rozwińzwiń

Jak się tworzy powieść

Okładka książki Jak się tworzy powieść autora Miguel de Unamuno, 9788381962063
Okładka książki Jak się tworzy powieść
Miguel de Unamuno Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy publicystyka literacka, eseje
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Cómo se hace una novela
Data wydania:
2021-03-22
Data 1. wyd. pol.:
2021-03-22
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381962063
Tłumacz:
Kacper Szpyrka
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jak się tworzy powieść w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jak się tworzy powieść

Średnia ocen
6,7 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Jak się tworzy powieść

Sortuj:
avatar
240
212

Na półkach:

Sięgnęłam po tę książkę zwabiona nazwiskiem autora, Miguela de Unamuno. Wielki pisarz, filozof etc., wiadomo. Dziełko jest…specyficzne. Składa się z przetłumaczonego przez Unamuno zarysu jego własnej sylwetki pióra francuskiego krytyka, komentarza do tegoż i właściwego eseju o tym, jak się tworzy powieść. Na szczęście nie jest to poradnik pisania kreatywnego. To raczej wizja roli pisarza i czytelnika, ich wzajemnego stwarzania i odtwarzania dzieła. To wszystko w mocno politycznym zabarwieniu, bo dziełko było pisane podczas raczej przymusowego pobytu pisarza poza Hiszpanią, a to w wyniku usunięcia go z kraju przez dyktaturę Primo de Rivery. O ile komentarz ociera się chwilami o minoderię, o tyle zabawa ze słowami („umieranie nazywam odnarodzniem”) w zasadniczym eseju jest znacznie ciekawsza.

Sięgnęłam po tę książkę zwabiona nazwiskiem autora, Miguela de Unamuno. Wielki pisarz, filozof etc., wiadomo. Dziełko jest…specyficzne. Składa się z przetłumaczonego przez Unamuno zarysu jego własnej sylwetki pióra francuskiego krytyka, komentarza do tegoż i właściwego eseju o tym, jak się tworzy powieść. Na szczęście nie jest to poradnik pisania kreatywnego. To raczej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

80 użytkowników ma tytuł Jak się tworzy powieść na półkach głównych
  • 54
  • 25
  • 1
14 użytkowników ma tytuł Jak się tworzy powieść na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Jak się tworzy powieść

Inne książki autora

Miguel de Unamuno
Miguel de Unamuno
Hiszpański filozof, pisarz, dramaturg i poeta, rektor Uniwersytetu w Salamance, z pochodzenia Bask. Zrozpaczony działaniami Republiki poparł początkowo generała Francisca Franco. Nie mógł jednak zignorować rzezi i morderstw, których ofiarami padli jego przyjaciele: Casto Prieto (burmistrz Salamanki),Salvador Vila oraz Federico García Lorca. Wziął udział w Festiwalu Rasy Hiszpańskiej, zorganizowanym 12 października 1936 r. W odpowiedzi na gwałtowne ataki profesora Francisca Maldonado przeciwko Katalończykom i Baskom wygłosił przemowę przeciwko ideom nacjonalistów. Prawdopodobnie tylko obecność żony generała Francisca Franco uratowała go przed linczem. Generał Franco życzył sobie rozstrzelania filozofa, nie uczynił tego jednak ze względu na jego międzynarodową sławę i reakcje, jakie wywołało za granicą morderstwo Federico García Lorca . źródło: wikipedia
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Z rzeczy pierwszych Eliot Weinberger
Z rzeczy pierwszych
Eliot Weinberger
Przepiękna lektura o świecie, który jest piękny w swojej różnorodności: „Wszędzie rozlegały się śpiewające głosy i rytmy wybijane przez stopy w tańcu, napotykało się olśniewające stroje i wymyślne makijaże. Wzdłuż brzegu okrytego kwieciem brzoskwini, nad zieloną wodą, w podmuchach jesiennego wiatru, pod wiosennym księżycem nie było jednego bodaj miejsca, w którym człowiek nie mógłby spełnić swego pragnienia” Kultura europejska, chińska, indyjska, aztecka, afrykańska… zmienność pór roku; prawa i statuty składane ze sznurków i węzłów; benedyktyński podręcznik znaków wykonywanych rękoma, by móc dostać określone jedzenie lub modlitewnik; Mahomet moczący ręce w dzbanku, by w ten sposób podać je kobiecie; rozważania o tym, czym są gwiazdy w różnych kulturach i religiach; historie nosorożców na kontynencie; mnich ciężko oddychający, gdy wrzucono mu do kaptura srebrną monetę; dziewczyna, zamieniająca się w drzewo z pięknymi kwiatami, budzącymi do życia pragnienie miłości, które zniszczyć może jedynie zazdrość i bezmyślność; wyjaśnienia snów Lakandonów („Jeżeli przyśniło ci się przyjęcie, czeka cię długi okres znużenia; „to, co we śnie jest pewne, to się nie wydarzy”) czy wojskowy ustanawiający Ministerstwo Biegłości Literackiej. Bogactwo opisów rozmaitych znaczeń. Zapiszę sobie poniżej niektóre. WIATR I KOŚĆ "Żeby wyrazić emocje, potrzeba wpierw wiatru; żeby zorganizować słowa, trzeba mieć kość. Ten, kto ma dobrze wyćwiczoną strukturę kości, znać się będzie na retoryce. Ten, kto jest pełen wiatru, dobrze wyrazi swe uczucia. Mogłoby się wydawać, że wiatr to uczuciowość i pomysły, podczas gdy kość to język, ale Liu powiada też, że niedostatek pomysłów i obfitość słów, pomieszanych i niezorganizowanych, to przejaw braku kości. A jednocześnie, gdy pomysły są niedomyślane, pozbawione życia i witalności, to oznacza braku wiatru. Czym jest wiatr i czym jest kość, nie udało się nigdy jednoznacznie ustalić kolejnym pokoleniom chińskich krytyków." ZASADA UMIARKOWANEJ POEZJI „Spoglądaj ku teraźniejszości, by tworzyć niebywałe. Odnoś się do starożytnych, by ustanawiać prawa (…) dążenie do nowoczesności i zaniedbywanie starożytnych sprawiło, że wiatr zamarł i wygasła witalność” ZHANGOWIE "Zheng Chao w XVII wieku stwierdził: „Kwiaty muszą mieć motyle, góry strumienie, skały mech, ocean wodorosty, stare drzewa liany i pnącza, a ludzie – obsesje”. (...) Zhang Rong, poeta V wieku, otrzymał wachlarz z białych piór czapli od taoistycznego duchownego, który powiedział mu, że „dziwne rzeczy należy dawać dziwnym ludziom”. Cesarz mawiał, że królestwo nie poradziłoby sobie bez jednego takiego męża jak Zhang Rong i że nie przetrwałoby z dwoma. (...) Rodzina Zhang Gongyiego w VII wieku słynęła z tego, że przez dziewięć pokoleń żyła w pełnej harmonii. Kiedy cesarz zapytał, jak to możliwe, Zhang Gongyi (…) jął kreślić znak „cierpliwość” – po wielokroć. (...) O jego [Zhang Zu] esejach powiadano, że są jak tysiąc sztuk złota wybranych spośród tysiąca sztuk złota. Znaczyło to, że wszystkie są cenne." WOLNOŚĆ STRZYŻYKA Kaczki i gęsi mogą wzbijać się wysoko, jednak strzały z łuku ściągają je na ziemię, gdyż ich ciała są dobrze utuczone. Zimorodki i pawie muszą ginąć dla piękna swych piór. Sokół groźny, lecz trzyma się go na uwięzi. Papuga zmyślna, lecz zamknięta w klatce, musi powtarzać słowa swego pana. Jeden mały strzyżyk, bezwartościowy i brzydki, jest wolny. LUDZKOŚĆ TARGANA PRZEZ CZTERY WIATRY Bóg miał powiedzieć [św. Katarzynie ze Sieny], że (…) ludzkość (…) to drzewo samolubnej zmysłowości, targane przez cztery wiatry. "1. Pierwszy to wiatr dostatku, który sprawia, że ludzie cierpią z powodu tego, czego nie mają, karmi pychę bezczelnością, sprawia, że stojący u władzy dzierżą rządy pełne niesprawiedliwości i próżności, są zadufani w sobie, ich ciała zbrukane są grzechem, a myśli plugawe. 2. Drugi to wiatr strachu, który sprawia, że ludzie boją się, iż utracą to, co kochają: własne życie lub życie swoich dzieci, albo innych ludzi, albo swą pozycję, cześć czy bogactwo. Dlatego też kulą się ze strachu i nigdy nie znajdują pokoju, ten bowiem przychodzi wraz z przyjęciem Bożego porządku spraw. 3. Trzeci to wiatr przeciwności, który urzeczywistnia ich lęki i odbiera im zdrowie, dzieci, bogactwa, dobra, cześć albo życie – co tylko Bóg, nazywający siebie „łagodnym lekarzem” uzna za konieczne, by doprowadzić do ich zbawienia. 4. Czwarty to wiatr sumienia. Rzecze Pan: „Wiatr ten stwarza moja boska dobroć, albowiem próbowałem znęcić [ludzkość] miłością poprzez dobrobyt i imałem się strachu, by ich serca poprzez nieszczęścia umiejętnie przywieść do cnotliwej miłości, i próbowałem zsyłać na nich strapienia, aby poznali kruchość i nietrwałość świata. Niektórzy ludzie jednak wszystko to mają za nic. A że kocham was wszystkich tak niewymownie mocno, zsyłam tedy kuksaniec sumienia, by ocknęli się ci ludzie z otwartymi ustami i wyrzygali plugawość swych grzechów na świętej spowiedzi”. WIR – ŹRÓDŁO ŚWIATA? Anaksagoras układający grecką wirową teorię stworzenia ("Chaos pozostawał w odwiecznym wirze ruchu, aż do chwili, w której „burza jakaś […] wśród zarodków i chaos” powiązała i porozdzielała pierwiastki tak, że utworzyły materię kosmosu. Lukrecjusz pisze, że wszystko to stało się za sprawą zupełnego przypadku). (...) Blake rysując drabinę Jakubową, nadał jej postać spiralnej klatki schodowej, przechodzącej przez księżyc w drodze do nieba. Piekło Dantego było wirem, a jego przeciwieństwo – ścieżka prowadząca spiralnie wokół góry czyśćcowej – wiodła do nieba. Pielgrzym Bunyana postępuje spiralną ścieżką do Niebiańskiego Grodu, a indyjski bohater Śaktidewa w „Oceanie opowieści”, żeglujący ku Miastu ze Złota, jest jedynym ocalałym z katastrofy statku - swe przeżycie zawdzięcza gałęzi drzewa banian, która jakimś cudem wyrasta z wiru pośrodku morza. (...) Newton na stare lata gorzko utyskiwał, że mimo jego dowodów świadczących, iż to grawitacja wprawia światy w ruch, ludzie nadal wierzą słowom Kartezjusza, tylko dlatego, że są to słowa Kartezjusza. A może to dlatego że Kartezjuszowe wiry okazały się piękniejsze, że były materią wziętą ze snów pod takimi względami, pod jakimi nie mogła nią być Newtonowska grawitacja. "Pokazujesz mi pan – mówi Markiza - widok tak przepastny, że wzrok mój nie sięga jego końca. Widzę wyraźnie obywateli naszego świata. A tyś jasno przedstawił memu rozumowi obywateli księżyca i innych planet naszego tourbillon czy też wirowania. Dalej powiadasz mi o mieszkańcach planet wszelkich innych tourbillons. (…) Co będzie z nami pośrodku tak wielu światów? (…) widzę ziemię tak okrutnie małą, że odtąd już za nic będę miała uważać się za jej część. I zdumiewa mnie, że ludzki rodzaj tak jest rozmiłowany we władzy, tak poważa wielkość tutejszą, układając projekt za projektem, zwodząc, zdrad się dopuszczając, kadząc i kłamiąc licho, i czyniąc wszystkie te przemożne wysiłki, by zagarnąć część świata, którego nie zna ani nie pojmuje, tak jak i czegokolwiek z owych przemożnych tourbillons." MĘCZEŃSTWO PERPETUI "W roku 203, w Kartaginie, gdy aresztowanie Perpetui było kwestią czasu, ojciec starał się ją przekonać, by wyrzekła się wiary, która sprowadzi na nią tylko śmierć. Odrzekła: „Czy widzisz ten dzbanek na stole? Czy możesz powiedzieć o nim, że jest czymś innym niż dzbankiem? Tak i ja mogę nazywać siebie tylko tym, kim jestem, chrześcijanką”. Perpetua miała 22 lata (…)" POEZJA OSŁA Poezja mająca źródło w miłości osła do oślicy: "Me serce poraziła ośliczka gdybym czekał na mego pana pod drzwiami aptekarza. Zniewoliła mnie jej skromność i jej dwa miękkie ganasze koloru shanqarani umarłem przez nią, bo gdybym miał żyć dalej namiętność moja tylko by się wzmagała. - „Twój wiersz jest wzruszający”, rzekł Abu al-Anbas, „ale co oznacza shanqarani”? - „Ach, to stare słowo. Dzisiaj słyszy się je tylko w oślej poezji”." SYMBOLIKA WIATRU "Określeniem „wiatr człowiek” nazywano poetę. „Wiatr przepływ” tłumaczono jako znamienity, wyrafinowany, utalentowany literacko oraz rozpustny. „Wiatr rozkosz” był jedynie nazwą nastroju, za to „wiatr smutek” oznaczał wybitność w dziedzinie literatury. Wsłuchaj się w wiatr, a poznasz wiatr. Wiatr wieje, a pokolenia to liście, które przegania. Nie było większej pochwały nad to, co powiadano o Konfucjuszu: „ten wie, skąd wieje wiatr.”" BÓL UTRACONEJ MIŁOŚCI "Rama, nieutulony w żalu, wzniósł złoty pomnik swej ukochanej i rządził przez kolejnych dziesięć tysięcy lat, lecz świat wydawał mu się pusty i pozbawiony sensu bez Sity. Wreszcie umarł, nie zobaczywszy jej nigdy więcej." "Syn królewski leżał na łóżku w komnacie małżeńskiej wieży, nie spał, odmawiał jedzenia i uparcie milczał. Czekał tygodniami, po czym rozplótł włosy i wtarł w nie ziemię, ciało zaś umazał popiołem, wziął drewniany kostur i niewielką drewnianą miskę i opuścił pałac, by samotnie przemierzać bezkres świata."
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na99 miesięcy temu
Niemieccy słuchacze! Przemówienia radiowe z lat 1940–1945 Thomas Mann
Niemieccy słuchacze! Przemówienia radiowe z lat 1940–1945
Thomas Mann
Głos wołającego na puszczy. W roku 1940 Tomasz Mann otrzymał propozycję wygłaszania krótkich przemówień radiowych do swych rodaków w Niemczech. Robił to co miesiąc przez 5 następnych lat. Przemówienia te miały za zadanie zachęcać Niemców do oporu, dodawać otuchy przeciwnikom reżimu, w pewnym stopniu dostarczać informacji o istotnych wydarzeniach związanych z wojną. Mann bez przerwy zmaga się w tych tekstach z pytaniem: jak to możliwe, że naród niemiecki dał się omamić takiej kanalii jak Hitler i popchnąć do zbrodni. W próbach zrozumienia tego fenomenu pojawia się rozpacz, bezradność, gniew, ale też nadzieja, że jakaś część narodu zachowała resztki człowieczeństwa, dzięki którym uda mu się odrodzić po wojnie. „Przyznaję, że to, co zowie się narodowym socjalizmem, jest głęboko zakorzenione w niemieckim życiu. Jest to wybujała, zdegenerowana forma idei, które zawsze zawierały w sobie pierwiastek zabójczego zepsucia i bynajmniej nie były obce tym dawnym, dobrym Niemcom, kulturalnym i ogładzonym. Żyły tam sobie wykwintnie, zwały się „romantyzmem” i dla świata miały wiele uroków. Można by rzec, że zeszły na psy i że takie było ich przeznaczenie, skoro ostatecznie doszły do Hitlera. Wespół z wyborną adaptacją Niemiec do wieku techniki stanowią dziś wybuchową mieszankę, groźną dla całej cywilizacji. Tak, dzieje niemieckiego nacjonalizmu i rasizmu, których kulminacyjnym punktem był narodowy socjalizm, to długa, ponura historia; sięga daleko w przeszłość, zrazu jest interesująca, potem robi się coraz bardziej podła i szkaradna. Ale mylić te dzieje z dziejami samego ducha niemieckiego i utożsamiać je z nimi to jaskrawy pesymizm i błąd, który mógłby zagrażać pokojowi. Obcym powiadam: mam w sobie dość ufności i patriotyzmu, by Niemcom – tym, których oni kochają, Niemcom Dürera, Bacha, Goethego, Beethovena – przypisywać dłuższy oddech historyczny”. Czy Mann kogoś w Niemczech przekonał? Czy do kogoś dotarł? Jaki był odzew na jego audycje? Nie wiadomo. Dziś jest to przede wszystkim dokument epoki, lecz pod pewnymi względami zaskakująco mało się niestety zestarzał.
jasberin - awatar jasberin
ocenił na84 lata temu
Paradiso Adam Szczuciński
Paradiso
Adam Szczuciński
Drugie po książce Ewy Bieńkowskiej wydawnictwo o podróżach do Wenecji, a raczej miłości do miasta, zachłyśnięciu się jego historią i sztuką. Różnica tkwi w tym, że Adam Szczuciński, przechadzając się zacienionymi i wąskimi uliczkami miasta, podąża za Josifem Brodskim, który spoczął na cmentarzu położonym na wyspie San Michele, podczas gdy Ewa Bieńkowska w "Co mówią kamienie Wenecji" zachwycała się plastyczną oprawą, sztukateriami i obwiedzionymi w ramy historiami, które powstały dzięki sile talentu i sprawnej dłoni trzymającej pędzel wraz malarską paletą. „Paradiso” to wymieszana z impresjami autora, ubrana w formę kilkudziesięciu esejów opowieść o poecie, nobliście i twórcy słynnego eseju „Znak wodny”. Historia drobnych zauważeń i mgnień, poetyckich i ulotnych, odblasków słońca na tafli wody, światła wpadającego do wnętrz opustoszałych kościołów, pozłoceń wypełniających barokowe sale i pałace, intensywności zieleni wylewającej się z weneckich ogrodów i patrzących na przechodniów kamiennych oczu posągów. Tłok w vaporetto. Wspomnienie Barysznikowa, Mysz i kot Josif. Zachwyty, wspomnienia, raje. Daleko „Paradiso” do przewodnika. Szczuciński zachęca do swobodnej kontemplacji, bardziej snucia marzeń o mieście, niż jego realnego odczuwania. Jest czas na Canale Grande i jest czas, by spojrzeć w nocne niebo. Jest pora na pospiesznie wypitą przy barze kawę i na wspomnienie poety, który zachwycił się widokiem i odnalazł w sobie przeczucie. To czas na spotkanie z wierszem, niespieszne zadumanie, wyciszenie, oddanie się mocy poezji i odurzającemu pięknu miasta na wodzie. Chodząc po Wenecji, pisze Szczuciński, rozmawia się z Brodskim. To on właśnie nazwał miasto ziemskim rajem, gdzie oddycha się powietrzem, którym "niepodobna się znudzić, szczególnie pod koniec”. Na koniec cytat, który był dla mnie czymś w rodzaju objawienia: „Każdy ma dwa miasta rodzinne. Jednym z nich jest Wenecja” (Sándor Márai).
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na611 miesięcy temu
Ślad wydawcy Roberto Calasso
Ślad wydawcy
Roberto Calasso
ODCISKI W PLASTELINIE KULTURY Zbiór esejów Roberto Calasso (ur. 1941) pod tytułem „Ślad wydawcy” jest jedną z bardzo unikatowych pozycji, pozwalających czytelnikowi zajrzeć za kulisy działalności wydawniczej. Trudno w moim przekonaniu o osobę bardziej kompetentną do napisania takiej książki, niż włoski pisarz, ponieważ Calasso jest nie tylko znakomitym eseistą, autorem książek poświęconych Kafce i Baudelaire’owi, ale również doświadczonym wydawcą, współzałożycielem jednego z najważniejszych włoskich wydawnictw – Adelphi. Co więcej, Calasso to jeden z nielicznych przypadków osób, które w branży wydawniczej osiągnęły sukces – jest to istotne zastrzeżenie, biorąc szczególnie pod uwagę to, co Włoch pisze w jednym z esejów – że na wydawaniu książek wielu już roztrwoniło swoje majątki. Na „Ślad wydawcy” składa się dwanaście tekstów, opublikowanych przez autora we włoskich czasopismach lub wygłoszonych przy różnych okazjach. Niestety, i to właściwie jedyny zarzut jaki ośmielam się sformułować wobec książki włoskiego eseisty – jak się wydaje, finalny układ tekstów w „Śladzie wydawcy” nie jest wynikiem koncepcji autora, a jedynie eklektycznym wyborem jego eseistyki, dokonanym przez osobę trzecią, co widać wyraźnie, gdy Calasso parokrotnie w swoim wywodzie posługuje się takimi samymi przykładami i ideami, nie wspominając o miejscu ich wcześniejszego użycia. Ale to jedynie uwaga na marginesie, która nie unieważnia licznych pozytywów. Grupa edytorów, która zakładała Adelphi, była zainspirowana działalnością Kurta Wolffa, który tuż przed pierwszą wojną światową zaczął wydawać „nowych pisarzy odznaczających się talentem literackim”. Swoistej idée fixe Niemca, światowa literatura zawdzięcza odkrycie takich nazwisk jak Kafka, Walser, Trakl czy Benn. Calasso, w nawiązaniu do serii „Der Jüngste Tag”, rozwija koncept „książki jedynej” – czyli pozycji nieoczywistej, „którą się czyta, wchodząc w krąg potężnej halucynacji”, „napisanej przez autora jedynego w swoim rodzaju, „któremu coś się przydarzyło i (…) to coś utrwaliło się w tekście”. Serią wydawniczą, która nadała wydawnictwu Adelphi rozgłos, była zainicjowana w 1965 roku „Biblioteca”, gdzie pierwszym tomem była powieść Alfreda Kubina „Po tamtej stronie” (warto nadmienić, że numerem trzy był „Rękopis znaleziony w Saragossie” Jana Potockiego). Do dziś ukazało się w tej serii ponad siedemset tytułów, ze średnią częstotliwością półtorej książki na miesiąc. W kolejnych tekstach Calasso rozwija swoje myśli na temat profili wydawniczych, które to zjawisko w dobie bezrefleksyjnej pogoni za zyskiem i wynikami sprzedaży uważa za zanikające. Sporą część poświęca problematyce serii wydawniczej – rozumie ją w sposób odkrywczy i chyba, w porównaniu z większością współczesnych wydawców, unikatowy. A mianowicie jako „zdolność nadania takiej formy książkom, jakby były rozdziałami jednej i tej samej księgi”. Istotna jest również kwestia okładki, a w szczególności jej właściwego wyboru. Okładki były bodaj najskrupulatniej selekcjonowanymi częściami książek, publikowanych przez wydawnictwo Adelphi – ich funkcję widzi Calasso jako „odwróconą ekfrazę” dzieła (ekfraza – artystyczny, szczegółowy opis dzieła sztuki). Włoski pisarz skupia się również na filozofii pisania tekstów na drugiej stronie skrzydełka. Niejako mimochodem, Roberto Calasso zdaje również relacje ze swoich edytorskich inspiracji, pisząc między innymi o najpiękniejszej według niego książce, jaką kiedykolwiek wydano – „Hypnerotomachia Poliphili” („Miłosne zmagania we śnie”) anonimowego autora, opublikowaną w 1499 roku nakładem weneckiego wydawcy Aldusa Manucjusza. Wspomina też o ważnych w swoim życiu ludziach – mistrzach i przyjaciołach wydawcach, każdemu poświęcając krótki tekst w formie nekrologu. Niewielką, ale jakże istotną część książki stanowi niezwykle interesująca polemika z artykułem „Co się stanie z książkami?” Kevina Kelly’ego, który w „New York Timesie” przepowiada istnienie biblioteki uniwersalnej, „jedynej księgi świata”, gdzie każdy będzie miał dostęp do wszystkich tekstów i książek, jakie kiedykolwiek zostały napisane. W wizji Kelly’ego czytanie nabiera wspólnotowego wymiaru, a czytelnicy mogą dzielić się między sobą tym, co przeczytali, wraz z opracowanymi przypisami, glosami, komentarzami. Calasso uważa, że byłoby to zagrożenie dla funkcji wydawcy, którego rolę postrzega znacznie szerzej niż statystyczny odbiorca kultury – nie tylko jako menedżera lecz przede wszystkim jako arbitra, oceniającego jakość dzieła. Wtedy „wydawca może zejść ze sceny i nie będzie to ani dostrzeżone, ani opłakane”. Widać jak na dłoni, że dla Calasso działalność wydawnicza była czymś w rodzaju misji. Co chwalebne, wydaje się ona biegunowo odległa od tak bardzo popularnych w dzisiejszych czasach wydawnictw subsydiowanych, czy tak zwanego „vanity publishing” – nastawionych jedynie na zysk pseudowydawców, żerujących na twórczych i wrażliwych, a poniekąd naiwnych ludzi, którym z różnych powodów nie udaje się przebić do żadnego z wydawnictw z wyższej edytorskiej półki. Książki o książkach to bardzo specyficzny rodzaj lektur. Taki metapoziom literackiej refleksji z pewnością wymaga od autora erudycji i dużych umiejętności, aby nie zanudzić czytelnika, lub, co jeszcze gorsze, nie stać się jedynie kompilacją powszechnie znanych prawd. Na szczęście znakomite pióro Roberto Calasso, w połączeniu z jego niekwestionowanym doświadczeniem w branży wydawniczej sprawiają, że „Ślad wydawcy” to bardzo interesująca, warta przeczytania książka. Choć, co widać w tytule, prezentuje jedynie „ślad”, to z całą dobitnością uświadamia wagę takiego śladu, który, choćby najmniejszy z możliwych, odciska się w niebywale chybotliwej i plastycznej materii, jaką jest plastelina światowej kultury. Każdy źle postawiony krok może ją nieodwracalnie zdeformować. Trudno jest mi oprzeć się wrażeniu, że „Ślad wydawcy” to pozycja również zaliczająca się do „książek jedynych” – napisana przez człowieka, którego tożsamość wykracza daleko poza banalne określenie „pisarz”, opublikowana przez wydawnictwo, które jak żadne inne posiada jasno określony profil i konsekwentnie go realizuje, które kładzie nacisk na estetyczny wymiar publikowanych książek. Nie sądziłem, że można w tak zajmujący sposób opowiedzieć o historii edytorstwa, a co dopiero – jak w przypadku włoskiego pisarza – streścić niewielki jej wyimek i to jeszcze z jakże subiektywnego punktu widzenia. Roberto Calasso daje nam szansę spojrzeć na literaturę od drugiej, rzadko dostępnej zwykłym czytelnikom strony – od strony nerwów, flaków, kabli i sznurków. Pozwala zaobserwować ten niezwykle ważny i nierzadko trudny moment, w którym dzieło literackie nabiera dodatkowego wymiaru i staje się przedmiotem.
Tomasz Wojewoda - awatar Tomasz Wojewoda
oceniła na87 lat temu
Słodko-gorzki eros. Esej Anne Carson
Słodko-gorzki eros. Esej
Anne Carson
„Kiedy pragnienie jest tematem książki, którą czytasz, możesz otworzyć ją w dowolnym miejscu i skończyć, kiedy ci się spodoba. Kiedy Eros jest czymś napisanym na papierze, zawsze możesz zamknąć książkę i mieć go z głowy. Albo wrócić do niej i ponownie odczytać słowa, znowu i znowu. Bryłka lodu topnieje tam wiecznie. To, co zostało zapisane za pomocą liter, „jest niezmienne i pozostaje zawsze takie samo”, mówi Izokrates, orator z V wieku”. (s.150) Anne Carson, Słodko- gorzki eros. Esej. Przekład Renata Lis, Ossolineum, Wrocław 2025. Czytasz esej Carson, zgodnie z instrukcją, w dowolnym miejscu, zamykasz, kiedy chcesz … Pełna swoboda, pełna wolność, pełna niezależność… Carson – poetka, eseistka, urodzona w Kanadzie, mieszka w Islandii. Nauczycielka starożytnej greki. Autorka znakomitego eseju „Piękno męża” w 29 tangach; zdobywczyni polskich nagród: im. Wisławy Szymborskiej (2024) i Zbigniewa Herberta (2025) Stroni od publicznych wystąpień, strzeże swej prywatności. Wybierzmy przypadkowe strony: s.71, s.183, s. 52. • „Granice alfabetu” (s.71): Rzecz dotyczy pisma i liter, w tym przypadku alfabetu greckiego (w tekście pojawiają się cytaty w języku greckim i polskim). Tu autorka przypomina o istnieniu dźwięków, z nich powstają samogłoski, jednakże początek i koniec dźwięku wymaga zaistnienia spółgłoski, „są nie dźwiękami”, a jak powiada Platon: „nie mają głosu”. Jednakże rozpoczęcie i zakończenie każdego dźwięku zależy od spółgłosek! One wyznaczają granice dźwięku. Co w związku z tym z erosem? Związek jest oczywisty. Na granice wyczulony jest eros i uwrażliwia na nie kochanków – pisze Carson. • „Przeczytaj mi ten kawałek jeszcze raz”(s.183) Mowa tu o początkach, które są kluczowe, bowiem według Sokratesa „wszystko w życiu ma swój początek, z jednym wyjątkiem samego początku”. Okazuje się, że wszystko, co ten moment niesie (dobre, złe, gorzkie, słodkie) przychodzi nieproszone jako dar bogów (tak mówią też poeci). • „Logika na krawędzi” (s. 52) Tu znajdziemy odwołanie do Freuda, mówiące, że kochamy to, co możemy sobie przywłaszczyć i nienawidzimy tego, co jest inne. I zdanie: „Miłość, której tor jest zamknięty i która nie może osiągnąć spełnienia, zdobywa szczególnie silną władzę nad ludzkim sercem”. Na pytanie, czy eros nadal jest zagadnieniem, które ją angażuje, autorka, z okazji odebrania na-grody im. Zbigniewa Herberta (2025),odpowiedziała: „ab- so- lutely natking” , a przez twarz przemknął uśmiech. Pisarstwo Carson - Nobel w zasięgu ręki. Pisać o erosie bez liryki? Cytat z tekstu Carson: „Czas śledzi was, kaszle ochryple, Gdy usta szukają ust”. (s.138) W.H. Auden, „Gdy szedłem raz wieczorem”, przekł.S.Barańczak 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na106 miesięcy temu
Praga magiczna Angelo Maria Ripellino
Praga magiczna
Angelo Maria Ripellino
Rozwlekły esej włoskiego slawisty i miłośnika grodu nad Wełtawą. Pisany w latach siedemdziesiątych minionego stulecia, po zdławieniu praskiej wiosny, w trakcie komunistycznej „normalizacji” ekipy Husaka. Co ciekawe, Ripellino nie kryje swojego negatywnego stosunku do tej ekipy w sytuacji, gdy we Włoszech elity intelektualne w tym czasie były zdecydowanie prokomunistyczne. To duży plus. Należy jednak zaznaczyć, że książka posiada niesamowicie wysoki próg wejścia. Czytelnik powinien znać historię Czech i Pragi, lokalną literaturę oraz przede wszystkim … dzieła niemieckojęzycznych mieszkańców tego miasta. Tymczasem u progu I wojny światowej stanowili oni tylko 7,5% mieszkańców miasta, z czego 72% stanowiła ludność żydowskiego pochodzenia. No ale oczywiście w każdym zachodnim kraju wydano więcej tłumaczeń z niemieckiego niż z któregokolwiek z języków słowiańskich, więc są oni w „Pradze magicznej” nadreprezentowani. O ile w przypadku Kafki jest to zrozumiałe (aczkolwiek teza o znaczeniu jego praskości jest dyskusyjna),o tyle różni Weinerowie, Adlerowie, Meyrinkowie nie zasługują na przyćmienie braci Čapków czy Vladislava Vančury. Lepiej wygląda poezja, gdzie często są cytowani Vítězslav Nezval czy Jaroslav Seifert (późniejszy noblista). No i duży plus za streszczenie i omówienie „Labirynty świata” Jana Amosa Komensky’ego (nam pozostaje zazdrość, że w tym czasie nie mieliśmy równie dobrego pisarza). Nic nie wnosi cytowanie fragmentów lub omówień dzieł twórców w Polsce (i pewnie wszędzie poza Czechami i Niemcami jeśli chodzi o niemieckojęzycznych) nieznanych i nie tłumaczonych. Taki zwyczajny snobizm. Do najciekawszych rozdziałów należą te o Hašku i Szwejku i o klęsce pod Białą Górą. Najnudniejszy jest początek i poniekąd koniec. Ripellino lubi się powtarzać i przekazywać te same treści kilkukrotnie. Zajmuje się tylko tym, co go interesuje i imponuje mu. I okresami w dziejach i ludźmi oraz ich dziełami. Książka stanowi zbiór impresji i w zasadzie powinna być zatytułowana – „co w Pradze może zaciekawić przybysza zza żelaznej kurtyny”. Okazuje się, że zdecydowanie zbyt mało. Można powiedzieć, ze to, co ukazało się oryginalnie lub w tłumaczeniu po niemiecku, co jest bardzo smutne – chronologicznie są to Rudolf II, rabbi Löw i Golem, Josefuv, czyli praskie getto, Kafka i jego krąg, niemieckojęzyczni pisarze z Pragi, wizyta w Pradze Apolinaire’a oraz Hašek i Szwejk. I magia, czyli … to samo. Ani słowa o czeskim odrodzeniu narodowym, o dylematach z tym związanych (język, rewizja historii, antyniemieckość i antyaustriackość (jedna uwaga, że w odróżnieniu od Schulza i Rotha u Czechów nie ma tęsknoty za C.K. monarchią),panslawizm i rusofilia (widoczna np. u Haška),historia budowy Teatru Narodowego (Narodni Divadlo),Masaryk i przywiązanie do wartości demokratycznych, egalitaryzm, kultura ludowa, wspaniałą sztuka pierwszej połowy XX wieku od Muchy poprzez kubizm i rondokubizm do czeskich fotografów (wspomniana jest jedynie Toyen oraz krąg Devetsil) czy wreszcie praska wiosna, gdzie odwilż w polityce została zapoczątkowana odwilżą w kulturze (Kundera, Hrabal, Fuks w literaturze, Miloš Forman, Jaroslav Papoušek, Jiri Menzel, Jan Kadar i Elmar Klos, Juraj Herz i inni w filmie). Poza nieśmiertelnym autorem Szwejka i Seifertem oraz wyjątkowo Vančurą z tłumaczonych na polski autorów wspominani są Hrabal oraz Ladislav Fuks, a konkretnie jego znakomity „Palacz zwłok”. No i wstyd dla wydawnictwa i jego właściciela,znanego czechofila Mariusza Szczygła i redaktora książki, jeśli takowy był - autorka przekładu - Halina Kralowa - przetłumaczyła niemieckie słowo Moldau jako rzekę ... Mołdawę (nie ma takiej). Tymczasem Moldau to po niemiecku ... Wełtawa! Dobrze, że Czesi nie pisali o Genui - po czesku Janov - wówczas tłumaczka wraz z wydawcą wysłaliby czytelników do jakiegoś Janowa. Jednym słowem rzecz co najwyżej dobra, mocno zdezaktualizowana i niewiele wnosząca nowego dla czechofili. Lepiej czytać Piotra M. Majewskiego, Mariuszy Surosza i Szczygła (alfabetycznie),Petra Jokeša, a nawet (poza fragmentami autopromocyjnymi) Aleksandra Kaczorowskiego. No i przede wszystkim czeską literaturę. Dodatkowa gwiazdka za sprzeciw autora (wtedy we Włoszech był to akt odwagi) wobec komunistycznej normalizacji po zdławieniu praskiej wiosny. Przeczytane w ramach listopadowego wyzwania – książka z pomarańczową okładką (obejmującą kopułę kościoła św. Mikołaja na Malej Stranie).
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Jak się tworzy powieść

Więcej
Miguel de Unamuno Jak się tworzy powieść Zobacz więcej
Miguel de Unamuno Jak się tworzy powieść Zobacz więcej
Miguel de Unamuno Jak się tworzy powieść Zobacz więcej
Więcej