Niekochana

Okładka książki Niekochana autora Adolf Rudnicki,
Okładka książki Niekochana
Adolf Rudnicki Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
92 str. 1 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Niekochana
Data wydania:
1958-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1958-01-01
Liczba stron:
92
Czas czytania
1 godz. 32 min.
Język:
polski
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niekochana w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Niekochana

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Niekochana

avatar
367
28

Na półkach: , ,

Nie jest to dobra książka. Nie jest to wspaniała historia. Jest to zapewne tylko dramat ludzi, tragicznie samotnych, chcących ale nie umiejących być razem, uwięzionych w czasach najgorszych przeczuć. ,,A swoją drogą czasach ciekawych”. W czasach w których wisła na saskiej kępie była ciepła i błoga, a piasek tak czysty, że stąpało się po nim nieomal z uczuciem bezczeszczenia.
I właśnie swoją drogą należy przez tą historię przejść i zobaczyć w niej wszystko, lub nie zobaczyć w niej nic i dodać na własną półkę, bo ja myślę, ze mogłoby nie starczyć tego miejsca na niebie.

Nie jest to dobra książka. Nie jest to wspaniała historia. Jest to zapewne tylko dramat ludzi, tragicznie samotnych, chcących ale nie umiejących być razem, uwięzionych w czasach najgorszych przeczuć. ,,A swoją drogą czasach ciekawych”. W czasach w których wisła na saskiej kępie była ciepła i błoga, a piasek tak czysty, że stąpało się po nim nieomal z uczuciem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1796
1660

Na półkach:

Rudnicki w opowiadaniu "Niekochana" przedstawia historię burzliwego związku Kamila i Noemi. Bohaterowie mają 20 lat i próbują żyć jak dorośli ludzie, choć emocjonalnie chyba nie dojrzali jeszcze do tego. Zwłaszcza Kamil ma problem z nazwaniem swoich uczuć i podjęciem jednoznacznych i ostatecznych decyzji. Zakochana w nim Noemi próbuje z cierpliwością znosić jego niestałość i emocjonalne wybuchy. Początkowo nawet gotowa jest na rozstanie. Kamil z jednej strony przyznaje się przed sobą, że jej nie kocha i że czuje się pozbawiony wolności w tym związku, z drugiej jednak strony, nie potrafi uwolnić ich obojga od wzajemnych zobowiązań.

Rudnicki ciekawie przedstawia portrety psychologiczne bohaterów. Pokazuje ten rodzaj miłości, który potrafi doprowadzić do szaleństwa. Niezdecydowanie Kamila i jego niestabilność uczuciowa bardzo silnie odbija się na psychice Noemi. Dziewczynie z czasem coraz trudniej znosić oskarżenia, wybuchy i ucieczki ukochanego, a jednocześnie czuje się do niego na tyle przywiązana, że nie może odejść i zapomnieć o nim.

Smutna to wizja miłości, uczucia zaborczego, uzależniającego i doprowadzającego do szaleństwa. Bohaterowie tak bardzo skupiają się na sobie, że przestają dostrzegać zewnętrzny świat. Jedyne chwile względnej normalności ich związku to te, gdy muszą się zmagać z zewnętrznymi problemami w postaci zajęcia komorniczego. Ich wspólne życie zdaje się być bardzo wsobne, nastawione na roztrząsanie własnych słów, myśli i uczuć, a to nie może doprowadzić do szczęścia.

Rudnicki w opowiadaniu "Niekochana" przedstawia historię burzliwego związku Kamila i Noemi. Bohaterowie mają 20 lat i próbują żyć jak dorośli ludzie, choć emocjonalnie chyba nie dojrzali jeszcze do tego. Zwłaszcza Kamil ma problem z nazwaniem swoich uczuć i podjęciem jednoznacznych i ostatecznych decyzji. Zakochana w nim Noemi próbuje z cierpliwością znosić jego niestałość...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
348
272

Na półkach:

W tym opowiadaniu jest bardzo mało akcji, w sensie wydarzeń czy zmian. "Niekochana" toczy się właściwie w głowach, a może w sercach, pomiędzy dwójką głównych bohaterów, czyli tytułową niekochaną i mężczyzną jej życia. Nie jest to trudny tekst, ale jak ktoś nie przepada za literaturą o psychologicznym zacięciu, to niech lepiej nie sięga po to opowiadanie.

W tym opowiadaniu jest bardzo mało akcji, w sensie wydarzeń czy zmian. "Niekochana" toczy się właściwie w głowach, a może w sercach, pomiędzy dwójką głównych bohaterów, czyli tytułową niekochaną i mężczyzną jej życia. Nie jest to trudny tekst, ale jak ktoś nie przepada za literaturą o psychologicznym zacięciu, to niech lepiej nie sięga po to opowiadanie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

158 użytkowników ma tytuł Niekochana na półkach głównych
  • 87
  • 71
28 użytkowników ma tytuł Niekochana na półkach dodatkowych
  • 18
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Opowiadania o miłości Dariusz Bitner, Stanisław Czycz, Kornel Filipowicz, Marek Hłasko, Jarosław Iwaszkiewicz, Leo Lipski, Adolf Rudnicki, Edward Stachura
Ocena 7,2
Opowiadania o miłości Dariusz Bitner, Stanisław Czycz, Kornel Filipowicz, Marek Hłasko, Jarosław Iwaszkiewicz, Leo Lipski, Adolf Rudnicki, Edward Stachura
Adolf Rudnicki
Adolf Rudnicki
Adolf Rudnicki (ur. jako Aron Hirschhorn) - polski pisarz żydowskiego pochodzenia. Absolwent szkoły handlowej. Debiutował jako dwudziestotrzyletni młodzieniec powieścią pt. "Szczury". W czasie II wojny światowej schronił się we Lwowie. Działał w Narodowym Komitecie Żydowskim. Uczestniczył także w powstaniu warszawskim. Po wojnie opublikował szereg opowiadań. Za tom opowiadań pt. "Krowa" (1959) otrzymał Nagrodę Literacką "Przeglądu Kulturalnego". To z jednego z jego utworów pochodzi sformułowanie "epoka pieców", odnosząca się do czasu Holokaustu. W 1967 roku inny wybitny twórca żydowskiego pochodzenia, reżyser Janusz Nasfeter, dokonał swobodnej adaptacji dzieła Rudnickiego pt. "Niekochana". W tytułową rolę bardzo udanie wcieliła się Elżbieta Czyżewska, a sam film odniósł spory sukces. Wybrane publikacje Rudnickiego: "Niekochana" (pierwsze wydanie: Towarzystwo Wydawnicze "Rój", 1937),"Noc będzie chłodna, niebo w purpurze" (Wydawnictwo Literackie, 1977),"Rogaty warszawiak" (Wydawnictwo Literackie, 1981),"Krakowskie Przedmieście pełne deserów" (pierwsze wydanie: PIW, 1986).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Matka Joanna od Aniołów Jarosław Iwaszkiewicz
Matka Joanna od Aniołów
Jarosław Iwaszkiewicz
Kiedy ksiądz Suryn "trzęsąc się po okropnej drodze w niewygodnej najtyczance" zmierza ku klasztorowi "panien urszulanek" w Ludyniu, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak znamienna w skutkach dla niego to będzie podróż. I nie chodzi nawet o to, że cieniem na jego duszy kłaść się może przepowiednia pewnej Cyganki brzmiąca "Horbatu polubisz", co jakiś innego rodzaju "smętek wewnętrzny", który "radość wolnego powietrza" i "wolnej ptaszki" zmienia w jakiś wewnętrzny"mąt" duszy, wrzucając go "w orbitę nieznanych zdarzeń", będących źródłem mąk dla serca i umysłu. . "Małe jądro ciemności", które gości gdzieś na dnie duszy jego, pod wpływem zderzenia się z "ponadrzeczywistą rzeczywistością" Matki Joanny od Aniołów rozrasta się, infekując kolejne dni jego pobytu w klasztorze snami pełnymi zmor i walk z samym sobą, robiąc z niego "igraszkę najpotężniejszych sił zła", choć wydaje się początkowo, że teologiczna wiedza i szczera modlitwa to skuteczny oręż w walce z wszelkiej maści demonami. Ale być może najbardziej niebezpieczny demon to ten, który kryje się w nas samych, a u podłoża wszystkiego, co "zgubić potrafi snadnie" każdego, nawet duchownego - leży... MIŁOŚĆ. Bo "człowiek to dziwna ptaszka" jednak... . Pisząc to opowiadanie (które ze względu na swoją objętość można uznać nawet za krótką powieść) czerpał inspirację Iwaszkiewicz z lektury dziejów jezuickiego egzorcysty, który w XVII w. oskarżony został o opętanie zakonnic i matki przełożonej klasztoru Urszulanek w Loudun. Tutaj zamiast Francji mamy Ludyń pod Smoleńskiem, a pod fabułą kryją się elementy autobiograficzne, dotyczące podobno relacji Iwaszkiewicza ze swoją żoną Anną. Pomimo tytułu sugerującego, że literackie światło padać będzie na Matkę Joannę - to ksiądz Suryn jest tutaj postacią, wokół której skupia się obraz tej wewnętrznej walki z siłami zła. Stąd także ta warstwa psychologiczna jest bardzo rozbudowana, a my otrzymujemy obok opisu zdarzeń zapis myśli księdza Suryna, będący rekonstrukcją jego duchowej przemiany, prowadzącej do zaskakującego, pełnego dramatyzmu zakończenia. . Urzekł mnie tutaj klimat, zachwycił literacki język stylizowany na staropolski, ale bardzo przystępny, często też zmuszający, by zatrzymać się nad pojedynczym słowem czy całym wyrażeniem. Jest w tym także nuta humoru, co zdecydowanie przełamuje wspomniany wyżej dramatyzm. Opowiadanie to okazało się także o wiele bardziej wielowarstwowe, niż się początkowo wydawało. Temat opętania to tylko naskórek, pod którym znajdziemy próbę odpowiedzi na pytania odnośnie natury zła, pojęcia prawdy, grzechu, istoty miłości, ofiary, pragnienia wyjątkowości. Bardzo polecam.
Ananke144 - awatar Ananke144
ocenił na84 miesiące temu
Romans Teresy Hennert Zofia Nałkowska
Romans Teresy Hennert
Zofia Nałkowska
Ona jeszcze ładna, już niemłoda mężatka, z przeszłością, którą w dawniejszych czasach warto było dyskretnie odstawić jak szkielet do szafy. On - przystojny, dziarski oficer, nieco zblazowany, z jednej strony cyniczny, z drugiej - żarliwy. I miłość, która przychodzi nagle, zupełnie nie w porę i tak, że nie sposób się przed nią obronić. W tle inny romans - a właściwie miłostka antypatycznego, żonatego oficerka ze skłonnością do malwersacji, ze śliczną ale "diablo drogą" pracownicą pewnego biura. Oględnie mówiąc, żadna z tych miłosnych historii nie zakończy się happy endem. Wszystko rozgrywa się w realiach młodziutkiej Polski z początku lat dwudziestych XX wieku, w środowisku wyższych wojskowych i osób "z towarzystwa". I to tło społeczne wydaje się być ciekawsze niż sam wątek miłosny. Opisy towarzyskich spotkań, trosk i radości opisywanej klasy są całkiem interesującym obrazem epoki, zwłaszcza, że widzianym oczami pisarki - bezpośredniego świadka tych czasów. Nasz młody kraj nie wydaje się krainą mlekiem i miodem płynącą. Wielu wojskowych po wojnie idzie w odstawkę, ich pobory nie tylko nie wystarczają na wystawną reprezentację, ale czasem wręcz na skromne życie. Co nie zmienia faktu, że "oficeryje" nie chcą rezygnować z luksusowych przyjemności, niektórzy nawet kosztem wyprzedawania rodzinnych pamiątek i mebli. Czyżby Ojczyzna nie była w stanie odwdzięczyć się jej obrońcom? Sprawy socjalne innych grup społecznych również szorują po dnie, zupełnie jakby Polska uznała osiągnięcie upragnionej niepodległości za szczyt i kres swych celów. Mimo ciekawego kontekstu, książka mnie nie porwała i nie uwiodła. Nałkowska była przez długie lata niesłychanie wpływową osobą w różnych organizacjach związanych ze słowem pisanym. Jednak Jej twórczość zestarzała się raczej nieładnie. "Medaliony" to oczywiście ponadczasowy hit, ale to raczej ze względu na ich tematykę niż urodę narracji. Jeśli mam zwracać się do literatury sprzed II Wojny, wolę już Dołęgę lub Makuszyńskiego.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na61 rok temu
Kronika wypadków miłosnych Tadeusz Konwicki
Kronika wypadków miłosnych
Tadeusz Konwicki
Piękna wiosna, ciepłe lato sprzyjają miłosnym uniesieniom nawet wtedy gdy to 1939 rok. W przededniu drugiej wojny światowej ówczśni maturzyści, nie znając zbliżającego się końca ich beztroski, upajają się swoją pierwszą miłością. Głowny bohater, 19-letni Witek spotyka przypadkowo wiotką Alinę. W jego sercu wybucha ogrom uczuć do dziewczyny, silnych tak bardzo, jak tylko może być silna pierwsza miłość. Uczucia Witka stopniowo rosną, wraz z tym, jak często w jego myślach pojawia się Alina. Owładnięty swoją pierwszą miłością traci poczucie mijającego czasu i obowiązku zaniedbując naukę i maturalne przygotowania. Niby wydarzenia osadzone blisko 100 lat temu, ale niezmiennie prawdziwe. Bowiem barwa nastoletniej "śmiertelnej" miłości jest niezmienna i niezależna od otaczającej ją rzeczywistości. Książka balansuje na granicy problemów miłości i dorastania. Pokazuje jak obojętność, niezrozumienie i toczące się wokół wydarzenia mogą zniszczyć nawet najbardziej żarliwe uczycie. Autor przedstawia bardzo nostalgiczną opowieść sięgając do czasów i miejsc własnej młodości. Pokazuje jak kruchy może być świat młodych, gdy wokół toczą się burzliwe wydarzenia. Proza Konwickiego jest liryczna i refleksyjna, pełna tęsknoty za dawno minionymi czasami. To prawdziwy slow reading. Nie rzadko opowieść Konwickiego zwalnia, by czytelnika skłonić do zadumy, ale nie każdemu to się spodoba. A zadumać jest się nad czym, bo nad ulotnością młodości i nieuchronnością wydarzeń historycznych, które zawsze niosą zmiany - czasem bardzo drastyczne. Powieść urzeka pięknym językiem, który pobudza zmysły i budzi w czytelniku nostalgię za młodością i młodzieńczą miłością. Ja znalazłam wiele czytelniczej radości w tej lekturze.
Ola - awatar Ola
oceniła na719 dni temu
Niecierpliwi Zofia Nałkowska
Niecierpliwi
Zofia Nałkowska
Nałkowska dla większości czytelników jest autorką "Granicy", wybitnej powieści, a nieczytanej głównie z powodu umieszczenia jej na liście lektur szkolnych. W 1939 roku ukazała się jej kolejna powieść psychologiczna, "Niecierpliwi". Niewielu czytelników podjęło się recenzowania tej, wybitnej moim zdaniem, książki. Nie dziwię się zupełnie, bo utwór nie należy do "lekkich, łatwych i przyjemnych". I nie polecam "Niecierpliwych" tym, którzy czytając chcą się zrelaksować i lubią książki z happy endem. Mając ostatnio dużo czasu postanowiłam przeczytać całą Nałkowską, większość utworów po raz kolejny, w tym tu oceniany. Przeczytałam raz, i jeszcze raz, od nowa. Z dwóch powodów. Po pierwsze: nie mogłam się z nią rozstać, po drugie: wiedziałam że głębia utworu jest tak wielka, że muszę zanurkować raz jeszcze (przepraszam za pretensjonalną cokolwiek metaforę). Głównymi bohaterami są Jakub Mrowa i jego żona Teodora, którzy podawani są czytelnikowi na tacy wraz z wielopokoleniową, mocno "rozgałęzioną" rodziną. Nie bez powodu. Nałkowska stawia tezę i stara się udowodnić, że to, jacy jesteśmy determinuje w dużym stopniu nasze otoczenie i środowisko, w którym dorastamy i żyjemy. Tytuł powieści zaś wyjaśnia w pewnym stopniu w jednym zdaniu (str.12) "Widocznie bardzo pragnęli żyć, chociaż niektórzy - ci niecierpliwi - sami przecież tego życia się wyrzekli." Tak, w książce co kilkanaście stron ktoś umiera. I śmierć zadaje sobie sam, albo zostaje pozbawiony życia, albo przychodzi na niego czas we własnym łóżku. Śmiercią głównych bohaterów kończy się powieść, co autorka zapowiada już na początku. Motywem jest nie tylko zazdrość, ale brak porozumienia i nieumiejętnośc okazywania sobie uczuć. A już to powinno niejednego czytelnika czegoś nauczyć. Gorąco polecam!
Elżbieta2019 - awatar Elżbieta2019
ocenił na97 lat temu
Bramy raju Jerzy Andrzejewski
Bramy raju
Jerzy Andrzejewski
„Bramy raju" to powieść wyprzedzająca swoje czasy. Niesamowite jak można pisać o cielesności i o tym co się z nią wiąże w sposób tak nieskrępowany i silnie oddziałujący na zmysły. To zresztą ciekawe, bo w większości mamy tu do czynienia z monologami wewnętrznymi lub spowiedziami bohaterów. Wstawek czysto opisowych mamy tutaj niewiele. Może to właśnie dzięki temu, kiedy się już pojawiają, zwracają na siebie uwagę. Andrzejewski był gejem (patrz. „Homobiografie" Tomasika). To napięcie między pragnieniem homoseksualnym czy ogólnie erotycznym, a niemożnością jego pełnej realizacji albo tłumieniem go wybrzmiewa tutaj głośno. Nie da się tego napięcia nie wyczuć, nie sposób go ominąć. Właściwie prawie każda postać „Bram raju" kieruje się jakimś pragnieniem, dąży do osiągnięcia spełnienia erotycznego i duchowego. Zdaje się, że według Andrzejewskiego te dwie siły muszą w końcu się ze sobą zderzyć, co widać na ostatnich stronach powieści. Jeśli chodzi o samą formę dwóch zdań, to wydaje się ona być pretekstowa. Ta kropka mogłaby równie dobrze się tam pojawić i nic złego by się nie wydarzyło. Jest to jednak świadomy zabieg artystyczny. Myślę, że to jedno długie zdanie ma odpowiadać samemu głównemu motywowi powieści. Jest nim dążenie do celu, nieustanny marsz. Dzięki takiej formie czytelnik może poczuć się tak, jak protagoniści, którzy w swojej wędrówce nie zatrzymują się. I będą szli całą noc...
Igor - awatar Igor
ocenił na81 rok temu
Przed nieznanym trybunałem Jan Józef Szczepański
Przed nieznanym trybunałem
Jan Józef Szczepański
Interesujące eseje z 1975 r., zawierające etyczne credo Jana Józefa Szczepańskiego (rocznik nie byle jaki– 1919),jednego z lepszych polskich pisarzy, ostatniego prezesa Związku Literatów Polskich, zlikwidowanego przez Spawacza w stanie wojennym. Najciekawszy wydaje się tekst „W służbie wielkiego armatora” – czyli Ojczyzny (dziś już nie da się nie dodać: i Synczyzny z Córczyzną). Opisując zbiorowy portret swego pokolenia, Autor wspomina niby rzecz oczywistą, ale jakże gorzką w kontekście tego wszystkiego, co już czekało za progiem dorosłości i trwało aż do wieku mocno dojrzałego. „Dwadzieścia lat bez garbu owej wyjątkowości narodowego losu – bez piętna przekleństwa i świętości, w przekonaniu że już za nami cała ta atmosfera pokuty i misji, anielstwa i diabelstwa, infantylizmu i wzniosłości, które z historii naszej uczyniły rodzaj misterium – patetycznego i (jakeśmy to chyba odczuwali) nieco histerycznego zarazem”. „Byliśmy pierwszym normalnym, zdrowym psychicznie pokoleniem Polaków od paru stuleci. Więc i sztandary nasze musiały być inne. Inne gesty. Inny styl gry na dziejowej scenie”. „Stąd zapewne Conrad. Ledwo zauważany dotychczas - jeden z klasyków w bibliotece. (…) I nagle odkrycie: aktualniejszy niż wszyscy. Jak gdyby czekał na ten czas, żeby wyznaczyć nam kurs na mapie”. Chodzi oczywiście o etykę wierności - sobie i zasadom - która wyznawało i generalnie jednak zachowało pokolenie Szczepańskiego. Autor nigdy się w Peerelii nie zeszmacił, wręcz przeciwnie – pamiętam go jako autorytet i nie byle jaka osobowość. I pamiętam też jego niewielkie, wstrząsające opowiadanie „Buty” – o wymordowaniu ”na zimno” przez AK oddziałku azerskich kolaborantów, którzy nie chcieli już walczyć po stronie Niemców, a tylko przeżyć, i przyłączyli się do partyzantki. Było ono jednym z pierwszych (1956),a raczej nielicznych, tekstów o tym, co naprawdę się działo podczas wojny, a nie kolejną malowanką dla grzecznych przedszkolaków na rocznicową akademię wypichconą. Mam zaś problem z tekstem z tego zbioru o o. Maksymilianie Kolbe. Jego czyn był heroiczny, jak żadne inne samobójstwo, bo także i w tych kategoriach można rozpatrywać to, co uczynił w tamtym antyświecie – samobójstwa, aby Inny przeżył. Istotę obozu Autor ujmuje w kilku mistrzowskich zdaniach: „Obozy koncentracyjne służyły nie tylko represji i eksterminacji +elementów niepożądanych+. Ich zadaniem było między innymi wskazanie fikcyjności etyki ludzkiego braterstwa – zasady podważającej najoczywiściej roszczenia rasowego elitaryzmu. Podludzie powinni byli ginąć wdeptywani w błoto jak robaki – masowo, lecz samotnie, anonimowo, bez godności należnej ofiarniczemu cierpieniu, w upodleniu i hańbie, o ile możności przykładając się sami do własnej zagłady”. „Stąd szczególna pogarda, z jaką odnosili się do wszelkich głosicieli humanitaryzmu. Intelektualiści, księża, przedstawiciele doktryn politycznych, opartych na założeniach uniwersalizmu, poddawani byli w obozach specjalnemu reżimowi poniżeń. Bo to była próba prawdy. +I gdzie wasza ludzkość? Gdzie się podziała, kiedy skaczecie sobie do gardeł o skórkę chleba, kiedy na rozkaz kapo okładacie się kijami?+ W pewnym sensie obozy koncentracyjne były fragmentem ostatecznej światopoglądowej debaty”. „Kosztem dobrowolnej ofiary z życia, złożonej przez jednego człowieka, ocalony został drugi człowiek. Obcy. Niepowiązany ze swym wybawcą innymi więzami, jak tylko więzy ludzkiego braterstwa. Abstrakcyjne hasło ludzkości odzyskiwało widomą treść. Życie okupione śmiercią znów nabierało ceny”. Ale była i druga strona zakonnika (przed wojną nawet pierwsza): nienawiść do Innych. Owszem, Szczepański tego nie ukrywa: „Klerykalne fobie, antysemityzm, system podejrzeń, wiodący do upatrywania szatańskiego spisku w manifestacjach każdego odmiennego stanowiska”. I tylko pytanie, czy dlatego nie pisał o tym moralnym brudzie mocniej czyli prawdziwie, bo byłaby to tzw. „woda na młyn komuny” (świetnie taki mechanizm pamiętam)? Autorowi być może udziela się coś z tej postawy, za to we mnie niestety ma wielkiej wyrozumiałości wobec tamtej postawy Świętego (a czytałem teksty „Małego Dziennika”, ohydnego, prostackiego, szczującego brukowca),czyli kogoś, kto „krzyż miał na piersi a nienawiść w sercu” - nawet po jego wielkim czynie z Auschwitz. Z kolei tekst o bandzie Mansona niczym nie zachwycił, zwłaszcza że Autor podjął chyba zbyt łatwą próbę zrozumienia i wytłumaczenia tego zjawiska, bo chyba nie fenomenu. I tylko dziwne, że tak głęboki umysł podsumował swe wywody w tak płytki sposób: „Pierwszym jednak warunkiem umożliwiającym Chrystusowi-diabłu połów dusz był klimat intelektualny i moralny młodzieżowej rewolucji lat 60. Klimat protestu przeciw wynaturzeniom cywilizacji, identyfikowanym z każdą postacią oficjalnego autorytetu”. Wszystko jest napisane wspaniałym językiem, który najlepiej byłoby określić mianem przedwojennego, w najlepszym tego słowa rozumieniu. J.J. Szczepańskiego znałem jako wybitnego moralistę. Z tym większym, niekoniecznie miłym, zaskoczeniem było dla mnie posłowie Naczelnego Moralizatora RP (różnica obu pojęć oczywista) Jego Najwyższej Przemądrzałości Krzysztofa Zanuddziego. ”Konrad nie chce zejść ze sceny” – tematem sztuki Jerzego Zawieyskiego sprzed lat nie był wprawdzie Wielki Reżyser (ostatni dobry film nakręcił kilka dobrych dekad temu),ale mógłby być. A nawet powinien…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Niekochana

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Niekochana