma swój początek i koniec. A przede wszystkim obdarzone jest cechą nieuniknioności, tym samym, co pozostaje w Przyrodzie główną panującą zasadą. Rozważania nad świadomością zaprowadziły mnie do sformułowań godzących we wszystko, co może być skomplikowane. Bo poezja Pessoi jest sztuką prostych wyobrażeń, ekspresją wyrażającą się w nadawaniu rzeczom pierwotnego sensu. To dyskretna liryka, pozbawiona pesymizmu o który ją kiedyś posądzałem. W tym, na co spogląda portugalski poeta, dostrzegłem cały Wszechświat i wróciłem do pradawnych myśli, według których bycie tu i teraz zawiera wystarczająco dużo piękna aby cieszyć się nim tak, jak czyniono to dawniej. To powrót do słońca i wiatru, wyprawa w poszukiwaniu rozsiewanego przez dobrych ludzi światła. Wydaje mi się, że Fernando Pessoa przywrócił rzeczywistości szlachetność, z tą swoistą dla niego harmonią i subtelnym umiarem. Nienadawanie przez niego nazw jest dla mnie czymś fantastycznym, pozwala mi dostrzec jedynie zarysy określeń, nad których docelowym kształtem muszę już popracować samodzielnie. Z domu na wzgórzu widać bardzo wiele. Przez chmury przebija się fałsz Wielkiej Tajemnicy, tymczasem na dole można zauważyć skutki ludzkiego działania, a w zasadzie brak tych skutków. Pessoa z pozycji mieszkańca poetyckiego wzniesienia zamierza zdrapać nałożone na niego oczekiwania. Pragnie czystych chwil, obdartych z ukrytego znaczenia ale niepozbawionych wrażliwości. Czytając jego wiersze ma się wrażenie obecności łagodnych pragnień. Czułych na wszelkie przejawy życia, sprawiających wrażenie smutnych, ale będących refleksyjnymi. To jest właśnie to, tak powinno się odczuwać zadowolenie wynikające z poczucia własnego istnienia. Niech pękają filozofie baniek mydlanych, to co było, nie musi za wszelką cenę nadal pozostawać w pamięci. Dzięki takiemu podejściu mogłem nazwać w ludzkim języku rzeczy, które nigdy nie posiadały osobowości. To dla mnie wybitne novum. Mam ochotę go nazwać mistykiem, jednak on właśnie zabronił zwracania się do niego w ten sposób. Niech w takim razie zostanie tłumaczem Przyrody, bo jego wyraźny panteizm ma okno skierowane właśnie ku Naturze. Zmysły Fernanda Pessoi postrzegają ludzi przez pryzmat otaczającego ich świata roślin i zwierząt. Nawet materia nieożywiona staje u niego na zaszczytnym miejscu. Portugalski poeta nie jest religijny, klasyczna boskość ma skazę fałszerstwa a bogactwem człowieka jest pozbawiona otoczki ze złudzeń, umiejętność patrzenia na byt. To swojska i bliska lekkiej duszy poezja, z mnóstwem poczynionych obserwacji natury egzystencjalnej. Cieszę się, że w gąszczu heteronimów Fernanda Pessoi wyciągnąłem na światło dzienne akurat ten. Alberto Caeiro stał się dla mnie kwintesencją prostoty, z jednoczesnym uwielbieniem dla jego umiejętności zadawania metafizycznych pytań. Ciekawi mnie, co następnym razem wyciągnie ze swojej starej skrzyni ten twórca czasowych pętli.
czytający - awatar czytający
ocenił na104 lata temu
O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich Piotr Sommer
O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich
Piotr Sommer Allen Ginsberg Robert Lowell Frank O’Hara John Ashbery Edward Estlin Cummings Charles Reznikoff James Schuyler John Cage William Carlos Williams John Berryman Kenneth Koch David Schubert
Kenneth Koch „Jeden pociąg może zasłonić drugi” (napis na przejeździe kolejowym w Kenii) „W wierszu jedna linijka może zasłonić drugą linijkę Tak samo jak na przejeździe jeden pociąg może zasłonić drugi. (…) W rodzinie jedna siostra może zasłonić drugą, Dopiero, kiedy uderzysz w konkury, W przeciwnym razie przychodząc do jednej, możesz zakochać się w drugiej. Jeżeli jesteś kobietą, któryś z ojców albo braci może Zasłonić mężczyznę, na którego ze swoją miłością czekałaś. Zatem zawsze coś stoi przed rzeczami, uczuciami i ideami. Jedno pragnienie może zasłonić drugie. I czyjaś reputacja może zasłonić Inną reputację. Jeden pies na trawniku może zasłonić Innego, więc jeśli umkniesz jednemu, wcale nie musisz być bezpieczny”. (…) s. 579 Piotr Sommer O krok od nich, Przekłady z poetów amerykańskich z reprodukcjami obrazów Jane Freilicher. Karakter, Kraków 2018. Tytuł wiersza z uwagą dotycząca miejsca napisu – bezcenny! Podobnie jak dedykacja: „ i tobie i tobie i tobie” (James Schuyler) Warto też powtórzyć: „Zatem zawsze coś stoi przed rzeczami, uczuciami i ideami”. Potężny zbiór amerykańskiej poezji w przekładzie Piotr Sommera liczący ponad siedemset stron formatu A4 to pozycja dużego kalibru. Wydana z reprodukcjami J. Freilicher -to uczta dla Czytelnika i miłośnika obrazów (jest ich niewiele, ale tworzą klimat). Uczta w sferze ducha, której nie sposób przeżyć ani w jeden, ani w dwa wieczory … nie pomoże nawet liczba „trzy”. Zaczniesz jesienią, przejdzie zima (324 strona),wiosna (471strona),lato zatrzyma cię na 589 stronie, czeka cię kolejna jesień… aż „O krok od nich” znajdzie się w zasięgu twojej ręki, przechodząc na własność. Będziesz panem pamięci i słów amerykańskich poetów od J. Ashber`ego, J. Berrymana, przez E.E. Cummingsa, K. Kocha, R. Lowella F.O` Hary, D. Schuberta…. do Jane Freilicher. Poezja amerykańska ma moc. Jak napisze tłumacz: „A martwi tylko to, że książka ponad miarę spuchła (zakazów nie wprowadzamy, ale w sumie nie ma powodu czytać wszystkiego na raz)”. Słowo ma literacką wagę, a strony ją pomnażają. Poezja amerykańska może wiele… Zacytujmy fragment z wiersza: „Portret kobiety w łóżku” Williama Carlosa Williamsa „Pracować nie pójdę A pieniędzy nie mam No i co z tym zrobisz? - ani biżuterii (cholerni idioci). Ale mam dwoje oczu I gładką twarz i jeszcze to! Spójrz! Jest wysokie! Jest tam mózg i krew – nazywam się Robitza! Do diabła z …(…)( s.114) 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na105 miesięcy temu
Haiku Matsuo Bashō
Haiku
Matsuo Bashō Issa Kobayashi Masaoka Shiki Buson Yosa
Mam słabość do haiku, dlatego zaczęłam gromadzić swoją prywatną kolekcję poświęconą tego typu poezji. Ten tomik jest moim drugim nabytkiem i jednocześnie pierwszym czytanym w polskim tłumaczeniu. Podobnie jak sam zamysł haiku, wydanie tego tomiku jest proste i minimalistyczne, co widać już po jasnej, estetycznej okładce. Każde haiku przedstawione jest w japońskim oryginale, oraz w polskim tłumaczeniu autorstwa Beaty Szymańskiej i Anny Kuchty. Szkoda, że do japońskich wersji haiku nie dodano furigany - dałoby to dużo frajdy osobom uczącym się języka Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeśli chodzi o samo tłumaczenie, to już we wstępie jedna z tłumaczek zaznacza, że założeniem tego przekładu było przedstawienie wierszy w sposób bliski polskiemu czytelnikowi. Nie do końca jestem przekonana do tego podejścia, wydawało mi się, że dużo rzeczy umykało w tłumaczeniu. O wiele bardziej do gustu przypadł mi angielski przekład w poprzednio czytanym zbiorze haiku. Zestawienie poetów haiku w tym tomiku jest dosyć klasyczne. Są to: Matsuo Bashō, Yosa Buson, Kobayashi Issa i Masaoka Shiki. Samych wierszy jest dosyć dużo i czytając je, można wyczuć styl i główne motywy opisywane przez poszczególnych autorów. Tomik czyta się szybko, a w trakcie czytania ma się wrażenie, jakby oczami wyobraźni oglądało się wystawę malarską, która przedstawia prostotę i piękno natury. Myślę, że ten zbiór haiku idealnie sprawdzi się jako forma medytacji, która pozwoli na chwilę odpocząć od pędu życia. (Wyzwanie czytelnicze LC na marzec 2023: Przeczytam tom poezji)
MogwaiGirl - awatar MogwaiGirl
ocenił na73 lata temu
Przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy. Wybór wierszy/Verrà la morte e avrà i tuoi occhi. Poesie scelte Cesare Pavese
Przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy. Wybór wierszy/Verrà la morte e avrà i tuoi occhi. Poesie scelte
Cesare Pavese
„Przyjdzie śmierć i będzie miała twoje oczy" (co za chwytliwy tytuł!) to wybór wierszy intymnych, skupionych, często boleśnie prostych. Pavese nie ucieka w ornament, nie komplikuje obrazu ponad miarę. Jego fraza jest oszczędna, niemal surowa, a jednocześnie drży pod powierzchnią. W tych tekstach miłość i śmierć nie są metaforami literackimi — są doświadczeniem, które rozsadza codzienność od środka. Słynny tytułowy wers brzmi jak wyrok, ale też jak wyznanie: śmierć nie jest abstrakcją, ma czyjeś oczy, czyjeś spojrzenie, czyjąś obecność. Czytając te wiersze, miałem poczucie obcowania z kimś, kto pisze bez ironicznego dystansu. Owszem, można w nich odnaleźć echa antyku, pejzaże włoskie, doświadczenie wojny i powojennego rozdarcia, ale to wszystko jest tłem. Na pierwszym planie pozostaje samotność — nie efektowna, lecz cicha, codzienna, przyjmowana bez patosu. Ten dwujęzyczny wybór (z włoskim oryginałem obok polskiego przekładu) pozwala czytać powoli, porównawczo, smakować rytm oryginału. Nawet jeśli nie zna się biegle włoskiego, sama obecność tekstu źródłowego nadaje tomowi dodatkową głębię. Pavese w języku włoskim brzmi jeszcze bardziej szorstko, bardziej „nagim” tonem. To poezja, która nie próbuje pocieszać, a jednak paradoksalnie przynosi ukojenie — może dlatego, że mówi wprost o kruchości, o zmęczeniu, o miłości, która nie ocala. W tym sensie ten tom jest doświadczeniem egzystencjalnym, nie tylko literackim.
Voldemort - awatar Voldemort
ocenił na102 miesiące temu
Hymny do nocy Novalis
Hymny do nocy
Novalis
Towarzyszące poezji Novalisa narodziny nowych światów potrzebują bezkresnych przestrzeni. Ponieważ po tych monstrualnych tworach wyobraźni błąka się ogromna samotność zalęknionego człowieka. Potężne zjawiska muszą gdzieś znaleźć ujście a to wszystko dzieje się właśnie na kartach "Hymnów do Nocy". Wspaniały to widok, nieco przytłaczający dla kogoś, kto pierwszy raz mógłby się zetknąć z niemieckim poetą. Bowiem wyrwać się spod władzy ciągłego niepokoju jest tutaj niezwykle trudno. Niby wkoło ziemskie kształty, jednak ich ezoteryczność każe zapomnieć o tym co znajome. Ciągłe wyczekiwanie na wspaniałości podrażnia zmysły ale nie o zewnętrzne cuda tu chodzi, lecz o wewnętrzne uniesienia duszy, skutkujące niekończącą się gorączką. Rozjaśniający poszczególne strofy blask pochodni przypomina o tym, że Noc nie jest jedyną bohaterką Novalisa. Jest też światłość płynąca z serca, tego uwielbianego przez romantyków zmysłu każdego wrażliwego człowieka. Istnienie wszelkich granic to czczy wymysł, bowiem minimum i maksimum tu nie istnieją. Podczas duchowej misji panuje zawsze przekonanie o dążeniu do odrodzenia. W upojeniu siła. Na progu świadomości zatrzymane człowiecze pojmowanie. Aż do wyzwolenia. W tym właśnie celu poezja Novalisa przeszła spod nieba Hellady przez Palestynę do Indii. Od zmysłowości przez ofiarę aż po mistycyzm. Intelektualne fascynacje niemieckiego poety zawierają przy tym mnóstwo symboliki. Dzień i Noc urastają do rangi bożyszczy rządzących światem. Kiedy umarł Hardenberg a narodził się Novalis? Czy w tym czasie przeszedł przez postulowany przez siebie stan nieistnienia? Zrozumienie słów "życie rodzi się w śmierci" wymaga odwagi zajrzenia w głąb siebie samego. Wyczucie napięcia pomiędzy bytem a niebytem to jedna z tajemnic romantycznych wierszy. Aby stawić czoła tym wyzwaniom, Novalis bacznie obserwuje zmysły. Bawi się formami, przemienia rzeczywistość z widocznej na niewidoczną. Bo będące produktem jego wyobraźni wyższe światy wcale nie muszą być widzialne dla wszystkich. Gdzieś pośrodku jest utkana z ciemnej materii zasłona, to ona oddziela wtajemniczonych od niewtajemniczonych. Dzień w opozycji do Nocy, to odwieczny dylemat wszelkiego stworzenia. Moją uwagę przykuło ocieranie się o nirwanę, wyzwolenie od cierpienia i jednoczesne przydanie śmierci zupełnie innego znaczenia. Niezwykle trudno pojąć ten powiew świadomości sprzed ponad dwustu lat. Ubolewam nad tym, że mając na sobie bagaż współczesności, utraciłem w pewnym sensie zdolność rozumienia tamtych czasów. Jednak duchowa wędrówka z Novalisem naprowadziła mnie na pewne znajome znaki. W jego świecie symboliki poczułem się raźniej. Może dlatego, że Noc wygrała z Dniem. Zapewne zafascynowało mnie nadejście Nowego Czasu, pełnego doskonałości i oznaczającego wyzwolenie. Bo któż nie chce, żeby podziwiany przez niego poeta szedł wzdłuż tej samej linii życia, zmierzając w tym samym kierunku zgodnie z osobistymi upodobaniami czytelnika. Chwalimy to, co nam emocjonalnie bliższe.
czytający - awatar czytający
ocenił na84 lata temu
Słodycz jabłek, słodycz fig Jane Hirshfield
Słodycz jabłek, słodycz fig
Jane Hirshfield
W zasadzie o poezji nie bardzo da się coś mądrego napisać, najlepiej ją po prostu przeczytać, czasami jej posłuchać. Tym samym zdań dosłownie klika. Kupując zbiór wierszy nie posiadałem żadnej wiedzy o poetce, decyzję o nabyciu podjąłem przeczytawszy nazwisko jednego z tłumaczy, a był nim Czesław Miłosz. Obok niego w zestawie widniał Adam Szostkiewicz, dziennikarz z Polityki, ale o wszystkim decydował Miłosz. Noblista tłumaczył jedynie kilka wierszy, ale popełnił też dyskretne słowo przybliżające poetkę i jej twórczość. Poetka przez znajomych kojarzona jako praktykująca buddystka i buddyjska perspektywa, buddyjska wrażliwość - nie tylko od święta - na wszystko co przynosi ziemia, świat natury,czyli drzewa, ptaki, zwierzęta, kwiaty to wyróżnik jej poezji. To wszystko podane w atmosferze tajemniczego rytuału, którego głównym zwieńczeniem jest motyw przemijania, czy wręcz kolejnych nieuchronnych wcieleń. Oto jeden z jej wiersz, może nie reprezentatywny, ale niech świadczy, że poetka, nie jest aż taka monotematyczna, czyli że tylko ptaszki i kwiatki ją zajmują: Wybiegłam nago na słońce Wybiegłam nago na słońce i kto by mnie za to potępił kto by potępił dzień był ciepły wybiegłam nago na deszcz i kto by mnie za to potępił kto by potępił burza Tego dnia byłam już blisko sześćdziesiątki zagrzmiało wtedy Pragnęłam więcej krzyknęłam: Więcej! i kto by mnie za to potępił kto by potępił już było przedtem kto by potępił że chciałam więcej
werblista - awatar werblista
oceniła na61 rok temu

Cytaty z książki Poezje zebrane: Ricardo Reis

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Poezje zebrane: Ricardo Reis